/ fot. @Twitter

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowuje projekt ustawy, który uderzy po raz kolejny w zwykłych Polaków. Od lipca ruszyć ma specjalna opłata za plastikowe wyroby jednorazowego użytku. Za kubek kawy można zapłacić nawet o 1 złotówkę więcej jak dotychczas. Producenci patyczków higienicznych nie będą mogli używać do ich wytworzenia plastiku. Rząd podporządkowuje się dyrektywie unijnej z czerwca 2019 roku.

  • Dyrektywa unijna z 2019 roku wymusza na polskim rządzie wprowadzenie kolejnego podatku
  • Polacy zapłacą od lipca więcej za kubek gorącego napoju z ulubionej kawiarni
  • Do budżetu państwa z tytułu nowego podatku wpłynie 21 milionów złotych
  • Z półek sklepowych znikną m.in. plastikowe talerzyki, sztućce czy też patyczki higieniczne
  • Zobacz także: Wojna pomiędzy Polską i KE. Bruksela obawia się „niezawisłości” sędziów

Za sprawą unijnych urzędników wzrosną w Polsce ceny za produkty, do których wykorzystywane są jednorazowe wyroby z plastiku. Opłata za tworzywo sztuczne jest podyktowana unijną dyrektywą, która została przyjęta w czerwcu 2019 roku. Ograniczone zostanie zużycie patyczków higienicznych, talerzyków, słomek, kubeczków czy też mieszadełek.

Kolejna opłata od polskiego rządu

Odpowiedzialność za wprowadzenie unijnego prawa odpowiedzialne będzie Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które opracowuje obecnie projekt ustawy. Nowelizacja przewiduje, że wprowadzona zostanie opłata w wysokości do 1 złotego za produkt, do którego wykorzystuje się tworzywo sztuczne. Podatek będzie wpisany w cenę danego produktu.

“Opłata ma na celu zniechęcenie konsumentów do nabywania opakowań jednorazowego użytku z tworzywa sztucznego na rzecz produktów z alternatywnych materiałów lub produktów wielokrotnego użytku” – czytamy w uzasadnieniu.

Podatek za jednorazowy kubek, w którym wydawana jest kawa, będą pobierały jednostki handlu detalicznego, hurtownie, bądź lokale gastronomiczne, a sklepy czy kawiarnie, które będą wydawać jednorazowe opakowania, będą musiały zapewnić swoim klientom alternatywę, czyli udostępnić produkty i opakowania wielokrotnego użytku bądź wykonane z materiałów innych niż plastik.

Koniec z patyczkami do uszu?

Osoby korzystające z patyczków higienicznych mogą od 3 lipca bieżącego roku napotkać problemy z ich kupnem. Ustawa przewiduje bowiem likwidację plastiku to ich wytworzenia. Producenci będą zmuszeni do zmiany sposobu ich produkcji z użyciem tworzyw poddających się recyklingowi niewpływających na środowisko naturalne. Na rynek nie będzie można też wprowadzać pojemników na posiłki wykonanych z polistyrenu ekspandowanego, czyli takich, w których umieszcza się posiłki na przykład w fast foodach. Dotyczyć to będzie również pojemników na napoje.

Projekt przewiduje ponadto, że od 3 lipca 2021 roku na części produktów umieszczane będą informacje o tym, jak prawidłowo zagospodarować odpady powstałe z tych produktów. Takie informacje mają pojawić się na: podpaskach, tamponach, chusteczkach nawilżanych, na wyrobach tytoniowych z filtrami i kubkach na napoje.

Oprócz wprowadzonego podatku od tworzyw sztucznych, producenci będą zmuszeni prowadzić obowiązek ewidencjonowania i prowadzenia sprawozdań w zakresie produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych oraz narzędzi połowowych zawierających tworzywa sztuczne. Natomiast sklepy i jednostki gastronomiczne, gdzie oferowane są jednorazowe opakowania objęte opłatą, zobowiązane będą do prowadzenia ewidencji oddzielnie dla każdej jednostki.

