szczepienie przeciw COVID-19

szczepienie przeciw COVID-19 / Fot. PAP/EPA/ZURAB KURTSIKIDZE

  • Decyzja władz izraelskich wynika z faktu, że potwierdzono znaczny wzrost przeciwciał u osób zaszczepionych trzecią dawką przy niewielu skutkach ubocznych.
  • W celu spowolnienia fali zakażeń w Izraelu od środy obowiązują ponownie obostrzenia. Dotyczą one zgromadzeń, zasad dystansu społecznego w firmach oraz konieczności noszenia maseczki w miejscach publicznych. 
  • W poniedziałek w całym kraju odnotowano 8726 nowych zakażeń, co stanowi nowy dzienny rekord.
  • Zobacz także: Nergal zdeptał wizerunek Maryi. Jest decyzja sądu

Władze medyczne Stanów Zjednoczonych ogłosiły w środę, że kolejna dawka szczepionki Pfizer-BioNTech będzie dostępna dla wszystkich mieszkańców od 20 września. W Izraelu trzecia dawka szczepionki ma wejść do szerszego obiegu od początku miesiąca.

Spodziewana decyzja władz izraelskich wynika z faktu, że potwierdzono znaczny wzrost przeciwciał u osób zaszczepionych trzecią dawką. Zdaniem kanału 12, odbywa się to przy niewielkiej liczbie niepożądanych skutków poszczepiennych.

Trzecia dawka szczepionki w Izraelu

W lipcu Izrael stał się pierwszym krajem na świecie, który zaczął podawać trzecią dawkę szczepionki. Na początku podawano ją osobom w wieku co najmniej 60 lat. Tydzień temu limit wieku został obniżony do 50 lat. W czwartek rządowy zespół ekspertów ma dyskutować nad dopuszczeniem dawki przypominającej u osób powyżej 40. roku życia.

“Plan jest taki, by podawanie rozszerzyć również na tych, którzy mają bliski kontakt z wieloma osobami – policjantów, nauczycieli i podobne grupy” – powiedział minister zdrowia Nican Horowic.

W celu spowolnienia fali zakażeń w Izraelu od środy obowiązują ponownie obostrzenia. Dotyczą one zgromadzeń, zasad dystansu społecznego w firmach oraz konieczności noszenia maseczki w miejscach publicznych. Wejście do lokali gastronomicznych, na imprezy sportowe i kulturalne jest możliwe tylko dla osób posiadających tzw. paszporty sanitarne.

Premier Izraela Naftali Benet wielokrotnie zapewniał, że rządowi zależy, by uniknąć wprowadzenia czwartego od wybuchu pandemii lockdownu i stąd nacisk na szczepienia ludności oraz poszczególne koronarestrykcje.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Liczba zakażeń w Izraelu

W poniedziałek w całym kraju odnotowano 8726 nowych zakażeń, co stanowi nowy dzienny rekord, a liczba aktywnych infekcji przekracza obecnie 57 tys.

“Na razie nie ma potrzeby stosowania szczepionek przypominających przeciwko COVID-19” –poinformowała w środę na konferencji online w Genewie Soumya Swaminathan, główna specjalistka naukowa Światowej Organizacji Zdrowia.

Swaminathan powtórzyła, że najbardziej narażeni ludzie na całym świecie powinni zostać w pełni zaszczepieni w pierwszej kolejności. Jej zdaniem powinno się to stać, zanim bogate kraje zaczną u siebie podawać dawki przypominające.

Została zapytana o stosowanie dawki przypominającej, aby zwiększyć ochronę przed koronawirusem. Przedstawicielka WHO odpowiedziała: “Zgodnie z obecnymi danymi dawki przypominające nie są potrzebne”.

dorzeczy.pl

Marcin Wiącek

Marcin Wiącek / fot. You Tube/ Janusz Jaskółka

Nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego zmienia przepisy nakazujące uznawanie decyzji administracyjnej za nieważną z powodu “rażącego naruszenia prawa” – bez względu na fakt, jak dawno ją wydano. Zapisy ustawy oznaczają m.in., że po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie wszczęcie postępowania w celu jej zakwestionowania, np. w sprawie odebranego przed laty mienia. Nowelizacja Kpa prawdopodobnie znajdzie swój finał Trybunale Konstytucyjnym.

“Dziennik Gazeta Prawna” w czwartkowym wydaniu wskazuje, że nie będzie też można stwierdzić nieważności takiego rozstrzygnięcia, jeśli od dnia jego wydania upłynęło 10 lat lub jeśli wywołało już ono nieodwracalne skutki prawne. Zgodnie z przepisami przejściowymi – czytamy – będzie to dotyczyć także tych spraw, które już się toczą.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Dziennik zwraca uwagę, że choć nowela była wprowadzona pod hasłem “kończymy z dziką reprywatyzacją”, to omawiane rozwiązania będą miały zastosowanie nie tylko do spraw reprywatyzacyjnych, ale do wszystkich tych, w których chodzi o unieważnienie decyzji organu państwa.

