Jak się zgłosić? Napisz na adres [email protected] w tytule koniecznie dopisz „staż”. Napisz kilka zdań o sobie, o swoim doświadczeniu, wykształceniu i pasjach. Daj nam chwilę na odpowiedź.
To oferta dla Ciebie jeśli:
• Prawidłowo posługujesz się językiem polskim • Jesteś absolwentem uczelni lub jeszcze studiujesz, preferowane kierunki: dziennikarstwo, komunikacja społeczna, politologia, marketing i pokrewne • Potrafisz obiektywnie oceniać zdarzenia • Jesteś kreatywny/a i masz lekkie pióro • Masz łatwość w szybkim wyszukiwaniu informacji
Co oferujemy?
• Praca o charakterze wolontariatu, możliwość odbycia praktyk oraz stażu • Dla najlepszych legitymacje prasowe oraz stały kontakt z młodym, dynamicznie rozwijającym się zespole • Możliwość zdobycia pierwszego doświadczenia albo poszerzenia aktualnego • Dla osób współpracujących z nami wystawiamy odpowiednie do zajmowanego stanowiska referencje i rekomendacje • Możliwość pracy zdalnej dostosowanej do Ciebie
Już od jakiegoś czasu na Albicli swoje konta mają m.in. sekretarz redakcji portalu Media Narodowe – Paweł Kubala – czy publicysta Mediów Narodowych – Jan Bodakowski.
Serwis chce przekroczyć barierę 100 tys. zarejestrowanych użytkowników.
W ciągu dwóch miesięcy Albicla ma zyskać nową odsłonę.
Oficjalne konto Mediów Narodowych na portalu Albicla jest dostępne pod tym linkiem. Obecnie z tego serwisu społecznościowego korzysta 74 tys. użytkowników. Prezes zarządzającej Albiclą spółki Słowo Niezależne, Tomasz Sakiewicz, liczy, że ta liczba będzie szybko rosnąć.
Trzeba przyznać, że są to bardzo aktywni użytkownicy. Zakładaliśmy, że do połowy roku dojdziemy maksymalnie do 100 tysięcy, więc trzy czwarte zakładanego planu już wykonaliśmy. Myślę, że do końca czerwca będzie około 80 tys. użytkowników. To zadowalający poziom
– powiedział Sakiewicz w wypowiedzi dla portalu WirtualneMedia.pl.
Według zapowiedzi, „w ciągu miesiąca-dwóch” Albicla ma zyskać nową odsłonę.
W tej chwili ruch z Albicli jest większy niż z Twittera, jeśli chodzi o nasze portale. Są to bardzo aktywni ludzie, także jeśli chodzi o szerowanie treści. Użytkownicy bardzo aktywnie przenoszą informacje z naszego serwisu na Facebooka i Twittera, to są już wielomilionowe zasięgi
– stwierdził Sakiewicz.
Już od jakiegoś czasu na portalu Albicla swoje konta mają m.in. sekretarz redakcji portalu Media Narodowe – Paweł Kubala – czy publicysta Mediów Narodowych – Jan Bodakowski.
Politycznie poprawna Szwecja została oskarżona o rasizm i szkodliwe stereotypy. Wszystko to za sprawą lodów. Ich nazwa, “Sitting Bull”, ma być rzekomo obraźliwa i krzywdząca. Podobnie, jak wizerunek młodego Indianina na papierku. Krytycy twierdzą, że lody ze swoją nazwą i logo są przestarzałe. Dodatkowo, podobno wyśmiewają rdzennych Amerykanów. Logo pozostawało niezmienne od 1983 roku. Firma jednak wzięła sobie do serca skargi niezadowolonych.
Czasy się zmieniły. Nie chcemy powielać stereotypów i przyczyniać się do naruszania dobrego imienia rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej
– przekazał Felix Muntzing z firmy Triumf Glass
Triumf Glass zapewniło, że nada lodom nowy wizerunek. Firma przekonuje, że bierze bardzo poważnie wszystkie skargi. Korporacja nie chce, aby ktokolwiek czuł się “obrażony” lodami. Nagłe zainteresowanie słodyczami pojawiło się po zeszłorocznej fali zamieszek po śmierci George’a Floyda.
