/ Fot. Wikimedia Commons

W wieku 87 lat zmarł amerykański multimiliarder żydowskiego pochodzenia Sheldon Adelson. Swoimi funduszami umożliwił on dojście do władzy Donalda Trumpa w 2016 (był jego największym sponsorem) i powrót Benjamina Netanjahu na stanowiska premiera Izraela w 2009.

Multimiliarder był największym sponsorem obu kampanii Trumpa, w 2016 i 2020, a także m. in. jego funduszu na rzecz obrony przed oskarżeniami o współpracę z Rosją. Choć przez wiele lat był Demokratą, to gdy Republikanie stali się wyraźnie bardziej proizraelscy, przeszedł na ich stronę.

Adelson twierdził, że “wspieranie liberalnych demokracji, takich jak Izrael”, walka z Iranem itp. Stał za sukcesem nie tylko prezydenta USA, ale też premiera Izraela. W 2007 z dnia na dzień wypuścił na izraelski rynek codzienną, darmową gazetę tabloidową o wielosettysięcznym nakładzie – “Izrael Hajom”, czyli “Izrael Dzisiaj”. Gazeta zalała kraj, szybko stając się najczęściej czytaną w kraju. Tabloid jednoznacznie popierał Benjamina Netanjahu, który już po 1,5 roku wygrał kolejne wybory i w marcu 2009 po 10-letniej przerwie znów został premierem Izraela, którym jest nieprzerwanie do dziś, po drodze stając się najdłużej urzędującym szefem rządu w historii. Pismo w zdecydowanie pozytywnym świetle ukazało także amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Wydawcą “Izrael Hajom” jest żona zmarłego multimiliardera – Miriam Adelson. W 2018 otrzymała ona od Trumpa najwyższe amerykańskie odznaczenie cywilne, Prezydencki Medal Wolności.

– Jeden z największych darczyńców w historii narodu żydowskiego, syjonizmu, państwa Izrael i żydowskich osiedli (budowanych na zdobytych od Arabów terytoriach) – tak zmarłego Adelsona określił premier Netanjahu. Jego majątek szacowano aktualnie na 36 miliardów dolarów. Był jednym z 30 najbogatszych ludzi na świecie. Posiadał wiele kasyn.

Dodano w Bez kategorii

/ fot. wikimedia commons

Synowie byłej wicepremier Jadwigi Emilewicz w miejscowości Suche pod Poroninem korzystali ze stoków tamtejszej szkółki narciarskiej. Nie mieli tego dnia aktywnych licencji sportowych wymaganych do uprawiania sportu po wprowadzeniu przez rząd obostrzeń. Na liście osób mogących korzystać ze stoku wynajmowanego przez szkółkę znalazło się również ręcznie dopisane nazwisko byłej wicepremier.

Nazwiska synów Jadwigi Emilewicz w elektronicznym systemie potwierdzającym aktywne licencje sportowe, znalazły się dopiero dwa dni po tym, jak pojawili się na stoku. – Nie ma możliwości, że tam się jakieś nazwisko pojawi bez złożenia kompletnego wniosku. Są nazwiska dostępne dla każdego do sprawdzenia. Ten system jest otwarty po to, by sędziowie czy obecnie panie w kasie w kolejach liniowych mogli sprawdzić daną osobę – podkreślił Jakub Michalczuk, przewodniczący komisji licencyjnej PZN.

Emilewicz odpiera zarzuty. – Synowie od 6 roku życia są członkami klubów narciarskich i uczestniczą w zgrupowaniach i zawodach – podkreśliła w wydanym oświadczeniu. – Najstarszy syn od 2017 r. posiada licencję nr 01115. Od 2019 ma stopień demonstratora szkolnego PZN – poinformowała. – Młodsi synowie posiadają licencje o numerach odpowiednio 02367, 02368 – dodała. Dlaczego ich nazwiska nie pojawiły się w oficjalnym systemie? Tego oświadczenie nie wyjaśnia.

