Krzysztof Bosak: Już 11 listopada pod białoczerwonymi widzimy się na Marszu Niepodległości. W tą sobotę godzina 14.00 Rondo Romana Dmowskiego. Tradycyjną trasą w kierunku Stadionu Narodowego przejdziemy wspólnie pokazując przywiązanie do swojej Ojczyzny, patriotyzm, przywiązanie do tradycyjnych wartości, szacunek dla dorobku poprzednich pokoleń, to, że chcemy być Polakami, że chcemy bronić niepodległości i suwerenności naszego państwa.

Przyjdźcie, przyjedźcie, bądźmy razem. Pokażmy siłę polskich patriotów!
Przejdźmy razem jak co roku w Marszu Niepodległości!

Od poniedziałku na trzech przejściach granicznych z Ukrainą trwa protest poszkodowanych polskich przewoźników. Poszkodowanych przez państwo polskie, ale również przez państwo ukraińskie, które celowo utrudnia funkcjonowanie polskich firm przewozowych na Ukrainie.

Tymczasem ambasador Ukrainy zamieścił na Twitterze kuriozalny komentarz:
Blokowanie dróg do przejść granicznych Polski z Ukrainą w Hrebennym, Dorohusku, Korczowej przez polskich przewoźników to bolesny cios w plecy Ukrainy, cierpiącej od agresji rosyjskiej. Zagrożone są korytarze solidarnościowe między Ukrainą a UE. Apelujemy o zaprzestanie blokady granicy!

Na te słowa ostro zareagował publicysta Łukasz Warzecha, który odpisał ambasadorowi:
I proszę sobie, Panie Wasyl Zwarycz, wbić do głowy: Polska nie ma wobec was ŻADNYCH obowiązków. Absolutnie żadnych. Polska ma obowiązki wobec Polaków. Wam możemy pomóc na tyle, na ile sprzyja to naszym interesom. A utrzymanie braku zezwoleń dla waszych kierowców – nie sprzyja. Wy nie zrobiliście absolutnie nic, żeby nas przekonać, że warto dla was wypruwać sobie żyły. Więc idź Pan swoje żale odstawiać gdzie indziej, tutaj to nie robi na nikim wrażenia.

Materiały prasowe Konfederacji

Ambasador Ukrainy na Twitterze zaatakował strajkujących polskich przewoźników, którzy rozpoczęli blokadę przejść granicznych na granicy polsko-ukraińskiej.

Blokowanie dróg do przejść granicznych Polski z Ukrainą w Hrebennym, Dorohusku, Korczowej przez polskich przewoźników to bolesny cios w plecy Ukrainy, cierpiącej od agresji rosyjskiej. Zagrożone są korytarze solidarnościowe między Ukrainą a UE. Apelujemy o zaprzestanie blokady granicy! – napisał Wasyl Zwarycz.

Okazuje się, że nie jest prawdą o czym pisze ukraiński ambasador. Nie są “korytarze solidarnościowe”. Strajk Przewoźników przepuszcza bowiem wszystkie pojazdy z pomocą humanitarną/ Ale również przepuszcza z pomocą wojskową, a nawet samochody osobowe.

Dlaczego przewoźnicy znowu strajkują?
– W ubiegłym roku w sierpniu strona ukraińska zepchnęła do kupy wszystkie pojazdy. Przez to zrobiły się gigantyczne kolejki. Obecnie trzeba oczekiwać 12 dni na wjazd do Polski! – mówił na konferencji prasowej jeden z przedsiębiorców, Łukasz Bielesz.

Czyli pusta ciężarówka, w związku z decyzją władz ukraińskich, musi stać w kolejce tak samo jak ciężarówka z ładunkiem. Absurd! I do tego odniósł się na Twitterze Krzysztof Bosak, który odpowiedział Zwaryczowi:
Wystarczy zacząć normalnie przepuszczać puste polskie ciężarówki. Tak jak było to robione wcześniej, zamiast trzymać je celowo po kilkanaście dni w wirtualnej e-kolejce.
W czym problem?
Po co Kijów psuje sobie stosunki z Warszawą – najbardziej proukraińskim rządem w UE?

Tym razem na mediach Bąkiewicza pojawił się artykuł, który na stronie głównej portalu TVMN.pl został opatrzony tytułem “Marsz w Warszawie. Straż Marszu Niepodległości odsunięta od organizacji”.