Zauważyliśmy, że ludzie najbardziej negatywnie reagują na użycie postaci w połączeniu z nazwą. Przeprojektowaliśmy zatem opakowanie i stonowaliśmy to połączenie
Dzisiaj pod budynkiem ministerstwa rolnictwa w Warszawie zebrała się grupa protestujących rolników. Do porannego happeningu użyto kilku rzeczy, które skutecznie przypomną pracownikom resortu z ministrem Grzegorzem Pudą na czele o istnieniu tej grupy społecznej.
Gnojówka rozlana na schodach, snopy słomy przed wejściem do budynku oraz czarny dym z odpalonych rac – taki widok mogli dzisiaj uświadczyć pracownicy resortu rolnictwa. Rolnicy z AGROunii chcieli w ten sposób zwrócić uwagę na problem Afrykańskiego pomoru świń, który od kilku lat trapi polskie hodowle.
Kilogram jabłek deserowych u polskiego rolnika kosztuje 50 groszy. Cena ziemniaków jest z dnia na dzień coraz niższa, gdzie widzimy w marketach ceny coraz wyższe. Rolnicy dokładają do produkcji, nie wiedzą już, na co się przebranżowić
– tłumaczył Michał Kołodziejczak, prezes AGROunii.
Przedstawiciele grupy rolniczej mając dość czekania na pomoc rządu, oczekują szybkiego rozwiązania problemów polskiego rolnictwa. W innym przypadku należy się spodziewać coraz radykalniejszych kroków ze strony AGROunii.
Chcemy rozmawiać z ludźmi, którzy w tym kraju o czymś decydują, z kukiełką, jaką jest minister rolnictwa, chyba nie mamy o czym rozmawiać. Minister rolnictwa nie dba o rolników. Będziemy tę akcję powtarzać. Dzisiaj jesteśmy przed ministerstwem. Za kilka dni będziecie nas wyciągać z Ministerstwa Rolnictwa. My polskiego rolnictwa nie odpuścimy
– zapowiedział reprezentant rolników.
Michał Kołodziejczak ostrzegał Premiera Mateusza Morawieckiego przed konsekwentnym pomijaniem spraw rolniczych. Przestrzegał również przed zaniedbaniem polskiego rolnictwa, które w przyszłości może nie być w stanie zapewnić polskim obywatelom produktów spożywczych.
To ministerstwo może być za chwilę zastąpione Ministerstwem Korporacji, a obok, w drugim budynku, będzie można uruchomić Ministerstwo Pomocy Społecznej, bo rolnicy będą potrzebowali pomocy socjalnej, pomocy psychologów. Mamy jedno pytanie do pana premiera: Kto nakarmi Polaków za kilka lat? Co będą jedli Polacy, skąd będziemy kupować żywność?
– ostrzegał Kołodziejczak.
Lider AGROunii przyznał również, że stoi po stronie protestujących pielęgniarek, którym jego zdaniem również należą się godne warunki pracy oraz sprawiedliwe płace.
Agrounia pod lupą policjantów
Jak poinformował rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak, podczas protestu policjanci wylegitymowali 14 osób. Wobec osób blokujących wejście do ministerstwa policjanci użyli środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej. Dwie osoby zostały ukarane mandatem.
Stwierdzono liczne wykroczenia. Czynności trwają. Całość materiałów zostanie przekazana do prokuratury do oceny prawno-karnej
– odniósł się do protestu rolników, rzecznik warszawskiej policji.
Promująca rzekomo równość i miłość Parada Równości w Seattle jawnie dyskryminowała białych uczestników. Podczas, gdy “osoby kolorowe” mogły brać udział w imprezie za darmo, biali musieli płacić. Kwoty wahały się od 10 do 50 USD. Opłaty miały być “reparacjami” od białych.
