Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Według danych Eurostatu Polska znajduje się na drugim miejscu w UE pod względem tempa, w jakim starzeje się społeczeństwo. Nasz kraj wyprzedziła tylko Finlandia.

  • Eurostat opublikował dane na temat starzenia się społeczeństwa w krajach UE w latach 2011-2020.
  • W 2020 roku odsetek ludności mającej 65 lat lub więcej wzrósł na terenie Unii Europejskiej do 20,6%. W 2011 roku było to 17,8%. Oznacza to więc wzrost o 2,8 punktów procentowych.
  • Wśród państw członkowskich UE najwyższy udział osób starszych w ogólnej liczbie ludności w 2020 r. odnotowano we Włoszech (23,2%), następnie w Grecji i Finlandii (po 22,3%).
  • Najszybsze tempo starzenia się społeczeństwa w latach 2011- 2020 odnotowano w Finlandii (4,8 punktów procentowych), Polsce (4,6) i Czechach (4,3).
  • Zobacz także: Zmiany w edukacji domowej. Sejm podjął decyzję

W 2020 roku odsetek ludności mającej 65 lat lub więcej wzrósł na terenie Unii Europejskiej do 20,6%. W 2011 roku było to 17,8%. Oznacza to więc wzrost o 2,8 punktów procentowych. Najszybciej starzeje się społeczeństwo w Finlandii, Polsce i Czechach.

Wśród państw członkowskich UE najwyższy udział osób starszych w ogólnej liczbie ludności w 2020 r. odnotowano we Włoszech (23,2%), następnie w Grecji i Finlandii (po 22,3%), Portugalii (22,1%), Niemczech (21,8%) i Bułgarii (21,6%). Eurostat przygotował też statystyki z podziałem na regiony. W takim wypadku największy odsetek zaobserwowano w Chemnitz (29,3%) w Niemczech, następnie w Ligurii (28,7%) we Włoszech, Epirze (27,3%) w Grecji, Limousinie (27,1%) we Francji i Saksonii-Anhalt (27,0%) w Niemczech.

Zupełnie inaczej wyglądają statystyki, jeżeli chodzi o tempo starzenia się społeczeństwa. W tym wypadku najwyższy wzrost, biorąc pod uwagę lata 2011 – 2020 odnotowano w Finlandii, gdzie wyniósł on 4,8 punktów procentowych. Na drugim miejscu znalazła się Polska z nieznacznie niższym wynikiem – 4,6. Na kolejnych miejscach: Czechy (4,3), Słowacja (4), Niderlandy (3,9), Francja (3,7) i Słowenia (3,7).

obserwatorgospodarczy.pl

zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Skoro preparat AstraZeneca jest taki bezpieczny, jak twierdzą politycy, to jak wyjaśnić, że naukowcy szukają sposobu na leczenie zakrzepicy, która wystąpiła po szczepieniu?

Jako jedni z nielicznych poinformowaliśmy, że we wstępnym dokumencie Europejska Agencja Leków potwierdziła, że efektem ubocznym po szczepieniu preparatem AstraZeneca może być zakrzep krwi. Agencja zdecydowała nawet, że powiadomi o tym w ulotce preparatu.

Problem został zdiagnozowany


Andre Holme, profesor i główny lekarz Szpitala Uniwersyteckiego w Oslo powiedział, że za zakrzepicę po przyjęciu szczepionki odpowiadać może silna reakcja immunologiczna organizmu. Według oficjalnych informacji trzech pracowników służby zdrowia w Norwegii trafiło z ciężkimi zakrzepami do szpitala po przyjęciu preparatu AstraZeneca. Jeden z nich zmarł z powodu wylewu krwi do mózgu.

Podobne reakcje organizmu wystąpiły również u trzynastu mieszkańców Niemiec. Tam problemem zajmowali się specjaliści z Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Greifswaldzie. Doszli oni do wniosku, że zakrzepicę zatrzymać mogą duże dawki immunoglobin, czyli cząsteczek białka, które produkuje nasz układ odpornościowy. Ich zadaniem jest osaczenie oraz zniszczenie wirusów, bakterii oraz pasożytów.