Artykuł odnosi się do “oświadczenia” jakie zostało zamieszczone na fanpejdżu o nazwie Straż Marszu Niepodległości oraz na stronie smn.org.pl. Redakcja mediów Bąkiewicza zainteresowała się tym “oświadczeniem” ” dopiero na 5 dni przed Marszem Niepodległości! Dlaczego tak późno, skoro oświadczenie zostało opublikowane prawie dwa tygodnie temu, czyli 25 października? “Oświadczenie” anonimowe. Nikt się pod nim nie podpisał imieniem i nazwiskiem. Nie wiadomo kto jest więc jego autorem i jaki cel przyświecał twórcy tego kuriozalnego tekstu.

Równie kuriozalny jest artykuł stworzony na podstawie tego “oświadczenia” i wspomniany tytuł. Jest to bowiem czysta dezinformacja, fake news. Straż Marszu Niepodległości bowiem działa i przygotowuje się intensywnie pod kierownictwem Bożydara Marzocha, osoby od lat działającej w Straży, do zabezpieczenia tego wydarzenia. Warto przypomnieć, osobom niezorientowanym, że większość członków Straży Marszu stanowią działacze Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowego. Tak było również w poprzednich latach, kiedy w dużym stopniu na barkach działaczy tych dwóch organizacji opierało się bezpieczeństwo uczestników Marszu Niepodległości.

Tymczasem jeden z “dziennikarzy” Bąkiewicza, Michał Jelonek, zamieścił na serwisie X fragment ze wspomnianego “oświadczenia” komentując, że “U narodowców z Stowarzyszenia Marsz Niepodległości niezły bajzel na 5 dni przed Marszem Niepodległości”. A nawet posunął się do insynuacji. “Nowy prezes Bartosz Malewski gra bezpieczeństwem Polaków”.
Czy skonsultował się w tej sprawie ze wspomnianym Prezesem Bartoszem Malewskim albo szefem Straży Marszu Niepodległości Bożydarem Marzochem? Po co? Na podstawie anonimowego “oświadczenia” zamieszczonego 2 tygodnie temu można przecież napisać świetnego newsa. I nie potrzeba, aby był zgodny z prawdą. Nie tego oczekuje Bąkiewicz od swoich “dziennikarzy”.

Niestety, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości od miesięcy zmaga się z tego typu działaniami ze strony byłego prezesa stowarzyszenia. Działania te mają na celu zaszkodzić lub co najmniej utrudnić działalność stowarzyszenia. Tak jak w wypadku fanpejdża Marsz Niepodległości, który Bąkiewicz przejął blisko rok temu. Fanpejdż, który ma ćwierć miliona polubień, do dzisiaj nie został zwrócony. Utrudnione jest więc dotarcie do sympatyków i potencjalnych darczyńców.

Pomimo tych obstrukcyjnych działań ze strony Bąkiewicza i jego pracowników, prace nad przygotowaniem do Marszu Niepodległości postępują niezwykle sprawnie. A zbiórka na organizację Marszu zapowiada się wręcz rekordowa.

W programie “Prawy prosty” PCh24 o sytuację w Konfederacji zostali zapytani dziennikarze i publicyści Witold Gadowski i Łukasz Warzecha. W kontekście nie tylko Janusza Korwin-Mikkego, ale również Grzegorza Brauna, który potencjalnie, mając 4. posłów, może założyć w Sejmie własne koło.

Łukasz Warzecha rozważając wewnętrzną sytuację w Konfederacji wyraził zdziwienie, że do usunięcia Korwin-Mikkego doszło dopiero teraz.

– To oświadczenie [o tym, że JKM nie wystartuje z list Konfederacji – przyp. red.] Sławomira Mentzena nawet jest zbyt łagodne dla Janusza Korwin-Mikkego. Chociaż tam są ostre sformułowania – mówił Warzecha.
– Jeżeli Konfederacja ma ambicje, żeby stać się taką normalną, ale wyrazistą partią liberalno-konserwatywną, to musiała to zrobić.

Publicysta wspomniał o rozmowie z jednym z działaczy Konfederacji, który miał powiedzieć, że po tym jak media nagłośniły wypowiedzi Korwin-Mikkego o pedofilii, ludzie z dnia na dzień przestali brać o nich ulotki. Również odmawiano wywieszania banerów Konfederacji na płotach prywatnych posesji. Odmawiały nawet osoby, które wcześniej wyraziły na to zgodę.

