Ranni trafili do szpitala. Zostali przetransportowani śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Wszystkie poszkodowane osoby w chwili udzielania im pomocy przez medyków były przytomne. Najciężej ranna została kobieta – poinformował Marcin Maludy.
Ranni to 31-letnia kobieta, jej 3-letni synek i 7-letnia córka. Do eksplozji doszło około godziny 7 rano.
Na razie nie wiadomo, jaki materiał wybuchowy znajdował się w paczce oraz kto ją przyniósł i po co. Na miejscu pracują technicy kryminalistyki i pirotechnicy. Trwają oględziny i inne czynności – poinformowano.
Paczkę z rana nieznana osoba zostawiła pod domem, a ktoś z domowników wniósł do środka.
Na pewno był to materiał wybuchowy pirotechniczny – uzupełnił informacje rzecznik lubuskiej policji. Pracujemy już nie tylko na miejscu tego zdarzenia, ale także w innych miejscach, żeby poznać kulisy tego zdarzenia – dodał.
Węgry przez ostatnie dwanaście i pół roku miały “patriotyczny, chrześcijańsko-demokratyczny, antymainstreamowy i nieprogresywny rząd, który w dodatku odnosi sukcesy, czego liberalny mainstream nie może strawić” – powiedział Zoltán Kovács, sekretarz stanu ds. komunikacji i stosunków międzynarodowych, w podcaście “Odważna prawda o Węgrzech”.
“Dopóki co roku bijemy rekordy inwestycyjne, a firmy przyjeżdżają z krajów, z którymi jesteśmy na jednoznacznie złych warunkach politycznych, by zainwestować tu miliardy euro, jesteśmy bezpieczni” – powiedział Szijjártó.
Węgierski minister ocenił, że ludzie biznesu będą podejmować ważne decyzje w oparciu o fakty, “a nie na podstawie tego, co zagraniczne gazety piszą o węgierskim rządzie” Szijjártó podkreślił, że gospodarcza i polityczna pozycja Węgier jest “niezwykle silna” poza Europą. Stwierdził, że rząd “nigdy nie dyskryminował inwestorów”, jeśli tylko przestrzegali oni węgierskiego prawa. Jako przykład podał chiński Huawei, którego obecność na Węgrzech była bardzo krytykowana, ale podczas instalacji w Budapeszcie systemu 5G obsługiwanego przez Vodafone, firmę spoza Wschodu, okazało się, że wymagana infrastruktura została zbudowana przez Huawei”.
Odnosząc się do wojny na Ukrainie, Szijjártó powiedział, że “era taniego rosyjskiego gazu w Europie wyraźnie się skończyła”, a więzi zerwane między Rosją a Unią Europejską są “jedna po drugiej”, dodając, że “nie jestem pewien, czy można to naprawić za naszego życia”. Powiedział, że ważne jest, aby “wyjaśnić, że energia nie jest kwestią polityczną lub ideologiczną, ale kwestią faktów”, dodając, że bezpieczne dostawy na Węgry nie mogą być zagwarantowane bez rosyjskich źródeł.
“Zawsze udawało nam się utrzymać pragmatyczne relacje z Rosją, co pozwala nam szczerze powiedzieć im, co myślimy (…) i zwykle mówimy im, że potępiamy wojnę” – powiedział Szijjártó.
“Wojna powoduje wiele szkód dla nas, dla Europy. I sankcje również powodują wiele trudności i szkód dla nas, dlatego najlepszym scenariuszem byłoby zakończenie wojny i rozpoczęcie negocjacji, ale bez dialogu i otwartych kanałów komunikacji nie jest to możliwe” – powiedział węgierski minister spraw zagranicznych.
Na temat globalnego podatku minimalnego Szijjártó powiedział, że “z pewnością” nie zwiększyłby on konkurencyjności europejskiej czy światowej gospodarki. Jak powiedział, w wyniku wprowadzonego w 2010 roku jednoszczeblowego systemu podatkowego i najniższych podatków w Europie, Węgry mają obecnie rekordowo wysokie zatrudnienie i wzrost gospodarczy, a także rekordowo wysoki wolumen eksportu i inwestycji.
Władze twierdzą, że są “zaniepokojone” zagrożeniem bezpieczeństwa gwałciciela z powodu rosnącej niechęci w Illerkirchberg. Policyjna ochrona rozpoczęła się wedle podawanych informacji w tym samym dniu, w którym odbył się pogrzeb Ece S.