Wszyscy mogą wziąć udział JEDNAK jest to CZARNO-BRĄZOWE QUEER TRANS CENTRUM, SPECJALIZOWANE, DOCENIONIAJĄCE WYDARZENIE. Biali sojusznicy i wspólnicy są mile widziani, ale zostaną obciążeni opłatą od 10 do 50 USD za reparacje, która zostanie wykorzystana, aby to wydarzenie było bezpłatne dla CZARNYCH I BRĄZOWYCH SPOŁECZNOŚCI Trans i Queer
– napisano w materiałach wydarzenia
Struktura opłat marszu została zakwestionowana przez gospodarza, Capital Hill Pride. On też złożył skargę do Komisji Praw Człowieka miasta Seattle. Uznał bowiem opłaty za formę “odwróconego rasizmu”. Ta skarga została odrzucona.
Komisja Praw Człowieka nie widzi problemu
Zwróciliśmy uwagę, że wydarzenie o nazwie Taking B(l)ack Pride w parku publicznym Jimiego Hendrixa 26 czerwca wymaga od białych opłat w ramach zadośćuczynienia. Uważamy to za odwrotną dyskryminację w jej najgorszej formie i czujemy, że jesteśmy atakowani za brak wsparcia ze względu na dyskredytujące i wrogie e-maile
– napisano w liście do Komisji Praw Człowieka miasta Seattle
Autorzy listu poprosili o zbadanie sprawy pod kątem łamania prawa. Jego twórcy podejrzewali, że organizatorzy Parady łamią nawet prawo stanowe. 17 czerwca Komisja wydała odpowiedź. Skarga nie będzie rozpatrywana, ponieważ działania ruchu LGBT mają “nie naruszać praw człowieka”. Komisja wręcz zbeształa Capitol Hill Pride, sugerując, że są zbyt mało obyci w kwestiach LGBT+.
Ponadto, chcielibyśmy zachęcić was do zbadania bardzo realnej dynamiki społecznej i konsekwencji tego problemu. Czarne osoby trans i queer należą do najbardziej marginalizowanych i prześladowanych w społeczności LGBTQIA2S+
– napisano w odpowiedzi
“Black Queer” potrzebują darmowych imprez
Często spotykają się ze wstydem nie tylko ze strony cis-heteronormatywnej społeczności, ale także w całej społeczności queer. Aby wydarzenie było bezpłatne dla społeczności Black Queer, organizatorzy tego wydarzenia rozszerzają tak rzadko rozszerzaną uprzejmość, zapewniając bezpłatną i bezpieczną przestrzeń do wyrażania radości, dzielenia się historią i przebywania we wspólnocie
Według oficjalnych danych, w Polsce podano już 26,2 mln dawek szczepionki przeciw COVID-19, a 11 mln osób zostało w pełni zaszczepionych.
Na Podhalu 80 proc. obywateli nie zdecydowało się na przyjęcie preparatu.
Jerzy Toczek, koordynator ds. szczepień uważa, że powodem takich statystyk jest dezinformacja antyszczepionkowców oraz przekonanie o mocnym zdrowiu wśród górali.
Władze lokalne na Podhalu kontestują krytykę Toczka i twierdzą, że kwestia wizyt lekarskich na Podhalu jest kwestią kulturową mieszkających tam ludzi.
Według serwisu “Our World in Data” w Polsce podano już ponad 26,2 mln dawek preparatu, a 11 mln osób zostało w pełni zaszczepionych. Dane jednak zdecydowanie różnią się od wyniku Podhala w tej dziedzinie. Jak zauważył Jerzy Toczek, Podhale się nie szczepi. Na południu Polski z tej procedury medycznej zrezygnowało około 80 proc. obywateli.
Dlaczego Podhale się nie szczepi?
Na antenie TOK FM, Jerzy Toczek przeanalizował sytuację na Podhalu oraz przyczyny tak niskiego stopnia zaszczepienia ludzi. Mężczyzna zwrócił uwagę na to, że 80 proc. mieszkańców tego regionu Polski jeszcze się nie zaszczepiło. Dzieje się to pomimo prowadzenia licznych akcji promocyjnych.