Czy odejście Korwin-Mikkego to będzie dla Konfederacji jakaś strata? Będzie groźnem jeżeli chodzi o słupki sondażowe? Według Łukasza Warzechy nie. Ewentualne pogróżki o stworzeniu nowego ugrupowania są bez znaczenia.
– Janusz Korwin-Mikke nic Konfederacji nie urwie. To będzie kompletna kanapa co on może założyć.

Ale Łukasz Warzecha dodał również, że jednoczesne odejście z Konfederacji Grzegorza Brauna “to byłby błąd”. Grzegorz Braun, według Warzechy, “też bywał problemem dla Konfederacji” ze względu na wyrażane przez siebie różne skrajne poglądy.
– Ale mimo to za nim stoją jego faktyczne działania przede wszystkim z czasów covidowych. W jakiejś mierze jeśli chodzi też o wojnę na Ukrainie – powiedział Warzecha dodając:
– I Grzegorz Braun może rzeczywiście coś Konfederacji urwać.

– Jeszcze nigdy od upadku Związku Sowieckiego Polska niepodległość nie była tak bardzo zagrożona jak teraz. Gotowe są już dokumenty, gotowe są już papiery odbierające Polsce wolność. Czekają tylko na podpisy rządów mocarstw europejskich.

– I czekają też na podpis rządu polskiego. Bo tak samo jak w czasie rozbiorów, jak w wieku XVIII, są Polacy, którzy gotowi są te rozbiorowe papiery podpisać. Dlatego w tym roku jest szczególnie ważne, żebyśmy 11 listopada na Marszu Niepodległości byli wszyscy. Wszyscy absolutnie, którzy chcą pokazać tym zdrajcom Polski, że Polska nie zginęła i nie zginie, bo my żyjemy. Godzina 14.00, 11 listopada Rondo Dmowskiego.

– Zapraszam nie tylko do udziału. Ale też proszę, aby kto może wsparł organizację Marszu Niepodległości jakąś wpłatą. Jakąś kwotą choćby drobną. Każda się przyda, bo potrzeba jest jak jeszcze nigdy nie było.

Marsz Niepodległości można wesprzeć finansowo:
• Zrzutka: https://zrzutka.pl/r45yf6
• Przelew:
Konto nr 34 1020 1013 0000 0602 0352 8726
tytułem: Darowizna na cele statutowe
Stowarzyszenie Marsz Niepodległości
ul. Słomińskiego 15/509A, 00-195 Warszawa

Jeżeli wybierasz się na Marsz Niepodległości możesz skorzystać również ze zorganizowanej formy wyjazdów. Wszelkie informacje o wyjazdach autokarowych oraz kontakt do osób je organizujących znajdziesz na stronie MarszNiepodleglosci.pl/WYJAZDY/.

Stowarzyszenie Marsz Niepodległości nie jest organizatorem żadnego w z tych wyjazdów. Staramy się jedynie ułatwić organizatorom wyjazdów dotarcie do osób, które chcą pojawić się na Marszu i chcą skorzystać właśnie z takiej zorganizowanej formy podróży.

Przy okazji przypominamy, że Marsz Niepodległości 11 listopada startuje jak zwykle z Ronda Dmowskiego w Warszawie. Przewidziane rozpoczęcie manifestacji godz. 14.00.

Wszelkie dodatkowe informacje, również o formach wsparcia organizacji Marszu, znajdą Państwo na stronie MarszNiepodleglosci.pl.

Materiały prasowe Konfederacji

Publikujemy cały komentarz Pawła Wyrzykowskiego, który w swoim wpisie nie pomija również narodowców, których obwinia za różne sprawy. Publikujemy ponieważ autor tego komentarza od ponad dekady był mocno zaangażowany w działalność polityczną związaną z partiami na których czele stał Janusz Korwin Mikke. Warto więc wsłuchać się również w taki krytyczny głos.

Komentarz Pawła Wyrzykowskiego

Wypowiem się jako osoba, która mimo licznych wyrzeczeń i poświęceń razem ze swoim prężnym i od kilkunastu lat zaangażowanym okręgiem została bardzo źle potraktowana zarówno przez jedną jak i przez drugą stronę, więc będę obiektywny:

Przypomnijmy sobie rok 2014 i rozłam w KNP. Kto wtedy zbudował partię p. Januszowi po rozłamie i w trakcie kampanii prezydencko-parlamentarnej? Idąc największymi okręgami: Wipler (tak, to on zorganizował większość pod hasłem “przy Tobie Królu stoimy i stać chcemy” – gdzie wtedy byli ci, co dziś go atakują? Jak wtedy pomogliście?), drugi: Robert Grzechnik, na trzecim miejscu ja, a jeszcze jako czwarty Kraków z Agatą Banasik na czele. Dalsze okręgi były już znacznie mniejsze. Do tego takie osoby jak Ewa Zajączkowska i wielu innych, których nazwisk nie wymienię, bo po drodze zrezygnowali i już nie wrócą do polityki.

