Afgańscy mężczyźni.

Afgańscy mężczyźni. / Fot. Pixabay

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rojenia o demoliberalnym końcu historii

Amerykanie opuścić Afganistan mają do 11 września – dokładnie 20. rocznicy zamachów na World Trade Center, po których prezydent George W. Bush rozpoczął “wojnę z terrorem”, dokonując inwazji w Afganistanie i Iraku. Prezydentura Busha to apogeum amerykańskiego mesjanistycznego militaryzmu i pysznej wiary waszyngtońskich elit w budowę nowego świata. Bush deklarował wówczas, że “zakończenie tyranii w świecie stało się powołaniem naszego czasu”.

W czerwcu 2002 deklarował, że “dzieło naszego narodu zawsze było większe od obrony nas samych. Walczymy o sprawiedliwy pokój i ludzką wolność. Będziemy bronili pokoju przed terrorystami i tyranami i będziemy rozszerzać ten pokój wspierając wolne i otwarte społeczeństwa na każdym kontynencie”. “Dwudziesty wiek zakończył się z jednym trwającym modelem ludzkiego postępu, którego musimy bronić”. “Prawda moralna jest taka sama wszędzie na świecie”.

Deklaratywnie konserwatywny prezydent nie uważał za swojego czy tej uniwersalnej moralnej prawdy głównego wroga aborcji na życzenie, upadania chrześcijaństwa, związków homoseksualnych czy masowej imigracji do własnego państwa. Złem, które chciał wytępić, był brak liberalnej demokracji na Bliskim Wschodzie i w każdym innym regionie świata.

Wietnam 2.0 – czego uczy amerykańskie elity

Po 1989 amerykańskie elity naprawdę wierzyły, że nadszedł czas końca historii, a liberalizacja polityczna jest bezalternatywną ścieżką również dla państw takich jak Chiny. Po 20 latach wojny w Afganistanie, w której służą nawet żołnierze urodzeni już po jej rozpoczęciu, nie osiągnęły jednak nic. Do władzy wkrótce wrócą ci sami talibowie, których postęp miał zepchnąć na śmietnik Historii. Tysiące żołnierzy i cywili zginęły na darmo. Amerykański idealizm zderzył się z brutalną rzeczywistością. Nie pierwszy raz zresztą – podobnie było przecież w Wietnamie. Tam też bardzo długo amerykański establishment wojskowo-polityczny widział jedno lekarstwo na niepowodzenie – widocznie wciąż za mało bomb, wciąż za mało żołnierzy, wciąż za mało brutalnej siły. W polskich warunkach podobnie funkcjonuje wąska demoliberalna elita, która niepowodzenia KODu i podobnych organizacji przypisuje nie dość jasnemu jeszcze ogłoszeniu Polakom, że Kaczyński morduje demokrację i wyprowadza Polskę z Europy.

Kilka dni temu sędzia talib zapowiedział niemieckiej gazecie zrzucanie homoseksualistów z budynków, gdy już talibowie przejmą Afganistan po wycofaniu się USA. Kobiety będą mogły opuszczać dom, ale za zgodą swojego opiekuna.

“Taki był zawsze i jest nadal nasz cel”

Mimo takich prowokacyjnych deklaracji prezydent Biden konsekwentnie zapowiada wycofanie i oświadcza, że “tylko naród afgański ma prawo i odpowiedzialność zdecydować o swojej przyszłości”. Biden, krew z krwi i kość z kości amerykańskiej klasy rządzącej, sam popierał niegdyś wejście do Afganistanu i Iraku. Teraz widzi te wojny jako obciążenie dla USA. Również ze względu na ich wysoką niepopularność wśród amerykańskich wyborców. Tak jak podczas wojny w Wietnamie, mają oni dość niekończącej się kawalkady wracających trumien młodych “amerykańskich chłopców”.

Bilans militaryzmu

Zmianę nastrojów w elitach widzimy po debacie New York Timesa sprzed kilku dni. NYT to od wielu lat centralny medialny ośrodek demoliberalnego establishmentu. Oto jego redaktor Spencer Bokat-Lindell zwraca trzeźwo uwagę, że “Stany Zjednoczone nie zawsze postrzegały się jako policjanta świata”. Zauważa też, że według badań Instytutu Spraw Międzynarodowych i Publicznych Brown University amerykańska “wojna z terrorem” rozpoczęta po 11 września oznaczała śmierć 800 tysięcy ludzi, 37 milionów uchodźców zmuszonych do przesiedleń i koszt 6,4 biliona dolarów (tak, europejskiego biliona, amerykańskiego tryliona – 12 zer). To 42% więcej, niż kosztowałoby amerykańską gospodarkę całkowite odejście od paliw kopalnych w ramach transformacji ekologicznej. Co więcej, USA nadal sprzedaje broń pięciu spośród sześciu najbardziej agresywnych państw na Bliskim Wschodzie.

