Bunt na Kremlu

Kreml / Fot. YouTube

  • Dyrektor ds. planowania polityki zagranicznej Aleksiej Drobin stwierdził, że nastąpił koniec wspólnych relacji z Zachodem.
  • Jego zdaniem nie będzie powrotu do sytuacji sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainę.
  • Moskwa postanowiła skoncentrować swoją uwagę na inne, bardziej przyjazne państwa.
  • Dodał, że państwa zachodnie pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych dążyły do eliminacji Rosji jako konkurenta geopolitycznego.
  • Zobacz także: Kałużny: Łączymy spółki, by być silniejszym [NASZ WYWIAD]

Era współpracy z Zachodem się skończyła, czas pozbyć się złudzeń i zrozumieć, że w stosunkach z Europą i Stanami Zjednoczonymi nie będzie powrotu do sytuacji sprzed 24 lutego

– poinformował Aleksiej Drobin.

Zaznaczył, że relacje z Zachodem się skończyły i teraz nastąpił czas działania według własnych intencji.

Niezależnie od czasu trwania i wyniku rosyjskiej operacji wojskowej już teraz można stwierdzić, że trzydziestoletnia era generalnie konstruktywnej, choć nie problematycznej, współpracy z Zachodem dobiegła końca

– stwierdził dyrektor ds. planowania polityki zagranicznej w rosyjskim MSZ.

Czytaj więcej: Straż Graniczna ujęła kolejnych kurierów. Imigrantów przewozili tym razem Ukraińcy

Walka z Zachodem

W dalszej części swojej wypowiedzi dodał, że rosyjskie władze mogą teraz pozbyć się złudzeń co do Zachodu oraz przyjąć nową strategię nie opartą na przyjaznym traktowaniu zachodnich liderów tak jak to miało miejsce po 1992 r.

To jest oczywiste, że nie będzie powrotu do sytuacji przed 24 lutego w stosunkach z krajami Ameryki Północnej i Europy

– dodał rosyjski dyplomata.

Zdaniem Drobina Rosja weszła w fazę walki z “agresywnym” sojuszem nieprzyjaznych państw, które jak uważa zmierzają do wyeliminowania jego kraju jako geopolitycznego konkurenta.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Nowa Zelandia przygotowuje się na katastrofę klimatyczną

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Minister ds. zmian klimatu James Shaw z Nowej Zelandii ogłosił obszerny plan walki ze skutkami tzw. globalnego ocieplenia.
  • W 200-stronnicowym dokumencie opracowano plan ewakuacji około 70 tys. mieszkańców objętych strefą zagrożenia.
  • Plan obejmuje obecnie okres 6 lat, gdzie głównym jego założeniem jest informowanie ludności i przedsiębiorców o niebezpieczeństwie.
  • Zobacz także: Lobbyści związani z Pelosi przepychają chiński system kredytu społecznego dla USA

Ok. 70 tys. domów położonych na nowozelandzkich wybrzeżach jest zagrożonych rosnącym poziomem mórz, a innym, położonym w głębi lądu, grożą powodzie

– przekazał nowozelandzki minister ds. zmian klimatu James Shaw.

W dokumencie resortu klimatu wskazano obszary, które są zagrożone naturalnym niebezpieczeństwe, gdzie życie może być niemożliwe do zniesienia.

Budynki i infrastruktura, w tym drogi i sieci przesyłowe zapewniające kluczowe usługi, zaczną być zalewane, co doprowadzi do ich uszkodzenia i zniszczenia

– czytamy w dokumencie nowozelandzkiego rządu.

Stwierdzono również, że zaplanowany odwrót, ucieczka z takich miejsc będzie wskazana jako ostateczność. Zaproponowano również budowę wałów oraz budowanie domów na palach.

Czytaj: więcej: Będzie kolejny rządowy pełnomocnik. Zdubluje zadania innego?

Zmiany klimatyczne stanowią zagrożenie?

