Ukraińscy imigranci w Polsce

Ukraińscy imigranci w Polsce / Fot. TT/@PolitycznyDz

Zakład Ubezpieczeń Społecznych podał statystyki, z których jasno wynika, że imigranci przybywają do Polski na skalę masową. W grudniu 2020 roku w polskim urzędzie zarejestrowanych było ponad 700 tysięcy imigrantów. Znaczącą większość stanowią tutaj obywatele z Ukrainy, którzy podjęli pracę w naszym kraju. Blisko 60 procent zarejestrowanych osób przebywa w Polsce posiadając stałe zatrudnienie.

Do Polski trwale przybywa coraz więcej osób z dalekiej Azji, czy też innych krajów Europy Wschodniej. Szczególnym przypadkiem są tutaj imigranci z Ukrainy, którzy przybywają do naszego kraju w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Dzieje się tak, gdy w Donbasie i na Krymie rozpoczęły się walki z rosyjskimi separatystami. Pomimo ustania działań zbrojnych do Polski wciąż przybywali Ukraińcy z nadzieją na wyższe zarobki.

Przez kilka lat liczba imigrantów za wschodniej granicy wielokrotnie się zwiększyła przekraczając według nieoficjalnych statystyk blisko 2 miliony osób. Warto wziąć tutaj pod uwagę, utrudnienia z którymi borykają się Ukraińcy (ograniczenia czasowe w pozwoleniu na pobyt w Polsce), dzięki czemu do naszego kraju nie napływa ich większa ilość.

Imigranci przybywają pomimo trwającej epidemii

Jak podaje Zakład Ubezpieczeń Społecznych według oficjalnych danych, imigranci przybywają do naszego kraju pomimo trwającej epidemii koronawirusa – “Z ostatnich danych ZUS wynika, że praktycznie przez cały czas trwania pandemii koronawirusa liczba cudzoziemców zatrudnionych w Polsce systematycznie rośnie” – czytamy w “Rzeczpospolitej”.

W ostatnich miesiącach nastąpił duży wzrost liczby takich pracowników w Polsce w dwóch ostatnich kwartałach 2020 r. był wynikiem odblokowania granic po okresie pierwszego lockdownu. W grudniu 2020 r. w ZUS było zarejestrowanych 725 173 obcokrajowców, co oznaczało wzrost o 11,3 proc. w stosunku do grudnia poprzedniego roku. W tej liczbie 59,4 proc. cudzoziemców było pracownikami, 3 proc. prowadziło działalność gospodarczą, a pozostali byli objęci innymi formami zatrudnienia, np. na zleceniu czy w formie pracy tymczasowej.

Ukraińcy motorem napędowym imigracji

Należy zwrócić uwagę, że największą grupą etniczną w oficjalnych statystykach ZUS stanowią imigranci z Ukrainy tj. aż 73,4 proc. ogólnej liczby zarejestrowanych cudzoziemców. W grudniu 2020 r. liczba takich pracowników zatrudnionych legalnie w Polsce wyniosła 532 503 osoby. Oznacza to, że było ich o 11,1 proc. więcej niż na koniec 2019 r.

“To jednak nie koniec wzrostów, które od początku tego roku nabrały jeszcze szybszego tempa. Według najnowszych danych za marzec tego roku w systemie ubezpieczeń społecznych figuruje obecnie aż 766 tys. cudzoziemców. Wynika z tego, że tylko przez pierwsze trzy miesiące tego roku przybyło nad Wisłą 40 tys. legalnie zatrudnionych cudzoziemców. Łącznie, licząc rok do roku, jest ich obecnie 100 tys. więcej niż w marcu 2020 r., gdy zaczynał się kryzys gospodarczy wywołany przez pandemię koronawirusa” – zauważył dziennik.

Zdaniem Sebastiana Koćwina z OPZZ faktyczna liczba zatrudnionych imigrantów w Polsce jest większa niż pokazują to oficjalne dane z polskiego urzędu statystycznego oraz państwowego ubezpieczyciela – “Obawiam się, że może to być efekt zastępowania polskich pracowników przez tańszych cudzoziemców. Niestety, możemy się tylko tego domyślać i brakuje tu twardych danych. Dlatego apelowałem już do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii o to, aby zwróciło uwagę na ten niepokojący moim zdaniem trend”– powiedział.

Z kolei Kacper Kita publikujący swoje felietony dla portalu “Nowy Ład” ostrzegał, że przedsiębiorcy którzy sięgają w coraz większym stopniu po imigrantów przyczyniają się do zaniku jedności etnicznej naszego kraju – “Polska krok po kroku przestaje być krajem jednolitym narodowościowo. 26,6% cudzoziemców to nie są Ukraińcy i jest oczywiste, że jak Ukraińcy się skończą, to te same firmy będą mówić, że imigranci z Indii/Bangladeszu są im konieczni. Tania siła robocza jest dla nich jak narkotyk”.

