Franciszek Sterczewski

Franciszek Sterczewski / fot. You Tube/ Janusz Jaskółka

  • Przedstawiciele Straży Granicznej odnieśli się do tej kuriozalnej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
  • Rzecznik prasowa Straży Granicznej Anna Michalska stwierdziła w rozmowie, że działania posła Franciszka Sterczewskiego są niepotrzebną eskalacją emocji.
  • Michalska dodała, że SG nie robi obecnie nic innego niż wcześniej. Podkreśliła, że od dwudziestu lat bez względu na to, która formacja sprawuje władzę, funkcjonariusze pilnują polskiej granicy. 
  • Zobacz także: Chcą usunięcia prof. Horbana z Rady Medycznej. „Lepiej sprawdziłby się jako patostreamer”

We wtorek w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z terenu polsko-białoruskiego pogranicza, w miejscu, gdzie od kilkunastu dni grupa imigrantów koczuje w prowizorycznym obozowisku. Na filmie widać, jak mężczyzna z niebieską torbą próbuje przedrzeć się do uchodźców i wyminąć pilnujących ich funkcjonariuszy. Straż Graniczna oficjalnie krytykuje działania posła Sterczewskiego. Do sytuacji odniosła się rzecznik prasowa formacji obronnej państwa.

Użytkownikiem, który zamieścił naganie, był Jakub Wojtanowski. Dziennikarz TVP potwierdził, że mężczyzną z filmu był poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski. Do nagrania został dołączony komentarz “Upadek instytucji immunitetu”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Straż Graniczna krytykuje posła Sterczewskiego

Przedstawiciele Straży Granicznej odnieśli się do tej kuriozalnej sytuacji w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

“Po pierwsze eskaluje niepotrzebnie emocje w pobliżu granicy, utrudnia nam nasze działania. My się koncentrujemy na tym, aby nie dopuścić do nielegalnego przekraczania granicy. Eskaluje emocje po obu stronach granicy: po stronie polskiej i białoruskiej, bo białoruska też nas obserwuje” – powiedziała rzecznik prasowa Straży Granicznej Anna Michalska.

“Wszelkie takie działania utrudniają nam służbę, zwłaszcza teraz w tym okresie, kiedy jest wzmożona presja migracyjna i my naprawdę bardzo intensywnie pracujemy kosztem czasu spędzonego ze swoimi rodzinami, bo to jest wielogodzinny czas spędzony już poza służbą na tej granicy, a to nam jest niepotrzebne” – powiedziała.

Michalska dodała, że SG nie robi obecnie nic innego niż wcześniej. Podkreśliła, że od dwudziestu lat bez względu na to, która formacja sprawuje władzę, funkcjonariusze pilnują polskiej granicy. Jak wskazała, bronili integralności polskiej granicy także na innych odcinkach, by nie dopuścić do jej przekroczenia przez nielegalnych migrantów, co spotkało się z pochwałami na arenie międzynarodowej.

“A tutaj nas się posądza, że działamy wbrew przepisom prawa, choć działamy zgodnie z prawem krajowym i z prawem wspólnotowym” – zwróciła uwagę.

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/EPA/ABIR SULTAN

  • Brazylijskie służby medyczne rozpoczną od września podawanie trzeciej dawki szczepionki przeciw COVID-19.
  • Resort sprecyzował, że służba zdrowia podawać będzie trzecią dawkę “w ramach procesu wzmocnienia programu szczepień” od drugiej połowy września 2021 r.
  • W Brazylii dotychczas zaszczepiono w pełni 55 mln osób, co stanowi 26 proc. populacji kraju.
  • Zobacz także: YouTube znów banuje Media Narodowe. Jest zmiana w emisji programów [ZOBACZ GDZIE OGLĄDAĆ]

Ministerstwo zdrowia Brazylii ogłosiło w środę w komunikacie, że służby medyczne rozpoczną podawanie kolejnej serii preparatu przeciw COVID-19. Trzecia dawka szczepionki wejdzie do obrotu w Brazylii na początku września.

Ministerstwo zapowiedziało, że trzecie szczepienie będzie wykonane przy użyciu preparatów koncernów Pfizer, AstraZeneca lub Janssen.

