Szczepionki na koronawirusa.

Szczepionki na koronawirusa. / Fot. Pixabay

Masowe szczepienia uchronią nas przed kolejną falą koronawirusa? Tego nie mogą powiedzieć mieszkańcy Seszeli. To wyspiarskie państwo na Oceanie Indyjskim, ok. 1600 km od wybrzeży Afryki, położone na północny wschód od Madagaskaru. Po zaszczepieniu 62% dorosłej populacji, kraj znów zmaga się z falą zachorowań na koronawirusa.

  • Seszele z 62% w pełni zaszczepionej dorosłej populacji prowadzą w światowym rankingu, wyprzedając choćby Izrael, gdzie ten wskaźnik wynosi 56%.
  • Większość mieszkańców, liczącego 100 tys. osób państwa, przyjęła chiński preparat Sinovac. Jest on tańszy, a co za tym idzie – popularniejszy wśród biedniejszych krajów świata.
  • Teraz Seszele zmagają się z kolejną falą zakażeń koronawirusem. Władze zdecydowały o przywróceniu obostrzeń sanitarnych.
  • Zobacz także: Wkrótce na rynku lek na koronawirusa? Przyśpieszona procedura

Odsetek zaszczepionego na Seszelach społeczeństwa jest światowym rekordem. Wyspiarski kraj wyprzedził w tym zakresie nawet Izrael, który chwalił się rekordowym tempem szczepień na koronawirusa. Większość mieszkańców, liczącego 100 tys. osób państwa, przyjęła chiński preparat Sinovac. Jest on tańszy, a co za tym idzie – popularniejszy wśród biedniejszych krajów świata. Z kolei 3% wykonano przy pomocy Covishield, produkowanej w Indiach wersją brytyjskiej szczepionki AstraZeneca.

W związku ze skokiem zachorowań, władze kraju podjęły decyzję o przywróceniu obostrzeń sanitarnych. Zdecydowano o zamknięciu szkół, zawieszeniu aktywności sportowych i ograniczeniu swobody wychodzenia z domów. Na razie nie wiadomo, który wariant COVID-19 spowodował skokowy wzrost zachorowań na Seszelach. W lutym wykryto tam obecność wariantu południowoafrykańskiego, co stwarza podejrzenia, że może mieć on związek z obecną sytuacją.

wprost.pl

Jair Bolsonaro

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro przygotował dekret zakazujący lokalnym władzom stanowym wprowadzania obostrzeń sanitarnych w związku z koronawirusem. Dotychczas robili to wbrew woli Głowy Państwa. Prezydent Brazylii jest przeciwny lockdownowi. Przestrzegania nowych przepisów ma pilnować wojsko.

  • Stanowi gubernatorzy w Brazylii nie będą mogli już nakładać obostrzeń epidemicznych w związku z koronawirusem.
  • Prezydent Jair Bolsonaro nie tylko przygotował dekret w tej sprawie, ale też zapowiedział, że pilnowaniem nowych przepisów zajmie się wojsko.
  • Prezydent Brazylii to były wojskowy, do czego chętnie się odwołuje.
  • Zobacz także: Armia unijna coraz bliżej? Jest propozycja czternastu krajów

Zgodnie z brazylijską konstytucją gubernatorzy 26 stanów Brazylii korzystają z szerokiej autonomii administracyjnej, która obejmuje m.in. zarządzanie stanowymi systemami opieki zdrowotnej i pozwala na stosowanie nadzwyczajnych obostrzeń w przypadku zagrożeń epidemicznych. Na tym sporze doszło do sporu między nimi, a Bolsonaro. Przeciwny lockdownowi prezydent Brazylii postanowił w końcu przejść do ostrzejszych działań.

