Matteo Salvini

/ Fot. Flickr/Radio Alfa

– Po Covid będzie kolejna fala epidemii, ta psychologiczna i psychiatryczna. Mówią mi, że takie zamknięcia jak te, przez które przechodzimy, stwarzają gigantyczne problemy dla dorosłych i dzieci – podkreślił Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi w wywiadzie dla dziennika „Corriere della Sera”.

  • Matteo Salvini w wywiadzie poruszył kwestię Covid. Podkreślił, że jest za szybszym otwieraniem poszczególnych dziedzin życia społecznego.
  • Lider Ligi odniósł się też do ostatniego spotkania z Morawieckim i Orbanem. – Jeśli każdy zrobi krok w kierunku drugiego, możemy stworzyć biegun alternatywny wobec socjalistów – ocenił.
  • Salvini skrytykował także ustawę przeciw homofobii. – Jeśli powiem, że uważam macierzyństwo zastępcze za barbarzyństwo, jeśli powiem, że jestem przeciwny adopcjom gejowskim, ryzykuję proces – powiedział.
  • Zobacz także: Przełomowe spotkanie trójki liderów. Chcą renesansu Europy

Salvini stwierdził, że naciska na ministra zdrowia w sprawie poluzowania obostrzeń związanych z Covid. – Powiedziałem mu, że Włochy są długie, jest 8000 gmin, że otwieramy tylko tam, gdzie infekcje i system szpitalny nie są pod presją – podkreślił. To jednak nie przekonało szefa tego resortu. – Moje cele, kiedy wszedłem do rządu, to zdrowie, ponowne otwarcie i podatki. I to właśnie robimy – zaznaczył Salvini.

Lider Ligi zmierzył się we Włoszech z krytyką za rozmowy z Orbanem i Morawieckim. – Spotkałem się z premierami dwóch krajów zaprzyjaźnionych z Włochami, prowadzących wymianę handlową i utrzymujących bardzo ważne stosunki kulturalne i gospodarcze. Polska jest podstawowym krajem NATO, barierą dla rosyjskich ambicji – podkreślił. – Jeśli rozmawiam z Izraelem, to nie jest dobrze, z Polakami nie jest dobrze, ze Stanami Zjednoczonymi też nie. Zaatakowali mnie nawet wtedy, gdy spotkałem się z ministrami z San Marino – zauważył. Swoich krytyków określił „ignorantami i rasistami”.

– W maju dojdzie do spotkania w Warszawie w poszerzonym gronie, a potem we Włoszech. To jest projekt na rzecz powołania ważniejszej grupy europejskiej, by zjednoczyć rodzinę dusz dziś podzielonych – poinformował. – Jeśli każdy zrobi krok w kierunku drugiego, możemy stworzyć biegun alternatywny wobec socjalistów – ocenił.

Ustawa przeciw homofobii dyskryminuje?

Salvini odniósł się też do kwestii ustawy przeciw homofobii. – Nasze stanowisko jest bardzo jasne: każdy jest wolny, aby kochać się z kim chce, kochać kogo chce i żyć z kim chce. A kto dyskryminuje lub napada i bije kogoś na ulicy, niezależnie od tego, czy jest hetero, homo czy trans, jest przestępcą. Kropka – podkreślił. Jednocześnie skrytykował przedstawioną ustawę. – Nie potrzebujemy nowego prawa, zwłaszcza w czasie, kiedy powinniśmy zająć się epidemią i restartem – stwierdził. – Uważamy, że ustawa o homofobii może wprowadzać dyskryminację: jeśli powiem, że uważam macierzyństwo zastępcze za barbarzyństwo, jeśli powiem, że jestem przeciwny adopcjom gejowskim, ryzykuję proces – dodał.

dorzeczy.pl, corriere.it

były prezydent USA

Strzykawka ze szczepionką. / Fot. pixabay.com

Piotr Skwieciński, dyrektor Instytutu Polskiego w Moskwie, zaszczepił się rosyjską szczepionką przeciwko koronawirusowi. Udzielił również wywiadu pro-putinowskiemu Sputnikowi, gdzie podzielił się swoimi wrażeniami.