W ponad 200-stronnicowym dokumencie uwzględniono 6-letni plan, który głównie koncentruje się na informowaniu lokalnej społeczności i przedsiębiorstw o ewentualnych zagrożeniach. Ma to ułatwić podejmowanie decyzji o planowaniu przestrzennym.

O potencjalnych zagrożeniach związanych ze zmianą klimatu i ich wpływem na konkretny obszar obowiązkowo informowane mają być np. osoby kupujące nieruchomości na danym terenie. W niektórych przypadkach może to wpłynąć na ceny ubezpieczeń oraz stawki podatków od nieruchomości.

Musimy sobie radzić z ekstremalnymi zjawiskami meteorologicznymi, które jeszcze kilka lat temu wydawały się nie do wyobrażenia, a teraz występują z niespotykaną wcześniej częstotliwością i intensywnością

– wyjaśnił minister.

Zdaniem ekspertów plan jest krokiem w dobrym kierunku, ale został przyjęty za późno i brakuje w nim szczegółów.

Dopiero sprzątamy po niedawnych powodziach, przyszły rok może przynieść kolejne ekstremalne zjawiska i ten dokument przypomina nam o zagrożeniach przed którymi stoimy, ale przed nami jeszcze długa droga

– powiedział dr Nick Cradock-Hendy z instytutu Manaaki Whenua.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Paweł Kubala

Paweł Kubala / Fot. Archiwum Pawła Kubali

Zobacz także: Tajwan jak Donbas? Fakty vs. mity [OPINIA]

Antyniemiecka polityka PiS?

“Tusk mówił o tym, że PiS wszystko schrzanił, wszystko robią źle. Trochę to wygląda na przerzucanie się kto i co zrobił źle. Obie strony starają się polaryzować społeczeństwo. Prawdą jest to, że rząd polski przedstawia krytyczne głosy odnośnie działania Unii Europejskiej czy Niemców. Z drugiej strony są obszary, w których rząd prowadzi politykę zbieżną z zamierzeniami czy postulatami UE, choćby w kwestiach gospodarczych” – mówił Kubala.

Pre-kampania wyborcza

“Mamy do czynienia z pre-kampanią. Ze strony opozycji dostrzegałem do niedawna głosy obawy o termin wyborów. Ze strony obozu rządowego widać kroki charakterystyczne dla kampanii zostały podjęte – Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński ruszyli w Polskę. Mamy do czynienia z próbą połączenia wakacji z kampanią” – podkreślał Kubala.

Relacje polsko – niemieckie

“Powinniśmy zbadać i realizować polskie interesy. W interesie Niemiec jest wygaszanie polskiego górnictwa i osłabianie polskiej gospodarki, by na stałe była gospodarką kliencką wobec Niemców. Z naszej perspektywy – odwrotnie. Nasza gospodarka powinna być jak najsilniejsza i podobnie gospodarki w regionie, które powinny rosnąć we współpracy z nami” – dodawał sekretarz redakcji portalu medianarodowe.com.

Reparacje od Niemiec

“Rzeczywiście ze strony PiS pojawiają się od lat głosy, zapowiedzi walki o reparację, ale na tych zapowiedziach się kończy. Z uwagi na to jest niedowierzanie, że to się stanie. 1 września ma paść konkretna kwota, natomiast droga do uzyskania reparacji jest długa” – podsumował gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Narodowy Bank Polski

Jak Polacy oceniają walkę rządu z inflacją?

Jak podaje agencja AFP w lipcu inflacja w Turcji wyniosła, aż 79,6 proc. Jednakże wzrost cen towarów i usług był mniejszy niż zakładały to wcześniejsze prognozy. Zakładano, że wzrost przekroczy nawet 80 proc.

Turecki rząd przewiduje spadek poziomu inflacji w związku z nowymi programami pobudzającymi wzrost produkcji i eksportu

– przekazał dziennik Daily Sabah.

Według ekspertów wzrost cen podyktowane jest również załamaniem tureckiej liry. W ciągu roku straciła do dolara amerykańskiego prawię połowę swojej wartości.