Jair Bolsonaro w przeszłości służył w brazylijskiej armii, do czego chętnie się odwołuje. – Moja marynarka wojenna, moje siły lądowe i moje lotnictwo będą działały zgodnie z konstytucją – podkreślił. – Stawiam się w sytuacji tych, którzy tracą wszystko, albo prawie wszystko z powodu błędnych decyzji – oświadczył

– To, czego pragniecie, to bardzo niewiele: chcecie poszanowania porządku i sprawiedliwości. Moim obowiązkiem jako szefa sił zbrojnych, jako szefa rządu, jest zagwarantowanie waszych praw. Możecie być całkowicie pewni: każdy z nas, wojskowych, przysięgał oddać życie za ojczyznę, a wy, którzy jesteście wszyscy wielka brazylijska armią, też zrobicie wszystko, aby bronić swej wolności – podkreślił prezydent Bolsonaro.

interia.pl

Robert Winnicki i Michał Urbaniak

Robert Winnicki i Michał Urbaniak / fot. TT/@RuchNarodowy

W piątek odbyła się konferencja prasowa przed Pałacem Prezydenckim. Posłowie Konfederacji apelowali do prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowanie ustawy o ratyfikacji decyzji dotyczącej zasobów własnych UE. – Nie chcielibyśmy, żeby pan prezydent stanął przed Trybunałem Stanu – powiedział Dobromir Sośnierz.

We wtorek Sejm przyjął ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE. W większości poparli ją posłowie klubu PiS, Lewicy i Koalicji Polskiej-PSL. Przeciw była Solidarna Polska i Konfederacja. Klub Koalicji Obywatelskiej, poza jednym posłem, wstrzymał się od głosu.

Konfederacja zaapelowała do Andrzeja Dudy, aby nie podpisywał bezprawnie przeprowadzonej ratyfikacji „Funduszu Zadłużenia”. Poseł Robert Winnicki zaznaczył, że ustawa została uchwalona nielegalnie.

Według art. 90 Konstytucji uchwalanie aktów prawnych przekazujących pewne kompetencje państwa w ręce organizacji międzynarodowych powinno odbywać się z zastosowaniem większości kwalifikowanej 2/3 posłów, przy obecności w Sejmie co najmniej połowy ustawowej ich liczby.

Winnicki zaznaczył, że „Fundusz Zadłużenia” oznacza rezygnację z suwerenności czy z autonomii fiskalnej Polski w ramach UE. – Przez 7 lat będziemy korzystać ze środków, które kolejne pokolenia będą spłacać przez 37 lat – powiedział poseł Winnicki.

Sośnierz: Sejm nie uchwalił tej ustawy

Poseł Dobromir Sośnierz zaznaczył, że Sejm nie uchwalił tej ustawy. – Sejm potrzebował ponad 300 głosów, więc prezydent nie może podpisać czegoś, czego Sejm nie uchwalił. Dlatego wzywamy prezydenta Andrzeja Dudę, aby zachował się zgodnie z prawem – powiedział Sośnierz.

Dodał, że już w tej chwili przygotowany jest wniosek o Trybunał Stanu dla premiera Morawieckiego. – Nie chcielibyśmy, żeby pan prezydent dołączył do tego niechlubnego grona osób, które będą sądzone w przyszłości przed Trybunałem Stanu – podkreślił Sośnierz.

– Prosimy, żeby prezydent zastanowił się, jeżeli oddaje tak poważne kompetencje w ręce organizacji międzynarodowej, co może pójść nie tak. Jest do tego zobowiązany, żeby przed podpisaniem przewidział możliwe skutki – dodał Sośnierz.

Były poseł Jacek Wilk zaznaczył, że prezydent ma stać na straży suwerenności Polski oraz strzec Konstytucji.  

nczas.com

Prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych, w „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja zaznaczył, że Fundusz Odbudowy to zgoda na zmianę koncepcji Unii Europejskiej. Gość ocenił, że po jego przyjęciu staniemy się członkiem innej organizacji.

  • Prof. Modzelewski na antenie Radia Maryja zaznaczył, że Fundusz Odbudowy to zgoda na zmianę koncepcji Unii Europejskiej.
  • Jego zdaniem Fundusz Odbudowy jest zmianą wizji, roli Unii Europejskiej w stosunku do państw członkowskich, która nabiera więcej cech organizacji typu parapaństwowego.
  • Dodał, że istotne jest zachowanie odrębności polskiej waluty.
  • Zobacz także: USA: Podano statystyki zakażeń wśród zaszczepionych na koronawirusa

Prof. Modzelewski na antenie Radia Maryja zaznaczył, że Fundusz Odbudowy to zgoda na zmianę koncepcji Unii Europejskiej. – Po raz pierwszy Unia Europejska jako organizacja zaciąga pożyczki na bardzo długie okresy, czyli staje się pożyczkobiorcą. Pożyczki będą źródłem finansowania planu. Decydujemy o czymś, co ma znaczenie na co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat – zaznaczył Prof. Modzelewski.