29-letni Mukthar N. miał już zostać deportowany, ale dzięki interwencji lewicowej minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser (SPD) mężczyzna otrzymał pozwolenie na pozostanie w Niemczech. Władze lokalne nadal starają się o deportację przestępcy seksualnego, który wraz z trzema innymi azylantami odurzył i zgwałcił dziewczynkę, również wówczas 14-letnią. Męka trwała dla młodej dziewczyny przez wiele godzin.
Faeser twierdzi jednak, że taka deportacja nie jest możliwa ze względu na panowanie talibów w Afganistanie.
Po odbyciu przez Mukthara N. kary więzienia rząd landowy odesłał go z powrotem na miejsce zbrodni, do Illerkirchberg, gdzie ma teraz finansowaną przez podatników ochronę policyjną. Jednak społeczność nigdy nie została poinformowana, że skazany gwałciciel zbiorowy został odesłany na ich teren, mimo że policja twierdzi, że mężczyzna nadal stanowi “wysokie potencjalne zagrożenie popełnienia kolejnych przestępstw seksualnych na szkodę nieznanych młodych kobiet.”
Przemawiając w Izbie Gmin we wtorek, poseł torysów Andrew Bridgen twierdził, że był w kontakcie z sygnalistą starszego ośrodka badań medycznych, który pełni ważną rolę w organizacji charytatywnej British Heart Foundation; to źródło powiedziało mu, że badania pokazujące wyraźny związek między szczepionkami Covid-19 i szkodliwymi efektami ubocznymi serca zostały celowo stłumione z powodu obaw, że ośrodki badawcze stracą na kluczowym finansowaniu od Big Pharma.
“Zostało to zwrócone mojej uwadze przez sygnalistę z bardzo wiarygodnego źródła, że jedna z tych instytucji ukrywa wyraźne dane, które ujawniają, że szczepionka mRNA zwiększyła zapalenie tętnic serca” – powiedział Bridgen kolegom.
“Tuszują to w obawie, że mogą stracić fundusze od przemysłu farmaceutycznego” – dodał.
Big pharma has a fiduciary duty to produce profit for it's shareholders.
Bridgen kontynuował swoje wystąpienie, dostarczając pełną listę dowodów na liczbę zarzutów, które wysunął w odniesieniu do tłumienia przez przemysł farmaceutyczny niekorzystnych skutków ubocznych związanych ze szczepionkami Covid-19.
Wiele niezależnych stron internetowych zajmujących się sprawdzaniem faktów, w tym FullFact, starało się odrzucić jego twierdzenia i obalić dowody, nad czym Bridgen ubolewa po tym, jak twierdzi, że dostarczył referencje.
British Heart Foundation wydała oświadczenie w środę, w którym odrzuciła “wszystkie zarzuty dotyczące kolegów na wysokich stanowiskach kierowniczych” w organizacji.
Ponadto gigant mediów społecznościowych TikTok poszedł o krok dalej i usunął treść ze swojej platformy, twierdząc, że narusza ona wytyczne społeczności TikTok.
Okładka książki "Jeszcze nic straconego". / Fot. Wydawca
Lewica postrzega świat w kategoriach kastowości. W idealnym lewicowym świecie są mający wszelkie przywileje lewicowi bramini i podlegli im pozbawieni wszelkich praw, pokornie spełniający zachcianki braminów, prawicowi pariasi. Przeciwstawiający się tyrani lewicowych braminów, broniący prawicowych pariasów, profesor Roszkowski jest dla lewicowych braminów najgorszym renegatem.
Poznaj tajemnice profesora
Dzieje życia i poglądy tak znienawidzonego przez lewicę profesora Roszkowskiego można poznać dzięki wywiadowi rzece, jaki profesor Roszkowski udzielił Agnieszce Orzelskiej-Stączek. Wywiad ten opublikowało wydawnictwo Biały Kruk pod tytułem „Jeszcze nic straconego”.
Jak informuje wydawca pracy wywiad rzeka z profesorem Roszkowskim „ma charakter wspomnieniowy. To subtelny obraz jakże interesującej sylwetki prof. Wojciecha Roszkowskiego. Poznajemy jego imponującą naukowo-pisarską karierę i nader ciekawe koleje życia. Autor do celebrytów nie należy, obca jest mu autoreklama, toteż próżno by szukać o nim plotkarskich ciekawostek w mediach. Tu też nie skupia się na błahostkach”.
