Każdy wie, że formuła powiązania wypłat z przestrzeganiem praworządności, owoc kompromisu między Parlamentem Europejskim i niemieckim przewodnictwem, nie może już być zmieniona. Wszyscy koncentrują się więc na tym, jak w inny sposób wyjść naprzeciw oczekiwaniom Polski i Węgier, tak aby nawet jeśli te kraje nie są zadowolone ze wspomnianej formuły, to jednak zniosły weto – powiedział w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” Juan Gonzalez-Barba, minister ds. europejskich Hiszpanii.
Gonzalez-Barba stwierdził, że są “dwie–trzy możliwości, w tym deklaracja interpretacyjna”, jeżeli chodzi o zawarcie kompromisu ws. mechanizmu praworządności z Polską i Węgrami. – Jeśli uda się znaleźć formułę, która bez ruszania wspomnianej umowy pozwoli Polsce i Węgrom na porzucenie weta, to jestem przekonany, że znajdzie to aprobatę wszystkich przywódców UE – ocenił hiszpański minister. – Często, aby wzmocnić pozycję negocjacyjną, ten czy inny kraj grozi co prawda wetem, ale ostatecznie do niego nie sięga. Sądzę, że właśnie w takiej sytuacji się teraz znaleźliśmy. Jest w pełni zrozumiałe, że Polska i Węgry stosują tę taktykę, grożą blokadą. Ale wszyscy też wiemy, że warunkiem trwania Unii jest bezustanne szukanie kompromisu. I jest on teraz wykuwany – powiedział.
Polityk powiedział również, że zapowiedzi “Polexitu” to fake-newsy. – Żaden z moich rozmówców w polskim rządzie i polskiej opozycji nie rozważał takiej możliwości. Także polska opinia publiczna w przytłaczającej większości popiera integrację – podkreślił. – Hiszpania żywi głęboką nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, bo Polska jest dla nas jednym z kluczowych partnerów w Unii, nasze kraje łączy wielka wzajemna sympatia – dodał.
Hiszpania groziła wetem. Opłaciło się
Prowadzący wywiad redaktor Jędrzej Bielecki z “Rzeczpospolitej” przypomniał, że z groźby weta w przeszłości korzystała także Hiszpania. “Przed trzydziestu laty, grożąc zablokowaniem traktatu z Maastricht, premier Felipe Gonzalez uzyskał fundusze strukturalne dużej skali, z których do dziś korzysta m.in. Polska” – zauważył. – Gonzalez groził, ale też w decydującym momencie ustąpił: dlatego mamy dziś wspomniane fundusze strukturalne – odpowiedział hiszpański minister.
W rozmowie z portalem “Polskie Radio 24” czołowy dziennikarz od spraw energetycznych Jakub Wiech ocenił zachodzące zmiany i procesy społeczne w stosunku do OZE. Zauważył również dyskusję w Polsce nad zakończeniem wydobycia złóż węglowych w ramach transformacji energetycznej. Wspomniał również o potrzebie powstania w najbliższym czasie elektrowni atomowej.
Już dzisiaj odbywa się konferencja “Energetyka 2030. Nowa energia do zmian”, zorganizowana przez think-tank Forum Energii. Udział w dzisiejszym forum bierze Minister Klimatu i Środowiska Michał Kurtyka i wiceminister Ireneusz Zyska oraz wielu innych przedstawicieli z tej branży.
Z tej okazji portal “Polskie Radio 24” przeprowadziło rozmowę z jednym z czołowych ekspertów do spraw energetycznych. Jakub Wiech został zapytany o zachodzące zmiany w polskiej energetyce, które związane są z Pakietem Klimatycznym oraz unijnym programem Zielony Ład naciskający na radykalne transformacje w krajach członkowskich.
“Polska jest w tej specyficznej sytuacji, że w ostatnich 30 latach brakowało planu kompleksowej transformacji energetycznej kraju. Żadna z ekip, które rządziły przez ten czas, nie podjęła szerokiego wysiłku na rzecz długoterminowych zmian w strukturze energetyki kraju w kierunku zmniejszenia emisyjności i przechodzenia na nowoczesne technologie, nawiązując do trendu, który już od dłuższego czasu istniał w Unii Europejskiej” – mówił.
