Aleksander Łukaszenka

Aleksander Łukaszenka / Fot. Serge Serebro/ Wikimedia Commons

  • Aleksandr Łukaszenka zapowiedział utworzenie wspólnych sił z Rosją w obliczu rzekomej agresji Ukrainy i Zachodu.
  • Według słów analityka Piotra Żochowskiego, jest to chwyt mający na celu rozdzielenie ukraińskich żołnierzy.
  • Posunięcie to oznacza, że Ukraina musi mieć wojska na granicy z Białorusią, a zatem nie będzie mogła zaangażować takiej liczby, jaką mogłaby chcieć, na wschodzie czy południu Ukrainy.
  • Zobacz też: Ekspert: Użycie broni jądrowej byłoby dla Rosji militarnie nieskuteczne i politycznie katastrofalne

Zapowiedź białoruskiego przywódcy Aleksandra Łukaszenki o utworzeniu wspólnych sił z Rosją w obliczu rzekomej agresji Ukrainy i Zachodu jest próbą pomocy dla słabych wojsk Rosji na Ukrainie, uważa analityk Piotr Żochowski z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW). W rozmowie z PAP Żochowski powiedział, że posunięcie Łukaszenki należy rozpatrywać w kontekście tego, jak przebiega wojna na Ukrainie

Analityk OSW uważa, że jest to element próby Moskwy poprawienia zarówno morale, jak i faktycznej sytuacji sił rosyjskich na Ukrainie. Posunięcie to oznacza, że Ukraina musi mieć wojska na granicy z Białorusią, a zatem nie będzie mogła zaangażować takiej liczby, jaką mogłaby chcieć, na wschodzie czy południu Ukrainy.

Putin i Łukaszenka

Żochowski uważa, że nie chodzi tylko o Ukrainę, mówiąc, że Moskwa chce odpowiedzieć na twierdzenia Łukaszenki, iż NATO pragnie zaatakować Białoruś. To wg Żochowskiego klasyczny pretekst do stopniowania napięcia na granicy z NATO. Putin, jak podejrzewa Żochowski, liczy na to, że uda mu się przestraszyć jednego z ważnych członków Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, by skłonić Zachód do zaangażowania się w deeskalację i zmniejszenie wsparcia dla Ukrainy.

Rosja i Białoruś należą do związku, który przewiduje połączenie sił zbrojnych w świetle zewnętrznego zagrożenia. Łukaszenka przez wiele lat angażował się w takie działania, próbując również rozmawiać z Zachodem.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Gazeta prawna

Viktor Orban

Premier Węgier Viktor Orban / Fot. PAP/EPA/ANDY RAIN Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Węgierski rząd poinformował w poniedziałek, że Węgry i Serbia zgodziły się na budowę rurociągu dostarczającego Serbii rosyjską ropę.
  • Sankcje UE ograniczają import przez Chorwację.
  • Zobacz też: Ceny ropy spadają mimo cięcia wydobycia

Węgierski rząd poinformował w poniedziałek, że Węgry i Serbia zgodziły się na budowę rurociągu dostarczającego Serbii rosyjską ropę, ponieważ sankcje UE ograniczają import przez Chorwację. Od grudnia UE zakaże importu rosyjskiej ropy morskiej. Zakłóci to podstawową drogę zaopatrzenia Serbii w ropę przez Chorwację i Morze Adriatyckie.

Rurociąg Przyjaźń, który jest wyłączony z unijnego zakazu, będzie nadal wykorzystywany przez Węgry do importu rosyjskiej ropy. Budowa nowego rurociągu pozwoli na większy import bez konfliktu z sankcjami morskimi. Rzecznik węgierskiego rządu Zoltán Kovács powiedział za pośrednictwem Twittera:

Obecnie zaopatrzenie kraju w ropę odbywa się w dużej mierze rurociągiem przez Chorwację, ale jest to mało prawdopodobne w przyszłości z powodu przyjętych sankcji.

Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto ostrzegał wcześniej na kilka dni przed wrześniowym nadzwyczajnym spotkaniem unijnych ministrów ds. energii, że proponowany limit cenowy na rosyjski gaz ziemny może spowodować, że Moskwa gwałtownie zamknie dostawy do Europy.