  • Skwieciński wskazał, że będąc w Moskwie, nie ma raczej możliwości korzystania z innej szczepionki
  • Obecnie czeka na drugą dawkę, ma ją otrzymać mniej więcej w połowie kwietnia
  • Wokół rozmowy udzielonej reżimowemu Sputnikowi pojawiły się kontrowersje
  • Zobacz także: Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny rozpoczął strajk głodowy

Piotr Skwieciński to m.in. były wiceszef programu informacyjnego „Wiadomości” TVP1, niegdyś Prezes Polskiej Agencji Prasowej. 1 marca 2019 został dyrektorem Instytutu Polskiego w Moskwie. Placówka ta podlega Ministerstwu Spraw Zagranicznych.

Pod koniec marca 2021 roku P. Skwieciński zaszczepił się rosyjską szczepionką Sputnik V. Teraz czeka na drugą dawkę, ma ją otrzymać mniej więcej w połowie kwietnia. Udzielił na ten temat wywiadu reżimowemu Sputnikowi. Wskazał, że będąc w Moskwie, nie ma raczej możliwości korzystania z innej szczepionki.

Skwieciński rozmawiał z dziennikarzem Leonidem Swiridowem, który pod koniec 2015 roku na wniosek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego został wydalony z Polski. Zarzucano mu działalność szpiegowską.

Na pytanie, czy miał niepożądane objawy po szczepieniu Skwieciński odpowiedział: – W sobotę wieczorem i w niedzielę miałem podwyższoną temperaturę. Nie było to miłe, bo bolało też ramię po szczepieniu. Ale to wszystko było w pełni „wynosimo”, mówiąc po rosyjsku.

Kontrowersyjny wywiad

Wokół rozmowy pojawiły się kontrowersje. Należy pamiętać, że gdy wywiadu Sputnikowi czy samemu Swiridowowi udzielali inni politycy, na przykład Konfederacji, to dla polityków PiS było to wystarczającym dowodem, by nazwać przeciwnika „ruską onucą”. Czy w związku z udzieleniem wywiadu Sputnikowi Skwiecińskiego można nazwać „ruskim agentem”?

Głos w tej sprawie zabrał Stanisław Żaryn, Rzecznik Ministra-Koordynatora Służb Specjalnych. Na swoim Twitterze napisał: „Kolejne osoby publiczne decydują się na wywiady dla Sputnika. Rosyjski Sputnik to nie jest medium. To kontrolowane przez Kreml narzędzie propagandy wymierzonej w Zachód i RP. Udzielanie wywiadów Sputnikowi to wpisywanie się w agresywne działania propagandowe Kremla przeciwko RP.”

nczas.com

Londyn. Wielka Brytania

Londyn. Wielka Brytania / Fot. Pixabay

Ponad 70 brytyjskich posłów – w tym ponad 40 z rządzącej Partii Konserwatywnej – oświadczyło, że wspólnie będzie prowadzić kampanię przeciwko tzw. paszportom szczepionkowym w życiu codziennym w kraju – podano w piątek.

  • Boris Johnson wyobraża sobie sytuację, że puby mogłyby domagać się od klientów dowodu szczepienia
  • Sygnatariusze: „Sprzeciwiamy się dzielącemu i dyskryminującemu wykorzystywaniu certyfikatów statusu covidowego”
  • Dziennik „Daily Telegraph” podał w piątek, że rząd planuje przetestować certyfikaty szczepionkowe
  • Zobacz także: Co ukrywa rząd? Prof. Piotrowski: Posiedzenia Rady Medycznej nie są protokołowane

Premier Boris Johnson wyobraża sobie sytuację, że puby mogłyby domagać się od klientów dowodu szczepienia. W grę wchodzą formy certyfikatów covidowych, w postaci dowodu szczepień albo ważnego testu na obecność koronawirusa. Polityk zastrzega, że takie certyfikaty nie zostaną wprowadzone, zanim możliwość zaszczepienia się nie zostanie zaoferowana wszystkim osobom. Obecnie rząd prowadzi przegląd możliwych rozwiązań, a wnioski mają zostać przedstawione 5 lub 12 kwietnia. Jednak już teraz tworzy się grupa osób przeciwnych tzw. paszportom szczepionkowym.

Kontrowersje

– Sprzeciwiamy się dzielącemu i dyskryminującemu wykorzystywaniu certyfikatów statusu covidowego do odmawiania osobom dostępu do usług, przedsiębiorstw lub miejsc pracy – napisali sygnatariusze.

