Szef kancelarii prezesa rady ministrów Michał Dworczyk został zapytany o dostawy ukraińskiego węgla do Polski w Polskim Radiu. Jak wskazał, w pierwszym kroku Ukraina uwolniła dla nas 100 tys. ton surowca. Polityk przypomniał, że decyzję w tej sprawie podjął ukraiński rząd. Do tej pory w tym kraju obowiązywał zakaz eksportu węgla.
100 tysięcy, które zostały przeznaczone dla Polski, to jest decyzja ukraińskiego rządu. One mogą być wyeksportowane z Ukrainy, bo do tej pory na Ukrainie obowiązywał zakaz eksportu węgla. Mamy nadzieję, iż węgla będzie jeszcze więcej, ale jest wiele czynników, które mają na to wpływ. Ostatnio rozmawialiśmy z prezydentem Wołodymyrem Zełeńskim oraz ukraińskim premierem. Podczas rozmów padły deklaracje, że jeśli tylko sytuacja energetyczna się uspokoi, to Ukraina uwolni kolejne wolumeny na eksport do Polski
– przekazał szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.
Prąd elektryczny z chmielnickiej elektrowni jądrowej
Dworczyk poinformował także, że jeszcze w tym roku do polskiej sieci może trafić ukraiński prąd pochodzący z chmielnickiej elektrowni jądrowej.
Jak powiedział, prace przy potrzebnej infrastrukturze trwają od kilku miesięcy. Michał Dworczyk zwrócił przy tym uwagę, że cena ukraińskiego prądu jest zdecydowanie niższa od cen w Europie.
Władimir Putin / fot. PAP/EPA/ALEXEI DANICHEV / KREMLIN POOL / SPUTNIK
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Podczas swojego ostatniego wystąpienia prezydent Rosji Władimir Putin zagroził zachodniemu światu odwetem atomowym.
Zaznaczył, że jest gotowy do użycia głowic, jeżeli ktoś naruszy terytorium jego państwa.
Na te groźby odpowiedział m.in. doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych ds. bezpieczeństwa Jake Sullivan.
Podkreślił, że USA zdecydowanie zareagują na taki krok, a dla Putina będzie to miało katastrofalne konsekwencje.
Z kolei wiceszef brytyjskiej dyplomacji Leo Docherty wskazał, że rosyjski przywódca korzysta z takiej retoryki dla celów propagandowych.
Przestrzegał jednak, że państwa zachodnie muszą uważać na działania Putina.
Niedawno doradca ds. bezpieczeństwa narodowego amerykańskiego prezydenta Joe Bidena, Jake Sullivan powiedział, że Stany Zjednoczone zareagują na każde użycie broni jądrowej przez Rosję przeciwko Ukrainie i przedstawił Moskwie katastrofalne konsekwencje, z jakimi Rosjanie się spotkają.
Jeśli Rosja przekroczy tę granicę, będzie miało to dla niej katastrofalne konsekwencje. (…) USA zareagują zdecydowanie
– powiedział doradca amerykańskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa Jake Sullivan.
Ostrzeżenie ze strony Amerykanów było następstwem groźby nuklearnej wygłoszonej w ostatnią środę przez prezydenta Rosji Władimira Putina, który zapowiedział, że Kreml użyje wszelkiej broni do obrony swojego terytorium państwowego.
Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow przedstawił z kolei tę kwestię bardziej bezpośrednio na konferencji prasowej w minioną sobotę po przemówieniu na Zgromadzeniu Ogólnym Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. W wystąpieniu powtórzył fałszywe twierdzenia Moskwy, aby uzasadnić inwazję militarną na Ukrainę. Podkreślił, że wybrany rząd w Kijowie został bezprawnie zainstalowany i składa się z neonazistów.
W rozmowie z portalem Wyborcza.pl, która została opublikowana we wtorek, wiceminister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii odniósł się do tematu potencjalnego wykorzystania broni nuklearnej w wojnie. Stwierdził, że musimy traktować takie groźby poważnie, a także nadawać im odpowiedni status.