Jak ktoś się łudzi, że powstanie jakaś nowa partia to niech policzy szable i niech zastanowi się kto z wymienionych wyżej osób zechce powtórzyć ten wyczyn. Albo kto ze “świeżaków” da radę coś takiego zbudować mając konkurencję w ławach sejmowych o ten sam elektorat.

Wtedy JKM wygrał, bo miał czym licytować i dysponował drużyną politycznych komandosów. Był europosłem i jeszcze jako tako brał pod uwagę zdanie swoich najwierniejszych ludzi. Jego rywale w PE byli praktycznie niezauważalni i nie inwestowali w struktury. Natomiast dziś na ewentualnym rozłamie nie zyska nikt, nie zyska też idea. Nie rozumiem jak można podjudzać do rozłamu jednocześnie nie oferując żadnego konkretu organizacyjnego i nie prezentując mocnej alternatywy strukturalnej bazując jedynie na podsycaniu negatywnych emocji i obelgach. W 2014 mogliśmy zrobić rozłam, bo mieliśmy ludzi i wiedzę jak to zrobić oraz zaangażowanie, by zrobić to szybko i skutecznie. Efektem było zatopienie KNP i dalsze funkcjonowanie jako KORWiN. A wy co? A wy chcecie wywołać Powstanie Warszawskie.

Ktoś kto gra w brydża i w szachy wie, że gra odbywa się wieloma kartami i wieloma figurami, które – choć wyglądają i poruszają się inaczej – to muszą wspólnie grać na osiągnięcie celu i wedle planu. Nawet jeśli plan polega na gambicie. I decyzja o planie leży w rękach osoby za to odpowiedzialnej, a nie “jak mi się wydaje”. Wówczas można rozliczać za zły plan, a nie dawać pola do rozliczania za wyłamanie się. I mówię to ja, który wyłamując się przez (wymuszony przez narodowców) start z osobnego komitetu do Senatu jednocześnie nie wyłamałem się z planu wyborczego, bo nadal byłem, jestem i będę utożsamiany z Konfederacją i gdybym miał taki kaprys to mógłbym jej zaszkodzić tak samo jakbym był na listach sejmowych. Samemu korzystając, innym szkodząc. Innym, którzy poza X-em zaangażowali się ładując grube pieniądze w kampanię, poświęcając życie zawodowe, rodzinne etc.

W obronie sytuacji z Patriarchatem JKM podaje anegdotę o uniwersytecie w Stanford. Ale jeśli na takim wykładzie, gdzie z mównicy padają słowa o eksterminacji ludzkości, nie byłoby 100 anonimowych ludzi tylko kandydat w wyborach, to wtedy analogia do spotkania Patriarchatu byłaby logiczna. A nie jest. Wyobraźmy sobie co by było w TVP (i na naszych tablicach!) gdyby na wykładzie w Stanford na widowni siedział sobie taki Trzaskowski. I tak, racja JKMa w tym, że nie stracilibyśmy aż tyle gdyby poszedł pozew w trybie wyborczym i gdyby zamiast przepraszać wskazywać na ewidentną manipulację. Ale to jest kwestia gaszenia już roznieconego pożaru:

I tu strażacka konkluzja: jeśli w okolicy ktoś – choćby nieumyślnie – podpalił dom, a przybyła straż pożarna nie dałaby rady go ugasić, to kto jest winny? Straż pożarna czy ten kto podpalił?

W efekcie za porażkę w wyborach obwiniana jest Nowa Nadzieja, która przeżywa widmo kolejnego już rozłamu, a narodowcy siedzą cichutko skrobiąc nas po trochu z każdej strony i licząc po cichu, że do kolejnego rozłamu dojdzie, co umożliwi dalsze nieproporcjonalne rozpychanie się w Konfederacji. Pora więc stłumić emocje, estrogeny itp. i ogarnąć co tu jest naprawdę grane!

