/ Fot. Stanowa Komisja ds. Pojazdów Samochodowych

Władze New Jersey postanowiły być bardziej “inkluzywne”, dając obywatelom możliwość identyfikowania się w dokumentach trzecią, tajemniczą płcią – “X”.

  • Rządzący w New Jersey postanowili wprowadzić do oficjalnych dokumentów możliwość określania się trzecią “płcią”, tajemniczym “X”
  • Krok ten ma rzekomo poprawić komfort życia osób “niebinarnych czy interseksualnych”, a zatem “nie identyfikujących się jako kobieta ani mężczyzna”
  • Decyzja władz została uznana za przełomową na drodze do większej różnorodności i integracji

Mieszkańcy New Jersey mają coraz większy wybór w kwestii płci, jaką chcą się identyfikować w oficjalnych dokumentach. Oprócz “przestarzałego” podziału na kobiety i mężczyzn, mają oni możliwość określenia swojej płci jako “X”. Jak informuje CNN, „X” może być używane przez „osoby, które identyfikują się jako niebinarne lub ktoś, kto nie identyfikuje się jako mężczyzna ani kobieta”, a także przez „mieszkańców, którzy nie chcą, aby ich płeć była określona”.

Dyrektor wykonawczy Garden State Equality, Christian Fuscarino, stwierdził, że nowa opcja „pozwoli mieszkańcom New Jersey, zwłaszcza osobom niebinarnym i interseksualnym, cieszyć się prawem, które wielu z nas uważa za oczywiste – posiadaniem dowodu tożsamości, który dokładnie odzwierciedla to, kim jesteśmy”. W komunikacie prasowym władze New Jersey poinformowały, iż każdy może dowolnie zmienić swój “znacznik płci”. Wystarczy, że „oddasz swoje aktualne prawo jazdy lub dowód osobisty i zapłacisz standardową opłatę w wysokości 11,00 USD” – czytamy.

Zdaniem pomysłodawców, wprowadzenie “X” do dokumentów to prawdziwy kamień milowy różnorodności i tolerancji. „Różnorodność i integracja to podstawowe wartości dla New Jersey i dla nas wszystkich” – napisano w komunikacie. „Wiemy, że ta nowa opcja będzie miała głęboki wpływ na wielu mieszkańców, ponieważ dostęp do zasobów oraz możliwość swobodnego życia i pracy tak często zależy od posiadania dokumentacji, która prawidłowo odzwierciedla Twoją tożsamość”. Plany wprowadzenia “X” w New Jersey zostały ogłoszone już w lutym 2020 roku. Wdrażanie ich w życie zostało opóźnione przez pandemię COVID-19.

CNN

/ Fot. Twitter/ screen

Działacze BLM poinformowali, iż nie usatysfakcjonował ich werdykt w sprawie Dereka Chauvina, oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci George’a Floyda. Prawdziwe zadowolenie mogą przynieść im jedynie “zmiany systemowe”.

  • Aktywiści BLM stwierdzili, iż werdykt w sprawie Chauvina ich nie satysfakcjonuje
  • Oskarżony o spowodowanie śmierci George’a Floyda były policjant właśnie usłyszał werdykt skazujący
  • Werdykt sędziów nie zadowolił jednak działaczy Black Lives Matter, którzy domagają się “systemowych zmian”
  • Przeczytaj również:

Działacze BLM nie wydają się zadowoleni z werdyktu, jaki ogłosił sąd w sprawie Dereka Chauvina. Były policjant był oskarżony o spowodowanie śmierci czarnoskórego George’a Floyda. W Minneapolis, mieście, gdzie zmarł Floyd, zebrały się tłumy działaczy ruchu Black Lives Matter. Jeden z nich oznajmił: “Prędzej pozwolą nam spalić tego sku****, niż dadzą nam systemową zmianę”.

BLM głośno domagało się uznania Chauvina winnym śmierci Floyda. Teraz okazuje się, iż “aktywistom” chodzi o znacznie więcej. Po ogłoszeniu werdyktu podniesiono okrzyki o potrzebie “systemowej zmiany”, która jako jedyna może poprawić sytuację czarnoskórych. „Musimy tu przychodzić każdego dnia, jeśli to jest to, czego potrzeba. Jeśli nie zmienimy praw i nie zaatakujemy tego systemu z każdego pie**** kąta, z jakiego tylko możemy, będziemy tutaj ponownie” – przekonywała jedna ze zgromadzonych.