Zdaniem wydawnictwa Biały Kruk „znane są jego liczne bestsellery o tematyce historycznej i krytyczno-cywilizacyjnej, ale on sam woli pozostawać w cieniu. Stąd książka „Jeszcze nic straconego” jest tym cenniejsza, że można dzięki niej poznać zarówno to i owo z obfitującego w wiele wydarzeń życia osobistego i rodzinnego Profesora, jak i jego poglądy na sprawy światopoglądowe. Szczególnie cenne są jego refleksje odnoszące się do zmian politycznych, społecznych i mentalnościowych zachodzących w naszym kraju na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat oraz do konsekwencji, które z nich wynikają”.
Analiza wyznań stojących przed naszym narodem
Mówiąc o Polakach, profesor Roszkowski stwierdził, że „jesteśmy narodem pracowitym i zdolnym, gospodarkę mamy prężną, bezpieczeństwo udało się nam zapewnić na ile to możliwe, a jednocześnie tak wiele szans marnujemy przez jałowe pyskówki, nieufność, brak solidarności, klikowość i zagubienie w »bieżączce«. Jeszcze jednak nic straconego, byle młodsze pokolenie nie naśladowało zbyt ochoczo złych przykładów”.
Jednak w opinii wydawcy pracy profesor Roszkowski „nie należy więc do czarnowidzów, choć dostrzega ciemne strony współczesności i poważne kłopoty cywilizacji łacińskiej, zachodniej, do której i my należymy. Nie można jednak ulegać zniechęceniu, trzeba walczyć do końca z objawami bardzo poważnej zapaści, z którą w ostatnich dekadach zmaga się świat Zachodu, a wraz z nim Polska. Książka jest ponadto bogato ilustrowana unikatowymi zdjęciami prywatnymi Profesora oraz komentującymi jego poglądy. „Jeszcze nic straconego” dostarcza przyjemności czytania, zachęca do przemyśleń, ostrzega, ale i dodaje otuchy w trudnych czasach”.
Ekonomista i historyk
Jak informuje wydawnictwo Biały Kruk „Wojciech Roszkowski jest nie tylko politykiem i ekonomistą, ale też humanistą. Specjalizuje się w historii najnowszej, historii gospodarczej oraz naukach politycznych. W roku 1987 uzyskał tytuł doktora habilitowanego nauk ekonomicznych, pracując w Katedrze Historii Gospodarczej Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. Od października 1990 roku pracował również w Instytucie Studiów Politycznych PAN, gdzie objął kierownictwo Zakładem Europy Środkowo-Wschodniej. Tego samego roku został mianowany prorektorem Szkoły Głównej Handlowej i pełnił tę funkcję do 1993 roku. Od 1991 roku posiada tytuł profesora tej uczelni. W roku 1996 uzyskał stopień naukowy profesora nauk humanistycznych. W latach 1994-2000 piastował stanowisko dyrektora Instytutu Studiów Politycznych PAN, a obecnie pełni tam funkcję Przewodniczącego Rady Naukowej”.
Profesor Roszkowski „w okresie PRL działał w Polskim Porozumieniu Niepodległościowym, w latach 90 był członkiem Rady Inicjatyw Wydawniczych przy Ministrze Kultury, a na przełomie wieków pracował jako członek Rady Instytutu Dziedzictwa Narodowego. Wykładał na uczelniach w USA. Profesor Roszkowski był również redaktorem naczelnym „Studiów Politycznych” oraz przewodniczącym rady Muzeum Historii Polski. W latach 2004-2009 był posłem do Parlamentu Europejskiego z okręgu śląskiego. W 2011 roku został członkiem rady nadzorczej Telewizji Polskiej. Natomiast w 2015 był jednym z członków jury konkursu „Książka Historyczna Roku”. W 2000 roku został udekorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2005 r. srebrnym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Jest autorem kilkutomowych publikacji poświęconych historii Polski XX wieku, książki „Półwiecze” oraz współautorem podręczników do historii”.
Okładka albumu „Pismo Święte w komiksie” / Fot. Wydawca
Biblia fundamentem kulturowym
Kultura zachodu oparta była przez tysiąclecia na Biblii i dziedzictwie antyku. By móc z niej czerpać, by czytać wszelkie dzieła, rozumieć kod kulturowy, trzeba było znać mity greckie, historię Grecji i Rzymu, Biblie, i dzieje świata katolickiego. Dziś lewica wiedzę o tym dziedzictwie ludziom zachodu odebrała, systematycznie ich ogłupiając popkulturą i pseudo edukacją. Ludzie zachodu zostali przez lewicę okaleczeni, okradzeni z ich całego kulturowego dziedzictwa i tożsamości, z tego, kim są, zniewoleni kłamstwami wykreowanymi przez lewicę.