W całym systemie ubezpieczeń społecznych przybyło w tym czasie tylko 51 tys. ubezpieczonych i w marcu było ich łącznie 15,52 mln osób. Odliczając wzrost liczby cudzoziemców, można przyjąć, że liczba ubezpieczonych zmalała o 50 tys. osób

Rzeczpospolita

  • Dotychczasowe działania administracji Joe Bidena oraz Partii Demokratycznej.
  • Projekt ustawy rozszerzający skład członków Sądu Najwyższego.
  • Planowana ingerencja w Sąd Najwyższy zemstą polityczną?
  • Wątpliwa zgodność projektu ustawy z Konstytucją i potencjalne zagrożenie dla stanu Amerykańskiej demokracji.
  • Sposoby powstrzymania legislacji Demokratów ingerującej w Sąd Najwyższy.
  • Podsumowanie i prognozy na przyszłość.

Dotychczasowe działania administracji Joe Bidena oraz Partii Demokratycznej

Jako obserwatorzy życia politycznego za oceanem, mogliśmy przekonać się o destrukcyjnych akcjach Demokratów niejednokrotnie w czasie ostatnich miesięcy. Odejście od budowy rurociągu Key Stone Pipeline XL oznaczało stratę tysięcy miejsc pracy. Do tej pory brak rozwiązań władzy lub rekompensat dla osób, którym z dnia na dzień odebrano źródło utrzymania.

Nierozsądna polityka migracyjna objawiająca się zatrzymaniem budowy muru na południowej granicy i odwołaniem regulacji zabezpieczających przed nadmiernym napływem imigrantów tzw. Remain in Mexico. Zaowocowało to największym od 2006 roku kryzysem migracyjnym na granicy z Meksykiem. Władza przeznacza obecnie miliony dolarów na zakwaterowanie i inne najważniejsze potrzeby przedostających się w rekordowych ilościach migrantów przez granicę. Dzieje się to w czasie, gdy obywatele amerykańscy nadal walczą ze skutkami długotrwałego lockdownu.

Warto dodać do listy zagrożeń płynących z szeregów Partii Demokratycznej coraz większe zakusy na skuteczne zaostrzenie prawa do posiadania broni. Są to składane w Izbie Reprezentantów projekty ustaw znacząco ingerujące w 2 Poprawkę do Konstytucji i dekrety samego Joe Bidena. Sygnował on swoim nazwiskiem do tej pory 6 dyrektyw oddziałujących na prawo do posiadania broni palnej. W końcu trzeba powiedzieć o Demokratach (Maxine Waters, D-CA) podburzających tłumy neo-marksistów protestujących obecnie w Minneapolis. Rozniecają oni zamieszki przeciwko brutalności policji i zwolennikom Partii Republikańskiej, którzy z kolei biorą w obronę służby mundurowe.

Te oraz wiele innych, wątpliwych działań i regulacji wprowadzonych przez Demokratów skutecznie dzieli społeczeństwo amerykańskie pod każdym możliwym względem. Uderzają oni szczególnie mocno we wrażliwe punkty sporu politycznego takie jak zatrudnienie i ekonomia, stosunek do imigrantów i bezpieczeństwo wewnętrzne, broń palna oraz zróżnicowanie rasowe, które w Stanach Zjednoczonych jest szczególnie wrażliwym zagadnieniem.

Do listy “sukcesów” pierwszych miesięcy pracy Joe Bidena oraz 117 Kongresu przychodzi dodać projekt legislacji zakładający rozszerzenie składu Sądu Najwyższego. Jest to temat, który wywołał szczególnie dużo kontrowersji powodując zagrożenie kolejnego pęknięcia na porysowanym i kruszejącym monolicie amerykańskiej demokracji. W takich okolicznościach Joe Biden powołuje komisję do spraw reform składu Sądu Najwyższego, a Demokraci w Izbie Reprezentantów składają swój projekt ustawy.

Projekt ustawy rozszerzający skład członków Sądu Najwyższego

Demokraci zasiadający w obu izbach Kongresu ogłosili zwołanie konferencji prasowej, na której złożyli projekt legislacji znanej jako Judiciary Act of 2021. Ma on na celu rozszerzenie składu orzekającego Sądu Najwyższego. Projket ustawy zaklada ekspancję skłądu sędziowskiego z 9 do 13 sędziów. Powodem zdecydowanego kroku jest obecna sytuacja w najwyższej instancji amerykańskiej jurydykatywy, gdzie sędziowie konserwatywni posiadają większość 6-3, a 3 z nich powołał w czasie ostatniej kadencji Donald Trump. Zdaniem Partii Demokratycznej jest to niedopuszczalne upartyjnienie instytucji, która w ich mniemaniu w tej chwili pracuje na rzecz Partii Republikańskiej. Jednak to konserwatywni sędziowie tacy jak Brett Kavanaugh, Neil Gorsuch, czy szef Sądu Najwyższego John Roberts w wielu rozpatrywanych sprawach opowiadali się po stronie liberalnej części składu sędziowskiego – czym udowodnili swoją neutralność.

