Rodzina w czasie przemian

Międzynarodowa konferencja "Rodzina w czasie przemian" / Fot. Twitter

Od poniedziałku do wtorku w auli Jana Pawła II Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach odbyła się dwudniowa międzynarodowa konferencja poświęcona rodzinie pt. Rodzina w Czasie przemian. Wzięło w niej udział trzynastu prelegentów z siedmiu krajów takich jak m.in. Stany Zjednoczone, Hiszpania i Francja.

Mogliśmy wysłuchać wystąpienia ks. dr. Roberta Sirico z instytutu w Stanach Zjednoczonych, pani Jennifer Roback Morse z Luizjany, którzy opowiadali o tym, jakie powinny być fundamenty funkcjonowania zdrowej rodziny i nakreślali nam, jak aktualnie wygląda ta sytuacja

– powiedział dr Marcin Rzegocki z fundacji “Auxilium.

Czytaj więcej: Szczyt oguzyjski. Turcja, Azerbejdżan i Turkmenistan poprawiają stosunki

Funkcjonowanie rodzin w czasie epidemii

Oprócz spraw czysto rodzinnych pojawił się również temat inflacji dotykający każdego z nas, a także wojna na Ukrainie. Jak powiedziała dr hab. Dorota Kornas-Biela, z Katolickeigo Uniwersytetu Lubelskiego, te kwestie dotykają rodziny, lecz również wskazała na problem komunikacji rodzinnej, która została obnażona podczas epidemii koronawirusa. Obronną ręką wyszły z niego te rodziny, które przed pandemią dbały o wspólnie spędzany czas i pielęgnowały więź emocjonalną.

Natomiast rodziny, które nawet nie wiedzieliśmy, że są aż tak dysfunkcjonalne, gdzie rodzina funkcjonowała na zasadzie jakiegoś „igloo” czy „ringu”, gdzie traktowano dom jak hotel – gdzie mogę się najeść, przebrać i przespać –  to konieczność bycia razem w tej przestrzeni była testem na to, że tak naprawdę się nie znamy, jesteśmy dla siebie obojętni, nie rozumiemy się, nie potrafimy rozmawiać ze sobą

– wskazała dr hab. Dorota Kornas-Biela.

Z kolei franciszkanin br. Dawid Furgał z OFRConv podkreślił, że powyższa konferencja pokazała w jakim kierunku należy iść, aby zrozumieć pewne zachowania i jak do nich podchodzić.

Konferencja na pewno poszerzyła horyzonty w pewnych kwestiach dotyczących psychologii i psychosomatyki młodych ludzi, ale także o tym, jak można skutecznie przeciwdziałać pewnym zachowaniom, jak je rozumieć, a także jak w ogóle podchodzić do pewnych zachowań

– ocenił br. Dawid Furgał z OFRConv.

Prelekcje i dyskusje, które odbyły się w ciągu dwóch dni, potwierdzają potrzebę rozwijania przestrzeni debaty na temat rodziny i jej potrzeb.

Musimy dalej kontynuować działania na rzecz rodziny. Obserwujemy, że faktycznie być może ten aspekt kulturowy jest niedoceniony, tak samo jak społeczny, ekonomiczny funkcjonowania rodziny i niedostatecznie zaakcentowany

– zaznaczył dr Marcin Rzegocki.

Patronat medialny nad wydarzeniem objęły m.in. Radio Maryja i TV Trwam.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Polskcy kibice przed meczem z Meksykiem

Polscy kibice podczas mistrzostw świata w Katarze / Fot. PAP/EPA/Noushad Thekkayil. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia wezwała lekarzy, aby zwracali większą uwagę na osoby, które przychodzą z gorączką i trudnościami z oddychaniem. Za te dolegliwości może odpowiadać tzw. wielbłądzia grypa, jedna z odmian MERS, na którą zmarło w ostatnich latach niemal tysiąc osób.