Wśród posłów, którzy będą prowadzić kampanię przeciwko stosowaniu paszportów szczepionkowych w kraju, są m.in. były lider konserwatystów Iain Duncan Smith, szef nieformalnej grupy konserwatywnych posłów sprzeciwiających się restrykcjom epidemicznym Steve Baker, trójka byłych konserwatywnych wiceministrów, były lider Partii Pracy, a obecnie poseł niezależny Jeremy Corbyn, dwoje czołowych członków jego dawnego gabinetu cieni, a także cały klub Liberalnych Demokratów.

– Przy wysokiej liczbie szczepień, które chronią osoby najbardziej podatne i zmniejszają prawdopodobieństwo przeniesienia choroby, powinniśmy dążyć do powrotu do normalnego życia, a nie wprowadzać restrykcje na stałe – powiedział inny z wpływowych posłów konserwatywnych Graham Brady.

 – Gdy zaczniemy opanowywać tego wirusa, powinniśmy zacząć odzyskiwać nasze wolności. Paszporty szczepionkowe – faktyczne covidowe dowody tożsamości – prowadzą nas w przeciwnym kierunku – wskazał lider Liberalnych Demokratów Ed Davey.

Testowanie certyfikatów szczepionkowych

W tym czasie dziennik „Daily Telegraph” podał w piątek, że rząd planuje przetestować certyfikaty szczepionkowe. Ma się to odbywać podczas pilotażowych imprez masowych w najbliższych tygodniach. Osoby udające się na nie będą musiały wykonać test na obecność wirusa przed wejściem i następnie po zakończeniu wydarzenia. Ma to ułatwić monitorowanie rozprzestrzeniania się wirusa. Naukowcy będą obserwować wszystko, od przepływu ludzi po systemy wentylacyjne. Potem wyciągnąć wnioski na temat prowadzenia takich imprez. Rząd chce, aby dzięki temu wznowienie imprez masowych mogło nastąpić już w połowie czerwca.

Jak podaje „Daily Telegraph”, wydarzenia w kwietniu będą wymagały negatywnego wyniku testu. Planowane jest jednak, aby podczas niektórych wydarzeń w maju wypróbować zaktualizowaną aplikację do wykrywania kontaktów. Ma ona pokazać, czy ktoś został zaszczepiony, ma negatywny wynik testu lub przeciwciała – co ministrowie opisali jako paszport szczepionkowy.

www.pap.pl

/ fot. youtube.com

„Nie zabijaj!”. Kochaj! Broń! Strzeż! Pomagaj! – bo w ten sposób bronisz i strzeżesz również swojego człowieczeństwa… – mówił ks. abp Marek Jędraszewski. Metropolita krakowski swoje rozważania poświęcił „piłatowemu sądowi nad dzieckiem nienarodzonym”.

  • Abp Jędraszewski poruszył problem, jakim jest aborcja. Przedstawił, jak mógłby wyglądać sąd Piłata, gdyby sądzone było dziecko rozwijające się w łonie kobiety
  • Bez zagłębienia się w przebieg sądu Piłata nad Chrystusem nie zrozumiemy dramatu, jaki ma miejsce dzisiaj, tzn. zabijanie nienarodzonych
  • Abp Jędraszewski odniósł się do rozważań nad V przykazaniem przez św. Jana Pawła II
  • Zobacz także: Papież Franciszek: Ukrzyżowanymi naszych czasów są ofiary aborcji

W swoich rozważaniach ks. abp M. Jędraszewski przypomniał homilię paschalną św. Melitona, biskupa Sardes, miasta znajdującego się w Azji Mniejszej. – Wysławiał on Jezusa Chrystusa przynoszącego światu nadzieję zwycięstwa nad śmiercią, grzechem i szatanem – mówił hierarcha.

Potem odniósł się do słów Świętego Jana Pawła II w dniu 2 czerwca 1979 roku na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Powiedział wtedy, że Chrystus dla człowieka jest kluczem do zrozumienia siebie, także dla człowieka niewierzącego. – Bez rozważania życia i nauczania Chrystusa, a zwłaszcza bez wnikania w Jego Mękę i Zmartwychwstanie człowiek nie może do końca zgłębić i odkryć sensu swych cierpień, doznanych niesprawiedliwych osądów i krzywd, ale także siły nadziei w swym zdążaniu do wieczności – powiedział abp Jędraszewski.