Zauważył on zmianę podejścia urzędników brukselskich oraz rządów krajowych do współpracy klimatycznej w tym polskich władz, które przyspieszyły z transformacją energetyczną – “Szczególnie duże wyzwania pojawiają się w elektroenergetyce i ciepłownictwie. W tych sektorach będzie działo się najwięcej. Czeka nas odchodzenie od węgla i zmiana miksu energetycznego na mniej emisyjny”.
“Nasz kraj może zyskać też na procesie rozwoju elektromobilności. Nie chodzi tu o “milion samochodów elektrycznych”, ale o to, że Polska może być zapleczem wytwórczym i produkować baterie do samochodów elektrycznych, co zresztą już się dzieje” – sprecyzował Jakub Wiech.
Zielony zwrot polskich gigantów
Zastępca redaktora naczelnego w portalu “energetyka24.com” wspomniał również w wywiadzie o dokonanym zwrocie biznesowym w kierunku produkcji niskoemisyjnej – “Polskie firmy z szeroko pojętego sektora elektroenergetycznego dostrzegły, że albo staną się “zielone”, albo nierentowne. Widzimy działania, które mają ograniczyć emisję dwutlenku węgla przez zakłady należące do tych spółek. Pojawiają się też plany dojścia do neutralności klimatycznej – taką wizję przedstawił m.in. Orlen” – powiedział.
Przypomniał także o kierunku działań polskiego rządu, który postanowił w długoterminowym czasie zrezygnować całkowicie z wydobywania węgla oraz likwidacji elektrowni konwencjonalnych. W tym celu stworzono odpowiedni projekt, który przejmuje obowiązki z prowadzenia kopalń od państwowych spółek.
“Po raz pierwszy w debacie publicznej pojawiły się jasne komunikaty, że węgiel – uważany w Polsce za dobro narodowe i surowiec strategiczny – jest czymś, z czego będzie trzeba zrezygnować. To bardzo istotny punkt w historii gospodarczej Polski. Pytanie, jak to się skończy i jak będą wyglądały prace nad umową między rządem a górnikami” – zastanawiał się Wiech.
Pilna potrzeba powstania elektrowni atomowej
W rozmowie o energetyce nie mogło zabraknąć tematu pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Już od czasów rządu Platformy Obywatelskiej i PSLu trwają nieustanne prace nad odpowiednim projektem i usytuowaniem takiej konstrukcji w kraju.
“Według planu rozwoju energetyki atomowej, w Polsce do 2033 roku ma zostać uruchomiony pierwszy blok jądrowy. Żeby to się udało, potrzebny jest partner technologiczny i partner finansowy” – przypomniał ekspert od energetyki, zaznaczając że obecnie sprawa rozbija się o aspekt finansowy.
Jeszcze niedawno polski rząd chwalił się podpisaniem umowy z Amerykanami w sprawie budowy elektrowni atomowej. Oferta ze Stanów Zjednoczonych jest dla polskiej branży energetycznej pozytywna od strony technicznej.
“Tak długo, jak Amerykanie czy Francuzi, którzy też zgłaszają zainteresowanie, nie przedstawią oferty uznanej przez polski rząd za atrakcyjną, tak długo rozmowy w sprawie atomu nie ruszą dalej. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda się osiągnąć porozumienie w tej kwestii” – podkreślił.
Minister Rolnictwa Grzegorz Puda w wywiadzie dla Polskiego Radia wyraźnie podkreślił chęć kontynuacji prac nad ustawą o tzw. ochronie zwierząt. Zamierza on również przekształcić zamrożony projekt o “Piątce dla zwierząt” w ustawę rządową. Taki zabieg miałby na celu przeprowadzenie konsultacji społecznych nad jej ostatecznym kształtem.
Gość Polskiego Radia przypomniał jak przebiegał proces przyjęcia szkodliwej dla środowiska rolniczego i hodowlanego ustawy o tak zwanej ochronie zwierząt. Minister Rolnictwa szczycił się szerokim poparciem parlamentarnym dla projektu forsowanego przez niego – wówczas jeszcze jako szeregowy poseł PiS – oraz Jarosława Kaczyńskiego.
“Jeśli chodzi o dalsze plany to zobaczymy. Wszyscy wiedzą, że projekt był projektem poselskim, a poseł wnioskodawca, czyli Grzegorz Puda został ministrem rolnictwa, w związku z tym musimy się zastanowić nad jego innym procedowaniem. Może lepiej będzie, aby był ustalany w ramach prac rządowych” – informuje Grzegorz Puda.