Nowelizacja Kpa w Trybunale Konstytucyjnym?

A to – jak pisze “DGP” – budzi ogromne wątpliwości, także u prof. Marcina Wiącka, rzecznika praw obywatelskich. Jego zdaniem przyjęte przepisy przejściowe naruszają zasadę zaufania obywatela do państwa i stanowionego w nim prawa.

“Tak naprawdę uzależniają one sytuację obywateli, którzy wnieśli o stwierdzenie nieważności decyzji, od wydolności i sprawności aparatu administracyjnego. Stawia to obywateli w nierównej pozycji z przyczyn od nich niezależnych. Dlatego też rozważam zaskarżenie tych regulacji do TK” – mówi “DGP” rzecznik.

rmf24.pl

Talibowie w Afganistanie

Talibowie w Afganistanie / PAP/EPA/STRINGER

  • W specjalnym oświadczenie marszałek Struk napisał, że kierowana przez niego jednostka jest zaniepokojona rozwojem sytuacji w Afganistanie.
  • Mieczysław Struk twierdzi, że „pomoc Afgańczykom to nasze moralne, ale i prawne zobowiązanie, gwarantowane Konwencją Genewska o ochronie ofiar wojny z 1945 roku”.
  • Pod wpisem Telewizji Kaszuby internauci dali znać, co o tym sądzą o pomyśle przyjmowania uchodźców. 
  • Zobacz także: Andrzej Duda wysyła wojska do Afganistanu. “Operacja nie ma charakteru bojowego”

O sprawie informują m.in. Telewizja Kaszuby i portal Koscierzyna24. W specjalnym oświadczeniu marszałek Struk napisał, że Województwo Pomorskie zaniepokojone rozwojem sytuacji w Afganistanie przyjmie uchodźców z Bliskiego Wschodu.

“Cierpienia mieszkańców Afganistanu, poruszyły serca milionów ludzi na całym świecie. W obecnej sytuacji niezbędne jest okazanie solidarności z najbardziej poszkodowanymi oraz zapewnienie im pomocy humanitarnej. Samorząd Województwa Pomorskiego deklaruje gotowość wsparcia strony rządowej w ochronie życia i zdrowia bezbronnych obywateli Afganistanu” – napisał samorządowiec.

Województwo Pomorskie przyjmie uchodźców z Afganistanu

Struk twierdzi, że „pomoc Afgańczykom to nasze moralne, ale i prawne zobowiązanie, gwarantowane Konwencją Genewska o ochronie ofiar wojny z 1945 roku”.

“Pamiętajmy, że każda osoba poszkodowana w wojnie, jak dziś obywatele Afganistanu, ma prawo poszukiwać bezpiecznego schronienia. Polska i Pomorze takiego schronienia powinna udzielić” – uważa polityk.

“Jesteśmy gotowi otoczyć opieką Afgańczyków, którzy przez lata, niejednokrotnie z narażeniem życia swojego i swoich bliskich, byli zaangażowani w pomoc polskim żołnierzom i dyplomatom, a dziś są narażeni na represje, prześladowania, a nawet utratę życia” – dodaje Struk.

“Wielokrotnie w polskiej historii, środowisko międzynarodowe okazywało solidarność z Polakami prześladowanymi we własnym kraju, bądź zmuszonym do emigracji z powodów politycznych czy ekonomicznych. Dziś pragniemy się odwdzięczyć” – dodaje.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Co sądzą o pomyśle marszałka mieszkańcy Pomorza?

Pod wpisem Telewizji Kaszuby internauci dali znać, co o tym sądzą. Przeważają sceptyczne komentarze – wiele osób obawia się, że zamiast rodzin z dziećmi przyjadą na Pomorze młodzi mężczyźni „w wieku poborowym”.

“Chamska propaganda. Te biedne „dzieci i kobiety” w Mediolanie przy ostatniej fali widziałem…. Absolutnie nie. Sami faceci w wieku poborowym” – pisze jeden z użytkowników.

“Byleby rodziny z dziećmi a nie Zdrowych bezrobotnych byków” – dodaje inne użytkowniczka.

“Będzie bombowo” – napisała ironicznie internautka.

“A może by zapytał Pomorzan czy chcą ich przyjmować, a nie decyduje samopas” – dodaje kolejna osoba.

nczas.com

Ratownik Medyczny

Ratownik Medyczny / fot. pixabay.com

Koronawirus w Polsce. Ministerstwo Zdrowia podaje najnowsze dane dotyczące wskaźnika nowych zakażeń oraz zgonów spowodowanych COVID-19.