Jednocześnie bynajmniej nie został w amerykańskim establishmencie osiągnięty konsensus. W tym samym New York Timesie Bret Stephens pisze, że “wycofanie się z Afganistanu to historyczny błąd”, który przyznaje rację Osamie bin Ladenowi – koniec końców Ameryka wycofuje się i poddaje. Nie należy się raczej spodziewać wielkiego przełomu, ale przekierowania kursu. Typowego dla polityków takich jak Biden wybierania “środkowej drogi” między skrajnościami. Znany lewicowy krytyk amerykańskiego imperializmu Noam Chomsky zwraca uwagę, że Biden póki co dokonuje jedynie niewielkich korekt w dotychczasowej polityce.

Paradoks wycofywania się

Wydaje się jednak, że ograniczenie zaangażowania wojskowego na Bliskim Wschodzie czy w Azji Centralnej jest dla Ameryki konieczne, jeśli chce skupić się na obronie swojej światowej hegemonii przed Chinami. Po prostu nie da się uczynić z Afganistanu stabilnej liberalnej demokracji, niezależnie od tego, ile miliardów dolarów się do tego pieca wrzuci. Z drugiej strony przyznając to i wycofując się z takiego Afganistanu USA rzeczywiście podważa dogmat własnego demoliberalnego imperializmu. Przesuwa się w stronę czysto interesownej walki o dominację w stylu Theodore’a Roosevelta – nurtu podejmowanego później jedynie przez Nixona i, dość nieudolnie, przez Trumpa.

Drugim paradoksem jest to, że USA ustępuje miejsca właśnie państwom takim jak Chiny, które będą w opuszczone miejsca wchodzić ze swoim zaangażowaniem zupełnie innego rodzaju – skupionym na materialnych zyskach i kompletnie pomijającym kwestie ustroju w danym państwie i “praw człowieka”.

Jak te sprzeczności łączy bidenowski establishment? Uwielbiający przecież eksportować agendę LGBT i podobne “uniwersalne wartości”. Nie składający się przecież z amerykańskich nacjonalistów takich jak T.Roosevelt czy Trump. Wydaje się, że zwycięża tu po prostu zwykły grupowy interes demoliberalnej klasy panującej. Front afgański trzeba odpuścić, żeby przetrwać u władzy w USA i na całym Zachodzie. Instytucje amerykańskiego państwa mają tu być zaś jedynie wehikułem dominacji ich i ich ideologii. Ameryka pod władzą Bidena nie jest i nie będzie zwykłym państwem narodowym dbającym o swoje interesy.

Dr Bogusław Rogalski w wypowiedzi dla Mediów Narodowych podczas pikiety.

Dr Bogusław Rogalski w wypowiedzi dla Mediów Narodowych podczas pikiety. / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Polacy bronili rodaków na Wileńszczyźnie

W czwartek przed Ministerstwem Spraw Zagranicznych w Warszawie odbył się wiec poparcia dla Polaków na Litwie, w których miejscowości szowinistyczny rząd litewski zmierza umieścić ośrodek dla 1000 islamskich imigrantów (miejscowość liczy 500 osób).

Podczas wiecu przemawiali lider ZChR Bogusław Rogalski, prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Józef Szyłejko i przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej – Niezłomni Adam Słomka.

Szowiniści litewscy zalewają polską miejscowość islamistami

Jak informował ZChR „w Dziewieniszkach na Litwie, miejscowości zamieszkałej w ponad 80 procentach przez Polaków, władze litewskie chcą stworzyć ośrodek dla islamskich imigrantów ekonomicznych wbrew woli mieszkańców i uchwale samorządu lokalnego Rejonu Solecznickiego”.

