Lewicowi ekstremiści w swojej działalności posuwają się coraz dalej, wprowadzając w życie szkodliwe dla ludzkości wyobrażenia o świecie.
Burmistrz Barcelony Ada Colau zapowiedział w poniedziałek, że w mieście przy dworcu Franca powstanie specjalny ośrodek dla mężczyzn.
Centrum Nowej Męskości ma za zadanie zindoktrynować płeć męską w taki sposób, aby stała się potulna wobec kobiet oraz uznawała wyższość domniemanych innych płci oraz orientacji seksualnej.
Według nowej „normalności” mężczyźni mają zostać pozbawieni ze wszelkiej agresji, już od najmłodszych lat.
Burmistrz Barcelony Ada Colau potwierdziła w poniedziałek, że w katalońskiej stolicy powstanie specjalne centrum, przeznaczone do indoktrynacji mężczyzn. Centrum Nowej Męskości powstanie koło dworca Franca. Wywodząca się z radykalnie lewicowego ugrupowania En Comu Podem burmistrz Barcelony zapowiedziała, że ośrodek, gdzie mężczyznom będzie wtłaczana lewicowa propaganda, ruszy ze swoją działalnością już od października bieżącego roku.
Chcemy, aby w obiekcie tym popularyzowano nową męskość, męskość pozytywną. Pragniemy promować urozmaicone spojrzenie na męskość (…), pozbawione starej idei, że mężczyzna musi być twardy
– wyjaśniła Ady Colau.
Według nowej „normalności” mężczyźni mają zostać pozbawieni jakiejkolwiek agresji, stając się człowiekiem nijakim i podatnym na manipulację i dominację mniejszości seksualnych. Podkreśliła również, że z usług centrum mogą skorzystać nie tylko dorośli, lecz również młodsi chłopcy.
😂😂😂😂😂😂😂¡Qué cachonda eres @AdaColau. Será comerle el coco a los planchabragas ¿no?, porque a ti un hombre de verdad no se te acerca ni con un puntero láser!😂😂😂😂
Napastnik Bayernu Monachium, Robert Lewandowski / fot. Twitter
Dziennikarze Onetu dotarli do zaskakujących informacji na temat Roberta Lewandowskiego oraz jego żony Anny.
Lewandowscy mieli kontaktować się ze Zbigniewem D. podejrzanym przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku o podrabianie świadectw podyplomowych.
Kapitan polskiej reprezentacji w marcu 2018 roku miał rzekomo obronić magisterkę z kierunku pedagogicznego na Uczelni Nauk Społecznych w Łodzi.
Z oficjalnych informacji wiadomo, że do tej pory Robert Lewandowski obronił w 2017 roku licencjat z pracy na swój temat, a w 2020 roku obronił tytuł magisterski z pracy na temat wydolności fizycznej.
Wszystkie obronione tytuły były zdawane w Wyższej Szkole Edukacji w Sporcie w Warszawie.
Menadżerka państwa Lewandowskich nie potwierdziła medialnych informacji, przekazała natomiast, że Robert i Anna nie składali dotychczas żadnych wyjaśnień w prokuraturze.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku prowadzi śledztwo w sprawie podejrzanego o podrabianie dyplomów. Były kanclerz prywatnej uczelni Uczelni Nauk Społecznych w Łodzi miał wydawać świadectwa w zamian za korzyści finansowe. Jedna z absolwentek miała uzyskać propozycję otrzymania dyplomu w zamian za przekazanie dr hab. Zbigniewowi D. 2 500 złotych, bez konieczności uczestnictwa na zajęciach lub zdawania egzaminu końcowego.
Poinformowana o sprawie policja przeprowadziła zasadzkę. Wówczas jeden z podstawionych funkcjonariuszy odebrał z rąk podejrzanego kanclerza uczelni podrobiony dokument. Został on wówczas zatrzymany w trakcie zorganizowanej obławy.