W nawiązaniu do materiału TVN24, który dzisiaj został opublikowany, chciałam sprostować podane informację. Synowie od 6…

Opublikowany przez Jadwiga Emilewicz Środa, 13 stycznia 2021

– W Suchem mieszkaliśmy u rodziny, do której od lat jeździmy. Ciocia po śmierci męża 7 lat temu nie wynajmuje pokoi. Przyjmuje tylko rodzinę – wyjaśniła polityk. Niestety nie wszyscy trenujący w Polsce narciarstwo mają rodzinę w okolicy stoków, co w związku z obostrzeniami nałożonymi na hotele, stanowi poważny problem.

– Wraz z mężem chodziliśmy w czasie treningów synów na skiturach – między innymi w Suchem, Małem Cichem – poza granicą stoków narciarskich wyznaczoną przez ogrodzenia. Nie naruszyliśmy rozporządzenia o zamknięciu stoków. Nie wiem dlaczego moje nazwisko – dopisane przez kogoś odręcznie, w przeciwieństwie do wydrukowanych nazwisk zawodników, w tym moich synów, znalazło się na liście. Nie trenowałam i nie korzystałam w żaden sposób ze stoku – podkreśliła.

Zobacz także: Kongres Polskiego Biznesu wesprze przedsiębiorców, którzy wznowią działalność

– Uważam, że decyzje rządu są słuszne i w pełni się im podporządkowuję. Żadnym swoim działaniem nie lekceważę apeli rządu, ani tym bardziej rządowych rozporządzeń. Jeszcze raz podkreślam, że moi synowie trenują narciarstwo alpejskie i przebywali na szkoleniu przygotowującym do zawodów. Jako rodzic i ich opiekun byłam tam z nimi, ale w żaden sposób nie naruszyłam rządowych wytycznych – stwierdziła była wicepremier.

wp.pl, rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter/ screen

Jak informuje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, Izrael wielokrotnie ostrzeliwał cele w pobliżu granicy syryjsko-irackiej. W ostatnim ataku zginęły 23 osoby.

Izrael miał przeprowadzić nocne naloty na skład broni oraz pozycje wojskowe we wschodniej Syrii. W atakach zginęło co najmniej siedmiu syryjskich żołnierzy oraz 16 sprzymierzonych bojowników milicji, których narodowości nie są znane – informuje Al Jazeera. Naloty uznano za “najbardziej śmiercionośne” od 2018 roku.

Izraelskie siły powietrzne miały przeprowadzić ponad 18 ataków na wiele strategicznych celów. Ostrzeliwany obszar rozciągał się od miasta Deir Az Zor na wschodzie po pustynię al-Bukamal na granicy Syrii z Irakiem – podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Według niego, w okolicy mają działać paramilitarne oddziały należące do libańskiego Hezbollahu oraz Brygada Fatymidów, składająca się z “proirańskich bojowników afgańskich”.

Przeczytaj również: Twitter usunął wpis Chameneiego o szczepionkach. Naruszył ich zasady

Izraelskie naloty raniły co najmniej 28 żołnierzy i milicjantów. Z kolei The Associated Press podaje, iż “starszy urzędnik wywiadu USA”, który wiedział o ataku, przekazał iż naloty przeprowadzono przy użyciu technologii dostarczonej przez Stany Zjednoczone. Jego zdaniem, ostrzał skierowany był na kilka syryjskich magazynów, które wykorzystywano do przechowywania irańskich towarów, w tym broni. Amerykański urzędnik miał dodać, iż magazyny “służyły również jako schronienie dla komponentów wspierających irański program nuklearny”.

Izrael z kolei zwleka z wyjaśnieniami. Syryjska państwowa agencja informacyjna (SANA) poinformowała o atakach, jako o kolejnej fali agresji, jakiej dopuściło się państwo spod znaku gwiazdy Dawida. „O godzinie 1:10 izraelski wróg dokonał nalotu na miasto Deir Ezzor i region Al Bukamal” – poinformowała SANA, powołując się na wojskowe źródła. „Skutki agresji są obecnie weryfikowane”. Lokalne media podały z kolei, iż zniszczone zostały magazyny i schrony należące przede wszystkim do pro-irańskiej milicji. „Spalili irańskie pozycje w Deir Ezzor” – informowało DeirEzzor24.