Jak przypomina, część ekonomistów oskarża państwowy instytut statystyczny o drastyczne niedoszacowanie wzrostu inflacji. Grupa ENAG, niezależny turecki ośrodek zajmujący się badaniem inflacji, przekazał, że inflacja w lipcu wyniosła w rzeczywistości 176,4 proc. rok do roku, w porównaniu do 175,5 proc. w czerwcu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Przewodnicząca amerykańskiej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (C), przybywa do Izby Ustawodawczej Republiki Chińskiej na spotkanie z tamtejszymi parlamentami w Taipei na wyspie Tajwan, 03 sierpnia 2022.

Przewodnicząca amerykańskiej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi (C), przybywa do Izby Ustawodawczej Republiki Chińskiej na spotkanie z tamtejszymi parlamentami w Taipei na wyspie Tajwan, 03 sierpnia 2022. / Fot. PAP/EPA/RITCHIE B. TONGO. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • We wtorek ponad dwa tuziny republikańskich senatorów udzieliło poparcia dla wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi na wyspie Tajwan.
  • Łącznie 26 senatorów republikańskich wydało wspólne oświadczenie w tej sprawie.
  • Wizyta nie uzyskała jednomyślnego poparcia w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Joe Biden powiedział 21 lipca, że “wojsko myśli, że to nie jest teraz dobry pomysł”.
  • Zobacz też: Chińska propaganda w amerykańskich mediach? CNN, CNBC, AP spotkały się z chińskimi propagandystami

We wtorek ponad dwa tuziny republikańskich senatorów udzieliło poparcia dla wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi na Tajwanie. Łącznie 26 senatorów republikańskich oświadczyło:

Popieramy podróż przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi do Tajwanu. Od dziesięcioleci członkowie Kongresu Stanów Zjednoczonych, w tym poprzedni przewodniczący Izby Reprezentantów, podróżowali na Tajwan. Ta podróż jest zgodna z polityką Stanów Zjednoczonych w sprawie Chin, do której jesteśmy zobowiązani. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, jesteśmy również zobowiązani do przestrzegania wszystkich elementów ustawy o stosunkach z Tajwanem.

Mimo silnego sprzeciwu ze strony Chin, Pelosi przybyła na wyspę Tajwan, kontrolowaną przez Republikę Chińską, we wtorek wieczorem na ostatnim przystanku swojej trasy po Azji, która rozpoczęła się w niedzielę. Przybyła do Taipei o 22:44 we wtorek z Malezji, bez wcześniejszego publicznego ogłoszenia. Pelosi jest pierwszym zasiadającym mówcą w US House, który odwiedził Tajwan od 1997 roku, kiedy Newt Gingrich pojechał do Taipei i spotkał się z ówczesnym prezydentem Lee Teng-hui. Prawa do terytoriów kontrolowanych przez Republikę Chińską rości sobie także Chińska Republika Ludowa, która nie kryła swojego niezadowolenia z wizyty amerykańskiej polityk.

“Porozumienie ponad podziałami”?

Wspólne oświadczenie wydali Todd Young z Indiany i Dan Sullivan z Alaski oraz 24 innych senatorów republikańskich, w tym przywódca mniejszości senackiej Mitch McConnell, Jim Risch, członek senackiej Komisji Spraw Zagranicznych oraz Jim Inhofe, czołowy republikanin w Senackiej Komisji Sił Zbrojnych. Wizyta nie uzyskała jednak jednomyślnego poparcia w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Joe Biden powiedział 21 lipca, że “wojsko myśli, że to nie jest teraz dobry pomysł”.