Terapia nie została jednak wystarczająco dobrze sprawdzona. Nie wiadomo do końca, jak zareaguje organizm, który otrzyma dodatkowe przeciwciała w połączeniu z tymi, które wymuszane są przez szczepionkę. Po przyjęciu szczepionki do lekarza powinni zgłosić się ci, u których wystąpiły: ból głowy, napady padaczkowe, paraliż, zaburzenia mowy.

Zbigniew Heliński

The Local, Radio Zet

dziecko, edukacja

/ fot. pixabay

Sejm znowelizował prawo oświatowe w zakresie dotyczącym edukacji domowej. Wycofano niekorzystne zdaniem rodziców zmiany wprowadzone za czasów kierowania MEN przez Annę Zalewską.

  • Sejm przyjął nowelizację prawa oświatowego, dotyczącą edukacji domowej.
  • Zniesiony będzie obowiązek przypisania ucznia do szkoły w tym województwie, w którym mieszka, a także wymóg uzyskiwania opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej dla rozpoczęcia edukacji w tej formie.
  • Według danych ministerstwa edukacji i nauki w roku szkolnym 2019/2020 w Polsce w tej formie edukacji uczyło się 10 976 uczniów, a w obecnym – 15 034 uczniów.
  • Zobacz także: Kandydat na Rzecznika Praw Obywatelskich budzi kontrowersje. Zgłoszony przez KO i PSL

Zniesiony będzie obowiązek przypisania ucznia w edukacji domowej do szkoły w tym województwie, w którym mieszka, a także wymóg uzyskiwania opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej dla rozpoczęcia edukacji domowej. Za przyjęciem nowelizacji głosowało 393 posłów, 3 było przeciw, 48 wstrzymało się od głosu.

Jednocześnie odrzucono poprawkę Lewicy, która chciała utrzymania wymogu opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej do otrzymania zgody na prowadzenie edukacji w domu. Taką propozycję negatywnie oceniali rodzice zajmujący się edukacją domową. Teraz nowelizacją zajmie się Senat.

Według danych ministerstwa edukacji i nauki w roku szkolnym 2019/2020 w Polsce w edukacji domowej uczyło się 10 976 uczniów, a w obecnym – 15 034 uczniów. – To wielki dzień dla ED. Cieszmy się! Podziękowania dla Bartłomieja Wróblewskiego, Andrzeja Dudy, Mateusza Morawieckiego, Przemysława Czarnka, Tomasza Rzymkowskiego oraz wszystkich, którzy wsparli projekt – napisało Stowarzyszenie Edukacji w Rodzinie relacjonując wygrane głosowanie w Sejmie.

Rewelacja! Dziś (2021.03.17 godz. 16:23) Sejm przyjął zdecydowaną większością głosów projekt zmian w Prawie Oświatowym…

Opublikowany przez Stowarzyszenie Edukacji w Rodzinie Środa, 17 marca 2021

portalsamorzadowy.pl, facebook.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Wikimedia Commons

Pod koniec lutego odbyły się w Brześciu organizowane przez Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego, którym kieruje Anna Paniszewa, uroczystości ku czci „Żołnierzy Wyklętych”. Dla władz Białorusi stało się to pretekstem dla wdrożenia represji wobec przedstawicieli mniejszości polskiej.

  • Pod koniec lutego odbyły się w Brześciu uroczystości ku czci „Żołnierzy Wyklętych”. Dla władz Białorusi stało się to pretekstem dla wdrożenia represji wobec przedstawicieli mniejszości polskiej.
  • 9 marca, białoruskie władze zdecydowały o wyrzuceniu z Białorusi z konsulatu generalnego RP w Brześciu polskiego konsula, Jerzego Timofiejuka.
  • 11 marca białoruska milicja zatrzymała w Brześciu współzałożyciela Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego Aleksandra Nawodniczego. Dzień później do aresztu trafiła Anna Paniszewa.
  • Zobacz także: Alternatywa dla Konwencji Stambulskiej. Ziobro szuka poparcia w Europie

9 marca, białoruskie władze zdecydowały o wyrzuceniu z Białorusi z konsulatu generalnego RP w Brześciu polskiego konsula, Jerzego Timofiejuka, który uczestniczył we wspomnianych patriotycznych uroczystościach ku czci „Żołnierzy Wyklętych”. Zdaniem władz Białorusi czciły one „bandytów”, którzy mordowali Białorusinów. Równocześnie w białoruskich państwowych mediach ukazały się publikacje atakujące organizatorów wydarzenia.