Resort sprecyzował, że służba zdrowia podawać będzie trzecią dawkę “w ramach procesu wzmocnienia programu szczepień” od drugiej połowy września 2021 r.

Trzecia dawka szczepionki od września

Trzecia dawka będzie podawana przede wszystkim osobom z trudnościami w wytwarzaniu przeciwciał i komórek odpornościowych po 28 dniach od przyjęcia drugiego zastrzyku, a także osobom powyżej 70. roku życia. Będą mogły otrzymać preparat, jeśli proces szczepień zakończyli co najmniej pół roku wcześniej.

W Brazylii dotychczas zaszczepiono w pełni 55 mln osób, co stanowi 26 proc. populacji kraju.

Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła we wtorek zwiększenie mocy produkcyjnych firm Pfizer i BioNTech oraz Moderna.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Na podstawie tej decyzji jeszcze w 2021 r. do Europy ma trafić ponad 500 mln dodatkowych dawek szczepionek.

EMA zatwierdziła prowadzony przez firmę Delpharm zakład we francuskim Saint-Remy-sur-Avre jako dodatkowe miejsce produkcji preparatu Comirnaty – szczepionki Pfizera/BioNTechu. W 2021 r. ma tam powstać ok. 51 mln dawek tej substancji.

Agencja zaakceptowała także nową linię produkcyjną w fabryce BioNTechu w niemieckim Marburgu, na której w 2021 r. ma powstać ok. 410 mln dawek Comirnaty.

Regulator zgodził się także na przyjmowanie na europejski rynek szczepionek Spikevax firmy Moderna, produkowanych w fabryce koncernu Catalent w Bloomington w amerykańskiej Indianie. EMA zatwierdziła także inne zakłady uczestniczące w łańcuchu dostaw Moderny. Po tych decyzjach na europejski rynek w trzecim kwartale 2021 r. ma trafić 40 mln dodatkowych dawek szczepionki Spikevax.

dorzeczy.pl

Zmartwychwstanie

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

22-letni pastor kościoła syjonistycznego w Zambii uwierzył, że może  zmartwychwstać, tak jak Jezus Chrystus. James Sakara poprosił wiernych, aby na trzy dni położyli go w grobie i zakopali. Początkowo członkowie zgromadzenia do pomysłu byli nastawieni sceptycznie, ale ostatecznie się zgodzili i przerażający eksperyment doszedł do skutku.

Trzech członków kościoła syjonistycznego przystało na plan młodego mężczyzny. Przed „złożeniem do grobu” Sakara odprawił specjalne nabożeństwo, cytując słowa Jezusa skierowane do apostołów. Potem poprosił wiernych, aby związali mu ręce, położyli go w wykopanym grobie i zasypali ziemią.

Zmartwychwstanie nie nastąpiło

Członkowie zgromadzenia pojawili się w miejscu pochowania mężczyzny po trzech dniach. Okazało się, że James Sakara nie przeżył „eksperymentu”. Po wykopaniu z grobu jego ciała, wierni zaczęli odprawiać specjalne rytuały. Była to część planu uzgodnionego z pastorem. Mężczyzna był przekonany, że w ten sposób, po wykopaniu z grobu nastąpi jego zmartwychwstanie.

Rytuały i modlitwy, które miały wskrzesić pastora, nie przyniosły jednak skutku. Jeden z mężczyzn, który uczestniczył w „eksperymencie”, zgłosił się na policję i dokładnie opisał całą historię. Pozostała dwójka zniknęła.

Według lokalnych mediów, 22-letni James Sakara zostawił żonę w ciąży. Policja wciąż poszukuje dwójki jego duchowych współpracowników, którzy przyczynili się do jego śmierci.

radiozet.pl

Rada Medyczna

Andrzej Horban / fot. flickr.com

  • Posłom Konfederacji nie spodobały się wypowiedzi prof. Andrzeja Horbana o możliwości obowiązku szczepień oraz kar dla osób, które nie przyjęły preparatu przeciwko COVID-19.
  • Konfederacja zaznacza, że jest przeciwna segregacji sanitarnej i od początku jest za dobrowolnością szczepień.
  • Poseł Witold Tumanowicz: Prof. Horban chyba minął się z powołaniem, bo chyba lepiej by się sprawdził jako patostreamer na YouTubie.
  • Zobacz także: Rząd planuje kolejne zamknięcie! Niedzielski zapowiada IV falę epidemii

Poseł Konfederacji Jakub Kulesza i działacz tego środowiska – Witold Tumanowicz podczas wtorkowej konferencji prasowej zaapelowali do premiera Mateusza Morawieckiego o usunięcie prof. Andrzeja Horbana z Rady Medycznej i funkcji głównego eksperta premiera ds. COVID-19.