Takie groźby są jednak narzędziem retorycznym Putina, by siać strach i podziały. Mówiąc szczerze, to oznaka słabości, tego, że wyczerpują mu się inne opcje. Myślał, że podbije w cztery dni czterdziestomilionowy kraj. Oczywiście, to się nie udało
W raporcie Fińskiej Straży Granicznej oszacowano, że budowa miałaby objąć odcinek ok. 130-260 km, odpowiadający ok. 10-20 proc. długości linii granicznej. Działania fińskich władz mają związek z naporem rosyjskiej ludności, uciekającej z kraju po ogłoszeniu przez Władimira Putina częściowej mobilizacji do armii.
Genenrał Pasi Kostamovaara, szef Straży Granicznej, uważa że całkowity koszt inwestycji wyniósłby kilkaset milionów euro i umożliwiłby funkcjonariuszom granicznym bezzwłoczne reagowanie na nielegalne próby przekroczenia granicy. Większość ogrodzenia miałaby powstać w południowo-wschodniej części kraju. W opinii generała na tym obszarze ryzyko nielegalnych wjazdów jest największe.
Budowa odcinka testowego miałaby się rozpocząć tej zimy, zaś cała inwestycja byłaby gotowa do użytku za dwa, trzy lata. Jak przypomniała gazeta “Uutissuomalaine”, postawienie ogrodzenia umożliwia przyjęta latem 2021 roku ustawa o straży granicznej.
Rosjanie uciekają z kraju w obawie przed mobilizacją
Rosyjska “Nowaja Gazieta”, powołując się na dane Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, poinformowała w poniedziałek, że po ogłoszeniu częściowej mobilizacji z kraju uciekło już 261 tys. mężczyzn.
Jak podaje serwis kyivpost.com, Kreml przyznaje, że podczas mobilizacji rezerwistów dochodzi do problemów, jednak władze lokalne pracują nad naprawą sytuacji. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził w rozmowie z mediami, że niektóre wezwania zostały wydane przez pomyłkę i błędy będą korygowane.
Jednocześnie rosyjskie władze zapewniają, że na razie nie zapadła decyzja o zamknięciu granic.
Nic o tym nie wiem. W tej chwili nie podjęto żadnych takich decyzji
Warszawa, 07.04.2022. Posłowie na sali obrad Sejmu w Warszawie, 7 bm. Posłowie na posiedzeniu rozpatrzą m.in. rządowy projekt zmian w sposobie finansowania programów mieszkaniowych. Odbędą się też głosowania. (kf) PAP/Marcin Obara / fot. PAP/Marcin Obara
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Rada ministrów zajmie się w środę ustawą budżetową na rok 2023.
We wstępnym projekcie założono wzrost PKB na poziomie 1,7 proc.
Z kolei zakłada się, że inflacja ustabilizuje się na poziomie 9,8 proc.
Dochody skarbu państwa określono na poziomie 604,4 mld zł, natomiast wydatki na poziomie 669,4 mld zł.
Zobacz także:
Jak podał we wtorek portal branżowy “isbnews.pl”, 28 września 2022 roku posiedzenie rządu rozpocznie się o godz. 08:30. Przedmiotem obrad będzie też projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej.
Pod koniec sierpnia tego roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy budżetowej na rok 2023, zakładający w przyszłym roku wzrost PKB na poziomie 1,7 proc., inflację na poziomie 9,8 proc. oraz stopę bezrobocia na poziomie 5,4 proc. Następnie projekt był przedmiotem konsultacji w ramach Rady Dialogu Społecznego.
W najbliższą środę rząd ma przyjąć ostateczny kształt projektu. Ustawa budżetowa na 2023 rok określa dochody budżetu państwa na poziomie 604,4 mld złotych, a wydatki na poziomie 669,4 mld złotych z deficytem nie wyższym niż 65 mld złotych.
