/ fot. Wikimedia Commons

W zeszłym tygodniu stoczniowcy ze Świnoujskiej spółki “Gryfia” otrzymali wypowiedzenia. Pracę straci blisko 200 pracowników. Zarząd Morskiej Stoczni Remontowej zaoferował swoim pracownikom możliwość podjęcia współpracy w bliźniaczej stoczni w Szczecinie.

Zarząd Morskiej Stoczni Remontowej “Gryfia” informował jeszcze w listopadzie o planach sprzedaży placówki. Zgodnie z umową nie może zostać ponownie przeznaczona na potrzeby produkcji statków wodnych. Oznacza to jednocześnie utratę pracy dla wszystkich pracowników oraz likwidację jedynego zakładu stoczniowego w Świnoujściu.

Zobacz także: Minister Czarnek odpowiedział KE: „Bronię wolności słowa”

“W czwartek dostaliśmy wszyscy wypowiedzenia. W tym samym dniu pan premier Morawiecki i pan minister Gowin mówili o tym, że należy ratować wszystkie miejsca pracy, że każde miejsce pracy jest na wagę złota. Potraktowano nas niegodnie, haniebnie. W dobie koronawirusa wyrzucono nas na bruk” – komentowała sprawę Aneta Stawicka z Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Stoczni.

Stoczniowcy z nową ofertą?

W oświadczeniu nadesłanym do redakcji “TVN24” Zarząd “Gryfii” wyjaśnia, że likwidacja świnoujskiej stoczni ma poprawić warunki w jej bliźniaczej wersji działającej w Szczecinie.

“Działalność Zakładu w Świnoujściu w znacznym stopniu opierała się na świadczeniu usług z zakresu offshore. Wraz ze zmniejszeniem zapotrzebowania na rynku na tego typu usługi, Zakład w Świnoujściu zaczął generować poważne straty” – podaje portal “tvn24.pl”.

Stoczniowcy ze Świnoujścia są zdania, że ich stocznia jest w o wiele lepszym stanie technicznym oraz prosperuje lepiej niż ta ze Szczecina – “Naszą stocznię, która jest znakomicie zlokalizowana, prosperuje dobrze od wielu lat, likwiduje się, a zadłużoną, nierentowną, ale silniejszą politycznie stocznię w Szczecinie utrzymuje się” – powiedział Bartłomiej Szmyt z NSZZ “Solidarność”.

Praca dziesiątki kilometrów dalej

Zarząd stoczni informuje także, że dotychczasowym pracownikom zaoferowano kontynuację pracy w szczecińskiej stoczni oddalonej od Świnoujścia o blisko 100 kilometrów. Dla wielu starszych pracowników jest to skazanie na przedwczesną emeryturę.

Ponadto związki zawodowe przekazały mediom informację o ofertach dla niewielkiej grupy pracowników, co mija się z przekazem zarządu spółki. Planują również odwoływać się od tej decyzji szefostwa “Gryfii”, aby uzyskać jak dogodniejsze warunki wypowiedzenia i zabezpieczenia finansowego.

tvn24

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Wikimedia Commons

Piłkarz Manchesteru United Edinson Cavani może zostać zawieszony na 3 mecze. Wszystko przez wpis ze zwrotem “gracias negrito”, który angielska federacja uznała za rasistowski. Ta fraza jest dość powszechnie używana w Ameryce Południowej, skąd pochodzi Cavani.

Na kontynencie południowoamerykańskim słowo “negrito” nie jest uznawane za obraźliwe. Zupełnie inaczej jest w Wielkiej Brytanii. W związku z czym angielska FA wszczęła już postępowanie w sprawie ewentualnego naruszenia przepisów antyrasistowskich.

Piłkarz już usunął feralny wpis, przeprosił i wyjaśnił, że nie chciał nikogo obrazić. – Wiadomość, którą wysłałem po meczu, miała być w zamierzeniu serdecznymi pozdrowieniami dla przyjaciela, któremu dziękowałem za gratulacje. Ostatnią rzeczą, jaką chciałem zrobić, było obrażenie kogokolwiek. Jestem przeciwko rasizmowi. Wiadomość usunąłem, gdy wyjaśniono mi, jak można ją interpretować. Chciałbym za to szczerze przeprosić – napisał Cavani.