– Fundusz Odbudowy jest zmianą wizji, roli Unii Europejskiej w stosunku do państw członkowskich, która nabiera więcej cech organizacji typu parapaństwowego – mówił. Zdaniem prezesa Instytutu Studiów Podatkowych, jeśli przyjmiemy Krajowy Plan Odbudowy, to de facto staniemy się członkami innej organizacji.

– Jeżeli organizacja zaczyna prowadzić politykę fiskalną, a to jest właśnie polityka fiskalna, dostaje pewne atrybuty władzy państwowej. Decydujemy o przyszłości na wiele lat, a być może nad zmianą koncepcji, ewolucji organizacji, co będzie miało dla nas znaczenie – powiedział Prof. Modzelewski.

Prof. Modzelewski: Musimy odejść od roli, którą narzuciła nam Unia Europejska

Gość „Aktualności dnia” podkreślił, że Fundusz Odbudowy, który nie ma precedensu, może wzmocnić nasze aktywa podstawowe w postaci zdolności wytwórczej. – Abyśmy mogli wykorzystać to w sposób efektywny, musimy tworzyć polskie marki, czyli centra polskich zysków. Jeżeli zgodzimy się na rolę podwykonawcy, gdzie centra zysków znajdują się w innych państwach, zawsze będziemy poszkodowani. Musimy odejść od roli, którą trochę narzuciła nam Unia Europejska, w dużej części gospodarka niemiecka, czyli dużego i chłonnego rynku zbytu – zwrócił uwagę prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Dodał, że istotne jest zachowanie odrębności polskiej waluty. – Im dłużej utrzymamy naszą odrębną walutę, tym większa szansa naszej obrony przed cynicznym czy obiektywnym przerzucaniem ciężaru ekonomicznego, finansowego spłat owego zadłużenia – zaznaczył prof. Witold Modzelewski.

Gość dodał, że po raz pierwszy w historii uczymy się misji, że państwo, które chce rozwoju, musi brać pod uwagę to, że będzie musiało żyć przez wiele lat z wysokim zadłużeniem. – My raczej mamy świadomość przeciwstawną. Nam się wydaje, że nie powinniśmy się zadłużać, bo dzięki temu jesteśmy bezpieczniejsi – zauważył profesor.

radiomaryja.pl

Holandia

Holandia / Fot. Pixabay

Rząd Holandii chce ułatwienia procedury zmiany płci w akcie urodzenia. Nie będzie już potrzebna opinia eksperta. Proponuje też, by obniżono granicę wieku, który upoważnia do dokonania tego procederu.

  • W komunikacie można przeczytać, że w 2018 r. 640 osób skorzystało z procedury zmiany płci w oficjalnym rejestrze.
  • Strona rządowa informuje, że gabinet premiera Marka Rutte chciałby znieść zarówno konieczność uzyskania opinii eksperta oraz ograniczenie wiekowe.
  • Rząd Holandii proponuje zastąpienie opinii eksperta deklaracją, która będzie miała charakter dwuetapowy.
  • Zobacz także: Antypolski polityk premierem Izraela? Ma miesiąc na sformowanie rządu

W czwartek rząd poinformował parlament o inicjatywie legislacyjnej w sprawie ułatwienia procedury zmiany płci w akcie urodzenia. Informację na ten temat opublikowano na oficjalnej stronie niderlandzkiego rządu.
W komunikacie można przeczytać, że w 2018 r. 640 osób skorzystało z procedury zmiany płci w oficjalnym rejestrze. – Aby oddać sprawiedliwość emancypacji osób transpłciowych, proponuje się szereg zmian, które upraszczają całą procedurę – poinformował rząd Holandii.

Obecna ustawa pozwala na zmianę płci ustalonej przy urodzeniu tym, którzy ukończyli 18 lat. Do tego potrzebna jest również opinia eksperta. Strona rządowa informuje, że gabinet premiera Marka Rutte chciałby znieść zarówno konieczność uzyskania opinii eksperta oraz ograniczenie wiekowe. Obecnie do zmiany aktu urodzenia potrzebna jest opinia eksperta, który ma zbadać, czy rzeczywiście istnieje trwałe przekonanie o przynależności do płci przeciwnej.