Wydaje się, iż BLM robi wszystko, by usprawiedliwić swoje istnienie i konieczność dalszej walki. Zebrani demonstranci podkreślili, iż jedno “zwycięstwo” i zgodny z ich oczekiwaniami werdykt ich nie satysfakcjonuje. „Black Lives Matter nie jest trendem; to ruch” – powiedziała inna protestująca. „Nie zatrzymamy się”. Dodała również: ​​„nigdy nie będziemy usatysfakcjonowani”, twierdząc, że to, co się wydarzyło i nadal przydarza się czarnoskórym Amerykanom, jest podobne do „ludobójstwa”.

Post Millennial

/ Fot. Twitter

Były policjant Derek Chauvin został uznany winnym wszystkich postawionych mu zarzutów w sprawie śmierci George’a Floyda.

Były policjant, Derek Chauvin został uznany winnym wszystkich postawionych mu zarzutów. Mężczyzna był oskarżony o morderstwo drugiego i trzeciego stopnia oraz nieumyślne zabójstwo George’a Floyda. Od miesięcy setki tysięcy demonstrantów BLM oskarżały go, iż spowodował śmierć czarnoskórego. Prokuratorzy poinformowali, iż będą domagać się dla niego zaostrzenia kary po ogłoszeniu wyroku. Grono sędziów przysięgłych składało się z pięciu mężczyzn i siedmiu kobiet, a obrady rozpoczęły się w poniedziałek po trzech tygodniach składania zeznań. Komisja sędziowska obradowała przez 10 godzin – informuje Post Millennial.

Sprawa George’a Floyda zaczęła się od policyjnej interwencji w maju zeszłego roku. Do sieci trafiło nagranie przedstawiające Chauvina klęczącego na szyi czarnoskórego przez około dziewięć minut. Zatrzymany przestępca był skuty kajdankami i leżał na asfalcie. Funkcjonariuszy wezwał pracownik sklepu, w którym Floyd próbował płacić fałszywymi pieniędzmi. Czarnoskóry stawiał opór w trakcie aresztowania. Derek Chauvin i trzech innych funkcjonariuszy zostało zwolnionych kilka dni po zajściu. Floyd zmarł w poniedziałek 25 maja, a już w piątek zaczęły się zamieszki i protesty w całych Stanach Zjednoczonych, powodujące niewyobrażalne straty materialne.

Prawnicy Chauvina argumentowali w trakcie procesu, że były funkcjonariusz policji działał rozsądnie podczas aresztowania George’a Floyda. Działania Chauvina były zgodne z polityką policji w Minneapolis. Nie dowiedziono również, iż jego czyny doprowadziły do śmierci czarnoskórego kryminalisty. Badania toksykologiczne wykazały, iż w ciele Floyda znajdowała się dawka fentanylu śmiertelna dla przeciętnego człowieka. Prokuratorzy zarzucali jednak, iż to policjant spowodował jego śmierć, działając z “okrucieństwem i obojętnością”.

Przed ogłoszeniem werdyktu w sprawie Floyda w Minneapolis rozmieszczono około 3 tysiące żołnierzy Gwardii Narodowej, z obawy przed zamieszkami. Pod budynkiem sądu zebrały się tłumy aktywistów BLM. Gdy ogłoszono wyrok na Chauvina, można było usłyszeć gromkie wiwaty. – Wymiar kary poznamy za ok. 8 tygodni – zapowiedział sędzia Peter Cahill

Post Millennial

/ Fot. Twitter/ screen

W mediach społecznościowych pojawiło się szokujące nagranie. Małe dzieci uczestniczyły w imprezie w klubie drag queen w Los Angeles, gdzie zachęcano je do pozowania w zamian za gotówkę.