Kulesza zacytował wypowiedzi z jednego z programów, gdzie gościem był Horban, w którym prowadzący miał zapytać profesora: „czy panu się otwiera nóż w kieszeni, jak pan widzi posłów, którzy jeżdżą do domu dziecka i tam uniemożliwiają zaszczepienie dzieci”.  

– Profesor odpowiadał, cytuję: gdybym umiał się posługiwać tym nożem, to pewnie bym się posłużył”

– powiedział Kulesza.

Skandaliczne wypowiedzi prof. Horbana

Poseł Konfederacji stwierdził, że jest to wielki skandal, iż osoba na takim stanowisku wypowiada takie kwestie. Zaznaczył, że prof. Horban nie pierwszy raz wzbudza tak duże emocje wśród obywateli.

Z kolei Witold Tumanowicz przytoczył inną kontrowersyjną wypowiedź prof. Horbana, że – jak zacytował – „świerzbi nas ręka, by rekomendować przymus szczepień”.

Politycy Konfederacji nie zgadzają się, aby rządowy ekspert rekomendował różnorodne kary dla osób, które nie mają szczepień, czyli segregację sanitarną.

Obaj przypomnieli też, że Konfederacja jest temu przeciwna i od początku jest za dobrowolnością szczepień. W ich ocenie nie jest to tylko slogan, ale rzeczywiście powinna być ona respektowana jako swoboda obywatelska.

– Prof. Horban chyba minął się z powołaniem, bo chyba lepiej by się sprawdził jako patostreamer na YouTubie. Nie może tego typu osoba, patocelebryta, zajmować tak poważnej funkcji, jaką jest stanowisko doradcy premiera RP

– powiedział Tumanowicz. 

radiozet.pl

Policja przed stacją Warszawa Stadion

Policja przed stacją Warszawa Stadion / Fot. PAP/ Leszek Szymański

  • W marcu w sprawie wydarzeń z listopada 2020 roku wszczęto śledztwo.
  • Do sieci trafiły filmy, na których widać, jak policja ustawiona w szpaler na stacji PKP Warszawa Stadion bije pałkami ludzi.
  • „Dziennik Gazeta Prawna” podała, że 28 postępowań prowadziła wobec swoich funkcjonariuszy policja, a 18 prokuratura m.in. po Marszu Niepodległości.
  • Zobacz także: Profanacja na marszu LGBT w Częstochowie. Robert Bąkiewicz zawiadomił prokuraturę

Zeszłoroczny Marsz Niepodległości w Warszawie 11 listopada okazał się być bardzo niespokojny. Policja informowała o zatrzymaniu kilkudziesięciu osób i licznych mandatach.

RFM FM informuje jednocześnie, że policji zarzucano brutalność, naruszanie nietykalności dziennikarzy i ranienie gumową kulą m.in. fotoreportera „Tygodnika Solidarność”.

Uczestnicy marszu publikowali w internecie liczne filmy m.in. ze stacji PKP Warszawa Stadion. Widać na nich, jak policjanci przy pomocy pałek atakują ludzi. Na schodach stacji PKP Stadion zorganizowali coś na kształt milicyjnej ścieżki zdrowia. Zamaskowani funkcjonariusze ustawieni w szpaler bili pałkami każdego, kto przechodził obok.

W marcu w sprawie wydarzeń z listopada 2020 roku wszczęto śledztwo. Teraz okazuje się, że ponad 700 funkcjonariuszy jest na liście do przesłuchania. RFM FM podaje, że chodzi o znalezienie metody, by ustalić, którzy konkretnie funkcjonariusze stali na schodach i bili pałkami przechodzących ludzi. 