Postępowanie wszczęła także brzeska prokuratura. Jest ono prowadzone w sprawie „podżegania do nienawiści na tle narodowościowym” oraz „rehabilitacji nazizmu” do jakiego miało dojść w trakcie wspomnianych obchodów. Prokuratura twierdzi, że „pod pretekstem świadczenia usług informacyjnych i kulturalno-oświatowych z udziałem co najmniej 20 nieletnich uczniów i młodych mieszkańców Brześcia byli gloryfikowani zbrodniarz wojenni, włączając Romualda Rajsa, znanego pod pseudonimem <>”. Temu, że w uroczystościach miał być wspominany akurat “Bury”, zaprzecza polska dyplomacja.

Represje wobec polskich działaczy

11 marca białoruska milicja zatrzymała w Brześciu współzałożyciela Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego Aleksandra Nawodniczego. Dzień później do aresztu trafiła Anna Paniszewa, która wówczas wróciła właśnie z Polski. Według niepotwierdzonych informacji prowadzi ona głodówkę w areszcie. W środę „Polacy Grodzieńszczyzny” rozpoczęli akcję internetową #wolnośćdlaPaniszewej w celu wywarcia presji i wsparcia Anny Paniszewej.

kresy.pl, twitter.com

Tablica z nazwą urzędu: Rzecznik Praw Obywatelskich.

/ Wikimedia Commons

– W związku z informacją, że profesor Sławomir Patyra ma być zgłoszony przez określone ugrupowania polityczne jako kandydat na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, wyrażam moją wątpliwość, co do trafności zgłoszenia tej kandydatury – napisał prof. Jan Majchrowski z Uniwersytetu Warszawskiego w opublikowanym stanowisku.

– 18 stycznia 2021 r. prof. Sławomir Patyra występując w trakcie zdalnej, publicznej obrony pracy doktorskiej Pani Agnieszki K.-W. (pracownika Kancelarii Sejmu R.P.) na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego – jako recenzent pracy doktorskiej – posługiwał się tzw. awatarem z symbolem tzw. Strajku kobiet – poinformował prof. Majchrowski. – Osoba, która identyfikuje się publicznie (a obrona pracy doktorskiej ma taki właśnie charakter) poprzez używaną przez siebie symbolikę z takim ruchem, a tym samym siłą rzeczy z jego działalnością wykluczającą i dyskryminującą określonych obywateli, nie może być Rzecznikiem Praw Obywatelskich i nie powinna także w ogóle kandydować na ten urząd – ocenił.

– Do tej pory nigdy nie byłem świadkiem (a pracuję na uniwersytecie ponad trzydzieści lat), by recenzent (ale też jakikolwiek inny członek komisji w przewodzie doktorskim) epatował innych członków tej komisji, a przede wszystkim samego doktoranta, jakąkolwiek symboliką polityczną, co osobiście uważam za wysoce niestosowne, niezgodne ze zwyczajami uniwersyteckimi i mogące także krępować doktoranta, któremu recenzent zadaje przecież pytania – zaznaczył.

– Symbolika, której używał przy tym (trudno uznać, że nieświadomie) prof. S. Patyra wiąże się z bardzo radykalnym, ekstremistycznym wręcz ruchem, którego rozmaici przedstawiciele w licznych wypowiedziach niejednokrotnie w wulgarny, napastliwy sposób atakują określone grupy obywateli polskich wyodrębnione przez nich np. ze względu na ich wyznanie lub światopogląd, przy czym dochodziło także niewątpliwie do naruszania prawa i aktów przemocy – podkreślił.

centrummedialne.pl

stetoskop

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

W poniedziałek 22 marca ma ruszyć kolejny protest lekarzy rezydentów. Co najmniej 2 tys. z nich weźmie zwolnienia lekarskie i nie przyjdzie do pracy. – Głos środowiska lekarskiego jest lekceważony – podkreślił przewodniczący Porozumienia Rezydentów Piotr Pisula.

