Zdjęcie ilustracyjne

Rayanair, samolot, lotnictwo / Fot. Paweł Kubala

Lecący z Aten do Wilna samolot linii Ryanair wylądował przymusowo w Mińsku w asyście myśliwców bojowych. Białoruskie służby z pokładu uprowadziły opozycyjnego dziennikarza Ramana Pratasiewicza. Białoruś oskarża go o wzniecanie nienawiści, organizację zamieszek, a także organizację działań poważnie naruszających porządek publiczny.

  • Białoruś twierdzi, że na pokładzie samolotu Ryanair miała być bomba. Ładunku nie znaleziono. Odnalazł się za to opozycyjny dziennikarz, poszukiwany listem gończym. Został zatrzymany przez białoruskie służby.
  • Białoruskie władze zmusiły samolot do lądowania na lotnisku w Mińsku, znacznie bardziej oddalonym niż to w Wilnie, dokąd zmierzał.
  • Łukaszenka dał bezdyskusyjny rozkaz: samolot ma zawrócić i zostać przyjęty – poinformowały białoruskie media prorządowe.
  • Zobacz także: Bohaterzy w habitach! Filipińscy jezuici uratowali dzieci przed pożarem

Białoruskie władze tłumaczą się alarmem bombowym na pokładzie maszyny. Ładunku ostatecznie nie znaleziono. – Pojawiła się informacja o bombie w samolocie. I chociaż ze screenshotu trasy samolotu widać, że był on już prawie przy granicy, zwrócił się on do Mińska, żeby tam go przyjęto – tłumaczą prorządowe białoruskie media. – Łukaszenka dał bezdyskusyjny rozkaz: samolot ma zawrócić i zostać przyjęty – ujawniły. Samolot Ryanair istotnie zbliżał się już do tego, by opuścić Białoruś i, gdyby założyć, że rzeczywiście mogła by być na jego pokładzie bomba, to bardziej racjonalne byłoby jego lądowanie na bliższym lotnisku w Wilnie. Media podejrzewają, że wpływ na decyzję pilota o zawróceniu do Mińska mógł mieć poderwany na rozkaz prezydenta Białorusi MiG-29.

Sprawa stała się powodem ostrych komentarzy władz sąsiednich państw. – Porwanie cywilnego samolotu to bezprecedensowy akt państwowego terroryzmu, który nie może pozostać bezkarny – napisał polski premier Mateusz Morawiecki. – Zwróciłem się do Przewodniczącego RE o rozszerzenie agendy jutrzejszej Rady Europejskiej o punkt dot. natychmiastowych sankcji wobec reżimu A. Łukaszenki – poinformował. – Bezprecedensowe wydarzenie! Cywilny samolot pasażerski lecący do Wilna został siłą zmuszony do lądowania w Mińsku. Białoruski działacz polityczny i założyciel kanału NEXTA był w samolocie. Został aresztowany. Białoruski reżim stoi za odrażającym działaniem. Żądam pilnego uwolnienia Romana Protaseviča! – stwierdził z kolei litewski prezydent Gitanas Nausėda.

Raman Pratasiewicz był przez białoruskie władze poszukiwany listem gończym. Pratasiewicz miał przed odlotem z Aten poinformować jednego ze swych znajomych, że ktoś nienaturalnie interesował się nim na lotnisku. Próbował on zrobić zdjęcie paszportu opozycyjnego dziennikarza. Niedługo później Białoruś doprowadziła do wylądowania samolotu linii Ryanair w Mińsku.

Sprawa wywołuje ostrą dyskusję

interia.pl, wp.pl, twitter.com, rmf24.pl, belsat.eu

/ fot. TT/ @Galihadventure

W nocy z soboty na niedzielę nastąpił wybuch wulkanu Nyiragongo w Demokratycznej Republice Konga. Lawa wydostająca się z bocznej szczeliny, pochłonęła znajdujące się pod górą domy jednorodzinne. Wcześniej lokalne służby przeprowadziła akcję ewakuacyjną nawet z pobliskiego miasta Gomy, które stoi na przeszkodzie gorącej materii. Ostatecznie lawa zatrzymała się kilkaset metrów od lotniska znajdującego się na obrzeżu miasta.