By to dziedzictwo odzyskać, trzeba na własną rękę poznawać dziedzictwo zachodu (bo nikt nam w tym nie pomoże). W poznaniu treści zawartych w Biblii może pomóc 472 stronicowy album „Pismo Święte w komiksie”. Autorem ilustracji w tej komiksowej adaptacji Biblii jest Paweł Kołodziejski, a autorem wprowadzenia ojciec Cyprian Moryc.
Komiks doskonałą formą szerzenia pozytywnych treści
Komiks to niedoceniana przez środowiska prawicowe forma wyrazu artystycznego (lewica jak zwykle o wiele lepiej wykorzystuje popkulturę do szerzenia swojej narracji). Przez lata sztuka komiksowa była utożsamiana z prostackimi historyjkami o superbohaterach z USA. Niewątpliwym dziełem sztuki stało się wiele komiksów z Europy. Komiks tak jak każda forma przekazu w kulturze (teatr, kino, powieść czy piosenka) może nieść dobre lub złe treści. Najczęściej niestety są to złe treści, często o wysokim poziomie warsztatu. Nie można się na to zgadzać — trzeba promować i tworzyć wszelkie formy wyrazu niosące z sobą pozytywne treści.
„Pismo Święte w komiksie” ma imprimatur przełożonego zakonu bernardynów. Katolicki Stary Testament (zawierający więcej ksiąg niż judaistyczny i oparty na judaizmie protestancki) opisany jest na 300 stronach, Nowy Testament (łączący wiadomości ze wszystkich Ewangelii w jedno) na 170 stron. Forma komiksu pozwala na o wiele szybsze przyswojenie sobie przez czytelnika treści biblijnych. Na każdej ze stron i przy wielu z ilustracji znajduje się informacja, na jakich czytaniach z Biblii oparty jest dany fragment komiksu. Niewątpliwie komiks można uznać za kontynuację Biblii pauperum, jaką były witraże, freski, obrazy i rzeźby w kościołach katolickich przedstawiające wydarzenia i bohaterów z Biblii.
Niestety czasami wzorce prezentowane przez innych mogą być patologiczne. Przykładem takiego destruktywnego źródła wzorców mogą być toksyczne rodziny, w których dziedziczy się patologiczne wzorce zachowań (np. alkoholizm, prostytucję, pedofilię, nieuczciwość, komunizm, pogardę dla Polaków), toksyczne tożsamości kulturowe (szowinistyczne, imperialistyczne, rasistowskie, lewicowe), toksyczne światopoglądy religijne (wyrosłe z Koranu, Talmudu, czy religii wschodu). Szkodliwe wzorce mogą też nam narzucać lewicowcy za pośrednictwem popkultury czy pseudo edukacji.
Zdrowe, prospołeczne, skłaniające do kreatywności i współpracy, źródła zachowań można odnaleźć w katolicyzmie, w katolickiej Biblii. By czerpać ze zdroju właściwych biblijnych wzorców społecznych Biblię trzeba właściwie, zgodnie z nauczaniem katolickim, odczytywać. W takim właściwym odczytaniu Biblii pomóc mogą lektury opisujące zawartość Biblii.
Album “Wrota Biblii”
Jedną z nich jest wydany przez Rosikon Press album „Wrota Biblii. Materiały dla lepszego zrozumienia Biblii: chronologie, mapy i grafiki dotyczące każdej księgi”. Zdaniem wydawcy pracy „Wrota Biblii” „są uzupełnieniem dostępnych wydań Pisma Świętego, wprowadzeń do Biblii, monografii poświęconych studiom biblijnym, podręczników do nauczania religii lub katechezy i do wszelkich materiałów dydaktycznych związanych ze Słowem Bożym”.
Jak informuje wydawca pracy „Wrota Biblii” „zawierają trzy rodzaje materiałów wizualnych, pomocnych dla lepszego zrozumienia Biblii: Chronologie historii zbawienia od Abrahama do czasów obecnych. Mapy najistotniejszych wydarzeń z historii ludu Bożego aż do pierwszej ekspansji Kościoła. Grafiki objaśniające każdą z ksiąg tworzących Stary i Nowy Testament według kanonu katolickiego”.