Lekarze i zespoły zdrowia publicznego powinni być szczególnie wyczuleni na możliwość wystąpienia MERS u powracających podróżnych z mistrzostw świata. Ryzyko zakażenia mieszkańców Wielkiej Brytanii jest bardzo niskie, ale może być wyższe u osób narażonych na określone czynniki ryzyka w regionie – takie jak wielbłądy. MERS można nabyć poprzez bliski kontakt z wielbłądami lub spożywanie produktów wielbłądzich, np. niepasteryzowanego mleka wielbłądziego

– podaje brytyjska gazeta “The Sun”.

Od kwietnia 2012 r. do października 2022 r. odnotowano 2 tys. 600 przypadków w 12 krajach wschodniej części Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu.

Fani powinni unikać wielbłądów w Katarze. To zdroworozsądkowa rada, aby zmniejszyć ryzyko zarażenia się. To paskudny wirus, znacznie bardziej śmiercionośny niż COVID-19 z bardzo wysokim wskaźnikiem śmiertelności, a obecnie nie ma skutecznej szczepionki

– ostrzega Paul Hunter z University of East England.

Czytaj więcej: Fundusze Norweskie. Środki często trafiają do lewicowych organizacji

Mundial w Katarze niebezpieczny dla zdrowia?

Jeszcze przed mundialem portal “medonet.pl” informował, że tak duża impreza, jak mistrzostwa świata w Katarze, niesie ze sobą ryzyko rozprzestrzenienia się chorób zakaźnych. Wielbłądzia grypa to choroba odzwierzęca, co oznacza, że ​​przenoszona jest między zwierzętami a ludźmi. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, transmisja z człowieka na człowieka również jest możliwa.

Wielbłądy są powszechnymi rezerwuarami patogenu i często są odpowiedzialne za zarażenie ludzi. Naukowcy przestrzegają osoby szczególnie narażone na ciężkie zachorowanie, by unikały kontaktu z tymi zwierzętami i ich wydalinami, nie piły surowego mleka wielbłądziego i nie jadły niedogotowanego mięsa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

onet.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Rosyjska telewizja państwowa opublikowała wywiad z żołnierzem, który przebywał w ukraińskiej niewoli.
  • Władze telewizji nie prześledzili jednakże rozmowy, gdyż Rosjanin przyznał, że był dobrze traktowany.
  • Według jego relacji, byli oni dobrze karmieni, a za przewinienia musieli odpłacać się robieniem pompek.
  • Zobacz także: Amerykanie chcą odmłodzenia urzędu prezydenta. DeSantis przerósł mistrza

Kremlowska propaganda przedstawia Ukraińców jako nazistów i zbrodniarzy. Władze Rosji od początku inwazji na ten kraj uzasadniają swoje działania konieczności obrony rosyjskojęzycznej mniejszości oraz powstrzymania ukraińskiego tzw. ludobójstwa.

Na antenie kremlowskiej telewizji niespodziewanie padły prawdziwe słowa opisujące sytuację rosyjskich żołnierzy, którzy dostali się do ukraińskiej niewoli. Zaproszony do programu był żołnierz, którzy walczył w Donbasie i został schwytany przez Ukraińców opowiedział, jak on i jego koledzy byli traktowani. Jego wersja przeczy kremlowskiej propagandzie.

Michał, bo tak nazywał się rosyjski żołnierz zaproszony do telewizji, opowiadał jak jego oddział został otoczony przez Ukraińców i zmuszony do poddania się.

Zaczął się atak, wojska nadciągały z drugiej strony. To były ich regularne wojska, podczas gdy my byliśmy “ludźmi z tyłów”. My nie byliśmy po prostu żołnierzami, wśród nas nie było prawie żadnego wojskowego. Wszyscy po prostu uciekli

– powiedział.