“Namawialiśmy, proponowaliśmy różne rozwiązania i tu na pewno wszystkie formy były wyczerpane”
– powiedział Toczek w TOK FM
Toczek dostrzegł dwie główne przyczyny, dla których tak mało osób na Podhalu chce poddać się tej procedurze medycznej. Są to jego zdaniem działania antyszczepionkowców, którzy rozpowszechniają nieprawdziwe i niesprawdzone informacje. Zdaniem Toczka dezinformacja dotyczy działania preparatów typu Pfizer, Moderna czy Astra Zeneca. Jako drugi powód niechęci wobec szczepień na Podhalu, Toczek podał przekonanie o tym, że mieszkańcy tego regionu to “twardzi ludzie”. Koordynator ds. szczepień krytykował górali za myślenie, że są odporni na koronawirusa. Kolejny powód sceptycyzmu wobec szczepień według Toczka, to przekonanie, że podawane preparaty nie zostały w pełni przebadane. Polityk uważa to za dezinformację. Podhale się nie szczepi i póki co nic nie zanosi się na zmianę tego stanu rzeczy.
Odpowiedź władz lokalnych na słowa Toczka
Słowa Toczka kontruje wójt Bukowiny Tatrzańskiej Andrzej Pietrzyk, który zauważa, że ludzie na Podhalu się szczepią w większej ilości, niż podają to oficjalne statystyki.
“A ja mam informacje, że ludzie u nas się szczepią. Nasz ośrodek informuje, że na bieżąco szczepią. Gdy się szczepiłem, to nie byłem sam. Było gęsto i za pierwszym, i za drugim razem. Nie było tak, że było pusto. Wiem też, że żadna szczepionka u nas się nie zmarnowała. A także, że hotelarze i kwaterodawcy w naszej gminie się zaszczepili”
– reaguje w rozmowie z naTemat wójt Bukowiny Tatrzańskiej Andrzej Pietrzyk
Pietrzyk przyznaje, że na Podhalu kultura chodzenia do lekarza odbiega nieco od tego, co powszechnie praktykuje się w innych częściach kraju. Jak przyznaje wójt Bukowiny Tatrzańskiej:
“Na Podhalu jest tak, że ludzie w ogóle niezbyt ochoczo chodzą do lekarza.”
– podsumowuje.
“Jest takie przekonanie, że jak coś komuś dolega, to niekoniecznie trzeba od razu iść do lekarza. Ludzie są nauczeni, że do lekarza idzie się, jak jest się bardzo chorym. Może kwestia szczepień to pokłosie tego?”
– zastanawia się.
Władze lokalne, razem z centralnymi zastanawiają się, jak sytuacja Podhala wpłynie na polską turystykę w nadchodzącym sezonie wakacyjnym.
Emeryt zastanawiający się nad kupnem cytryny / fot. Canva/Kampus Production
Wśród działaczy politycznych oraz obywateli narastają oczekiwania wobec państwowego ubezpieczyciela, aby ten zagwarantował im emeryturę za wykonywanie sprawiedliwej pracy przez dziesiątki lat swojego życia
Członek RN ZUS przewiduje, że niedługo polski rząd może stanąć w obliczu wyzwania i skapitulowania przed emeryturą obywatelską
Taki sposób wypłacania świadczeń emerytalnych zagwarantowałby, każdemu pracującemu Polakowi równą kwotę
Temat emerytury obywatelskiej podnoszony jest coraz głośniej już od blisko dekady. Członek RN ZUS w wywiadzie dla “Supe Expressu” nie ma żadnych wątpliwości, że w niedługim czasie przed polskimi rządami stanie oblicze zagwarantowania każdemu Polakowi, równej emerytury.
Kolejne rządy nie mają odwagi zrobić czegoś, co się w końcu i tak samo zrobi
– powiedział Robert Gwiazdowski, były kandydat na Rzecznika Praw Obywatelskich.
Przewiduje on, że w przyszłości żaden emeryt nie będzie w stanie zgromadzić na koncie ZUS odpowiedniego kapitału, poza ustawowym minimum. Dlatego w debacie publicznej temat emerytury obywatelskiej powoli staje się głównym punktem zaczepienia o głos wyborców. Członek RN ZUS, przekonuje, że takie świadczenie byłoby wypłacane niezależnie od wielkości środków w systemie ubezpieczeń społecznych.
