Powstaje katolickie medium społecznościowe!

Agappe, Facebook, portal społecznościowy, media, kościół katolicki, wiara / fot. Facebook/Agappe.pl

Portal “Telepolis” informuje, że powstaje katolickie medium społecznościowe na wzór dobrze znanego wszystkim amerykańskiego giganta Facebook. Premiera portalu dla wierzących odbędzie się już 15. czerwca bieżącego roku. Projekt powstaje dzięki wsparciu Fundacji Nowa Pięćdziesiątnica działającej od wielu lat pod egidą Archidiecezji Lubelskiej. Pomysłodawca ks. Artur Potrapeluk podkreśla, że serwis będzie dostępny nie tylko dla katolików, lecz będzie to szczególne miejsce dla takich osób mogących swobodnie dzielić się ze swoją wiarą.

  • W pocie czoła powstaje katolickie medium społecznościowe jako platforma łącząca ludzi wierzących
  • Agappe będzie dostępne nie tylko dla katolików, lecz również dla innych osób o różnorodnym wyznaniu i światopoglądzie
  • Premiera serwisu ma odbyć się za tydzień tj. 15 czerwca, gdzie zakończona zostanie faza testowa
  • Zobacz także: Watykan: Oskarżenia wobec abp. Stanisława Gądeckiego bezpodstawne

Od miesięcy trwają prace zespołu informatyków przy tworzeniu nowego serwisu społecznościowego. Portal “Telepoli” informuje trwają ostatnie dni testowe, które mają dostarczać cenne dane na temat funkcjonowania serwisu. W przyszłym tygodniu mają portal ma zostać otwarty dla pozostałych chętnych osób, którym zabrakło miejsca w fazie testowej.

Powstaje katolickie medium dla wszystkich!

Dzięki wsparciu Fundacji Nowej Pięćdziesiątnicy działającej od wielu lat przy Archidiecezji Lubelskiej powstaje katolickie medium społecznościowe pod nazwą “Agappe”, które oznacza braterskiej miłości w katolickiej społeczności.

“Termin agape nawiązuje do największego rodzaju miłości chrześcijańskiej. Pierwsze wspólnoty chrześcijańskie tworzyły grono sióstr i braci, to grono często nie przekraczało kameralnego zacisza domostw, czy w późniejszym czasie gmin chrześcijańskich. Również nasza wspólnota wirtualna ma być miejscem wzajemnej życzliwości, miłości, dzielenia się wiarą katolicką” – czytamy na stronie serwisu.

Oficjalne otwarcie katolickiego portalu społecznościowego ma nastąpić 15 czerwca, a w samym zamierzeniu ma to być przestrzeń nie tylko dla wyznawców Jezusa Chrystusa, lecz również dla innych osób – “Na pierwszy rzut oka to katolicka wersja Facebooka. Ale to zdecydowanie nie jest “bańka” dla katolików czy kopia istniejących social mediów, która nas zamknie i oddzieli od tego świata, który znamy. To nie jest żadna konkurencja dla tzw. dużych graczy jak FB. Wcale nie chcemy też mówić, że dajemy coś lepszego, bo tamto jest złe. Chcieliśmy po prostu stworzyć przestrzeń, w której ludzie wierzący mogliby wzmacniać swoją wiarę, dzielić się nią, ale też chcieliśmy dać ludziom konkretne narzędzia, na które, jak widzimy, jest zapotrzebowanie” – wyjaśnił pomysłodawca projektu, ks. Artur Potrapeluk.

Na agappe.pl można umieszczać filmy, zdjęcia czy konferencje, prowadzić transmisje, dodawać strumieniowe media, które później można umieszczać na swoich stronach www. Agappe ma być narzędziem o szerokim zastosowaniu. Poza dzieleniem się wiarą, można będzie tworzyć systemy zapisów na wydarzenia, organizować zbiórki, a nawet szukać pracy, wolontariuszy czy opiekunek na rekolekcje wakacyjne ze wspólnotą.

Portal dostępny będzie nie tylko za pośrednictwem witryny internetowej, ale również na aplikacjach mobilnych, która będzie działać w systemie Android, iOS oraz Windows.

telepolis.pl

Matka i małe dziecko

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Administracja Joe Bidena zaproponowała używanie w urzędowych dokumentach sformułowania “osoba rodząca” zamiast “matka”.