W pewnym momencie pojawił się rosyjski czołg, który miał zabrać żołnierzy. Na pojazd wskoczyło ok. 20 mężczyzn. W pewnym momencie obok czołgu eksplodował pocisk moździerzowy. Michał został ranny w nogę i twarz. Jego współtowarzysze wpadli w histerię i zaczęli strzelać w powietrze. Nagle z zarośli wyskoczyli Ukraińcy, przystawili im karabiny do głowy.

W takiej sytuacji już nic nie możesz zrobić

– dodał.

Czytaj więcej: Messi podjął ostateczną decyzję. “Zakończenie w ten sposób jest najlepsze”

Słowa prawdy w rosyjskiej telewizji

W dalszej części programu Michaił opowiedział, jak wyglądały warunki w ukraińskiej niewoli. Opowieść żołnierza w całości przeczyła propagandowemu przekazowi, jaki podają rosyjskie media państwowe.

Nie bili nas, traktowali nas w porządku. W charkowskim areszcie, kiedy zdjęli nam z oczu opaski, powiedzieli nam, gdzie jesteśmy i stwierdzili, że jesteśmy jeńcami wojennymi. “Możecie teraz odetchnąć, jesteście w areszcie, więc nie na pewno nie zostaniecie teraz zabici”, zapewniono

– podkreślił rosyjski żołnierz.

Rosjanin opowiadał, że w obozie jenieckim byli bardzo dobrze karmieni, a za przewinienia obowiązywała kara pompek. Michaił dodał, że podczas pobytu w niewoli nauczył się ukraińskiego hymnu oraz pieśni o Banderze.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Dmitrij Pieskow

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow / Fot. Youtube/BBC News

  • Amerykańskie władze mają sfinalizować umowę ws. przekazania Ukrainie kilku systemów Patriot.
  • Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow podkreślił, że na razie czeka na oficjalne doniesienia.
  • Zgodził się on jednak ze słowami Dmitrija Miedwiediewa, że systemy te staną się celami wojskowymi.
  • Zobacz także: Tysiące imigrantów szturmowało Litwę. “W kraju pozostaje tylko 250”

Stacja CNN, powołując się na anonimowych przedstawicieli władz Stanów Zjednoczonych, poinformowała, że Waszyngton finalizuje plany dostarczenia Ukrainie systemów obrony przeciwrakietowej Patriot. Według tych doniesień decyzja w tej sprawie może zostać ogłoszona już w tym tygodniu.

Rzecznik Pentagonu Patrick Ryder oświadczył we wtorek, że nie może nic powiedzieć na temat przekazania Patriotów Ukraińcom.

Pod koniec listopada były prezydent i były premier Rosji Dmitrij Miedwiediew napisał na swoim kanale Telegram, że systemy Patriot wraz z personelem staną się uzasadnionymi celami wojskowymi dla Rosji, jeśli zostaną dostarczone na Ukrainę.

Czytaj więcej: Darmowa choinka. Wystarczy oddać krew dla potrzebujących

Pieskow czeka na oficjalne ustalenia

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow pytany w środę przez dziennikarzy w Moskwie, czy podziela punkt widzenia Miedwiediewa, podkreślił, że tak. Zastrzegł przy tym, że na razie to tylko doniesienia mediów i woli wstrzymać się z komentarzem.

W dzisiejszych czasach doniesienia medialne to rzecz niewiarygodna. Poczekajmy na jakieś oficjalne informacje

– zaznaczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Kompleksy Patriot są głównym elementem systemu obrony przeciwrakietowej armii Stanów Zjednoczonych. Pierwsze Patrioty trafiły na wyposażenie US Army w 1984 r. i prawdopodobnie będą działać do 2040 r. Systemy są na uzbrojeniu wielu krajów NATO i sojuszników USA na Bliskim Wschodzie.