Na razie z ustaleń wynika, że byli to policjanci z tak zwanych Nieetatowych Oddziałów Prewencji. W ustaleniu szczegółów nie pomogło nawet przesłuchanie policjantów dowodzących zabezpieczeniem. Dlatego właśnie przed prokuratorem ma stanąć ponad 700 funkcjonariuszy NOP, którzy pracowali przy całym marszu.

Już wcześniej w policyjnym wewnętrznym postępowaniu odmawiali wskazania konkretnych uczestników incydentu ze stacji Warszawa Stadion. Nikt się nie przyznał, a rozpoznanie ich jest bardzo trudne, ponieważ byli podobnie ubrani.

Policja bezkarna?

„Dziennik Gazeta Prawna” podała, że 28 postępowań prowadziła wobec swoich funkcjonariuszy policja, a 18 prokuratura. 

– To skutek listopadowego Marszu Niepodległości, gdzie doszło m.in. do postrzelenia fotoreportera oraz pałowania dziennikarzy, demonstracji Strajku Kobiet, gdy policja użyła gazu m.in. wobec posłanki Barbary Nowackiej, oraz działań funkcjonariuszy na protestach przed Trybunałem Konstytucyjnym

– poinformowała gazeta.

Z prawie 50 postępowań po Marszu Niepodległości i demonstracjach Strajku Kobiet obecnie toczy się jeszcze pięć. W pozostałych wymierzono funkcjonariuszom jedno upomnienie.

– Czynności wyjaśniające, które były w toku, zostały zakończone odstąpieniem od wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec niepotwierdzenia popełnienia czynu stanowiącego przewinienie dyscyplinarne

– wyjaśnił rzecznik prasowy komendanta stołecznego policji nadkom. Sylwester Marczak.

rmf24.pl, gazetaprawna.pl

Talibowie w amerykańskich mundurach

Talibowie używają amerykańskiego uzbrojenia / Fot. Twitter/ Paweł Rybicki

  • Talibowie przejęli m.in. tysiące pojazdów opancerzonych Humvee i dużą liczbę broni osobistej.
  • USA obawiają się, że zdobyte przez talibów uzbrojenie może zostać użyte przeciwko cywilom. 
  • W ostatnich tygodniach wycofująca się armia USA przeprowadzała akcję niszczenia części sprzętu, tak by nie mógł być później użyty przez talibów.
  • Zobacz także: Afganistan. Wiarygodne doniesienia o masowych egzekucjach

W ciągu ostatnich 20 lat USA wydały 83 mld dolarów na wzmocnienie afgańskich służb bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone dostarczyły do Afganistanu m.in. 600 tys. sztuk broni osobistej, 80 tys. pojazdów, 208 samolotów, 162 tys. sztuk sprzętu łączności i 16 tys. zestawów noktowizyjnych i duże ilości amunicji. Tak wynika z danych amerykańskich instytucji kontrolnych.

Talibowie w ciągu zaledwie kilku tygodni opanowali niemal cały Afganistan, a uzbrojenie, które miało służyć do walki z nimi, stało się teraz częścią ich arsenału.

Media na całym świecie pokazywały talibów poruszających się amerykańskimi samochodami pancernymi, oprócz Humvee przejęto też wiele nowoczesnych, odpornych na miny pojazdów MRAP. Na wielu zdjęciach i filmach widać bojowników wyposażonych w amerykańską broń (głównie karabiny M16 i karabinki M4) oraz noktowizory.

Zdaniem ekspertów poważne zagrożenie stwarza przejęcie przez talibów dużej ilości stosunkowo prostej w obsłudze broni, zapasów dopasowanej do niej amunicji i osobistego wyposażenia w rodzaju noktowizorów. Według Agencji Reutera karabiny maszynowe, moździerze, artyleria oraz środki łączności i pozwalające na walkę w nocy noktowizory dają talibom przewagę nad każdym ruchem oporu, który może się pojawić chociażby w stanowiącej historyczny bastion przeciwników talibów Dolinie Pandższeru.

Zrabowali amerykański sprzęt

W środę AFP poinformowała, że w mediach społecznościowych pojawiły się materiały ukazujące specjalną jednostkę Badri 313.