  • Wybuch wulkanu Nyiragongo przeraził mieszkańców dwumilionowej Gomy w Demokratycznej Republice Konga
  • Tysiące osób uciekło sprzed nadciągającą lawą pozostawiając za sobą dotychczasowy dobytek
  • Ostatecznie gorąca magma zatrzymała się kilkaset metrów od lotniska
  • Zobacz także: Pożar w Elektrowni Bełchatów. To nie przypadek? [WIDEO]

Mieszkańcy blisko dwumilionowego miasta Goma położonego w Demokratycznej Republice Konga przeżyli w nocy z soboty na niedzielę prawdzie chwile grozy. Pod wieczór nastąpił wybuch wulkanu Nyiragongo. Kongijski rząd natychmiastowo zwołał sztab kryzysowy i uruchomiono procedury ewakuacyjne osób znajdujących się w pobliżu góry, a także opracowano plan ewakuacyjny mieszkańców Gomy, którzy znajdowali się na trasie gorącego żywiołu.

Wybuch wulkanu strawił dobytek tysięcy ludzi

Z bocznego pęknięcia wulkanu przez kilka godzin wypływała lawa, a znajdujące się tereny poniżej góry zostały ostatecznie pochłonięte. Blisko 3500 mieszkańców zostawiając za sobą życiowy dorobek, ruszyło pod granicę z Rwandą. Tamtejszy rząd poinformował z kolei, że grupy z pomocą humanitarną, które czekały po drugiej stronie granicy przyjęły uciekających przed katastroficznym żywiołem uciekinierów. Rozlokowano ich tymczasowo w szkołach i miejscach kultu.

Lawa pochłonęła setki domów jednorodzinnych. Jeden z lokalnych śmiałków zdecydował się również nagrać relację pod czołem gorącej magmy przesuwającej się w stronę budynku mieszkalnego, który zaczął się palić po dotknięciu z lawą. Lokalny polityk Ricardo Mackenzie uwiecznił również miejsce, gdzie magma się ostatecznie zatrzymała. Nie wiele brakowało, aby żywioł pochłonął kolejne domostwa.

Nad ranem wulkanolog Dario Tedesco alarmował, że potok lawy dotarł do lotniska na obrzeżach miasta. Tedesco podkreślił, że strumienie lawy z wulkanu Nyiragongo są jednymi z najszybszych na świecie. Czoło lawy zatrzymało się w Buhene na przedmieściach Gomy, kilkaset metrów od lotniska.

Jak podaje agencja Reuters, eksperci zaniepokojeni są zwiększoną aktywnością wulkaniczną porównywalną z tymi z lat 1977 i 2002 roku. Sam wybuch wulkanu jest dla wulkanologów z Obserwatorium Wulkanicznego w Gomie coraz trudniejszy do przewidzenia, gdyż Bank Światowy obciął naukowcom fundusze po zarzutach o defraudacji pieniędzy.

Ostatnia erupcja Nyiragongo w 2002 roku zabiła 250 osób i pozostawiła 120 tysięcy bezdomnych. Jest to jeden z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie. Położony jest w pobliżu Parku Narodowego Wirunga, w którym żyje wiele zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt, m.in. goryle górskie.

interia.pl/tvn24.pl

Gabrielius Landsbergis.

Gabrielius Landsbergis. / Fot. Flickr/Lithuanian MFA

Po USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii, parlament Litwy określił w czwartek traktowanie przez Chiny Ujgurów mianem “ludobójstwa”. Ponadto Litwa zarekomendowała głosowanie nad wezwaniem ONZ do przeprowadzenia dochodzenia w sprawie utworzonych przez Chiny obozów przymusowego przetrzymywania Ujgurów. Oczekuje także od Komisji Europejskiej rewizji stosunków z Pekinem.

  • Z Chin docierają niepokojące relacje o prowadzonych brutalnych prześladowaniach Ujgurów. Pekin zaprzecza.
  • USA, Kanada, Wielka Brytania i Litwa określiły działania chińskich władz wobec Ujgurów mianem “ludobójstwa”.
  • Litwa opuściła również chińskie forum współpracy 17+1 z państwami Europy Środkowej i Wschodniej. Już wcześniej kraj zablokował chińskie inwestycje i ogłosił, że otworzy biuro handlowe na Tajwanie.
  • Zobacz także: NSZZ „Solidarność” w liście do premiera: Mamy prawo żądać zawieszenia funkcjonowania TSUE

Chiny zaprzeczają, jakoby w ich państwie dochodziło do ludobójstwa Ujgurów, ani jakiejkolwiek innej formy znęcania się nad mniejszościami. Ujgurzy zamieszkują autonomiczny region Xinjiang. Rząd chiński odmawia zakwalifikowania ich jako rdzennej ludności i określa Ujgurów jako mniejszość regionalną.