Istnieją różne konfiguracje Patriotów o zasięgu od 30 do 160 kilometrów, a także modyfikacje zaprojektowane specjalnie do przechwytywania pocisków balistycznych. Ponadto system ten jest w stanie zestrzeliwać samoloty.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, cnn.com

Spotkanie przywódców Turcji, Turkmenistanu i Azerbejdżanu

Szczyt oguzujski / Fot. Twitter

W obecności prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, prezydenta Turkmenistanu Serdara Berdimuhamedowa oraz prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa podczas ceremonii w Centrum Kongresowym Avaza podpisano umowy w dziedzinie handlu, nauki, edukacji, kultury, ceł, energetyki i transportu.

Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew stwierdził, że zwycięstwo w Karabachu stworzyło szansę na nowe projekty transportowe w regionie.

Regularne rozmowy trójstronne między Azerbejdżanem, Turcją i Turkmenistanem jeszcze bardziej zacieśnią nasze stosunki

– podkreślił prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew.

Podkreślając, że Azerbejdżan, Turcja i Turkmenistan są ze sobą blisko związane korzeniami etnicznymi, religijnymi i kulturowymi oraz wspólnymi wartościami duchowymi, Alijew zauważył, że są one dumne z bogatej historii tych trzech krajów i ich wielkiego wkładu w ludzkość. Zwracając uwagę że stosunki polityczne Azerbejdżanu zarówno z Turcją, jak i Turkmenistanem są na wysokim poziomie, Alijew podkreślił, że podpisaną z Turcją Deklaracją Szuszy podniosły one swoje stosunki do poziomu sojuszy strategicznych.

Czytaj więcej: Rumunia po wecie Austrii apeluje: Nie odwiedzajcie austriackich kurortów

Historyczna możliwość rozwoju

Stwierdził, że stosunki zbudowane na historycznych więzach dają trzem krajom możliwości rozwoju współpracy w dziedzinie gospodarczej, handlowej, transportowej, logistycznej i innych. Alijew stwierdził, że trwają prace nad otwarciem korytarza Zangezur.

W części korytarza Zangezur, która przechodzi przez Azerbejdżan, ukończono 40 proc. linii kolejowej i 70 proc. autostrady. Prace zakończą się w 2024 r. i docelowo powstanie nowy korytarz transportowy

– dodał azerski przywódca.

Dodał, że Międzynarodowy Port w Baku ma zdolność przewozową 15 mln ton rocznie i że planuje zwiększyć ten wolumen do 25 mln ton. Zaprosił on firmy z Turcji i Turkmenistanu do skorzystania z możliwości, jakie daje Ałacka Strefa Ekonomiczna nad Morzem Kaspijskim.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

magnapolonia.org

Olaf Scholz

Olaf Scholz / Fot. PAP/EPA/TOBIAS SCHWARZ / POOL. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz powiedział ostatnio, że należy się przygotować na ponowne relacje z Rosją, które nastąpią w przyszłości.

Jedno jest pewne: relacje, które mieliśmy, zostały obecnie zredukowane. Ale Rosja, gdy zakończy wojnę, oraz obywatele Rosji, którzy walczą o inną przyszłość dla siebie, również potrzebują możliwości ponownego rozpoczęcia współpracy gospodarczej

– stwierdził kanclerz Niemiec Olaf Scholz.

Według komentarza niemieckiego tygodnika “Focus” wcześniejsza polityka, zmiana przez handel nie zdała egzaminu.

To była iluzja – co najmniej. Była to raczej legitymizacja bossów biznesu do robienia wielkich interesów z dyktaturą sowiecką, niekwestionowana przez politykę, później nawet przez nią wspierana – zwłaszcza przez socjaldemokrację

– czytamy w niemieckim tygodniku “Focus”.

Czytaj więcej: Chińskie statki na spornych terytoriach z Filipinami. “To niedopuszczalne”

Niemcy gotowe do odbudowy Ukrainy

W komentarzu czytamy, że przemówienie Scholza jest sygnałem dla Rosji i niemieckiego biznesu. Sygnałem otwartych tylnych drzwi, co współgra z decyzją Scholza, żeby, owszem, wysyłać na Ukrainę np. przeciwlotnicze Gepardy, ale już broń ciężką, typu czołgi Leopard czy wozy bojowe Marder – nie.