  • W poniedziałek 22 marca ma ruszyć kolejny protest lekarzy rezydentów. Co najmniej 2 tys. z nich weźmie zwolnienia lekarskie i nie przyjdzie do pracy.
  • Głos środowiska lekarskiego jest lekceważony. Nadal nie mamy finansowania ochrony zdrowia na jakimkolwiek sensownym poziomie i nadal nie proponujemy dobrych stawek wszystkim pracownikom ochrony zdrowia – zarzucił przewodniczący Porozumienia Rezydentów Piotr Pisula.
  • Zobacz także: Solidarna Polska chce wzmocnienia hospicjów perinatalnych. Apeluje o przyśpieszenie prac

– Podjęliśmy decyzję o proteście szybciej, niż myśleliśmy. To przez działania resortu zdrowia związane z egzaminem PES, przez które emocje lekarzy sięgnęły zenitu. Jeszcze wczoraj minister Adam Niedzielski podjął decyzję, by zarówno część ustną, jak i pisemną przesunąć o dwa miesiące. Dziś wycofał się z tej decyzji – PES odbędzie się – stwierdził Pisula. W związku z tym protest lekarzy rezydentów wystartuje w poniedziałek. – W związku z ogromnym stresem i przemęczeniem, związanym z niepewnością dotyczącą egzaminów decydujących o kształcie dalszego życia, zachęcamy lekarzy do dokładnego przyjrzenia się swojemu stanowi zdrowia. Nie możemy dopuścić, by za bezpieczeństwo pacjentów odpowiadali przemęczeni i rozproszeni lekarze – zaapelowało Porozumienie Rezydentów.

– Głos środowiska lekarskiego jest lekceważony. Nadal nie mamy finansowania ochrony zdrowia na jakimkolwiek sensownym poziomie i nadal nie proponujemy dobrych stawek wszystkim pracownikom ochrony zdrowia. Rdzeń problemów w ochronie zdrowia nie zmienia się i w związku z tym protest będzie również związany z tymi podnoszonymi przez nas od lat kwestiami – ocenił Pisula. – Gdyby okazało się, że pan minister odwołałby część ustną PES, zostawiając tylko część testową – to byłoby pole do rozmowy, by w poniedziałek jednak tej radykalnej formy protestu nie podejmować. Piłka jest teraz po stronie Ministerstwa Zdrowia – zaznaczył.

interia.pl

Maseczka do zasłaniania twarzy.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Daniel Allgyer/Pixabay

Trzeba szukać rozwiązań lepszych niż lockdown, zdecydowanie bardziej celowanych – ocenił prof. Ernest Kuchar z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, specjalista ds. chorób zakaźnych. – Nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody, a my wchodzimy trzeci raz. Moim zdaniem nie tędy droga. Trzeba te działania jeszcze raz przemyśleć. Jaki sens ma bowiem np. zamknięcie muzeów? Czy wiadomo, że ktoś tam się zakaził? – podkreślił.

  • Ograniczenia będą wtedy skuteczne, gdy ludzie będą ich sami przestrzegali, a nie da się wszystkich kontrolować – ocenił prof. Kuchar.
  • W jego opinii, gdyby lockdown w takiej formie jak ten obecnie wprowadzany rzeczywiście działał, to ten jesienny spowodowałby głęboki spadek liczby zakażeń, do kilkudziesięciu czy maksymalnie kilkuset.
  • Każdy kraj ma swoją specyfikę. Każde środowisko lokalne ma swoje indywidualne warunki. Jak można wprowadzać te same restrykcje w Warszawie i na wsi na Mazurach? – wskazał.
  • Zobacz także: Europejska Agencja Leków o AstraZeneca: Jest ryzyko, badamy nadal. Zmienimy ulotki