Dywersyfikacja

Według Kovácsa, projekt był częścią długoterminowego celu Węgier, jakim jest dywersyfikacja infrastruktury energetycznej regionu. W serbskim raporcie dotyczącym bezpieczeństwa energetycznego przeczytać można:

W tej chwili Serbia jest ograniczona do dostaw gazu ziemnego tylko od jednego dostawcy, a mianowicie rosyjskiego Gazpromu, dlatego dywersyfikacja dostawców jest równie ważna jak dywersyfikacja tras.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Offshore technology

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Ropa tymczasem wróciła do spadków, a Chiny mają coraz większe problemy.
  • Cięcie wydobycia dodało miliony do zysków szejków tylko na kilka dni.
  • Silny dolar powoduje drożenie ropy dla podmiotów nabywających ją w innej walucie, a to wpływa ujemnie na popyt.
  • Zobacz też: Będzie reforma w prawie? Chodzi o domy dziecka i rodziny zastępcze

OPEC chciał przez spore cięcie wydobycia spowodować utrzymanie ceny ropy na poziomie około 100 dolarów za baryłkę. Efekt będzie jednak inny – pogłębienie recesji. Tymczasem ropa wróciła do spadków, a Chiny mają coraz większe problemy.

W poprzednim tygodniu, po tym jak kartel zdecydował o cięciu wydobycia o 2 mln baryłek dziennie (co oznacza zmniejszenie światowego wydobycia o ok. 2%), cena wzrosła o 13%. Teraz znacznie spada. Wtorek przyniósł następne niemal 2% do poniedziałkowego spadku o 1,8%. Baryłka europejskiej ropy Brent kosztowała mniej niż 94 dolary, amerykańska WTI z kolei mniej niż 90.

Trend

Cięcie wydobycia dodało miliony do zysków szejków tylko na kilka dni. Ponoć powodem są Chiny, drugi co do wielkości konsument ropy (po USA), jak i największy importer (22% udziału w światowym imporcie). Łańcuchy dostaw są przekierowywane z Azji do miejsc bliższych odbiorcom produktów, a dodatkowo covidowa polityka tamtejszego rządu mocno odbija się na gospodarce. Szkoły, lokale, miejsca napędzające turystykę ulegają zamknięciu.

Dawid Malpass, będący prezesem Banku Światowego, ostrzegł przed rosnącym zagrożeniem globalnej recesji. Silny dolar powoduje drożenie ropy dla podmiotów nabywających ją w innej walucie, a to wpływa ujemnie na popyt.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Business insider

Zdjęcie ze spotu "Nie marnuj żywności"

Zdjęcie ze spotu "Nie marnuj żywności" / Fot. YouTube

“Nie marnuj żywności. Szkoda planety!” to kampania przygotowana przez “Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi”, finansowana ze środków pochodzących z funduszy Counterpart Funds Sektorowych Agrolinia.

“Nie marnuj żywności”

Akcja “Nie marnuj żywności” ma na celu zachęcić Polaków do rozsądnej konsumpcji produktów spożywczych. Spot udostępniony poniżej podaje cztery czynności ku temu prowadzące. Pierwsza to planowanie zakupów – świadome nabywanie tego, czego naprawdę brakuje, trzymanie się sporządzonej listy.

Drugą jest dobre przechowywanie żywności, dzięki któremu dłużej zachowuje świeżość. Nagranie sugeruje sprawdzanie dat ważności oraz spożywanie produktów w odpowiedniej kolejności. Trzecią metodą jest przetwarzanie. Z resztek warzyw można zrobić zupę.

W końcu spot “Nie marnuj żywności” zachęca do dzielenia się posiłkiem z bliźnimi.

“Szkoda planety!”

Jak podaje prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego Jacek Zarzecki, rolnicy produkują wystarczająco dużo żywności, żeby wyżywić 10 mld ludzi w 2050 roku.

Problemem jest marnowanie jedzenia w [Polsce] 5 mln ton rocznie, z czego 60% to konsumenci.

Zarzecki uważa, że o akcji “Nie marnuj żywności. Szkoda planety!” powinno być głośno.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, YouTube

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Wiceminister rodziny i polityki społecznej Barbara Socha wystąpiła w Telewizji Trwam, gdzie wypowiedziała się na temat procedowanej w parlamencie ustawy, jaka ma na celu reformę podejścia do opieki zastępczej nad osieroconymi dziećmi.

Chcemy, żeby dzieci, które z różnych powodów trafiają do pieczy zastępczej znalazły się w rodzinach zastępczych, a nie w placówkach zwanych potocznie domami dziecka.

Jest to zatem zmiana mająca przyczynić się do deinstytucjonalizacji. Wprowadzony miałby zostać zakaz otwierania następnych domów dziecka.