W swoim rozważaniu zaznaczył również, że bez zagłębienia się w przebieg sądu Piłata nad Chrystusem nie zrozumiemy dramatu, jaki ma miejsce dzisiaj. Chodzi tutaj o sprzysięganie się wielkich tego świata przeciwko życiu nienarodzonego dziecka.

Sąd nad nienarodzonym dzieckiem

Następnie hierarcha przedstawił, jak mógłby wyglądać sąd Piłata, gdyby sądzony nie był Chrystus, a dziecko rozwijające się w łonie kobiety. – „Jaką skargę wnosicie przeciwko temu dziecku? – zapytał Namiestnik. „Gdyby nie domagało się opieki ze strony kobiety i innych ludzi, która to opieka ogranicza ich prawo do beztroskiego rozkoszowania się dobrami tego świata, nie wydalibyśmy go tobie” – odpowiedziały zgodnie autorytety i przywódcy ludu – mówił Abp Jędraszewski.

Wydania wyroku śmierci domagał się oczywiście tłum, który krzyczał: „Aborcja! Aborcja!”. Namiestnik nie znajdował w nienarodzonym dziecku żadnej winy. Przestraszył się jednak ludu, który zagroził, że przestanie być „przyjacielem władców tego świata” oraz stanie się „wrogiem «mainstreamowych» mediów”. Namiestnik umył więc od tego ręce, a nienarodzone dziecko zostało zdane na ich wolę.

Abp Jędraszewski odniósł się również do rozważań nad V przykazaniem przez św. Jana Pawła II, kiedy w 1991 roku nawiedził Radom. – Ojciec Święty postawił kilka zasadniczych pytań o charakterze czysto retorycznym: „Czy jest taka ludzka instancja, czy jest taki parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej i bezbronnej ludzkiej istoty? Kto ma prawo powiedzieć: «Wolno zabijać», nawet: «Trzeba zabijać», tam gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?” – przytoczył hierarcha.

– „Nie zabijaj!”. Kochaj! Broń! Strzeż! Pomagaj! – bo w ten sposób bronisz i strzeżesz również swojego człowieczeństwa…  – powiedział na zakończenie rozważań.

radiomaryja.pl

Straż miejska w Tarnowie zatrzymuje jedzącego bez maseczki hot doga człowieka.

/ Fot. YouTube

Tarnowska straż miejska, jak się okazuje, z dużą precyzją bada przestrzeganie obowiązujących obostrzeń związanych z koronawirusem. Pod koniec marca strażnicy zdecydowali się zatrzymać mężczyznę, który ośmielił się jeść hot doga, nie mając przy tym założonej maseczki. Sprawca tego czynu został przewieziony na komisariat policji.

Pojawiają się rozbieżne relacje dotyczące zatrzymania mężczyzny jedzącego hot doga bez założonej maseczki. Po kilku dniach opublikowano również nagranie wideo. Oprócz niezasłoniętego nosa i ust, postawiono mężczyźnie zarzuty: nieokazania dokumentu tożsamości i zakłócania spokoju w miejscu publicznym.

– Słyszałem jak mężczyzna tłumaczy strażnikom, że nie mogą mu zabronić jeść na świeżym powietrzu. Obrócił się na pięcie i próbował od nich odejść bez żadnej agresji. Funkcjonariusze we dwóch zaczęli dostawiać się do niego, blokować go i tak jakby otaczać. Pewno chodziło im o to, żeby nie mógł odejść – zrelacjonował naoczny świadek zdarzenia. – Szli tak z nim przez kilkanaście metrów. Przed radiowozem zaczęła się ostrzejsza wymiana zdań. Jeden ze strażników zaczął go dusić, ten drugi zaczął otwierać drzwi, żeby go wsadzić na pakę – dodał.

Zupełnie inaczej całą sytuację widzieli strażnicy miejscy. – Mężczyzna w trakcie podjętej interwencji odepchnął strażnika, kolejny raz przeklinając. Funkcjonariusze zastosowali środku przymusu bezpośredniego wobec sprawcy wykroczenia. Mężczyzna stawiał bierny i czynny opór, przeklinając w kierunku strażników, ignorując wydawane polecenia przez strażników – stwierdzili w oświadczeniu.