Projekt zakłada, że w 2022 roku realny PKB zwiększy się o 4,6 proc., a w 2023 roku tempo jego wzrostu wyniesie 1,7 proc. Scenariusz na 2023 rok zakłada również, że ze względu na spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, popyt na pracę obniży się. W efekcie zatrudnienie w gospodarce narodowej nieznacznie spadnie – o 0,5 proc.
W 2023 roku przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce ukształtuje się na poziomie 6,53 mln etatów. Stopa bezrobocia ma wynieść na koniec 2022 roku 5 proc., a na koniec 2023 roku – 5,4 proc. Założono, że w 2022 roku przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej zwiększy się o 11,2 proc., natomiast w 2023 roku wzrośnie o 10,1 proc.
Ponadto, prognozuje się, że w przyszłym roku wpływy z: podatku VAT wyniosą 286,3 mld złotych; podatku CIT wyniosą 73,6 mld złotych; podatku PIT wyniosą 78,4 mld złotych; akcyzy wyniosą 88,6 mld złotych.
O sprawie wycieku danych z systemów informatycznych Szkoły Głównej Handlowej poinformował w piątek branżowy portal niebezpiecznik.pl, poświęcony bezpieczeństwu w internecie. Na portalu opublikowano fragment listu władz uczelni do studentów, w którym poinformowano, że na skutek błędu programistycznego w systemie rekrutacji na wyjazdy międzynarodowe, ich dane osobowe potencjalnie, w dniach 13-15 września br., mogły być przetwarzane przez grupę pięciu studentów SGH.
Jak napisano w liście zakres dostępnych danych obejmował m.in.: imię i nazwisko, numer PESEL, imiona rodziców, panieńskie nazwisko matki, adres email, numer telefonu, seria i numer dokumentu tożsamości, a nawet numer konta. Wszystkie pięć osób pisemnie potwierdziło trwałe usunięcie pobranych danych lub wykasowanie pamięci podręcznej przeglądarki w przypadku tylko ich przeglądania.
Uczelnia poinformowała również, że wystąpienie błędu spowodowało również zaindeksowanie stron zawierających dane przez wyszukiwarkę internetową Bing.
W wynikach wyszukiwania można było wyświetlić tylko numer albumu studenta, imię i nazwisko. Na wniosek Uczelni dane zostały usunięte z wyszukiwarki
Mariusz Sielski, rzecznik prasowy SGH, przekonuje, że nie doszło do wycieku danych, choć grupa ich studentów odnalazła niebezpieczna lukę w systemie. Wówczas uczelnia natychmiastowo odizolowała system od publicznej sieci.
Grupa pięciu studentów odkryła lukę w naszym systemie informatycznym, która taki wyciek umożliwiała. Studenci zgłosili ten fakt samorządowi. Uczelnia zadziałała natychmiast. Już 15 minut po zgłoszeniu system został odizolowany od publicznej sieci
– przekazał w rozmowie z portalem “tvnwarszawa.pl” rzecznik Szkoły Głównej Handlowej.
Błąd w kodzie pojawił się w okolicach 20 sierpnia, a wykryty został 15 września. Został już usunięty
– dodał Mariusz Sielski.
Podkreśla, że w 2021 roku rektor SGH podpisał rozporządzenie, które określa, jak należy postępować w przypadku zagrożenia dla danych wrażliwych. Na podstawie tego dokumentu studenci zostali niezwłocznie poinformowani o zagrożeniu. Sprawa może dotyczyć nawet półtora tysiąca osób.
Aktualnie intensywnie sprawdzamy aktywność wobec danych, które były widoczne. Póki co, nie odkryliśmy żadnych, poza pięcioma wejściami studentów, którzy lukę wykryli. Czekamy również na instrukcje ze strony Urzędu Ochrony Danych Osobowych, gdzie sprawa została zgłoszona. Oczywiście jesteśmy zmartwieni, że taka luka w systemie powstała. Zaproponowaliśmy studentom abonamenty w alertach BIK
– wyjaśnił.