Nowe potwierdzone przypadki zakażeń koronawirusem dotyczą województw: mazowieckiego (29), małopolskiego (25), pomorskiego (16), podkarpackiego (15), śląskiego (14), dolnośląskiego (13), lubelskiego (13), łódzkiego (13), zachodniopomorskiego (11), wielkopolskiego (9), opolskiego (8), kujawsko-pomorskiego (7), podlaskiego (7), warmińsko-mazurskiego (5), lubuskiego (3), świętokrzyskiego (1).

8 zakażeń to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną.

Z powodu COVID-19 zmarły 2 osoby. 2 osoby zmarły z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Koronawirus w Polsce. Obłożenie miejsc w szpitalach

Hospitalizowanych jest 353 chorych z COVID-19, a 46 z nich przebywa pod respiratorami.

Dla pacjentów z COVID-19 przygotowano 6002 łóżka i 580 respiratorów.

tvp.info

Samolot z Afgańczykami na Okęciu

Samolot z Afgańczykami na Okęciu / fot. Facebook / Mateusz Morawiecki

  • Do stolicy Polski przyleciało prawie 80 ewakuowanych. Na pokładzie samolotu było troje obywateli polskich. Reszta to afgańscy współpracownicy polskiego kontyngentu z czasów, gdy stacjonował w Afganistanie.
  • Niebawem do Polski mają dotrzeć kolejne samoloty z Uzbekistanu. Jak informował rząd, na polskiej liście osób chętnych do ewakuacji jest ponad 250 osób. 
  • Afgańscy talibowie w niedzielę wkroczyli do Kabulu, stolicy Afganistanu. Wykorzystując wycofanie się międzynarodowych sił wojskowych pod wodzą USA, przejęli kontrolę nad krajem. 
  • Zobacz także: Czechy. TK wykluczył możliwość zawierania „małżeństw jednopłciowych” i adoptowania przez nich dzieci

Rządowy samolot z Afgańczykami wylądował przed północą na Okęciu. Do Warszawy przyleciało prawie 80 ewakuowanych. Wśród nich jest troje obywateli polskich. Reszta to afgańscy współpracownicy polskiego kontyngentu z czasów, gdy stacjonował w Afganistanie oraz ich rodziny – także małe dzieci.

Samolot z Afgańczykami na Okęciu

Premier Mateusz Morawiecki informując o przylocie pierwszego transportu, napisał w mediach społecznościowych, że ewakuowane osoby trafiły do bezpiecznych miejsc w Polsce.

“Bardzo dziękuję wszystkim zaangażowanym w tę akcję. To oczywiście nie koniec naszej pomocy i kolejny transport zabierze pozostałe osoby. Chcemy też pomóc UE i NATO w dalszej ewakuacji” – napisał premier.

Wcześniej szef polskiego rządu powołał międzyresortowy zespół, który ma stworzyć plan rozmieszczenia ewakuowanych Afgańczyków w naszym kraju.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Niebawem do Polski mają dotrzeć kolejne samoloty z Uzbekistanu. Jak informował rząd, na polskiej liście osób chętnych do ewakuacji jest ponad 250 osób. Samolot z Afgańczykami, który wylądował na Okęciu jest pierwszym z trzech, które wyleciały na Bliski Wschód.

W Kabulu cały czas – wraz z rodzinami – na ewakuacje czeka kolejnych blisko 40 afgańskich współpracowników polskiego wojska, którzy nie zdążyli wejść na pokład samolotu. 

Późnym wieczorem prezydent podpisał postanowienie o użyciu polskich żołnierzy w Afganistanie. Kontyngent w sile do 100 osób ma zabezpieczać ewakuację, a jego misja ma potrwać do połowy września.

Kryzys w Afganistanie

Afgańscy talibowie w niedzielę wkroczyli do Kabulu, stolicy Afganistanu. Wykorzystując wycofanie się międzynarodowych sił wojskowych pod wodzą USA, przejęli kontrolę nad krajem. Popierany przez Stany Zjednoczone rząd upadł, a prezydent kraju Aszraf Ghani zbiegł za granicę.

Władze Międzynarodowego Lotniska im. Hamida Karzaja w Kabulu odwołały wszystkie loty komercyjne. Przestrzeń powietrzna jest dostępna tylko dla celów militarnych. 

Talibowie z kolei kontynuują rozmowy z nietalibskimi politykami dotyczące utworzenia rządu. Już zapowiedziano, że w kraju nie będzie standardów demokratycznych, tylko będzie obowiązywał szariat. 

rmf24.pl

Artur Łącki

Artur Łącki / Fot. PAP

  • W niedzielę na antenie TVP Info poseł PO Artur Łącki stwierdził, że obozy koncentracyjne powstały na terenie Polski ze względu na największy antysemityzm.
  • Jego słowa wywołały falę oburzenia szczególnie ostro zareagował obecny w studiu wiceminister edukacji i nauki Tomasz Rzymkowski.
  • Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu: Jako organizacja społeczna, której statutowym celem jest ochrona dobrego imienia RP złożymy zawiadomienie do prokuratury.
  • Zobacz także: Gowin chciał być prezydentem? Suski ujawnia

Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu poinformował, że w związku ze skandaliczną wypowiedzią posła Artura Łąckiego złożył zawiadomienie do prokuratury. – Zachowanie nieodpowiadające godności posła – napisała na Twitterze organizacja.