Dziennik “Rzeczpospolita” donosi jednak, że większość ekonomistów zgromadzonych na specjalnym panelu zorganizowanym przez redakcję w lutym bieżącego roku, jest przeciwna takiej emeryturze obywatelskiej. Wskazano, ze przeprowadzenie takiej rewolucji w systemie emerytalnym odbiłoby się mocną czkawką, nie tylko pomysłodawcom projektu.
Z tezą, że dobrą odpowiedzią na wyzwania związane ze starzeniem się ludności byłoby zastąpienie obecnego systemu emerytalnego, różnicującego świadczenia w zależności od odprowadzonych składek, systemem zapewniającym równe świadczenia dla wszystkich emerytów i opartym wyłącznie na podatkach powszechnych, zgodziło się (w tym zdecydowanie) siedmioro spośród 41 (czyli 17 proc.) ankietowanych przez nas ekonomistów. Przeciw tej koncepcji opowiedziało się (w tym zdecydowanie) 34 uczestników naszej sondy (83 proc.)
Dom jednorodzinny z dużym obszarem zabetonowania działki / fot. Canva/Alturas Homes
W kolejnych miesiącach polski parlament stanie w obliczu narzucenia polskim obywatelom kolejnego obciążenia podatkowego, który mocno uderzy po domowych funduszach
Polski rząd zamierza poprzez zmiany w ustawie rozszerzyć podatek od deszczu na większą liczbę osób, dzięki którym może zostać podreparowany budżet państwa
Opłata za deszcz może dotknąć większości polskiego społeczeństwa, gdyż objęty w nowelizacji metraż dotyka właścicieli domów jednorodzinnych
Opłata za zmniejszenie naturalnej retencji terenu ma zostać od przyszłego roku znacznie poszerzona. Polski rząd chce, aby podatek od deszczu zaczęło płacić więcej obywateli. Do tej pory tylko nieliczni musieli płacić dodatkowe koszty za wybudowanie parkingu, podjazdu, garażu itd. Dotychczas właściciele działek o powierzchni większej niż 3,5 tysiąca metrów kwadratowych i zabudowanych w 70 procentach musieli płacić dodatkową opłatę dla polskiego państwa. Zwolnienie z obowiązku płacenia podatku byli właściciele, którzy podłączyli parcele do kanalizacji.
Niestety sytuacja może diametralnie się zmienić już od 2022 roku. Opłata miałaby uderzyć po kieszeniach większości polskich podatników, gdyż nowa konstrukcja ustawy o opłacie za zmniejszenie naturalnej retencji, dotknęłaby w szczególności posiadaczy nieruchomości o powierzchni większej niż 600 metrów kwadratowych, co przysporzy sporo problemów mieszkańcom mniejszych miejscowości.
Płacić trzeba będzie, jeżeli dom, garaż, parking czy wyłożone kostką ścieżki i podjazdy na działce zajmują łącznie 50 proc. powierzchni gruntu. A o to również nietrudno w przypadku domów jednorodzinnych. Potencjalna baza podatników znacząco się więc zwiększy.
Polski rząd zamierza również w nowelizacji ustawy wykreślić odstęp od reguły. Miałaby zostać wykasowana zasada o podłączeniu działki do kanalizacji, co znacznie poszerzy bazę potencjalnych podatników. Dziś bowiem właściciel budynku na terenie skanalizowanym, który zajmuje nawet 80 proc. działki nie ponosi opłat za zmniejszenie retencji. Płaci jedynie za odprowadzanie wody deszczowej do kanalizacji. Jednak po zmianie dojdzie opłata za zmniejszenie retencji.
Koszty podatku za deszcz
W projekcie nowelizacji ustawy doszukać można potencjalnych stawek za opłatę od deszczu. Kwoty te różnią się w zależności od tego, czy m.in. właściciel posiada zbiornik retencyjny gromadzący deszczówkę. Przy zainwestowaniu w zbiornik gromadzący wodę z deszczówki, opłata wynosić będzie zaledwie 5 groszy za metr kwadratowy. Jednakże kwota ta wzrasta 10-cio krotnie, gdy właściciel posiadłości nie posiada takowego zbiornika. Wówczas to za metr kwadratowy trzeba zapłacić 50 groszy.