Dzieci będą mogły wystąpić o zmianę płci

– Transgender Netwerk Nederland, holenderska organizacja na rzecz różnorodności płci i COC Netherlands, uważają to za naruszenie prawa jednostek do samostanowienia – czytamy w komunikacie.

Rząd Holandii proponuje zastąpienie opinii eksperta deklaracją, która będzie miała charakter dwuetapowy. Pisemne zgłoszenie chęci zmiany rejestracji płci oraz potwierdzenie tego życzenia cztery do dwunastu tygodni później. Zostanie zniesiony również limit wieku upoważniający do zmiany płci. Dzieci poniżej szesnastego roku życia będą mogły o to wystąpić. Miałoby to nastąpić poprzez złożenie wniosku do sądu.

Projektodawcy argumentują to tym, że grupy interesu i niektórzy rodzice twierdzą, że część młodych ludzi już żyje przed szesnastym rokiem życia z inną płcią niż ta wyznaczona przy urodzeniu.

wydarzenia.interia.pl

28 kwietnia br. do Polski przyleciała kolejna, licząca ponad 80 osób grupa repatriantów z Kazachstanu. Przybyli oni lotem specjalnym do Poznania. W sierpniu 2020 r. w taki sposób do Polski dotarła grupa 85 repatriantów.

  • Wśród repatriantów 62 osoby posiadają decyzje o przyznaniu miejsca w ośrodku adaptacyjnym dla repatriantów w Środzie Wielkopolskiej.
  • Organizacja przez władze polskie lotu dla repatriantów jest kolejnym tego rodzaju przedsięwzięciem w tym roku.
  • Z procedury repatriacyjnej mogą skorzystać osoby polskiego pochodzenia, które zostały wysiedlone z Polski w latach 30. i 40. XX wieku na tereny byłego ZSRR.
  • Zobacz także: Armia unijna coraz bliżej? Jest propozycja czternastu krajów

Repatrianci przybyli lotem specjalnym do Poznania, zorganizowanym przez MSWiA we współpracy z konsulami RP w Kazachstanie, MSZ oraz KPRM. Wśród nich 62 osoby posiadają decyzje o przyznaniu miejsca w ośrodku adaptacyjnym dla repatriantów w Środzie Wielkopolskiej. Kolejne 9 osób zostało zaproszonych przez gminy. Pozostałe przyleciały na zaproszenie zamieszkałych w Polsce bliskich krewnych. Wśród repatriantów jest 30 dzieci. 

Decyzja o organizacji lotu była związana z sygnalizowanymi trudnościami z przyjazdem do Polski repatriantów. Problemy dotyczyły bezpośrednich połączeń lotniczych z Kazachstanu do Polski z powodu epidemii koronawirusa. Organizacja przez władze polskie lotu dla repatriantów jest kolejnym tego rodzaju przedsięwzięciem w tym roku. W sierpniu 2020 r. w taki sposób do Polski przybyła grupa 85 repatriantów. 54 osoby przyjechały do ośrodka adaptacyjnego dla repatriantów w Środzie Wielkopolskiej. Kolejny lot specjalny został zorganizowany 27 listopada 2020 r. Przybyło nim 168 repatriantów, w tym 96 osób do ośrodka adaptacyjnego w Pułtusku.

Z procedury repatriacyjnej mogą skorzystać osoby polskiego pochodzenia, które zostały wysiedlone z Polski w latach 30. i 40. XX wieku na tereny byłego ZSRR, ich potomkowie oraz członkowie najbliższej rodziny. Zasady tej procedury zostały określone w ustawie z 9 listopada 2000 r. o repatriacji. Istotnie znowelizowanej w roku 2017.

Aktualnie funkcjonują dwa ośrodki adaptacyjne dla repatriantów, ośrodek w Domu Polonii w Pułtusku oraz ośrodek RODAK w Środzie Wielkopolskiej. W okresie 2015-2020 do Polski przyjechało w tym trybie ponad 3,3 tys. repatriantów oraz członków ich najbliższych rodzin. 

gov.pl

Grzegorz Schetyna

Grzegorz Schetyna / Fot. Wikimedia Commons

W piątek PAP dotarła do listu otwartego parlamentarzystów PO i KO. Politycy zaznaczają w nim, że muszą przywrócić dawną pozycję polityczną Platformy Obywatelskiej. – Bez daleko idących zmian nie mamy szans utrzymania pozycji lidera opozycji, a w przyszłości wygrania wyborów – piszą w liście.

