/ pixabay

Brytyjscy naukowcy doszli do wniosku, że ozdrowieńcy zyskują maksymalnie pięciomiesięczną barierę przed ponownym zakażeniem. Badacze zalecają jednak takim osobom stosowanie się do rządowych restrykcji. Mają oni posiadać zdolność zarażenia innych koronawirusem, którego przeciwciała znajdują się w drogach oddechowych.

Eksperci z publicznej służby zdrowia (PHE) w Wielkiej Brytanii przez kilka ostatnich miesięcy badali wpływ koronawirusa na człowieka. Naukowcy chcieli ustalić czy osoba, która przebyła już tą chorobę może zostać ponownie zarażona. Dopiero teraz po badaniach na kilku tysiącach osób ustalono faktyczne skutki przebycia choroby.

Zobacz także: Krakowski kościół zagrożony desakralizacją. Wierni protestują

Brytyjczycy dowiedli, że ozdrowieńcy pozyskują maksymalnie pięciomiesięczną odporność nim ponownie zarażą się wirusem. Naukowcy straszą jednak, czym ma grozić nie przestrzeganie rządowych restrykcji przez takie jednostki.

“Wiemy teraz, że większość tych, którzy byli zarażeni koronawirusem i wytworzyli przeciwciała, jest chroniona przed ponowną infekcją” – ostrzegała Susan Hopkins, medyczny doradca z brytyjskiej publicznej służby zdrowia.

Ozdrowieńcy stanowią ryzyko dla innych?

Pomimo przebycia COVID-19 naukowcy przestrzegają ozdrowieńców przed nieprzestrzeganiem zasad sanitarnych. Mają oni stanowić istotne zagrożenie dla otoczenia. Posiadają bowiem przeciwciała wirusa w drogach oddechowych przez, które mogą zostać zakażone inne osoby.

“Po wyleczeniu się z infekcji, ponowna ciężka choroba COVID-19 jest mało prawdopodobna, ale nadal istnieje ryzyko ponownego zarażenia się koronawirusem i zarażenia nim innych” – podkreśliła Hopkins.

W ubiegłym roku w okresie od czerwca do listopada przebadano około 21 tysięcy członków personelu medycznego. W chwili badania na koronawirusa chorowało wówczas 6 600 osób. Zaledwie 44 osoby zaraziły się ponownie wirusem, w ciągu następnych 5 miesięcy od wyleczenia. Wśród pozostałej grupy 14 tysięcy osób, 318 z nich miało przypadki infekcji dróg oddechowych.

“Zmniejsza to ryzyko ponownego zarażenia się koronawirusem o przynajmniej 80 procent. Nie ma jednak stuprocentowego bezpieczeństwa. W wymazach z nosa u osób, które już raz przeszły COVID-19, stwierdziliśmy tak silne infekcje, że przekazanie koronawirusa innym jest bardzo prawdopodobne” – przekonuje Brytyjka.

wp

Dodano w Bez kategorii
zakładanie kajdanek

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay.com

Sąd Okręgowy w Łodzi skazał 55-letniego mężczyznę na rok bezwzględnego pozbawienia wolności. Wszystko przez to, że kilka miesięcy temu uciekł przez okno ze szpitala w Zgierzu, choć miał koronawirusa.

Prokurator domagał się trzech lat więzienia. Uznał, że oskarżony sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób, powodując zagrożenie epidemiologiczne i szerzenie się choroby zakaźnej. Sąd zasądził niższą karę.

Mężczyzna w momencie ucieczki ze szpitala nie wiedział, że ma koronawirusa. Miał zrobiony test i czekał na jego wynik. Okazał się dodatni.

Obrona wniosła o uniewinnienie. Wskazała, że 55-latek nie wiedział, że jest zakażony, bo lekarze go o tym nie poinformowali, ani nie pouczyli, jak ma się zachować w takiej sytuacji. Sąd jednak uznał, że miał świadomość, że może być zakażony koronawirusem, bo opuścił szpital przez okno, a nie przez drzwi.

Zobacz także: Krakowski kościół zagrożony desakralizacją. Wierni protestują

– Stopień społecznej szkodliwości tego czynu był bardzo wysoki. Ze strony oskarżonego była to skrajna nieodpowiedzialność i skrajne lekceważenie reguł bezpieczeństwa i niedbanie o zdrowie innych. Dlatego taki czyn wymaga napiętnowania – podkreślił sędzia Adam Karowicz w ustnym uzasadnieniu wyroku.