– Talibscy żołnierze na zdjęciach i filmach mają nowe mundury i są wyposażeni w zrabowany amerykański sprzęt. Ostro kontrastują z wizerunkiem zwykłego afgańskiego bojownika

– napisała AFP.

Żołnierze są pokazani w mundurach, butach, kominiarkach i kamizelkach kuloodpornych podobnych do tych noszonych przez siły specjalne na całym świecie, w przeciwieństwie do tradycyjnego wojownika talibskiego, ubranego w salwar kamiz, turban i sandały. Członkowie Badri 313 trzymają nowe karabiny produkcji amerykańskiej, takie jak M4, czasami z noktowizorami i zaawansowanymi celownikami.

forsal.pl, onet.pl

Karol Plewa / fot. screen yt.com

  • Po raz kolejny administracja YouTube na dwa tygodnie zablokowała transmitowanie na głównym kanale Mediów Narodowych.
  • Powodem nałożenia bana były rzekome wypowiedzi szerzące nienawiść, pojawiające się w rozmowie z Wojciechem Sumlińskim o niemieckiej zbrodni w Jedwabnem.
  • Otwarcie nowego studia Mediów Narodowych nastąpi już jutro wraz z pierwszymi materiałami publikowanymi tymczasowo na kanale Mediów Narodowych EXTRA – SUBSKRYBUJ
  • Zobacz także: Media Narodowe znikną z YouTube? Nagła decyzja

Administracja YouTube zablokowała możliwość publikacji materiałów wideo oraz transmitowania na żywo na głównym kanale Mediów Narodowych. Przez najbliższe dwa tygodnie nasi prezenterzy będą relacjonować dla Państwa bieżące wiadomości oraz przeprowadzać rozmowy ze znakomitymi gośćmi za pomocą kanału Media Narodowe EXTRA.

Powodem do tak drastycznego kroku były domniemane wypowiedzi szerzące nienawiść, które miały się pojawić w trakcie rozmowy z Wojciechem Sumlińskim na temat mordu w Jedwabnem, dokonanym na Żydach i Polakach żydowskiego pochodzenia.

Oprócz złych wiadomości przedstawiamy Państwu również te znakomite. Już jutro zaprezentujemy naszym drogim czytelnikom oraz odbiorcom otwarcie nowego studia, z którego będziemy nadawać. To dzięki Państwa wsparciu przymusowa wyprowadzka z dotychczasowego lokum, wynajmowanego u Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego , stała się mniej bolesna.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

YouTube ogranicza Mediom Narodowym nadawanie

Warto przypomnieć, że to już kolejny raz, gdy główny kanał Mediów Narodowych został na tydzień zablokowany przez administrację YouTube. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w czerwcu bieżącego roku z powodu transmitowania konferencji Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy, gdzie – jak pisano w uzasadnieniu nadania blokady – szerzono nieprawdziwe informacje. Natomiast w kwietniu, po wywiadzie z doktorem Piotrem Rubasem, główny kanał Mediów Narodowych został czasowo zablokowany, a Media Narodowe EXTRA zostały zdemonetyzowane.

medianarodowe.com

Flagi UE

Flagi UE / Fot. ALEXANDRE LALLEMAND/Unsplash

Parlament Europejski zajmie się „lex TVN”. Na najbliższej sesji plenarnej odbędzie się debata o wolności mediów w Polsce. To inicjatywa Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należy PO i PSL. Formalny wniosek w tej sprawie złożył dzisiaj szef EPL w europarlamencie Manfred Weber, informuje RMF FM.

Oficjalnie decyzję w tej sprawie musi podjąć jeszcze konferencja przewodniczących grup politycznych (COP), ale – jak ustaliła dziennikarka RMF FM – sprawa jest już przesądzona.

Zorganizowanie debaty popierają Liberałowie (Renew Europe) i Zieloni, a także europejscy socjaldemokraci (S&D). Ci ostatni opublikowali już dwa tygodnie temu specjalny komunikat w obronie TVN24, w którym potępili nową ustawę, nazywając ją „kpiną z wolności słowa”. Jest więc niezbędna większość.

Debata ws. polskich mediów odbędzie się 13 września podczas sesji plenarnej. Według ustaleń RMF FM podczas tej sesji uchwalona zostanie także rezolucja PE w tej sprawie.