Znikome wpływy do budżetu państwa

Jak podaje resort środowiska narzucona opłata mogą przynieść do budżetu państwa sumę 21 milionów złotych rocznie. Ministerstwo zwraca jednak uwagę, że wprowadzone opłaty za jednorazowe torby wydawane w sklepach przyniosły wielokrotnie mniejsze kwoty niż pierwotnie przewidywano.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska dodaje, że w przypadku wyrobów tytoniowych, przyjmując, że dodatkowa opłata za paczkę papierosów wyniosłaby 0,01 złotego – roczne udałoby się uzyskać w ten sposób ponad 23 miliony złotych.

pr24.pl

Człowiek chowa maseczkę do kieszeni.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Belgijski sąd pierwszej instancji uznał, że rząd musi w ciągu 30 dni znieść wszystkie pandemiczne obostrzenia, ponieważ podstawna prawna, na której się opierają, jest niewystarczająca. Rząd może odwołać się od tej decyzji. Apelacja nie wstrzymałaby jednak wykonania wyroku.

  • Belgijskie obostrzenia w związku z koronawirusem nie mają wystarczającej podstawy prawnej. Tak orzekł brukselski sąd.
  • Pozew złożyła kilka tygodni temu Liga Praw Człowieka.
  • Sędzia dał państwu belgijskiemu 30 dni na przedstawienie solidnej podstawy prawnej, albo grozi mu kara w wysokości 5 tys. euro za każdy dzień przekroczenia tego terminu, z maksymalnym limitem 200 tys. euro.
  • Zobacz także: Rzecznik poznańskiej policji prowokuje. Wymowny wpis ws. obostrzeń

Kilka tygodni temu Liga Praw Człowieka złożyła pozew w tej sprawie i zakwestionowała belgijski system, w którym obostrzenia wdrażano za pomocą dekretów ministerialnych, co oznacza, że odbywa się to bez jakiegokolwiek udziału parlamentu. Teraz sąd przychylił się do tych zastrzeżeń.

Belgijskie władze otrzymały nakaz zniesienia w ciągu 30 dni „wszystkich związanych z koronawirusem obostrzeń”, ponieważ ich podstawa prawna jest niewystarczająca. Tak orzekł sąd w Brukseli. Sędzia dał państwu belgijskiemu 30 dni na przedstawienie solidnej podstawy prawnej, albo grozi mu kara w wysokości 5 tys. euro za każdy dzień przekroczenia tego terminu, z maksymalnym limitem 200 tys. euro, donosi Le Soir.

– Sędzia orzekł, że zasada legalności została naruszona, ponieważ obecny sposób działania nie jest wystarczająco przewidywalny – stwierdziła Kati Verstrepen z Ligi Praw Człowieka. Podkreśliła, że obostrzenia nie znikają z dnia na dzień, a rząd ma czas na wdrożenie środków zaradczych.

Wyrok jest obecnie analizowany przez biuro minister spraw wewnętrznych Annelies Verlinden, donosi De Standaard.

brusselstimes.com, twitter.com

Z inicjatywy Fundacji Życie i Rodzina grupa działaczy społecznych, dziennikarzy i naukowców wystosowała list otwarty „Dajcie ludziom w spokoju obchodzić Wielkanoc!”. Apelują w nim o zniesienie limitów wiernych w kościołach.

  • Grupa działaczy społecznych, dziennikarzy i ludzi nauki apeluje o zniesienie limitów wiernych w kościołach.
  • Podkreślają, że wedle Kodeksu Prawa Kanonicznego „wstęp do kościoła podczas sprawowania świętych czynności musi być wolny i bezpłatny”.
  • Organy władzy świeckiej drastycznie ograniczając możliwość uczestnictwa w aktach kultu religijnego w przeddzień najważniejszych świąt dla wiernych Kościoła Katolickiego przypisują sobie kompetencje im nieprzynależne – podkreślili autorzy apelu.
  • Zobacz także: Lubelski ksiądz znalazł sposób na obostrzenia w kościołach. Zaprasza na Triduum i Wielkanoc