  • W planie budżetu na rok 2022 administracja Joe Bidena użyła zwrotu “osoba rodząca”
  • Internauci oburzyli się na nowe sformułowanie, wypierające zwykłe słowo “matka”, używane w stosunku do kobiet posiadających dzieci
  • Amerykanie zastanawiają się, czy istnieje jakiś sensowny powód na użycie tak dziwnego sformułowania
  • Przeczytaj również: Szczepienia dzieci w Polsce: Ponad 100 tys. zgłoszeń

Tradycyjne pojmowanie rodziny nie podoba się postępowej lewicy. Ta najwyraźniej obrała sobie za cel zmianę nawet najprostszych i najbardziej podstawowych pojęć. Administracja Joe Bidena uważa, że słowo “matka” można z powodzeniem zastąpić sformułowaniem “osoba rodząca”. Ta forma była by bowiem bardziej “inkluzywna”.

Zapiski w budżecie brzmią bowiem następująco: „Należy zmniejszyć wskaźnik śmiertelności matek i zlikwidować różnice rasowe w śmiertelności matek. Stany Zjednoczone mają najwyższy wskaźnik śmiertelności matek wśród krajów rozwiniętych, z niedopuszczalnie wysokim wskaźnikiem śmiertelności wśród czarnoskórych, Indian amerykańskich/rdzennych mieszkańców Alaski i innych ludzi koloru”. Następnie zaś pojawia się “smaczek”, który zaintrygował m.in. użytkowników Twittera: “Aby zakończyć wysoką śmiertelność dotyczącą osób rodzących (…)”.

Amerykanie zastanawiają się, dlaczego słowo “matka” zostało wyparte przez “osobę rodzącą”. “Łamię sobie nad tym głowę… Istnieje jakaś inna płeć oprócz żeńskiej, która rodzi dzieci? Jakie jest racjonalne uzasadnienei używania określenia “ludzie rodzący”, zamiast “matki”?” – zapytują.

Post Millennial

Abp Stanisław Gądecki.

Abp Stanisław Gądecki. / Fot. Silar Wikimedia Commons

Stolica Apostolska uznała za bezpodstawne oskarżenia wobec abp. Stanisława Gądeckiego w sprawie rzekomych zaniedbań w kwestii nadużyć seksualnych popełnionych wobec osób małoletnich przez dwóch kapłanów. Informację podała we wtorek Nuncjatura Apostolska w Polsce.

  • Stolica Apostolska przeprowadziła postępowanie w sprawie rzekomych zaniedbań abp. Stanisława Gądeckiego w kwestii nadużyć seksualnych w polskim kościele.
  • Na abp. Gądeckiego poskarżył się papieżowi Janusz Szymik, ofiara księdza pedofila.
  • Postępowanie odbyło się na podstawie przepisów Kodeksu Prawa Kanonicznego.
  • Zobacz także: Syn Banasia komentuje: Kaczyński obawia się NIK

Jak podaje oficjalny komunikat, z powodu formalnych zgłoszeń Stolica Apostolska przeprowadziła postępowanie w sprawie rzekomych zaniedbań abp. Stanisława Gądeckiego w kwestii nadużyć seksualnych popełnionych wobec osób małoletnich przez jednego kapłana archidiecezji poznańskiej i jednego kapłana diecezji bielsko-żywieckiej. Postępowanie odbyło się na podstawie przepisów Kodeksu Prawa Kanonicznego i motu proprio Papieża Franciszka Vos estis lux mundi. Oskarżenia wobec abp. Stanisława Gądeckiego złożył Janusz Szymik.

Na abp. Gądeckiego poskarżył się papieżowi Janusz Szymik, ofiara księdza pedofila.

“Nie postąpił jak człowiek sumienia. W polskim Kościele pokrzywdzeni nie mają dla biskupów znaczenia” – napisał Szymik.

W październiku Szymik skierował do papieża podobny list ws. kard. Stanisława Dziwisza, który również miał nie interweniować w jego sprawie.

Watykan ustosunkował się do pozwu Szymika w oficjalnym komunikacie Nuncjatury Apostolskiej w Polsce. Uznał za bezpodstawne zarzuty wobec abp. Stanisława Gądeckiego w sprawie rzekomych zaniedbań w kwestii nadużyć seksualnych popełnionych wobec osób małoletnich przez dwóch kapłanów.