– Chodzi głównie o „lex TVN”, ustawę uderzającą w TVN24 

– wyjaśnił rozmówca dziennikarki RMF FM w europarlamencie.

Wśród eurodeputowanych ustawa ta budzi poważne zastrzeżenia, bo narusza bezpieczeństwo inwestycyjne i łamie wolność słowa.

Prezydent nie podpisze „lex TVN”? 

Komentując przyjętą przez Sejm ustawę Lex TVN, Andrzej Duda stwierdził, że jest to kontrowersyjne rozwiązanie, które jest niezrozumiałe dla naszych amerykańskich partnerów.

– Po pierwsze, ze względu na ochronę własności, do której wiadomo jaki stosunek mają Amerykanie. Po drugie, z uwagi na wartość wolności słowa, która w USA jest dość bezwzględna. W Ameryce wolność słowa jest posunięta bardzo, bardzo daleko

– stwierdził Andrzej Duda.

Według nieoficjalnych doniesień portalu Gazeta.pl Andrzej Duda ma zawetować Lex TVN. Otoczenie głowy państwa powiedziało w rozmowie z portalem, że „nawet trudno sobie wyobrazić, co trzeba byłoby zmienić w tej ustawie, żeby prezydent mógł ją podpisać”.

rmf24.pl, wprost.pl

Afgańczycy

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/EPA/Mariscal

Autorowi podcastu „Świat” Wojciechowi Cegielskiemu jako pierwszemu w Polsce udało się porozmawiać z jednym z kilkuset Afgańczyków, którzy w ostatnich dniach, dzięki pomocy polskiego rządu, uciekli z Kabulu.

Rozmówca dziennikarza Polskiego Radia to 40-letni Farid. Był wykładowcą na uniwersytecie w stolicy Afganistanu. Kilka lat wcześniej współpracował z polskimi żołnierzami w Ghazni. Gdy 10 dni temu talibowie wchodzili do Kabulu, zwrócił się o pomoc do polskiej Fundacji ICAD.

– Po drodze mijaliśmy posterunki talibów. Oni bili ludzi pałkami i kałasznikowami. Można było tego uniknąć tylko dzięki obecności kobiety. Moja żona szła więc pierwsza i była naszą tarczą, a my szliśmy z synkiem za nią. To było okropne. Wokoło trwała strzelanina. Mój syn pierwszy raz w życiu słyszał strzały. Płakał i krzyczał, żebyśmy uciekali. A ja na siłę pchałem go, by szedł dalej

– powiedział mężczyzna.

Farid, jego żona oraz syn są już w bezpiecznym miejscu w Polsce. Afgańczyk zaznaczył, że do końca życia nie zapomni, iż to Polacy uratowali jego i jego rodzinę. Jest wdzięczny polskim władzom i żołnierzom, którzy w Kabulu ryzykują swoje życie.

– Polacy ocalili nasze życie. Nie wiem, jak mam wam dziękować za to, że udało nam się uciec

– dodał Farid.

Pomoc Afgańczykom udzielana przez Polskę

Afgańczyka do Polski udało się ewakuować dzięki zaangażowaniu polskiego rządu, polskiej ambasady w New Delhi, fundacji ICAD, fundacji HumanDOC oraz polskiej dziennikarki Jagody Grondeckiej, która w Kabulu pomogła grupie Afgańczyków dostać się na lotnisko.

Łącznie do Polski ewakuowano co najmniej 750 osób, a akcja została właśnie zakończona. Dzisiaj w Warszawie wylądują dwa ostatnie samoloty, które przywiozą polskich dyplomatów i żołnierzy.

polskieradio24.pl

Mur z drutu kolczastego

Mur z drutu kolczastego / Fot. Pixabay

  • Ministerstwo Obrony Narodowej jeszcze w sierpniu planuje rozpocząć budowę 2,5-metrowego płotu na granicy z Białorusią
  • Rząd na czele z Premierem Mateuszem Morawieckim nie podają planowanych kosztów inwestycji
  • Eksperci oszacowali, że polskie państwo będzie musiało zapłacić około 400 milionów złotych za płot ustawiony na 418- kilometrowej granicy
  • Zobacz także: Morawiecki: Łukaszenka wybrał niewłaściwą granicę do swoich niecnych działań

Na dniach Wojsko Polskie we współpracy z zewnętrzną firmą ma rozpocząć ustawianie 2,5-metrowego płotu na granicy z Białorusią. W tym momencie próby przedostania się do Polski nielegalnych imigrantów hamuje rozstawiona na 150 kilometrach przeszkoda w postaci drutu kolczastego. Niestety imigranci we współpracy z białoruskimi pogranicznikami omijali tę przeszkodę za pomocą prowizorycznych drewnianych drabinek.