Rezolucja została poparta przez trzy piąte litewskich parlamentarzystów. Litewski parlament wezwał niej Chiny także do zniesienia ustawy o bezpieczeństwie narodowym w Hongkongu. Domaga się również wpuszczenia obserwatorów do Tybetu i rozpoczęcia rozmów z jego duchowym przywódcą Dalajlamą. Co ciekawe, w głosowaniu nie wzięli udziału, mimo obecności w parlamencie: premier Litwy Ingrida Simonyte i minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis. Rzecznik MSZ Chin Zhao Lijian w piątkowym briefingu stanowczo sprzeciwił się rezolucji. Ostrzegł też Litwę, by naprawiła swoje błędy, by nie zaszkodzić stosunkom między Litwą a Chinami.

Wraz z przyjęciem rezolucji, Litwa opuściła również chińskie forum współpracy 17+1 z państwami Europy Środkowej i Wschodniej, nazywając grupę “dzielącą”. – Litwa nie uważa się już za członka formatu 17+1 i nie uczestniczy w tej inicjatywie – powiedział minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis. – Z naszej perspektywy nadszedł najwyższy czas, aby UE przeszła z dzielącego formatu 16+1 do bardziej jednoczącego, a zatem znacznie bardziej efektywnego 27+1. UE jest najsilniejsza, gdy wszystkie 27 państw członkowskich działa razem, wraz z instytucjami unijnymi – podkreślił. Już wcześniej kraj zablokował chińskie inwestycje i ogłosił, że otworzy biuro handlowe na Tajwanie.

Prześladowania Ujgurów w Chinach

Z Chin docierają niepokojące relacje o prowadzonych brutalnych prześladowaniach Ujgurów. Gulbahar Jelilova poinformowała, że była bezlitośnie bita i gwałcona podczas pobytu w areszcie. Stew Chao, dziennikarz współpracujący z Aljazeerą, doniósł, że Abduveli Ayup – wybitna ujgurska pisarka, aktywistka i obrończyni języka ujgurskiego – została umieszczona w areszcie śledczym, a następnie brutalnie torturowana.

Istnieje również wiele dowodów sugerujących, że Chiny systematycznie zwalczają ujgurskich muzułmanów poprzez zaplanowany przez państwo proces kontroli urodzeń. Zumrat Dawut i Kalbinur Sidik, które przeżyły chińskie obozy zatrzymań, opowiadały, że ujgurskie kobiety, które spłodzą więcej niż troje dzieci, są przymusowo sterylizowane. Kobiety, które ocalały z tych obozów, opowiadały, że były bite, gwałcone i dostawały tajemnicze zastrzyki.

Zamknięte w obozach ujgurskie mniejszości muzułmańskie zmuszane są do krytykowania swojej wiary i podstawowych wartości islamskich. Zmusza się ich do recytowania propagandy partii komunistycznej i krytykowania islamu w ramach procesu indoktrynacji.

opindia.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Polska firma uruchomiła w piątek pierwszą na świecie przemysłową linię produkcyjną paneli słonecznych opartych na przełomowej technologii perowskitowej, która może zrewolucjonizować dostęp do energii słonecznej. Nazwana na cześć bałtyckiej bogini słońca, Saule Technologies wytwarza arkusze paneli słonecznych przy użyciu nowatorskiej procedury druku atramentowego, wynalezionej przez założycielkę firmy Olgę Malinkiewicz.

  • Otwieramy pierwszą na świecie fabrykę perowskitowych ogniw słonecznych – podkreliła Malinkiewicz. Dodała, że “popyt już przekracza możliwości produkcyjne”, które są szacowane wstępnie na 40.000 metrów kwadratowych rocznie.
  • Koszty produkcji takich paneli słonecznych są niższe dzięki procedurze druku atramentowego perowskitów.
  • Firma przygotowuje się do wejścia na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, a także rozważa budowę nowych fabryk w Europie, a być może także w Japonii.
  • Zobacz także: Pożar w Elektrowni Bełchatów. To nie przypadek? [WIDEO]

– Rozwijamy się, przechodząc od laboratorium do linii produkcyjnej – powiedziała Malinkiewicz. Polska firma, zajmująca się produkcją paneli słonecznych, ma siedzibę we Wrocławiu. Prace nad najnowocześniejszą technologią trwają już od blisko dekady. Panele fotowoltaiczne pokryte folią perowskitową są lekkie, elastyczne i można je łatwo przymocować do niemal każdej powierzchni, aby produkować energię elektryczną nawet wewnątrz budynków.

Koszty produkcji takich paneli słonecznych są niższe dzięki procedurze druku atramentowego perowskitów, dzięki czemu polska firma może je wytarzać w niższych temperaturach. Malinkiewicz opracowała przełomową technologię w 2013 r., będąc jeszcze doktorantką na Uniwersytecie w Walencji w Hiszpanii.