“Po dokładnej analizie zebranej dokumentacji, Stolica Apostolska uznała powyższe oskarżenia za bezpodstawne, wobec czego skargi złożone w tych sprawach zostają oddalone, a postępowanie uznaje się za zakończone” – podaje komunikat.

rmf24.pl tvp.info rp.pl

Dyrektor programu kryzysowego wyznał, ze WHO jest bezradne wobec chińskiego rządu, którego nie może zmusić do wydania szczegółowych i formacji na temat powstania koronawirusa i początków światowej epidemii. Od początku trwania kryzysu epidemiologicznego, specjaliści z międzynarodowej organizacji nadal nie są pewni co do kwestii pochodzenia wirusa. Do tej pory przedstawiano dwie wersje tj. naturalne przenosiny SARS-COV-2 ze zwierzęcia na człowieka, a natomiast inni wskazywali również na wyciek koronawirusa z laboratorium w Wuhan, gdzie stwierdzono oficjalnie pierwsze przypadki zakażeń.

  • Dyrektor ds kryzysu zdrowia przyznaje, że WHO jest bezradne wobec małej współpracy chińskiego rządu z międzynarodową grupą badaczy
  • Światowa Organizacja Zdrowia nie zamierza wymuszać na Chinach przekazania szczegółowych informacji dotyczących pierwszych odkryć zakażeń
  • Na początku roku naukowcy z WHO, wykluczyli wyciek koronawirusa z chińskiego laboratorium w Wuhan, gdzie wykryto pierwsze przypadki
  • Zobacz także: Przełom w walce z COVID-19? Naukowcy odkryli gen zwalczający wirusa

W rozmowie z agencją Reuters, dyrektor ds. kryzysów zdrowia przyznał, że WHO jest bezradne wobec tajemniczości Pekinu w sprawie przekazywania informacji o przyczynie wybuchu światowej epidemii koronawirusa. Należy przypomnieć, że już w grudniu 2019 roku na jaw wychodziły pierwsze informacje o wysokim wskaźniku zachorowań na niesklasyfikowanego do tej pory wirusa.

“WHO nie ma uprawnień, by kogokolwiek w tej kwestii zmuszać (…) W pełni oczekujemy współpracy, wkładu i wsparcia ze strony wszystkich naszych państw członkowskich w tym przedsięwzięciu” – powiedział Mike Ryan ze Światowej Organizacji Zdrowia.

WHO jest bezradne wobec postępowania chińskich władz

Ponad półtora roku od wybuchu pandemii wciąż nie jest jasne, skąd wziął się koronawirus, ani w jaki sposób po raz pierwszy zaatakował człowieka. Wśród głównych hipotez wymieniane jest przejście patogenu na ludzi ze zwierząt w sposób naturalny, a także jego wyciek z laboratorium w chińskim mieście Wuhan, gdzie wystąpiły pierwsze przypadki.

Warto podkreślić, że międzynarodowy zespół naukowy pracujący dla WHO, przy badaniu pochodzenia SARS-COV-2 wziął od początku pod uwagę dwie dominujące teorie.Na początku bieżącego roku wydali oni oświadczenie, które wykluczało możliwość wycieku wirusa z laboratorium Wuhan. Najbardziej prawdopodobne wydaje się przejście SARS-COV-2 z naturalnego zwierzęcego rezerwuaru na człowieka.

Członkowie zespołu przekazali jednak, że nie uzyskali dostępu do wszystkich potrzebnych danych, co podsyciło dyskusje o braku przejrzystości ze strony chińskich władz. Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus ocenił, że potrzeba dalszych badań, a hipoteza o wycieku z laboratorium będzie w dalszym ciągu rozważana. O kolejne, przejrzyste i skrupulatne dochodzenie apelują władze USA.

polsatnews.pl

Ryszard Terlecki.

Ryszard Terlecki, PiS / Fot. Facebook.com/Ryszard Terlecki

Wicemarszałek Sejmu poinformował, że napisał list do liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej. Wyjaśnił w nim „z kim ma do czynienia” współpracując ze środowiskiem Rafała Trzaskowskiego w ramach Campus Polska. Terlecki nie przeprosi za swój wpis w mediach społecznościowych.