– My niżej podpisani przywołując nakaz Chrystusa, by oddać Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga (Mt 22, 21), z najwyższym niepokojem obserwujemy kolejne restrykcje rządowe dotyczące uczestnictwa w nabożeństwa religijnych. Organy władzy świeckiej drastycznie ograniczając możliwość uczestnictwa w aktach kultu religijnego w przeddzień najważniejszych świąt dla wiernych Kościoła Katolickiego przypisują sobie kompetencje im nieprzynależne – podkreślili autorzy apelu. Zaapelowali o zniesienie limitów wiernych w kościołach.

– Kodeks Prawa Kanonicznego stanowi, że „wstęp do kościoła podczas sprawowania świętych czynności musi być wolny i bezpłatny” (kan. 1221). Oznacza to, że kościół ma być otwarty dla wszystkich wiernych, a wynika to z jego definicji jako miejsca, do którego wierni mają prawo wstępu w celu uczestniczenia w aktach kultu, zwłaszcza publicznego (kan. 1214) – stwierdzili.

– Pasterze Kościoła w Polsce udzielili dyspensy od obowiązku uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej aż do odwołania m.in. dla osób, które czują obawę przed zarażeniem. Nie muszą zatem uczestniczyć w liturgii ci, którzy dla własnego bezpieczeństwa chcą pozostać w domach – zaznaczyli. – Niemała część wiernych pragnie jednak uczestniczyć w liturgii sprawowanej w kościołach w okresie Triduum Paschalnego oraz w inne dni i mają prawo, aby brać w niej udział w sposób wolny i nielimitowany. – podkreślili.

zycieirodzina.pl

Salvini, Morawiecki, Orban.

/ fot. TT/@PremierRP

Wczoraj w Budapeszcie nastąpiło przełomowe spotkanie trójki reprezentantów Polski, Węgier i Włoch. Premier Mateusz Morawiecki, Premier Victor Orban oraz lider włoskiej partii Lega, Matteo Salvini rozpoczęli pracę na nową formacją europejską. Oficjalnie rozmowy dotyczyły tylko sposobów walki z epidemią oraz troski o wspólną Europę.

  • Liderzy z Polski, Włoch i Węgier spotkali się, aby przedyskutować metody walki z koronawirusem
  • Victor Orban wyjawił, że celem spotkania było również nakreślenie przyszłej politycznej współpracy
  • Premier Mateusz Morawiecki dał jasno do zrozumienia, że szczepionki są jedynym skutecznym sposobem
  • Lider włoskiej partii Lega zapowiedział przeobrażenie europejskiej sceny politycznej
  • Zobacz także: Gubernator Florydy, Ron De Santis zapowiada batalię przeciw paszportom szczepionkowym

W czwartek do Budapesztu udał się Premier Polski, Mateusz Morawiecki oraz lider włoskiej partii Lega, która prowadzi w obecnych sondażach. Spotkali się oni na zaproszenie Premiera Węgier, Victora Orbana, aby wspólnie przedyskutować metody walki z epidemią koronawirusa oraz ustalić wspólny front troski o Europę.

Premier Victor Orban podczas konferencji prasowej w imieniu pozostałej dwójki reprezentantów swoich krajów zaapelował do Komisji Europejskiej o zwiększenie tempa zakupu szczepionek na COVID-19 – “Apelujemy do Komisji Europejskiej o to, aby zwiększyła tempo zakupu szczepionek, co jest warunkiem wstępnym, aby zatrzymać pandemię“.

Przełomowe spotkanie Salviniego, Morawieckiego i Orbana?

Jak podkreślił lider węgierskiego rządu oraz Fideszu, kolejnym powodem do spotkania w Budapeszcie było opuszczenie przez jego ugrupowanie szeregów Parti Ludowej w Parlamencie Europejskim.

