Według hiszpańskich ekspertów najmniejsza od niemal roku liczba zgonów spowodowanych koronawirusem to efekt szczepień.
Jednocześnie hiszpańskie ministerstwo zdrowia donosi o pobiciu rekordu dobowej liczby szczepień przeciw COVID-19. Wynosi on 747 tys osób.
Mimo to wzrasta liczba nowych infekcji. Naukowcy twierdzą, że jest to efekt nieodpowiedzialnej zabawy na świeżym powietrzu oraz udziału Hiszpanów w dyskotekach.
Eksperci, na których powołuje się telewizje TVE oraz portal Redaccion Medica twierdzą, że najmniejsza od sierpnia 2020 liczba zgonów to efekt masowych szczepień. Jak więc wytłumaczyć wzrost liczby zakażeń, z którymi zmaga się obecnie Hiszpania?
Szczenienia nie pomagają?
Media odnotowują, na podstawie szacunków resortu zdrowia, że podczas minionej doby pobity został kolejny rekord dziennych szczepień przeciwko koronawirusowi – 747 tys.
Jak podaje hiszpański resort zdrowia, do tej pory w pełni zaszczepiono 18 mln osób. Warto wskazać, że Hiszpania liczy 47 mln obywateli. Pomimo masowych szczepień od środy doszło do zwiększenia aż o 17 punktów poziomu infekcji przypadających na 100 tys. obywateli. Wynosi on 134. Hiszpania odnotowując wzrost liczby zakażeń mimo prężnej akcji szczepień jest kolejnym po Wielkiej Brytanii państwem, które boryka się z rozwojem nowej odmiany wirusa.
Zdaniem regionalnych ośrodków medycznych, do wzrostu liczby zakażeń przyczyniły się głównie masowo organizowane zabawy na świeżym powietrzu oraz w dyskotekach cieszących się popularnością pomimo pandemii.
Wzrost zakażeń
Liczba zakażonych lub podejrzanych o zakażenie COVID-19 wśród uczniów z jedenastu regionów kraju, którzy wyjechali w czerwcu na wakacje na Majorkę wzrosła do prawie 1700 przypadków. Około 4 800 osób pozostaje na kwarantannie, w większości w swoich miejscach zamieszkania. Około 250 uczniów wciąż przebywa na przymusowej kwarantannie w hotelu w Palma de Mallorca. Dochodzi tam do protestów i aktów wandalizmu. W sprawie musiała interweniować policja.
Obecne statystyki w Hiszpanii wskazują, że wskutek zakażenia koronawirusem zmarło 80,8 tys. osób, a ponad 3,82 mln zostało zainfekowanych.
Według wyborców Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński powinien pozostać w rządzie Mateusza Morawieckiego.
Instytut Badań Pollster dowodzi, że 46 proc. wyborców PiS uważa, że będzie najlepiej, jeśli Kaczyński utrzyma pozycję wicepremiera ds. bezpieczeństwa.
Zgodnie zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów z 9 października 2020 r., Komitet do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych jest organem pomocniczym Rady Ministrów i Prezesa Rady Ministrów
Instytut Pollster zadał w ankiecie pytanie, czy Kaczyński powinien odejść z rządu. Według 31 proc. wyborców PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński powinien porzucić stanowisko wicepremiera i zająć się sprawami partyjnymi. Przeciwnego zdania jest 46 proc. elektoratu PiS. W obrębie elektoratu PiS, 23 proc. respondentów nie ma zdania w tej sprawie.
W badaniu na zlecenie “Super Expressu” uwzględniono tylko osoby deklarujące oddanie głosu na Prawo i Sprawiedliwość. Wyniki Pollster zadają kłam narracji prowadzonej przez media związane z opozycją, mówiącej że według Polaków Kaczyński powinien odejść z rządu.
Badanie zrealizował Instytut Badań Pollster w dniach 26-27 czerwca 2021 r. na próbie 1088 dorosłych Polaków.
Jesienią ubiegłego roku, Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński został wicepremierem i szefem Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych.
Zgodnie zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów z 9 października 2020 r., Komitet do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych jest organem pomocniczym Rady Ministrów i Prezesa Rady Ministrów. Do jego zadań należy “zapewnienie koordynacji przygotowań, działań oraz sprawnego podejmowania decyzji w sprawach bezpieczeństwa i obrony państwa oraz rekomendowanie Radzie Ministrów lub Prezesowi Rady Ministrów propozycji w tym zakresie”.