Zdaniem specjalisty lockdown to tak, jakby „chcąc wyciąć guza nowotworowego z brzucha, przy okazji uciąć dwie nogi”. – Walka z epidemią musi być celowana podobnie jak z pożarem. Widzimy już bardzo wyraźne, że tak proste instrumenty jak lockdown po prostu nie działają tak, jakbyśmy chcieli. Musimy identyfikować realne miejsca transmisji i w nich starać się zatrzymać szerzenie koronawirusa. Złym sposobem jest zamykanie wszystkiego, bo to zła, kosztowna i co najważniejsze nieskuteczna metoda – stwierdził.

– Ograniczenia będą wtedy skuteczne, gdy ludzie będą ich sami przestrzegali, a nie da się wszystkich kontrolować – podkreślił ekspert. W jego opinii, gdyby lockdown w takiej formie jak ten obecnie wprowadzany rzeczywiście działał, to ten jesienny spowodowałby głęboki spadek liczby zakażeń, do kilkudziesięciu czy maksymalnie kilkuset. – Czy tak się stało? Nie, ponieważ nadal nie wiemy dokładnie, gdzie do tych zakażeń dochodzi. Zamykając wszystko w nadziei, że jakoś to będzie, się tego nie dowiemy – zaznaczył.

– Każdy kraj ma swoją specyfikę. Każde środowisko lokalne ma swoje indywidualne warunki. Jak można wprowadzać te same restrykcje w Warszawie i na wsi na Mazurach? Jak można w ten sam sposób traktować hotel na 3000 osób i agroturystykę dla jednej – dwóch rodzin? Zamykamy jedno i drugie tylko po to, aby było sprawiedliwie? Proste narzędzie jest łatwe do zastosowania, ale wcale nie jest najlepsze – powiedział.

onet.pl

Zbigniew Ziobro

/ Fot. Piotr Drabik/Flickr

Jak ujawnił portal „Balkan Insight”, kierowane przez Zbigniewa Ziobrę ministerstwo sprawiedliwości rozesłało do rządów państw Europy Środkowowschodniej list z propozycją dokumentu alternatywnego do Konwencji Stambulskiej. Chodzi m.in. o Chorwację, Czechy, Słowację i Słowenię.

  • Według portalu „Balkan Insight”, kierowane przez Zbigniewa Ziobrę ministerstwo sprawiedliwości rozesłało do rządów państw Europy Środkowowschodniej list z propozycją dokumentu alternatywnego do Konwencji Stambulskiej.
  • Nowa konwencja miałaby oferować „szczególne wsparcie” dla „ochrony życia dziecka poczętego”, jak również warunkować, że „pojęcie małżeństwa pozostaje zarezerwowane wyłącznie dla związku kobiety i mężczyzny”.
  • Pomysł ministerstwa sprawiedliwości koresponduje z propozycją zawartą w obywatelskiej inicjatywie ustawodawczej „Tak dla Rodziny, Nie dla Gender”.
  • Według ministerstwa sprawiedliwości przemoc domowa jest spowodowana „czynnikami patologicznymi, takimi jak nadużywanie alkoholu i narkotyków, uzależnienie od seksu czy wszechobecna wulgaryzacja i seksualizacja wizerunku kobiet w środkach masowego przekazu”.
  • Zobacz także: Burza wokół konwencji stambulskiej. Co z tą walką z przemocą?

Według ujawnionego listu, nowa konwencja miałaby oferować „szczególne wsparcie” dla „ochrony życia dziecka poczętego”, jak również warunkować, że „pojęcie małżeństwa pozostaje zarezerwowane wyłącznie dla związku kobiety i mężczyzny”. Pomysł ministerstwa sprawiedliwości koresponduje z propozycją zawartą w obywatelskiej inicjatywie ustawodawczej „Tak dla Rodziny, Nie dla Gender”. Autorzy zaproponowali wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej i wprowadzenie w to miejsce Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. Projekt jej tekstu zaprezentował około dwa lata temu Marek Jurek, obecnie będący pełnomocnikiem obywatelskiego komitetu.