“Popyt już przekracza możliwości produkcyjne”

– Otwieramy pierwszą na świecie fabrykę perowskitowych ogniw słonecznych – podkreliła Malinkiewicz. Dodała, że “popyt już przekracza możliwości produkcyjne”, które są szacowane wstępnie na 40.000 metrów kwadratowych rocznie.

Zastosowana technologia polega na drukowaniu warstw ogniw fotowoltaicznych na przezroczystych plastikowych arkuszach. Wykonane panele mogą być bardzo małe lub duże, a także mogą być przycinane lub sklejane w celu pokrycia większych powierzchni. Giętki perowskitowy panel słoneczny wielkości kartki papieru A3 “sprawdził się jako ładowarka do telefonu i innego rodzaju sprzętu elektronicznego podczas wyprawy himalajskiej, w ekstremalnych warunkach pogodowych”, podkreśliła założycielka polskiej firmy.

Na razie zespół Saule Technologies liczy 70 osób z 15 krajów. Firma otrzymała dofinansowanie od polskiego lidera zielonej energii Columbus Energy oraz multimilionera, japońskiego inwestora Hideo Sawady. Firma przygotowuje się do wejścia na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, a także rozważa budowę nowych fabryk w Europie, a być może także w Japonii.

twitter.com, france24.com

Strażak.

straż pożarna, pożar / Fot. Pixabay

Politycy PSL zaalarmowali: w myśl nowego projektu ustawy, PiS chce uderzyć w Ochotnicze Straże Pożarne. Jarosław Kaczyński w niedawnym wywiadzie odpiera zarzuty o atak PiS w OSP. – Powiem bardzo jasno: nie ma takich zagrożeń. Nie ma żadnego pomysłu na to, by ograniczać Ochotnicze Służby Pożarne – podkreślił.

  • Politycy PSL zarzucają PiS, że przedstawiony przez tą partię nowy projekt ustawy, uderza w OSP.
  • Krytyczne stanowisko w tej sprawie wydał także Zarząd Główny Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej.
  • Prezes PiS odpiera zarzuty. – Nam chodzi o to, że OSP mają być jeszcze mocniej sprężone z systemem bezpieczeństwa kraju. Pozostawiamy je jako stowarzyszenie, jako ruch społeczny bardzo ważny dla polskiej wsi i doceniany przez nas – wyjaśnił.
  • Zobacz także: Prezydent Duda w obronie gotówki. Nowy projekt ustawy

– Projekt całkowicie likwiduje kulturotwórczą i społeczną rolę OSP, odbierając ochotnikom prawo do nazywania się strażakiem, mundur i insygnia strażackie. Dla wielu tych ludzi OSP to może jedyne miejsce, gdzie czują się docenienieni i ważni w społeczeństwie a mundur jest ich dumą – wskazał polityk PSL, prezes działającego przy partii think-tanku Forum Myśli Społecznej, Przemysław Grabowski. Podobne zarzuty o próbę uderzenia przez PiS w OSP podnosili także inni politycy tej partii. – Pokutuje tu pewnego rodzaju obawa, że skoro w ustawie nie ma jakichś bardzo szczegółowych zapisów, dajmy na to mundurów, to oznacza, że będzie zakaz. Nikt tego nie zakazuje, dodamy odpowiednie kwestie do ustawy, by wszystko było jasne i klarowne – zapowiedział prezes PiS, Jarosła Kaczyński.

– Nam chodzi o to, że OSP mają być jeszcze mocniej sprężone z systemem bezpieczeństwa kraju. Pozostawiamy je jako stowarzyszenie, jako ruch społeczny bardzo ważny dla polskiej wsi i doceniany przez nas – wyjaśnił lider obozu rządzącego. – OSP ma tradycję, szanujemy ją i nie chcemy niczego złego im zrobić. Dostają od nas spore środki, samochody, sprzęt – podkreślił.

Czy PiS przekona krytyków?

Swoje stanowisko w tej sprawie wydał też Zarząd Główny Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej. – Propozycja MSWiA w zakresie tworzenia odrębnej ustawy o ochotniczej straży pożarnej z jednej strony powiela wiele dotychczasowych rozwiązań z ustawy o ochronie przeciwpożarowej, a z drugiej wprowadza rozwiązania nieuzasadnione, a w wielu wypadkach szkodliwe, które mogą ograniczać działanie a nawet mogą prowadzić do likwidacji wielu OSP – podkreślono.