Co ciekawe, to nie pierwszy taki nagłośniony przypadek w Polsce. Niedawno do podobnej sytuacji doszło w Ełku. Wówczas prezydent miasta natychmiast wystąpił o kontrolę, a śledztwo wszczęła prokuratura. Strażnicy uczestniczący w interwencji poszli na urlop.

nczas.com

Gazety.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Redaktor naczelna Telewizji Republika przeszła do spółki Polska Press. Dołączając do trzyosobowego zarządu zastąpiła Pawła Fąfarę.

Dorota Kania, dziennikarka Gazety Polskiej oraz redaktor naczelna Telewizji Republika wybrana została członkiem zarządu Polska Press.

Kobieta może pochwalić się bogatym doświadczeniem. Od ponad 20 lat pracuje w branży. Znana jest nie tylko z Telewizji Republika czy Gazety Polskiej, ale również Życia Warszawy, Radia Plus czy tygodnika Wprost.

Struktura spółki

W marcu, Orlen przyłączył do spółki grupę Polska Press. To jedna z największych grup medialnych, skupiających media lokalne i regionalne. Do grupy przynależy 20 dzienników, około 120 tygodników oraz 500 stron internetowych. Włączenie grupy medialnej do Orlenu ma być, zdaniem spółki, szansą na repolonizację mediów. Wcześniej bowiem udziały w spółce posiadali Niemcy.

Po przejęciu spółki przez koncern, prezes Polska Press, Dorota Stanek złożyła rezygnację. Po zajęciu stanowiska przez Kanię, skład zarządu wygląda następująco: Dariusz Świąder – wiceprezes, Magdalena Chudzikiewicz – członek zarządu, Dorota Kania – członek zarządu.

Zapowiedź zmian

Dorota Kania, obejmując stanowisko, zapowiedziała realizację ambitnych celów. – Stawiam przed sobą zadanie doprowadzić do tego, żeby Polska Press była najważniejszym, opiniotwórczym ośrodkiem medialnym w Polsce. Widzę ogromny potencjał w gazetach należących do Polska Press – powiedziała w wywiadzie dla Wirtualnych Mediów.

Dziennikarka stwierdziła, że z własnego doświadczenia zna wartość mediów regionalnych. Zaznaczyła również, iż po złagodzeniu obostrzeń zainicjuje spotkanie z redakcjami. – Wysłałam już informację redaktorom naczelnym, że jak tylko miną te duże obostrzenia, będę chciała spotkać się z każdym i ich zespołami. Będę rozmawiać o pomysłach, co jeszcze zrobić, żeby te media były jeszcze atrakcyjniejsze dla odbiorców – stwierdziła.

Kania nie potwierdziła doniesień w sprawie zmian osobowych w zarządach redakcji podległych Polska Press. – Na razie nie mam żadnych planów na temat roszad – zaznaczyła.

dorzeczy.pl, wirtualnemedia.pl

Rośnie poparcie dla wywłaszczenia grobów komunistów z Powązek Wojskowych. Wśród zwolenników: premier Mateusz Morawiecki, Antoni Macierewicz i Bartosz Kownacki. W Internecie powstała petycja, pod którą chętni mogą złożyć podpisy.

Środowiska prawicowe rozpoczęły czynności zmierzające do usunięcia z Powązek grobów komunistów. Akcję wywłaszczenia zainicjował historyk Tadeusz Płużański. – Tutaj musi powstać narodowy panteon chwały – stwierdził w czasie obchodów Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Prezes Rady Ministrów oznajmił, że na Powązkach nie mogą znajdować się „ci, którzy przyczyniali się do zniewolenia naszego narodu”. – Ci, którzy byli po stronie najgorszego, byli sami łajdakami, albo się łajdakom wysługiwali – podkreślił Mateusz Morawiecki podczas rozmowy z reżyserem Arkadiuszem Gołębiewskim.

Tadeusz Płużański zaznaczył jak ważną deklaracją były słowa premiera Mateusza Morawieckiego. – Wywiad premiera zmotywował mnie do dalszych działań – mówił w wywiadzie dla Rzeczpospolitej.

Możliwość wsparcia projektu – złóż podpis.