Z opublikowanego na stronie internetowej dziennika „Rzeczpospolita” artykułu „Patostreaming z dawnego domu Korwin-Mikkego” autorstwa Wiktora Ferfeckiego, można się dowiedzieć, że programy z udziałem Jabłonowskiego były emitowane „z willi rodziny Janusza Korwin-Mikkego”.
Korwin o Jabłonowskim
Według „Rzeczpospolitej” program prowadzi Marcin Osadowski, od lat znany w środowisku obecnego posła Konfederacji Janusza Korwin-Mikkego” – „o programie zrobiło się głośno kilka dni temu, gdy do mediów społecznościowych wyciekło nagranie jednego fragmentu. Słychać na nim, jak program przerywa właściciel budynku i grozi odcięciem internetu. – Prosiłem o zachowanie umiaru w swoich wypowiedziach. Słyszę zza okna, jakie pan k…wy rzuca i że pan będzie zabijał tu ludzi – powiedział wzburzony”.
Okazało się, że „gospodarzem jest Kacper Korwin-Mikke, syn posła Konfederacji. […] Jak potwierdza nam Korwin-Mikke, scena rozegrała się w ponad stuletniej willi Benkówka w Józefowie. Dom jest perełką stylu świdermajer, a polityk kupił go w 1984 roku. Jak tłumaczy, obecnie właścicielami są jego dzieci: Zuzanna i Kacper Korwin-Mikke. […] Co o emitowaniu takich treści ze swego rodzinnego domu sądzi Janusz Korwin-Mikke?
Dziś mija termin zgłaszania kandydatów na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Po raz szósty polski parlament będzie próbował wyłonić zastępce Adama Bodnara.
Jak podaje rmf24.pl, PSL ponownie zgłosił na ten urząd prof. Marcina Wiącka. Zdaniem Marka Sawickiego od początku miał to być kandydat kilku ugrupowań politycznych. Jego kandydaturę poparł PiS.
Już pięciokrotnie polski parlament próbował wybrać nowego RPO. Wszystko wskazuje na to, że za szóstym razem się uda.
Dziś o godzinie 16 mija termin zgłaszania kandydatów na Rzecznika Praw Obywatelskich. To już szósta próba obsadzenia tego urzędu przez obecny parlament. Wszystko wskazuje na to, że PiS zgłasza wspólnego kandydata z PSL.
Według portalu rmf24.pl już wcześniej posłowie PSL Władysław Teofil Bartoszewski i Marek Sawicki oświadczyli, że prof. Marcin Wiącek ponownie będzie kandydatem ich formacji na Rzecznika Praw Obywatelskich. Zdaniem Sawickiego, Wiącek będzie kandydatem kilku ugrupowań. Dodał, że obecnie trwa zbiórka podpisów pod jego kandydaturą. W tej chwili PiS zgłasza wspólnego kandydata z PSL.
Polski parlament już pięciokrotnie, bezskutecznie, próbował wybrać następcę obecnego RPO Adama Bodnara. Dwukrotnie jedyną kandydatką na ten urząd była mec. Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, zgłoszona wspólnie przez KO, Lewicę i Polskę 2050 Szymona Hołowni. Nie uzyskała jednak poparcia Sejmu.
Za trzecim podejściem Sejm wybrał kandydata PiS, wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka. W tym wypadku Senat odrzucił tą propozycję.
Za czwartym i piątym razem – Senat nie zgodził się, by urząd RPO objęli – powołani na to stanowisko przez Sejm: najpierw poseł PiS Bartłomiej Wróblewski, a ostatnio – senator Lidia Staroń. Rywalem Staroń w ostatnim wyścigu na to stanowisko był prawnik, Marcin Więcek. Został zgłoszony przez kluby KO, KP-PSL i Lewicy, kół Polski 2050 i Polskie Sprawy, posłów niezrzeszonych. Pod wnioskiem podpisali się też posłowie Porozumienia. Jednak nawet wtedy został odrzucony przez większość sejmową.
Malina Błańska, która wyczuwając bieżące trendy zaprosiła na wywiad Jasia Kapelę, obnażyła patologię myślenia współczesnych działaczek lewicowych. Za taką właśnie uważa się rzeczona pani, której udało się wybić na Jasiu Kapeli, lecz nie dała rady powtórzyć tego wyczynu na rozpoznawalności Krzysztofa Stanowskiego. Dziennikarz “Kanału Sportowego” w krótkich słowach podziękował jej za zaproszenie do programu. Błańska w nagraniu z Kapelą uważa “dawanie tyłka” za pomoc dla zagubionych mężczyzn głosujących na Konfederację.