Zobacz także: Sejm zlikwidował kary za łamanie obostrzeń ws. COVID-19. Przypadkiem

W jego obronie stanął również Manchester United. – Jest dla nas absolutnie jasne, że w wiadomości Edinsona nie było niczego złośliwego. Skasował ją, gdy tylko został poinformowany, że mógł być źle zinterpretowany. Edinson przeprosił za popełnione nieumyślnie wykroczenie. Manchester United i wszyscy nasi piłkarze są w pełni zaangażowani w walkę z rasizmem – napisano w wydanym oświadczeniu.

To nie pierwszy raz, kiedy angielska federacja zajmuje się sprawą rzekomego rasizmu. Wcześniej za użycie słowa “negrito” ukarała już Luisa Suareza. Ukarano też Bernardo Silvę. On z kolei zamieścił żartobliwy wpis na temat swojego kolegi z drużyny – Benjamina Mendy’ego. FA nie pozwala również na żartowanie z koronawirusa. Za taki czyn ukarała innego piłkarza, Dele Alliego.

Wygląda na to, że grający w angielskich klubach piłkarze, oprócz dobrych umiejętności na boisku, muszą także umieć trzymać język za zębami. Nie trzeba być rasistą, żeby zostać uznanym za rasistę przez angielską federację piłkarską.

meczyki.pl

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. pixabay.com / CC

Chiny od początku zaniżały liczbę przypadków zakażenia koronawirusem – wynika z raportu, do którego dotarła CNN. Materiały są oznaczone “dokument wewnętrzny, prosimy o zachowanie poufności”. Mowa także o wadliwych testach odnośnie koronawirusa.

Dokumenty pochodzą z okresu od października 2019 roku do kwietnia 2020 roku. Jak zwraca uwagę CNN, są liczne rozbieżności między tym, co chińskie władze ujawniały opinii publicznej, a tym co zapisywały w wewnętrznych raportach. Amerykańska telewizja jednak podkreśla, że epidemia wirusa w Chinach została obecnie opanowana, a liczba raportowanych przypadków jest minimalna.

Zanim jednak doszło do opanowania sytuacji, Chiny popełniły wiele błędów. Tak wynika z tajnego raportu, który opublikowała CNN. 117. stronicowy Raport z Prowincjonalnego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom w prowincji Hubei ujawnia, że celowo zaniżano oficjalne dane odnośnie zakażeń i zgonów na koronawirusa. Stolicą tej prowincji jest Wuhan, uznawane powszechnie za miasto, w którym rozpoczęła się epidemia koronawirusa.

Zobacz także: Polacy wydają rekordowe ilości pieniędzy na alkohol. Efekt koronawirusa?

Jak wynika z materiałów, w pierwszych miesiącach od wybuchu epidemii w Chinach, diagnozowanie przypadków zakażeń zajmowało średnio aż 23 dni. Trudno więc było oczekiwać, żeby w taki sposób kraj miał poradzić sobie z sytuacją.

To największy wyciek tajnych dokumentów z Chin od początku epidemii koronawirusa. Wg CNN autentyczność raportu potwierdziło sześciu niezależnych ekspertów.

interia.pl, o2.pl, forsal.pl, cnn.com

Dodano w Bez kategorii
Strajk Kobiet.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Wikimedia Commons

Prezes UPR, były poseł dr Bartosz Józwiak złożył do Prokuratury Rejonowej dla Warszawy Śródmieścia zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Martę Lempart, liderkę „Strajku Kobiet”. Chodzi o umyślne nawoływanie do popełnienia przestępstwa.

To nie pierwsze problemy proaborcyjnej organizacji. Jak już informowaliśmy, wcześniej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez “Strajk Kobiet” złożył Instytut Ordo Iuris. Chodzi o umieszczenie w mediach społecznościowych grafiki nawołującej do palenia kościołów.