Artur Łącki w niedzielę wieczorem był gościem programu „Minęła 20” na antenie TVP Info. Dyskusja dotyczyła konfliktu dyplomatycznego pomiędzy Polską a Izraelem.

– Obozy koncentracyjne, w których mordowało się Żydów, Polaków i wszystkich innych, powstały na terenie Polski, dlatego że w Polsce był największy antysemityzm przed II wojną światową

– powiedział poseł PO.

Dopytywany, czy to jest jego opinia czy kogoś cytuje, odpowiedział, że to nie jest jego opinia. Zaznaczył, że jest to opinia wielu historyków światowych.

Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu ocenił na Twitterze, że jest to „zachowanie nieodpowiadające godności posła”.

We wpisie przytoczono Art. 133 Kodeksu karnego, który głosi, że „Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

– Tak jak zapowiadaliśmy. Dziś wysłaliśmy zawiadomienie do Prokuratury ws. możliwości popełnienia przestępstwa znieważenia Narodu Polskiego w związku ze skandaliczną wypowiedzią posła Artura Łąckiego

– poinformował dzisiaj Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu na Twitterze.

Prezes Fundacji Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu Dariusz Matecki napisał w niedzielę: „Nie odpuścimy, nie tylko Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu złoży w tej sprawie zawiadomienie do Prokuratury. Działamy”.

wnp.pl, dorzeczy.pl

Szpital COVID-19

Szpital COVID-19 / Fot. Alberto Giuliani/ Wikimedia Commons

  • W zeszłym roku powodu zaniedbań ze strony służby zdrowia oraz ministerstwa zmarło blisko 500 tysięcy osób, w tym większość wbrew oczekiwań rządu zmarło ze względu na brak odpowiedniej opieki
  • Około 249 tysięcy zmarłych ze względu na zamknięte szpitale, którzy nie chorowali na koronawirusa, nie doczekało się nawet hospitalizacji umierając w swoich mieszkaniach
  • Epidemia koronawirusa spowodowała, że ministerstwo zdrowia skupiło się głównie na tym jednym konkretnym schorzeniu pozostawiając innych potrzebujących pacjentów
  • Tragiczny spadek hospitalizacji pacjentów o blisko 34 procent przełożył się na bezpieczeństwo zdrowia publicznego
  • Zobacz także: Rusza szczepienie dzieci od 12 roku życia. Jest jasny sprzeciw niezależnych lekarzy

Na łamach portalu Buisness Insider opublikowano obszerny artykuł przedstawiający tragiczną sytuację pacjentów w Polsce, którzy przez ostatni rok muszą zmagać się z wieloma problemami natury urzędowej. Przez błędne zarządzanie Ministerstwa Zdrowia w naszym kraju zmarło w ubiegłym roku o 16,5 procent więcej osób niż w 2019 roku. Wydawać by się mogło, że taki wzrost zgonów możemy zapisać na konto epidemii COVID-19, jednakże dane statystyczne przedstawione przez Główny Urząd Statystyczny kładą długi i mroczny cień na naszą służbę zdrowia na czele z ministrem Adamem Niedzielskim. Przez zablokowane szpitale i nieefektywne działanie dopuszczono do śmierci tysięcy Polaków.

W ubiegłym roku umarło w Polsce 477,4 tysięcy osób, czyli o 67,7 tysięcy więcej niż rok wcześniej 

– czytamy w niedawno opublikowanym Roczniku Demograficznym na 2021 rok.

Z niespełna 70 tysięcy zgonów, zaledwie 28,6 tysięcy osób zmarło na COVID-19. Natomiast pozostała nadwyżka tj. 39,1 tysięcy osób zmarła na skutek niewydolności polskich szpitali oraz zablokowanie dostępu do usług służby zdrowia, dla wielu milionów obywateli.

W tym samym dokumencie Urzędu Statystycznego pojawiła się tablica, która prezentuje statystykę zgonów z podziałem na miejsce zgonu. Jak się okazuje, poza szpitalami zmarło aż 249 tysięcy Polaków. Dla porównania w 2019 r. było to nieznacznie mniej 201,6 tysięcy osób, a jeszcze rok wcześniej 188,6 tysięcy.

Ubiegłoroczne statystyki są gorsze niż za czasów komunistycznej Polski Ludowej, czyli w 1980 roku, kiedy poza szpitalami umierało 202,4 tysiące osób, czy też u progu wyjścia z PRL w 1990 roku – 208,2 tysięcy. W swoim domu życie zakończyło w ubiegłym roku aż 187,6 tysięcy ludzi, czyli o aż 30 procent więcej niż rok wcześniej. Dla porównania w najgorszym roku 1990 roku dotyczyło to 176,4 tysięcy osób.