  • Do sieci trafiło szokujące nagranie z jednego z klubów drag queen w Los Angeles
  • Na scenę, oprócz dorosłej “artystki”, wyszły dwie małe, długowłose dziewczynki, by wziąć udział w “show”
  • Zarówno drag queen, jak i publika, zachęcały dzieci do pozowania przed tłumem i brania od zgromadzonych pieniędzy niczym striptizerki
  • Przeczytaj również: Małżeństwa dzieci w Szwecji? Rząd proponuje nowe prawo

Na Twitterze pojawiło się wideo z klubu drag queen w Los Angeles. Na nagraniu widać dzieci chodzące po scenie wraz z dorosłą “artystką”. Dzieci są zachęcane, by pozowały przed publiką za gotówkę. Nagrywająca zdarzenie kobieta wyraża dezaprobatę wobec chorej sytuacji: “Dlaczego, do diabła, ci ludzie przyprowadzili tu te małe, małe dzieci na ten pie**** drag show?”

“Jest 11:40 w nocy” – zauważa inna kobieta. „Jest 11:40 w nocy, ci ludzie przyprowadzili dzieci na pie**** pokaz drag queens w Los Angeles na plaży, to znaczy – spójrz na to g****” – komentuje wzburzona nagrywająca, kierując kamerę na scenę. Tam, wśród reflektorów, znajdują się dwie dziewczynki, o długich włosach i w krótkich sukienkach. „Bierzcie pieniądze, dziewczyny” – mówi do nich drag queen. Mała dziewczynka pozuje i wyciąga rękę w stronę publiki po gotówkę. Drag queen pozuje wraz z dziećmi, zachęcając je do naśladowania jej ruchów. Publiczność wiwatuje, zachęcając dziewczynki do kontynuowania “show”.

“Mówi jej, żeby zdobyła pie**** pieniądze!” – podkreśla z obrzydzeniem nagrywająca wideo. “Tylko spójrz, spójrz na te pie* bzdury! Spójrz. Oni dają im pie**** pieniądze! Małe dziewczynki” – podkreśla, obserwując wyczyny drag queen i dzieci. „Spójrz na to g! Spójrz na to g****! I k****, rzucają pieniędzmi w te małe dziewczynki” – mówi zdenerwowana kobieta. “Sprawiła, że zbierają pie**** pieniądze z podłogi, jakby były striptizerkami!” Dokładna data powstania nagrania jest nieznana. Wideo wydaje się jednak stosunkowo nowe, gdyż można zauważyć na nim ludzi w maseczkach.

Post Millennial

Natalia Ostrowska

Natalia Ostrowska / fot. MediaNarodowe

– Powiem więcej, to była nawet trochę męczarnia i robienie z ludzi idiotów – skomentowała wywiad z prof. Horbanem Natalia Ostrowska, redaktor naczelna portalu Polska GO, na kanale Media Narodowe.

Na początku Ostrowska odniosła się do wywiadu z prof. Horbanem na antenie RMF FM. Zauważyła, że profesor przyznał rację, że noszenie maseczek na powietrzu nie ma zbytniego sensu. Natomiast nie dał natomiast odpowiedzi, kiedy będzie to zniesione.

Ostrowska zaznaczyła, że noszenie maseczek, kiedy robi się gorąco, jest uciążliwe. – Mam nadzieję, że oni powoli będą się z tego wycofywać. Oczywiście nikt nie powie, że popełniliśmy błąd, bo noszenie maseczek na zewnątrz nie działa – powiedziała.

Ostrowska zaznaczyła, że podczas wywiadu prof. Horban kompletnie się skompromitował. Podała przykład, jak gość nie potrafił odpowiedzieć na pytanie o dodatkowe zgony niezwiązane z covidem. – Na pytanie, czy dzieci wrócą do szkół, mówi, że może wrócą w kwietniu, ale jest już druga połowa tego miesiąca i tak naprawdę nic o tym nie słychać – zaznaczyła.

Ostrowska powiedziała, że padło nawet pytanie czy prof. Horban lubi chodzić do kina i co robi jego żona. Dodała, że nie bardzo rozumie sens tego wywiadu. – Powiem więcej, to była nawet trochę męczarnia i robienie z ludzi idiotów.