Mężczyzna został zatrzymany bezpośrednio po przyjęciu pieniędzy w zamian za przekazanie podrobionego świadectwa ukończenia studiów podyplomowych osobie, która w nich nie uczestniczyła
– przekazała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Grażyna Wawryniuk.
Choć prokuratura złożyła wniosek o jego tymczasowe aresztowanie, to jednak sąd nie był pewien, czy można uznać Zbigniewa D. za osobę publiczną, gdyż był on pracownikiem prywatnej uczelni. Po spedzeniu nocy w areszcie został on wypuszczony na wolność tuż po usłyszeniu wstępnych zarzutów.
Śledczy prowadzący postępowanie, przeglądając korespondencję w telefonie komórkowym należącym do uczonego, znaleźli tam o wiele ciekawsze wiadomości z domniemanymi osobami ze świata sportu oraz z ich rodzinami. Głównym tematem rozmów były próby pozyskania podrabianego dyplomu.
Lewandowski na celowniku prokuratury?
Z informacji, do których dotarła redakcja Onetu wynika, że podejrzany korespondował z żoną Roberta Lewandowskiego. Zbigniew D. miał rozmawiać z Anną Lewandowską i z innymi osobami z otoczenia kapitana reprezentacji Polski na temat potencjalnego dyplomu magisterskiego. Ponadto podczas przeszukania w domu podejrzanego odnaleziono zdjęcie przygotowanego dyplomu, na którym widnieje nazwisko piłkarza Bayernu Monachium, podpisane przez żonę Zbigniewa D. który jest rektorem w łódzkiej uczelni. Świadectwo dotyczyło specjalizacji z pedagogiki pt. Przedsiębiorczość i zarządzanie w usługach społecznych i edukacyjnych.
Piłkarz miałby, na co wskazuje data na dyplomie, obronić magisterkę 24 marca 2018 r. na ocenę dobrą. Tak się składa, że dzień wcześniej, 23 marca 2018 r., Robert Lewandowski grał w meczu towarzyskim Polski z Nigerią we Wrocławiu, a cztery dni później strzelił bramkę Korei Południowej w Chorzowie.
Pikanterii w tej sprawie dodaje rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski, który oznajmił, że obrona dyplomu w tym dniu mogła być możliwa. Robert Lewandowski potrzebowałby jednak uzyskać od ówczesnego selekcjonera Adama Nawałki specjalne pozwolenie na opuszczenie zgrupowania. Nie potwierdził on jednak, czy taka sytuacja miała miejsce w rzeczywistości.
Z odnalezionych podczas przeszukań materiałów oraz korespondencji na komunikatorze internetowym wynika także, że trzy miesiące po dacie na znalezionym dyplomie Zbigniew D. i Anna Lewandowska się spotkali. Okazją był kolejny mecz towarzyski reprezentacji Polski, 12 czerwca 2018 r., tym razem z Litwą, gdzie Lewandowski strzelił dwa gole.
Zbigniew D. informował Annę Lewandowską, że ma dla niej teczkę. Z korespondencji nie wynika, co w niej było. Wiadomo natomiast, że podejrzany spotkał się z Lewandowską pod koniec meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Z oficjalnym informacji wiadomo, że Robert Lewandowski rzeczywiście ukończył studia podyplomowe, lecz pracę pt. RL9. Droga do sławy obronił w październiku 2017 roku w Wyższej Szkole Edukacji w Sporcie w Warszawie otrzymując za to licencjat. Z kolei w 2020 roku na tej samej uczelni obronił magisterkę z pracy o tematyce analizy składu ciała i wydolności tlenowej studentów ze swojej uczelni.
Historia wydaje się nie mieć umocowania w rzeczywistości. Jednakże według pozyskanych przez Onet materiałów wynika, że Zbigniew D. kontaktował się ze znajomym chirurgiem Lewandowskich, Emilem Jędrzejewskim. W rozmowie z dziennikarzami poświadczył, że dostarczał podejrzanemu fotografie potrzebne do wyrobienia dyplomu.