– Dążąc do osiągnięcia powyższych celów oraz mając na uwadze stałe zagrożenia dla rodziny, Ministerstwo Sprawiedliwości Rzeczypospolitej Polskiej proponuje wspólne opracowanie tekstu konwencji, która zostanie przekazana możliwie szerokiemu gronu adresatów na forum międzynarodowym – można przeczytać w treści ujawnionego listu do rządów państw Europy Środkowowschodniej.

„Obrona rodziny wymaga rozwiązań międzynarodowych”

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Marcin Romanowski w wypowiedzi dla „Balkan Insight” zaprzeczył, jakoby propozycje zawarte w obywatelskim projekcie, zaproponowane przez środowiska które „wyznają podobne wartości i zależy im na dobru rodziny”, miały związek z działaniami resortu sprawiedliwości. – W naszych czasach obrona rodziny wymaga, moim zdaniem, nie tylko regulacji krajowych, lecz także rozwiązań międzynarodowych, wypracowanych w większej grupie państw europejskich. Dlatego zaprosiliśmy ministerstwa sprawiedliwości państw Europy Środkowej i Wschodniej do dobrowolnego udziału w tworzeniu międzynarodowego traktatu o prawach rodziny – poinformował.

– Jednym z głównych współczesnych zagrożeń dla rodziny jest przemoc domowa spowodowana czynnikami patologicznymi, takimi jak nadużywanie alkoholu i narkotyków, uzależnienie od seksu czy wszechobecna wulgaryzacja i seksualizacja wizerunku kobiet w środkach masowego przekazu – czytamy w liście rozesłanym do sąsiednich rządów. a tych przesłankach ma się też opierać tekst alternatywnej konwencji dotyczącej walki z przemocą.

balkaninsight.com

/ fot. policja.gov.pl

Dzięki interwencji Ordo Iuris, policja nie skierowała do sądu wniosku o ukaranie rekonstruktora, który wykonał tradycyjny, szlachecki gest „salutu szermierczego”. Zdarzenie miało miejsce podczas wrocławskiego Marszu Niepodległości. Mężczyzna został zatrzymany i przewieziono na komendę, a jego szablę zarekwirowano. Prawnicy Ordo Iuris argumentowali, że rekonstruktor nie miał zamiaru popełnienia przestępstwa z użyciem szabli.

Mężczyzna jest historykiem i rekonstruktorem historycznym, działaczem stowarzyszeń patriotycznych, jak również zawodowym szermierzem. 11 listopada 2020 r. wziął udział w Marszu Niepodległości we Wrocławiu. Podczas śpiewania hymnu, zgodnie z tradycją szlachecką, wyjął on szablę wykonując tzw. „salut szermierczy”, czyli przystawiając broń trzymaną za rękojeść na wysokości ust. Jest to gest zgodny ze staropolskim zwyczajem oraz tradycją szlachecką.

Burza wokół konwencji stambulskiej. Co z tą walką z przemocą?

Na zachowanie rekonstruktora zareagowali funkcjonariusze policji. Poinformowali, go, że jest on osobą, co do której istnieje uzasadniona podstawa do sporządzenia wniosku o ukaranie w sprawie o wykroczenie z art. 50 a § 1 Kodeksu wykroczeń. Stanowi on, że „kto w miejscu publicznym posiada nóż, maczetę lub inny podobnie niebezpieczny przedmiot, a okoliczności jego posiadania wskazują na zamiar użycia go w celu popełnienia przestępstwa, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 3000 zł”. Mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do komendy policji Wrocław-Stare Miasto. Policjanci zarekwirowali również jego szablę, bowiem w razie popełnienia wykroczenia określonego w art. 50 a § 1 k.w. orzeka się przepadek przedmiotów stanowiących przedmiot wykroczenia.