„Warto rozmawiać” zdjęty z anteny przez TVP

Natalia Ostrowska odniosła się również do odwołanej emisji programu „Warto rozmawiać” Jana Pośpieszalskiego przez TVP. Okazuje się, że program atakujący walkę z epidemią i podważający politykę rządu musiał zostać zdjęty z anteny.

Ostrowska zaznaczyła, że ponad 90% ekspertów w TVP jest prorządowych. Gość odniosła się też do apelu Adama Abramowicza o odmrażanie gospodarki. Przyznała, że jest dużo nieścisłości w przyznawaniu dotacji. Zaznaczyła również, że takie stałe dawanie pieniędzy dobrze nie wpływa na gospodarkę.

Ostrowska wspomniała, że źle radzi sobie branża hotelarska.  – Na pewno część hoteli będzie przejmowana, bo już się o tym niestety głośno mówi – zaznaczyła.

Posłowie Robert Winnicki oraz Jakub Kulesza z Konfederacji apelują do Prezydenta Andrzeja Dudy. Nie chcą, aby doszło do ratyfikacji unijnego Funduszu Odbudowy, jeśli rząd zdecydowałby się pominąć Sejm i od razu skierować dokument do głowy państwa. Przekonywali, że zgodnie z Konstytucją, parlament może przyjąć ustawę w tej sprawie jedynie większością kwalifikowaną 2/3 głosów.

  • Ratyfikacja tej decyzji przez kraje członkowskie jest konieczna do uruchomienia wypłat z unijnego Funduszu Odbudowy
  • Kulesza: apelujemy do PAD, by nie zgadzał się na taki wariant
  • Rząd musi oprzeć się na art. 90 Konstytucji i przegłosowaniu Funduszu Odbudowy większością kwalifikowaną 2/3
  • Zobacz także: migranci masowo przybywają do Polski. Nie przeszkadza im epidemia

Chodzi o ratyfikację decyzji o zwiększeniu zasobów własnych w budżecie UE. Ratyfikacja tej decyzji przez kraje członkowskie jest konieczna do uruchomienia wypłat z unijnego Funduszu Odbudowy. – Apelujemy do PAD, by nie zgadzał się na taki wariant. – powiedział Kulesza. Dodał, że prezydent ślubował strzec Konstytucji, a tam jest jasno powiedziane, że przekazywanie nowych kompetencji na rzecz instytucji międzynarodowych, może się odbyć tylko za zgodą Sejmu większością kwalifikowaną 2/3. 

Politycy Konfederacji powołali się na art. 90 Konstytucji RP. Mówi on, że ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikację umowy międzynarodowej, jest uchwalana przez Sejm większością 2/3 głosów oraz przez Senat większością 2/3 głosów.

Głowa państwa musi strzec suwerenności

– Wzywamy prezydenta do tego, żeby przeciwstawił się polityce kapitulacji wobec Brukseli, jaką prowadzi rząd Morawieckiego – powiedział Winnicki. Dodał, że kapitulacja ma potrójny wymiar. Po pierwsze, Fundusz Zadłużenia, który nakłada nowe zobowiązania na obywateli wszystkich państw UE. Jest też wymiar światopoglądowy, bo Komisja Europejska prowadzi lewicową ofensywę światopoglądową. Kapitulacja ma również wymiar energetyczny, ponieważ premier Morawiecki godzi się na podwyższenie absurdalnych kwot CO2 dla Polski.

Winnicki podkreślił, że ta potrójna kapitulacja musi spotkać się ze sprzeciwem. Rząd musi oprzeć się na art. 90 Konstytucji i przegłosowaniu Funduszu Odbudowy większością kwalifikowaną 2/3, jeśli nie chce odpowiadać karnie za złamanie prawa. 

– To jest najważniejsze wyzwanie w tej kadencji Andrzeja Dudy, dlatego apelujemy, żeby zachował się jak głowa państwa, która musi strzec naszej suwerenności – powiedział Winnicki.

wnp.pl

plaża

/ Fot.pixabay.com

Na należącej do Vanuatu wyspie Efate na Oceanie Spokojnym znaleziono zwłoki filipińskiego marynarza. Morze wyrzuciło je na brzeg. W ciele mężczyzny wykryto koronawirusa, w związku z tym mieszkańców obowiązuje trzydniowy zakaz opuszczania wyspy.