Zdaniem wydawcy albumu „Wrota Biblii” praca ta jest „uzupełnieniem dostępnych wydań Pisma Świętego, wprowadzeń do Biblii, monografii poświęconych studiom biblijnym, podręczników do nauczania religii lub katechezy i do wszelkich materiałów dydaktycznych związanych ze Słowem Bożym”.
Pomoc w lekturze Biblii
W opinii wydawcy albumu „liczba wydań Biblii i tytułów związanych z Pismem Świętym jest niezliczona. Wypełniają całe biblioteki. Jednak Wrota Biblii są potrzebne. Słabym punktem wielu opracowań są zasoby wizualne. Dlatego ta książka uzupełnia publikacje biblijne, ponieważ dodaje to, czego im często brakuje: przejrzyste chronologie, mapy i syntetyczne informacje o każdej księdze. Infografiki przygotowane dla każdej z ksiąg biblijnych przedstawiają datowanie najstarszych zachowanych manuskryptów danej księgi. Informacje te zebrane przez „National Geographic Magazine” ukazują wiarygodność źródeł używanych przez ekspertów do ustalania tekstów przy badaniu Pisma Świętego”. Wybór wydarzeń prezentowanych w chronologiach i kolejność prezentowania ksiąg biblijnych były „konsultowane z ekspertami z Hiszpanii, Włoch i Izraela”. Publikacja na 136 stronach prezentuje ponad 60 map, zdjęć i ilustracji.
Radość Argentyńczyków / Fot. PAP/EPA/Tolga Bozoglu. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Wynik otworzył Leo Messi z rzutu karnego w 23. minucie. Niedługo później, w 36. minucie, Argentyńczycy wyszli już na dwubramkowe prowadzenie, po golu zdobytym przez Angela Di Marię. Przez długi czas reprezentacja z Ameryki Południowej przeważała i wydawało się, że trudno będzie wyrwać jej zwycięstwo.
Pod koniec drugiej połowy spotkania doszło jednak do nagłego zwrotu akcji. Zaczęło się znów od rzutu karnego – tym razem podyktowanego dla Francji. Wykorzystał to Kylian Mbappé. Chwilę później było już 2:2. Francuzi jakby zachowali więcej sił na końcówkę spotkania, Argentyńczycy wyglądali natomiast na zmęczonych. Do końca regulaminowego czasu gry jednak żadnej ze stron nie udało się już strzelić więcej goli.
Odpowiedź Argentyny przyszła w 108. minucie. Piłkę do bramki ponownie wpakował Leo Messi. Jednak już pod koniec dogrywki swoją szansę otrzymała Francja. W 118. minucie do rzutu karnego ponownie podszedł Kylian Mbappé i zrobiło się 3:3. Warto podkreślić, że wysoki poziom trzymali również sędziowie, na czele z sędzią głównym spotkania – Szymonem Marciniakiem. Polak podejmował swoje decyzje szybko i zdecydowanie, a późniejsze powtórki nie pozostawiały za każdym razem wątpliwości, że to on miał rację.
Ostatecznie mistrza świata musiały wyłonić rzuty karne. Szansę pokonania bramkarza z 11. metrów ponownie otrzymali Leo Messi i Kylian Mbappé. Obaj wykorzystali swoje szanse. W kolejnych dwóch kolejkach jednak najpierw argentyński bramkarz Emiliano Martínez wybronił strzał, a potem francuski piłkarz nawet nie trafił w bramkę. Jako, że Argentyńczycy byli skuteczni w 100%, seria rzutów karnych zakończyła się wynikiem 4:2 dla reprezentacji z Ameryki Południowej.
Szansę na obronę tytułu Argentyna będzie miała za około 4 lata w Ameryce Północnej. Kolejne Mistrzostwa Świata odbędą się bowiem w trzech północnoamerykańskich krajach – USA, Kanadzie i Meksyku.