Projekt ustawy rozszerzający ilość sędziów miałby pomóc Demokratom w osiągnięciu większości w nowym składzie sądowym. Uzyskaliby dzięki temu wpływ na zapadające w nim wyroki oraz możliwość afirmacji nawet najbardziej niekonstytucyjnych ustaw. Główna linia oskarżenia podnoszona przez Demokratów na „Republikański” Sąd Najwyższy stała się dla nich najważniejszym i jedynym pragmatycznym powodem wprowadzenia legislacji ingerującej we władzę sądowniczą w Stanach Zjednoczonych. Jest to szczególnie warte podkreślenia, gdyż w amerykańskim systemie prawnym wyróżnić można tzw. prawo precedensowe, które ustanawiane jest na mocy wyroku sądu. Bardzo znanym przykładem tego typu prawodawstwa jest wyrok Sądu Najwyższego z 1973 roku w sprawie Roe v. Wade, który zalegalizował w Stanach Zjednoczonych aborcję do 9 miesiąca ciąży.

Planowana ingerencja w Sąd Najwyższy zemstą polityczną?

Wyróżniając pozostałe powody, dla których została wprowadzona owa legislacja, warto wspomnieć o chęci upokorzenia swoją legislacją nie tylko sędziów konserwatywnych, ale i przedstawicieli Partii Republikańskiej. Demokraci mają bowiem żal do ówczesnego przywódcy Republikańskiej większości senackiej Mitcha McConnella. Odmówił on nominacji wyznaczonego przez Baracka Obamę w 2016 roku kandydata na sędziego – Merricka Garlanda. Jego nominacji na stanowisko nie zatwierdzono (decyzją większości republikańskiej w Senacie) z powodu bliskiego terminu wyborów prezydenckich.

W 2020 roku w podobnych okolicznościach przedwyborczych (po śmierci sędzi Ruth Bader Ginsburg) Donald Trump powołał Amy Coney Barrett. Spowodowało to oburzenie środowisk liberalnych w Stanach Zjednoczonych i pokazało podwójne standardy w postrzeganiu rozstrzygnięć strategicznych w środowisku Partii Republikańskiej. Wielu konserwatywnych publicystów uważa, że obecna decyzja o rozszerzeniu składu sędziowskiego w postaci projektu ustawy jest więc czystą zemstą polityczną.

Wątpliwa zgodność projektu ustawy z Konstytucją i potencjalne zagrożenie dla stanu Amerykańskiej demokracji

Spoglądając na nową ustawę proponowaną przez Demokratów, łatwo zauważyć, że jest ona pierwszą próbą skodyfikowania konkretnej liczby sędziów reprezentujących Sąd Najwyższy. W chwili obecnej nie istnieje w Konstytucji przepis narzucający określoną wielkość składu orzekającego. Mówi ona w artykule 3 sekcji 1, że Kongres ma prawo „od czasu do czasu” zarządzać sądownictwem. Jednak patrząc na całościowy wydźwięk tego paragrafu, warto nadmienić, że jest to przepis odnoszący się głównie do ordynacji nowych instancji sądowniczych, a nie wpływania na już utworzone. Z tego powodu ocenić można proponowaną legislację za potencjalnie niezgodną z tekstem Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Wyznacza ona wyraźnie trójpodział władzy mający zapobiec nadmiernej ingerencji legislatywy w skład Sądu Najwyższego. W parze za tym idzie minimalizacja wpłwyu legislatywy na proces orzeczniczy.

Analizując skutki hipotetycznie przyjętej legislacji, należy mieć na uwadze niebezpieczeństwo płynące z przejęcia wszystkich trzech gałęzi władzy. Byłyby one na chwilę obecną (przynajmniej do wyborów kongresowych mid-terms w listopadzie 2022) skupione w obrębie jednej partii. Gdyby ustawa zaproponowana przez Partię Demokratyczną weszła w życie – mogli by oni przeprowadzić nawet najbardziej sprzeczną z prawem amerykańskim legislację. W przypadku kontestu ze strony opozycji politycznej poprze ich rozszerzony skład reprezentujący Sąd Najwyższy, który posiada prerogatywę prawa precedensowego.