Atak, który przeprowadził Izrael był już drugim w ciągu niecałego tygodnia. Ostatnie naloty miały bowiem miejsce 7 stycznia. Wówczas celem izraelskich rakiet były pozycje na południu Syrii. Według arabskich mediów, państwo regularnie przeprowadza “rutynowe naloty”, obierając sobie za cel pozycje pro-irańskich bojowników. Według rocznych raportów, tylko w 2020 roku Izrael ostrzelał aż 50 celów znajdujących się w Syrii.

Al Jazeera

Dodano w Bez kategorii

/ pixabay

Pracownicy służby zdrowia w Sztokholmie otrzymali jasną informację. Muszą zaszczepić się przeciwko COVID-19, lub zostaną zwolnieni. Tak oto Szwecja wprowadza “nową normalność”.

Akcja “wyszczepiania” społeczeństw nabiera rozpędu. Okazuje się, iż “dobrowolność” w wielu przypadkach pozostaje jedynie idealistycznym frazesem, co doskonale pokazuje Szwecja. Jak informuje szwedzki Samnytt, pracownicy służby zdrowia w Sztokholmie zostali poinformowani o obowiązku szczepień przeciwko COVID-19. Oczywiście, dla “niepokornych” istnieje alternatywa – jest nią zwolnienie. Obowiązek szczepień dotyczy wszystkich pracowników opieki nad osobami starszymi, w tym lekarzy – czytamy.

“Pracownicy, z którymi rozmawiał NewsVocie, przedstawili obraz różniący się od tego, który ostatnio przekazały szwedzkie gminy i regiony (SKR), że „personel medyczny powinien mieć pierwszeństwo w kolejce szczepień”. Zdaniem zainteresowanych pracowników to coś więcej niż tylko priorytet” – informuje szwedzki portal. Pracownikom służby zdrowia nie tylko zaoferowano pierwszeństwo szczepień, ale postawione zostało ultimatum – “zaszczepić się lub zostać zwolnionym”. Można zatem uznać, iż Szwecja wyjątkowo “wzięła sobie do serca” wyszczepianie obywateli. Według informacji NewsVoice, pracownicy otrzymali tę wiadomość bezpośrednio od swoich przełożonych.

“Wielu pracowników opieki zdrowotnej jest zadowolonych, że traktuje się priorytetowo, zarówno ze względu na ich własną wrażliwość, jak i w kontekście rozprzestrzeniania się infekcji o wysokiej śmiertelności, która wpłynęła na opiekę nad osobami starszymi. Ale są też tacy, którzy martwią się o szczepionki” – czytamy. Głównym powodem nieufności jest pośpiech, w jakim wykonano preparaty.

Przeczytaj również: Niedzielski: 37 niepożądanych odczynów poszczepiennych, 4 poważne

“Zostały one wyprodukowane w rekordowym czasie, a pamięć o skandalu związanym z narkolepsją związaną ze szczepionką przeciwko świńskiej grypie jest wciąż żywa. Mówi się, że gwarantowana odporność uzyskana dzięki szczepionce jest ograniczona do około trzech miesięcy po dwóch dawkach, chociaż istnieje nadzieja, że ​​ochrona będzie trwała dłużej. Obecnie brakuje testów na skutki uboczne powtarzanych szczepień” – wyliczają Szwedzi. Warto przypomnieć, iż Szwecja, która zainwestowała olbrzymie kwoty w nową szczepionkę przeciwko świńskiej grypie była zmuszona wypłacać ogromne odszkodowania, gdy na jaw wyszły skutki uboczne.

Jedynie nieliczni mają być zwolnieni z obowiązku zaszczepienia się. “Według informacji NewsVoice zwolnienia z obowiązkowych szczepień dotyczą tylko kobiet, które są lub planują zajść w ciążę w najbliższej przyszłości oraz pracowników, którzy mają bardzo poważne alergie, zwykła alergia na pyłki nie wystarczy. Wymaga się również, że każdy, kto ma przeszkolenie w zakresie wykonywania zastrzyków, musi uczestniczyć w masowych szczepieniach innego personelu” – informuje szwedzki portal.