Stowarzyszenie Marsz Niepodległości pracuje pełną parą nad organizacją tegorocznej edycji Marszu Niepodległości.

Na nowe władze Stowarzyszenia spadło w tym roku trudne zadanie. Stowarzyszenie zostało bowiem nie tylko wydrenowane przez poprzedniego Prezesa ze środków finansowych, ale na dodatek pozostawione z długami. Również organizacyjnie b. prezes SMN Robert Bąkiewicz zrobił wszystko, aby SMN stało się organizacją dysfunkcjonalną, niezdolną do samodzielnej działalności.

Główne uderzenie poszło w finanse Stowarzyszenia. To nie tylko zadłużenie SMN. To również zniszczenie fundraisingu czy pozbawienie możliwości chociażby zbiórki funduszy poprzez tzw. 1% (obecnie1,5%). A pieniądze z 1% całkowicie pokrywałyby organizację Marszu. Te wszystkie działania miały pozbawić SMN rangi, jaką SMN jako organizator Marszu Niepodległości, ciężką pracą środowisk narodowych zdobył. To się nie udało!

I ten etap na szczęście już za nami, chociaż ciągle nie wszystkie zasoby należące do SMN udało się odzyskać. A długi, pomimo wdrożonych programów naprawczych, pozostaną z SMN na wiele miesięcy.

Jednak Stowarzyszenie Marsz Niepodległości nie zaniedbuje najważniejszego – organizacji kolejnego Marszu. Na poczet organizacji Marszu Niepodległości 2023 została m.in. uruchomiona zbiórka na Zrzutce. Już teraz udało się zebrać prawie 40 tys. zł z zaplanowanej na 100 tys. zbiórki.
Informacje o tym jak można wspierać Marsz znajdują się na stronie Marszu Niepodległości: MarszNiepodleglosci.pl/DAROWIZNA/.

W tym roku idziemy pod hasłem “Jeszcze Polska nie zginęła”. Hasłem, który każdy polski patriota nosi w swoim sercu. Dla którego te pierwsze słowa polskiego hymnu są ideowym drogowskazem.

11 listopada o godz. 14.00 widzimy się na Rondzie Dmowskiego w Warszawie. Nie zapomnijcie zabrać białoczerwonych flag, białoczerwonych opasek. Wszystkim pokażmy, że jeszcze Polska nie zginęła.

Materiały prasowe Konfederacji

Nie gasną komentarze oraz emocje po tym jak najpierw Janusz Korwin-Mikke została zawieszony w prawach członkowskich Konfederacji, a następnie prezes Nowej Nadziei oznajmił, że JKM już więcej nie wystartuje w wyborach z list Konfederacji.

Swój komentarz do tego co się wydarzyło zmieścił m.in. Roman Łazarski, pełnomocnik finansowy Komitetu Wyborczego Konfederacji Wolność i Niepodległość w ostatnich wyborach. Komentarz o tyle ciekawy, że przedstawia również okoliczności jak działało państwo “prawa” PiS. A szczególnie wymiar “sprawiedliwości” pod zarządem Zbigniewa Ziobro.

Poniżej pełna treść tłita Romana Łazarskiego:

Między młotem a kowadłem. Murem za legendą JKM. Murem za działaniami Sławomira Mentzena.

Kiedy pięć lat temu niespodziewanie przejąłem firmę ojca, znalazłem się pod dużą presją odpowiedzialności. Ojciec został gwałtownie zabrany przez ziobrowską prokuraturę i osadzony w areszcie wydobywczym. Trafił tam za przestępstwa, których nie popełnił i nie wiadomo było kiedy zostanie wypuszczony. W firmie rozgościły się służby. Aresztowano pracowników, zabrano komputery, a klienci zaczęli nas opuszczać. Czułem się jak na Titanicu.

Wiedziałem, że jeżeli nie podejmę działań, za chwilę moja rodzina, ja, pozostali pracownicy, klienci, wobec których mieliśmy zobowiązania, wszyscy zostaniemy zalani falą konsekwencji, które zbliżały się, czy tego chcieliśmy, czy nie, słusznie, czy niesłusznie. Nie mogłem sobie pozwolić na unikanie decyzji. Zacząłem odcinać balast. Nie byłem pewien, czy robię dobrze, ale nie miałem czasu na sentymenty.