D. podejrzany? O, kurczę! Znam go bardzo dobrze, jego brat jest moim ojcem chrzestnym. Ale że w sprawie się Robert Lewandowski pojawia? To niemożliwe. Ja sam przecież pomagałem dokumenty dostarczać na uczelnię
– komentował sytuację chirurg z Warszawy.
Lekarz chwilę później, jeszcze raz potwierdza, że mógł on dostarczać zdjęcia lub inne dokumenty do podejrzanego pośrednicząc w tej sprawie.
Nie pamiętam, czy dokumenty przywiozłem, czy jakieś zdjęcia… Ja albo Ania. To już kilka lat temu było. Poza tym ja nie jestem osobą upoważnioną, żeby o czymkolwiek informować. Ja jestem chirurgiem i kładę prawą rękę, że w sprawie Roberta było wszystko lege artis.
– podkreślił Emil Jędrzejewski.
Rektor łódzkiej uczelni, a prywatnie żona Zbigniewa D. w rozmowie z dziennikarzami Onetu wyjawia, że Robert Lewandowski miał przez kilka lat uczestniczyć na zajęciach z pedagogiki, która jej zdaniem jest bardzo potrzebna, gdyby kapitan polskiej reprezentacji chciał w przyszłości zajmować się trenowaniem piłkarzy. Nie jest jasne, czy zawodnik ukończył domniemany kierunek.
Próba nawiązania kontaktu z Lewandowskimi skończyła się jednak na rozmowie z ich menedżerką, Moniką Bondarowicz. Zapewniała, że oboje nie posiadają obecnie żadnych informacji w tej sprawie oraz nie składali żadnych wyjaśnień w prokuraturze.
Ani Robert Lewandowski, ani Anna Lewandowska nie mają żadnej wiedzy na temat postępowania prokuratorskiego. Nie zostali o takim postępowaniu powiadomieni, a tym bardziej nie składali żadnych wyjaśnień. Nie mają także możliwości potwierdzenia, czy takie postępowanie w rzeczywistości ma miejsce. Trudno się w tej sytuacji odnosić do sprawy
– powiedział reprezentantka państwa Lewandowskich.
Okazuje się, że Lewandowscy nie byli jedynymi, którzy mieli rozmawiać ze Zbigniewem D. Wśród zabezpieczonych u naukowca dokumentów znaleziono zdjęcie dyplomu licencjackiego dla Jacka Góralskiego, za który miał rzekomo zapłacić 10 tys. złotych oraz dyplomy maturalne wystawione Arkadiuszowi Milikowi i jego bratu, Łukaszowi.
Posoborowcy w swojej hipokryzji pod fałszywą banderą otwartości będą entuzjastyczni dla wszelkich antykatolickich zachowań, ale nie nie wykażą tolerancji dla tych, którym podoba się katolicyzm.
W posoborowym kościele pod hasłem otwartości, można dokonywać wszelkie żenujące ekscesy, pajacować w rytmie chasydzkich przyśpiewek, ale jak ktoś chce modlić się w sposób klasyczny dla zachodniej cywilizacji, to moderniści popadają w posoborową histerię i agresje.
Można odnieść wrażenie, że według posoborowców wszyscy zostaną zbawieni, o ile nie są katolikami. Wygląda na to, że dla modernistów nic nie jest grzechem, oprócz katolicyzmu.
Najgorsze jest to, że moderniści są pozbawieni minimum uczciwości i fałszywie podają się za katolików. Gdyby byli uczciwi, to by dokonali apostazji i swoje antykatolickie zabobony szerzyli by na własne konto, a nie fałszywie pod katolicką banderą.
Istotnym jest, że do tej pory – tj. do momentu ogłoszenia motu proprio “Traditionis Custodes” – każdy z duchownych mógł swobodnie odprawiać mszę świętą według starego Mszału Rzymskiego. Jednakowoż od 16 lipca b. r. obowiązują nowe zasady, wprowadzone przez papieża Franciszka, które dramatycznie ograniczają możliwość sprawowania tej przedsoborowej Eucharystii.