– Przykładowo w projekcie skreślono przepisy stanowiące podstawę funkcjonowania Krajowego Systemu Ratowniczo Gaśniczego, ponadto OSP, która nie powoła jednostki Ratowniczo Gaśniczej utraci status jednostki ochrony przeciwpożarowej. Projekt usuwa zapis o OSP jako formacji umundurowanej, wprowadza obowiązek zatwierdzania statutu przez gminę oraz znosi nadzór starosty pod względem przestrzegania prawa a wprowadza ogólny nadzór i kontrolę przez wojewodę i komendanta wojewódzkiego PSP. Projekt zawiera ograniczony i zamknięty katalog możliwych działań społecznych OSP a także zamknięty i ograniczony katalog źródeł finansowania oraz istotne ograniczenia w dysponowaniu majątkiem własnym OSP – napisano w stanowisku ZG ZOSPRP.

twitter.com, interia.pl, zosprp.pl

Mateusz Morawiecki podczas prezentacji programu "Polski Ład".

Polski Ład, Morawiecki, PiS / Fot. YouTube

Nowy Ład, czyli nic nowego

Przez ostatni tydzień opinia publiczna żyła programem Zjednoczonej Prawicy, który został zaprezentowany z wielką pompą w czasie specjalnej konferencji partii rządzącej. Nowy Ład, bo tak nazywa się ten projekt, w teorii stanowi odpowiedź na koronakryzys, w który popadła polska gospodarka. W praktyce jednak okazuje się nietrafionym lekarstwem na chorobę, którą samą się wywołało. Co mam na myśli?

Ostatnie wydanie „Śniadania Mediów Narodowych” (22.05.2021), w którym brałem udział, zostało poświęcone Nowemu Ładowi, a właściwie konkretnym rozwiązaniom, które przewiduje ten program. W czasie jednej z wypowiedzi pozwoliłem sobie zacytować fragment z książki „52 mity o kapitalizmie”, w której amerykański ekonomista Lawrence W. Reed wyjaśnił prawdziwe przyczyny Wielkiego Kryzysu w USA w latach 30. XX wieku:

„Wielki kryzys nie był pierwszym kryzysem, jaki wydarzył się w tym kraju, za to okazał się być najdłuższym. Częstą przyczyną kryzysów bywała fatalna polityka monetarna państwa, polegająca na manipulowaniu podażą pieniądza. Z różnych powodów kolejne rządy adaptowały politykę prowadzącą do rozdmuchania ilości pieniądza i kredytu. Wykreowane w rezultacie okresy gwałtownego wzrostu gospodarczego kończyły się z reguły bolesnymi krachami. Niemniej jednak przed rokiem 1929 żaden z amerykańskich kryzysów nie trwał dłużej niż 4 lata, a większość z nich kończyła się po dwóch. Wielki kryzys trwał lat 12, ponieważ przedstawiciele państwa spotęgowali tragiczne konsekwencje błędów monetarnych serią szkodliwych interwencji” – czytamy na stronie 190.

Poprzez tę analogię chciałem zwrócić uwagę na mechanizm – tutaj parafraza –bohaterskiego pokonywania problemów, do których samemu się doprowadziło. Druzgocący kryzys, za który odpowiadała amerykańska polityka finansowa, posłużył natychmiast za pretekst do wdrożenia nowych wspaniałych rozwiązań z zakresu inżynierii gospodarczej. New Deal Roosvelta, a więc właśnie „Nowy Ład”, na którym wzorował się PiS, był programem na wskroś interwencjonistycznym, jedynie pogłębiającym państwowy etatyzm i wpływ biurokracji na rynek. W przypadku Polski gospodarka została zrujnowana w wyniku przedłużającego się lockdownu i bezsensownych obostrzeń, za które odpowiada rząd. Ten sam rząd, który teraz przychodzi społeczeństwu z pomocą i oferuje nowe otwarcie.

Pieniądze dla artystów?

W czasie dyskusji został wywołany temat tzw. opłaty reprograficznej, o której było już głośno kilka miesięcy temu. Pozytywne wrażenie wywarła na mnie postawa Jacka Piekary, który również był jednym z gości programu. Po tym jak krótko zakreśliłem kwestię nowej opłaty, pisarz podjął ten wątek i wyraził swoje, co ciekawe, bardzo krytyczne zdanie w tej materii:

– Jeśli chodzi o opłatę reprograficzną, to ja się całkowicie zgadzam z tym, że ona będzie obciążeniem. Ona tak naprawdę jest podatkiem. Ministerstwo Kultury stara się nie używać słowa „podatek”. Zarówno Gliński, jak i Sellin twierdzą, że to nie jest żaden podatek. Oczywiście jest to podatek. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Spadną wszystkie koszta tego na klientów. (…) Ten podatek ma iść na pomoc dla artystów, którzy nie radzą sobie na rynku, którzy nie są w stanie zarobić sami na siebie. Wszyscy podatnicy będą płacić na tych, którzy nie chcą się przebranżowić po prostu, którym się nie udaje w ich zawodzie, ale którzy mają takie hobby, że chcą być artystami i w związku z tym, żeby przeżyć, będą brali pieniądze od wszystkich podatników. To jest głęboko nieetyczne przede wszystkim, ponieważ to nie są ludzie upośledzeni. Ja jestem jak najbardziej za tym, aby wspierać osoby w ciężkich sytuacjach, osoby wykluczone, aby pomagać dzieciom, żeby ładować pieniądze w edukację, ale nie w ludzi, którzy po prostu uznali, że mają taki sposób życia, który nie zapewnia im dochodów i w związku z tym te dochody próbują ściągnąć od reszty podatników. I na to, uważam, zgody nie powinno być, a ta opłata reprograficzna właśnie temu ma służyć – stwierdził pisarz fantasy i publicysta „Warszawskiej Gazety”.

Gwoli wyjaśnienia: opłata reprograficzna to de facto nowy podatek, który ma zostać nałożony na komputery, tablety czy dyski twarde, a więc nośniki zewnętrzne (finalnie bez smartfonów). Pieniądze pozyskiwane dzięki tej „daninie” będą zasilać Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych. Można powiedzieć, że jest to przyjazny gest w stronę artystów, którzy z powodu epidemii koronawirusa, ale nie tylko, znaleźli się w niezbyt dobrej sytuacji materialnej (brak bezpieczeństwa socjalnego oraz nierozwiązana kwestia ubezpieczeń społecznych).

Kto zapłaci? Konsumenci…

Zdaniem przedstawicieli władzy, przede wszystkim Ministerstw Kultury z prof. Piotrem Glińskim na czele, wprowadzenie opłaty reprograficznej nie będzie wiązało się z podwyżką cen sprzętu elektronicznego w sklepach. Niestety taka prognoza budzi spore wątpliwości, zwłaszcza że przeciwnego zdania są eksperci branżowi, którzy – co tu dużo mówić – chyba mają w tej kwestii większe rozeznanie:

– Najnowszy projekt ustawy o statusie zawodowego artysty, dotyczący też opłaty reprograficznej, obejmuje cały szereg urządzeń, które zostaną objęte tym podatkiem. Zapłacą go wszyscy konsumenci w chwili zakupu nowego urządzenia. A jest to podatek niemały, a z doświadczeń innych państw, które zdecydowały się na taki krok, jasno wynika, że ceny sprzętu pójdą w górę, a to uderzy w portfele konsumentów, co nie jest dobre, zwłaszcza w sytuacji, kiedy urządzenia elektroniczne służą przede wszystkim do pracy i nauki – wskazał w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

Zobacz także: NSZZ „Solidarność” w liście do premiera: Mamy prawo żądać zawieszenia funkcjonowania TSUE

Czy kolejny raz boleśnie przekonamy się o tym, że podatki są „przerzucalne” i wbrew pobożnym życzeniom nie zapłacą ich producenci? To ekonomiczne prawidło w mojej ocenie powinni przyswoić sobie wszyscy obywatele, zanim zabiorą się do oceniania jakichkolwiek obietnic wyborczych.

Jakub Zgierski

Źródło: bankier.pl, biznes.newseria.pl, Media Narodowe

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Prezydent RP Andrzej Duda skierował do Sejmu projekt ustawy wprowadzający obowiązek przyjmowania gotówki przez wszystkie podmioty gospodarcze w Polsce. Dzięki temu konsumenci mają mieć pewność, że nie będą zmuszeni do korzystania z płatności bezgotówkowych.

– Podstawowym celem projektowanej ustawy jest uregulowanie statusu prawnego akceptacji znaków pieniężnych emitowanych przez Narodowy Bank Polski poprzez zapewnienie wszystkim uczestnikom obrotu gospodarczego, w tym także osobom, które nie posiadają rachunków płatniczych, prawa wyboru najlepszej z ich punktu widzenia metody płatności, w tym płatności gotówkowych – informuje strona Prezydenta RP. W myśl projektu, który złożył Prezydent Duda, każdy konsument na terytorium Polski powinien móc bezwarunkowo użyć gotówki w przypadku zapłaty z tytułu umowy sprzedaży lub świadczenia usługi.

– Doskonała i bardzo (!) potrzebna inicjatywa Pana Prezydenta – napisała posłanka PiS Anna Maria Siarkowska na Twitterze. – Gotówka to fundament bezpiecznego państwa i wolności jednostki – podkreśliła.