SN

Dodano w Bez kategorii
Adam Niedzielski

Adam Niedzielski: "Jarosław Kaczyński jest zwolennikiem obowiązkowych szczepień nawet dla wszystkich" / fot. @Twitter

Wiadomo już, iż profesor Zbigniew Gaciong, rektor WUM nie poda się do dymisji. Decyzję skrytykował Minister Zdrowia, Adam Niedzielski.

MZ Niedzielski twierdzi, iż rektor “rozpaczliwie broni” swojego stanowiska po aferze ze szczepieniem celebrytów poza kolejnością. “To rozpaczliwa obrona stanowiska” – skomentował wydane niedawno oświadczenie. Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego poinformował bowiem oficjalnie, iż nie poda się do dymisji.

“W związku z wypowiedziami ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, który podczas konferencji prasowej w dniu 11.01.2021 r. wyraził oczekiwanie mojej dymisji z funkcji rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, oświadczam, że nie ustąpię z zajmowanego stanowiska” – poinformował prof. Zbigniew Gaciong. Niedzielski wyraził bowiem opinię, iż dymisja powinna nastąpić ze względu na nieprawidłowości w procesie szczepień.

Na 450 dawek szczepionki przekazanych szpitalowi, aż 200 miały otrzymać osoby, którym one nie przysługiwały. Całą Polskę obiegła “afera szczepionkowa”, której przyczyną było zaszczepienie m.in. Krystyny Jandy i innych “osobowości” medialnych. Celebryci zarzekali się, iż byli przekonani o dobroczynnym dla społeczeństwa charakterze szczepień. Utrzymują, iż myśleli, że biorą udział w kampanii zachęcającej do zaszczepienia się przeciwko koronawirusowi. Ministerstwo Zdrowia nie zgodziło się jednak z tą narracją, a szpital ukarano grzywną 350 tysięcy złotych. Zdaniem MZ, rektor powinien złożyć w tej sytuacji rezygnację ze stanowiska.

Ta opinia z kolei wywołała medialną burzę wśród Polaków. Głośno przypominano, iż poprzedni minister zdrowia, Łukasz Szumowski, nie poniósł żadnych konsekwencji – ani z racji zakupu respiratorów od handlarza bronią, ani za żadną z licznych afer z początku pandemii. Poprzednik obecnego MZ nie cieszył się uznaniem Polaków. Jego sprzeczne ze sobą decyzje i zapewnienia, w połączeniu z podejrzaną sytuacją majątkową i siecią powiązań z bogacącymi się na epidemii sprzedawcami sprawiły, iż społeczeństwo nie wspomina go ciepło. Najbardziej bulwersujący wydaje się jednak fakt, iż Szumowski nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Internauci chóralnie zarzucili Niedzielskiemu skrajną hipokryzję.

Tymczasem, MZ odniósł się do decyzji rektora WUM, pisząc o “braku odwagi cywilnej”. Ponadto, “próba nadania tej sytuacji kontekstu politycznego i sprowadzenia jej do przepychanki z Ministrem Zdrowia to rozpaczliwa obrona stanowiska”. “Rektor ponosi odpowiedzialność nie wobec mnie a wobec studentów, akademików i osób oczekujących na szczepienie. Zabrakło odwagi cywilnej” – stwierdził Niedzielski.

Rp

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YT/ screen

Hymn narodowy USA powinien być “czarny”, aby łączyć Amerykanów. Taką propozycję przedstawił ciemnoskóry Demokrata, argumentując pomysł “promowaniem jedności”.

Temat koloru skóry obywateli powrócił w USA po raz kolejny, tym razem dotykając hymnu narodowego. Zaledwie kilka miesięcy po krwawych rozruchach ruchu Black Lives Matter oraz Antify, rzekomo walczących z rasizmem, ponownie podniesiono kwestię symboli narodowych. Te tradycyjne bowiem okazują się niezwykle przeszkadzać lewicy.