Wprowadzamy derejonizację, która spowoduje, że rodzina zastępcza z danego powiatu będzie mogła również współpracować z innym powiatem.

Pieniądze i dorosłe sieroty

W grę wchodzi również wzrost pieniędzy otrzymywanych z podatków przez rodziny zastępcze. Miałyby zostać stworzone rejestry, które pozwoliłyby sądom znajdować miejsca w pieczy zastępczej.

Dzisiaj może się to odbywać tylko za zgodą starosty danego powiatu, a zatem mamy do czynienia ze zjawiskiem blokowania – w cudzysłowie – miejsc dla swoich dzieci z danego powiatu.

Wśród zmian znajdują się też zapisy dotyczące opuszczania pieczy zastępczej. Zgodnie z nimi, dorosła osoba chcąca się usamodzielnić, która opuści dom dziecka, będzie mogła powrócić (jednorazowo) i, będąc człowiekiem dorosłym, przebywać w domu dziecka na cudzy koszt.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marsz.info

Marlena Maląg

Marlena Maląg / Fot. PAP/Piotr Nowak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Kolejna fala jest spodziewana ze względu na poniedziałkowe ataki rakietowe.
  • Maląg zapewniła, że Ukraińcy znajdą u nas “dach nad głową” i pracę.
  • Dodała, że większa liczba uchodźców będzie kosztować więcej pieniędzy, ale należy na to spojrzeć w kontekście decyzji, jakie są podejmowane.
  • Zobacz też: Prace archeologiczne przy Willi Jasny Dom. Nie odkryto szczątków więźniów

Minister Marlena Maląg powiedziała we wtorek w TVP 1, że Polska przygotowała się na przyjęcie nowej fali ukraińskich uchodźców wojennych. Minister rodziny i polityki społecznej powiedziała dla telewizji rządowej, że oczekuje się nowych przyjazdów z Ukrainy ze względu na “ostatnie wydarzenia”, co było oczywistym odniesieniem do poniedziałkowych ataków rakietowych.

Cały czas jesteśmy gotowi, nasze granice są otwarte i jesteśmy też przygotowani logistycznie na przyjęcie uchodźców. Gdyby taka potrzeba zaszła, to oczywiście obywatele Ukrainy, tak jak to było w lutym i przez cały czas, znajdą u nas wsparcie i miejsce, zarówno dach nad głową, jak i pracę.

“To otwarta wojna”

Dodała, że większa liczba uchodźców będzie kosztować więcej pieniędzy, ale należy na to spojrzeć w kontekście decyzji, jakie są podejmowane.

Dzisiaj tocząca się wojna na Ukrainie, to otwarta wojna. Jest to nie tylko wojna o wolność Ukrainy, ale także o sytuację świata, Europy i Polski, która jest państwem przygranicznym.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

300gospodarka, The first news

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Według niego, jedyną realistyczną opcją dla Rosji byłoby użycie taktycznej broni jądrowej o mniejszej wydajności.
  • Nawet to jednak miałoby dla nich być mało przydatne.
  • Csiki powiedział, że nawet w przypadku ograniczonego ataku na Ukrainę konsekwencje międzynarodowe byłyby zbyt poważne, a Moskwa z pewnością straciłaby przynajmniej milczącą neutralność np. Chin i Indii.
  • Zobacz też: Sankcje na Rosję? Hiszpanii to absolutnie nie dotyczy

Tamás Csiki Varga, który pracuje w Instytucie Studiów Strategicznych i Obronnych na Węgierskim Uniwersytecie Służby Publicznej, udzielił wywiadu dla dziennika Magyar Nemzet. W nim stwierdził, że – choć nie można niczego wykluczyć – Rosja nie ma ani wojskowych, ani politycznych powodów, by użyć broni jądrowej w wojnie na Ukrainie.

Według niego, jedyną realistyczną opcją dla Rosji byłoby użycie taktycznej broni jądrowej o mniejszej wydajności, którą można przenosić za pomocą głowic artyleryjskich, ale nawet to byłoby dla nich mało przydatne.

Zostały one opracowane w czasie zimnej wojny z myślą o niszczeniu dużych zgrupowań wojskowych i wzmocnionych punktów dowodzenia i kontroli. Na Ukrainie jednak na szerokich, długich liniach frontu nie ma takich celów. Zgodnie z zasadami nowoczesnej wojny operują one małymi jednostkami rozproszonymi w przestrzeni.