Projekt ustawy zakazuje też nakładania dodatkowych opłat za płatność gotówkową. Jednocześnie, obowiązek akceptacji płatności gotówką nie będzie miał zastosowania w przypadku działalności prowadzonej przez Internet, jeśli firma prowadzi działalność w miejscu bez obecności personelu, a także w trakcie imprezy masowej (trzeba będzie zamieścić stosowną informację w regulaminie tej imprezy).

rp.pl, prezydent.pl, twitter.com

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Sala rozpraw TSUE / fot. TT/@MicWawrykiewicz

– Szczególnie przy tak idiotycznym wyroku mamy prawo jako „Solidarność” reprezentująca zdecydowaną większość pracowników zatrudnionych w branży paliwowo energetycznej, żądać zawieszenia funkcjonowania TSUE – napisali w liście do premiera Mateusza Morawieckiego przedstawiciele NSZZ “Solidarność”.

  • NSZZ “Solidarność” i OPZZ krytycznie odnoszą się do wyroku TSUE ws. kopalni Turów.
  • Zdaniem związkowców wyrok TSUE jest “realnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa energetycznego”.
  • To postanowienie pokazuję, że TSEU może pozamykać najpierw wszystkie kopalnie i elektrownie, a na końcu zamknąć Polskę i stracimy suwerenność i zostaniemy kolonią – powiedział Wojciech Ilnicki, przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Brunatnego NSZZ “Solidarność”.
  • Zobacz także: Pożar w Elektrowni Bełchatów. To nie przypadek? [WIDEO]

Żądania zawieszenia funkcjonowania TSUE ze strony NSZZ “Solidarność” pojawiają się po kontrowersyjnym wyroku Trybunału, dotyczącym polskiej kopalni Turów. – To idiotyczny i bardzo groźny wyrok, bo oznacza, że TSUE pod byle pretekstem może zamknąć każdą przygraniczną kopalnię w Polsce. A to z kolei oznacza, że całe porozumienie górnicze podpisane niedawno na Śląsku można wyrzucić do kosza. Jak się bowiem okazuje, to nie polski rząd, ale Unia Europejska będzie podejmowała decyzje – napisano w liście do premiera Morawieckiego. Podpisali się pod nim: przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ “Solidarność” Piotr Duda oraz przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Brunatnego NSZZ “Solidarność” Wojciech Ilnicki.

Zdaniem związkowców wyrok TSUE jest “realnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa energetycznego”. – Zaistniałą sytuację należy ocenić jako wynik ciągłego ustępowania Polski wobec unijnych instytucji i narzucanego przez Komisję Europejską „Zielonego ładu”, szczególnie w obszarze polskiej energetyki. Niestety podważona została również solidarność Grupy Wyszehradzkiej – napisali.

– W ocenie NSZZ „Solidarność” dotychczasowe działania TSUE, w tym wyroki podważające prawodawstwo poszczególnych krajów (ostatnio Rumunii), które stawiają sąd unijny nawet ponad krajowymi konstytucjami, skłaniają nas do postawienia pytania o suwerenność poszczególnych krajów członkowskich – podkreślili w liście. – Szczególnie przy tak idiotycznym wyroku mamy prawo jako „Solidarność” reprezentująca zdecydowaną większość pracowników zatrudnionych w branży paliwowo energetycznej, żądać zawieszenia funkcjonowania TSUE – wskazali.

“Stracimy suwerenność i zostaniemy kolonią”

– To postanowienie pokazuję, że TSEU może pozamykać najpierw wszystkie kopalnie i elektrownie, a na końcu zamknąć Polskę i stracimy suwerenność i zostaniemy kolonią – powiedział z kolei Wojciech Ilnicki w wypowiedzi udzielonej mediom. – Wyrok TSUE jest zakłamany, bo my nie rozpoczęliśmy nowego wydobycia, ani nowej produkcji, a wręcz zmniejszyliśmy wszystko – podkreślił.

Na krytykę decyzji TSUE zdecydowało się także Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. – Decyzja TSUE całkowicie pomija znaczenie kopalni dla polskiego systemu bezpieczeństwa energetycznego oraz sytuacji tysięcy pracowników kopalni Turów, elektrowni Turów oraz setek firm kooperujących z tymi przedsiębiorstwami – napisano w oświadczeniu OPZZ. – OPZZ podkreślało, że w trakcie tzw. zielonej transformacji każde miejsce pracy ma znaczenie, a proces zmian należy przeprowadzać rozważnie, tak aby nie powodował kosztów społecznych. Decyzja TSUE pokazuje, że nasze obawy potwierdzają się. Okazuje się, że można jedną decyzją, w ciągu jednego dnia wstrzymać funkcjonowanie przedsiębiorstwa, co dla kopalni i elektrowni Turów oznacza tak naprawdę ich likwidację – zauważyli działacze związkowi.

tysol.pl, polsatnews.pl

Test na obecność koronawirusa.