Sposoby powstrzymania legislacji Demokratów ingerującej w Sąd Najwyższy

Jednym z dostępnych „hamulców” dla zaproponowanej w Izbie Reprezentantów ustawy jest w razie jej przejścia do Senatu wymóg uzyskania tam poparcia 3/5 wszystkich głosów. W obecnych realiach 117 Kongresu oznacza to głosy wszystkich Demokratów w Senacie plus 10 głosów senatorów Republikańskich. Stanowi to znaczące utrudnienie w procesie legislacyjnym i zaporę dla potencjalnie szkodliwych propozycji prawnych. Jednak wśród polityków obu opcji od kilku tygodni słuchać debatę nad zniesieniem tzw. filibuster. Jest to jedna z metod obstrukcji parlamentarnej polegająca na wymogu zebrania 60% głosów. Jeśli Demokraci zdołają znieść limit 3/5 głosów w Senacie, otworzy im to już niczym nie skrępowaną drogę do przegłosowywania wszystkich praw i ustaw przez siebie zaproponowanych. Prezydent Biden je podpisze bez najmniejszej chwili zawahania.

Drugą metodą walki politycznej, którą mogą zastosować Republikanie jest ponowne złożenie w Kongresie projektu ustawy przeciw ekspansji Sądu. Postulował on utworzenie poprawki do Konstytucji, która utrzymałaby istniejącą liczbę 9 sędziów Sądu Najwyższego i wprowadziłaby przepisy zabraniające Kongresowi ingerencji w ilość sędziów tam zasiadających. Taki projekt ustawy wniósł w Senacie Ted Cruz (R-TX) we wrześniu 2020 roku. Stało się to po śmierci wspomnianej sędzi Ginsburg. Wtedy po raz pierwszy rozgorzała inicjowana przez środowiska liberalne debata na temat rozszerzenia składu sędziowskiego. Legislacja ta okazała się jednak bezskuteczna. Warto wspomnieć, że sama Ruth Bader Ginsburg, na którą tak często powołują się środowiska lewicowe w Stanach Zjednoczonych, otwarcie sprzeciwiała się rozszerzeniu składu orzeczniczego i wszelkiej ingerencji legislacyjnej w Sąd Najwyższy. Nie jest jednak zaskoczeniem, że środowiska związane z amerykańską Partią Demokratyczną wybierają z szerokiego wachlarza faktów tylko te, które pasują do ich obecnej narracji politycznej.

Podsumowanie i prognozy na przyszłość

Zgłoszenie przez Demokratów projektu ustawy rozszerzającej skład Sądu Najwyższego spowodowało kolejne napięcia oraz podziały w społeczeństwie amerykańskim. Jest to niewątpliwie niebezpieczne zjawisko, które wskazuje na maksymalną desperację obecnej partii rządzącej w Stanach Zjednoczonych, która gotowa jest postawić na szali niemal wszystko, aby tylko zrealizować swój program polityczny. Wiedzą, że w tej chwili mają czas tylko do wyborów uzupełniających do Kongresu w listopadzie 2022. Wtedy mogą stracić kontrolę nad co najmniej jedną z izb na rzecz Partii Republikańskiej, co skutecznie pokrzyżowałoby ich plany.

Z tego powodu Demokraci chcą wykorzystać uciekający im czas do maksymalnego wpływu na prawo w Stanach Zjednoczonych. Poprzez rozszerzenie, obsadzenie Sądu Najwyższego sędziami z ich nominacji zapewnią sobie kontrolę nad wszelkimi sporami politycznymi oraz prawnymi w przyszłości. Nic w tej sprawie nie jest przesądzone, istnieją sposoby blokowania rosnącego monopolu politycznego w Stanach Zjednoczonych. Zapewne zostaną one wykorzystane przez republikanów zasiadających na Capitol Hill. Członkowie Partii Demokratycznej, na czele ze Speaker Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (D-CA) utrzymują, że legislacja jest dla nich ważna, lecz nie priorytetowa. Może wskazywać to na wykorzystanie tematu Sądu Najwyższego do rozgrywania społeczeństwa amerykańskiego poprzez kolejną drogę podziałów wewnętrznych. Warto jednak zaznaczyć, że rozgrywki między oboma stronnictwami politycznymi nie przynoszą korzyści zarówno dla jakości legislacji, jak i orzekania władzy sądowniczej w Stanach Zjednoczonych. W dużej mierze opierają się one o wzajemne oskarżenia i zemsty polityczne. Ich efektem ubocznym zawsze jest pogłębiająca się polaryzacja społeczna.

O ile negatywnie oceniam projekt ustawy Demokratów, to uważam, że Republikanie po dojściu do władzy powinni pójść w kierunku wolnościowym. Jak twierdził Murray N. Rothbard Sąd Najwyższy nie może pełnić roli instytucji ograniczającej rządzących także dlatego, że “jest on tożsamy z aparatem rządowym, bowiem powoływany jest przez władzę wykonawczą i ustawodawczą”, czego wnioskiem jest twierdzenie, iż państwo narusza elementarne zasady prawa dotyczące sprawiedliwości wyroku tj. pełni rolę sędzi we własnej sprawie.[1] Z tego powodu Amerykanie powinni odjeść od politycznego zaangażowania w najwyższej instancji sądowniczej. W zamian rekomenduję przekazanie władzy w tym zakresie bezpośrednio w ręce obywateli, którzy mogliby wyznaczać sędziów w drodze demokratycznych wyborów.