Czytając kolejne paragrafy Listu Apostolskiego, nasuwa się pytanie, dlaczego tradycyjna msza święta tak bardzo przeszkadza Kościołowi? Szukając odpowiedzi na to pytanie, warto zagłębić się we współczesną historię liturgii, cofając się tym samym do czasów Soboru Watykańskiego II. Miała wtedy miejsce reforma praktycznie całkowicie zmieniająca jej kształt. Można by rzec, że nastąpiło – w pewnym sensie – “aggiornamento”, czyli uwspółcześnienie Mszału, w skutek czego powstało tzw. Novus Ordo Missae, tj. forma mszy świętej, którą możemy obecnie spotkać w kościołach. Zmiany, jakie dokonały się na Soborze Watykańskim II obejmowały m. in. wprowadzenie języków narodowych, gdyż wcześniej Ofiara Eucharystyczna sprawowana była po łacinie, a także zwrócenie celebrującego kapłana w stronę wiernych.
Na przekór tradycji
Z pewnością był to przełom, który nie od razu zyskał poparcie całego Kościoła. Zmianę w liturgii propagowała jej modernistyczna frakcja, która pozytywnie przyjęła postanowienia soborowe. Odmienne zdanie głosili tradycjonaliści, którzy przełomowe decyzje Soboru utożsamiali z początkiem końca Kościoła Katolickiego. Swoje sceptyczne nastawienie argumentowali odebraniem liturgii uroczystości i powagi, z jaką dotychczas była sprawowana. Co więcej, powoływali się na naukę papieża Piusa XII, który na wiele lat przed Soborem Watykańskim II ostrzegał przed poważnymi reformami i tragicznymi w skutkach konsekwencjami.
W swojej encyklice „Mediator Dei et hominum” o świętej liturgii, papież Pius XII ostrzega przed zaniedbaniami idącymi w stronę niebezpieczeństwa dla czystości wiary, wynikającymi ze skłaniania się do nowości i zbaczania z drogi zdrowej nauki i rozwagi. Tym samym upomina przed zbytnią ingerencją w kształt liturgii, która – jak pisze – winna być całkowicie zgodna z mądrymi naukami Kościoła.
Wśród swoich mianowicie zamierzeń i życzeń, by odnowić liturgię świętą, przemycają często zasady, które w teorii lub w praktyce tę świętą sprawę narażają na niebezpieczeństwo, a nieraz zarażają ją błędami przeciw wierze katolickiej i nauce ascezy
– pisał o reformatorach świętej liturgii papież Pius XII.
Najważniejsze jest zbawienie dusz
Można by rzec, że sytuacja związana z ograniczeniami odprawiania mszy świętej w rycie trydenckim jest niepotrzebnie rozdmuchana, ponieważ w ciągu dalszym możemy uczęszczać na Novus Ordo. Nic bardziej mylnego. Bynajmniej nie jest to błahostka, która pozostanie niezauważona. Decyzja papieża Franciszka pozostanie na długo w kartach historii, ponieważ uderzyła nie tylko w niemałą grupę wiernych, regularnie uczęszczających na tradycyjne msze, ale także w tradycjonalistyczną frakcję Kościoła Katolickiego.
Swoim motu proprio niejako rzucił rękawicę tym, którzy przywiązani są do tradycji i jednocześnie stronią od postępującego w Kościele modernizmu. Argumentując to dobrem wspólnoty i zjednoczeniem, osiągnął przeciwny skutek od zamierzonego. Zdecydowany sprzeciw wobec nowych postanowień zapisanych w “Traditionis Custodes” dało się zauważyć w kręgach Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX), które jako katolickie stowarzyszenie życia apostolskiego propaguje tradycjonalizm.
Quo vadis, Kościele?