Test na obecność koronawirusa. / Fot. Pixabay

Prof. Konrad Rejdak, szef Katedry i Kliniki Neurologii SPSK 4 Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, poinformował, że prowadzone badania kliniczne skuteczności amantadyny w leczeniu koronawirusa napotykają pewne problemy. – Badanie jest w pełni uaktywnione, z tym że rekrutacja idzie trochę wolniej niż się spodziewaliśmy – powiedział. Na wyniki badań nad amantadyną możemy więc jeszcze trochę poczekać.

  • Polskie badania kliniczne nad skutecznością amantadyny ruszyły w kwietniu. Dotychczas wzięło w nich udział kilkudziesięciu pacjentów.
  • Grupa docelowa to minimum 100 osób – powiedział prof. Rejdak. Jego zdaniem, jej zebranie może zająć polskim naukowcom czas do czerwca.
  • Dopiero po osiągnięciu wymaganej liczby około 100 osób, a idealnie 200, będzie możliwe dokonanie analiz statystycznych – poinformował prof. Rejdak.

Dotychczas do udziału zgłosiło się w Polsce kilkadziesiąt osób. Kiedy będziemy mogli poznać wyniki badań nad amantadyną? – Dopiero po osiągnięciu wymaganej liczby około 100 osób, a idealnie 200, będzie możliwe dokonanie analiz statystycznych – wyjaśnił prof. Rejdak. – Wynika to z faktu, że na szczęście spada fala pandemii i przybyło dużo osób zaszczepionych, co oczywiście cieszy – ocenił.

– Badanie kliniczne z zastosowaniem amantadyny w Lublinie i innych miastach (Warszawa, Rzeszów, Wyszków i Grudziądz) rozpoczęły się na początku kwietnia. Dotychczas wzięło w nim udział kilkudziesięciu pacjentów, a grupa docelowa to minimum 100 osób – powiedział prof. Rejdak. Jego zdaniem zebranie potrzebnej grupy może zająć polskim naukowcom czas do czerwca. Dopiero potem można spodziewać się, że spłyną pierwsze wyniki badań nad amantadyną.

Jak już informowaliśmy, polskie ośrodki weszły w skład międzynarodowego konsorcjum, mającego prowadzić badania nad skutecznością amantadyny w leczeniu COVID-19. Naukowcy liczą na uzyskanie dotacji na ten cel. W inicjatywie, oprócz polskich naukowców, biorą udział ośrodki z Danii, Niemiec, Hiszpanii, Grecji, Belgii, Szwecji, Włoch, czy RPA.

radiomaryja.pl

Pożar w Elektrowni Bełchatów.

Elektrownia Bełchatów, pożar / Fot. YouTube

Na terenie Elektrowni Bełchatów wybuchł pożar. – Zapalił się taśmociąg, który jest na wysokości około 30 metrów nad ziemią. Akcja gaśnicza jest utrudniona ze względu na dostęp do płonącego obiektu – poinformował mł. bryg. Jędrzej Pawlak, oficer prasowy Łódzkiego Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej. Poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski zasugerował, że incydent nie jest przypadkowy.

Pożar w Elektrowni Bełchatów to podpalenie? – Nie wierzę w przypadki! – napisał poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski na Twitterze. – Przyczynę pożaru wyjaśni powołana w tym celu specjalna komisja – poinformowano w komunikacie.

Poseł Kowalski przypomniał, że to nie jedyny incydent uderzający w polską energetykę w ostatnim czasie. – 7 dni. 1. Awaria w Bełchatowie. 2. Uderzająca w polską suwerenność energetyczną decyzja TSUE ws. kopalni Turów. 3. pożar kluczowego taśmiociągu do bloku, który jako jedyny pracował w czasie awarii – napisał. Podobne przemyślenia wyraził także Piotr Cezary Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. – Pożar kopalni w Bełchatowie. Też macie obawy, że to nie przypadek? – zapytał na Twitterze.

PGE Polska Grupa Energetyczna poinformowała, że do pożaru doszło o godzinie 11. – „Zapalił się węgiel transportowany do bloku 14 w Elektrowni Bełchatów. Trwa akcja gaszenia ognia, z udziałem 9 zastępów zakładowej oraz państwowej straży pożarnej – podano w komunikacie spółki. Akcja gaśnicza trwa.

tvp.info, twitter.com