  • Politycy PO i KO piszą również, że PiS wykorzystuje swoją władzę, aby budować prywatne finansowe fortuny.
  • Parlamentarzyści chcą przywrócić pozycję polityczną, jaką jeszcze niedawno miała Platforma Obywatelska.
  • Autorzy listu: Bez poważnej debaty nie uzyskamy siły sprawczej na scenie politycznej.
  • Zobacz także: Budka chce wspólnej listy z PSL i Hołownią. Jest riposta

W piątek PAP dotarła do listu adresowanego do parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej i Koalicji Obywatelskiej. – Dotarliśmy do punktu krytycznego. Jako państwo i naród. Żyjemy w chaosie, napięciu, obawie o zdrowie i życie najbliższych – piszą na wstępie listu politycy PO i KO. Dodają, że kryzys spowodowany złą polityką rządu w trakcie pandemii jest wyjątkowy, jednak to nie od roku, ale od ponad 5 lat, instytucje państwa ulegają nieustannej degradacji.

Autorzy listu zwracają uwagę, że jako społeczeństwo jesteśmy bardzo podzieleni i straciliśmy do siebie zaufanie. Politycy PO i KO piszą również, że PiS wykorzystuje swoją władzę, aby budować prywatne finansowe fortuny. W dalszej części zaznaczyli, ze partia rządząca zepchnęła ich na margines.

List otwarty będzie wstrząsem w PO i KO?

Parlamentarzyści przekonują, że trzeba przywrócić powagę polskiemu życiu politycznemu. – Aby to uczynić musimy najpierw przywrócić pozycję polityczną, jaką jeszcze niedawno miała Platforma Obywatelska. Wielu z nas zastanawia się, czy mamy właściwą odpowiedź na kryzys wywołany pandemią i rządami PiS – piszą w liście. Dodają, że mimo działań demaskujących autorytarno – korupcyjną istotę obecnych rządów i nieudolność w walce z pandemią, PiS pozostaje liderem poparcia opinii publicznej.

Według nich warunkiem wykorzystania politycznych możliwości, jakie istnieją dla Platformy jest wieloaspektowa przemiana wewnętrzna. – Czas najwyższy odejść od wewnętrznych podziałów na tych, którzy kiedyś siłę Platformy budowali i tych, którzy mają ambicje budowania jej w tej chwili – wskazują politycy PO i KO. W ich ocenie, takie podziały okazują się dewastujące, co przekłada się na kolejne spadki w sondażach.

Parlamentarzyści w liście zwracają uwagę, że mechanizmy władzy w Platformie Obywatelskiej były skrojone dla innej rzeczywistości. – Dziś potrzebujemy wypracowania nowego modelu odpowiedzialności. (…) Bez daleko idących zmian nie mamy szans utrzymania pozycji lidera opozycji, a w przyszłości wygrania wyborów – przekonują politycy PO i KO. Wskazują, iż bardzo potrzebne są pilne działania, niezależnie od niesprzyjających okoliczności. – Bez poważnej debaty nie uzyskamy siły sprawczej na scenie politycznej – uważają autorzy listu.

wydarzenia.interia.pl

Armia unijna to inicjatywa, która pojawia się w ustach rozmaitych europejskich polityków co jakiś czas. Teraz jednak padła konkretna propozycja, której autorami jest czternaście państw UE. Armia UE miałaby być wspólnymi wojskowymi siłami szybkiego reagowania.

  • Czternaście państw UE domaga się, aby wspólnota stworzyła brygadę liczącą 5000 żołnierzy, dysponującą jednostkami nawodnymi i samolotami.
  • Pod inicjatywą zabrakło poparcia Polski, choć politycy obozu rządzącego niejednokrotnie udzielali poparcia dla takiej idei.
  • Byłbym za silną europejską armią, ale aby ją zbudować, kraje Unii Europejskiej musiałyby zwiększyć nasze wydatki na obronność; to jest warunek wstępny – mówił Mateusz Morawiecki podczas konferencji FOTAR w Hamburgu w 2018 roku.
  • Zobacz także: W Unii zaczniemy jeść robaki. Jest zgoda krajów członkowskich

Zdaniem autorów propozycji, UE powinna stworzyć brygadę liczącą 5000 żołnierzy, dysponującą jednostkami nawodnymi i samolotami. Armia unijna miałaby nieść wsparcie demokratycznym zagranicznym rządom potrzebującym pilnej pomocy.