Dodał, że mało prawdopodobne jest, by w podobny sposób uderzono w kijowskie kierownictwo. Wykluczył też możliwość zaangażowania się Rosji w wojnę nuklearną z NATO, bo “takiej wojny nie dałoby się wygrać i zniszczyłaby wszystkich”.

Csiki powiedział, że nawet w przypadku ograniczonego ataku na Ukrainę konsekwencje międzynarodowe byłyby zbyt poważne, a Moskwa z pewnością straciłaby przynajmniej milczącą neutralność np. Chin i Indii. Wśród implikacji – powiedział – jest to, że inni chcieliby wtedy mieć broń jądrową. Obecnie dziewięć krajów posiada taką broń, ale istnieje około 15 tzw. krajów progowych, które mogłyby ścigać się w rozwijaniu tego urządzenia.

Zauważył również, że w ciągu ostatnich 70 lat historii broni jądrowej wielkie mocarstwa przegrywały wojny – w Afganistanie, Wietnamie, Iraku – a mimo to nigdy nie było mowy o użyciu broni jądrowej. Rzeczywiście, nawet zimna wojna zakończyła się bez eskalacji nuklearnej (choć do użycia broni atomowej było bardzo blisko).

Możliwy scenariusz

Csiki dodał:

Istnienie Rosji nie jest zagrożone przez Ukrainę czy NATO.

Podkreślił, iż w rosyjską doktrynę nuklearną wbudowany jest krok eskalacyjny. Teoretycznym pierwszym krokiem mogłoby być użycie innej broni masowego rażenia, np. chemicznej lub biologicznej. Po tym nastąpiłoby demonstracyjne uderzenie bronią, np. na niezamieszkane terytorium. Następnie potencjalnie można by zastosować broń o większej mocy.

Csiki dodał, że Putin nie ma wystarczającej siły przebicia, by samodzielnie nacisnąć nieistniejący “wielki czerwony guzik”.

Poważnie wątpię, by mógł podjąć taką decyzję samodzielnie. Co najmniej musi być w to zaangażowana Rada Obrony Narodowej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMX News

Budynek "B" Telewizji Polskiej przy ul. J.P. Woronicza 17 w Warszawie, widok od strony ul. Samochodowej.

Budynek "B" Telewizji Polskiej przy ul. J.P. Woronicza 17 w Warszawie, widok od strony ul. Samochodowej. / Fot. Adrian Grycuk/Wikimedia Commons

Zobacz także: “Historyczne” porozumienie Izraela z Libanem w sprawie granic. Pomogły USA

Media jako takie, a media publiczne jako realizator misji publicznej w szczególności powinny zwracać uwagę na treści prezentowane na swoich antenach. Publiczny przykład nie jest bez znaczenia i to, co jest prezentowane w mediach, ma znaczenie na postawy obecne w społeczeństwie.

TVP, jeszcze do niedawna kierowane przez Jacka Kurskiego, którego życie uczuciowe wzbudzało kontrowersje z katolickiego punktu widzenia, od czasu do czasu znajdowało się pod ostrzałem krytyków wykazujących podmiotowi nie do końca spójne z konserwatyzmem treści. Wygląda na to, że po zmianie prezesa, to nie przestanie być obiektem kontrowersji.

Tym razem za sprawą programu “Pytanie na Śniadanie”. Portal marsz.info sprawę skomentował tak:

Tym bardziej dziwi i smuci fakt, że niesakramentalną relację w pozytywnym świetle i bez cienia zastrzeżeń pokazują media publiczne. I to w chwili, gdy krajem, a więc także TVP, rządzą politycy chętnie odwołujący się do tradycji, rodziny oraz katolickich wartości. Co więcej, negatywnie zaskakuje reakcja prowadzącej program. Prezenterka nie ukrywa bowiem, że jest osobą wierzącą. W sobotni poranek Ida Nowakowska zapewniała jednak Macieja Kurzajewskiego i Katarzynę Cichopek o wsparciu. Mówiła ponadto o podążaniu za szczęściem jako najpiękniejszym prawie ludzi. Tymczasem oboje celebryci zawierając przed laty sakramentalne związki małżeńskie nie przysięgali – prosząc o pomoc Wszechmogącego Pana Boga w Trójcy Świętej Jedynego oraz wszystkich świętych – trwać w związkach jedynie dopóki będzie dobrze i szczęśliwie, ale zawsze, także, gdy będzie ciężko, a w brzuchu przestaną fruwać motylki