O sprawie mówił w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja europoseł Waldemar Tomaszewski, prezes Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Jego zdaniem „decyzja o rozlokowaniu islamskich migrantów w Dziewieniszkach jest skandaliczna. Miejscowość zamieszkuje 500 osób, a w jej centrum ma zostać umieszczonych tysiąc migrantów. To prowokacja p.o. ministra spraw wewnętrznych, Arvydasa Anusauskasa, który pospiesznie podpisał decyzję. Przed kilkoma laty gazeta „Res Publica” umieściła go na liście tajnych współpracowników KGB i do tej pory informacja nie została sprostowana”.

Islamiści w samym środku miasta

Ośrodek dla 1000 islamistów ma być zlokalizowany w samym centrum miasta, tuż obok polskiego gimnazjum. Zdaniem Tomaszewskiego taka decyzja szowinistycznych władz litewskich „jest sprzeczna z wieloma aktami prawnymi naszego państwa, jak i wobec zobowiązań międzynarodowych. Zostało to narzucone odgórnie, wbrew miejscowym mieszkańcom, rady powiatowej. Europejska Karta Samorządów, którą ratyfikowała Litwa, a także krajowe ustawy wyraźnie mówią, że wszystkie podobne decyzje powinny być konsultowane z lokalną władzą”.

Niektórym internautom warto przypomnieć, że Polacy na Wileńszczyźnie są u siebie. Wileńszczyzna to polska ziemia od wieków. Nie ma znaczenia, że dziś teren ten przynależy do Litwy. Nie ma powodów, by Polacy porzucali swoje ziemie rodzinne i emigrowali nad Wisłę.

Nie można się też zgodzić z opiniami, że temat Polaków prześladowanych przez szowinistów litewskich to temat zastępczy. Obrona praw naszych rodaków prześladowanych na Litwie wcale nie przeszkadza w walce z covidowym faszyzmem.

Jan Bodakowski

Zobacz także: “Górale Patriotycznie”. Koncert uświetni Tydzień Kultury Beskidzkiej

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Spencer Davis/Unsplash

Gigantyczny sukces Pfizera

Amerykański koncern farmaceutyczny poinformował o ilości sprzedanych szczepionek przeciwko COVID-19, a także dochodach, jakie uzyskał z ich sprzedaży. Jednocześnie poinformował, że mogą one wzrosnąć do 33,5 mld. dol. przy sprzedaży 2,1 mld dawek. Niewątpliwie sukces koncernu spowodowany był wymaganymi, do pełnego zaszczepienia, dwoma dawkami. Co ciekawe, ostatnimi czasy media obiegła informacja, że firma Pfizer ma prowadzić rozmowy z członkami zespołu ds. pandemii w Białym Domu, ws. wprowadzenia trzeciej, obowiązkowej dawki.

Nowa dostawa szczepionek do Polski

Prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, Michał Kuczmierowski, poinformował, że do kraju dotarło 1,5 mln. dawek szczepionki koncernu Pfizer/BioNTech. Kolejne dostawy zapowiedział na piątek. Będą to m. in. Moderna, AstraZeneca i Johnson & Johnson. Według danych rządowych, dotychczas do Polski dostarczono blisko 41 mln. dawek szczepionek różnych koncernów farmaceutycznych.

Obowiązkowe szczepienia coraz bliżej?

Prof. Andrzej Horban – zapytany o kwestię szczepień – odpowiedział, że obowiązkowo zostaną zaszczepione niektóre grupy zawodowe. Prócz nauczycieli i służby medycznej, wymienił m. in. służby porządkowe czy pracowników sklepów wielkoprzemysłowych. Zapytany został również o to, kiedy zostanie wprowadzony przymus szczepień .

Wszystko jest w rękach ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i premiera Mateusza Morawieckiego

– odpowiedział.

Jednocześnie poinformował, że rząd obrał taktykę przekonywania do szczepień, aniżeli nakazu zaszczepienia.

gazetaprawna.pl

flagi UE

flagi UE / Fot. Guillaume Périgois/Unsplash

Suwerenność nie ma ceny

Ministerstwo sprawiedliwości wnioskuje, aby polski rząd wezwał TSUE do wykonania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Ta sprawa jest dla Polski jasna – powiedział dla portalu wPolityce.pl wiceminister sprawiedliwości, Sebastian Kaleta.

Suwerenność nie ma ceny. Procedura, w której teraz się znajdujemy dotyczy kar finansowych, które stanowią promil należnych Polsce środków z budżetu unijnego. (…). Trzeba zażądać od Unii Europejskiej, by ta działała zgodnie ze swoimi kompetencjami.