Dariusz Szpakowski i "piłkarskie tango Argentyny". I słowo pożegnania z mundialami mistrza mikrofonu 🎙 Będziemy odtwarzać wiele razy! Dziękujemy! ___________#ARGFRA 🇦🇷🇫🇷 • #mundialovepic.twitter.com/KPg6SwFCDA
Dr Zbigniew Martyka to uznany internista oraz kierownik Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Dąbrowie Tarnowskiej
Lekarz w czasie pandemii kontestował medialno-farmaceutyczną narrację o COVID-19 i szczepionkach
Martyka padł ofiarą donosu kolegi po fachu; w poniedziałek internista zjawi się na rozprawie dyscyplinarnej przed Sądem Lekarskim
W obronę lekarza bierze biolog medyczny dr Piotr Witczak, który również ma „na pieńku” z apologetami covidowej propagandy
Swój udział w nagłośnieniu sprawy Martyki ma również serwis BanBye.com
Dr Zbigniew Martyka wyklęty za prawdę?
Internista odbył ostatnio rozmowę z portalem radiomaryja.pl. Lekarz opowiedział m.in. o czekającej go rozprawie dyscyplinarnej. Ta odbędzie się już w poniedziałek o godzinie 11.00 w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie przy ul. Krupniczej 11a. Cała afera wybuchła po tym, jak nieprzychylne Martyce środowiska postanowiły odebrać mu prawo do głoszenia tez niewygodnych dla propagandzistów covidowych.
– Postępowanie zostało wszczęte w związku z donosem złożonym przez Michała Biedziuka. Automatycznie jeżeli wpływa coś takiego do rzecznika w Izbie Lekarskiej czy do Sądu Lekarskiego, to sprawa jest najpierw rozpoznawana przez rzecznika, który jeżeli uzna, że zarzuty mogą być słuszne, kieruje sprawę do rozpatrzenia w Sądzie Lekarskim. Tak też zrobiono w tej sprawie – powiedział dr n. med. Zbigniew Martyka w wywiadzie udzielonym portalowi radiomaryja.pl.
Specjalista ostrzegał przed kłamstwami i miał rację
Dr Zbigniew Martyka wielokrotnie w ciągu minionych trzech lat podkreślał, że skuteczność noszenia maseczek ochronnych powinno się kwestionować, gdyż nigdy nie pojawiły się rzetelne badania dowodzące ich przeciwdziałania w transmisji wirusa.
– Dzisiaj już wiemy, że skuteczność masek w ogóle nie została potwierdzona nigdzie na świecie, poza Bangladeszem, ale tam badanie było niewiarygodne, ponieważ miało wiele wad. Na dziś znanych mi jest 16 badań randomizowanych, które ocenią skuteczność stosowania masek i zapobieganiu zakażeniom wirusami układu oddechowego, z czego 14 z nich wykazuje, że maski w ogóle nie działają. Natomiast jeżeli chodzi o testy, to mogą one wykryć obecność wirusa lub fragmentu wirusa. Natomiast w żadnym wypadku nie wykrywają, czy infekcja była spłodzona tym wirusem, czy też jakimkolwiek innym, który akurat bytuje w naszym organizmie – wskazuje specjalista ds. chorób zakaźnych.
Według Martyki, szczepienia na okresową chorobę układu oddechowego po intensywnym sezonie zachorowań jest pozbawione większego sensu. Wszak wirusy bardzo szybko mutują. Tym samym lekarz naraził się na gigantyczną krytykę własnego środowiska, mocno podzielonego przez rządy, media i koncerny farmaceutyczne, którym zależało przecież na produkcji i sprzedaży jak największej ilości niesławnego preparatu.
– Po raz kolejny okazało się, że miałem rację i nowe mutacje wirusów doskonale dawały sobie radę z minięciem odporności po szczepiennej. Nie jest to żadna nowość. To jest medycyna oparta na dowodach i mówi się o tym od wielu lat – przypomina dr Zbigniew Martyka.
Martyka występował również jako przeciwnik lockdownu i absurdalnych „porad telefonicznych”, które zdaniem krytyków PiS i ministerstwa zdrowia doprowadziły do dziesiątek tysięcy nadmiarowych zgonów.
– W ubiegłych latach lekarze ciągle spotykali się z infekcjami wirusowymi. Jeżeli była epidemia grypy, to żaden lekarz nie zamykał się przed pacjentem, jak to miało miejsce w przypadku koronawirusa. Nigdy też nie było takiego celowego straszenia. Ja kwestionowałem skuteczność lockdownu, wiedziałem, że to nie będzie miało większego sensu i okazało się, iż tak właśnie jest – akcentował internista.