Zobacz także: USA. Reparacje za niewolnictwo. Komisja zatwierdziła projekt


[1] Rothbard: Anatomia państwa – rzad, państwo, anarchia, mises.pl

Joe Biden zachęca do szczepień

Joe Biden zachęca Amerykanów do szczepień / fot. Gage Skidmore Wikimedia Commons

Kierownictwo Partii Demokratycznej zastanawia się nad terminem głosowania ustawy wprowadzającej reparacje za niewolnictwo. Jednak niektórzy Demokraci są mniej zachwyceni perspektywą głosowania nad tak politycznie dzielącym aktem prawnym.

  • Komisja Izby Reprezentantów, zatwierdziła po raz pierwszy ustawę mającą na celu zbadanie, czy czarnoskórzy Amerykanie powinni otrzymać odszkodowanie za niewolnictwo
  • Spiker Pelosi zrzuciła decyzje na lidera większości, Hoyera, a ten na szefa komisji sądowniczej, Nadlera
  • Joyce Beatty przewiduje, że ustawa trafi pod głosowanie w tym roku
  • Zobacz także: Aktywiści BLM odwołali manifestację. Okazało się, że „ofiara” była biała

Zwolennicy reparacji odnieśli historyczne zwycięstwo. Komisja Izby Reprezentantów, zatwierdziła po raz pierwszy ustawę mającą na celu zbadanie, czy czarnoskórzy Amerykanie powinni otrzymać reparacje za niewolnictwo. Teraz ci prawodawcy chcą, aby ustawa trafiła do Senatu.

Przywódcy Demokratów na ostatnim Kongresie obiecali szybkie działania w sprawie ustawy reparacyjnej. Wszystko zależało od tego, czy przejdzie ona przez komisję sądową w Izbie Reprezentantów. W tym roku postępują jednak ostrożniej.

Spiker Nancy Pelosi popiera tę propozycję, ale pozostawia decyzje liderowi wiekszości Izby Reprezentantów Steny’emu Hoyerowi. Hoyer natomiast wstrzymał się od głosu, mówiąc zamiast tego, że porozmawia z przewodniczącym Komisji Sądownictwa Jerrym Nadlerem. –  Porozmawiam z przewodniczącym, zobaczę, co z tym zrobimy. Przypuszczam, że zostanie to poddane pod głosowanie – powiedział Hoyer.

Numer jeden to walka z COVID-19

Jednak niektórzy Demokraci są mniej zachwyceni perspektywą głosowania nad tak politycznie dzielącym aktem prawnym przed wyborami w 2022 r. Wolą skupić się na popularnych sprawach związanych z gospodarką, infrastrukturą czy walką z COVID-19. Nie chcą zagłębiać się w przepisy, takie jak reparacje za niewolnictwo, które mogą zrazić wyborców w okręgach, na których toczą się walki. – Problemem numer jeden, którym powinniśmy się teraz zająć, jest COVID. Numer dwa to COVID i numer trzy to COVID – i wyjście z kryzysu gospodarczego – powiedzieli.

Joyce Beatty, Członek Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, przewiduje, że ustawa trafi pod głosowanie w tym roku. Argumentowała, że ​​ataki Republikanów są nieuniknione, ale nie powinny powstrzymywać Demokratów przed próbami naprawienia brutalnej historii.

thehill.com

Joanna Lichocka

/ Fot. Twitter

– Wyrzuciliście wszystkich, którzy nie byli wam powolni. Wszystkich, którzy byli krytyczni wobec tej koalicji. Został jeden Jan Pospieszalski – mówiła przed laty z mównicy Sejmowej Joanna Lichocka z PiS. Teraz internauci wygrzebali to nagranie i porównują do obecnej sytuacji w TVP.

Wczoraj, bez wytłumaczeń, nie wyemitowano programu “Warto Rozmawiać”. Internauci doszukują się porównań z okresem rządów PO-PSL. Wówczas także redaktor Jan Pospieszalski był przez TVP spychany na margines, natomiast poseł Lichocka go broniła. Tym razem wydaje się, że znaleźli się po dwóch, przeciwnych stronach barykady.

“Warto sobie przypomnieć, Pani Poseł Lichocka”; “Patrz, hipokrytko!”; “Przypomnialem Poslicy kilka dni temu, to ban wleciał. Wychodzi na to, ze Pis to wieksi bolszewicy od PO, bo za PiSu to nawet Jan Pospieszalski się nie uchowa.”; “Dopuścił się myślozbrodni i zostanie poddany ewaporacji” – to tylko przykładowe komentarze pod udostępnionym filmem.