Poparcie ze strony republikanów pokazuje, że nie jest to “opozycja totalna”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Focus Taiwan

Michał Wawer

Michał Wawer / Fot. Twitter

  • Politycy Konfederacji ogłosili pierwszy sukces swojej partii w sporze sądowej z Facebookiem.
  • Sąd uznał ich wniosek o zabezpieczenie i zakazał Facebookowi ograniczania widoczności profili polityków.
  • Domagamy się od sądu wiążącego ustalenia, że Facebookowi nie wolno usuwać wpisów ŻADNEJ partii, posłów czy kandydatów, jeżeli wpisy nie naruszają polskiego prawa – zaznaczył Michał Wawer, skarbnik Konfederacji.
  • Zobacz też: Trwa zbiórka na sfinansowanie kosztów Marszu Powstania Warszawskiego. Brakuje 20 tys. zł

Politycy Konfederacji ogłosili pierwszy sukces tej partii w sporze sądowej z Facebookiem. Jak przekazali na konferencji prasowej poseł Jakub Kulesza i skarbnik Konfederacji Michał Wawer, sąd uznał wniosek partii o zabezpieczenie i zakazał Facebookowi ograniczania widoczności profili polityków.

Michał Wawer powiedział:

Sąd wydał zarządzenie, że do czasu rozstrzygnięcia właściwego procesu Facebook ma ZAKAZ ograniczania wyświetleń Konfederacji! To jest kwestia tego, czy będziemy neokolonialnym krajem, w którym korporacje międzynarodowe ustalają swoje własne prawo i prawo polskie pomijają, czy też rząd i polskie sądy będą w stanie skutecznie egzekwować nasze przepisy.

Nie chodzi tylko o Konfederację

Wawer zaznaczył, że w procesie tym nie chodzi wyłącznie o Konfederację, ale o wszystkie polskie partie polityczne.

Domagamy się od sądu wiążącego ustalenia, że Facebookowi nie wolno usuwać wpisów ŻADNEJ partii, posłów czy kandydatów, jeżeli wpisy nie naruszają polskiego prawa.

Skarbnik Konfederacji zwrócił się o wsparcie finansowe:

Koszty procesu sądowego Konfederacji z Facebookiem już są znaczące, dlatego zwracamy się z apelem o wsparcie finansowe..

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter

Jan Hernik

Jan Hernik / Fot. Jan Hernik

Zobacz także: Tajwan jak Donbas? Fakty vs. mity [OPINIA]

Gość Mediów Narodowych komentował trwający od kilkudziesięciu lat spór między Republiką Chińską (popularnie nazywaną Tajwanem, od nazwy wyspy, którą obecnie kontroluje państwo) a Chińską Republiką Ludową. Przeanalizował sytuację wynikającą z ostatniej wizyty Nancy Pelosi na wyspie Tajwan.

Chiny nie chcą “oddać Tajwanu”

“Mówimy o Tajwanie – to obszar, który jest od wielu lat obszarem spornym między USA a Chinami. Chiny roszczą sobie coraz większe prawa do tych wód, szczególnie do Wysp Paracelskich i złóż naturalnych, które tam są. Chiny nie chcą oddać Tajwanu ani tego regionu. Niewykluczone są również w niedalekiej przyszłości działania militarne. To co wiemy na pewno – to zapowiedziane przez Chiny manewry wokół Tajwanu. Będzie to nawet coś dalece bardziej zakrojonego, jeśli chodzi o działania militarne, możliwości prowokacji ze strony chińskiej Armii Ludowo – Wyzwoleńczej niż to, co widzieliśmy pod koniec XX wieku” – mówił Hernik.

III wojna światowa?

“Ostatnia wizyta wysokiego amerykańskiego urzędnika na Tajwanie miała miejsce w 1997 roku. Wtedy też przyjechał spiker Izby Reprezentantów. Powiedziałbym, że wizyty różnego rodzaju polityków niższego szczebla odbywają się tam co jakiś czas. Wizyta Pelosi była jasnym sygnałem, że Satny Zjednoczone nie ugną się pod naporem Chin. Nie wydaje mi się, że Chiny wywołają tę tzw. III wojnę światową, o której coraz więcej osób mówiło w kontekście wizyty Pelosi na Tajwanie, bo w tej chwili Chiny nie są w stanie wygrać bezpośredniej konfrontacji w konflikcie kinetycznym z USA” – podkreślał gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Poseł Mariusz Kałużny z Solidarnej Polski

Poseł Mariusz Kałużny z Solidarnej Polski / Fot. PAP/Tomasz Gzell. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Prezes UOKiK: Na panikach zakupowych korzystają nieuczciwi przedsiębiorcy. Konsumujmy odpowiedzialnie