“Jakimś rozwiązaniem doraźnym jest dawanie tyłka każdemu napotkanemu chłopcu z takiej grupy. To moim zdaniem jest jedyna możliwa pomoc, jaką współczesna kobieta może zaoferować tym mężczyznom. Nie ma rozwiązania systemowego, ja wiele wieczorów spędziłam rozmawiając na ten temat.” – mówi w nagraniu Malina Błańska.
“Dawanie tyłka”, a hipokryzja lewaczek
Kobieta promująca raczej lewicowy światopogląd całkiem zagubiła się w zeznaniach. Można stwierdzić, że w swoim bezeceństwie zabrnęła do granic absurdu i hipokryzji. Środowiska, do których jest jej blisko głoszą, że ciemiężący kobiety patriarchat traktuje kobiety przedmiotowo i widzi w nich tylko obiekt pożądania seksualnego. Lewaczki głoszą także feminizm, który chce uniezależnić je od mężczyzn i sprawić, aby męska część społeczeństwa została maksymalnie zmarginalizowana. W imię tych wątpliwych ideałów, Błańska proponuje “dawanie tyłka” każdemu napotkanemu mężczyźnie, który deklaruje chęć oddania głosu na Konfederację. Ktoś mówił o przedmiotowym traktowaniu kobiet? Ktoś wspominał o traktowaniu kobiet tylko jako obiekt pożądania seksualnego? no tak – aktywistki lewicowe.
W dalszej części fragmentu nagrania Błańska twierdzi, że mężczyźni głosujący na Konfederację nie tylko nienawidzą kobiet, ale również pochodzą głównie z małych miejscowości. To zdaniem Błańskiej jest powodem zaściankowości ich myślenia i zacofania. Dla przeciwwagi, autorka tej tezy podała przykład dużych miast, takich jak Warszawa.
Zobaczmy więc statystyki, według majowego sondażu IBSP wynika, że wyborcy pochodzący z miast stanowią 55-65% całości elektoratu Konfederacji. W ubiegłorocznych wyborach na urząd Prezydenta RP, Krzysztof Bosak uzyskał w obszarach miejskich powyżej 500 tys mieszkańców ponad 1,5 raza więcej głosów, niż czołowy kandydat postępowej lewicy Robert Biedroń. Konfederata uzyskał w największych miastach 6,25%, podczas gdy reprezentant Wiosny zebrał 3,53% wszystkich głosów w tej kategorii. Dane pochodzą z oficjalnej strony Państwowej Komisji Wyborczej.
Widać, że dzisiejsza lewica nie tylko gubi się we własnych poglądach dotyczących przedmiotowego traktowania kobiet, ale również ma problem z analizą podstawowych danych. Nikt nie zniechęca do lewicy lepiej, niż oni sami. Wystarczy dać im mówić. Przekonał nas o tym już Jaś Kapela, ale o tym pisaliśmy wczoraj.
Nakładem wydawnictwa Biały Kruk ukazała się praca autorstwa profesora Wojciecha Roszkowskiego „Bunt barbarzyńców. 105 pytań o przyszłość naszej cywilizacji” będąca swoistym kompendium wiedzy o upadku cywilizacji zachodu, dającą amunicje intelektualna do walki z wrogami zachodniej cywilizacji.
Szkodliwe dążenie do zmiany dla samej zmiany, a nie dla dobra ludzi
Zdaniem profesora Roszkowskiego ludzie współcześni swoje lęki egzystencjalne zagłuszają hedonizmem, konsumpcją, lub wiarą w fałszywe idee obiecujące raj na ziemi. Irracjonalne dążenie do zmiany, odrzucenia tego, co było, jest jednym z przejawów takich lęków. Pragnienie zmian jest zdrowe, gdy ma na celu polepszenie sytuacji. Niestety często jest tylko wyrazem pychy, pragnienia zmiany tylko dla samej zmiany, zmiany nieliczącej się z tym, że taka zmiana odbywa się kosztem innych ludzi. Lewicowa chęć zmiany to „bunt barbarzyńców, którzy negują wszelki sens życia i jakichkolwiek zasad postępowania”, czyli chcą zniszczyć zachodnią cywilizację.