Od 2016 roku Joanna Lichocka wchodzi w skład Rady Mediów Narodowych. Instytucja nadzoruje m.in. TVP. Jej przewodniczącym jest Krzysztof Czabański.

/ fot. TT/ @Lovely_Hooligan

W Minneapolis od tygodnia trwają protesty po śmierci czarnoskórego kryminalisty. Został on śmiertelnie postrzelony w trakcie rutynowego zatrzymania, gdzie jak funkcjonariusze odkryli 20-latek był poszukiwany. Dodatkowo Gubernator stanu Minnesota zdecydował się na wdrożenie dodatkowych środków bezpieczeństwa, gdyż wkrótce rozpocznie się proces sądowy policjanta odpowiedzialnego za uduszenie Georga Floyda. W tym samym czasie podpalono kościół należący do parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego, która jest wspólnotą Polonii Amerykańskiej.

  • W najbliższych dniach rozpocznie się proces sądowy, podczas którego zapadnie wyrok dla byłego policjantka oskarżonego za zabójstwo czarnoskórego przestępcy Georga Floyda
  • Gubernator Stanu Minnesota wprowadził dodatkowe środki bezpieczeństwa, w tym powołał Gwardię Narodową
  • Od ponad tygodnia w Minneapolis trwają protesty po śmiertelnym postrzeleniu czarnoskórego 20-letniego mężczyzny uciekającego przed policją
  • Wczoraj prawdopodobnie podpalono polski zabytkowy kościół niedaleko trwających protestów
  • Zobacz także: Aktywiści BLM odwołali manifestację. Okazało się, że „ofiara” była biała

Tydzień temu w Minneapolis doszło do ponownych protestów grupy “Black Lives Matter”, która sprzeciwiła się tym razem rzekomemu zabójstwu czarnoskórego Daune Wrighta. Funkcjonariusze zatrzymali do rutynowej kontroli drogowej auto prowadzone przez 20-latka. Podstawą do działań policji była nadmierna prędkość. Cała sytuacja przebiegała spokojnie do momentu, gdy policjanci zweryfikowali, że mężczyzna jest poszukiwany. Wówczas to chłopak wsiadł do auta i próbował uciec przed aresztowaniem.

Jeden z funkcjonariuszy postrzelił kierowcę, lecz ten zdołał przejechać zaledwie kilka przecznic. Na miejscu pasażera siedziała również kobieta, która odniosła obrażenia ciała. Zdarzenie zostało nagrane przez kamery noszone przez funkcjonariuszy oraz kamerę umieszczoną w radiowozie, a w sprawie toczy się śledztwo. Z kolei policjantka odpowiedzialna za oddanie śmiertelnego strzału, Kimberly Potter złożyła wkrótce po zdarzeniu odznakę oraz została aresztowana. W jej sprawie toczy się postępowanie karne.

“Kochałam każdą minutę pracy w policji i służenia tej społeczności najlepiej jak potrafię, ale uważam, że w najlepszym interesie dla wszystkich, departamentu i moich współpracowników będzie moja natychmiastowa rezygnacja” – oświadczyła oskarżono o zabójstwo była policjantka.

Minneapolis w “ogniu”

Jednocześnie w najbliższych dniach odbędzie się rozprawa sądowa innego policjanta Dereka Chauvina również z Minneapolis, za uduszenie kolanem innego czarnoskórego przestępcy Georga Floyda w maju ubiegłego roku. To ten przypadek spowodował w Stanach Zjednoczonych lawinę protestów przeciwko rasizmowi wobec czarnoskórych osób. Podczas nich dochodziło do fali przestępstw, kradzieży i niszczenia mienia publicznego. Dochodziło także niejednokrotnie do brutalnych pobić, a także zabójstw białych osób.

Gubernator stanu Minnesota Tim Walz ogłosił prewencyjny stan wyjątkowy, zwiększając poziom bezpieczeństwa i stawiając w gotowości bojowej Gwardię Narodową. Spowodowane jest to oczekiwaniem przez miejscową społeczność w Minneapolis na werdykt w sprawie zabójstwa Georga Floyda. Choć zdaniem gubernatora USA potrzebują reformy prawnej, aby chronić czarnoskóre osoby, to jego zadaniem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa oraz ochrona prywatnego mienia.

Podpalono polski kościół?

Kilka godzin po ogłoszeniu przez gubernatora stanu Minnesota zwiększenia środków bezpieczeństwa doszło do pożaru w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego należącego do Polonii Amerykańskiej. Zastępy straży pożarnej gasiły trawiący zabytkowy kościół ogień, a strażacy dodatkowo wyciągali ze świątyni osoby, które uczestniczyły nabożeństwie podczas którego doszło do wybuchu płomieni ognia.