Jeśli uwzględnić nie tylko szpitale, ale i inne zakłady opieki zdrowotnej, to zgonów poza jednostkami służby zdrowia było aż 212,8 tys., czyli o 27 proc. więcej rok do roku. Jak to działało w praktyce i dlaczego wielu obowiązkowo płacącym składki zdrowotne Polakom nie udzielono pomocy w krytycznej sytuacji?

Kolejną zatrważającą liczbą jest 212,8 tysięcy osób, które zmarły poza jednostkami służby zdrowia jak szpitale i zakłady opieki zdrowotnej. Jest to aż o 27 procent więcej zgonów niż w roku poprzedzającym epidemię. Dla wielu płacących obowiązkowo składki zdrowotne nie dotarła wymagana od Polaków pomoc w najbardziej krytycznej chwili ich życia.

Przerost łóżek covidowych nad zwykłymi

Portal Buisness Insider przypomniał również wywiad z marca tego roku profesora Piotra Kuny, który w przeciwieństwie do medyków i specjalistów z Rady Medycznej apeluje do rządu, aby ten zmienił nareszcie strategię. Wywoływał on na światło dzienne przerażającą znieczulicę decydentów ze służby zdrowia, która nakazywała szpitalom przyjmować w pierwszej kolejności pacjentów ze stwierdzonym zakażeniem koronawirusa. Inni pacjenci musieli tygodniami i miesiącami oczekiwać na udzielenie potrzebnej pomocy.

Przez ten roczny okres w Polsce umarło, wszyscy o tym przecież wiedzą i mówią, blisko 40 proc. więcej ludzi. Nie z powodu koronawirusa. Z powodu tak naprawdę tego, że polska ochrona zdrowia przestała leczyć. Przestała leczyć, oświadczam. W większości są to decyzje administracyjne, a nie indywidualne decyzje lekarza

– podkreślił prof. Kuna z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi w wywiadzie dla Radia Zet.

Wskazywał on w marcu, że rząd umieszcza szpitale z oddziałami covidowymi w centrach miast. Dodatkowo w tych szpitalach oddziały covidowe rozmieszczone są w centrum budynku. To jak podkreślił ceniony lekarz, wpłynęło negatywnie na pracę reszty oddziałów, a lekarze zmuszeni byli w ramach swojej pracy przemieszczać się między specjalnymi oddziałami, co wydłużało czas dostania się do pacjentów.

Umieszcza się oddziały covidowe w szpitalu w centrum miasta, wsadzając w środek szpitala, który rozwala wszystko maksymalnie, a w tym szpitalu, gdzie są pawilony w lesie, oddzielone, nie ma chorych. To jest zarządzanie przez wojewodę. Gdzie tu jest rozsądek,[…] gdzie tu jest dbałość o chorych? To się przekłada na liczbę zgonów. To się przekłada na to, że potem szpital, który jest budynkiem nieprzystosowanym do takich pacjentów, gdzie są ścieżki łączenia się transportu z wszystkimi oddziałami poprzez ten oddział covidowy, po prostu nie może przyjąć nikogo więcej, zostaje zablokowany

– alarmuje zaniepokojony specjalista od chorób zakaźnych.

Lekarz przypomniał wówczas, że przez decyzją wojewodów powstawało w takich oddziałach covidowych blokuje się dostęp do 300 łóżek, przy czym szpitale pawilonowe już wtedy stały puste. Zarzucał on rządzącym i wojewodom brak rozeznania w sytuacji epidemicznej.

Jedna decyzja wojewody nie powoduje tego, że powstaje tam 20-30 łóżek, tylko że się blokuje 200-300 łóżek, a jednocześnie szpitale pawilonowe stoją wolne, puste, mogą przyjmować. Widać, że osoby wydające decyzje administracyjne w sprawie pandemii, nie mają żadnego doświadczenia, żadnego rozeznania i niczego nie rozumieją

– podsumował profesor, dodając, że NFZ zakazywał nawet przyjmowania pacjentów planowych oraz kontrolował, czy szpitale przestrzegają wydanego polecenia.

Pacjenci niechętnie hospitalizowani

Statystyki zgonów poza szpitalami, mają swoje uzasadnienie w liczbie hospitalizacji, gdzie od marca do grudnia 2020 roku do szpitali przyjęto 2 769 000 pacjentów, z kolei w roku poprzedzającym w analogicznym okresie przyjęto, aż 4 212 000 osób. W takim przypadku spadek z roku na rok wyniósł 34 procent, co w przełożeniu na liczbę szpitali można porównywać do wyłączenia aż jednej trzeciej placówek.

Od stycznia do lutego 2021 roku hospitalizacji było 550 tysięcy, podczas gdy rok wcześniej w tym samym okresie, czyli jeszcze przed pandemią 843 tysięcy, a spadek wyniósł 35 procent.

Zobacz także: Niebieskie bransoletki we Francji. Paszporty sanitarne jednak mało praktyczne?