Człowiek jest istotą społeczną – relacje społeczne kształt społeczeństwo opiera się na zasadach, które lewica chce zniszczyć. Działania lewicy są zabójcze dla życia społecznego, bo bez zasad społeczeństwo nie funkcjonuje.
Zachód opiera się na kulturze antycznej Grecji, Rzymu i katolicyzmie
Dla profesora Roszkowskiego zachód to wspólnota kulturowa oparta na dziedzictwie kultury antycznej Grecji i Rzymu oraz na katolicyzmie. Tworem kulturowym zachodu jest koncepcja wolności i rządy prawa, które zapewniają rozwój nauki i powszechny dobrobyt.
Antyczna Grecja dała zachodowi naukę, podporządkowując wiedzę o świecie. Katolicyzm naucza, że świat z racji na to, że jest dziełem Boga, jest racjonalny i można go poznać na drodze nauk przyrodniczych – naukowy pogląd na świat „rozwijał się na zachodzie dzięki chrześcijańskiej wierze w uniwersalny porządek”.
Katolickie rozumienie wolności zakłada, że „wolność rozumiana jest jako możliwość wyboru według kryterium prawdy, dobra i piękna”. Komentując ten przytoczony przez profesora Roszkowskiego fakt, stwierdzę, że lewicowa wolność wyboru to wybór według kryterium kłamstwa, zła i brzydoty.
Katolicyzm to fundament „nowożytnej moralności, nauki, kultury i sztuki”. Oskarżanie katolicyzmu o zniszczone świata antycznego są sprzeczne z faktami – to właśnie dzięki katolicyzmowi dziedzictwo intelektualne antyku przetrwało upadek cywilizacji antycznych wynikający z ich demoralizacji.
Kościół katolicki w średniowieczu czynnie wspierał rozwój nauki. “Cystersi rozwijali energetykę wodną, budując młyny i folusze, oraz przetapiali rudy żelaza. Benedyktyński mnich Eilmer z Malmesbury przeleciał na początku XI wieku ponad 100 metrów na pewnego rodzaju szybowcu. Pierwszy zegar zbudował około 996 roku matematyk Gerbert z Aurillac późniejszy papież Sylwester II. Silnym ośrodkiem naukowym była katedra w Chartres kwitnąca od XI wieku. Pierwsze uniwersytety europejskie zakładane były jako fundacje kościelne albo prywatne, ale z poparciem Kościoła”. Prócz teologii nauczano w nich naukę o przyrodzie, medycynę i prawo. Wyśmiewana scholastyka była metodą racjonalnego wnioskowania.
Cywilizacja zachodu o wiele lepsze od innych cywilizacji
Tak jak i w innych cywilizacjach, tak i w cywilizacji zachodniej miały miejsce zbrodnie – jednak przez ich pryzmat nie należy oceniać cywilizacji zachodu, bo cywilizacja zachodu była zdolna do autorefleksji, odrzucenia i potępienia patologii, jakie zrodziły się na jej gruncie.
Tylko cywilizacja zachodu „stworzyła warunki życia społecznego i możliwość rozwoju osobistego na skalę niespotykaną w innych cywilizacjach. To w chrześcijańskiej jeszcze Europie powstawały nowoczesne uniwersytety i szpitale, to tu rozwinęły się na niespotykaną skalę badania naukowe, posuwając naszą wiedzę o świecie stale naprzód”.
„Innowacyjność cywilizacji zachodu doprowadziła do niebywałego wzrostu poziomu życia materialnego”. Moim zdaniem da dobroczynność cywilizacji zachodu, sprawia, że należy eksportować cywilizacje zachodu (w tym i ideo matrycę katolicyzmu) na cały świat, by dać całemu światu możliwość życia w dobrobycie (będącym owocem idei katolickich), a nie importować do świata zachodniego przedstawicieli i kultury innych cywilizacji, które blokują rozwój dobrobytu.
Łyżką dziegciu w beczce miodu, jaką jest praca profesora Roszkowskiego, jest kilka ostatnich podrozdziałów, w których autor wyraża swój zachwyt metodami walki PiS z rzekomą pandemią. Moim zdaniem przesłanie tych kilku ostatnich tekstów sprzeczne jest całą resztą książki. Te ostatnie podrozdziały są tak nierozsądne, jakby pisała je osoba, która nie przeczytała książki „Bunt barbarzyńców” albo nic z niej nie zrozumiała. Działania PiS względem pandemii, popierane przez PO i lewice, były z racji na swoją irracjonalność, szkodliwe skutki, łamanie praworządności i anty wolnościowy charakter całkowicie sprzeczne z duchem cywilizacji zachodniej (który tak celnie profesor Roszkowski opisał).