Bardzo prawdopodobnym scenariuszem wydaje się być rozpoczęcie prac nad rządowym projektem, który kontynuowałby dziedzictwo poselskiej ustawy. Taki zabieg ze strony polskich władz miałby umożliwić konsultacje społeczne nad kształtem projektu – “Jeżeli będzie taka decyzja kierownictwa, w tym kierunku będziemy mogli zmierzać” – zapowiedział.
Przyjęta oraz czekająca na dalszą realizację ustawa to tzw. Piątka dla zwierząt, która zakładała zakaz hodowli zwierząt futerkowych oraz mocno ograniczała produkcję mięsa z uboju rytualnego. Warto zaznaczyć, że w obu branżach polscy hodowcy w ostatnich latach zaliczali wzrastające zyski z eksportu. Z powodu przedstawienia projektu ustawy rolnicy postanowili zorganizować protesty w całej Polsce.
W senacie przyjęto różne poprawki do ustawy, lecz te nie zostały poddane pod obrady Sejmu. Tym samym został przerwany proces legislacyjny. Przedstawiciele rządu zapewniają jednak o kontynuacji swoich zamierzeniem w postaci innego projektu.
Rada Miasta Częstochowy zdecydowała, że wybudowane niedawno przy dworcu PKP Stradom rondo będzie nosiło nazwę Praw Kobiet. Za głosowało 17 radnych, 7 było przeciw, a 4 osoby się wstrzymały.
Inicjatywa jest autorstwa radnego SLD Sebastiana Trzeszkowskiego. – Szczególnie dzisiaj, gdy prawa kobiet są łamane, niezwykle potrzebne jest okazanie wsparcia. Mimo wielu działań, jakie wykonują samorządy w celu wsparcia kobiet, nasze działania są w przepisach prawa ograniczone, dlatego też często to właśnie takie, symboliczne gesty stanowią największe wsparcie – powiedział radny. Polityk nie sprecyzował, które konkretnie prawa i gdzie są łamane. Wedle polskich przepisów “Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Nie poinformowano, czy SLD zamierza też zgłosić pomysł stworzenia ronda Praw Mężczyzn.
Nowe rondo Praw Kobiet będzie zlokalizowane przy dworcu PKP Stradom. Powstało niedawno przy okazji budowy centrum przesiadkowego. – Wysiadając z pociągu, podróżni znajdą się w bezpośredniej okolicy ronda Praw Kobiet, co stworzy im okazję do poznania wartości, jakie reprezentuje nasze miasto – podkreślił radny Sebastian Trzeszkowski.
To nie pierwsza tego typu inicjatywa częstochowskich radnych. Jak przypominają działacze SLD, wcześniej, bo pod koniec października przyjęto stanowisko, w którym radni wyrazili sprzeciw wobec ostatniego wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów dotyczących tzw. aborcji eugenicznej. Przypomnijmy, że zgodnie z art. 190 ust. 1 Konstytucji RP “orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne”. Nie ma żadnego artykułu Konstytucji RP, który dawałby samorządom, albo jakiejkolwiek innej instytucji prawo wniesienia sprzeciwu wobec wyroku TK.
Z kolei w 2018 roku, “rada miasta jednogłośnie podjęła decyzję, aby rondu przy ul. Drogowców – obok mostu nad Wartą – nadać imię Mieczysławy Biegańskiej – działaczki na rzecz praw kobiet”.
Opracowany przez inżynierów Massachusetts Institute of Technology, a sfinansowany przez Fundację Gatesów wynalazek ma zastąpić tradycyjne książeczki szczepień. Wszczepione pod skórę nanocząsteczki będą mogły być odczytywane przez smartfony i pokazywać naszą historię szczepień.
Dotychczas nowa technologia była testowana wyłącznie na szczurach. Jednak twórcom udało się przekonać rządy kilku najbiedniejszych państw, aby móc rozpocząć testy na ludziach. Takie testy rozpoczęły się już w afrykańskich państwach Kenii i Malawi, a także w azjatyckim Bangladeszu.