Na platformie citizengo.org powstała petycja stworzona przez Płużańskiego dotycząca wywłaszczenia. – Powązki Wojskowe muszą zostać ponownie – wzorem wolnej i niepodległej II Rzeczpospolitej – polskim cmentarzem, nekropolią chwały Polaków a nie zbrodniarzy komunistycznych. – informuje opis na stronie.

W odezwie można znaleźć też informację dotyczącą kwatery Ł, czyli tzw. Łączki. W anonimowych grobach spoczęli tam bohaterowie polskiego Podziemia Antykomunistycznego. Tak, by nikt o nich nie pamiętał. – Zamiast szuflad ze stłamszonymi kośćmi naszych bohaterów, każdy musi mieć swój grób. Każdy Żołnierz Wyklęty zasłużył po latach poniewierki, prześladowań, represji, na własny grób.

Dotychczas pod petycją o dekomunizację Powązek podpisało się ponad 2 000 osób. To mniej niż połowa wymaganej liczby wynoszącej 5000 podpisów.

Tadeusz Płużański nie podaje liczby grobów. Wskazuje wytyczne, które miałyby decydować o wywłaszczeniu. – Takie, wobec których IPN może jednoznacznie stwierdzić. Chodzi o prokuratorów, sędziów czy kierownictwo bezpieki, jak: Bierut, Berman, Brystigerowa i Radkiewicz. – wymienia historyk.

Głosy poparcia.

Ideę oczyszczenia Powązek Wojskowych popiera były Minister MON, Antoni Macierewicz. Z kolei inny polityk, Bartosz Kownacki twierdzi, że pomysł zyskałby poparcie w Sejmie. – Nawet gdyby wstrzymała się niewielka część Zjednoczonej Prawicy, poparłaby go zapewne Konfederacja i posłowie związani z Kukiz’15. – informuje poseł PiS. Akcję dekomunizacji wspiera także prezes IPN Jarosław Szarek.

rp.pl citizengo.com

/ Fot.: Pixabay

Autostrady w okolicach Ile-de-France i Normandii blokują rolnicy. Powodem jest reforma Wspólnej Polityki Rolnej UE. Założenie przedkłada produkcję ekologiczną nad powszechną.

W imieniu protestujących wypowiedział się przedstawiciel. – Chcemy ostrzec Emmanuela Macrona, bo nie podzielamy jego wizji reformy wspólnej europejskiej polityki rolnej – ogłosił Damien Greffin, prezes federacji związków rolniczych FRSEA.

W akcji protestacyjnej bierze udział kilka tysięcy Francuzów. – Rano zmobilizowaliśmy 5 tys. rolników w ramach operacji Ślimak, zorganizowanej w dwunastu departamentach. Od części Normandii do części Szampanii-Ardenów, przez Ile-de-France i Hauts-de-France – kontynuował Greffin.

Rolnicy swoje oburzenie wyrażają poprzez przytwierdzenie transparentów do traktorów. Napisy odnoszą się do prezydenta Francji. “Macron, czy nadal chcesz swoich chłopów?” – głosi jeden z nich.

Do blokowania przejazdu protestujący wykorzystują różne środki. – Nie wszyscy przybyli na traktorach, istnieją różne formy mobilizacji – oznajmił rzecznik FRSEA.

Strajkujący swoim działaniem chcą zwrócić uwagę władz Francji. – Wyjeżdżając traktorami na drogi Ile-de-France, Normandii i innych regionów, chcemy wysłać ostrzeżenie do rządu przed reformą Wspólnej Polityki Rolnej UE. Daje ona pierwszeństwo produkcji ekologicznej i agroekologii w dostępie do unijnych funduszy – twierdzą uczestnicy protestu.

Unijna polityka może zniszczyć dorobek wielopokoleniowych rodzin. Jeden ze strajkujących, Amaury Babault, kontynuuje tradycję rodzinną uprawy zboża. Działania rządu francuskiego mogą doprowadzić go do bankructwa. Grozi mu utrata 80 euro na hektarze, co w skali roku może wynieść nawet 12 tysięcy euro mniej.

Unijna polityka zakłada finansowanie produkcji ekologicznej. W związku z podanym celem, powszechna produkcja rolna będzie skazana na straty. -Chcemy autonomii żywnościowej, chcemy importować mniej produktów pochodzących z Chin. Zwłaszcza w pandemii koronawirusa – stwierdził Babault w rozmowie z Ouest France.