W tragicznym wydarzeniu nie ucierpiała ostatecznie żadna osoba znajdująca się w środku świątyni oraz w jej pobliżu. Straż pożarna choć zdołała ugasić pożar, nie była w stanie jednak uratować świątyni. Ogień w dotkliwy sposób strawił drewnianą konstrukcję dachu, który ostatecznie zapadł się.

Cała sytuacja z pożarem polskiego, zabytkowego kościoła jest zagadkowa, gdyż około 4 kilometry dalej odbywały się protesty czarnoskórych osób z Black Lives Matter. Do tej pory lokalna policja oraz straż pożarna nie wydała oświadczenia, jak doszło do pożaru w tej świątyni. Na sytuację nie zareagowało jeszcze nawet polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

kstp.com/whbl.com

Flaga Szwecji

Flaga Szwecji / Fot. Pixabay

Szwedzki rząd chce zezwolić na małżeństwa dzieci, jeśli istnieją “wyjątkowe powody”. Zostało to określone w projekcie ustawy, która ma wejść w życie 1 lipca tego roku.

– Mamy dziś w Szwecji dziewczęta i chłopców, obywateli szwedzkich, którzy żyją razem, uprawiają ze sobą seks, żyją i mają razem dzieci – powiedziała socjaldemokratyczna posłanka Hillevi Larsson podczas debaty parlamentarnej. Temat zezwolenia na małżeństwa dzieci w Szwecji powraca po raz kolejny.

W marcu 2018 roku tamtejszy parlament nie zgodził się, aby taki proceder był dozwolony. Rząd powrócił teraz z projektem ustawy, która ma uczynić wyjątek od całkowitego zakazu. Nowa proponowana ustawa zlikwiduje obecny wyraźny wymóg 18 lat dla małżeństw zawartych na mocy prawa obcego. Małżeństwa dzieci byłyby w Szwecji dozwolone, gdyby “istniały wyjątkowe powody”.

– Aby zaistniały wyjątkowe powody, konieczne jest, aby odmowa uznania małżeństwa w indywidualnym przypadku pociągała za sobą poważne konsekwencje dla, na przykład, jednego z małżonków lub aby nieuznanie małżeństwa wydawało się w inny sposób nierozsądne – podaje rząd. Gabinet pozostawia sędziom decyzję, co należy uznać za “wyjątkowe powody”.

twitter.com, friatider.se

Andrzej Horban / fot. TT/@PremierRP

– Na ulicy jeszcze na szczęście mnie nie rozpoznają, zwłaszcza wrogowie, bo chodzę w masce. Dlatego właśnie utrzymujemy obowiązek noszenia masek na ulicy – powiedział na antenie RMF FM prof. Andrzej Horban, szef Rady Medycznej przy premierze.

  • Szef Rady Medycznej przy premierze, w rozmowie na antenie RMF FM odniósł się m.in. do kwestii noszenia maseczek.
  • Jeżeli jesteśmy w parku i w promieniu 100 m nie ma nikogo, to jest oczywista oczywistość, że nikogo nie zarazimy w tym momencie – powiedział.
  • Jego zdaniem, przynajmniej w części regionów, najmłodsze dzieci mogłyby już wrócić do szkół.
  • Zobacz także: Brytyjscy duchowni przeciw paszportom szczepionkowym. „Medyczny apartheid”

– Jeżeli jesteśmy w parku i w promieniu 100 m nie ma nikogo, to jest oczywista oczywistość, że nikogo nie zarazimy w tym momencie. Jeżeli jesteśmy już w takiej sytuacji, że tuż koło nas się pojawiają osoby, no to ryzyko transmisji jest znacznie większe. To nie znaczy, że jest duże – stwierdził prof. Horban.

– Jeszcze nie wiemy, co będziemy doradzali. Wszystko zależy od pilnej obserwacji trendów, które się dzieją – zaznaczył. Prof. Horban odniósł się też do możliwości powrotu najmłodszych dzieci do szkół. – W tych województwach, w których w tej chwili jest bardzo mało zakażeń, czyli te, które miały wprowadzony lockdown dwa tygodnie wcześniej niż cały kraj, to oczywiście jest to realne. I taka decyzja, wydaje się, mogłaby być podjęta – ocenił.

rmf24.pl, twitter.com

Szczepienie na koronawirusa.

Szczepienie na koronawirusa. / Fot. Pixabay

Grupa ponad 1200 katolickich, protestanckich i anglikańskich duchownych, w liście otwartym skierowanym do premiera Borisa Johnsona sprzeciwia się m.in. wprowadzeniu paszportów szczepionkowych. Ich zdaniem takie rozwiązanie to byłby “medyczny apartheid”. Zapowiadają, że takie paszporty nie będą uznawane w ich wspólnotach, a do kościołów (czy innych miejsc modlitwy) będzie mógł wejść każdy.