Spotkaliśmy się tutaj, aby zaplanować przyszłość, aby porozmawiać wspólnie na temat przyszłości. Powstaje proste pytanie: czego tak naprawdę chcemy? Pan przewodniczący Salvini powiedział, że zgadzamy się co do tego, że chcemy renesansu Europy i będziemy współpracować, aby ten cel zrealizować w przyszłości. Wyjaśniliśmy sobie wszystkie kwestie, które z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia naszych krajów i narodów są najważniejsze. Doszliśmy do wniosku, że nie ma ani jednego tematu, gdzie nie bylibyśmy w stanie się porozumieć, w związku z tym interesy naszych narodów nie są sprzeczne ze sobą w żadnym temacie” – zadeklarował Orban.

Stwierdził również, że obecnie w PE europejscy chrześcijanie i demokraci nie posiadają swoich przedstawicieli. Jednakże, jak ujawnia to może się wkrótce zmienić – “Jest to dość jasne, że poza zaangażowaniem w relacje transatlantyckie, szukamy wolności, godności, chrześcijaństwa, rodziny i suwerenności narodowej. Mówimy zdecydowane “nie” cenzurze i pewnego rodzaju mocarstwu europejskiemu pod agendą Brukseli, mówimy “nie” antysemityzmowi” – nakreślił ramy przyszłej współpracy.

Priorytetem walka z epidemią koronawirusa

Polski Premier w trakcie wspólnej konferencji prasowej podziękował za zaproszenie oraz powiedział, że dyskutowali oni w Budapeszcie nad szeregiem rozwiązań, które pozwolą przyspieszyć program szczepień, a także, aby zwiększyć w Europie ilość preparatów na COVID-19 w jak najkrótszym czasie. Zdaniem Mateusza Morawieckiego jest to najlepszy sposób walki z choroba.

Przewiduje także, że teoretyczny koniec epidemii ma nastąpić w okolicach maja, czerwca lub lipca. Wówczas do liderzy krajów Unii Europejskiej powinni szukać nowych nici porozumienia na płaszczyźnie wspólnoty.

“To także pogłębiona integracja europejska w tych wymiarach, które są potrzebne, ale szanująca jednocześnie narodową suwerenność, wolność jednostek, ale również – i to przede wszystkim – szanująca rzeczywiste, prawdziwe, realne europejskie wartości, jak rodzina, godność jednostki, tradycyjne wartości, jak chrześcijaństwo, obrona tych wartości przed różnymi innymi kulturami, jeśli można tak powiedzieć, które z zewnątrz, spoza Europy, ale także z wewnątrz Europy próbują te wartości atakować” – podkreślił Morawiecki.

Z kolei były włoski Minister Spraw Wewnętrznych i Wicepremier Matteo Salvini podkreślił, że Polska, Włochy i Węgry powinny stworzyć wspólną europejską siłę do obrony granic Europy, a także stwierdził, że polityka europejska zmieni się po epidemii – “To nie jest tak, że lewica będzie narzucać kwestie kulturowe, czy też związane z rodziną i tradycjami. Wolność musi być dla wszystkich, dla każdego kraju członkowskiego Unii Europejskiej i każdy kraj europejski zasługuje na szacunek. Nigdy żaden kraj nie powinien być szantażowany” – zapowiedział.

rmf24.pl

/ źródło: wlesznie.pl

Kilka dni temu 32-letni mężczyzna z Torunia nagrał miejscowy szpital. Chciał w ten sposób pokazać realne działania lekarzy w czasie epidemii koronawirusa. Toruńska policja dokonała wczoraj zatrzymania w związku ze sprawą. Mężczyźnie grozi wzięcie odpowiedzialności karnej za wtargnięcie na teren ośrodka.