– powiedział

Izby Dyscyplinarnej broni również minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro. W jego ocenie decyzja TSUE jest politycznym wyrokiem wydanym na polityczne zamówienie Komisji Europejskiej, u którego podstaw leży segregacja państw na lepsze i gorsze.

System dyscyplinarny sprzeczny z traktatami unijnymi

Według KE i TSUE, Izba Dyscyplinarna w Polsce łamie unijne przepisy, czym powinna zostać pociągnięta do odpowiedzialności. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał zawieszenie działania Izby Dyscyplinarnej wobec sędziów, powołując się tym samym na prawo UE. Zapowiedzieli, że jeżeli Polska nie podda się decyzjom TSUE, zostanie ukarana finansowo.

Komisja Europejska w wystarczający sposób wykazała, że sporne przepisy nie gwarantują niezależności oraz bezstronności Izby Dyscyplinarnej, a zatem są sprzeczne z Traktatem o UE

– podał TSUE

Ponadto Komisji Europejskiej przeszkadza skład Izby Dyscyplinarnej powołanej przez Krajową Radę Sądownictwa, jako niezgodną z Konstytucją.

Apel o podporządkowanie się decyzjom

92 sędziów, zarówno czynnych jak i w stanie spoczynku, zaapelowało do Izby Dyscyplinarnej o natychmiastowe podporządkowanie się TSUE, jak również do zawieszenia działalności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Odmowa wykonania orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości stanowi nie tylko naruszenie prawa unijnego obowiązującego w państwie członkowskim UE (art. 19 ust. 1 akapit drugi Traktatu o Unii Europejskiej), lecz godzi także w krajowy porządek konstytucyjny (art. 91 ust. 1 i 2 Konstytucji RP).

– napisali w apelu

youtube.com, wpolityce.pl

Człowiek w maseczce

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Na Filipinach, program szczepień odbywał się etapami i był całkowicie dobrowolny. W pierwszej kolejności szczepieni byli pracownicy medyczni i osoby starsze, personel kluczowych sektorów państwa, w tym służby mundurowe oraz osoby biedne. Zainteresowanie szczepieniami jednak nie jest zbyt duże. Filipiny zmagają się także z niedoborem preparatu. 

Niechęć do szczepień na Filipinach, to skutek skandalu ze szczepieniami na dengę w 2016 r.

Niechęć do szczepień wynika z głośnego skandalu z 2016 r. kiedy to rząd Filipin promował szczepienia na dengę wśród dzieci. Okazało się jednak, że środek ten zwiększał ryzyko ciężkiego przebiegu choroby u osób, które wcześniej jej nie przechodziły. 

„Kraj nie może pozwolić sobie na powrót do punktu wyjścia”

– powiedział Prezydent Filipin Rodrigo Duterte w telewizyjnym wystąpieniu.

Duterte twierdzi, że rozważa wprowadzenie kar dla osób które nie chcą się szczepić. Antyszczepionkowcy spodziewać się mogą zakazu wyjścia z domu, pod groźbą eskorty, albo aresztu. Z kolei dla osób zaszczepionych prezydent zapowiada przywileje. 

Rząd zakłada zaszczepienie 70 milionów ludzi do końca roku

Do końca roku rząd Filipin planuje zaszczepić 70 milionów obywateli. Prezydent Duterte zapowiada, że wszelkimi sposobami, będzie nakłaniał obywateli do szczepienia się.

wprost.pl

Robert Lewandowski po meczu Polska-Szwecja.

Bohater ostatniego starcia Polski ze Szwecją / Fot. You Tube/ TVP Sport

  • Zatrzymanemu postawiono zarzut wzięcia łapówki w związku z pełnioną przez niego funkcją. Grozi mu kara pozbawienia wolności do lat ośmiu.
  • W UNS zatrudnienie znaleźli Zbigniew D. wraz z żoną, a także ich dwóch synów.
  • Jacek Góralski, Arkadiusz i Łukasz Milikowie, Piotr Świerczewski to kolejni sportowcy zamieszani w aferę dyplomową.
  • Ministerstwo Edukacji i Nauki zwróciło się z pismem do Rektora uczelni, Urszuli D. o wyjaśnienie sprawy.
  • Zobacz także: Lewandowski zamieszany w aferę dyplomową! Otoczenie piłkarza nie potwierdza medialnych informacji

Ujawniono, że zatrzymany Zbigniew D. prowadził rozmowy z Anną Lewandowską w sprawie wystawienia fikcyjnych dokumentów. W telefonie podejrzanego, znaleziono bogatą korespondencję z innymi czołowymi sportowcami oraz ich rodzinami, a także zdjęcia spreparowanych dokumentów.