Rolnicy informują, że jeśli ich działanie nie zostanie uznane, skierują kroki do władz w Paryżu.

radiomaryja.pl

Londyńska policja wyrzuciła wiernych z polskiego kościoła.

/ Fot. YouTube

Skandal podczas obchodów Wielkiego Piątku w Londynie. Policja wkroczyła do polskiego kościoła pod wezwaniem Chrystusa Króla i nakazała wszystkim natychmiastowe opuszczenie świątyni. Kapłani nie zgodzili się z argumentacją policji, ale poprosili wiernych o wykonanie poleceń funkcjonariuszy. Duchowni zamierzają złożyć zażalenie na decyzję patrolu.

  • Policja brutalnie przerwała nabożeństwo Męki Pańskiej w londyńskim kościele pod wezwaniem Chrystusa Króla i nakazała wszystkim natychmiastowe opuszczenie świątyni.
  • Ktoś zadzwonił na policję. Przyjechała policja i mówi, że my nie dotrzymujemy się jakichś reguł. Ja nie potrafiłem zrozumieć, jakich. Poprosiłem też policję, żeby wytłumaczyła, jakie reguły nie zostały dotrzymane, skoro my wszyscy mamy maski, mamy też dystans, skoro mamy też specjalnie stworzone bilety – ogłosił z ambony wikariusz, ks. Aleksander Dasik.
  • Panie i panowie. To zebranie jest niestety niezgodne z prawem na podstawie koronawirusowych regulacji, jakie mamy obecnie. Nie możecie się spotkać wewnątrz z tak dużą liczbą osób, zgodnie z prawem – stwierdził policjant.
  • Zobacz także: Działacze społeczni, dziennikarze i naukowcy apelują o brak limitów w kościołach

Wierni polskiego kościoła w Londynie musieli natychmiast opuścić świątynię, gdyż jak argumentowała policja, ich zgromadzenie łamało obowiązujące restrykcje związane z koronawirusem. – Ktoś zadzwonił na policję. Przyjechała policja i mówi, że my nie dotrzymujemy się jakichś reguł. Ja nie potrafiłem zrozumieć, jakich. Poprosiłem też policję, żeby wytłumaczyła, jakie reguły nie zostały dotrzymane, skoro my wszyscy mamy maski, mamy też dystans, skoro mamy też specjalnie stworzone bilety – ogłosił z ambony wikariusz, ks. Aleksander Dasik.

– Poprosiłem, żeby oni sami wytłumaczyli dla was, jakie reguły my przekroczyliśmy, że wymagane jest, żebyście natychmiast pozostawili kościół – dodał ks. Dasik. Następnie funkcjonariusz oznajmił zebranym, że mają natychmiast opuścić budynek. – Panie i panowie. To zebranie jest niestety niezgodne z prawem na podstawie koronawirusowych regulacji, jakie mamy obecnie. Nie możecie się spotkać wewnątrz z tak dużą liczbą osób, zgodnie z prawem – stwierdził policjant. Następnie poinformował, że jeżeli ktoś nie opuści natychmiast świątyni, zostanie ukarany grzywną w wysokości 200 funtów lub nawet aresztowany.

Proboszcz parafii, ks. prałat Władysław Wyszowadzki oznajmił zebranym, że Komunię Świętą będą musieli przyjąć w formie duchowej. Wezwał wszystkich do natychmiastowego opuszczenia kościoła, gdyż w przeciwnym wypadku każdy otrzyma mandat.

Duchowni poinformowali, że złożą zażalenie na decyzję patrolu. Polonijny portal wbo24.co.uk poprosił o wyjaśnienia biuro prasowe Metropolitan Police. Zwrócił się także w tej sprawie do ambasady RP. W obu przypadkach na razie nie ma odpowiedzi.

Aktualizacja: Komunikat londyńskiej parafii

Drodzy Parafianie!

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W Wielki Piątek 02.04.2021, w czasie Liturgii Męki Pańskiej, w momencie Adoracji Krzyża, około godziny 18.00 do drzwi naszego Kościoła przyjechała policja. Nie pozwolono nam dokończyć Celebracji. Policjanci, stwierdzili, że nasze zgromadzenie liturgiczne jest niezgodne z prawem, każąc wszystkim natychmiast opuścić naszą Świątynię pod groźbą mandatu dla każdego z obecnych Parafian w wysokości £200 lub nawet aresztu. Wierni bez sprzeciwu wykonali ten nakaz.