Mężczyzna uciekł przez szpitalne okno i pojechał autobusem do Łodzi, bez jakiejkolwiek osłony ust i nosa. Wyrok jest nieprawomocny. Prawdopodobnie obie strony wniosą od niego odwołanie. Co ciekawe, 55-latek aktualnie odbywa karę w innej sprawie.

rp.pl

Dodano w Bez kategorii
Laptop.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. unsplash.com

– Jeśli ludzie nie zgadzają się z naszymi zasadami i ich egzekwowaniem, mogą po prostu przejść do innego serwisu internetowego – napisał Jack Dorsey, współzałożyciel i dyrektor generalny Twittera.

Szef Twittera w serii wpisów odniósł się do ostatnich przypadków blokowania konserwatywnych kont w tym portalu społecznościowym. Najgłośniejszym było zablokowanie prezydenta USA Donalda Trumpa. – Nie świętuję ani nie czuję dumy z tego, że musieliśmy zbanować Donalda Trumpa na Twitterze – stwierdził. – Po wyraźnym ostrzeżeniu, że podejmiemy to działanie, podjęliśmy decyzję, opierając się na najlepszych informacjach, jakie posiadaliśmy, na podstawie zagrożeń dla bezpieczeństwa fizycznego – napisał.

Zobacz także: Krakowski kościół zagrożony desakralizacją. Wierni protestują

– Jeśli ludzie nie zgadzają się z naszymi zasadami i ich egzekwowaniem, mogą po prostu przejść do innego serwisu internetowego – zakomunikował Dorsey. W ostatnich dniach konkurencyjny wobec Twittera portal Gab zanotował milion nowych użytkowników. Zapewne rosną też statystyki innych portali tego typu jak Minds. Trudno się spodziewać, żeby po takich słowach ten trend został odwrócony. Twitter traci też na amerykańskiej giełdzie.

Dodano w Bez kategorii

Izba Reprezentantów w stosunku głosów 231:197 zdecydowała o wszczęciu procedury immpeachmentu wobec ustępującego prezydenta USA Donalda Trumpa. Za głosowali Demokraci, a także 10 Republikanów.

Izba Reprezentantów oskarża Donalda Trumpa o „podżeganie do powstania”. Wniosek jest następstwem zajść w Kapitolu sprzed kilku dni. – Wiemy, że prezydent Stanów Zjednoczonych wzniecił to powstanie, ten zbrojny bunt przeciwko naszemu wspólnemu krajowi, musi odejść – twierdzi szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi z Partii Demokratycznej.

Jak już informowaliśmy, Trump krytycznie odniósł się do wydarzeń, jakie zaszły w Kapitolu. – Tak jak wszyscy Amerykanie jestem oburzony przemocą, bezprawiem i chaosem. Demonstranci, którzy dostali się na Kapitol, zhańbili siedzibę amerykańskiej demokracji. Do tych, którzy byli zaangażowani w przemoc i niszczenie: nie reprezentujecie naszego państwa; a do tych którzy złamali prawo: zapłacicie – powiedział prezydent USA.

Teraz wydał kolejne oświadczenie. – Żaden mój wyborca nie może popierać politycznej przemocy, ani okazywać braku szacunku dla naszych wartości – podkreślił. Prezydent stwierdził, że w USA „nie ma miejsca na przemoc i wandalizm”, a w czynieniu Ameryki lepszą „zawsze chodziło o ochronę praworządności, wspieranie praw kobiet i podtrzymaniu naszych najważniejszych wartości”. Zaapelował o łagodzenie sporów.

Zobacz także: Kongres Polskiego Biznesu wesprze przedsiębiorców, którzy wznowią działalność

– Prezydent Trump za siedem dni odejdzie. Spróbujmy uleczyć ten naród. (…) To tylko wywoła nienawiść i ogień bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Miejmy sumienie. Ludzie są ważniejsi od polityki. Zjednoczmy ten kraj – powiedział z kolei republikanin z Missouri Jason Smith podczas debaty w Izbie Reprezentantów.

magnapolonia.org, pch24.pl

Dodano w Bez kategorii
Robert Bąkiewicz

PREZES MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI / fot. Media Narodowe

– Dostaliśmy pozew od Roberta Bąkiewicza. Uważa, że w artykułach – moim i Adama Leszczyńskiego o obronie kościołów przed protestami “Strajku kobiet”, został przedstawiony „jako ten, który organizuje bojówki, czy też stosuje przemoc fizyczną wobec kobiet”. Chce 10 tys. zł i przeprosin – poinformowała Bianka Mikołajewska, wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press.