Jednocześnie Komisja Wschodnia Niemieckiej Gospodarki pełną parą przygotowuje się do odbudowy Ukrainy, nawiązuje stosunki gospodarcze w państwach byłego bloku wschodniego.

W końcu Scholz zapowiedział już «plan Marshalla» dla odbudowy Ukrainy, który jednak wchodzi w grę tylko wtedy, gdy Ukraina nadal będzie istnieć

– podaje dalej tygodnik.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dw.com, tysol.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Niemieckie landy tj. Brandenburgia, Saksonia oraz Meklemburgia-Pomorze Przednie wyraziły sprzeciw wobec elektrowni atomowej w Polsce.
  • Jak czytamy w komunikatach, obawiają się one incydentów jądrowych takich jak w Czarnobylu i Fukuszimie.
  • Pierwszy reaktor ma powstać w naszym kraju około 2033 r.
  • Zobacz także: Tysiące imigrantów szturmowało Litwę. “W kraju pozostaje tylko 250”

Agencja Deutsche Presse Agentur podaje, że Brandenburgia, Saksonia oraz Meklemburgia-Pomorze Przednie wyraziły sprzeciw wobec elektrowni atomowej w Polsce. Natomiast to nie oznacza, że Warszawa planuje powstrzymywać się przed transformacją energetyczną. Pierwszy reaktor ma powstać w naszym kraju około 2033 r. Natomiast partnerem technologicznym ma zostać firma Westinghouse ze Stanów Zjednoczonych.

Ze względu na incydenty jądrowe w Czarnobylu i Fukuszimie plany dalszego wykorzystania energetyki jądrowej powinny zostać porzucone dla dobra ludności i środowiska wszystkich krajów Morza Bałtyckiego

– czytamy na stronie resortu ochrony konsumentów Brandenburgii.

Plan budowy atomu w preferowanej lokalizacji Lubiatowo-Kopalino był przedmiotem obowiązkowych konsultacji, w ramach których można było składać uwagi do wtorku, 13 grudnia

– informuje portal “biznesalert.pl”.

Czytaj więcej: Poseł KO z koronawirusem. Przyszedł do Sejmu

Elektrownia atomowa w Polsce

W środę, 2 listopada polski rząd przyjął odpowiednią uchwałę dotyczącą realizacji projektu jądrowego. Pierwszą elektrownię atomową w naszym kraju wybuduje amerykańska firma Westinghouse. Jako preferowaną lokalizację wybrano Lubiatowo-Kopalino ze względu na konieczność zagwarantowania odpowiedniej mocy pojedynczego reaktora oraz maksymalizacji bezemisyjnych i stabilnych mocy wytwórczych.

W środę na antenie Polsat News minister klimatu i środowiska Anna Moskwa oznajmiła, że wszystko wskazuje, na to, że już w 2033 roku będzie zbudowany pierwszy reaktor. Jak dodała polityk, być może uda się to zrobić szybciej.

Przed nami decyzje i dokumenty. 2033 rok jest bardzo realny. 2026, jako rozpoczęcie budowy, biorąc pod uwagę, że decyzję o wyborze technologii podjęliśmy dzisiaj, jest również bardzo realistyczne

– przekazała minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

biznesalert.pl, isbnews.pl, dorzeczy.pl

George Soros

George Soros / Fot. Flickr

  • Od 2004 r. do Polski płyną środki z Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Norweskiego Mechanizmu Finansowego.
  • Ich głównym celem jest wsparcie krajów przystępujacych do Unii Europejskiej.
  • Jak się okazuje, większość pieniędzy trafia jednak do lewicowych organizacji.
  • Głównym dysponentem środków jest również fundacja George’a Sorosa.
  • Zobacz także: Ukraina: Przyjęto ustawę o mniejszościach narodowych

W ramach Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Norweskiego Mechanizmu Finansowego do Polski od 2004 r. płyną środki finansowe. Celem funduszy jest wsparcie dla krajów przystępujących do krajów Unii Europejskiej. W zamian za pieniądze państwa-darczyńcy uzyskują dostęp do rynku wewnętrznego Unii. Środki, które mają wyrównywać różnice ekonomiczne krajów UE, w Polsce często trafiają do lewicowych organizacji.