Portal money.pl próbował poznać kwotę planowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej inwestycji, lecz na razie szczegółowy plan nie został przedstawiony. W tym celu zapytano się ekspertów o przybliżoną kwotę postawienia 2,5-metrowego płotu, który ma opierać się na konstrukcji budowanej przez rząd litewski, również zmagający się z imigrantami nadsyłanymi z Białorusi.

Ile będzie kosztować ogrodzenie na granicy z Białorusią? Eksperci podali szacunki

Kilka dni temu Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak wyraźnie podkreślił, że istnieje doraźna potrzeba postawienia 2,5-metrowego płotu na granicy z Białorusią, gdyż rozstawione wyłącznie dosyć niskie zasieki z drutu kolczastego nie chronią skutecznie przed nielegalnymi imigrantami.

Resort obrony narodowej przedstawił portalowi money.pl pewien zarys, jak ma wyglądać planowane ogrodzenie. W projekcie znajduje się ponad 2-metrowy płot, którego uzupełniać będzie trójwarstwowa concertina obleczona drutem kolczastym.

Powstające ogrodzenie będzie stanowić uzupełnienie istniejącego już odcinka zapory drutowej ułożonej w pasie granicznym z Białorusią. Będzie to płot o wysokości 2,5 m, zbudowany z drutu ostrzowego. Pod ogrodzeniem zostanie rozłożona trójwarstwowa concertina, tak jak ma to miejsce w tej chwili

– podaje portal money.pl odpowiedź ze strony polskiego resortu obrony.

Premier Mateusz Morawiecki w swoich wypowiedziach na temat planowanego ogrodzenia również nie podawał do wiadomości publicznej kwoty, jaką przyjdzie zapłacić za postawienie muru przed imigrantami. Rząd używa konkretnych argumentów w postaci prowadzonej przez Aleksandra Łukaszenkę wojny hybrydowej.

Nie powiem dzisiaj, jaki jest koszt, ale dla zapewnienia bezpieczeństwa Polsce każde środki są słuszne do użycia. Dla mnie przede wszystkim liczy się bezpieczeństwo granic, powaga państwa, zdolność do odparcia prowokacji, ataków hybrydowych, jak te ze strony pana Łukaszenki

– uzasadniał Mateusz Morawiecki potrzebę szybkiego postawienia ogrodzenia na granicy z Białorusią.

Eksperci próbowali wyliczyć potencjalne koszty budowy kilkusetkilometrowego płotu na podstawie kosztów litewskiego. Polska granica z Białorusią wynosi 418 kilometrów. Natomiast Litwa za postawienie płotu na swojej granicy z krajem Aleksandra Łukaszenki musi zapłacić około 690 milionów złotych za 500-kilometrowy odcinek płotu o wysokości 4 metrów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

W takim przypadku koszt polskiej inwestycji wyniósłby w przybliżeniu około 570 milionów złotych, gdyby nasze władze zdecydowały się postawić również 4-metrowe ogrodzenie. Jednakże dodatkowym problemem, który może zwiększyć koszta, jest natychmiastowa budowa płotu bez przeprowadzenia wcześniejszego przetargu na wykonanie inwestycji. Dlatego wskazana firma zewnętrzna może w takim przypadku zażądać większych pieniędzy za wykonaną pracę.

Reasumując, koszt 2,5-metrowego płotu na ponad 400-kilometrowym odcinku z Białorusią może wynieść w przybliżeniu około 400 milionów złotych, przy optymalnej cenie za towar i wykonaną usługę. Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że ostateczna kwota inwestycji zostanie udostępniona po jej zakończeniu.

radiozet.pl, money.pl