Amerykański wynalazek składa się z nanokryształów na bazie miedzi o średnicy 3,7 nanometra (nanometr to jedna miliardowa część metra), zamkniętych w kapsułkach wielkości 16 mikrometrów (mikrometr to jedna milionowa część metra). Wszczepienia dokonuje się za pomocą zespołów mikroigieł, które mogą być ułożone w różne figury geometryczne. Następnie tak zakodowane informacje można odczytać po przyłożeniu do skóry lekko zmodyfikowanego smartfona.
Fundacja Gatesów, która sponsoruje nowy wynalazek, została założona przez Billa Gatesa, twórcę Microsoftu, wraz z żoną.
Szwajcarski Federalny Urząd Zdrowia Publicznego zdecydował się nie dopuścić do obrotu szczepionek na koronawirusa od koncernów Pfizer/BioNTech, AstraZeneca i Moderna. Zdaniem instytucji nie ma danych wystarczająco potwierdzających bezpieczeństwo, skuteczność i jakość.
Na razie tylko w Wielkiej Brytanii dopuszczono szczepionkę na koronawirusa. W tym wypadku chodzi o tą od firmy Pfizer BioNTech. 29 grudnia o swojej decyzji ma poinformować Europejska Agencja Leków (EMA). Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w Polsce szczepienia zaczną się niedługo po wydaniu pozytywnej decyzji przez europejski urząd.
Tymczasem brytyjski “The Daily Telegraph” zwraca uwagę, że rządy poszczególnych państw są pod ogromną presją, aby jak najszybciej dopuścić szczepionki do użycia. W tej sytuacji standardowy czas 10 lat, jaki przeznaczano na przygotowanie bezpiecznej i skutecznej szczepionki skrócono do 10 miesięcy.
Pod presją nie ugięła się Szwajcaria. – Brakuje nam danych na temat skuteczności badań klinicznych i ważnych podgrup, które uczestniczyły w tych dużych badaniach – powiedział Claus Bolte, szef działu autoryzacji Swissmedic, na konferencji prasowej zorganizowanej przez Federalny Urząd Zdrowia Publicznego. – Akceptacja tak szybko opracowanych szczepionek wymaga dużego zaufania do producentów i organów zatwierdzających. Dlatego ważne jest, aby bardzo dokładnie zbadać skutki dla różnych grup ludzi – podkreślił.
Według informacji Szwajcarskiego Radia i Telewizji „SRF” Claus Bolte, jest naciskany przez lobbystów, którzy domagają się, aby Szwajcaria jak najszybciej zatwierdziła szczepionki. Jednak jak podkreślił Bolte, w Szwajcarii nie ma możliwości prawnych wprowadzania nieprzebadanych produktów koncernów farmaceutycznych do obrotu. Jak z kolei powiedział przewodniczący Federalnej Komisji ds. Szczepień, Christoph Berger szczepienia nie wyeliminują zarażeń na koronawirusa „w przeciwieństwie do różyczki, odry czy polio”. Natomiast Christian Burri ze Swiss Tropical Public Health Institute w Bazylei twierdzi, że „przez kilka miesięcy lub nawet dziesięć lat możemy nie zobaczyć, kto miał rację” w kwestii skuteczności i bezpieczeństwa szczepionek na koronawirusa.
Pięć pytań odnośnie szczepionek na koronawirusa
Wątpliwości pojawiają się też w innych krajach. W związku z informacjami, że nie wiadomo, jaki będzie wpływ szczepionek na płodność, dziennikarka Life Site News Claire Chretien postawiła pięć ważnych pytań w tej sprawie.
“Co się stanie, gdy kobieta otrzyma szczepionkę i zajdzie w ciążę w ciągu dwóch miesięcy od jej otrzymania? Czy będzie zmuszona do aborcji? Jaki wpływ miałaby taka szczepionka na dziecko?
Czy kobiety w wieku rozrodczym będą zmuszane do stosowania antykoncepcji lub rezygnacji z ciąży w celu otrzymania szczepionki, która jest reklamowana jako najważniejszy klucz do ‘powrotu do normalności’? W jakim świecie byłoby słuszne lub sprawiedliwe powiedzieć kobietom, że nie mogą zajść w ciążę, aby mogły otrzymać opcjonalną interwencję medyczną – która nie jest pozbawiona skutków ubocznych i zagrożeń – w przypadku choroby, na którą zapada ogromna większość ludzi?
Czy nowe matki będą zmuszane do rezygnacji z karmienia piersią, aby mogły zostać zaszczepione?