Lider UPR zarzucił Marcie Lempart “narażenie na zagrożenie epidemiologiczne, szerzenie się COVID-19 przez organizowanie i przygotowywanie w okresie od 23-30 października 2020 roku strajków na ulicach Warszawy, w tym organizacji w dniu 30 października 2020 roku „Marszu na Warszawę”, w którym uczestniczyło około 100.000 osób, w sytuacji kiedy na terenie Rzeczypospolitej Polskiej wprowadzono stan zagrożenia epidemicznego w związku z pandemią COVID-19, spowodowaną przez koronawirusa SARS-CoV”. Kolejnym zarzutem jest stwierdzenie przez liderkę “Strajku Kobiet”, w jednym z wywiadów, że “trzeba posuwać się
do wchodzenia do kościołów i niszczenia fasad budynków kościelnych(…) oraz popieranie dokonywania przez uczestników Strajków aktów wandalizmu na miejscach kultu religijnego”.

– Każde umyślne działanie, którego konsekwencją mogą być szkody o charakterze nieodwracalnym, takie jak śmierć człowieka lub zniszczenie niezwykle cennych dla pamięci Narodu Polskiego zabytków musi być potraktowane z pełną surowością prawa! – podkreślił dr Bartosz Józwiak.

Prezes UPR w dołączonym do zawiadomienia uzasadnieniu zwrócił uwagę, że “Marta Lempart posiada wykształcenie prawnicze, a jej doświadczenie zawodowe obejmuje piastowanie poważnych funkcji w administracji państwowej”. – Trudno zakładać, iż posiadanie takiego wykształcenia, jak również działalność w administracji państwowej wyklucza posiadanie określonej świadomości czy rozeznania co do skutków podejmowanych przez siebie działań” – stwierdził. Zdaniem Józwiaka celem liderki “Strajku Kobiet” “jest doprowadzenie do drastycznego zaognienia sytuacji w Polsce”.

upr.org.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Facebook

Od kilku dni na portalu społecznościowym Facebook nie można udostępnić linka do stron smsznieba.pl i zyciebezgranic.org. – Facebook blokuje “SMS z Nieba” bo jesteśmy za życiem – uważa ks. Rafał Jarosiewicz z zarządu Fundacji SMS z Nieba.

Przy próbie zamieszczenia wpisu lub komentarza z linkiem do którejś z wymienionych stron pojawia się komunikat administracji. “Nie można udostępnić zawartości, ponieważ ten link narusza nasze Standardy społeczności. Jeżeli uważasz, że nie jest to sprzeczne z naszymi Standardami społeczności, powiadom nas o tym”.

Mimo, że informację o zablokowaniu Fundacja SMS z Nieba podała publicznie 25 listopada, stwierdzając “Może po tym wpisie nas odblokują”, do tej pory nic się nie zmieniło. Facebook nadal blokuje możliwość zamieszczania linków do smsznieba.pl i zyciebezgranic.org.

Zobacz także: Ukarano ją za poglądy pro-life. Teraz otrzyma odszkodowanie

Co mogło tak zdenerwować administrację Facebooka? Fundacja SMS z Nieba powstała w 2012 roku. Jak można przeczytać na jej stronie internetowej, do jej misji należy m.in. rozpowszechnianie treści Pisma Świętego czy świętych Kościoła Katolickiego. Wśród działań wymienia: rozsyłanie “poprzez nowoczesne środki przekazu multimedialnego” fragmentów Pisma Świętego oraz myśli Świętych Kościoła Katolickiego, jak również organizowanie koncertów, sympozjów, konferencji, warsztatów, szkoleń, kursów i rekolekcji. Fundacja prowadzi też telefon zaufania dla osób, które potrzebują “wsparcia psychologicznego, pomocy w spojrzeniu na rzeczywistość z Bożej perspektywy lub zwykłej ludzkiej otuchy”.

Wśród najnowszych działań Fundacji SMS z Nieba są m.in. rekolekcje adwentowe online czy ogólnopolska modlitwa za sędziów TK, posłów wnioskodawców skargi do TK na przepisy aborcyjne i wszystkich obrońców życia. Zdaniem ks. Jarosiewicza z zarządu Fundacji, to właśnie postawą w obronie życia ludzkiego organizacja naraziła się Facebookowi.

smsznieba.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YouTube/Media Narodowe

– Rewolta w sprawach aborcji, wydaje mi się, to wyłącznie przykrywka do tego by różnicować społeczeństwo, rodzić jakieś lęki, nie pozwolić Polakom się skupić na ważnych sprawach, a cały czas rozbijać naszą wspólnotę, niszczyć naszą tożsamość – uważa Jan Pietrzak.