Pod pomysłem podpisały się: Austria, Belgia, Cypr, Czechy, Niemcy, Grecja, Francja, Irlandia, Włochy, Luksemburg, Holandia, Portugalia, Słowenia i Hiszpania. Armia unijna mogłaby powstać na bazie założonego w 2007 roku systemu grup bojowych do reagowania na kryzysy.

Pod inicjatywą zabrakło poparcia Polski, choć politycy obozu rządzącego niejednokrotnie udzielali poparcia dla takiej idei. Jarosław Kaczyński kilka lat temu w wywiadzie oznajmił, że chciałby „takiej Unii Europejskiej, która radykalnie zmniejszyłaby interwencje w sprawy poszczególnych państw, ale stałaby się za to prawdziwym supermocarstwem z prawdziwą armią dużo silniejszą od rosyjskiej”. – Byłbym za silną europejską armią, ale aby ją zbudować, kraje Unii Europejskiej musiałyby zwiększyć nasze wydatki na obronność; to jest warunek wstępny – oświadczył z kolei premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji FOTAR w Hamburgu w 2018 roku.

rmf24.pl, forsal.pl, defence24.pl

Borys Budka

Zanim na dobre rozpoczęły się rozmowy lidera PO Borysa Budki o wspólnych listach z PSL i Szymonem Hołownią, już zakończyły się fiaskiem. – Nie będę uczestniczył w dyskusjach o jakiejś jednej wspólnej liście – poinformował lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Propozycji, którą złożył Budka, nie odrzuca natomiast Hołownia.

Jeżeli stanowisko PSL się nie zmieni, to Borys Budka będzie mógł liczyć jedynie na budowanie wspólnych list Koalicji Obywatelskiej z Szymonem Hołownią. – Na razie będę robił wszystko, abyśmy wybory wygrali sami i mogli wziąć odpowiedzialność w całości, ale być może trzeba będzie budować koalicję. Jeśli będzie trzeba budować koalicje, to będziemy ją budować – powiedział założyciel partii Polska 2050 Szymona Hołowni.

– Ja zawsze będę mówił, że dla nas naturalnym partnerem do budowy koalicji jest Polskie Stronnictwo Ludowe i Szymon Hołownia i taką koalicję będę chciał zbudować – mówił Budka. – Jeżeli zsumujemy dzisiaj wynik Szymona Hołowni, Platformy, Koalicji Obywatelskiej i PSL, to znacznie wyprzedzamy PiS. I to jest dobry prognostyk – zauważył. Nie wziął jednak pod uwagę ważnej zasady politycznej – elektoraty się nie sumują. Budka z sympatią odniósł się do nowej inicjatywy Bronisława Komorowskiego. Jak ujawnił, sam miał wziąć udział we wspólnym złożeniu kwiatów 2 maja, ale nie mógł przyjechać, bo był bezpośrednio po szczepieniu przeciw koronawirusowi.

– Ja nie będę uczestniczył w dyskusjach o jakiejś jednej wspólnej liście – odpowiedział Borysowi Budce Władysław Kosiniak-Kamysz. – Polskie Stronnictwo Ludowe buduje Koalicję Polską, buduje blok centrowy – podkreślił.

rmf24.pl, polskieradio24.pl

/

Watchdog Polska przesyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczące partii Wiosna Roberta Biedronia.

Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska podjęło się wykonania zdecydowanego kroku. We wtorek Watchdog złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Partii zarzucono nieudostępnienie informacji obywatelom, pomimo, iż miała obowiązek je opublikować.

Na stronie siecobywatelska.pl zamieszczono komunikat w sprawie, wyjaśniający przyczynę złożenia zawiadomienia do prokuratury. "Właśnie przesłaliśmy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Chodzi o czyn wskazany w art. 23 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, czyli nieudostępnienie informacji publicznej mimo ciążącego na podmiocie obowiązku. Dlaczego sięgamy po tak radykalny środek? Ponieważ partia skutecznie uniemożliwia nam dochodzenie naszych praw przed sądem administracyjnym" - napisano w wyjaśnieniu.