Podatek od deszczu nie jest wyłącznie wymysłem polskiego rządu. Taka opłata funkcjonuje bowiem już w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Korei Południowej, Szwecji oraz w wielu innych państwach na świecie.
We wtorek na Twitterze pojawił się wpis Bixa Aliu, w którym stawia on kontrowersyjną tezę, że Polska oraz kilka innych państw tracą finansowo na braku poparcia dla środowisk LGBT. Amerykańska ambasada promuje LGBT coraz jaśniejszym przekazem.
“Według raportu Open For Business brak inkluzywności wobec środowisk LGBTQI+ kosztuje Polskę, Węgry, Rumunię i Ukrainę ponad 8.6 miliarda dolarów rocznie. Ochrona praw człowieka LGBTQI+ oznacza także większy dobrobyt dla wszystkich” – napisał we wtorek Bix Aliu.
Według raportu Open For Business brak inkluzywności wobec środowisk LGBTQI+ kosztuje Polskę, Węgry, Rumunię i Ukrainę ponad 8.6 miliarda dolarów rocznie. Ochrona praw człowieka LGBTQI+ oznacza także większy dobrobyt dla wsztstkich. #MiesiącDumyhttps://t.co/9SKsX0mnDzpic.twitter.com/9Z6lEDXeLy
Wpis Aliu zawiera odniesienie do tzw. “Miesiąca dumy”, w którym w sposób szczególny promowane są środowiska LGBT. Dodał także odnośnik do raportu Open For Business. Jest to stowarzyszenie globalnych przedsiębiorstw działających na rzecz praw mniejszości seksualnych. Dokument zatytułowano: “Argumenty ekonomiczne przemawiające za inkluzją osób LGBT+ w Europie Środkowo-Wschodniej Węgry, Polska, Rumunia i Ukraina”.
Poseł Robert Winnicki zareagował na słowa amerykańskiego urzędnika
Na wpis amerykańskiego dyplomaty w sposób zdecydowany zareagował za pośrednictwem mediów społecznościowych poseł Robert Winnicki.
“Przez tydzień amb. USA napisał 8 postów, z czego trzy stanowią nachalną propagandę LGBT, a jeden jest o… niewolnictwie” – stwierdził prezes Ruchu Narodowego.
Według niego Bix Aliu potwierdza tezę, że nowa lewica widzi człowieka głównie w perspektywie między kolanami a pępkiem.
“USA słabną bo, wybrały ideolo zamiast pragmatyki” – dodał Winnicki.
Przez tydzień amb. USA napisał 8 postów, z czego trzy stanowią nachalną propagandę LGBT a jeden jest o… niewolnictwie.
Bix Aliu potwierdza tezę, że nowa lewica widzi człowieka głównie w perspektywie między kolanami a pępkiem.
Wpis Roberta Winnickiego wywołał falę komentarzy internautów. W dużej części przychylnych posłowi Konfederacji.
Amerykańska ambasada promuje LGBT na ulicach Warszawy
Warto dodać, że sam Bix Aliu wziął udział w sobotniej Paradzie Równości w Warszawie. Marsz organizowany przez środowiska LGBT objął swoim patronatem prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. Amerykański dyplomata zaznaczył swój udział w tym wydarzeniu również za pośrednictwem Twittera.
Wybierzmy miłość, nie nienawiść. Z ogromną radością razem z kolegami i koleżankami z @usembassywarsaw i przedstawicielami innych ambasad wybrałem się dziś na #ParadaRównosci. Wspieramy tolerancję, równość i prawa człowieka dla każdego. pic.twitter.com/oQf0ydwy2S
Warto zaznaczyć, że ambasada amerykańska w Warszawie od lat angażowała się w udział w Paradach Równości. Dodatkowo brała udział w propagowaniu tej ideologii m.in. za pomocą wywieszania tęczowych flag na fasadach budynków ambasady USA w Polsce.
Amerykański charge d’affiares w Warszawie wystosował oficjalny list do marszałek Sejmu RP, Elżbiety Witek.
Bixi Aliu przedstawił stanowisko Stanów Zjednoczonych, które jednoznacznie reprezentuje interesy Izraela w kwestii roszczeń środowisk żydowskich w sprawie mienia bezspadkowego.