Satyryk i założyciel Towarzystwa Patriotycznego był dziś gościem “Rozmowy Mediów Narodowych”. W odpowiedzi na pytanie red. Agnieszki Jarczyk o cele “Strajku Kobiet” stwierdził, że “chodzi tym środowiskom o to, co od kilku lat już śledzimy, o co chodzi totalnej opozycji”. – Żeby dezinformować społeczeństwo, żeby dyskredytować władzę, żeby wzbudzać emocje społeczne. Jednym słowem, żeby przeszkadzać w uspokojeniu Polaków i Polski – wyjaśnił.

– Polacy mają bardzo ważne rzeczy przed sobą do uczynienia. Są środowiska, które chcą te prace Polaków nad rozwojem, bogactwem, dostatkiem, gospodarką, finansami, torpedować, niszczyć i przeszkadzać – ocenił Jan Pietrzak. – To są działania dywersyjne, to co się dzieje na ulicach polskich miast. To nie ma nic wspólnego z żadnymi szlachetnymi celami. A już ostatnia fala tych działań, tzn. rewolta w sprawach aborcji, wydaje mi się, to wyłącznie przykrywka do tego by różnicować społeczeństwo, rodzić jakieś lęki, nie pozwolić Polakom się skupić na ważnych sprawach, a cały czas rozbijać naszą wspólnotę, niszczyć naszą tożsamość – wyraził opinię. – Tam się przecież pojawiły wątki atakujące Kościół. To wszystko zmierza do rozbicia naszej tożsamości – powiedział.

Jan Pietrzak: Czas na pomnik Bitwy Warszawskiej

Jan Pietrzak poruszył też sprawę budowy pomnika Bitwy Warszawskiej, o co od lat zabiega. – To jest przykra dla mnie sprawa, ponieważ wiele lat namawiałem do tego społeczeństwo, zwłaszcza na występach, moją publiczność. Bardzo powszechne (jest) poparcie dla tej idei, ponieważ potomków uczestników Bitwy Warszawskiej są miliony w Polsce. Oni wszyscy myślą tak jak ja, że musimy postawić taki pomnik – podkreślił.

– W tym roku była szczególna sytuacja jednak, bo ta epidemia się wdała od wczesnej wiosny. Trudno więc rozliczać władzę. Główną przeszkodą w budowie tego pomnika są władze Warszawy, które od kilku lat atakowane były przeze mnie. Składałem petycje, dyskutowałem, chodziłem na zebrania. Niestety nie znajdują chęci w sobie, żeby taki pomnik postawić. To jest główny problem i przeszkoda – władze Warszawy, które nawet przyznają się do uczestnictwa w Bitwie Warszawskiej ich przodków, ale raczej z drugiej strony ci przodkowie walczyli, czyli po stronie Armii Czerwonej – powiedział. – Dlatego są niechętni postawienia polskiego pomnika zwycięstwa Warszawie – dodał.

Zobacz także: „Strajk Kobiet” podżega do nienawiści. Zawiadomiono prokuraturę [WIDEO]

Bardzo przykra sprawa, bo Polska jest niepodległa w sensie formalnym od 30 lat, a w sensie nieformalnym od 5. czy 6. ale jednak jest niepodległa i powinna zdobyć w sobie siłę, żeby taki pomnik zwycięstwa postawić – ocenił.

Dodano w Bez kategorii
Sala plenarna Sejmu.

fot. Piotr VaGla Waglowski/commons.wikimedia.com/CC Public Domain / fot. Piotr VaGla Waglowski/commons.wikimedia.com/CC Public Domain

W sobotę w Dzienniku Ustaw ukazała się oczekująca od miesiąca (gdy została przyjęta przez Sejm) na publikację “ustawa covidowa”. Tego samego dnia weszła w życie też kolejna, poprawiająca jeden z błędów zawartych w tej pierwszej. Okazało się, że błędów jest jednak więcej.