  • Media określają zmarłego jako filipińskiego rybaka, ale jednocześnie sugerują, że był on członkiem załogi tankowca
  • Po wykryciu koronawirusa w ciele marynarza premier Vanuatu Bob Loughman ogłosił zakaz wyjazdu z wyspy Efate przez trzy dni
  • Na Vanuatu potwierdzono jak dotąd trzy zakażenia koronawirusem
  • Zobacz także: Małżeństwa dzieci w Szwecji? Rząd proponuje nowe prawo

Zwłoki odnaleziono 11 kwietnia na plaży Pango w pobliżu stolicy kraju, Port Vila. Jak informowała wcześniej nowozelandzka rozgłośnia RNZ w ramach dochodzenia władze Vanuatu zatrzymały pływający pod brytyjską banderą tankowiec.

Media określają zmarłego jako filipińskiego rybaka, ale jednocześnie sugerują, że był on członkiem załogi tankowca. Według CNN w ubiegłym tygodniu statek wypłynął z Port Vila, ale kazano mu zawrócić, gdy zgłosił zaginięcie jednego z marynarzy. Nie jest jasne, czy znaleziony na plaży mężczyzna zmarł na COVID-19.

Zakaz wyjazdu z wyspy i kwarantanna

Po wykryciu koronawirusa w ciele marynarza premier Vanuatu Bob Loughman ogłosił zakaz wyjazdu z wyspy Efate przez trzy dni. W tym czasie prowadzone mają być dochodzenia epidemiologiczne. Premier zaapelował do mieszkańców o dobrowolne poddawanie się testom.

Okazuje się, że 16 osób umieszczono na kwarantannie w hotelu. Potwierdził to szef służb medycznych Russell Tamata. Większość z nich to policjanci, którzy przybyli na miejsce, gdy zgłoszono znalezienie ciała.

Na Vanuatu potwierdzono jak dotąd trzy zakażenia koronawirusem. Wszystkie jednak wykryto wśród osób przybywających do tego kraju z zagranicy. Pierwszą infekcję odnotowano w listopadzie 2020 roku, a kolejne dwie w marcu 2021 r. –przekazały media, cytując dane Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa.

wydarzenia.interia.pl

Według Interii zmiany w OFE zablokowała Solidarna Polska. Okazuje się, że to kolejny efekt sporu między Prawem i Sprawiedliwością, a Solidarną Polską.


We wtorek 20 kwietnia miało odbyć się głosowanie nad projektem zmian w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Dosyć nieoczekiwanie jednak nowelizacja ustawy zniknęła z listy. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek poinformowała, że zasięgnęła opinii Konwentu Seniorów. Potem podjęła decyzję, że trzeciego czytania projektu nie będzie. Rozmówcy Interii twierdzą, że utrącenie tego projektu to efekt sporów między Prawem i Sprawiedliwością, a Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry.

– Zmiany w OFE zablokowała Solidarna Polska – mówi rozmówca Interii zbliżony do kręgów rządowych.  – Nie potwierdzam i nie zaprzeczam – dodaje w rozmowie z Interią Janusz Kowalski, poseł Solidarnej Polski. Jest to już kolejny element wykorzystywany w przepychance pomiędzy ugrupowaniami tworzącymi koalicję rządową.

Likwidacja OFE byłaby kolejną rządową inicjatywą, która nie może liczyć na pełne poparcie koalicji w Sejmie. Wcześniej było już tak m.in. w przypadku transformacji polskiej energetyki i przyjęcia przez rząd Polityki Energetycznej Państwa 2040. – Projekt w wersji rządowej był w pewnym stopniu kompromisem i próbą oddania środków z OFE Polakom. Alternatywą jest nacjonalizacja aktywów OFE i akcji spółek, które posiadają – podkreśla rozmówca z kręgów rządowych.

biznes.wprost.pl, polsatnews.pl

Restauracja.

/ fot. TT/@otwieramy

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, apeluje o otwarcie gospodarki. Okazuje się, że przez trwający lockdown w czerwcu może wzrosnąć bezrobocie. Jest przekonany, że najbardziej racjonalnym dla wszystkich polskich rodzin jest zakończenie blokady.