  • Terlecki napisał na Twitterze, że “jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie.”
  • Wpis miał za zadanie komentować zaproszenie liderki białoruskiej opozycji na Campus Polska Przyszłości. Inicjatywa ta zorganizowana będzie na przełomie sierpnia i września przez środowisko związane z Rafałem Trzaskowskim.
  • Z powodu wpisu wysłanego przez Ryszarda Terleckiego, posłowie KO, a także koła Polska2050 i klubu Lewicy domagają się jego odwołania z funkcji wicemarszałka Sejmu.
  • Zobacz także: Spór o kopalnię Turów: Rząd czeski negocjuje. Jednak będzie porozumienie?

Warto przypomnieć, co Terlecki napisał na Twitterze. Twierdzi, że “jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników”. Terlecki nie przeprosi za swoją wypowiedź na łamach serwisu internetowego.

Wpis miał za zadanie komentować zaproszenie liderki białoruskiej opozycji na Campus Polska Przyszłości. Inicjatywa ta zorganizowana będzie na przełomie sierpnia i września przez środowisko związane z Rafałem Trzaskowskim.

Wicemarszałek Sejmu zapytany dziś przez dziennikarzy, czy przeprosi za swój wpis oświadczył, że tego nie zrobi.

Przepraszać z pewnością nie będę. Nie widzę powodu, żeby ujawnić pewną sprawę, która się dopiero toczy. Nawet napisałem taki list do pani Cichanouskiej wyjaśniający, z kim ma do czynienia zadając się z Campusem – powiedział Terlecki dodając, że list “będzie publiczny”.

Dziennikarze próbując kontrować wypowiedzi Terleckiego komentowali, że Swiatłana Cichanouska ma do czynienia z politykami w Polsce. Terlecki odpowiedział: „Ale to jest specyficzny rodzaj polityków i dobrze, żeby o tym wiedziała”.

Z powodu wpisu wysłanego przez Ryszarda Terleckiego, posłowie KO, a także koła Polska2050 i klubu Lewicy domagają się jego odwołania z funkcji wicemarszałka Sejmu.

rmf24.pl

Twórca rzeźby, Salvatore Garau

Salvatore Garau, twórca niewidzialnej rzeźby / Fot. Twitter

Artysta Salvatore Garau sprzedał swoje dzieło za 18 tys. dolarów. Przedmiotem aukcji była… niewidzialna rzeźba.

  • Artysta Salvatore Garau właśnie sprzedał swoje niewidzialne dzieło za 18 tysięcy dolarów
  • Twórca upiera się, że rzeźba posiada głębię przekazu, zależną od wyobraźni odbiorcy
  • Dzieło nosi znaczący tytuł “Io Sono” (“Jestem”)
  • Przeczytaj również: Azja: Tragiczny wypadek pociągu w Pakistanie

Sztuka rządzi się swoimi prawami. Teraz jednak okazuje się, że artyści mogą otrzymać niebagatelne sumy dosłownie za nic. Niewidzialna rzeźba autorstwa 67-letniego Salvatore Garau kosztowała nabywcę aż 18 tysięcy dolarów. Dzieło nosi tytuł „Io Sono” („Jestem”). Nabywca nie został dotychczas zidentyfikowany. Zakupu dokonano za pośrednictwem włoskiego domu aukcyjnego Art-Rite.

Artystyczne “nic” posiada również, wliczony w cenę, certyfikat autenyczności. Sam artysta twierdzi, że dzieło posiada w sobie całą głębię przekazu. “Próżnia to nic innego jak przestrzeń wypełniona energią i nawet jeśli ją opróżnimy i nic nie pozostanie, to “nic” ma wagę zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga. Dlatego ma energię, która jest skompresowana i przekształcona w cząstki” – tłumaczył Garau.

67-latek przekonuje, że ​​nawet jeśli nie widać rzeźby, to ona istnieje. Wymaga ona jednak wyobraźni i odrobiny wysiłku. Rzeźba powinna być pokazywana bez sztucznego oświetlenia. Nie zaleca się stosowania przy niej klimatyzacji. Garau już wcześniej wykonał niewidzialne dzieła sztuki. W lutym przedstawił światu rzeźbę „Budda w kontemplacji” w Mediolanie, a w Nowy Jork zaprezentował dzieło nazwane „Afrodyta Piange”.