Podczas BLM zamieszek okazało się, iż dosłownie wszystko, co “białe”, może zostać okrzyknięte rasistowskim i wymaga unicestwienia. Ofiarą rozszalałych tłumów padały pomniki podróżników, prezydentów czy nawet tych postaci historycznych, które opowiadały się za zniesieniem niewolnictwa. Na kilka miesięcy wszystko, co “białe”, uznano za “złe”. “Białe” budowle i zabytki zostały pomazane, zdewastowano kościoły, a nawet płyty nagrobne. Co ciekawe, w zamieszkach ucierpiało także wiele porządnych, “czarnych” biznesów. Wszystko to, zdaniem “antyrasistów”, miało pomóc w walce z rzekomym “białym przywilejem”.

Choć temat przycichł jakiś czas temu, przykryty ponownie kwestią epidemii oraz wyborami prezydenckimi, Demokraci stwierdzili najwyraźniej, iż czas reanimować akcję. James Clyburn, ciemnoskóry polityk ogłosił, iż planuje oficjalnie zaproponować uczynienie “czarnego hymnu” hymnem narodowym USA. Zmiana prezydenta wydaje się być ku temu doskonałą okazją. Ruch miałby przyczynić się do “promowania jedności”. „Myślę, że uczynienie z tego hymnu narodowego byłoby aktem zbliżenia kraju. Mówiłoby to ludziom: “nie śpiewasz osobnego hymnu narodowego, śpiewasz hymn narodowy kraju” – przekonywał do swojej idei Demokrata. „Sam gest byłby aktem uzdrowienia. Każdy może identyfikować się z tą piosenką” – dodał.

“Czarny” hymn, znany również jako „Podnieś każdy głos i śpiewaj” został napisany w 1899 roku przez byłego przywódcę NAACP, Jamesa Weldona Johnsona – informuje Post Millennial. “Politolog z Howard University, Michael K. Fauntroy, powiedział, że obawia się, że symboliczne zwycięstwa w dziedzinie sprawiedliwości społecznej, takie jak zmiana hymnu narodowego, mogą okazać odwrócić uwagę od potrzeby “głębszych reform”. „Jest to symboliczne zwrócenie uwagi na czarnych, ale w szerszej perspektywie nie oznacza to umieszczenia jedzenia na stole, nie zwiększy też ich wynagrodzenia” – zauważył politolog.

Clyburn z kolei po raz kolejny powtórzył apele Demokratów, aby unieważniono prezydenturę Donalda Trumpa. Zwycięstwo lewicowego Joe Bidena wydaje się perfekcyjną okazją do wdrażania w życie tego typu “równościowych” planów. Przypomnijmy, iż sam Biden w trakcie przemówienia zapewnił, iż jego rząd będzie traktować priorytetowo biznesy prowadzone m.in. przez czarnoskórych. Będą oni mogli liczyć na szybszą pomoc państwa, niż biali przedsiębiorcy. Wszystko to, rzecz jasna, w imię walki z rasizmem.

PM

Dodano w Bez kategorii

Platforma Parler została ocenzurowana na niespotykaną dotychczas skalę. Dyrektor generalny Parlera, John Matze, udał się do stacji Fox News, aby skomentować zaistniałą sytuację.

Dyrektor Matze ostro skrytykował powszechną cenzurę, jaka dotknęła jego platformę. Przeciwko Parler niemal jednocześnie “skrzyknęły się” Apple, Google oraz Amazon. „To jest niszczycielskie. To atak na wszystkich” – powiedział Matze, odnosząc się do niezwykle silnego ciosu, jaki platforma otrzymała jednocześnie z wielu stron. „Wszyscy pracowali razem, aby mieć pewność, że w tym samym czasie stracimy dostęp nie tylko do naszych aplikacji, ale tak naprawdę wyłączają wszystkie nasze serwery” – przekonywał CEO Parlera.

Parler od dawna deklarował, iż jest platformą mediów społecznościowych popierającą wolność słowa. Został usunięty ze sklepu z aplikacjami Apple oraz sklepu Google Play w następstwie szturmu na Kapitol. Wówczas to zwolennicy Donalda Trumpa wdarli się do amerykańskiej “świątyni demokracji”. Winą za rozruchy obarczono prezydenta, którego konto na Twitterze zostało błyskawicznie zablokowane. “Wkrótce potem cała witryna została wyłączona przez Amazon, który hostował witrynę na swoich serwerach internetowych, zmuszając firmę do szukania nowych hostów internetowych” – opisuje The Post Millennial.