  • Abramowicz: Sporo firm, my to szacujemy na około 20%, mimo, że są zamknięte, nie otrzymały pomocy
  • Okazuje się, że bezrobocie może wzrosnąć w czerwcu, kiedy kończą się umowy z Polskim Funduszem Rozwoju na utrzymywanie miejsc pracy
  • Rząd zapowiada, że otwarcie gospodarki będzie możliwe, gdy szczepienia w Polsce dalej będą postępowały
  • Zobacz także: Brytyjscy duchowni przeciw paszportom szczepionkowym. „Medyczny apartheid”

Gospodarka zostanie otwarta najprawdopodobniej w maju lub czerwcu. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Adam Abramowicz apeluje o zniesienie restrykcji. W liście do premiera proponował, aby lockdown zakończył się 30 kwietnia. – Sporo firm, my to szacujemy na około 20%, mimo, że są zamknięte, nie otrzymały pomocy. Rząd przyjął polski system klasyfikacji działalności, jako ten wyznacznik dawania rekompensat. A on nie określa wszystkich zamkniętych firm – powiedział Abramowicz. Rzecznik zaznaczył, że producenci, którzy nie mają gdzie sprzedawać i nie mają komu sprzedawać, np. branża ślubna, są w dramatycznej sytuacji.

Okazuje się, że bezrobocie może wzrosnąć w czerwcu, kiedy kończą się umowy z Polskim Funduszem Rozwoju na utrzymywanie miejsc pracy. A. Abramowicz oznajmił, że dostaje sygnały od przedsiębiorców, że coraz więcej ludzi szuka pracy. Otwarcie gospodarki musi zatem nastąpić jak najszybciej. Maj jest dobrym terminem otwarcia polskich firm. Przedłużający się lockdown może mieć opłakane skutki. Wiele przedsiębiorstw zostanie zamkniętych na stałe.

Przedsiębiorcy chcą pracować w reżimie sanitarnym

– Najbardziej racjonalnym dla wszystkich polskich rodzin jest zakończenie blokady oraz pracowanie z zachowaniem obostrzeń epidemiologicznych, bo przedsiębiorcy są na to gotowi – wskazał Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zaznaczył, że lockdown trzeba zatrzymać. Inaczej spadnie poziom życia Polaków i coraz więcej osób będzie bezrobotnych. Przedsiębiorcy chcą pracować w reżimie sanitarnym. Są w stanie zapewnić go swoim klientom, żeby czuli się bezpiecznie. – Nie przedłużajmy lockdownu. Zobaczmy też na warunki epidemiologiczne. Fala zakażeń spada. Widać, że zachorowań jest coraz mniej. Zaszczepiliśmy już grupy ryzyka, może nie wszystkich, bo szczepienia trwają – powiedział Adam Abramowicz.

Rząd zapowiada, że otwarcie gospodarki będzie możliwe, gdy szczepienia w Polsce dalej będą postępowały. – Pandemia naprawdę będzie coraz mniej dokuczliwa i będzie powodowała, że liczba nowych zakażeń będzie dawała nam możliwość odmrażania gospodarki – zapewnił premier Mateusz Morawiecki.

radiomaryja.pl

Pod pretekstem walki z generalnie niegroźnym wirusem przeziębienia, który w wybranych jednostkowych przypadkach może prowadzić do ciężkich powikłań bądź śmierci osoby chorej, postanowiono dokonać przebudowy znanego nam świata w myśl korporacji i będących na ich usługach polityków – mówi w rozmowie z Mediami Narodowymi Piotr Rubas, lekarz internista pracujący w Niemczech.

Jakub Zgierski: Dlaczego zdecydował się Pan zabrać publicznie głos w debacie na temat COVID-19 i rządowych strategii walki z tym wirusem?

Piotr Rubas: Na początku ubiegłego roku, kiedy za pośrednictwem mediów zaczęły docierać do Europy coraz częstsze informacje o rzekomo śmiertelnie niebezpiecznym wirusie, natychmiast nasunęło mi się skojarzenie z próbą wywołania paniki na skalę ogólnoświatową 10 lat wcześniej, w związku z tzw. „świńską grypą”, która, dodajmy, z tymi pożytecznymi zwierzątkami nie miała nic wspólnego, była zwyczajną sezonową grypą i, o ironio, jedną z najłagodniejszych fal grypowych od kilkunastu lat.