Głosy sprzeciwu dochodzą nie tylko ze strony duchowieństwa, ale także wiernych świeckich. Niektórzy publicyści, komentując surowość, z jaką potraktował tradycjonalistów papież Franciszek, trafnie zauważyli idącą w parze pewną sprzeczność, którą możemy zauważyć w działaniu papieża. Z jednej strony piętnuje “skrajnie prawicową” odnogę Kościoła, z drugiej zaś zdaje się nie zauważać przerażającej sytuacji w Kościele niemieckim, który swoim działaniem – na dłuższą metę – dąży do zniesienia celibatu duchownych, błogosławieństwa związków homoseksualnych czy wyświęcaniu kobiet na kapłanów.
Samoistnie nasuwa się więc pytanie, czy udział we mszy świętej odprawianej w rycie rzymskim jest gorszy od postulatów niemieckich hierarchów? Biorąc pod uwagę ogłoszoną niedawno drogę synodalną, a więc idące za nią reformy, możemy z trwogą spodziewać się kolejnych decyzji i mieć nadzieję, że nie doprowadzą one do ogólnej schizmy w Kościele.
Z punktu widzenia prawa kościelnego
Co ciekawe, w obowiązującym Kodeksie Prawa Kanonicznego możemy spotkać kanon, który nie pozostawia wątpliwości, co do dostępności mszy świętych dla wiernych. Jest również oznaką troski Kościoła o zbawienie wszystkich ludzi, bez wykluczenia. Również tych, którzy dotychczas stale uczęszczali na msze trydenckie.
Sprawowanie Eucharystii tak należy zorganizować, ażeby wszyscy uczestnicy uzyskali z niej jak największe owoce, dla osiągnięcia których Chrystus Pan ustanowił eucharystyczną Ofiarę
kan. 899 § 3.
Kanon 518 KPK mówi o tym, że gdzie jest to wskazane, należy tworzyć parafie personalne, a zatem takie, które są określane z powodu obrządku, języka, narodowości lub innych. Dotychczas niektóre parafie – w Polsce jak i na świecie – oprócz mszy świętych zwyczajnych sprawowały msze święte nadzwyczajne, a także gromadziły grupy wiernych chcących pogłębić swoją wiarę i wiedzę nt starego rytu. Ku zaskoczeniu, papież Franciszek nie tylko ograniczył do minimum odprawianie tradycyjnej liturgii, ale także tworzenie i funkcjonowanie takowych grup.
Art. 3. Biskup w diecezjach, w których do tej pory istnieje jedna lub więcej grup celebrujących według Mszału przed reformą z 1970 r.: (…) § 2. wskazuje jedno lub więcej miejsc, w których wierni należący do tych grup mogą gromadzić się na celebrację eucharystyczną (ale nie w kościołach parafialnych i bez erygowania nowych parafii personalnych); (…); § 6. dołoży starań, aby nie upoważnić do tworzenia nowych grup
– pisze w motu proprio “Traditionis Custodes” papież Franciszek.
Osoby z reakcją alergiczną po pierwszej dawce szczepionki w technologii mRNA mogą na ogół bez obaw przyjąć drugą dawkę. Taką informację wykazały badania opublikowane przez JAMA Internal Medicine. Dotyczy to nawet osób, które miały wstrząs anafilaktyczny po pierwszej dawce. Szczepionki w technologii mRNA wytwarzają firmy Pfizer/BioNTech oraz Moderna.
Z obserwacji wynika, że reakcje alergiczne, w tym najgroźniejsza, jaką jest anafilaksja zdarzają się u 2 proc. zaszczepionych preparatami osób. Wstrząs zdarza się jedynie w wyjątkowych sytuacjach, u 2,5 osoby na 10 tys. szczepień.
Najnowsze badania przeprowadzono wśród 189 osób dorosłych, u których doszło do reakcji alergicznej po pierwszej dawce preparatu mRNA. Najczęściej pojawiały się u nich takie objawy jak uderzenie gorąca, zawroty głowy i mrowienie. Czasem obserwowano także ucisk w gardle, pokrzywkę, świszczący oddech i spłycenie oddechu.