Teraz za czysto naukowe (bo czym jest nauka jak nie swobodną dyskusją i wymianą obserwacji?) spostrzeżenia lekarza czeka rozprawa dyscyplinarna. Pojawia się więc bardzo zasadne pytanie: Czy nauka nadal jest nauką, czy może za sprawą wszechobecnej cenzury w mediach społecznościowych (stających się właściwie głównym nośnikiem informacji w globalnej wiosce) przemieniła się w parodię samej siebie i totalitarny dogmat, którego nie wolno podważać?
Dr Piotr Witczak staje murem za Martyką
Wśród obrońców internisty znalazł się biolog medyczny dr Piotr Witczak. Naukowiec także miewa gigantyczne problemy ze swobodnym wyrażeniem swoich opinii. Nie tak dawno Facebook zablokował Witczakowi konto. Co więcej, biolog wskazuje na praktyki Twittera i portalu Demagog, które „walczą z fake newsami” skandalicznymi metodami.
– W październiku 2021 roku na Twitterze Demagog wskazał, że: „Treści przytoczone przez @PiotrWitczak_ nie świadczą o tym, że maski nie są skuteczne”. Przywołane badania mówiły o tym, że aby powstrzymać jedną transmisję tygodniowo, 200 tys. osób powinno nosić maskę. Oczywiście pominięto fakt, że ta skuteczność była nie tylko wątpliwa (założenie do modelu, które przyjęto na podstawie danych niskiej jakości), to jeszcze bardzo niska (200 tysięcy musi nosić maskę, aby tygodniowo zapobiec JEDNEJ infekcji, która w większości jest łagodna lub bezobjawowa!) Wyszło dosyć zabawnie, ale tak działają te organizacje – opowiada dr Piotr Witczak.
W związku z powyższym, czy jest jeszcze nadzieja na jakąkolwiek swobodną debatę, którą pamiętaliśmy z ery sprzed 2019 roku? W sukurs wykluczonym ze, zdawałoby się, demokratycznych mechanizmów przychodzi platforma streamingowa BanBye.com. Portal nie tylko udostępnia przestrzeń dla użytkowników przytłoczonych cenzurą Big Tech, ale i organizuje akcję „Daj im mówić”, która ma nagłośnić problem zanikającej wolności słowa. Czy platforma okaże się remedium na plagę kagańców? To już zależy od samych użytkowników, którzy zdecydują się zrezygnować z oferty YouTube i podobnych serwisów.
– Autorytetom zamyka się usta, cenzuruje, nie dopuszcza do publicznych debat. Mają coraz mniej miejsca na to, by publicznie, odważnie zaprezentować swoje stanowisko. Na BanBye – niezależnej platformie video, nie stosuje się cenzury ideologicznej. To tutaj odważni lekarze, naukowcy, niezależni dziennikarze mogą przedstawić swoje argumenty, a wśród nich są między innymi: red. Jan Pospieszalski, dr Dorota Sienkiewicz, lek. med. Ewelina Gierszewska, dr Piotr Witczak, dr Anna Martynowska, dr Katarzyna Ratkowska. Nie są to odosobnione przypadki, a jedynie reprezentanci licznej grupy osób, która szukając prawdy, ma odwagę walczyć o dobro człowieka stawiając na szalę swoje dobre imię. Musimy pozwolić odzyskać należną im estymę, odzyskać twarz – brzmi treść komunikatu reklamującego akcję „Daj im mówić”.
Rafał Romanowski / Fot. PAP/Tytus Żmijewski. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Wiceminister Rafał Romanowski to persona, którą przed dwoma tygodniami bardzo zainteresowały się media w Polsce. Wokół postaci wiceministra rolnictwa narosło mnóstwo mitów i podejrzeń, a on sam przez moment (zaskakująco krótki) nie schodził z czołówek portali patrzących na ręce władzy. Według plotek, Romanowski miał zawdzięczać swoją pozycją koneksjom rodzinnym.
Rafał Romanowski nie jest siostrzeńcem. Jest jednak „ale”, i to niejedno
Choć doniesienia o rzekomym pokrewieństwie między politykiem a żoną wicepremiera Henryka Kowalczyka (Romanowski miał być siostrzeńcem) zostały sprostowane przez Departament Komunikacji i Promocji Ministerstwa Rolnictwa, narastających spekulacji wokół Romanowskiego nie brakuje.
Jak podawał przed tygodniem portal polskaracja.pl, redakcja w trybie dziennikarskim otrzymała potwierdzenie, że Romanowski nie jest siostrzeńcem żony ministra, Hanny.