Szokujący jest spadek liczby przyjęć w trybie nagłym w wyniku przekazania przez zespół ratownictwa medycznego, czyli pacjentów przywożonych przez karetki. Spadek wyniósł w pierwszych dwóch miesiącach 2021 r. aż 86 proc. rok do roku. Od marca do grudnia 2020 r. spadek był tu 18 procent.

To statystyczny obraz dowodzący, że nagłaśniane przez media problemy karetek z przekazaniem chorych szpitalom nie były jednostkowe. Dochodziło wówczas do sytuacji, gdzie pielęgniarze z warszawskiego szpitala wzywali jednostkę policji do wyważenia drzwi placówki medycznej, gdyż ta zamknęła się na potrzebujących pacjentów.

Przez epidemię ci ludzie z innymi schorzeniami nie mogą dostać się do lekarza i powoli umierają w domach. Kiedy my przyjeżdżamy, ich stan bywa wręcz agonalny. Ten system nie będzie niewydolny za miesiąc. To już się dzieje

– podnosił alarm już w październiku zeszłego roku jeden z ratowników medycznych

Wznowiono natomiast od początku roku po długiej przerwie przyjęcia pacjentów onkologicznych. Przyjęć na podstawie karty diagnostyki i leczenia onkologicznego w pierwszych dwóch miesiącach 2021 roku było aż 284 tysięcy, w porównaniu do 10 tysięcy w analogicznym okresie 2020 roku. Dla porównania, od marca do grudnia 2020 roku przyjęto zaledwie 47 tysięcy pacjentów w porównaniu z 51,7 tysięcy w tym samym okresie 2019 roku.

Te schorzenia musiały poczekać

Wiele pacjentów z takimi schorzeniami laryngologicznymi jak choroby jamy ustnej, gardła, krtani, nosa i uszu, nie miało wystarczającego dostępu do porady medycznej ze strony swoich lekarzy specjalistów. Od marca do grudnia 2020 roku, aż o 53,9 procent mniej niż w roku poprzedzającym zanotowano liczbę zachowawczych hospitalizacji laryngologicznych, a o 43,8 procent mniej zabiegowych.

Na drugim miejscu było leczenie piersi, skóry i oparzeń. Liczba hospitalizacji zachowawczych spadła tu o aż 44,2 procent. Jako trzecie poszły w odstawkę choroby naczyniowe. Liczba hospitalizacji zachowawczych spadła tu o 43,2 procent.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

W bieżącym roku sytuacja w tej dziedzinie medycznej również nie należała do najciekawszych. Laryngologia znowu musiała czekać i hospitalizacji od stycznia do lutego 2021 roku było o aż 53,3 proc. mniej niż przed epidemią.

Na drugim miejscu były choroby układu oddechowego – w danych widać spadek o aż 51,9 procent hospitalizacji zachowawczych w porównaniu do 38,8 procent spadku w ubiegłym roku. Większość sił oddziałów leczących układ oddechowy przerzucona została najwyraźniej na walkę z covidem, który z racji swojej specyfiki atakował płuca.

Również w przypadku chorób sercowych spadła liczba wizyt u specjalisty, co przełożyło się również na spadek hospitalizacji zachowawczych, gdzie liczba zmniejszyła się aż 47,6 procent.

Sytuacja nie uległa poprawie nawet w chorobach zakaźnych

Przyczyn zmniejszonej liczby hospitalizacji można by szukać w epidemii koronawirusa, która w założeniu miała spowodować nagły przyrost pacjentów w oddziałach zakaźnych. Jednakże w grupie chorób płucnych, w tym wirusowych od marca do grudnia 2020 roku zanotowano spadek 30,6 procent hospitalizacji zabiegowych i 38,8 procent zachowawczych. Od stycznia do lutego 2021 notuje się spadek w hospitalizacji zabiegowych o 28,1 procent i 51,9 procent w hospitalizacjach zachowawczych.

Podobna sytuacja klarowała się w chorobach zakaźnych, zatruciach oraz chorobach układu krwiotwórczego. Tutaj w ciągu ostatnich 10 miesięcy ubiegłego roku hospitalizacji zabiegowych ubyło o 3,7 procent względem roku poprzedzającego, natomiast zachowawczych odnotowano spadek rzędu 29,8 procent.

Dane pokazują, że nie jest tak, że system nie miał mocy przerobowych i zabrakło lekarzy czy pielęgniarek. Problem jest w organizacji dostępnych zasobów. Statystyki dowodzą, że cały system zdrowia mimo pandemii pracował o jedną trzecią mniej rok do roku. Z pewnością część lekarzy i pielęgniarek pracowała ponad miarę, ale większość służby zdrowia utrzymywano w oczekiwaniu i łóżka w wielu szpitalach stały puste. Tymczasem w domach i karetkach rozgrywały się dramaty.