Decyzją Warszawskiego Sądu Okręgowego adresy polityków zostały usunięte ze strony internetowej sądu.
Wśród jawnych adresów były przede wszystkim dane polityków PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego czy Mateusza Morawieckiego.
“Rzeczpospolita” ujawnia, że anonimizacja adresów polityków została przeprowadzona w oparciu o obowiązujące przepisy i po skardze jednej z osób, której adres widniał w ewidencji.
Adresy głównych polityków zostały decyzją sądu usunięte z internetu. Jak podaje portal rmf24.pl za “Rzeczpospolitą”, jeszcze do niedawna każdy mógł sprawdzić, pod jakim adresem mieszkają najważniejsi politycy w Polsce. Teraz się to zmieniło.
“Chodzi o rejestr partii politycznych, dostępny na stronie sądu” – podkreśla “Rzeczpospolita”.
Gazeta w swoim tekście zaznacza, że znajdowały się tam imiona, nazwiska i adresy osób wchodzących w skład organów uprawnionych w statutach do reprezentowania poszczególnych partii na zewnątrz oraz do zaciągania zobowiązań majątkowych.
“Dotyczyło to wszystkich około 90 ugrupowań zarejestrowanych w Polsce. Jednak w przypadku PiS nazwisk było wyjątkowo dużo, bo aż 36” – zauważa gazeta.
Oprócz adresu Jarosława Kaczyńskiego, można było znaleźć tam dane m.in. premiera Mateusza Morawieckiego, marszałek Sejmu Elżbiety Witek, szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego czy ministra obrony Mariusza Błaszczaka. W przypadku partii opozycyjnych widocznych było zdecydowanie mniej adresów. Strona zawierała bowiem dane tylko 2 osób z PO i 3 z Nowej Lewicy.
Adresy polityków usunięte z internetu
“Rzeczpospolita” przypomina, że Sąd Okręgowy uzasadniał swoją decyzję tym, że musi trzymać się sztywnych przepisów ustawy o partiach politycznych. Klub PiS wniósł więc nowelizację tej ustawy. Zakłada ona, że ewidencja wraz z tekstami statutów partii politycznych będzie jawna z wyłączeniem informacji o adresach.
“24 czerwca Sejm uchwalił ustawę, jednak czekają ją jeszcze prace w Senacie. Mimo to adresy zdążyły już zniknąć ze strony warszawskiego sądu. A wraz z nimi skasowano nawet nazwiska partyjnych liderów. Jak to możliwe, skoro dotąd przepisy były rzekomo sztywne? Sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie informuje, że stało się tak wskutek decyzji prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych” – podaje “Rzeczpospolita”, wskazując, że od 2019 roku stanowisko to piastuje Jan Nowak, były wieloletni radny PiS.
Według informacji gazety, decyzję wydano w oparciu o skargę jednej z osób których adresy widniały w ewidencji.
Jak informuje sekcja prasowa sądu, w swojej decyzji prezes UODO nakazał prezesowi Sądu Okręgowego w Warszawie usunąć adres zamieszkania skarżącego oraz udzielił upomnienia. Z uwagi na powyższe prezes Sądu Okręgowego w Warszawie zarządzeniem z dnia 14 czerwca zlecił anonimizację rejestru.
Dziennik zauważa, że sprawa może jednak mieć ciąg dalszy, bo sąd ma wątpliwości co do działań UODO.
Dzisiaj postaram się wypełnić Państwa czas popisem hipokryzji polityków i dumnego narodu „Oranje”. Narodu, który wiele ukrywa w zaciszu swoich gabinetów, wsi, miast. Zbudowanych na wyzysku, przemocy, niewolnictwie. Daruję resztę, by Państwa z marszu nie przestraszyć.
Niewolnictwo i handel ludźmi
1 lipca, to wyjątkowa data w historii tego państwa. Dzień, w którym w 1814 roku, król Zjednoczonych Niderlandów Wilhelm I wydał zakaz handlu niewolnikami transatlantyckimi przez holenderskie statki . Pomijam podoboje w Południowej Afryce i lokalny interes na niewolnikach. Powstanie państwa Burów, które istnieje nieformalnie do dzisiaj. Posługuje się językiem afrikaners, który rozumiem z uwagi na zjanomość niderlandzkiego.