W uchwalonej miesiąc temu ustawie znalazł się zapis przyznający 100-procentowe dodatki do podstawy wynagrodzenia wszystkim medykom walczącym z koronawirusem. Politycy większości rządowej uznali, że poparli taki przepis przez pomyłkę. Wobec tego premier Mateusz Morawiecki nakazał “bez żadnego trybu” na niepublikowanie ustawy do momentu przegłosowania następnej, wycofującą feralne brzmienie.

Sejm na poprawienie przepisów potrzebował miesiąca. Teraz jednak okazuje się, że to nie jedyny błąd. Mimo czterech tygodni na spokojną pracę nad nowymi przepisami posłowie go nie dostrzegli. Zrobił to teraz dr Wojciech Górowski, adiunkt w Katedrze Prawa Karnego UJ. Jak poinformował, art. 15 pkt 7 nowelizacji zmienia ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U. z 2020 r. poz. 1845) poprzez nadanie nowego brzmienia art. 48a. Problem w tym, że w dotychczasowym brzmieniu, art. 48a dotyczył kar pieniężnych za niestosowanie się do ustanowionych w stanie zagrożenia epidemicznego lub stanie epidemii nakazów, zakazów lub ograniczeń.

Zobacz także: Sumliński o obostrzeniach: Logiki w tym nie ma

Nowe brzmienie art. 48a jest następujące: „W przypadku ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ratownik jednostki współpracującej z systemem Państwowe Ratownictwo Medyczne podległej Ministrowi Obrony Narodowej może pobierać materiał z górnych dróg oddechowych w celu wykonania testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 po odbyciu w tej jednostce przeszkolenia obejmującego procedurę pobrania materiału i jego zabezpieczenia oraz bezpieczeństwa osób pobierających, potwierdzonego zaświadczeniem”.

Tym samym podstawy prawne kar pieniężnych za niestosowanie się do obostrzeń zniknęły… zupełnym przypadkiem.

gazetaprawna.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. publicdomainpictures.net

Od stycznia przyszłego roku będzie obowiązywał pełnoprawny Brexit. Obecnie Wielka Brytania przechodzi przez okres przejściowy. W tym czasie rząd Borisa Johnsona dopełnia wszelkich formalności związanych z opuszczeniem UE. Brytyjczycy podnoszą jednak kwestię swobody podróżowania po Europie wraz z długoterminowym przebywaniem zagranicą.

Jeszcze 1. stycznia 2020 roku Brytyjczycy hucznie obchodzili nie tylko nadejście nowego roku, ale jednocześnie pokazywali światu swoja radość z racji opuszczenia przez ich kraj Unii Europejskiej. Formalnie jednak cały etap zakończy się wraz z początkiem 2021 roku. Wówczas to rozpocznie się nowy etap dla Wielkiej Brytanii z samodzielnym podejmowaniem decyzji w sprawach gospodarczych i politycznych.

Zobacz także: Polacy wydają rekordowe ilości pieniędzy na alkohol. Efekt koronawirusa?

Pełny Brexit anuluje dotychczasowe umowy podpisywane w ramach działania we Wspólnocie. Oprócz porozumień w sferze gospodarczej, politycznej mowa również o swobodzie poruszania się po krajach Unii Europejskiej. Brytyjczyków przestanie obowiązywać umowa o Strefie Schengen co znacznie utrudni przebywanie w innych krajach w ramach stałej pracy.

Brytyjski dziennik “Daily Mail” pisze o tym, że ich obywatel w kraju członkowskim UE będzie mógł przebywać bez wizy do 90 dni w czasie jednego półrocza. Po tym czasie musi on opuścić dany kraj i odnowić 90 dniowy pobyt w drugim półroczu.

Osoba która przekroczy tą dozwoloną granicę bezwizowego pobytu w unijnym kraju może otrzymać karę grzywny lub nawet zakaz wjazdu na teren danego państwa.