Niestety dysponentem części, która jest przeznaczona dla organizacji pozarządowych, jest Fundacja Batorego, którą w Polsce założył George Soros

– podkreślił Dariusz Matecki.

Niestety środkami dysponuje fundacja George’a Sorosa. W kapitule konkursowej zasiadają osoby prezentujące skrajnie lewicowe poglądy, m.in. była dyrektor Amnesty International, która promuje tzw. legalną aborcję. W tym roku komisja rozdzieliła pomiędzy 28 organizacji niemal trzy miliony euro.

To m.in. Iustitia, czyli organizacja, która zrzesza sędziów, którzy tak naprawdę zajmują się polityką oraz Komitet Obrony Demokracji, Akcja Demokracja, czyli organizacje, które są odpowiedzialne za to, że od siedmiu lat na ulicach trwa wojna przeciwko rządowi

– wyjaśnił prezes fundacji Ośrodka Monitorowania Antypolonizmu.

Niemal 100 tys. euro przyznano fundacji Watchdog Polska, która w 2017 roku wytoczyła proces sądowy Fundacji “Lux Veritatis”. Chodziło o rzekome nieudostępnienie informacji publicznej. 

Tym zyskiwał sobie być może poklask skrajnych środowisk

= dodał radny ze Szczecina.

Czytaj więcej: Poseł KO z koronawirusem. Przyszedł do Sejmu

Fundusze sponsorują środowiska LGBT w Polsce

Pieniądze z Funduszy Norweskich trafiają też do organizacji promujących środowiska LGBT. W tym roku ponad 130 tys. euro otrzymało Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego, a 100 tys. euro trafiło do Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej.

Jak wskazał prawnik, Marcin Jakóbczyk, system podziału środków jest wypadkową światopoglądu państw darczyńców.

Norwegia, podobnie jak cała Skandynawia, jest krajem, który w pewnym okresie swojego istnienia uległ protestantyzacji światopoglądu, a protestantyzacja zawsze w pewnym momencie prowadzi w prostej drodze do ateizmu

– podkreślił Marcin Jakóbczyk.

Jak zaznaczył prawnik, Piotr Gaglik, polskie organizacje pozarządowe potrzebują wsparcia z Funduszy Norweskich. Polski rząd nie ma jednak wpływu na podział tych środków.

To nie państwo polskie wyznacza osoby, które w tych konkursach są osobami kwalifikującym i w tym jest cały problem. Musimy być też świadomi, że sporo tych pieniążków jest kierowanych na bardzo pozytywne cele

– dodał prawnik.

Wsparcie finansowe otrzymują także organizacyjne nieukierunkowane ideologicznie. 100 tysięcy euro przyznano m.in. Fundacji Ocalenie wspierającej uchodźców i repatriantów przybywających do Polski, a także Instytutowi Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, który promuje m.in. zdrowy styl życia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/Olivier Hoslet. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Komisja Europejska udostępniła projekt rozporządzenia mającego na celu uregulowanie kwestii wzajemnego uznawania rodzicielstwa przez państwa członkowskie UE. Problematyka ta dotyczy przede wszystkim par jednopłciowych, którym niektóre państwa przyznają prawo do adopcji. W krajach, gdzie taka adopcja nie jest możliwa, ich rodzicielstwo może być kwestionowane. KE proponuję m.in. wprowadzenie certyfikatu rodzicielstwa, który uznawać będą musiały wszystkie państwa członkowskie UE. Podobne rozwiązane postuluje Konferencja Haska. Rozporządzenia UE stosowane są bezpośrednio, co znaczy, że Polska będzie musiała uznać wprowadzone w ten sposób rozwiązania. Pociągnie to za sobą prawną akceptację rodzicielstwa osób tej samej płci. Przyjęcie tego aktu prawnego oznaczać będzie niezwykle głęboką ingerencję w polski system prawny. Instytut Ordo Iuris przekaże w najbliższych dniach swoją opinię na temat projektu Komisji Europejskiej oraz memorandum do polskiego rządu.