Policja w Toruniu zatrzymała wczoraj jednego z mieszkańców miasta, który kilka dni temu nagrał materiał wideo ze swojej kontroli miejscowego szpitala. Relacja z tego pobytu została opublikowana na portalu społecznościowym. 32-letniemu mężczyźnie zostaną postawione odpowiednie zarzuty – “Policja w czwartek zatrzymała 32-latka, który wraz z dwoma innymi osobami wtargnął do Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu i spacerował po oddziałach. Mężczyźnie zostaną przedstawione zarzuty” – skomentowała oficer prasowa toruńskiej Komendy Miejskiej Policji podisnp. Wioletta Dąbrowska.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez zatrzymanego skierowała dyrekcja szpitala miejskiego w Toruniu. Dochodzeniem w sprawie zajmie się Prokuratura Rejonowa Toruń-Wschód.

Nagrał jak funkcjonuje szpital w czasie epidemii

W ubiegłą sobotę mężczyzna wraz z dwójką znajomych wszedł na teren miejskiego szpitala, nagrywając zastaną tam sytuację. Jak podaje rzecznik prasowa szpitala osoby te przeszły przez kilka oddziałów poszukując oddziału covidowego – “Przeszły przez część oddziałów, a swój spacer nagrywały i później film zamieściły w internecie” – powiedziała Kamila Chizińska.

Relacjonując swój spacer po szpitalu, mężczyzna zaznaczał, że przyszedł skontrolować szpital powołując się na rolę suwerena – “Nasze szpitale – suweren przyszedł na kontrolę” – dodał też – “Jestem w szpitalu w moim państwie i nikt mi nie będzie mówił, gdzie mogę wchodzić, a gdzie nie” – odpowiadając na prośby o opuszczenie budynku.

W pewnym momencie mężczyzna nagrał przedsionek oddziału covidowego, gdzie lekarze i pielęgniarki odpoczywają przed swoją zmianą lub w trakcie pracy. Na nagraniu widać, że niektórzy z nich nie mają na sobie maseczek co skrzętnie wykorzystał w swojej argumentacji zatrzymany przez policję mężczyzna – “A pani się nie boi na oddziale covid bez maseczki? To już mówi chyba wszystko” – zauważył komentator materiału wideo.

Kamila Chizińska podkreśliła, że osoby wtargnęły na teren szpitala nie stosując się do obecnych zaleceń, czyli nie nałożyli maseczek ochronnych, a także nie stosowali się do próśb personelu.

“W nagrywanym filmie starali się udowodnić, że na oddziale covidowym nie ma pacjentów, przy czym na ten oddział nie dotarli. Po tym, jak pracownikom nie udało się tych osób wyprosić, wezwano straż miejską, ale zanim interwencja doszła do skutku, intruzi opuścili szpital. Gdy portier starał zatrzymać grupkę, jeden z mężczyzn popchnął go” – relacjonowała rzecznik szpitala w Toruniu.

polsatnews.pl

Aleksiej Nawalny

/ fot. TT/@Kira_Yarmysh

Aleksiej Nawalny, rosyjski opozycjonista rozpoczął głodówkę. Mężczyzna znajduje się w kolonii karnej w Pokrowie około 100 kilometrów od Moskwy. Odbywa niespełna 3 letni wyrok za rzekome oszustwa finansowe.

Prawnik oświadczył: – Ogłosiłem głodówkę z żądaniem respektowania prawa i dopuszczenia do mnie zaproszonego lekarza.

Nawalny podzielił się swoimi przemyśleniami dotyczącymi podjętej decyzji. – Kto leży na łóżku w stroju więziennym, łysy, w okularach i z Biblią w ręku? Ja. Z Biblią, bo to jedyna książka, którą mogłem dostać w ciągu trzech tygodni. A na łóżku – co jest superskandalicznym naruszeniem regulaminu – bo ogłosiłem głodówkę.

Jako powód podjęcia działania, podaje: “A co mam zrobić? Mam prawo do zaproszenia lekarza i otrzymania lekarstw. Ale ani na jedno, ani na drugie uparcie mi nie pozwalają”

Brak opieki medycznej

Opozycjonista w ostatnim czasie miewał problemy ze zdrowiem. Odczuwał bóle kręgosłupa oraz prawej nogi, w której następnie stracił czucie. Nie otrzymuje jednak potrzebnego wsparcia medycznego. Wręcz przeciwnie, mimo niesprawności jest torturowany. – Zamiast pomocy medycznej mam tortury poprzez pozbawianie mnie snu (jestem budzony 8 razy w ciągu nocy).