Zatem od samego początku sprawa wyglądała podejrzanie, tym bardziej że już w pierwszych miesiącach 2020 r. dysponowaliśmy danymi dot. wskaźnika śmiertelności owego wirusa, gdzie, zrządzeniem Opatrzności, na statku o nazwie Diamond Princess znalazło się kilka tysięcy osób, wśród których wybuchło ognisko infekcji owym wirusem określonym z biegiem czasu skrótem SARS-CoV-2, i zaledwie kilka osób zmarło, mimo iż wszyscy mieli ze sobą bardzo bliski kontakt, wspólnie spożywali posiłki w bufecie oraz zażywali kąpieli na pokładowym basenie. Pamiętajmy także, że większość pasażerów owego statku stanowili emeryci, a więc często osoby z grupy ryzyka, z chorobami współistniejącymi. Obliczony później wskaźnik IFR (infection fatality rate) pokrywał się z ustaleniami prof. Ioannidisa z drugiej połowy 2020 r., kiedy to na podstawie żmudnej analizy wielu danych ze wszystkich krajów świata ów światowej sławy epidemiolog obliczył wskaźnik na poniżej 1%, co oznacza, iż w przypadku infekcji tym wirusem mamy ponad 99% szansy na przeżycie.

Jednakowoż muszę szczerze przyznać, że w miarę narastającej psychozy w najbliższym otoczeniu człowiek zaczyna się zastanawiać, czy czasem coś nie jest na rzeczy i przez krótki okres (na szczęście krótki, jakieś 2 tygodnie) również miałem pewne obawy. Na szczęście w dobie praktycznie nieograniczonego dostępu do informacji dla osób chcących dotrzeć do prawdy oraz dzięki takim wspaniałym lekarzom i naukowcom, jak m.in. dr Wolfgang Wodarg, prof. Sucharit Bhakdi, prof. Stefano Montanari czy prof. Klaus Püschel, szybko zorientowałem się, iż skala reakcji jest kompletnie niewspółmierna do zagrożenia i podejmowane działania przypominają raczej histerię, niemającą nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem (chociażby zamykanie lasów), niż jakiekolwiek sensowne radzenie sobie z problemem.

W obliczu takiej dezinformacji nie mógł Pan dłużej milczeć, zgadza się?

Będąc zwyczajnym lekarzem, pomyślałem, że dobrze będzie przybliżyć rodakom chociażby część wypowiedzi niezależnych ekspertów i naukowców, z których spora część, jako ukazująca się w języku niemieckim, była niedostępna dla przeciętnego polskiego odbiorcy. Ku mojemu zaskoczeniu niektóre z tych materiałów, jak polskie napisy do wypowiedzi dr. Heiko Schöning o „pandemicznych inscenizacjach” i próbie sterylizacji dziewcząt w Kenii pod pretekstem szczepionki na tężec, rozeszły się szerokim strumieniem i wielokrotnie otrzymywałem później od znajomych e-maile z tym filmem i dodanymi przez siebie napisami jako coś, co warto obejrzeć. Świat jest mały…

Z początkiem lata, kiedy sytuacja zaczynała się normować, dodatkowo w perspektywie olbrzymiej już ilości publikacji naukowych na temat koronawirusa, byłem przekonany, iż mieliśmy do czynienia z „jednorazowym wyskokiem”, tak by ci, co mieli zarobić miliony metodą „na wirusa” (korporacje, politycy mający dostęp do kontraktów na maski, respiratory, środki dezynfekcyjne ), mieli ku temu okazję, i że teraz wszystko wróci do normy, gdyż żaden rząd nie będzie celowo podcinał gałęzi, na której siedzi, czyli gospodarki, od której funkcjonowania zależy byt wszystkich instytucji państwa.