Samnytt.se

Dziś ostatni sparing kadry

pilkarze-reprezentacja-polski-media-narodowe, piłka nożna, sport / Fot. Damian Kosciesza Wikimedia Commons

Przed polskimi piłkarzami ostatni sprawdzian przed rozpoczynającymi się w piątek mistrzostwami Europy w piłce nożnej. Rywalem biało-czerwonych będzie drużyna Islandii.

  • Wiadomo, że ani w Poznaniu, ani na Euro 2020 nie zagra Arkadiusz Milik,. Ostatni sparing kadry przed mistrzostwami Europy obejrzy z trybun. Z występu na tej imprezie wyeliminowała go kontuzja.
  • Wcześniej z udziału w tegorocznych ME kontuzje wykluczyły innych polskich piłkarzy, m.in. Krzysztofa Piątka, Jacka Góralskiego czy Arkadiusza Recę.
  • W historii potyczek reprezentacji Polski z Islandią, Polacy nigdy nie przegrali.
  • Zobacz także: Szczepienia dzieci w Polsce: Ponad 100 tys. zgłoszeń

Wiadomo, że ani w Poznaniu, ani na Euro 2020 nie zagra Arkadiusz Milik,. Ostatni sparing kadry przed mistrzostwami Europy obejrzy z trybun. Z występu na tej imprezie wyeliminowała go kontuzja kolana. Decyzja została podjęta w poniedziałek wieczorem po konsultacji ze sztabem medycznym reprezentacji. Selekcjoner Paulo Sousa nie planuje powoływać nikogo w miejsce kontuzjowanego zawodnika.

Milik w ostatnim czasie zmagał się z kontuzją kolana. Opuścił nawet zespół na jeden dzień i udał się na dodatkową konsultację do Barcelony. Przez większość zgrupowania ćwiczył indywidualnie.

Wcześniej z udziału w tegorocznych ME kontuzje wykluczyły innych polskich piłkarzy, m.in. Krzysztofa Piątka, Jacka Góralskiego czy Arkadiusza Recę.

Ostatni sparing kadry okazją do testu nowej taktyki

Prawdopodobnie, tak przynajmniej deklarował trener Sousa, w towarzyskim meczu z Islandią, który rozegrany zostanie we wtorek w Poznaniu, przetestowane będą nowe warianty w ataku.

Nie ukrywam, że być może w trakcie meczu, jeśli będzie taka możliwość, spróbujemy różnych rozwiązań. Jeśli nam się to nie uda, to po spotkaniu z Islandią przyjdzie nam rozważyć, jaki wybrać system i których zawodników – podkreślił.

W historii potyczek reprezentacji Polski z Islandią, Polacy nigdy nie przegrali. Zwyciężyli pięciokrotnie i raz zremisowali, na ich korzyść przemawia też bilans bramkowy: 13-5.

Ostatni sparing kadry Polski odbędzie się we wtorek 8 czerwca o godz. 18. Transmisja spotkania w TVP1, TVP Sport oraz online na stronie sport.tvp.pl.

tvp.info, polsatsport.pl

Ministerstwo Zdrowia

Ministerstwo Zdrowia ostrzega przed wariantem omikron / Fot. Pixabay

Bardzo możliwe, że nastąpił właśnie przełom w walce z koronawirusem. Brytyjscy naukowcy wykryli gen odpowiedzialny za neutralizowanie ciężkiego przebiegu choroby, Występuje on naturalnie w organizmach ludzkich zakażonych COVID-19. Badacze przekonują, że może on przyczynić się do szybszego zwalczania choroby u osób zakażonych.

  • Niewykluczone, że nastąpił przełom w walce z epidemią koronawirusa
  • Brytyjscy naukowcy wykryli gen HLA-DRB1*04:0, który występuje u osób ciężko chorych oraz u osób, które nie są świadome zakażenia COVID-19
  • Nowe odkrycie ma pozwolić na wyprodukowanie lepszych testów na obecność koronawirusa, które wykluczą nieprawidłowe wyniki
  • Zobacz także: Szczepienia dzieci w Polsce: Ponad 100 tys. zgłoszeń

Naukowcy z brytyjskiego Newcastle przez ostatnie miesiące analizowali przypadki zakażeń na koronawirusa. Szczególnie wzięto pod uwagę przebieg choroby u osób z ciężkimi objawami, z tymi, którzy przechodzili koronawirusa nie zdając sobie o tym sprawy. Badacze porównywali genetykę w wymienionych wcześniej grupach.