Regularnie dokonujemy przeglądu naszej struktury IT. Ale ta sytuacja skłania nas do jeszcze bardziej wzmożonego działania w tym zakresie
Ponad dwa lata temu do podobnej sytuacji doszło na Politechnice Warszawskiej. Uczelnia sama poinformowała o tzw. incydencie, który mógł doprowadzić do naruszenia ochrony danych osobowych wielu osób studiujących za pośrednictwem platformy OKNO. Chodziło o należące do około 5300 studentów i pracowników wrażliwe dane osobowe, między innymi nazwiska, serie i numery dowodów osobistych, numery PESEL, adresy czy imiona rodziców.
W związku z ujawnieniem wrażliwych danych UODO nałożył na uczelnię karę w wysokości 45 tysięcy złotych.
Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa / Fot. PAP/Piotr Nowak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
We wtorek z udziałem polskiego premiera Mateusza Morawieckiego, prezydenta Andrzeja Dudy oraz duńskiej premier Mette Frederiksen otwarto Baltic Pipe.
Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa podkreśliłą, że rząd spełnił jedną z obietnic.
Podkreśliła również, że gazociąg to symbol suwerenności energetycznej.
We wtorek odbyło się symboliczne otwarcie Baltic Pipe. Projekt jest jedną z największych inwestycji infrastrukturalnych w naszym kraju.
Według danych Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, gazociągiem będzie można sprowadzić z Norwegii do Polski co najmniej 6,5 mld metrów sześciennych gazu ziemnego w 2023 roku. Oznacza to, że że spółka wypełni co najmniej 80 proc. zarezerwowanej przepustowości.
Moskwa: “Dotrzymaliśmy obietnicy”
Na portalu społecznościowym Twitter oficjalne otwarcie gazociągu Baltic Pipe skomentowała minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.
W obliczu zagrożenia ze Wschodu, z jakim mierzy się Europa, Baltic Pipe to symbol polskiej suwerenności energetycznej. To dowód, że rząd PiS dotrzymuje obietnic. Powtarzamy to z pełną odpowiedzialnością – jesteśmy po bezpiecznej stronie
– stwierdziła minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.
W obliczu zagrożenia ze Wschodu, z jakim mierzy się Europa, @BalticPipe_PL to symbol polskiej suwerenności energetycznej. To dowód, że Rząd @pisorgpl dotrzymuje obietnic. Powtarzamy to z pełną odpowiedzialnością – jesteśmy po bezpiecznej stronie. pic.twitter.com/0H7R2ljRSl
Baltic Pipe zapewni Polsce bezpieczeństwo energetyczne?
Projekt Baltic Pipe to inwestycja, której Komisja Europejska przyznała status “Projektu wspólnego zainteresowania”. Gazociąg otrzymał wsparcie finansowe Unii Europejskiej w ramach instrumentu “Łącząc Europę” .
Według zapowiedzi, początkowa przepustowość Baltic Pipe od 1 października 2022 roku ma wynosić około 2-3 mld metrów sześciennych w ujęciu rocznym, natomiast pełna przepustowość w ilości 10 mld metrów sześciennych rocznie ma zostać osiągnięta od początku 2023 roku. Ponadto, w 2024 roku wolumen dostaw wzrośnie o ponad 1 mld metrów sześciennych, a stopień wykorzystania zarezerwowanej przez Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa mocy przesyłowej Baltic Pipe przekroczy 90 proc.
Ceremonia oficjalnego otwarcia gazociągu odbyła się we wtorek w miejscowości Goleniów w woj. zachodniopomorskim. W wydarzeniu udział wzięli między innymi prezydent Andrzej Duda oraz premier Mateusz Morawiecki.