Nawalny stwierdził, że próby głodowe osadzonych to jedyny sposób manifestacji. Tylko poprzez takie działanie mogą zwrócić uwagę na nieludzkie problemy.

Aleksiej Nawalny jest również pozbawiony wsparcia ze strony współwięźniów. Są bowiem ostrzegani, by nie pomagać opozycjoniście. – To jest obwód włodzimierski i życie więźnia jest warte mniej niż paczka papierosów.

Nawalny podkreśla powagę urazu nogi. – Leżę głodny, ale na razie z dwiema nogami – stwierdza.

Władze więzienia zgodnie twierdzą, że nie wiedzą o strajku głodowym Nawalnego. Komisja społeczna pełniąca służbę w regionie kolonii karnej oświadczyła, że problemy zdrowotne to symulacja.

wiadomosci.dziennik.pl, rp.pl, polsatnews.pl

covid-19-amantadyna

Fiolka z próbką / Fot. Pixabay

Naukowcy opublikowali raport pt. „Amantadyna hamuje SARS-CoV-2 in vitro.” Wykazano, że amantadyna może być pomocna w leczeniu COVID-19.

Naukowcy z podlegającego pod niemieckie Ministerstwo Zdrowia – Instytutu Roberta Kocha w Berlinie we współpracy z profesorem Wojciechem Danyszem, na łamach czasopisma “Viruses” opublikowali raport pt.: „Amantadine inhibits SARS-CoV-2 in vitro”, czyli „Amantadyna hamuje SARS-CoV-2 in vitro”. Zbadali oni, czy amantadyna jest skuteczna w zwalczaniu COVID-19.

Autorzy badania przetestowali w warunkach laboratoryjnych antywirusową skuteczność amantadyny. Udowodniono skuteczność leku w dwóch oddzielnych eksperymentach, z zastosowaniem stężenia hamującego – IC50. Jest on miarą aktywności cytotoksycznej substancji, znajdującego się pomiędzy zakresem wartości 83 a 119 uM.

Chociaż zastosowane w badaniu stężenia amantadyny przekraczają terapeutyczne stężenia leku, to zdaniem autorów raportu miejscowe podanie amantadyny może skutkować osiągnięciem wystarczającego terapeutycznego stężenia w nabłonku dróg oddechowych. Dzięki temu możliwe ma być uniknięcie jej potencjalnej toksyczności, której przyczyną mogą być zbyt duże dawki leku podane doustnie lub dożylnie.

W badaniu posłużono się jedną z linii komórkowych Vero, z nerki dorosłego osobnika małpy afrykańskiej. Uzyskano komórki, dzięki którym możliwa stała się m.in. produkcja szczepionek przeciwko chorobom wirusowym.

Wykazano, że amantadyna w odpowiednio wysokich stężeniach hamuje replikację koronawirusa SARS Co-V2. W opinii badaczy jest również lekiem, który może działać na znane nam liczne mutacje SARS-CoV-2.

Zdaniem autorów raportu pomocne w leczeniu COVID-19 może być stosowanie jedynie wyższych stężeń amantadyny. Chodzi tutaj o postać donosową lub inhalacyjną, które są według nich bardziej skuteczne.

medexpress.pl

Oksford uniwersytet

/ Fot.https://pixabay.com

Wykładowcy Uniwersytetu Oksfordzkiego chcą ograniczyć m.in. dzieła Mozarta i Beethovena. Żądają tego aktywiści „Black Lives Matter”, którzy chcą zmniejszyć ilość dzieł „białych kompozytorów”.