Wstrząs anafilaktyczny po pierwszej dawce szczepionki? Naukowcy zalecają drugą dawkę
Autorzy badania pod kierunkiem prof. Matthew Krantza z Vanderbildt University twierdzą, że wszystkie badane osoby przyjęły drugą dawkę szczepionki. Wzięły ją również te, które po pierwszej dawce doznały wstrząsu anafilaktycznego. Jeśli doszło do jakiekolwiek reakcji alergicznej, to po drugiej dawca była ona łagodna i łatwo kontrolowana – zapewniają amerykańscy specjaliści.
Co trzecia osoba przed podaniem preparatu zażyła lek przeciwhistaminowy, stosowany u osób z różnego typu alergiami. Łagodzi on objawy alergii, takie jak obrzęk, naciek zapalny i nadmierną wydzielinę.
“Przyjęcie dwóch dawek szczepionki mRNA jest bardzo ważne, szczególnie w przypadku wariantu Delta, tymczasem, podejrzewamy, że wiele osób z powodu reakcji alergicznej nie otrzymało drugiej dawki” – stwierdza prof. Matthew Krantz.
“Nasze badania wskazują, że większość pacjentów z potencjalną reakcją alergiczną lub takich, u których do niej doszło po podaniu szczepionki mRNA, tolerują dawkę drugą”. – dodał.
Sondaż Kantar Public wyłonił najbardziej charyzmatycznych i atrakcyjnych politycznie przedstawicieli polskiej sceny politycznej.
Badani oceniali: Roberta Biedronia, Krzysztofa Bosaka, Borysa Budkę, Włodzimierza Czarzastego, Szymona Hołownię, Jarosława Kaczyńskiego, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Rafała Trzaskowskiego oraz Donalda Tuska.
Najlepsze noty otrzymał Szymon Hołownia, drugie miejsce ex aequo zajęli Donald Tusk i Rafał Trzaskowski. Zaraz za nimi uplasował się Robert Biedroń.
Wśród młodych wyborców największą popularnością cieszą się Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia. Drugie miejsce zajęli równocześnie Krzysztof Bosak oraz Robert Biedroń.
W sondażu Kantar Public zapytano ankietowanych, jak postrzegają poszczególnych przedstawicieli polskiej sceny politycznej. Polacy ocenili polskich polityków. Pod uwagę brali charyzmę i siłę przekonywania młodych wyborców, co łącznie składa się na obraz atrakcyjności politycznej
Badani oceniali: Roberta Biedronia, Krzysztofa Bosaka, Borysa Budkę, Włodzimierza Czarzastego, Szymona Hołownię, Jarosława Kaczyńskiego, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Rafała Trzaskowskiego oraz Donalda Tuska.
Polacy ocenili w sondażu atrakcyjność polityków
Respondenci przyznawali poszczególnym przedstawicielom polskiej sceny politycznej oceny od 1 do 7. Im niższa ocena, tym polityk był oceniany jako mniej charyzmatyczny. Następnie pracownia wyliczyła średnią dla każdej osoby uwzględnionej w badaniu.
Jak podaje Portal Samorządowy, najlepsze noty otrzymał Szymon Hołownia, którego pozytywnie oceniło 47 proc. badanych, a jego średnia ocen wynosi 3,4. Ex aequo drugie miejsce zajęli Donald Tusk i Rafał Trzaskowski (3,5). Zaraz za nimi uplasował się Robert Biedroń ze średnią 3,8. Kolejne miejsca zajęli Władysław Kosiniak-Kamysz (średnia 4,1), a także po równo Włodzimierz Czarzasty i Borys Budka (średnia 4,2).
Listę zamyka Jarosław Kaczyński, średnia ocen tego polityka była najwyższa ze wszystkich przedstawionych – wyniosła 4,4.
Wśród polityków, którzy mają największą siłę przekonywania młodych wyborców, prym wiodą, według sondażu, Rafał Trzaskowski i Szymon Hołownia (średnia ocen 3,1). Drugie miejsce zajęli równocześnie Krzysztof Bosak oraz Robert Biedroń, uzyskując średnią ocen na poziomie 3,7, a zaraz za nimi w zestawieniu uplasował się Donald Tusk ze średnią 3,8.