Strona amerykańska nie jest zadowolona z projektu nowelizacji Kodeksu Postępowania Administracyjnego, która ma dołączyć do porządku prawnego wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2015 r. Zakłada on przedawnienia w ubieganiu się o zwrot mienia.
List amerykańskiego charge d’affiares w Warszawie do Elżbiety Witek udostępnił na swoich łamach portal „Dziennika Gazety Prawnej”. Pokazuje on, że Polska jest widocznie naciskana w sprawie żydowskich roszczeń przez stronę amerykańską. W korespondencji Amerykanie wyrażają swoje niezadowolenie z zapisów przygotowywanego projektu polskiej ustawy.
Polska naciskana przez ambasadę USA w sprawie żydowskich roszczeń
Bixi Aliu przedstawił stanowisko Stanów Zjednoczonych, które jednoznacznie reprezentuje interesy Izraela w kwestii roszczeń środowisk żydowskich w sprawie mienia bezspadkowego.
„Pragnę wyrazić głębokie zaniepokojenie USA w sprawie ustawy, która – jeśli zostanie przyjęta – spowoduje nieodwracalne straty dla Ocalonych z Holokaustu w Polsce i ich rodzin. Zdajemy sobie sprawę, że projekt ustawy (Druk nr 1090) efektywnie uniemożliwi odzyskanie lub kompensację za utracone mienie w okresie Zagłady i komunizmu. W takim wypadku zarówno Żydzi jak i ci którzy nie są pochodzenia żydowskiego nie otrzymają nic”
– napisał Bixi Aliu .
Portal „Dziennika Gazety Prawnej” poddał w wątpliwość motywacje amerykańskiego dyplomaty pytając, czy bardziej zależy mu na własnym rozgłosie niż na stosunkach polsko-amerykańskich. Anonimowe źródło z kręgu polskiej dyplomacji twierdzi, iż władze Polski oceniają to jako „ingerencję w polski proces legislacyjny”.
„List to dopiero początek. Temat reprywatyzacji ma znacznie większy potencjał niż kwestie ideologiczne i różnice między polską prawicą a nową demokratyczną administracją w USA. Może to realnie zaszkodzić stosunkom z Waszyngtonem.”
– ocenił rozmówca gazety.
Stany Zjednoczone krytykują działania polskiej administracji
Strona amerykańska nie jest zadowolona z projektu nowelizacji Kodeksu Postępowania Administracyjnego, która dołączy do porządku prawnego wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2015 r. Ma ona określać okres przedawnienia wobec decyzji administracyjnych wydawanych z naruszeniem prawa. Uchwalenie takiego okresu przedawnienia w wymiarze 30 lat uniemożliwiałoby dochodzenia roszczeń wobec decyzji wywłaszczeniowych władz komunistycznych. Dotychczas w przypadku stwierdzenia sprzeczności takiej decyzji z porządkiem prawnym dawny właściciel lub jego spadkobierca mógł ubiegać się o zwrot mienia lub odszkodowanie. Nowelizacja Kodeksu Postępowania Administracyjnego jest więc metodą polskiego rządu na uniknięcie wielomiliardowych, bezpodstawnych roszczeń wysuwanych za pośrednictwem amerykańskim przez Żydów.
W czasie układania nowego projektu regulacji w tym zakresie. rozszerzono zapisy określające, że nie stwierdza się nieważności decyzji, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło dziesięć lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne. Z kolei jeżeli od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji upłynęło trzydzieści lat, nie wszczyna się postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji. Temat szczegółowo opisał “Dziennik Gazeta Prawna.”
W 2018 roku prezydent USA Donald Trump podpisał „Ustawę 447”. Dotyczy ona odzyskiwania mienia ofiar Holokaustu. Ustawa jest następstwem Deklaracji Terezińskiej, która podpisana została przez 46 państw, w tym Polskę, w czerwcu 2009 roku. Ustawa nr. 447 zobowiązuje Departament Stanu USA do złożenia sprawozdania na temat sytuacji zwrotu mienia pożydowskiego. Akt ten stanowi podstawę prawną do tego, aby USA wspierały odzyskiwanie pożydowskich majątków bezspadkowych.