Profesorowie Uniwersytetu Oksfordzkiego chcą ograniczyć analizę dzieł białych kompozytorów z okresu kolonializmu. Okazuje się, że wszystko to, aby wesprzeć ruch „Black Lives Matter”. Jego celem jest walka z przemocą wobec osób czarnoskórych i rasizmem. Jak widać ruch ten ma wpływ również na program nauczania. Wykładowcy mają zachęcić studentów, aby zamiast tego słuchali więcej jazzu i hip-hopu.  Pojawiły się również wskazania, że muzyka klasyczna ma swoje korzenie w muzyce liturgicznej, a to nie wszystkim się podoba.

Profesorowie podchodzą do tego pomysłu pozytywnie, chcą również wprowadzić bardziej urozmaicone formy muzyczne. Twierdzą, że dalsze uczenie muzyki, która ma swoje korzenie w epoce niewolnictwa, byłoby krzywdzące dla wielu uczniów, zwłaszcza jeśli chodzi o ruch „Black Lives Matter”.

nczas.com

 

 

/ fot. TT/@SpaceX

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) po raz pierwszy od 11 lat ogłasza nabór na stanowisko astronauty. Polska przystąpiła do tej organizacji w 2012 roku, od tego czasu obywatele naszego kraju mają możliwość dołączenia do grona astronautów.

Badanie kosmosu zawsze przyciąga wiele osób, a astronauta to nadal jeden z najrzadszych zawodów na świecie. Do rozpoczętej w ubiegłym roku rekrutacji NASA zaaplikowało ponad 12 tysięcy osób. Tym razem nabór na stanowisko astronauty rozpoczęła Europejska Agencja Kosmiczna.

Osoby zainteresowane tym zawodem swoje kandydatury mogą składać od 31 marca, nabór będzie trwał do 28 maja. Następnie nastąpi sześcioetapowy proces selekcji, który zakończy się prawdopodobnie w październiku 2022 roku.

Wymagania dla kandydatów

David Parker, dyrektor ESA ds. eksploracji załogowej i robotycznej zachęcał do udziału osoby z różnych państw świata, mówił również o różnorodności w wyborze kandydatów. – Różnorodność w ESA powinna dotyczyć nie tylko pochodzenia, wieku, środowiska czy płci naszych astronautów, ale być może także niepełnosprawności fizycznej. Aby urzeczywistnić to marzenie, wraz z rekrutacją astronautów uruchamiamy Parastronaut Feasibility Project – innowacyjny projekt, którego czas właśnie nadszedł.

Poszukiwani kandydaci muszą być oczywiście obywatelami państwa członkowskiego ESA. Najlepszy wiek to 27-31 lat, wzrost mieszczący się w granicach 153 do 190 centymetrów. Od kandydata wymaga się również biegłego posługiwania się językiem angielskim oraz ukończenia studiów wyższych lub lub w zakresie nauk przyrodniczych, inżynierii lub medycyn.

Celem ESA jest eksploracja i wykorzystanie przestrzeni kosmicznej. Wspiera również edukację młodzieży i studentów w dziedzinach takich jak matematyka, fizyka, inżynieria i nauki przyrodnicze.

www.space24.pl

Flaga Wehrmachtu u podwykonawcy Deutsche Bahn we Frankfurcie.

/ Fot. Twitter.com/FrankfurtSued

Nazistowska flaga Wehrmachtu została zauważona na kontenerze niemieckich kolei we Frankfurcie. Symbol zauważył jeden z użytkowników Twittera. Kontener okazał się należeć do zewnętrznego wykonawcy.

Użytkownik Twittera dostrzegł flagę Wehrmachtu na placu budowy głównego niemieckiego operatora kolejowego. Okazało się, że flaga nie znajdowała się na kontenerze należącym do przedsiębiorstwa Deutsche Bahn, ale zewnętrznego wykonawcy, jak poinformowała rzecznik kolei.

Warto przypomnieć, że używanie w Niemczech takich symboli jest karalne. Flaga została usunięta natychmiast po tym jak informacja dotarła do Deutsche Bahn.

Wehrmacht to siły zbrojne III Rzeszy Niemieckiej z wyłączeniem Waffen-SS, utworzona 16 marca 1935 ustawą o powszechnym obowiązku służby wojskowej.

nakolei.pl