Czy biskupi katoliccy powiedzą kobietom, że powinny zrezygnować z ciąży, aby mogły zostać zaszczepione? Katoliccy biskupi Kalifornii twierdzą, że są zaangażowani ‘w promowanie i zachęcanie do szczepień przeciwko COVID-19 w społecznościach, którym służą’. Jeśli powiedzą kobietom, aby zrezygnowały z rodzenia dzieci, przynajmniej tymczasowo, aby mogły otrzymać zastrzyk, to jak można to pogodzić z nauczaniem Kościoła, że dzieci są głównym celem małżeństwa, a antykoncepcja jest zła?
Zgodnie z wytycznymi rządu Wlk. Brytanii, które prawdopodobnie będą podobne do wytycznych dotyczących szczepionek firmy Pfizer w innych krajach, kobiety w ciąży nie powinny otrzymywać szczepionki. Czy niezaszczepione kobiety w ciąży będą z tego powodu dyskryminowane i pozbawione dostępu do linii lotniczych i innych miejsc?”.
Konserwatywny publicysta prof. David Engels podjął tematykę międzynarodowych korporacji. Jego zdaniem reprezentują one obecnie środowiska lewicowe. Dzięki swoim wpływom sponsorują one bliskie swoim ideałom stowarzyszenia oraz osoby publiczne.
Na początku swojego felietonu wydanego na łamach niemieckiego portalu “jungefreiheit.de” przytoczył on sierpniową wypowiedź katolickiego publicysty Roda Drehera, który nakreślił lewicową ideologię reprezentowaną przez międzynarodowych gigantów.
“Wielu konserwatystów nadal tkwi w bardzo przestarzałym sposobie myślenia, gdzie wielki biznes uważany jest zasadniczo za konserwatywny. Idea, jaka za tym stoi, wywodząca się od Ayn Rand, jest taka, że oto gospodarka zawsze musi stać w opozycji do rządu, być wobec niego antagonistyczna. I dlatego przez długi czas konserwatyści w naturalny sposób opowiadali się po stronie biznesu. Ale wiecie co wam powiem? Otóż wielki biznes jest obecnie po drugiej stronie i prawdopodobnie stanowi dla konserwatywnych wartości większe zagrożenie niż państwo” – pisał Rod Deher.
Profesor David Engels potwierdził słowa katolickiego publicysty, wymieniając poszczególne korporacje zajmujące się wspieraniem lewicowych aktywistów oraz polityków.
“Korporacje, takie jak Google, Facebook, Twitter, Microsoft, Amazon czy nawet Ikea, które najchętniej posługują się liberalnym ideałem „selfmademana“ wyraźnie opowiadają się kulturowo i politycznie za lewicowym światopoglądem. Są obecnie najważniejszymi siłami stojącymi za pseudosocjalistycznym „wielkim resetem”, czyli długo oczekiwaną przemianą naszego społeczeństwa, a która została przyspieszona za sprawą kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa i ukryta jest za pięknie brzmiącymi słówkami, takimi jak ochrona klimatu, tolerancja, wielokulturowość, samorozwój oraz równość” – czytamy w felietonie belgijskiego historyka.
Współpraca liberalizmu i socjalizmu
W swoim tekście prof. Engels przywołuje liberalizm i socjalizm. Te nurty polityczno-ideowe mają stanowić obecnie zaplecze dla międzynarodowej elity. W kontekście zachodzących procesów te dwie odmienne z definicji ideologie połączył fakt skrajnego indywidualizmu oraz skrajnego kolektywizmu.
“Marks słusznie przewidział, że kapitalizm w swojej czystej postaci będzie musiał zmierzać w kierunku struktur monopolistycznych i autorytarnych. Mylił się jednak, kiedy ta sytuacja miała być zwalczona w socjalizmie. W rzeczywistości obie te siły działają obecnie komplementarnie, a nie antagonistycznie” – zauważył.
Obecnie mamy do czynienia z rządami socjalistycznych miliarderów. Takowego sformułowania użył bowiem przedwojenny niemiecki filozof Oswald Spengler. Taka władza ma się opierać na eliminacji klasy średniej i tak zwanej burżuazji i negowaniu dorobku demokratycznego.
Realne zagrożenie Wielkim Resetem?
W ostatnim czasie na światło dzienne wychodzą wypowiedzi międzynarodowych polityków o wprowadzeniu “Wielkiego Resetu” po epidemii koronawirusa. Takiego sformułowania użył chociażby kanadyjski premier Justin Trudeau.