Uważamy, jednak, że policja przekroczyła brutalnie swoje kompetencje, wydając swój nakaz bez odpowiedniego na to powodu, gdyż wszystkie wymogi rządowe zostały dotrzymane.

Uważamy, że urzędnicy policji municypalnej zostali źle poinformowani odnośnie aktualnych wytycznych wobec miejsc kultu, twierdząc, że powodem ich interwencji jest nadal obowiązujący w Londynie zakaz publicznych celebracji w miejscach kultu, ze względu na wprowadzony od 4 Stycznia 2021 r. lockdown.

Ubolewamy nad tym, że prawa wiernych zostały pokrzywdzone w tak ważnym Dniu dla każdego wierzącego, a nasz kult – sprofanowany. Poinformowaliśmy o tym incydencie przełożonych Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. Poprosiliśmy władze policji o wyjaśnienie zaistniałego zdarzenia i czekamy na ich odpowiedź.

Każdy z obecnych na liturgii może również bezpośrednio wysłać swoją reklamację poprzez niżej podany link:

Complaints about the Metropolitan Police Service

Ostatnie wytyczne rządowe z dnia 26 marca 2021 oraz Konferencji Episkopatu Anglii i Walii, dotyczące przeżywania Wielkiego Tygodnia, jednoznacznie pozwalają – z dotrzymaniem wszystkich zasad sanitarnych – na Celebracje w miejscach kultu z udziałem wiernych.

Wszystkie zaplanowane obrzędy Poświęcenia Pokarmów Wielkanocnych, Wigilii Paschalnej, Niedzieli i Poniedziałku Wielkanocy odbędą się, według podanego porządku. Prosimy wszystkich o przestrzeganie aktualnych wymogów sanitarnych w Kościele i przestrzeni życia społecznego oraz o modlitwę, aby podobne sytuacje nie powtórzyły się.

wbo24.co.uk, parafia-balham.co.uk

Polacy

Broń palna / Fot. Pixabay

Materiały udostępnione przez Komendę Główną Policji wskazują na zwiększenie liczby broni palnej w rękach Polaków. W 2015 roku wynosiła ona 390,8 tys. Pod koniec 2020 roku zarejestrowano już 587,9 tys. egzemplarzy.

Wzrost zainteresowania

Jerzy Dziewulski, współodpowiedzialny za opracowanie obecnej ustawy o broni i amunicji, wskazał przyczynę wzrostu zainteresowania. – To odreagowanie czasów, gdy w praktyce nie dało się zdobyć broni.

Trudności w dostępie do broni zostały złagodzone w 2011 roku. Wówczas wprowadzono nowelizację ustawy. – Zaplanowano i przeprowadzono w dużym zakresie odebranie policji uznaniowości w wydawaniu pozwoleń na broń. Wprowadzono ściśle określone kryteria, których spełnienie powinno skutkować uzyskaniem pozwolenia – mówił mec. Andrzej Turczyn, popularyzator broni palnej w rozmowie z rp.pl.

Cel pozyskiwania broni palnej

Najpopularniejszym celem pozyskiwania pozwolenia na broń są pobudki kolekcjonerski i sportowe. Łącznie, w obu dziedzinach, w 2020 roku liczba wzrosła o około 29 tysięcy posiadanych sztuk. W stosunku do nich, liczba broni myśliwskiej wzrosła zaledwie o 8 tysięcy. Trudniej natomiast uzyskać pozwolenie na broń ochrony osobistej. W tym przypadku niezbędne jest orzeczenie policji. Wzrostu tego rodzaju broni palnej nie zanotowano.

Wzrost posiadanych egzemplarzy nie jest równoznaczne z uzbrojeniem większej liczby osób. Niektórzy posiadają bowiem kilka pozwoleń. – Prywatnych posiadaczy broni jest prawdopodobnie nie więcej niż 170 tys. To jest nic w 38-mln kraju – komentuje mec. Andrzej Turczyn.

Polska znajduje się pod koniec listy państw europejskich, jeśli chodzi o posiadaną broń. W przeliczeniu na mieszkańca, na 1000 osób przypada 3,5 egzemplarzy.

rp.pl