Przełom w walce z koronawirusem?

W trakcie badań brytyjscy naukowcy zauważyli występowanie specyficznego genu HLA, który zajmuje się u chorego układem odpornościowym. Koduje on odpowiednio ludzkie antygeny leukocytarne, Zdaniem badaczy takie podejście do genomu jest bardziej odpowiednie, gdyż pozwoli to zachowywanie i odczytywanie ważnych informacji potrzebnych do walki z epidemią COVID-19.

Wykryty gen to HLA-DRB1*04:0. Jak podkreślają badacze, występuje on trzy razy częściej u osób, które COVID przeszły bezobjawowo. Dodatkowo, co zaznaczają badacze z Uniwersytetu Newcastle, pojawia się on częściej u osób zamieszkujących np. na północy i zachodzie Europy.

“To ważne odkrycie, które może wytłumaczyć, dlaczego niektórzy ludzie łapią COVID-19, ale nie są chorzy. Może nas ono doprowadzić do opracowania genetycznych testów wskazujących, kto powinien mieć pierwszeństwo do przyszłych szczepionek” – podkreśla w gazecie z branży medycznej “HLA” dr Carlos Echevarria, współautor badania.

W opisanym badaniu wskazano też wcześniejsze powiązania między genami HLA a różnymi chorobami. Takim przykładem może być m.in. stwardnienie rozsiane, które częściej występuje na północy. Jak się okazało, ryzyko rośnie u osób, które noszą gen DRB1*15:01, a występuje on właśnie częściej na wyższych szerokościach geograficznych.

wp.pl

Kaczyński obawia się NIK

nik-logo-media-narodowe / Fot. Andrzej Zbrożek www.nik.gov.pl Wikimedia Commons

Jakub Banaś, syn prezesa NIK Mariana Banasia oraz jego doradca społeczny skomentował na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” konflikt pomiędzy Najwyższą Izbą Kontroli a partią rządzącą. Stwierdził, że prezes Jarosław Kaczyński obawia się śledztwa NIK.

  • Jakub Banaś skomentował na łamach “Dziennika Gazety Prawnej” konflikt pomiędzy Najwyższą Izbą Kontroli, a partią rządzącą.
  • Zdaniem młodego Banasia, PiS wyrósł na deklaracji walki i rozliczeń z patologiami PO-PSL. Tą narracją o czyszczeniu świętych krów PiS legitymizuje swoje rządy.
  • Banaś podkreślił, że sprawnie działający NIK jest największym zagrożeniem dla wyniku wyborczego Prawa i Sprawiedliwości.
  • Zobacz także: Niemcy: Przyjaźń z Polską w konstytucji Brandenburgii?

Zdaniem Jakuba Banasia, PiS wyrósł na deklaracji walki i rozliczeń z patologiami PO-PSL. Tą narracją o “czyszczeniu świętych krów” PiS “legitymizuje swoje rządy, kupuje nią swoich wyborców skłonnych w to prostodusznie wierzyć”. W dalszej części wypowiedzi wspomina o swoim ojcu i prowadzonej przez niego instytucji. Twierdzi, że jest największym zagrożeniem dla wyników wyborczych partii rządzącej. Młody Banaś przekonuje, że Kaczyński obawia się NIK.

Jakub Banaś ostro komentuje konflikt na linii NIK-PiS

Zdaniem Jakuba Banasia, PiS ugruntował swoją pozycję na retoryce walki i rozliczeń z patologiami PO-PSL. Tą narracją o “czyszczeniu świętych krów” PiS “legitymizuje swoje rządy, kupuje nią swoich wyborców skłonnych w to prostodusznie wierzyć”. W dalszej części wypowiedzi wspomina o swoim ojcu i prowadzonej przez niego instytucji. Twierdzi, że jest największym zagrożeniem dla wyników wyborczych partii rządzącej. Młody Banaś przekonuje, że Kaczyński obawia się NIK

Jarosław Kaczyński dobrze czuje politykę i rozumie, że wybory kopertowe to był dopiero początek. Najbardziej obawia się NIK jako instytucji, która konsekwentnie będzie pokazywać zinstytucjonalizowane złodziejstwo, zalegalizowaną korupcję jaka rozkwitła pod rządami partii mającej prawo i sprawiedliwość w nazwie- mówi Banaś.