– Nie ma żadnych koligacji rodzinnych pomiędzy żoną premiera Kowalczyka a wiceministrem Romanowskim – prostuje organ.
Wiceminister rolnictwa nie bez powodu miał paść ofiarą plotek. Nepotyzm w PiS został wyraźnie potępiony przez partię na kongresie w ubiegłym roku, lecz obsadzanie intratnych stanowisk „swoimi” (spopularyzowane na przestrzeni lat jako „kolesiostwo”) to wciąż patologia, którą trudno wyplenić. I tak ma być w przypadku Romanowskiego, który zdaniem Polskiej Racji lubi otaczać się ludźmi z rodzinnego Ciechanowa.
Ministerstwo Rolnictwa lubi ludzi z Ciechanowa
Krajowa Grupa Spożywcza, czyli oczko w głowie Prawa i Sprawiedliwości, ma prezesa z Ciechanowa, czyli tej samej miejscowości, skąd pochodzi Rafał Romanowski. To właśnie od najwyższych władz resortu rolnictwa zależało, kto obejmie funkcję w KGS.
Jan Wernicki, który objął posadę w wakacje w trakcie kryzysu cukrowego, cieszy się wśród pisowców nieposzlakowaną opinią „utalentowanego menadżera”. Problem polega na tym, że Wernicki w ostatnich latach otarł się o wiele przedsiębiorstw o rozmaitym charakterze i w żadnym z nich nie zagrzał miejsca na dłużej. Krytycy jego postaci wskazują, że Wernicki jako czarny koń w wyścigu o prezesurę KGS nie spełniał podstawowego warunku ustawionego konkursu – czyli posiadania wiedzy dotyczącej rynku cukru w Polsce i w Europie.
Wcześniej, jak wynika z artykułu “Nie popisał się w Polanexie, a otrzymał prezesurę w Krajowej Grupie Spożywczej”, Wernicki zarządzał Polanexem, państwową spółką produkującą koszule męskie.
– Jak wskazują dokumenty finansowe dostępne w Krajowym Rejestrze Sądowym, przez dwa lata z rzędu Polanex odnotowywał straty finansowe, mimo państwowej pomocy finansowej (w 2020 roku – w związku z COVID-em, a w 2021 roku – w celu ratowania spółki). Dlaczego mimo braku wiedzy w zakresie wymaganym w konkursie i osiągania strat jako prezes Polanexu Wernicki otrzymał w nagrodę prezesurę Krajowej Grupy Spożywczej? – pytają dziennikarze badający prześmiewczo nazwany „układ ciechanowski”.
Na istnienie tegoż jest jeszcze jeden przykład, który przywołuje Polska Racja. Chodzi o fotel Dyrektora Generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (podległego Ministerstwu Rolnictwa), który otrzymał także pochodzący z Ciechanowa Waldemar Humięcki. Warto w tym miejscu dodać, że z Ciechanowa pochodzi również żona Henryka Kowalczyka, Hanna. To jednak nie wszystko.
– Zastępcą Dyrektora Biura Audytu Wewnętrznego wspomnianego KOWR jest z kolei Andrzej Kneć, b. szef PiS z Makowa Mazowieckiego i dobry znajomy wiceministra Romanowskiego. Warto wspomnieć, że jest to miejscowość położona bardzo blisko Ciechanowa, w której wraz z żoną mieszka nie kto inny jak wiceminister Romanowski. Andrzej Kneć w 2016 roku został mianowany na wiceprezesa KRUS, gdy tę instytucję z ramienia Ministerstwa Rolnictwa nadzorował… Romanowski – czytamy.
Ustawa antykorupcyjna
Według informatorów Polskiej Racji, Romanowski mógł naruszyć zasady wynikające z ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne (zwanej także ustawą antykorupcyjną). Słowem, politycy zajmujący kierownicze stanowiska państwowe, nie mogą być równolegle członkami zarządów rad nadzorczych spółek.
– Po objęciu funkcji podsekretarza stanu w dniu 4.11.2021 pan Rafał Romanowski nie zrezygnował z mandatu w radzie nadzorczej Krajowego Zasobu Nieruchomości, a jedynie zrezygnował z wynagrodzenia członka Rady Nadzorczej. Dopiero 7 lutego 2022 roku Romanowski zrezygnował z członkostwa w radzie nadzorczej KZN. Dlaczego Romanowski od razu nie zrezygnował z członka rady nadzorczej Krajowego Zasobu Nieruchomości? – dopytują dziennikarze.