Skoncentrujemy się na niewolnictwie, za które Holandia nie chce przeprosić. Tym związanym z Surinamem, Antylami. Miejsc i ludzi, na których ten proceder wyjątkowo haniebnie odcisnął swoje piętno. Holandia miała znaczący udział w transatlantyckim handlu niewolnikami.
Święto Ketikoti, które oznacza zerwanie łańcuchów, jest świętem narodowym w Surinamie. Holandia, obchodzi je naturalnie ciszej, tak aby nie pozostawić wiadomości o nim, niby przepraszają ale nie do końca. Kto by chciał płacić odszkodowania, za „życie bezspadkowe”. Naturalnie odwołuję się do izraelskich magików, którzy do dziś wyłudzają fortuny.
Chociaż minęły wieki, potomkowie niewolników, ludzi którym złamano życie na pokolenia, nie zapominają. Wciąż oczekują przeprosin, na które zapewne się nie doczekają.
Ale do rzeczy, co to Państwa obchodzi, taka tam Holandia i jej wyczyny?
Ostatnie tygodnie, właściwie lata, pokazały jak Holandia chce uczyć Polaków demokracji, tolerancji i w ogóle zdaje się wszystkiego. Sprawa w TSUE, ciągła ingerencja w życie podobno suwerennego państwa, właściwie państw.
Świeża sprawa to tęczowa bolszewia, która jedzie po całości. Tak więc zdymisjonowany premier tegoż państwa, które również kolaborowało z hitlerowskimi Niemcami podczas II WŚ, uczy nas tolerancji, mówi o równości i grozi paluchem. Wzywa do posłuszeństwa stadnego, które obowiązuje w EU. Dlaczego stoi mi przed oczami III Rzesza?
Holenderskie społeczeństwo “lepszych ludzi”
Co do społeczeństwa. Gromada kibiców „Oranje”, pojechała na mistrzostwa do Węgier zabierając tęczowe oflagowanie, które chciała wnieść na stadion. Ulice węgierskiego miasta zalała fala podchmielonych „ludzi lepszych”, ubranych na pomarańczowo. Kibiców, którzy przyjechali na jednodniową tęczową krucjatę. Mówiąc Węgrom tak jak ich zdymisjonowany premier, jak żyć w Europie.
Czesi skopali im tyłki 2:0, po czym z podkulonymi ogonami wrócili na łono swojej europejskiej stodoły. Zapadła narodowa żałoba.
Politykom inaczej myślącym w tym kraju, knebluje się usta, albo robi z nich zwyczajnie niepoczytalnych idiotów. Przykład, to taki Baudet, przewodniczacy Forum dla Demokracji, partii podobno prawicowej. Biedak, przez to, że rządowe media robiły z niego kretyna, założył własną telewizję. Ale i tam wyrzucają mu programy. Ta wolność słowa, w tej starej demokracji.
Przykłady można mnożyć, co czynię w swoich programach od lat.
Zadaję Państwu tylko pytanie
Dlaczego nieustannie nie reagujemy na zarzuty państwa, które kopie nas po tyłku niczym znudzony dzieciak. Dlaczego pozwalamy na współczesne niewolnictwo, które licznie dokumentują fundacje w tym kraju. Polak zastąpił murzyna. Staje się posłusznym neoniewolnikiem w świecie europejskiego kołchozu.
Holenderską hipokryzję dostrzegają nawet jej politycy, dlaczego nie wykorzystują tego Polacy? Dlaczego politycy wciąż dają się kopać hipokrytom? Pytanie naiwnej blondynki.
Adam Michnik, Gazeta Wyborcza / Fot. Wikimedia Commons
Jak podaje “Presserwis”, oficjalnym powodem zakończenia współpracy była wypowiedź naczelnego “GW”. Dotyczyła nacisków w sprawie recenzji filmów.
Komunikat zarządu “Helios” oznajmia zakończenie współpracy w obrębie koncernu Agora.
Zerwanie współpracy z siecią kin należy oceniać w kontekście konfliktu pomiędzy zarządem spółki, a “Gazetą Wyborczą”. Przedmiotem sporu jest chęć połączenia “GW” z portalem Gazeta.pl. W celu obrony interesów dziennika, powstał “Komitet Obrony Gazety Wyborczej.”