Pomocy historykowi udzielił Instytutu Ordo Iuris. Prawnicy argumentowali, że zachowanie mężczyzny spełniało racjonalne wymogi bezpieczeństwa. Wraz z grupą innych entuzjastów, wykonuje on ten gest rokrocznie z okazji Święta Niepodległości przy odśpiewywaniu hymnu narodowego. Szabla, którą się w tym wypadku posłużył nie jest ostra i stanowi jego codzienne narzędzie pracy, które wykorzystuje podczas organizowanych przez stowarzyszenie szermiercze pokazów walk. Rekonstruktora w momencie eksponowania szabli asekurował jego kolega, co stanowiło dodatkowy czynnik bezpieczeństwa, a w jego otoczeniu (w bezpiecznej odległości) znajdowali się wówczas jedynie funkcjonariusze policji. Z okoliczności sprawy nie wynika, aby historyk posiadał szablę w zamiarze jej użycia w celu popełnienia przestępstwa.

Przeprowadzone przez policję z udziałem prawników Ordo Iuris czynności wyjaśniające nie dostarczyły podstaw do wniesienia do sądu wniosku o ukaranie. Szabla została zwrócona rekonstruktorowi.

„Powyższe rozstrzygnięcie stanowi znaczący sukces Instytutu w walce o respektowanie tradycji narodowych, jak również własności prywatnej i poszanowania godności osób” – podkreśliła Beata Trochanowska z Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

Mieszkaniec Kalifornii w 2015 roku specjalnie utopił swoich dwóch synów z objawami autyzmu. Ali Elmezayen z powodu śmierci swoich dzieci otrzymał od firmy ubezpieczeniowej ponad 260 tysięcy dolarów, za które kupił jacht i dom w Egipcie. W 2018 roku doszło do aresztowania mężczyzny, gdy śledztwo wykazało jego celowe działanie. Amerykański sąd za ten czyn skazał go na 212 lat pozbawienia wolności.

  • Sąd w Los Angeles skazał 45-letniego mężczyznę za zabójstwo dwójki synów z autyzmem
  • Oskarżony nie wykazywał przed sądem żadnej skruchy, żałując jedynie schwytania przez policję
  • Za pieniądze z ubezpieczenia kupił jacht oraz dom w Egipcie
  • Zobacz także: Eutanazja w Portugalii niezgodna z konstytucją

W ubiegłym tygodniu sąd w Los Angeles skazał 45-letniego mężczyznę za celowe popełnienie morderstwa na dwójce swoich synów, którzy chorowali na autyzm. Sędzia John R. Walter powiedział o nim, że mężczyzna okazał się być cynicznym oraz sprawnym kłamcą.

“On jest niezwykłym oszustem i zręcznym kłamcą. Nie jest niczym więcej jak chciwym i brutalnym zabójcą. Jedynym żalem, jaki odczuwa oskarżony, jest to, że został złapany” – powiedział.

Sąd skazał go na 212 lat pozbawienia wolności, za spowodowanie śmierci dwójki dzieci.

Po morderstwie kupił jacht i dom w Egipcie

W kwietniu 2015 roku Elmezayen celowo wjechał swoich autem do oceanu w porcie w Los Angeles. Sam zdołał wydostać się z pojazdu przez otwarte okno. Jego dwaj ciężko upośledzeni synowie w wieku 8 i 13 lat utonęli.

W samochodzie była także była żona 45-latka, która nie umiała pływać. Kobiecie udało się wydostać z tonącego samochodu i uratowali ją rybacy, którzy podpłynęli do miejsca wypadku swoją łodzią.

Śledczy w toku postępowania wykryli pewne ważne informacje, które pogrążyły ostatecznie Aliego Elmezayena. Okazało się, że mężczyzna w latach 2012-2013 zaczął wykupować w kilku firmach ubezpieczeniowych polisy na swoje życie członków swojej rodziny. Ich wartość przekroczyła wartość 3 milionów dolarów. Z tego powodu mężczyzna został zatrzymany w 2018 roku jako podejrzany o spowodowanie śmierci dwójki dzieci.

45-letni mężczyzna otrzymał ostatecznie od dwóch firm 261 751 amerykańskich dolarów w ramach ubezpieczenia po zamordowaniu swoich synów. Za większość tych środków kupił sobie jacht oraz mieszkanie w Egipcie.

cbsnews.com