Według ministra zdrowia Francji, od września tylko niezaszczepieni uczniowie liceów i gimnazjów będą uczyć się w trybie zdalnym. Trwać to będzie przez siedem dni w przypadku wykrycia koronawirusa w ich klasie.
Inny członek rządu zapowiedział, że według planów wymóg posiadania tzw. paszportu sanitarnego w dalekobieżnym transporcie publicznym będzie obowiązywał od drugiego tygodnia sierpnia.
Według oficjalnych danych Our World in Data, we Francji podano już niemal 70 mln dawek szczepionki przeciw COVID-19.
W szkołach podstawowych klasy mają być zamykane po wykryciu już jednego przypadku koronawirusa; na razie nie znane są szczegóły tego rozwiązania. Wiadomo jednak, że niezaszczepieni uczniowie a wyższych szczeblach edukacji będą uczyć się zdalnie w przypadku zakażenia COVID-19 w klasie.
Niezaszczepieni będą uczyć się zdalnie?
W minionym semestrze w razie wykrycia zakażenia w grupach w przedszkolach oraz w klasach 1–3 szkół podstawowych odwoływano zajęcia danej grupy lub klasy. Klasom starszym albo odwoływano zajęcia, albo kierowano je na naukę zdalną; decyzja w tej kwestii należała do dyrektora szkoły.
Rząd Francji zdecydowanie zaleca młodzieży w wieku 12–17 lat szczepienia przeciwko koronawirusowi. Niezaszczepieni będą uczyć się przez 7 dni zdalnie, jeśli w ich klasie wykryty zostanie przypadek COVID-19.
Paszporty covidowe w transporcie publicznym
Minister transportu Jean Djebbari twierdzi, że wymóg posiadania paszportu sanitarnego w transporcie publicznym wejdzie w życie 7-10 sierpnia. Obowiązywał będzie w pociągach wysokiej prędkości TGV oraz w pociągach relacji międzymiastowych.
“Ustawa w sprawie rozszerzenia obowiązku paszportu sanitarnego w miejscach publicznych, w tym w transporcie, jest obecnie rozpatrywana przez Radę Konstytucyjną” – poinformował Djebbari w stacji BFMTV.
„Konieczne będzie okazanie paszportu sanitarnego podczas wyrywkowych kontroli oraz w czasie wejścia do pociągu lub na peron” – oświadczył minister.
„Władze postarają się zrobić to w możliwie najbardziej sprawny i płynny sposób, aby mieć dobrą kontrolę, a jednocześnie nie utrudniać życia podróżnym i nie powodować tworzenia się zbyt długich kolejek”. – dodał.
Djebbari szacuje, że kontrolowanych będzie około 400 tys. pasażerów dziennie.
Według oficjalnych danych Our World in Data, we Francji podano już niemal 70 mln dawek szczepionki przeciw COVID-19. Pierwszą dawkę przyjęło 40 mln obywateli tego państwa. W pełni zaszczepionych jest 30,6 mln osób.
Według “Wprost”, 11 sierpnia na posiedzeniu Sejmu ma zostać przedłożony projekt ustawy, który pozwoli pracodawcom weryfikować status zaszczepienia pracownika.
Prace nad projektem rozpoczęły się po konsultacjach Jarosława Gowina z organizacjami pracodawców, którzy upominali się o modyfikację prawa w tym zakresie.
W tej chwili przeszkodą ku sprawdzeniu przez pracodawcę informacji zdrowotnych pracownika są przepisy o ochronie danych osobowych.
Na kolejnym posiedzeniu Sejmu zostanie złożony poselski projekt, który da pracodawcom podstawę prawną do wglądu w dane medyczne pracowników. Twój szef sprawdzi status zaszczepienia?
“Pracodawcy będą mogli wymagać od pracowników dowodów szczepienia. Jeśli okażą się niezaszczepieni, będą mogli przesunąć ich na inne stanowisko” – mówi “Wprost” osoba z rządu.