Oficjalnym powodem zakończenia współpracy jest wypowiedź redaktora naczelnego “GW” Adama Michnika z 24 czerwca. Chodziło o sprawę nacisków reklamodawcy na dziennik ws. recenzji filmów. Z tego powodu, “Helios” zrywa współpracę z Agorą.
“Helios” zrywa z Agorą
“Zarząd Helios ustala odstąpienie od wszelkich form współpracy reklamowej, w tym barterowej, aby nie dochodziło do potencjalnych nacisków na »GW« ze strony Heliosa jako reklamodawcy” – głosi treść uchwały, do której dotarł “Presserwis”.
Komunikat jednoznacznie oznajmia zakończenie współpracy obejmującej działalność informacyjną, promocyjną oraz wywiady. Jednocześnie Helios zaprzestaje wydawania e-kodów do cyfrowych wydań dziennika. Do tej pory dołączano je do internetowych biletów kinowych kupionych przez internet.
Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego “GW”, ocenia, że cała sytuacja jest “smutna” i szkodliwa dla obu stron sporu.
“Likwiduje współpracę, która oparta na zdrowych zasadach przynosi korzyści” – stwierdził.
Nina Graboś, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Agory podkreśla z kolei, że spółki działające w ramach Grupy Agora “mają swobodę podejmowania decyzji biznesowych”.
Sytuację, w której “Helios” zrywa z Agorą należy rozpatrywać w perspektywie konfliktu, jak trwa między władzami Agory a redaktorami “Gazety Wyborczej”. Niedawno w mediach pojawiła się informacja o decyzji zarządu Agory. W jej wyniku ma dojść do połączenia “Gazety Wyborczej” z portalem Gazeta.pl. Decyzja menedżerów wywołała niezadowolenie i bunt wśród redaktorów papierowego wydania “Gazety Wyborczej”. Adam Michnik zagroził swoim odejściem, jeśli plany zarządu wejdą w życie. W celu obrony swoich interesów dziennikarze zakładają związek zawodowy Komitet Obrony “Gazety Wyborczej”.
Wyniki badania IBRiS jednoznacznie pokazują, że Partia Republikańska jest skazana na bycie przystawką PiS. Nowo utworzony byt polityczny nie ma w tej chwili żadnych szans na samodzielne funkcjonowanie. Jedynym wyjściem partii Bielana i Bortniczuka jest przyłączenie się do Zjednoczonej Prawicy.
Z sondażu IBRiS dla “Wydarzeń” Polsatu wynika, że gdyby wybory parlamentarne odbywały się w najbliższą niedzielę, Zjednoczona Prawica uzyskałaby 34 proc. głosów (tyle samo, ile w poprzedniej fali badań dla tej stacji). Dwa razy mniej wskazań pada na ruch Polska 2050 Szymona Hołowni – 17,1 proc. (-3 pkt proc.). Dalej jest Koalicja Obywatelska z 16,9 proc. (+2,7 pkt proc.).
Poza podium znalazły się: Lewica (9,5 proc.; bez zmian), Konfederacja (8,4 proc., czyli wzrost o 1,5 pkt proc.) oraz PSL-Koalicja Polska (6,6 proc.; więcej o 1,4 pkt proc.). Według sondażowni wciąż pozostaje 8,2 proc. respondentów nie wiedzących, na kogo oddałoby swój głos.
Partia Republikańska skazana na PiS?
Badanie pokazuje też, jak rozłożyłyby się głosy, jeśli partie tworzące Zjednoczoną Prawicę startowałyby osobno, a dodatkowo swoje listy wystawiłaby Partia Republikańska Adama Bielana. W takim wypadku wyniki poszczególnych partii tworzących Zjednoczoną Prawicę rozłożyły się w następujący sposób. PiS zagarnąłby 30,3 proc. głosów, Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry 1,5 proc., Porozumienie Jarosława Gowina 1,4 proc. i na końcu stawki znajduje się nowy byt polityczny Adama Bielana, który nie odnotował poparcia w sondażu. Póki co, Partia Republikańska jest więc skazana na PiS i uczestnictwo w Zjednoczonej Prawicy.
W świetle wyników sondażowych nie dziwią słowa liderów partii z konwencji, która odbyła się 20 czerwca. Mówili, że Partia Republikańska ma być lojalnym partnerem w ramach Zjednoczonej Prawicy.