Jest to koncepcja, gdzie globalistyczne władze mają kontrolować swoją społeczność poprzez różne socjo-techniki. Ma ona tym samym odbierać ludziom prawo do samostanowienia oraz pozbawić ludzkość do solidarności poprzez jej fałszywą odmianę.
Belgijski publicysta podkreślił, że część obecnej lewicy zauważyła ten problem i pragnie ona powrotu do socjaldemokratycznych wartości oraz społecznej gospodarki rynkowej. Jednak nadal większość lewicowo-liberalnego środowiska chce wykorzystać okazję do ataku na konserwatywne społeczeństwo. Tym samym, zdaniem profesora Engelsa ta międzynarodowa elita spowoduje chaos na świecie.
Nadchodzi dla ludzkości nowa era
Zaplanowane procesy pociągną za sobą burzliwe czasy przemian ekonomicznych oraz społecznych. Dzięki konsolidacji międzynarodowych elit nastąpi upadek postępu i kapitalizmu – “Komputeryzacja, robotyka i sztuczna inteligencja przekształci masy w nieistotnych popleczników o samowystarczalnym cyklu opierającym się na stagnacji zamiast ekspansji” – przewiduje prof. Engels.
Publicysta uważa, że dla ludzkości nadchodzą burzliwe czasy, które całkowicie odmienią naszą rzeczywistość. Pojawiające się konflikty mają swoje odzwierciedlenie w upadającej Republice Rzymskiej. Nadzieją na przetrwanie konserwatywnych wartości mają być wewnętrzne tarcia reprezentantów cywilizacji śmierci oraz nieprzewidywalna zmienność opinii publicznej.
“W każdym razie musimy się pogodzić z utratą dawnego świata. Koło historii prawdopodobnie szybciej dobiegnie do swojego końca, niż zostanie cofnięte o kilka lat” – stwierdził historyk.
Sieradzka policja dokonała zatrzymania dwóch kierowców ciężarówek oraz mężczyzny podejrzanego o składowanie śmieci w lesie. Nielegalne wysypisko zostało zgłoszone funkcjonariuszom policji, dzięki czemu udało się zatrzymać niebezpieczny proceder. Teraz zatrzymanym grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
W niedzielę sieradzka policja otrzymała zgłoszenie o leśnym wysypisku śmieci. Funkcjonariusze udali się pod wskazane miejsce i potwierdzili te informacje. Policjanci ujrzeli w lesie hałdy odpadów z niewiadomego pochodzenia.
Podczas oględzin zauważyli zmierzające w tym kierunku dwie ciężarówki. Kierowcy tych pojazdów, gdy zauważyli radiowóz skręcili w inną drogę, lecz policjanci rozpoczęli za nimi pościg. Po kilku kilometrach dokonali oni zatrzymania mężczyzn.
“W pewnej chwili, prawdopodobnie na widok radiowozu kierowca jednej z nich zmienił kierunek jazdy i gwałtownie ruszył w przeciwną stronę. Drugi pojazd pojechał za nim. Policjanci podjęli za nimi pościg i parę minut później zatrzymali obu kierowców” – relacjonowała asp. sztab. Agnieszka Kulewicka z sieradzkiej policji.
Nielegalne wysypisko śmieci i jego nadzorca
Zatrzymanie 33 i 38 latka rozpoczęło śledztwo, dzięki któremu udało się aresztować osobę odpowiedzialną za prowadzenie i nadzorowanie nielegalnego składowiska odpadów. W toku dochodzenia śledczych aresztowano bowiem 53-letniego mężczyznę.
Mężczyznom grozi do 5 lat pozbawienia wolności za składowanie śmieciu w miejscu do tego nieprzeznaczonym. Trwa również postępowanie mające wyjaśnić wszystkie okoliczności procederu. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Sieradzu.
O ujawnieniu nielegalnego składowiska odpadów poinformowano Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
Zbigniew Ziobro jako Prokurator Generalny złożył do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zdelegalizowanie Komunistycznej Partii Polski. W jego opinii KPP “odwołuje się w swoim programie i praktykach do totalitarnych metod i praktyk działania komunizmu, co jest niezgodne z Konstytucją RP”.