– opisuje tragiczną sytuację polskich pacjentów portal Buisness Insider

buisnessinsider.com.pl

dr Zbigniew Martyka

Dr Zbigniew Martyka / Fot. Youtube

  • Niezależni lekarze zaznaczają, że szczepionka przeciwko Covid-19 jest oparta na inżynierii genetycznej i nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji zaszczepienia najmłodszych w przyszłości.
  • Biolog medyczny dr Piotr Witczak: Można spodziewać się, że na tym etapie pandemii ponad połowa dzieci na pewno miała styczność z wirusem i ma odporność.
  • Szczepienia dzieci są uregulowane w prawie. To zaś jest jednoznaczne co do oceny obecnej sytuacji związanej z Covid-19.
  • Zobacz także: Dziś szóste tygodniowe losowanie w loterii szczepionkowej. Do wygrania pieniądze i hulajnogi

Przeciw szczepieniu dzieci

Instytut Ordo Medicus wskazał, że ryzyka zgonu, hospitalizacji, ciężkiego przebiegu i powikłań związanych z Covid-19 wśród dzieci i młodzieży są znikome. Niezależni lekarze przypominają o zasadzie „primum non nocere” (po pierwsze nie szkodzić). Tyczy się to słabo przebadanych, opartych na inżynierii genetycznej szczepionek przeciw Covid-19.

Ordo Medicus wskazał, że słabo przebadane preparaty medyczne przeciwko koronawirusowi, które aplikuje się dzieciom i młodzieży, są kontrowersyjne i bardzo ryzykowne. Instytut zrzeszający niezależnych ekspertów, z dr. Mariuszem Błochowiakiem na czele, zajął jednoznaczne stanowisko dotyczące problematyki szczepień dzieci przeciw Covid-19.

Biolog medyczny dr Piotr Witczak tłumaczy, że tzw. „szczepionka” przeciw Covid-19 jest technologią medyczną.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

 – Nawet gdyby te szczepionki na ten moment były w 100 proc. skuteczne i bezpieczne, to w dalszym ciągu zgodnie z zasadą „primum non nocere” – nie powinniśmy szczepić dzieci, a to dlatego, że ryzyko dla populacji pediatrycznej jest naprawdę znikome

 powiedział.

„Nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji szczepień dzieci”

Dr Witczak ostrzegał, że obecnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji zaszczepienia dzieci w przyszłości. Zaznaczył, że lepiej zaakceptować bardzo niskie ryzyko, które jest już znane, niż akceptować nieznane ryzyko.

Zgodnie z najnowszymi badaniami, Covid-19 nie stanowi szczególnego zagrożenia dla dzieci. Zapadalność na wirusa u najmłodszych mieści się między 5 proc. (dane z USA) a 10 proc. (dane z Izraela). Dodatkowo w 80-90 proc. diagnoz przebieg choroby jest bezobjawowy lub łagodny.

– Polskie prawo zabrania przeprowadzania eksperymentów medycznych na dzieciach 

– przypomniał dr Mariusz Błochowiak.

Jak zauważył, szczepionki przeciw Covid-19 zostały dopuszczone w trybie warunkowym. A został on zastosowany dlatego, że mamy rzekomo do czynienia z pandemią i że rzekomo nie ma żadnych leków. 

– Czyli gdyby nie ogłosić pandemii, to te preparaty nie mogłyby być dopuszczone, dlatego że procedura dopuszczania trwa wiele lat (…). Jeśli nie posiadamy pełnych danych o szczepionce dlatego, że od wprowadzenia preparatu nie upłynęło te 3, 5, 10 lat, to mamy do czynienia z eksperymentem

– podsumował dr Błochowiak.

Eksperci wskazywali również na problem tłumienia rzetelnej debaty dotyczącej nie tylko szczepień, ale i sposobów walki z wirusem.

pch24.pl

Nergal

Nergal / /Julien Reynaud/APS-Medias /PAP/Abaca

  • Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie umorzył postępowanie w sprawie Adama D. „Nergala” nie dopatrując się w jego zachowaniu znamion czynu zabronionego.
  • Sprawa dotyczy obrazy uczuć religijnych poprzez publiczne zdeptanie wizerunku Matki Boskiej.
  • W lutym 2021 r. muzyk został skazany wyrokiem nakazowym na grzywnę w wysokości 15 tys. zł i zapłatę kosztów sądowych. „Nergal” oraz prokurator złożyli sprzeciw od wyroku. Sprawa trafiła do rozpoznania przez innego sędziego.
  • Prawnicy Instytutu Ordo Iuris, którzy występowali w charakterze pełnomocników dwóch z czterech pokrzywdzonych, zapowiadają złożenie zażalenia na postanowienie o umorzeniu postępowania karnego.
  • LEX TVN jednak zaboli? Koniec emisji niekodowanych kanałów ? “Są zagrożone”

– Rozstrzygnięcie Sądu Rejonowego w ocenie pokrzywdzonych jest absolutnie niesłuszne. Adam D. doskonale wiedział, że publikuje fotografię obraźliwą dla chrześcijan i uczynił to za pośrednictwem mediów społecznościowych, służących do publicznego przekazywania określonych komunikatów nieograniczonej liczbie osób. Oskarżony doskonale zdawał sobie sprawię, że jego post będzie szeroko komentowany w mediach. Pokrzywdzeni, wbrew prezentowanej linii obrony oskarżonego, zostali narażeni na zapoznanie się z krzywdzącym dla nich zdjęciem bez własnej woli – wskazuje adw. dr Bartosz Lewandowski – Dyrektor Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris, pełnomocnik pokrzywdzonych.