Dyrektor Matze podkreślił również, iż giganci technologiczni postawili Parlerowi niemożliwe do spełnienia wymagania. Wolnościowy portal miał otrzymać zaledwie 24 godziny na znalezienie nowej platformy do hostowania jego serwerów.

“To niemożliwy wyczyn” – podsumował Matze, wyrażając oburzenie postępowaniem wielkich korporacji. Jego zarzuty nie dotyczyły jednak tylko potężnych mediów społecznościowych. Od Parlera miało się nagle odwrócić znacznie więcej podmiotów. „Każdy sprzedawca, od usług wysyłania wiadomości tekstowych po dostawców poczty e-mail, po naszych prawników, wszyscy porzucili nas tego samego dnia i próbują fałszywie twierdzić, że byliśmy w jakiś sposób odpowiedzialni za wydarzenia, które miały miejsce szóstego.”

Zdaniem CEO Parlera, w rzeczywistości chodzi o wojnę z konkurencją nieprzestrzegającą dyktatu politycznej poprawności. „Oni po prostu nie chcą nas w Internecie, po prostu chcą się nas pozbyć. Robią to, aby zdusić wolność słowa i konkurencję na rynku. To może się zdarzyć dosłownie każdemu” – skwitował dyrektor.

PM

Dodano w Bez kategorii
Adam Niedzielski

/ Fot. MZ/ Twitter

– W Polsce mieliśmy do tej pory w przypadku szczepienia na COVID jedynie 37 niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP), z czego 32 miały charakter łagodny, 4 poważny i jeden ciężki – poinformował minister zdrowia Adam Niedzielski. Nie ujawnił szczegółów wymienionych efektów ubocznych.

Minister Niedzielski podkreślił, że 37 takich przypadków na ponad 250 tys. osób zaszczepionych na koronawirusa to niewielka ilość. – Dzisiaj mamy ponad 250 tys. osób zaszczepionych na COVID-19. Z raportu Głównego Inspektora Sanitarnego i całej Inspekcji Sanitarnej wynika, że w Polsce mieliśmy do tej pory w przypadku szczepienia na COVID jedynie 37 niepożądanych odczynów poszczepiennych, z czego 32 miały charakter łagodny, 4 poważny i jeden ciężki – powiedział podczas konferencji prasowej.

Zobacz także: Kanadyjski spray do nosa zabija koronawirusa. Ponad 90% skuteczności

Minister zdrowia odniósł się też do kryteriów dopuszczenia szczepionki na koronawirusa oraz odszkodowań za ewentualne efekty uboczne. – Jedynym, co się zmieniło w tej sytuacji, było tylko i wyłącznie to, że te badania faktycznie rozpoczynały się nie po złożeniu wniosku przez daną firmę, tylko Europejska Agencja Leków (EMA) współuczestniczyła w badaniu, na bieżąco odbierając wyniki – zaznaczył. – Niemniej jednak mając świadomość tego bezpieczeństwa, ale też wątpliwości, które pojawiły się w odbiorze społecznym, zdecydowaliśmy się zmienić sposób dochodzenia odszkodowania w przypadku niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP) – podkreślił.

– Ta zmiana polega na powołaniu Funduszu Kompensacyjnego, ale nie o sam Fundusz tu chodzi, ale o procedurę. Ta procedura z założenia ma zlikwidować niedogodności (…) związane z postępowaniem sądowym, czyli niedogodności, które dotyczą przede wszystkim czasu trwania takiego dochodzenia o odszkodowanie, ale też oczywiście uprościć tę procedurę i zrobić ją tańszą dla osoby, która takiego odszkodowania potrzebuje, czy się o nie ubiega – zaznaczył minister Niedzielski.

radiomaryja.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. twitter.com/kongresBiz

– Kongres Polskiego Biznesu oświadcza, iż będzie wspierał prawnie przedsiębiorców, którzy zdecydują się wznowić swoją działalność – poinformowała organizacja. – Właścicielom małych i średnich przedsiębiorstw oferujemy pakiet pomocowy obejmujący konsultacje prawne oraz wsparcie interwencyjne – możemy przeczytać w oświadczeniu.