Informację przekazał portal tvp.info, który opisuje sprawę. Jak poinformował, Jacek P. został skazany przez sąd okręgowy w Warszawie m.in. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pranie brudnych pieniędzy, poświadczenie nieprawdy i przyjmowanie korzyści majątkowych na karę łączną trzech lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres pięciu lat próby i karę grzywny w wysokości 120 tys. zł.
Jednocześnie sąd nałożył na mężczyznę obowiązek informowania o przebiegu okresu próby. Jacek P. poszedł na współpracę i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, obciążając Sławomira Nowaka.
Jak opisuje za “Gazetą Polską” “TVP Info”, Jacek P. w styczniu 2019 r. miał na polecenie Nowaka kupić auto marki Land Rover Velar za niecałe 400 tys. zł. Nowak zeznał, że potrzebował wówczas samochodu na wyjazd z rodziną na ferie. Formalnie auto P. kupił na siebie. Jednak to polityk miał dostać dokumenty do pojazdu.
Zgodnie z nieformalną umową sąsiadujący z P. Nowak miał korzystać z samochodu w weekendy, gdy wracał z Ukrainy do Gdańska. Obydwaj byli sąsiadami. Dlatego auto miało stać w garażu domu P., a Nowak miał mieć do niego swobodny dostęp.
Po rozwodzie nieruchomość sąsiadującą z domem Nowaka przejęła żona Jacka P. Za trzymanie samochodu w garażu P. płacił miesięcznie 200 zł.
Jacek P. – jak twierdzą śledczy – opłacał mandaty i wszelkie opłaty związane z użytkowaniem samochodu. Nowak – jak twierdzą śledczy – obiecał go odkupić przed datą wznowienia polisy AC, przekazując P. 10 proc. wartości. Ostatecznie w styczniu 2020 r. miał jednak stwierdzić, że na transakcje jest jeszcze za wcześnie
– opisuje “Gazeta Polska”.
Czytamy też o inwestycjach w postaci dwóch mieszkań: przy ul. Tartacznej w Gdańsku o wartości 590 tys. zł i ul. Lwowskiej w Warszawie za 880 tys. zł.
Za każdym razem P. wyjmował gotówkę ze skrytki, wpłacał na swoje konto bankowe i dokonywał płatności, stając się oficjalnie ich właścicielem. Po kilku latach w zamian za 10 proc. wartości miał przekazać mieszkania Nowakowi
– wskazano.
Kłopoty byłego ministra transportu
Jak przypomina “TVP Info” Sławomira Nowaka, byłego ministra transportu, prokuratura oskarżyła o popełnienie 17 przestępstw o charakterze kryminalnym, w tym założenie oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze międzynarodowym, zajmującą się popełnianiem przestępstw korupcyjnych i płatną protekcją.
Śledztwo ws. Sławomira Nowaka zostało wszczęte 4 stycznia 2019 roku. W kwietniu Nowak został zwolniony z aresztu. Sąd zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci 1 mln zł poręczenia majątkowego, dozoru policji, zakazu opuszczania kraju i odebrania paszportu.
Akt oskarżenia został skierowany do warszawskiego sądu okręgowego w grudniu 2021 r. Wraz z Nowakiem oskarżonych zostało 14 innych osób, w tym były doradca premier Ewy Kopacz Łukasza Z., współpracownik byłego szefa CBA Pawła Wojtunika Grzegorz W. i właśnie Jacek P.
Jacek P. został zatrzymany wraz z Nowakiem w lipcu 2020 roku. Złożył niebawem wniosek o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzenia rozprawy. Wniosek został wniesiony do sądu wraz z aktem oskarżenia. Sprawa Jacka P. została wobec tego wyłączona i skierowana do odrębnego rozpoznania.
Przypomnijmy, że prokuratura oskarżyła Nowaka o to, że jako szef Państwowej Służby Dróg Samochodowych Ukrawtodor miał żądać i przyjmować korzyści majątkowe oraz obietnice takich korzyści w kwocie ponad 6,1 mln zł. W zamian miał wspierać określone podmioty w postępowaniach o udzielenie i realizację zamówień publicznych związanych z remontem dróg na Ukrainie.