Występ pary celebrytów, a jednocześnie prowadzących program TVP2 miał miejsce przy okazji 40. urodzin Katarzyny Cichopek. Para na antenie podkreślała swoje uczucie. Wszystko to relacjonowali z Izraela, gdzie udali się na urlop.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marsz.info

Prof. Ryszard Legutko

Prof. Ryszard Legutko / Fot. Flickr/European Parliament

Niemcy twierdzą, że sprawa reparacji dla Polski za II wojnę światową jest zamknięta i kraj ten nie zapłaci nic z 1,3 biliona euro, których domaga się Warszawa, ale niektórzy w Polsce odrzucają to stanowisko. Polski europoseł prof. Ryszard Legutko powtórzył “argument” użyty przez polskiego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua, że to nie sprawca decyduje o tym, czy sprawa jest zamknięta, czy nie.

Według niego, “argument” ten powinien zostać nagłośniony i wysłuchany.

To decyzja należąca do ofiar, do Polski, a nie do Niemiec, który to kraj ponosi odpowiedzialność. Współczesne Niemcy lubią powtarzać, że poczuwają się [do] winy swoich przodków, ale nie mają moralnego, ani żadnego innego prawa twierdzić, że rzecz jest zamknięta.

“Analfabetyzm historyczny”

Zdaniem Legutki, rozpowszechnienie wiedzy o stratach poniesionych przez Polskę w czasie II wojny światowej bardzo pomogłoby w sprawie reparacji. Jednak, jak zaznaczył, jest to “trudna i żmudna praca”, gdyż

żyjemy w świecie, gdzie analfabetyzm historyczny jest powszechny, szczególnie na zachodzie Europy, ludzie nie mają wiedzy o II wojnie światowej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Jakub Kumoch

Jakub Kumoch, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej / Fot. YouTube

  • W piątek rzecznik Departamentu Stanu USA Vedant Patel oświadczył, że Stany Zjednoczone nie prowadzą z Polską negocjacji w sprawie “nuclear sharing”.
  • Zaznaczył, że USA nie planują rozmieszczenia broni jądrowej na terytorium żadnego kraju, który przystąpił do NATO po 1997 roku.
  • Tymczasem szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch powiedział, że rozmowy były prowadzone.
  • Zobacz też: Bąkiewicz: Czas w końcu zdekomunizować Cmentarz Wojskowy na Powązkach

Po tym, jak Departament Stanu USA zaprzeczył, że prowadzone są jakiekolwiek rozmowy z Polską na temat programu “nuclear sharing”, w ramach którego amerykańska broń jądrowa zostałaby umieszczona na polskiej ziemi, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch powiedział, że rozmowy były prowadzone, ale nie angażowały Departamentu Stanu.

Temat uczestnictwa polski w programie Nuclear Sharing pojawiał się w rozmowach prezydenta USA Joe Bidena i prezydenta Andrzeja Dudy, natomiast nie jest on na etapie, w którym zaangażowany jest departament stanu i w którym są już konkretne rozmowy.

W piątek rzecznik Departamentu Stanu USA Vedant Patel oświadczył, że Stany Zjednoczone nie prowadzą z Polską negocjacji w sprawie możliwości rozmieszczenia broni jądrowej w ramach polityki “nuclear sharing”. Zaznaczył, że USA nie planują rozmieszczenia broni jądrowej na terytorium żadnego kraju, który przystąpił do NATO po 1997 roku.

Parasol atomowy NATO

Wcześniej w wywiadzie dla “Gazety Polskiej” polski prezydent Andrzej Duda powiedział, że Polska dyskutowała z USA o możliwości włączenia kraju pod parasol atomowy NATO. Kumoch został poproszony o komentarz do wypowiedzi Patela o braku negocjacji podczas wywiadu Polskiej Agencji Prasowej (PAP). Odpowiedział, że rzecznik Departamentu Stanu USA może być nieświadomy takich planów. Kumoch podkreślił, że część rozmów między prezydentami odbywa się prywatnie.

Prezydent nie powiedział w wywiadzie, jaka była amerykańska reakcja. Polska uważa, że wszystkie kraje NATO powinny być chronione w równym stopniu, także przed atakiem nuklearnym. Są różne rozwiązania, jednym z nich jest program nuclear sharing i prezydent zwrócił na to uwagę.

Od listopada 2009 roku amerykańska broń jądrowa trafiła do Belgii, Niemiec, Włoch, Holandii i Turcji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Gość.pl