Anna i Robert Lewandowscy pod okiem prokuratury?

Pojawienie się nazwiska Lewandowskich w tej sprawie jest dość zaskakujące, zważywszy na to, że król strzelców nigdy nie chwalił się dyplomem łódzkiej uczelni. Po 13 latach studiowania w Wyższej Szkole Edukacji w Sporcie w Warszawie uzyskał najpierw licencjat, a potem tytuł magistra. Po przyjrzeniu się datom, dochodzimy do wniosku, że tytuł magistra UNS musiałby uzyskać zaledwie rok po tytule licencjata w WSEwS w Warszawie. Co ciekawe, Robert Lewandowski był na zgrupowaniu kadry w momencie domniemanej obrony pracy dyplomowej. Dzień przed, grał w meczu towarzyskim Polski z Nigerią.

Kolejni sportowcy zamieszani w aferę dyplomową

W śledztwie pojawia się nazwisko piłkarza Jacka Góralskiego, który za 10 tys. miał kupić dyplom licencjata na kierunku „teologia adwentystyczna”. Zapytany o to sportowiec stanowczo zaprzecza tłumacząc, że nie ma nawet matury, więc nie mógłby zrobić dyplomu licencjackiego. Jednak kopia dokumentu wystawiona na jego nazwisko została znaleziona podczas czynności śledczych. Czy ktoś mógłby sfabrykować dokument bez wiedzy Górskiego?

Bracia Milik, piłkarz Arkadiusz i jego brat Łukasz, dyrektor akademii piłkarskiej Górnik Zabrze, nie mają wykształcenia średniego. Jednak wśród zabezpieczonych przez prokuraturę dokumentów były świadectwa maturalne obydwu panów. Łukasz Milik przyznaje, że kontaktował się z Zbigniewem D., jednak twierdzi, że w zupełnie innej sprawie.

Nazwisko Piotra Świerczewskiego, piłkarza, trenera i dyrektora sportowego przewija się w tej sprawie. Zapytany sportowiec twierdzi, że zarówno on, jego żona i znajomi uzyskali dyplomy legalnie, studiując i zdając egzaminy. Jest zdziwiony oskarżeniem Zbigniewa D. o fałszerstwa. Nie umie wytłumaczyć dlaczego w korespondencji sms-owej, zabezpieczonej przez prokuraturę, pojawia się jako osoba, która ma pośredniczyć w przekazywaniu pieniędzy. Korespondencja wskazuje, że miał ponaglać znajomych, o co prosił go oskarżony naukowiec.

Afera dyplomowa wykryta dzięki ambitnej studentce

Sprawa ujrzała światło dzienne, dzięki uczciwej kobiecie, która szukając studiów podyplomowych trafiła do Zbigniewa D. Naukowiec zaproponował jej kupno dyplomu za 2,5 tysiąca złotych bez konieczności zdawania egzaminu. Kobieta zgłosiła sprawę na policję. Mężczyzna został zatrzymany bezpośrednio po przyjęciu łapówki. Grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Rektorem UNS w Łodzi jest żona Zbigniewa D. Urszula i to jej podpisy widnieją na wystawionych dokumentach. Ciekawe jest również to, że w szkole zatrudnieni są dwaj synowie małżeństwa D. Jeden pracuje jako kanclerz a drugi jest pracownikiem administracyjnym.