Zwłaszcza że na ich konta przelewa się kasa od państwa, biznes się kręci a rekordowe zadłużenie państwa pozostaje dla wielu czystą abstrakcją. Po drugie w perspektywie mamy 700 mld zł z UE i o kontrolę nad tą kasą jest bój. „Bóg, honor, ojczyzna” to przykrywka do realnej, brutalnej walki o bardzo realną górę kasy. A kto może przeszkodzić w swobodnym, partyjnym dzieleniu łupów? Niezależny NIK z „pancernym Marianem” na czele – kontynuuje syn szefa NIK

To niezależna, działająca zgodnie ze swoją misją NIK stanowi największe zagrożenie dla wyniku wyborczego PiS. To NIK wykonująca swoją robotę, ujawniająca złodziejstwo ludzi PiS, korupcję, udowadniając kłamstwa obozu władzy, może spowodować spadek notowań o co najmniej kilka punktów procentowych – podsumował Jakub Banaś.

tysol.pl

Szpital COVID-19

Szpital COVID-19 / Fot. Alberto Giuliani/ Wikimedia Commons

Koronawirus mógł zostać stworzony przez człowieka i wydostał się z laboratorium w Wuhan. Taką możliwość jako prawdopodobną ma potwierdzać tajny raport amerykańskiego wywiadu i laboratorium rządowego. O jego treści nieoficjalnie donosi „The Wall Street Journal”.

  • Raport został przygotowany w maju 2020 r. przez Lawrence Livermore National Laboratory w Kalifornii i przekazany do Departamentu Stanu, który prowadził dochodzenie w sprawie pochodzenia pandemii w ostatnich miesiącach administracji Trumpa.
  • W ubiegłym miesiącu Joe Biden zlecił wywiadowi amerykańskiemu śledztwo w tej sprawie.
  • Badania nad strukturą wirusa dowodzą, że kolec SARS-CoV-2 jest lepiej dopasowany do ludzkiego receptora ACE-2, niż do receptorów zwierząt.
  • Zobacz także: Rosja: Sankcje na kanadyjskich urzędników państwowych. To odwet

Raport został przygotowany w maju 2020 r. przez Lawrence Livermore National Laboratory w Kalifornii. Następnie przekazany do Departamentu Stanu, który prowadził dochodzenie w sprawie pochodzenia pandemii w ostatnich miesiącach administracji Trumpa. Opracowanie wskazuje dowody na prawdopodobieństwo tezy, że wirus wydostał się z laboratorium.

W ubiegłym miesiącu Joe Biden zlecił wywiadowi amerykańskiemu śledztwo w tej sprawie. Obecnie rozważane są dwie prawdopodobne wersje wydarzeń. Pierwsza głosi, że wirus powstał w wyniku wypadku laboratoryjnego. Druga mówi, że pojawił się w wyniku kontaktu człowieka z zakażonym zwierzęciem – żadna z teorii nie jest w pełni sprawdzona. Nadal prawdopodobne jest, że wirus wydostał się z laboratorium.

Objęty klauzulą najwyższej tajności jest nadal raport służb amerykańskich, który powstał za prezydentury prezydenta Donalda Trumpa. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zawiera on informacje o trzech badaczach z chińskiego Instytutu Wirusologii Wuhan, którzy zachorowali na koronawirusa w listopadzie 2019 roku. Było to co najmniej miesiąc przed przyjmowanym przez Chiny początkiem epidemii.

Nie można wykluczyć, że wirus SARS-CoV-2 pochodzi z laboratorium – twierdzą naukowcy.

Badania nad strukturą wirusa dowodzą, że kolec SARS-CoV-2 jest lepiej dopasowany do ludzkiego receptora ACE-2, niż do receptorów zwierząt. Warto przypomnieć, że według oficjalnej narracji to zwierzęta przeniosły wirusa na człowieka. Taką informację rozpowszechniali uczestnicy wirtualnego seminarium ICM w ramach konferencji Supercomputing Frontiers Europe 2021. Z kolei brytyjsko-norweski zespół sugeruje, że sekwencje aminokwasów w białku kolca mogą wskazywać na ingerencję w wirusa.

dorzeczy.pl