  • Grupa ponad 1200 katolickich, protestanckich i anglikańskich duchownych skierowała list do premiera Borisa Johnsona m.in. ws. paszportów szczepionkowych.
  • Podkreślają, że “osoby zaszczepione nadal mogą być nosicielami wirusa więc nazywanie takiej osoby <<bezpieczną dla otoczenia>> jest nonsensem”.
  • Ich zdaniem istnieje uzasadniona obawa, że takie rozwiązanie rozpowszechni się jako metoda zapobiegania rozprzestrzenianiu się innych chorób.
  • Zobacz także: Morawiecki: Do 10 maja chcemy, żeby każdy dorosły obywatel mógł zapisać się na szczepienie

– Osoby zaszczepione nadal mogą być nosicielami wirusa więc nazywanie takiej osoby “bezpieczną dla otoczenia” jest nonsensem – piszą sygnatariusze listu. Ich zdaniem wprowadzenie paszportów szczepionkowych oznaczałoby “medyczny apartheid”. – Ryzykujemy stworzenie społeczeństwa dwupoziomowego, medycznego apartheidu, w którym podklasa ludzi, którzy odmawiają szczepień, jest wykluczona z istotnych obszarów życia publicznego – stwierdzają w dokumencie.

Ich zdaniem istnieje uzasadniona obawa, że takie rozwiązanie rozpowszechni się jako metoda zapobiegania rozprzestrzenianiu się innych chorób. – Ten program ma potencjał, aby doprowadzić do końca liberalnej demokracji, jaką znamy i stworzyć państwo nadzoru, w którym rząd wykorzystuje technologię do kontrolowania pewnych aspektów życia obywateli. Jako taki, stanowi on jedną z najbardziej niebezpiecznych propozycji politycznych w historii brytyjskiej polityki – podkreślają.

radiomaryja.pl

/ Fot. Twitter/ screen

Aktywiści BLM w Minnesocie uklękli na chwilę i zaczęli marsz ku czci ofiary strzelaniny z udziałem policji. Gdy zdali sobie sprawę, że “ofiara” była biała, marsz odwołano.

  • Prawdopodobnie biały złodziej samochodów zmarł w wyniku strzelaniny z policją
  • Aktywiści BLM zdążyli skrzyknąć się na marsz ku jego czci, nie czekając nawet na informacje o tożsamości mężczyzny
  • Gdy demonstranci dowiedzieli się, że zmarły był białym człowiekiem, marsz odwołano

Sytuacja na marszu Black Lives Matter wzbudziła prawdziwą konsternację. Zebrani aktywiści BLM zdążyli uklęknąć, nim wydarzenie zostało odwołane. Okazało się bowiem, że “ofiarą”, ku czci której się zebrano, był biały złodziej samochodów, który sam pierwszy strzelił do policji.

Według policji w Burnsville podejrzany oddał liczne strzały do ​​funkcjonariuszy, którzy odpowiedzieli ogniem. Podejrzany, prawdopodobnie biały mężczyzna w wieku 20 lat, został przewieziony do Centrum Medycznego Hrabstwa Hennepin, gdzie później uznano go za zmarłego – informuje Post Millennial. Policjanci mieli natrafić na podejrzanego, który prowadził pojazd z fałszywymi tablicami rejestracyjnymi. Następnie otrzymali zgłoszenie o kradzieży auta. Podczas pościgu mężczyzna rozbił samochód i otworzył ogień do funkcjonariuszy.

Zaraz po strzelaninie, aktywiści BLM zebrali się w pobliżu domu gubernatora i zaczęli klękać, podobnie jak pośmierci George’a Floyda. Nie zaczekali nawet na szczegółowe informacje dotyczące strzelaniny. Wydarzenie miało zostać zorganizowane błyskawicznie i bez żadnego zastanowienia. Wkrótce po rozpoczęciu marszu, aktywiści zawrócili. Jako powód odwołania manifestacji podano, iż „najpierw potrzebują więcej informacji o tym, co wydarzyło się w Burnsville”.

Post Millennial

Poseł Mirosław Suchoń z Nowoczesnej przeszedł do koła parlamentarnego Szymona Hołowni. To już szósty parlamentarzysta, który dołączył do tego środowiska.

– Jestem pewien, że ruch Szymona Hołowni będzie kształtował Polskę przez kolejne lata, a ja chcę w tym procesie uczestniczyć – powiedział poseł Mirosław Suchoń podczas konferencji prasowej w Sejmie. Jednocześnie poinformowano o transferze innego polityka – burmistrza Wyszkowa Grzegorza Nowosielskiego.

Wcześniej do Polski 2050 Szymona Hołowni dołączyli: senator Jacek Bury i czworo posłów. Byli to: Hanna Gill-Piątek (przeszła z klubu Lewicy) oraz Paulina Hennig-Kloska, Joanna Mucha i Tomasz Zimoch (odeszli z klubu Koalicji Obywatelskiej).

wprost.pl, twitter.com