Wymagający i szybki Brexit

Brytyjskie media szacują, że w krajach przynależących do Unii Europejskiej mieszka do pół miliona Brytyjczyków. Posiadają oni również tam własne mieszkania oraz domki wakacyjne. Teraz te same osoby będą musiały się ubiegać o wizę, jeżeli będą chcieli na dłużej wyjechać z Wielkiej Brytanii.

Powstają również zrzeszenia domagające się wydłużenia tego okresu do 180 dni. Dzięki temu chcą uzyskać odpowiedni czas na wypoczynek w okresie wiosenno-letnim. Reprezentanci tych grup wyjaśniają, że wielu z nich płaci odpowiednie podatki w unijnych państwach oraz opłacają rachunki na utrzymanie letnich domostw.

Pozostały czas do końca roku nie jest dla Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej optymistyczny. Negocjacje w sprawie porozumienia handlowego borykają się z problemami. Nawet po dopełnieniu formalności pozostaje kwestia ratyfikacji umów. Wiąże się to z przeanalizowaniem dokumentów.

dailymail.co.uk

Dodano w Bez kategorii

Każdy z narodowców był inwigilowany – podkreślił dr Krzysztof Kawęcki. W “Rozmowie Mediów Narodowych” przybliżał on szczegóły działalności organizacji narodowych w okresie PRL.

Dr Kawęcki w rozmowie z red. Anną Mandrelą opisywał jak wyglądała działalność narodowa w latach 50. XX wieku. – Ci narodowcy, którzy przeżyli, którzy wyszli z więzień często podejmowali działalność polityczną, społeczną. Angażowali się w rozwój idei narodowej. Od samego początku byli poddawani inwigilacji ze strony Służby Bezpieczeństwa – podkreślił.

– Pierwsza po 1956 roku, a więc po tzw. wydarzeniach czerwcowych, po październiku 1956 roku, próba stworzenia organizacji została podjęta w gronie bardzo doświadczonych działaczy narodowych – powiedział. Jak dodał, nie chodziło o tworzenie organizacji konspiracyjnej, ale raczej “poufnego zespołu”. – To były takie osoby jak Leon Mirecki, Franciszek Szwajdler. Także inne, ale głównie te dwie podjęły inicjatywę stworzenia takiej małej grupki 5-6. osobowej, a później miało być jeszcze środowisko pełnomocników terenowych, 30-40 osób, głęboko zakonspirowana struktura, utrzymująca pewien poufny kontakt – opisywał.

– Nawet to, mimo, że to byli ludzie bardzo doświadczeni, zostało niemal natychmiast przez bezpiekę ujawnione. Próba stworzenia tej organizacji została uniemożliwiona. To pokazuje, że wszelkie próby działalności konspiracyjnej były wówczas niemożliwe – ocenił.

Zobacz także: Policja uzupełnia zapasy amunicji. Duży przetarg

Jak zwrócił uwagę dr Kawęcki, emigracyjne Stronnictwo Narodowe uważało, że tworzenie nielegalnych struktur było wówczas “niemożliwe, nierealne za względów różnych – sytuacji międzynarodowej, jak i wewnętrznej”. – Zalecali narodowcom utrzymywanie kontaktów towarzyskich, pomoc dla osób w trudnej sytuacji materialnej, chorych itd. – powiedział. – Podjęto akcję pomocy materialnej, którą ze Stanów Zjednoczonych koordynowała pani Maria Loryś, a w kraju Leon Mirecki. Jednak i te działania, które polegały na tym, że przekazywano ubrania czy lekarstwa narodowcom, spotkały się też z kontrakcją ze strony bezpieki – zauważył.

Kawęcki o Lidze Narodowo-Demokratycznej

Jak powiedział, z kolei Liga Narodowo-Demokratyczna “to była inicjatywa kolejnego pokolenia, młodych ludzi”. – W tym gronie młodzieży, głównie akademickiej, powstała koncepcja założenia organizacji tajnej – stwierdził. – Inicjatorami założenia tej organizacji byli: Józef Kossecki i Przemysław Górny – przypomniał.