Tusk wyprzedawał majątek

“Za PO – PSL spółki Skarbu Państwa to były dojne krowy dla biznesmenów, którzy wspierali Platformę Obywatelską. Donald Tusk podczas swoich rządów sprzedał w całości lub części prawie 600 spółek Skarbu Państwa. Ten polityk ma jako ostatni w tym kraju, moralne i polityczne prawo się wypowiadać na temat fuzji, połączeń, czy odsprzedaży jakichś aktywów. Ludzie mówią wprost – ten człowiek pół Polski sprzedał. Donald Tusk wie, że to strasznie go obciąża i próbuje narzucić retorykę, że to PiS wyprzedaje majątek. Próbuje obrzucić nas błotem. Tylko, że my nic nie sprzedajemy – my łączymy dwie spółki, a w wyniku tego połączenia, żeby być silniejszym, Komisja Europejska zażądała, żeby odsprzedać część aktywów” – mówił Kałużny.

Plany połączenia PKN Orlen z PGNiG

“Przyjmuję argumenty rządu. Żeby dzisiaj liczyć się na rynku europejskim i światowym, poszerzać swoje aktywa, trzeba połączyć spółki. Ta argumentacja jest logiczna. Nie mamy takiego giganta, który mógłby się rozwijać i zarabiać w Europie. Ten gigant ma zarabiać dla państwa polskiego. Nie dla poszczególnych grup interesu jak za czasów rządów PO – PSL” – komentował poseł Solidarnej Polski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marsz Powstania Warszawskiego 2022.

Marsz Powstania Warszawskiego 2022. / Fot. PAP/Marcin Obara. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Tegoroczny Marsz Powstania Warszawskiego odnotował rekordową frekwencję. Według szacunków, wzięło w nim udział 30-40 tys. osób.
  • Na koszty organizacji patriotycznej manifestacji składają się m.in.: koszty sceny na rondzie im. Romana Dmowskiego, a także drugiej na placu Krasińskich, jak również samochodu z nagłośnieniem, płotków bezpieczeństwa, podestów – łącznie w kwocie około 26 tys. zł. Ponadto około 5 tys. zł to koszty związane z występami dzieci. Kolejne około 3 tys. zł pochłonęło przygotowanie banerów, flag, kwiatów, koszty paliwa itp.
  • Zbiórkę na sfinansowanie kosztów wydarzenia można zobaczyć i wesprzeć pod tym linkiem.
  • Zobacz także: Robert Bąkiewicz podsumowuje Marsz Powstania Warszawskiego. “To ogromne patriotyczne wydarzenie” [+WIDEO]

Rekord frekwencyjny

Tegoroczny Marsz Powstania Warszawskiego odnotował rekordową frekwencję. Według szacunków, wzięło w nim udział 30-40 tys. osób. Jest to jedno z najliczebniejszych wydarzeń patriotycznych w Polsce. Co za tym idzie koszty zorganizowania wydarzenia, zabezpieczenia, promocji oraz dodatkowych atrakcji wymagają sporych nakładów finansowych.

Organizatorzy zaliczają do “najpilniejszych wydatków” koszty: nagłośnienia, wozu organizacyjnego, druku plakatów, banerów i ulotek, zabezpieczenia logistycznego oraz w zakresie bezpieczeństwa.

Trwa zbiórka na sfinansowanie kosztów

Jak się dowiedzieliśmy, na koszty organizacji tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego składają się m.in.: koszty sceny na rondzie im. Romana Dmowskiego, a także drugiej na placu Krasińskich, jak również samochodu z nagłośnieniem, płotków bezpieczeństwa, podestów – łącznie w kwocie około 26 tys. zł. Ponadto około 5 tys. zł to koszty związane z występami dzieci. Kolejne około 3 tys. zł pochłonęło przygotowanie banerów, flag, kwiatów, koszty paliwa itp.