W związku z tym, wydawało mi się latem i na początku jesieni roku 2020, że podejrzane interesy Szumowskiego, zmarnowane przez Sasina 70 mln złotych z kieszeni podatników na wybory prezydenckie, które się nie odbyły, czy inne okołopandemiczne przekręty, są zwyczajną kontynuacją niekończących się defraudacji dokonywanych przez kolejne ekipy rządzące w post-PRL-u, których rozliczenie mimo hucznych zapowiedzi kolejnych partii dochodzących do władzy zawsze się odkłada ad calendas Graecas, czyli na święty nigdy, tak by podstawowa zasada III RP „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych” nie została naruszona.

Niestety pandemiczne szaleństwo nie dobiegło końca, a wręcz przeciwnie – dalej tkwimy w bezsensownym lockdownie, a od niedawna mówi się nawet o 4 fali koronawirusa…

Gdy na początku października 2020 r. po raz kolejny rozpoczęto w mediach głównego ścieku rozkręcanie koronapsychozy, a rządzący niemal wszystkich rozwiniętych krajów niczym orkiestra prowadzona przez tego samego dyrygenta rozpoczęli przywracanie obostrzeń i powtórny lockdown, zrozumiałem, że nie był to jednorazowy epizod, lecz raczej długoterminowy plan transformacji dotychczasowego systemu finansowego, społecznego i gospodarczego, tak by zrealizować postulaty zawarte w dokumentach, takich jak: Agenda 2030, Raport Klubu Rzymskiego, raport fundacji Rockefellera czy Europejski Zielony Ład. Dotychczas wydawało mi to się raczej rojeniami chorych umysłów, niemożliwymi do wprowadzenia w życie w realnym świecie. Pojawiające się od lat ostrzeżenia o próbie budowy „nowego wspaniałego świata” traktowałem trochę z przymrużeniem oka.

Jesienią 2020 r. zrozumiałem, że właśnie rozpoczęło się przechodzenie od słów do czynów, że, jak to historia wielokrotnie pokazała, idee mają swoje konsekwencje i nie należy lekceważyć osób mających tak doniosły wpływ na światową ekonomię jak chociażby Klaus Schwab i postulaty zawarte w jego książce „Wielki Reset”. Pod pretekstem walki z generalnie niegroźnym wirusem przeziębienia, który w wybranych jednostkowych przypadkach może prowadzić do ciężkich powikłań bądź śmierci osoby chorej, postanowiono dokonać przebudowy znanego nam świata w myśl korporacji i będących na ich usługach polityków. To właśnie niezgoda na budowaną nam dystopiczną przyszłość, niczym żywcem przeniesioną z „Roku 1984” Georga Orwella czy ”Nowego Wspaniałego Świata” Aldous Huxleya, skłoniła mnie, by zacząć energiczniej działać.

Zobacz także: Horban przyznał się dlaczego wciąż nosimy maski na ulicy. „Na szczęście mnie nie rozpoznają”

Przyznaję, iż także brak szerszego zainteresowania tematem ze strony przeważającej części środowiska lekarskiego w Polsce, w kontraście do obiektywnie większej mobilizacji po stronie niemieckich lekarzy (m.in. protest medyków w Lipsku jesienią 2020 r., niemiecka komisja ds. COVID), co było dla mnie, w świetle dostępnych danych o koronawirusie, zaskakujące, skłonił mnie do nagrania swojej pierwszej wypowiedzi na temat manipulacji dot. testów PCR, tak by przynajmniej kilku osobom otworzyć oczy, że dodatni wynik testu nie jest równoważny z infekcją, a ta nie jest tym samym co zachorowanie.

Pragnąłem także podzielić się informacjami publikowanymi przez jeden z największych autorytetów w tej dziedzinie dr. Wolfganga Wodarga, dotyczącymi ewentualnych niebezpieczeństw związanych z opracowywanymi wówczas szczepionkami na COVID (przypominam, iż jeszcze jesienią 2020 r. osoby mówiące o przymusie szczepionkowym i związanej z tym segregacji sanitarnej określane były przez przeciętnego polskiego inteligenta mianem „szurii”, wówczas była to teoria spiskowa, która dziś niestety stała się faktem), tak by Polacy byli świadomi nadchodzącego zagrożenia dla ich życia i zdrowia związanego z preparatem inżynierii genetycznej, nazywanym niewłaściwie „szczepionką”.

Rozmawiał Jakub Zgierski