– Chaotyczne, determinowane wymogiem chwili działania rządu przyczyniają się do upadku kolejnych firm i rujnują polską gospodarkę – ocenił zarząd organizacji. – KPB wyraża zdecydowany sprzeciw wobec praktyki niszczenia polskiej przedsiębiorczości! – oświadczono.

– Prawo i Sprawiedliwość nie respektuje obowiązującego prawa, projektując hybrydy rozporządzeń, które urągają kanonom europejskiej kultury i tradycji prawnej – zarzuciła organizacja. – Szereg rządowych regulacji zostało wdrożonych bezprawnie, co weryfikują orzeczenia sądowe – podkreślono.

Zobacz także: Winnicki: Szykuje się gospodarczy Armagedon. Żądamy natychmiastowego zamknięcia lockdownu!

– Ostatnim przykładem tego szaleństwa jest wniesiony do Sejmu RP projekt, ignorujący kanon domniemania niewinności w sprawie mandatów karnych – zwrócono uwagę. – Przedsiębiorcy w warunkach bezprecedensowego kryzysu są bezprawnie sankcjonowani i zmuszeni do odwoływania się do sądu – zaznaczono.

– W odpowiedzi na obywatelskie nieposłuszeństwo właścicieli firm występujących przeciwko bezprawnie narzuconym im obostrzeniom, oferujemy pakiet wsparcia KPB. Zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy: [email protected] – poinformowano.

Na czele Kongresu Polskiego Biznesu stoi polityk Konfederacji, ekonomista dr Sławomir Mentzen. We władzach KPB zasiadają też inni politycy tej formacji jak Marcin Sypniewski, Robert Iwaszkiewicz czy Bartłomiej Pejo, jak również Dariusz Szumiło z Instytutu Misesa.

Twitter, Kongres.biz

Dodano w Bez kategorii

W związku z przeciążeniem czeskich krematoriów w dobie koronawirusa, tamtejszy rząd zakazał przywożenia na kremację zwłok z zagranicy. Sprawa dotyczy przede wszystkim ośrodków przygranicznych. Swoje rekomendacje podało w komunikacie czeskie ministerstwo rozwoju regionalnego.

– Od 12 do 22 stycznia zakazany będzie przywóz zwłok z sąsiednich państw (w szczególności z Polski, Austrii i Niemiec), co dla przygranicznych krematoriów stanowiło od dłuższego czasu komercyjny zwyczaj. Nie ogranicza to prawa do pochowania tych ciał w ziemi. I nie jest zwłaszcza żadną przeszkodą dla repatriowania zwłok zmarłych Czechów – poinformowało czeskie ministerstwo rozwoju regionalnego w komunikacie.

Zobacz także: Rząd przedłużył obostrzenia w Polsce. Winna mityczna „trzecia fala pandemii”

Jak podano, decyzja czeskiego rządu zapadła w reakcji na odesłanie z przeciążonego krematorium w Ostrawie zwłok 58 osób do spopielenia w inne miejsce. – Przyczyną naszych działań jest zakładany wzrost liczby zgonów w ciągu następnych dwóch miesięcy i związana z tym ewentualność maksymalnego dopuszczalnego obciążenia niektórych krematoriów. Obciążenie to będzie śledzone i koordynowane w odniesieniu do całej republiki, by nie zdarzały się takie problemy jak w przypadku (obejmującego Ostrawę) kraju morawsko-śląskiego – podkreśliła minister rozwoju regionalnego Klara Dostalova.

Wprowadzony zakaz może zostać przedłużony. Ministerstwo podwyższyło też krematoriom limity emisyjne i rekomenduje zwiększenie ilości spopielanych zwłok z 700 do 800 dziennie.

Pod koniec grudnia informowaliśmy o przeciążeniu niemieckich krematoriów.

interia.pl

Dodano w Bez kategorii