KOMENTARZ ORDO IURIS – LINK

W kwietniu 2021 r. Komisja Europejska zapowiedziała rozpoczęcie prac nad rozporządzeniem w sprawie uznawania rodzicielstwa między państwami członkowskimi. Już wstępne założenia dokumentu wskazywały, że celem regulacji będzie doprowadzenie do akceptacji adopcji dokonanych w innym kraju przez pary jednopłciowe. Pomimo tego, że na podstawie Traktatów unijnych, prawo rodzinne materialne należy do wyłącznej kompetencji państw członkowskich, Komisja Europejska zaplanowała głęboką ingerencję w system prawa rodzinnego, poprzez zmuszenie krajów członkowskich do formalnej akceptacji stanów faktycznych w których inne państwo uznało rodzicielstwo osób tej samej płci. Opublikowany na początku grudnia 2022 r. projekt rozporządzenia potwierdza te obawy.

Komisja Europejska proponuje wprowadzenie unijnego „certyfikatu rodzicielstwa”, do którego uznawania rozporządzenie zobowiązywałoby wszystkie państwa członkowskie. W ten sposób, praktycznie bez konieczności zmiany prawa wewnętrznego, kraje zmuszone będą uznawać istnienie formuły rodzicielstwa dwóch osób tej samej płci. Co kluczowe, certyfikat taki ma mieć moc urzędową i nie będzie wymagać transpozycji do dokumentu krajowego – likwiduje to „problem” jaki stwarza np. Polska, czyli brak możliwości transkrypcji aktu urodzenia, w którym widnieją dwie matki lub dwaj ojcowie.

Pomysł utworzenia uznawanego transgranicznie „certyfikatu urodzenia” pojawił się nie tylko w Brukseli i nie tylko na potrzeby par jednopłciowych. Konferencja Haska od lat debatuje nad kwestiami związanymi w praktyce z prawnym uregulowaniem kwestii surogacji i w toku swoich ostatnich prac jej Grupa Ekspertów również wysunęła pomysł wdrożenia „międzynarodowego aktu urodzenia”.

Instytut Ordo Iuris monitoruje zarówno prace Konferencji Haskiej jak i UE, na bieżąco reagując i dostarczając swoje analizy i memoranda właściwym podmiotom. W przypadku UE, formą obrony przed tą nieuprawnioną ingerencją w prawo rodzinne powinien być stanowczy sprzeciw państw członkowskich w Radzie. W najbliższych dniach Instytut przekaże Komisji Europejskiej swoją kompleksową opinię na temat projektu, a także przekaże polskiemu rządowi i europarlamentarzystom memorandum odnoszące się do projektowanego rozporządzenia.

– Projektowane rozporządzenie stanowi kolejny przykład naruszenia przepisów traktatowych poprzez przekroczenie uprawnień nadanych organom Unii przez państwa członkowskie. Określenie, kto zgodnie z prawem może być małżonkiem i rodzicem, należy do właściwości prawa krajowego. Próba przyjęcia tego typu rozwiązań będzie stanowić jawne i jak dotychczas najjaskrawsze przekroczenie kompetencji Unii – zauważa Anna Kubacka, analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

Ron DeSantis, przemawiający podczas szczytu zorganizowanego przez ADF.