Ministerstwo Edukacji i Nauki zwróciło się z pismem do Rektora uczelni, Urszuli D. o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Resort przypomina, że rektor jest zobowiązany do unieważnienia dyplomów zdobytych w sposób niezgodny z prawem.

onet.pl

Koncert techno

koncert techno / fot. flickr.com

  • Według lokalnych ośrodków medycznych, na festiwal muzyczny w Utrechcie wpuszczono około 130 osób, które były zakażone COVID-19.
  • Na podstawie badań holenderskich ośrodków, spośród 20 tys. osób bawiących się na dwudniowej imprezie muzycznej 1100 było zakażonych. Zdaniem medyków 34 proc. z nich było nosicielami wirusa jeszcze przed rozpoczęciem imprezy.
  • Zdaniem belgijskiego wirusologa Marca Van Ransta, aby zapobiec dalszym falom zakażeń należy szczepić jeszcze więcej osób.
  • Zobacz także: Obrzydliwy atak Agory przed rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. “Paskudny tekst”

Według lokalnych ośrodków medycznych, co najmniej 130 zakażonych COVID-19 uczestników festiwalu techno, który odbył się na początku lipca w Utrechcie przeszło kontrolę sanitarną i zostało wpuszczonych na teren festiwalu. Stało się to, choć byli już zainfekowani koronawirusem.

130 zakażonych COVID-19 osób weszło na koncert mimo wykonanych testów

Przychodnia miejska w Utrechcie (GGD) podała informacje. Na podstawie własnych badań uznano, że spośród 20 tys. osób bawiących się na dwudniowej imprezie muzycznej 1100 było zakażonych. To oznacza, że 34 proc. uczestników było nosicielami wirusa jeszcze przed rozpoczęciem imprezy. Co ciekawe, wszyscy przeszli kontrolę sanitarną, która była obowiązkowa dla uczestników festiwalu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Przychodnia informuje, że niekoniecznie musiało dojść do oszukiwania z testami dostępu lub świadectwami szczepień. Zdaniem medyków, 130 zakażonych COVID-19 osób wpuszczonych na teren imprezy jest jednak sporym uchybieniem i nie powinno mieć miejsca.

„Wielu zakażonych festiwalowiczów uczestniczyło wcześniej w innych imprezach i mogło się tam zakazić”

– czytamy w informacji GGD.

“Ze względu na nowe, bardziej zakaźne warianty koronawirusa trzeba w pełni zaszczepić więcej niż zakładany obecnie poziom 70 proc. dorosłej populacji UE, by zatrzymać rozprzestrzenianie się tego patogenu”

– ocenia belgijski wirusolog Marc Van Ranst, cytowany przez Euronews.

“Przeciwko pierwotnemu wariantowi, który został wykryty w Wuhanie, wyszczepienie na poziomie 70 proc. pewnie by wystarczyło. Jednak przy wysoce zakaźnym wariancie brytyjskim (Alfa) czy indyjskim (Delta) poziom wyszczepienia będzie musiał być wyższy”

– podkreślił Ranst, wykładowca na Katolickim Uniwersytecie Lowańskim i doradca rządu belgijskiego w zakresie ochrony zdrowia od początku pandemii COVID-19.

dorzeczy.pl

Fragment plakatu zapraszającego na koncert "Górale Patriotycznie".

Fragment plakatu zapraszającego na koncert "Górale Patriotycznie". / Fot. Beskidzkie Towarzystwo Oświatowe

Na scenie amfiteatru zaprezentują się znakomici muzycy i śpiewacy z Beskidu Żywieckiego i Śląskiego w repertuarze pieśni góralskich, wojskowych i popularnych z okresu walk o niepodległość w latach 1914 – 1922. Za kierownictwo muzyczne odpowiadają Brygida Sordyl oraz Czesław Węglarz, za choreografię Adama Adamowski, natomiast za prowadzanie Eugeniusz Jachym.

Wystąpią m.in.: Regionalny Zespół Pieśni i Tańca ‘Lipowianie” oraz muzycy i soliści: Stanisław Bafia, Mariusz Chwastek, Magdalena Kubizna, Karolina Kupczyk, Bolesław Niedoba, Adam Puszyński, Piotr Puszyński, Brygida Sordyl, Marzena Suszka, Zbigniew Wałach, Czesław Węglarz, Kamil Wiercigroch, Grzegorz Zawiła oraz Tomasz Zdrach. Goścmi specjalnymi wydarzenia będą: Chór Ludowy Fundacji Braci Golec, Podopieczni Fundacji Braci Golec oraz Golec uOrkiestra.

Koncert “Górale Patriotycznie” będzie także transmitowany za pośrednictwem strony internetowej Tygodnia Kultury Beskidzkiej.