Stowarzyszenie opisuje, iż już w marcu 2019 roku wysłało różnym polskim partiom zapytania dotyczące wyciągu z kont bankowych i wydatków. Wiosna Biedronia odpowiedziała na to wezwaniem do "wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego". Partia uważa, iż Stowarzyszenie zażądało informacji przetworzonej, która jeszcze nie została wytworzona. Co więcej, zażądała opłaty za udostępnienie danych.

Nie o to jednak chodzi Watchdog Polska. "Nie odpowiedzieliśmy na wezwanie, stojąc na stanowisku, że wnioskujemy o informację publiczną prostą, bo wyciąg z konta bankowego nie wymaga przetworzenia, chyba że partia zamierzała stworzyć od nowa historię swojego konta" - opisano na stronie Stowarzyszenia. Ostatecznie, otrzymało ono jedynie część danych, tj. rejestry wpłat. Partia Biedronia odmówiła udostępnienia reszty danych, powołując się na przepisy RODO. Stowarzyszenie uznało niepodpisaną decyzję za nieważną, w lipcu 2020 roku składając skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

"Tu zaczynają się schody. Jeśli wysyłamy skargę na decyzję czy bezczynność jakiejś instytucji, robimy to za jej pośrednictwem, ponieważ musi ona załączyć konieczne dokumenty, w tym swoją odpowiedź na skargę. Wiosna tego nie zrobiła, choć długo liczyliśmy na to, że skarga wreszcie trafi do sądu. W końcu, 28 stycznia 2020 r., wysłaliśmy do partii pismo z zapytaniem, czy przekazali tę skargę. Wówczas okazało się, że Wiosna… skargę zgubiła" - opisuje perypetie z partią Biedronia Stowarzyszenie Watchdog Polska. Ponownie wysłano zatem skargę do Wiosny. Ta również nie trafiła do WSA. Partię ukarano grzywną w wysokości 2 tysięcy złotych, lecz mimo to nie wypełniła ona swoich obowiązków. Dlatego sprawa trafiła do prokuratury.

Rzeczpospolita

– Komitet ds. Leków dla Ludzi (CHMP) EMA rozpoczął przyspieszoną ocenę danych dotyczących sotrovimabu (znanego również jako VIR-7831 i GSK4182136), przeciwciała monoklonalnego opracowanego przez GlaxoSmithKline i Vir Biotechnology, Inc. do leczenia Covid-19 – podała w komunikacie Europejska Agencja Leków (EMA). Nowy lek na koronawirusa ma zmniejszać o 85% ryzyko hospitalizacji i śmierci.

  • EMA w ramach przyśpieszonej oceny danych oceni zgodność sotrovimabu z unijnymi normami w zakresie skuteczności, bezpieczeństwa i jakości.
  • W marcu opublikowano wstępne wyniki badań klinicznych nad tym preparatem.
  • Według badań środek działa przeciwko wszystkim groźnym wariantom koronawirusa.
  • Zobacz także: Szczepienia przeciw koronawirusowi: w Polsce trwają testy na dzieciach

Badania w sprawie sotrovimabu cały czas trwają. EMA zdecydowała się jednak już teraz rozpocząć procedurę mającą zmierzać do tego, żeby ten lek na koronawirusa został dopuszczony do obrotu. Instytucja chce ocenić jego zgodność z unijnymi normami w zakresie skuteczności, bezpieczeństwa i jakości.

W marcu opublikowano wstępne wyniki badań klinicznych nad tym preparatem. Oprócz informacji o 85% skuteczności w zmniejszaniu ryzyka hospitalizacji i śmierci, przyniosły one jeszcze kilka innych danych. Według badań środek działa przeciwko wszystkim groźnym wariantom koronawirusa. Wstępne wyniki okazały się na tyle obiecujące, że EMA postanowiła już rozpocząć przyspieszoną ocenę.

Nie wiadomo, kiedy można się spodziewać decyzji EMA w sprawie dopuszczenia leku do obrotu na terenie Unii Europejskiej.

rmf24.pl