Wiele z tamtych decyzji miało dramatyczne konsekwencje, kosztowały przyjaźnie i wieloletnie współprace. Nie wiem, czy bez tej przymusowej motywacji byłbym zdolny do dokonania tamtych wyborów, ale wiem, że były to decyzje, bez których nie dałbym sobie rady i popadł w głębsze kłopoty. Dlatego z perspektywy czasu cieszę się, że je podjąłem, choć na tamten moment, było mi raczej do płaczu.

W przeciągu kilku lat udało się odbudować firmę, a nawet znacznie zwiększyć obroty. W międzyczasie udało się także wyciągnąć ojca z więzienia. Po doświadczeniu piekła zniszczenia życia za niewinność, ojciec nie był tym samym człowiekiem. Trauma, długotrwały stres, warunki więzienne, potem szpital odcisnęły na nim piętno. W międzyczasie dobił też do wieku emerytalnego.

Ojciec, tak jak JKM, nie potrafi odłożyć szabel. Żyje dla swoich dokonań i nie umie przestać walczyć o swoją pracę. Wiedząc o tym, zrobiłem co mogłem, by stworzyć warunki do jego powrotu i przywrócić należne mu status oraz splendor. Wciągnąłem go w wir wydarzeń w firmie i na powrót umieściłem w roli prezesa. Wynikały z tego przeróżne dziwne sytuacje, w tym także przykre i żałosne. Bywało, że ojciec, miast zająć się mentoringiem, edukacją, pouczaniem młodej załogi, angażował się w drobiazgi niegodne roli, z którą potrzebowałem go utożsamiać. Bywało, że podejmował zadania wymagające rozeznania i właściwości, których ze względu na długotrwałą nieobecność i osłabienie sił witalnych już nie miał. Wiele spraw wymagało poprawiania po nim, pilnowania, przypominania. Pracownicy widzieli, że jest z tym dodatkowa robota. Przykro było mi obserwować jak słabnie autorytet, którym potrzebowałem go darzyć. Było to tym bardziej frustrujące, że nie siłą rzeczy słabł ten autorytet, tylko przez niepotrzebne działanie i upór w postrzeganiu siebie. Bo ojciec, podobnie jak JKM, jest uparty.

Ale ma też coś, czego Korwinowi chyba trochę brakuje. Nie uważa się za nieomylnego i potrafi zrobić krok wstecz. Po kilku niepowodzeniach i serii tarć między nami, zorientował się w sytuacji i bez specjalnego namawiania, wycofał się na pozycję, którą starałem się dawać mu do zrozumienia od samego początku, zapewniając przy rozmaitych okazjach, że wszystkim się zajmę i żeby on robił to, w czym jest naprawdę dobry. Ostatecznie udało się uzyskać taki podział ról, że ojciec skupił się na robocie eksperckiej – doradztwie i pisaniu opinii, co lubi i co pasuje do wieku i dorobku zawodowego. Ja natomiast zajmuję się działaniami operacyjnymi i podejmowaniem decyzji. Ojciec nie miesza w moim garnku i mi nie przeszkadza, w zamian za co ja z wdzięcznością pytam go o radę.

Sądzę, że podobnego układu chciał Sławek z JKM. Nie udało się. Zapewne nie tylko przez upór Korwina. Wymiana informacji i bieżący kontakt w ich układzie pewnie nie mogły iść tak dynamicznie, jak pomiędzy mną a ojcem. Jednak uważam, że w tej sprawie, nic jeszcze straconego. Partia potrzebuje jednego i drugiego – legendy JKM i działania Sławka. Kwestia tylko zgody JKM na zajęcie wyznaczonej dla niego pozycji. Nikt go przecież z partii nie wyrzucił. Dostał jedynie bana na kandydowanie.

Nie mam do Sławka żalu ani pretensji. Przeciwnie. Rozumiem go i popieram. Gdyby moja firma była zagrożona działaniem kogokolwiek, w tym mojego ojca, odsunąłbym bym go. Owszem, nigdy nie pozwoliłbym sobie na coś takiego jak Tumanowicz (nota bene wymagałoby to oficjalnych przeprosin), ale sądzę, że Sławek też tego nie chciał. Znalazłszy się w obliczu faktów dokonanych i pod dużą presją odpowiedzialności, wziął je po prostu za katalizator tego, co chyba nieuniknione. Wie, że inaczej sam utonie, a z nim wysiłek jego i ludzi. Dlatego wspieram Sławka, co nie znaczy, że jakkolwiek odcinam się i potępiam JKM.