Kolejne zarzuty dotyczą prania brudnych pieniędzy na kwotę niemal 8 mln zł., przyjmowania korzyści majątkowych m.in. w zamian za pomoc w uzyskaniu intratnych stanowisk i kontraktów w spółkach Skarbu Państwa oraz podżegania lekarza do wystawienia mu zaświadczeń lekarskich, którymi zamierzał posłużyć się do usprawiedliwienia swojej nieobecności w pracy na Ukrainie, oraz o poświadczenie nieprawdy w dokumencie w celu legalizacji źródła pochodzenia posiadanych środków finansowych.
Premier Mateusz Morawiecki / Fot. PAP/EPA/Marcin Bielecki. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział specjalna ustawę o ochronie energetycznej.
Będzie ona obowiązywać od 2023 r. bazując na cenach z tego roku.
Zamrożenie cen za energię będzie dotyczących wszystkich gospodarstw domowych, które nie przekraczają rocznego zużycia na poziomie 20 kWh.
Po intensywnych pracach przyjęliśmy projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców energii elektrycznej w 2023 roku w związku z sytuacją na rynku energii elektrycznej
– poinformował premier Polski
Trudne czasy wymagają ekspresowych i zdecydowanych działań rządu i takie rozwiązania chroniące polskie rodziny przygotowaliśmy na wczorajszej Radzie Ministrów
– zaznaczył Mateusz Morawiecki.
Premier zwrócił uwagę, że w ramach rządowej tarczy solidarnościowej założono zamrożenie cen energii elektrycznej w 2023 r. na poziomie z 2022 r. do 2000 kWh rocznie dla wszystkich gospodarstw domowych; do 2600 kWh rocznie dla gospodarstw z osobami z niepełnosprawnościami; do 3000 kWh rocznie dla rodzin z Kartą Dużej Rodziny oraz rolników.
To ochrona 17 mln gospodarstw domowych i wsparcie rządowe w wysokości 23 mld złotych
Premier zwrócił też uwagę na specjalny dodatek elektryczny dla tych, którzy do ogrzewania wykorzystują energię elektryczną.
To ochrona 800 000 gospodarstw domowych i wsparcie rządowe w wysokości 1 miliarda złotych
– podkreślił Morawiecki.
Jak stwierdził szef rządu, ustawa przewiduje także zachęty do oszczędzania energii, które mają obowiązywać już od 1 października 2022 r. Jak dodał, chodzi o upust dla gospodarstw domowych, które ograniczą zużycie energii o 10 proc. całkowitych kosztów zużycia energii.
W obliczu europejskiego kryzysu energetycznego rząd Prawa i Sprawiedliwości nie pozostawi nikogo bez pomocy. Tak jak w przypadku poprzednich tarcz – najważniejsza jest dla nas ochrona polskich rodzin. Razem przetrwamy ten trudny czas i pokażemy siłę solidarności!
– zapewnił szef polskiego rządu.
W poniedziałkowym komunikacie po posiedzeniu rządu podano, że z zamrożenia cen energii elektrycznej w 2023 r. skorzysta prawie 17 mln gospodarstw domowych.
Dla tych, którzy do ogrzewania używają energii elektrycznej wprowadzony ma być jednorazowy dodatek elektryczny. Wysokość dodatku będzie wynosiła 1000 zł, natomiast w przypadku rocznego zużycia energii elektrycznej ponad 5 MWh, zostanie on podwyższony do 1500 zł. Warunkiem otrzymania dodatku będzie uzyskanie wpisu lub zgłoszenie źródła ogrzewania do centralnej ewidencji emisyjności budynków.
Jak wyjaśniono, o dodatek elektryczny będzie można ubiegać się w gminie, w swoim miejscu zamieszkania.