Dr Krzysztof Kawęcki zauważył, że Górny pełnił bardziej rolę działacza, a Kossecki ideologa. Drugi z nich “był ideowo kształtowany przez Jana Bogdanowicza”. Jak dodał dr Kawęcki, Bogdanowicz “to wybitny działacz narodowy ze Lwowa, mający mocną formację narodową”. – Poprzez Bogdanowicza Kossecki poznał innych narodowców jak Wiesława Chrzanowskiego czy Leona Mireckiego – zauważył gość Mediów Narodowych.

Doświadczeni narodowcy jak Mirecki czy Bogdanowicz byli zdecydowanie przeciwni tworzeniu organizacji konspiracyjnej uważając, że nie ma ona szans realizacji – powiedział.

Działalność LND została ujawniona “przede wszystkim w wyniku tajnych podsłuchów, rewizji”. – Na jednego działacza narodowego przypadało kilku agentów – podkreślił dr Kawęcki.

Dodano w Bez kategorii

Minister Edukacji Przemysław Czarnek odpowiedział na pytania unijnej komisarz ds. badań, nauki i innowacji Mariji Gabriel. Sprawa dotyczy zapowiedzi resortu edukacji, że ten przyjrzy się postępowaniu uczelni w trakcie trwania “Strajku Kobiet”. Ministerstwo przekonuje o obronie wolności słowa i wypowiedzi zgodnej z polskim prawem.

Blisko dwa tygodnie temu Przemysław Czarnek przesłał odpowiedź na pytania unijnej komisarz w sprawie postępowania resortu edukacji w trakcie trwania strajków kobiet. Szef polskiej edukacji narodowej podkreślił wartości wolności słowa oraz swobody do wypowiedzi. Jednakże kategorycznie podszedł do protestów w trakcie trwania epidemii koronawirusa.

Zobacz także: Szwajcarzy przeciwko karaniu przedsiębiorców i bankierów

W liście do Mariji Gabriel podkreślono, iż w Polsce z racji kilkunastu tysięcznych przypadków zakażeń SARS-COV-2 rząd zdecydował wprowadzić zakaz zgromadzeń powyżej 5 osób. To miało być głównym zarzutem ministerstwa edukacji.

“Dokładnie z tych powodów minister zdecydowanie negatywnie ocenił działania tych rektorów, którzy ogłosili godziny rektorskie w tym czasie, aby umożliwić pracownikom i studentom uczelni udział w protestach ulicznych. Jako nieodpowiedzialne określił również zachowania tych wykładowców, którzy zachęcali studentów do udziału w protestach, w czasie szczytu pandemii. Takie działania były nie tylko niezgodne z prawem, ale zwiększały bezpośrednio ryzyko zarażenia studentów i ich bliskich” – przekazała Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN.

Minister broni demokratycznych wartości

Rzecznik ministerstwa edukacji zaznaczyła, że w piśmie do unijnej komisarz zawarto zapewnienia o chęci obrony demokratycznych wartości, w tym wolności do badań naukowych i wolności wypowiedzi w polskim środowisku akademickim.

“Minister przekonuje, że nigdy nie podejmował i nie miał zamiaru podejmować jakichkolwiek działań przeciwko wolności słowa lub wolności akademickiej. Wręcz przeciwnie, przypomniał że realizując to zadanie wykorzystuje wszystkie mechanizmy prawne dostępne w naszym systemie prawnym” – powiedziała.

Przemysław Czarnek w swojej odpowiedzi odniósł się również do preambuły ustawy o szkolnictwie wyższym. Mówi ona bowiem o obowiązku władzy publicznej do tworzenia optymalnych warunków pracy dla uczelni, naukowców i artystów. Wspomina ona także o wolności nauczania i autonomii społeczności akademickiej.

“Ustawa została opracowana w ścisłej współpracy z grupą międzynarodowych ekspertów działających w ramach instrumentu wsparcia polityki Horyzont 2020 i jest prezentowana w ramach UE jako przykład dobrego przygotowania oraz realizacji reformy sektora nauki i szkolnictwa wyższego” – podkreśla Ostrowska.

Szef resortu edukacji narodowej w swoim liście wyraził chęć dalszej współpracy w ochronie i promocji wolności akademickiej oraz naukowej jako jednej z podstawowych wartości europejskich.

onet

Dodano w Bez kategorii