Sprawa Nergala

Adam D. ps. „Nergal” 25 września 2020 r. opublikował za pośrednictwem swojego publicznego profilu na portalu społecznościowym Facebook zdjęcie, na którym depcze butem obraz Maryi z napisem „O, Matko Miłosierdzia, módl się za nami”. Po publikacji fotografii, do Ordo Iuris zgłosił się mężczyzna, który poczuł się pokrzywdzony tym wpisem. Instytut złożył w tej sprawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 196, czyli obrazy uczuć religijnych poprzez znieważenie przedmiotu kultu. Stosowne zawiadomienia złożyły również inne osoby.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Początkowo, Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów w Warszawie odmówiła wszczęcia dochodzenia. Jej zdaniem, rozpoznanie wizerunku Maryi nie było możliwe, skoro został on przygnieciony butem. Ponadto, w opinii prokuratury, osoby odwiedzające profil Adama D. powinny być świadome, jakiego rodzaju treści się tam pojawiają. Instytut Ordo Iuris złożył zażalenie na to postanowienie, które zostało uwzględnione, a postępowanie przygotowawcze zostało w tej sprawie przeprowadzone w całości.

Znieważanie chrześcijan

Ostatecznie, prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie skierował do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Adamowi D. „Nergalowi”, zarzucając mu popełnienie przestępstwa z art. 196 KK. Podstawą skierowania aktu oskarżenia był obszernie zebrany materiał dowodowy, w tym specjalistyczna opinia biegłego. Sąd Rejonowy, uznając, że sprawstwo i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości, 15 lutego 2021 r. wydał wyrok nakazowy, w którym skazał muzyka na 15 tys. zł grzywny i prawie 3,5 tys. zł kosztów sądowych.

Prokurator oraz obrońca oskarżonego złożyli od wyroku sprzeciw, a sprawa trafiła do rozpoznania przez sąd w innym składzie. 18 sierpnia Sąd Rejonowy wydał postanowienie o umorzeniu postępowania karnego, nie dopatrując się w zachowaniu Adama D. znamion przestępstwa. Uczynił to bez przeprowadzenia rozprawy i bezpośredniego przeprowadzenia dowodów, w tym przesłuchania świadków.

– To jest kolejne zachowanie Adama D., który dokonuje publicznego znieważenia obiektu kultu religijnego nie w celu prezentowania własnej kreacji artystycznej, ale wyłącznie w celu dotknięcia osób wierzących. To rażąco wykracza poza granice wolności wyrażania poglądów gwarantowanej w art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, jak również szeregu aktów prawa międzynarodowego – dodaje adw. dr Lewandowski.

Postanowienie nie jest prawomocne. Prawnicy Instytutu Ordo Iuris zapowiadają złożenie zażalenia na tę decyzję.

ordoiuris

Wąż

Wąż / Fot. Pixabay

We wtorek gazeta „Malay Mail” poinformowała, że mężczyzna ze wsi w okręgu Dźadźpur w indyjskim stanie Orisa pogryzł i zabił jadowitego węża, który wcześniej go ukąsił.

Według mediów 45-letni Kishore Badra został ukąszony w nogę, kiedy wracał wieczorem do domu. Mężczyzna relacjonował, że włączył latarkę i stwierdził, że to jadowity wąż niemrawiec.

– Aby się zemścić, wziąłem węża w dłonie i wielokrotnie go ugryzłem, zabijając go na miejscu

– powiedział.

Mężczyzna udał się do uzdrowiciela

Na potwierdzenie swojej historii, mężczyzna, który pogryzł węża zabrał jego truchło do wioski, gdzie pokazywał je innym mieszkańcom. Nalegali oni, żeby zgłosił się do szpitala, ale mężczyzna udał się do uzdrowiciela i poprosił go o radę w kwestii jadu. Uzdrowiciel stwierdził, że ukąszenie nie będzie miało większego znaczenia dla zdrowia 45-latka.

Indyjskie media przypomniały, że podobne przypadki zdarzały się już wcześniej i nie są one nowe. W lipcu 2019 roku w Gudźaracie 60-letni Parvat Gala Baria zmarł w wyniku ukąszenia, ale przed śmiercią ugryzł gada, zabijając go.

wnp.pl