Organizatorzy Marszu Powstania Warszawskiego podkreślają, że jego organizacja jest możliwa tylko dzięki ofiarności ludzi dobrej woli.

Jeżeli byłyby pieniądze publiczne, te pół miliona, to byśmy zorganizowali marsz nie na 30 tys., a na pół miliona ludzi. Cały marsz jest finansowany oddolnie przez organizacje społeczne, w tym wypadku Stowarzyszenie Roty Marszu Niepodległości i Marsz Niepodległości. Środki te pochodzą od darczyńców, którzy wpłacają na konto Stowarzyszenia, m.in. na zbiórkę założoną specjalnie na tegoroczne wydarzenie. Na ten moment nie zebraliśmy jeszcze całej sumy. Koszt to około 30 tys. zł w gotówce, plus praca ludzi, której nie da się wycenić, wolontariuszy, tak samo z całego kraju, którzy zjechali, by móc wziąć udział i przeprowadzić, zabezpieczyć to zgromadzenie – powiedział Paweł Kryszczak z Rot Marszu Niepodległości podczas konferencji podsumowującej Marsz Powstania Warszawskiego.

Wspomnianą zbiórkę można zobaczyć i wesprzeć pod tym linkiem.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Portal money.pl uważa, że pokolenie Z wywróci polski rynek do góry nogami.
  • Najmłodsze pokolenie, które wkracza na polski rynek pracy, ma znacznie inne wartości i oczekiwania, jeśli chodzi o pracę niż poprzednie, wynika z badań naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego.
  • Dzisiejsi studenci nie chcą być liderami i chętnie przyznają, że mają małą odporność na stres i zwracają szczególną uwagę na swoje zdrowie psychiczne.
  • Zobacz też: Prezes Ordo Iuris wyraża solidarność z Robertem Bąkiewiczem. “Przywraca narodową dumę”

Najmłodsze pokolenie, które wkracza na polski rynek pracy, ma znacznie inne wartości i oczekiwania, jeśli chodzi o pracę niż poprzednie, wynika z badań naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego. Dzisiejsi studenci nie chcą być liderami i chętnie przyznają, że mają małą odporność na stres i zwracają szczególną uwagę na swoje zdrowie psychiczne.

Zbadanie kilkuset studentów Uniwersytetu Warszawskiego miało na celu sprawdzenie zmiany postrzegania pracy i nauki spowodowanej “pandemią”. Wnioski z badań pokazały, że pokolenie Z to pokolenie VUKA, oczekujące zmian i przywiązane do cyfrowej wersji świata. Co piąta osoba stwierdziła, że “​​pandemia” całkowicie zmieniła ich plany i częściej dotyczyło to kobiet.

“Samorozwój”

Nowe pokolenie z pewnością nie wierzy, że będzie przywiązane do swoich pracodawców. Postrzega potencjalne miejsca pracy jako okazję do samorozwoju. Czuje się wzmocnione kwalifikacjami, ale nie chce przewodzić. Nie jest też tak naprawdę chętne do tego, ponieważ jest sceptycznie nastawione do wszelkich wzorów do naśladowania. 

Nowe pokolenie nie jest też szczególnie przedsiębiorcze; firmy postrzegane są jako stabilne miejsca pracy. Młodzi chcą pracować dla kogoś innego, ale na własnych warunkach, a tylko co piąty respondent uważa, że ​​najlepiej byłoby stworzyć startup lub własny projekt. 

Pokolenie Z jest bardzo świadome problemów ze zdrowiem psychicznym i chętnie przyznaje się do braku odporności na stres i całkowitego braku tolerancji dla mobbingu czy dyskryminacji. Zdaniem naukowców nie oznacza to, że jest to pokolenie słabsze lub bardziej dysfunkcyjne, po prostu bardziej świadome tych problemów.

Istnieje również oczekiwanie, że menedżerowie powinni być postrzegani bardziej jako partnerzy niż mentorzy, a Pokolenie Z postrzega się jako już bardzo kompetentne i doświadczone, zwłaszcza w zakresie narzędzi cyfrowych.

Tak uważa money.pl.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Money.pl