Na taki krok Ziobro zdecydował się po analizie przeprowadzonej przez Prokuraturę Krajową. Wykazała ona, że „członkowie Komunistycznej Partii Polski kwestionują demokratyczny porządek Polski”, a cele KPP są „tożsame z celami innych partii komunistycznych sprawujących totalitarną władzę w państwach komunistycznych XX wieku”. Jak wynika z ustaleń Prokuratury Krajowej, członkowie KPP „wprost nawołują do przeprowadzenia rewolucji na wzór Rewolucji Październikowej w Rosji, po której władzę przejęli bolszewicy. Celem ma być nie tylko przejęcie władzy, ale także nacjonalizacja i kolektywizacja dokonane pod przymusem”.
Zdaniem Zbigniewa Ziobry „stawianie sobie za cel wprowadzenia ustroju komunistycznego w Rzeczypospolitej Polskiej, którego wzorem jest sowiecka Rosja, stanowi odwoływanie się do totalitarnych metod i praktyk działania komunizmu”. KPP również gloryfikuje ustrój sowiecki, łącznie z takimi zbrodniarzami, jak Stalin i Dzierżyński.
O wystąpienie z wnioskiem o delegalizację Komunistycznej Partii Polski od lat apelowało wiele środowisk patriotycznych. Już ponad trzy i pół roku temu dr Jerzy Bukowski wyrażał zdziwienie faktem, że nadal może ona legalnie istnieć. Przypominał także, że Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie dwukrotnie zwracało się o delegalizację KPP do Zbigniewa Ziobry. Apele, wnioski, pisma do prokuratury słał też wielokrotnie prawicowy działacz Piotr Strzembosz. Z nieznanych przyczyn jednak te apele dotychczas pozostawały bez rezultatu.
Nie wiem, jak to skomentować. W 2007 r. zgłosiłem ten problem do Prokuratury i pisałem do ministra Ziobry – bez odzewu.
Kolejny raz pisałem do ministra Ziobry w 2016 lub 17 i otrzymałem wymijającą odpowiedź podpisaną przez z-cę Prokuratora Generalnego, p. Święczkowskiego. Szok. https://t.co/LopGTcu6Xz
W poniedziałek rząd przedstawić ma nowe koncepcje walki z koronawirusem. Według kuluarowych doniesień prasowych polskie władze wzorem innych rządów mają zastosować podwójne standardy prawne wobec swoich obywateli. Opracowywane są ulgi w kwestii zachowywania restrykcji przez zaszczepione osoby.
Podczas piątkowej konferencji prasowej Minister Zdrowia Adam Niedzielski przekazał pierwsze informacje na temat analizowanych wariantów dalszej walki z epidemią koronawirusa. Wówczas to zapowiedział, że jego resort wraz z rządem pracują nad benefitami dla zaszczepionych obywateli.
“Analizujemy w tej chwili różne warianty. Gdy pokażemy strategię, będą w niej zachęty. Osoby zaszczepione nie będą podlegać wybranym obostrzeniom. Na tę chwilę jeszcze nie podjęliśmy decyzji, które to będą wskazania” – powiedział.
Polski rząd bierze przykład z innych krajów, gdzie również są prowadzone wewnętrzne dyskusje nad segregacją ludzi. Według doniesień “Wirtualnej Polski” osoby zaszczepione na COVID-19 nie będą musiały nosić maseczek. Jednak przed mandatem chronić ma specjalne zaświadczenie lekarskie o przebytym procesie szczepienia. Takowe będzie należało wręczyć przedstawicielowi policji w celu potwierdzenia.
Szef kancelarii Prezesa Rady Ministrów zaznaczył, że rząd nie zamierza tworzyć punktów szczepień w aptekach. W tym celu zostaną wydzielone placówki medyczne.
“Kierując się bezpieczeństwem pacjenta przyjęliśmy kryterium, że to lekarze będą szczepić pacjentów, a w dalszej kolejności pracownicy służby zdrowia” – zapowiedział Michał Dworczyk.
Szczepienia najprawdopodobniej zaczną się na przełomie stycznia i lutego. Informacje o terminie Polacy dostaną telefonicznie lub za pośrednictwem wiadomości SMS. Polska kupi ponad 45 mln dawek szczepionki.
Przypomnijmy jednak, że żadna z opracowanych do tej pory szczepionek nie działa przy pojedynczej dawce. Zakupiona przez Polskę szczepionka ma zostać podana w dwóch dawkach.