Na początku grudnia zeszłego roku zrezygnowano z manualnego systemu poboru opłat na autostradach A2 i A4. Od tego momentu szlabany na państwowych odcinkach są podniesione.
Sam fakt, że nie ma kontroli i poboru opłat na konkretnych odcinkach, nie oznacza, że możemy korzystać z autostrad, nie kupując biletu
– wyjaśniła Małgorzata Spychała z Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu.
Bilet trzeba kupić wcześniej. Można to zrobić na dwa sposoby.
Możemy zakupić bilet na stacjach benzynowych Orlenu i oczywiście wyznaczonych stacjach Lotosu
– dodała.
Można też kupić bilet za pomocą rządowej aplikacji e-TOLL. Zmiany dotyczą państwowych odcinków autostrad: A2 Konin-Stryków i A4 Wrocław-Sośnica.
Gdy kierowca przejeżdża przez płatny odcinek autostrady i nie ma uiszczonej opłaty, grozi mu mandat karny w wysokości 500 złotych
– ostrzegał z kolei Paweł Drzewiecki z Wielkopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Poznaniu.
W ostatnim czasie posypały się mandaty dla kierowców, którzy korzystali z autostrad bez biletu. W całym kraju przeprowadzono ponad 150 tysięcy kontroli. 10 proc. z nich wykazało nieprawidłowości.
Prezydent Joe Biden wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., że nie wystarczy opłakiwać ofiary przestępstwa. Wezwał Kongres USA do konkretnych działań. / fot. PAP/EPA/OLIVER CONTRERAS / POOL
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden złożył niedawno skandaliczną deklarację ws. legalizacji aborcji.
Ten rzekomo nazywający się katolikiem amerykański przywódca chce zalegalizować aborcję, aż do dnia narodzin.
Ma być to odpowiedź na zapowiedzi Republikanów dotyczących zakazania aborcji poza pewnymi wyjątkami.
Wydaje się, że Joe Biden to najbardziej pro-aborcyjny prezydent Stanów Zjednoczonych w historii. Po unieważnieniu wyroku Roe kontra Wade przez Sąd Najwyższy USA, amerykański przywódca nie krył niezadowolenia. Teraz składa obietnicę, która ma na celu umożliwić aborcję bez ograniczeń, także w kwestiach zaawansowania ciąży.
Joe Biden zapowiedział, że jeśli w listopadowych wyborach Demokraci będą mieli większość w Senacie, aborcja w Stanach Zjednoczonych zostanie zalegalizowana i możliwa będzie aż do dnia narodzin dziecka. To oznacza, że jesienią Demokraci potrzebują dwóch dodatkowych miejsc w Senacie, by deklaracja Joe Bidena mogła się spełnić.
Skandaliczna deklaracja prezydenta USA została wypowiedziana w Waszyngtonie do związku zawodowego nauczycieli National Education Association.
Jeśli dacie mi jeszcze dwóch senatorów w Senacie Stanów Zjednoczonych, to obiecuję wam, że skodyfikujemy “Roe” i sprawimy, że “Roe” znów będzie prawem państwowym
– stwierdził wówczas prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden.
Prezydent zachęcał szczególnie kobiety, by w listopadowych wyborach oddawały swoje głosy na proaborcyjnych Demokratów. Jednocześnie zapowiedział, że jeśli to Republikanie zdobędą Senat, wtedy on z pewnością zawetuje ustawodawstwo pro-life, przez nich zaproponowane.
W ubiegłym tygodniu Republikanie przyjęli ustawę zakazującą aborcji po 15. tygodniu życia. Ustawa o ochronie nienarodzonych dzieci zdolnych do odczuwania bólu. Przewiduje ona jednak wyjątki, tj. gwałt, kazirodztwo lub zagrożenie życia matki. To właśnie tę ustawę zawetuje prezydent, jeśli Republikanie będą mieli większość w Senacie.