Jak ustaliło “Wprost”, prace nad projektem rozpoczęły się po konsultacjach Jarosława Gowina z organizacjami pracodawców. To oni upominali się o modyfikację prawa w tym zakresie.
“Do tej pory nie było podstaw prawnych, by wymagać dowodu szczepienia. Dzięki temu projektowi w zakładach pracy, które wcześniej często były ogniskami koronawirusa, będzie można powstrzymać transmisję wirusa” – dodaje rozmówca portalu.
Szef sprawdzi status zaszczepienia? Apelują o to środowiska pracodawców
O sprawie informuje środowe wydanie “Dziennika Gazeta Prawna”.
Firmom coraz bardziej doskwierają ograniczenia w pozyskiwaniu informacji o tym, którzy z pracowników przyjęli preparat przeciwko COVID-19.
“Taka wiedza umożliwiłaby skuteczniejsze zadbanie o bezpieczeństwo zatrudnionych, klientów oraz kontrahentów. Pracodawca mógłby podjąć odpowiednie działania organizacyjne, np. skierować osoby niezaszczepione do pracy zdalnej, jeśli oczywiście umożliwia to rodzaj wykonywanych obowiązków, lub przenieść je na stanowiska niewymagające bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami, klientami itp.” – wskazuje prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, cytowany przez “DGP”.
W tej chwili przeszkodą ku temu są przepisy o ochronie danych osobowych. Zgodnie z Kodeksem pracy zatrudniający może pozyskać informacje dotyczące stanu zdrowia pracownika, ale tylko za jego zgodą.
Pastor Greg Locke / fot. You Tube / Pastor Greg Locke
Pastor Locke prowadzi kościół ewangelicki w Tennessee. Duchowny znany jest ze swoich ostrych i nieprzychylnych władzy wypowiedzi na temat mniemanej pandemii COVID-19.
Greg Locke w jednym z kazań zapowiedział, że będzie wypraszał z kościoła ludzi, którzy noszą maski. W innej wypowiedzi dodał, że wariant Delta “to nonsens”.
We wtorek amerykańskie Centra Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC) zarekomendowały noszenie maseczek w zamkniętych miejscach publicznych również przez osoby zaszczepione.
Locke prowadzi kościół ewangelicki The Global Vision Bible Church. Podczas niedzielnego kazania pastor stwierdził, że rozprzestrzeniający się na świecie wariant Delta “to nonsens”. Pastor zakazał także noszenia maseczek w kościele.
Duchowny dodawał, że konieczność noszenia maseczek w pomieszczeniach jest bezcelowa.
“Jeżeli zaczniecie się pokazywać tu w maskach, to poproszę was o wyjście. Poproszę was o wyjście, bo nie będę bawił się w gry Demokratów w tej świątyni” – zapewniał.
“Mówią o ponownym zamykaniu narodu. Mówią o noszeniu maseczek i zamykaniu kościołów. Chyba żartują, jeśli myślą, że zamkną ten kościół” – dodał duchowny.
USA Today przypomina, że we wtorek amerykańskie Centra Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC) zarekomendowały noszenie maseczek w zamkniętych miejscach publicznych również przez osoby zaszczepione.
Niektóre okręgi administracyjne, w których wskaźniki infekcji gwałtownie rosną, już wzywają osoby do noszenia masek w miejscach publicznych, niezależnie od tego czy są zaszczepione, czy nie.
Eksperci ostrzegają, że wariant Delta odpowiada za co najmniej 83 proc. nowych przypadków koronawirusa w Stanach Zjednoczonych. Ostatniej doby odnotowano ponad 61 tys. nowych przypadków.
Według oficjalnych danych w USA prawie 163 mln ludzi, czyli 49 procent osób jest zaszczepionych.
Odważny pastor, który zakazał noszenia maseczek w kościele głosi tezy sprzeczne z polityczno-medialnym mainstreamem w Stanach Zjednoczonych. Pomimo fali krytyki jaka na niego spada, pastor zapewnia, że będzie stał na straży prawdy.