Tydzień Kultury Beskidzkiej został zapoczątkowany w 1964 roku przez działaczy kultury i miłośników folkloru z Wisły. Podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej występuje zwykle blisko sto zespołów, kilkanaście to grupy zagraniczne, z całego świata. Do tego kapele, ludowi śpiewacy i instrumentaliści. Koncerty ogląda niemal 200-tysięczna widownia. Prezentowane są wystawy sztuki ludowej, rękodzieła artystycznego, fotograficzne itp. Organizatorzy przygotowują targi i jarmarki sztuki ludowej, trwają warsztaty i konkursy.

Zobacz także: Rok 1968. Kolejny etap upadku zachodniej cywilizacji [OPINIA]

facebook.com, tkb.art.pl

Rada Medyczna

Andrzej Horban / fot. flickr.com

Na antenie TVN24 prof. Horban został zapytany, czy jest już decyzja, czy w Polsce będą obowiązkowe szczepienia dla jakichś grup zawodowych.

“Nie ma jeszcze, ale jesteśmy bardzo bliscy. Zalecenie – tak, ale jeszcze pan minister powinien przekuć to w swój komunikat lub też zalecenie co do kalendarza szczepień”

– odpowiedział krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych.

Horban wymienił także pięć grup zawodowych, które prawdopodobnie obejmie obowiązek szczepień. Na pierwszym miejscu wspomniał o pracownikach ochrony zdrowia. Zdaniem szefa Rady Medycznej, przymusowe szczepienia w tej branży to “nic dziwnego”.

Według przewodniczącego Rady Medycznej przy premierze „do rozważania jest szczepienie nauczycieli”. Horban twierdzi, że obowiązkiem powinni być objęci jego zdaniem także pracownicy administracji. Pozostałe dwie grupy zawodowe to pracownicy sklepów wielkoprzemysłowych oraz służby porządkowe.

Pytany o to, kiedy w Polsce zostaną wprowadzone obowiązkowe szczepienia, prof. Horban odparł, że „wszystko jest w rękach ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i premiera Mateusza Morawieckiego”.

“Teoretycznie można dać obywatelowi grzywnę. Praktycznie trzeba tworzyć takie prawo, żeby one było skuteczne”

– dodał.

Profesor pytany był o możliwe sankcje dla osób, uchylających się od obowiązku szczepień.

“Można dawać grzywny codziennie, ale my zawsze raczej stoimy na stanowisku, że trzeba ludzi przekonywać”

– stwierdził.

Serwis resortu zdrowia SzczepimySię podał, że do czwartku w Polsce wykonano łącznie 34 096 548 szczepień przeciw COVID-19. Łącznie zaszczepiono ponad 18 mln 192 tys. osób, z których w pełni zaszczepionych jest ponad 17 mln 225 tys. osób.

rp.pl

Zofia Klepacka

Zofia Klepacka / fot. You Tube/ Rafał Betlejewski

Zofia Klepacka walczy do końca i godnie reprezentuje Polskę podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Zawodniczka zakwalifikowała się do finałowego wyścigu, lecz nie ma już szans na medal. To co najważniejsze w krótkim fragmencie filmu, to wiadomość Klepackiej do Jagny Marczułajtis, która publicznie wyśmiewa wiarę polskiej windsurferki. Klepacka odpowiada jej, ale i wszystkim hejterom.

“Podobno pani Jagna Marczułajtis naśmiewa się z mojej wiary. Powstała grafika, że zamiast żagla trzymam krzyż i płynę na desce. Tak, każdy niesie swój krzyż. Jeden jest lżejszy, drugi cięższy. Wierzę, że ci, którzy niosą ten ciężki krzyż na ziemi, tam w niebie będą mieć lżej.”

– odpowiedziała Zofia Klepacka.

Klepacka z klasą i należytym spokojem odpowiada hejterom. Widać, że nie daje się sprowokować coraz to częstszym prowokacjom środowisk lewicowych, które na wiele sposobów szydzą z wyznawanych przez zawodniczkę wartości.

Zofia Noceti-Klepacka w ostatnim czwartkowym starcie w żeglarskiej klasie RS:X zajęła siódme miejsce i awansowała do wyścigu medalowego. Polka po 12 wyścigach jest dziewiąta, awans do finału zapewniła sobie czołowa “10”.

Wsparcie dla Zofii Klepackiej wyraził również prezes Rot Niepodległości, pan Robert Bąkiewicz. W krótkiej wypowiedzi wyraził pełne poparcie dla działań zawodniczki oraz przekazał życzenia jak najlepszych wyników sportowych w Tokio.

polsatsport.pl