Ron DeSantis, przemawiający podczas szczytu zorganizowanego przez ADF. / Fot. Facebook

  • W Stanach Zjednoczonych trwa debata społeczna przed wyborami prezydenckimi w 2024 r.
  • Wielu Republikanów coraz bardziej spogląda na ewentualną kandydaturę Rona DeSantisa.
  • Ponadto Amerykanie wykazują chęć, aby następny prezydent Stanów Zjednoczonych był wyraźnie młodszy od Donalda Trumpa i Joe Bidena.
  • Zobacz także: 300 mld zł na budowę dróg ekspresowych. Rząd przedstawił plany

Wyniki najnowszego badania przeprowadzone przez Suffolk University i liberalną gazetę “USA Today”, pokazują, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się teraz, to Ron DeSantis pokonałby urzędującego prezydenta Joe Bidena. Według tej ankiety chęć oddania na niego głosu wyraziło 46,6 pytanych, podczas gdy Demokrata uzyskał 42,7 proc.

Kolejne pytanie dotyczyło rywalizacji Bidena z Donaldem Trumpem. W takim zestawieniu obecny prezydent wygrywa stosunkiem głosów 47,3 do 39,5 procent. Sondaż pokazał także większą sympatię dla gubernatora Florydy Rona DeSantisa niż dla Trumpa. Mowa tu o stosunku 56 do 33 proc.

Wyniki sondażu skomentował dyrektor Centrum Badań Politycznych Uniwersytetu Suffolk, David Paleologos. W jego ocenie Republikanie i niezależni konserwatyści coraz bardziej chcą trumpizmu bez Trumpa.

Czytaj więcej: Rumunia po wecie Austrii apeluje: Nie odwiedzajcie austriackich kurortów

Uczeń przerósł mistrza?

Ron DeSantis jest wskazywany jako główny kontrkandydat Trumpa do nominacji Republikanów na kandydata na prezydenta. Ma duże poparcie w środowiskach konserwatywnych i wolnościowych, a jego popularność wciąż rośnie.

W trakcie epidemii koronawirusa konserwatywny polityk zasłynął m.in. z tego, że był zdecydowanym i konsekwentnym przeciwnikiem restrykcji, lockdownów, różnicowania sytuacji prawnej obywateli ze względu na przyjęcie bądź nieprzyjęcie szczepionki na COVID-19 oraz stosowania tzw. paszportów szczepionkowych.

W ramach ochrony praw obywateli wydał m.in. zarządzenie, które zakazuje szkołom publicznym w tym stanie nakładania obowiązku noszenia masek przez dzieci. Floryda zakazała też zamykania firm podczas epidemii, co przełożyło się na dobre wyniki gospodarcze stanu.

Czytaj więcej: Rumunia po wecie Austrii apeluje: Nie odwiedzajcie austriackich kurortów

Amerykanie pragną odmłodzenia urzędu prezydenta

W badaniu przeprowadzonym przez CBCN, zapytano się o to czy Trump i Biden powinni startować. Jeśli chodzi o polityka Republikanów, 61 proc. pytanych wyraziło pogląd, że nie powinien on ponownie walczyć o fotel w Białym Domu. Przeciwnego zdania co do Trumpa było 30 proc. respondentów. Jednakże w listopadzie były prezydent USA ogłosił już swój start w wyborach.

Amerykanie w większości nie widzą też ponownie startującego w wyborach urzędującego obecnie prezydenta. Aż 70 proc. pytanych wskazało, że ich zdaniem Biden nie powinien ubiegać się o drugą kadencję. 19 proc. uczestników sondażu uważa, że Demokrata powinien starać się o reelekcję.

CNBC poprosiło także o pozytywną bądź negatywną ocenę prezydentury Bidena. Według tego sondażu zadowolonych z niej jest 41 proc. Amerykanów (podczas gdy w październiku było 46 proc.), a niezadowolonych – 54 proc. (w październiku odsetek ten wyniósł 50 proc.).

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

lifesitenews.com, pch24.pl, dorzeczy.pl