– Dziennikarka Oko.Press zdziwiona, że za publikowanie kłamstw dostaje się pozwy – skomentował w mediach społecznościowych Robert Bąkiewicz. Pod jego wpisem pojawiło się wiele komentarzy popierających złożenie pozwu. – Lewactwo chciałoby być bezkarne – skomentował były poseł Marian Piłka. – Tylko 10 tysięcy? Ja bym pozwał i zażądał 100 tysięcy. Na Marsz Niepodległości. 😀 – napisał Piotr Strzembosz ze Stowarzyszenia “Wiara i Czyn”.

Dziennikarka Oko Press zdziwiona, że za publikowanie kłamstw dostaje się pozwy.

Opublikowany przez Roberta Bąkiewicza Wtorek, 12 stycznia 2021

Sprawa dotyczy dwóch tekstów portalu Oko.press z jesieni ubiegłego roku. W pozwie podkreślono, że godzą one w dobro osobiste Roberta Bąkiewicza „zarówno jako osoby prowadzącej wieloletnią działalność społeczną, jak i prezesa zarządu Stowarzyszenie Marsz Niepodległości i Stowarzyszenia Roty Marszu Niepodległości”. Pełnomocnik Roberta Bąkiewicza Stefan Saczkowski stwierdza w uzasadnieniu, że artykuły OKO.press „wykształcają w odbiorcach błędne przekonanie i podważają dobre imię oraz renomę powoda”, a także „narażają go na utratę zaufania w sferze jego działalności społecznej”.

W pozwie przedstawiono żądania:

  • zadośćuczynienia w wysokości 10 tys. zł z odsetkami od dnia wniesienia pozwu,
  • przeprosin na stronie głównej OKO.press („bez zabiegów umniejszających rangę, znaczenie i powagę tekstu”)
  • oraz usunięcia na rok spornych tekstów ze strony internetowej OKO.press.

Zobacz także: Krakowski kościół zagrożony desakralizacją. Wierni protestują

Pełnomocnik Roberta Bąkiewicza podkreśla, że nie ma interesy społecznego, żeby kłamliwe artykuły oko.press były nadal dostępne w internecie. Co ciekawe portal, po otrzymaniu informacji o pozwie opublikował kolejny artykuł, w którym podtrzymuje zaskarżone tezy.

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Facebook

Mieszkańcy podwarszawskich Ząbek są poruszeni zabójstwem 67-letniego pana Stanisława. Mężczyzna od wielu lat prowadził popularny w okolicy warzywniak. Tam też został zaatakowany. W wyniku odniesionych ran zmarł. Policja podejrzewa motyw rabunkowy. Wnuk zmarłego oferuje 20 tys. zł nagrody za wskazanie sprawcy. – Znajdę cię, choćbym miał oddać wszystko – zapowiedział, zwracając się do poszukiwanego mordercy.

Do tragedii doszło w ostatnią niedzielę. Około godz. 19, tuż przed zamknięciem warzywniaka, wtargnął do niego młody mężczyzna. Zażądał pieniędzy i zaczął okładać emeryta najprawdopodobniej metalową pałką. Bił, aż mężczyzna upadł na ziemię. Następnie sprawca okradł sklep i uciekł. Sprawcy na razie nie złapano. Nagrodę za pomoc w jego ujęciu zaoferował już wnuk ofiary.

Zobacz także: Kongres Polskiego Biznesu wesprze przedsiębiorców, którzy wznowią działalność

Wszystko widział przejeżdżający ulicą kierowca. Zanim jednak zawrócił, zaparkował i dobiegł, sprzedawca był już prawie nieprzytomny. Trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie i ok. godz. 23 zmarł. Przed warzywniakiem w tym tygodniu ustawiono wiele zniczy, przychodzili ludzie wstrząśnięci nagłą śmiercią szanowanego sprzedawcy.

Opublikowany przez Agnieszkę Strzembosz Poniedziałek, 11 stycznia 2021

– Jeśli ktoś ma jakieś informacje na temat napadu na mojego dziadka, płacę 20 tys. zł od ręki – napisał wnuk pana Stanisława. – To był człowiek, który pomagał ludziom. Był po prostu człowiekiem. Kto go znał, ten wie, że nie zasłużył na to. Znajdę cię, choćbym miał oddać wszystko, co mam. Nie zniszczę życia sobie, ale tobie tak – podkreślił.

Jak się okazuje, to nie pierwszy przypadek takiej agresji w Ząbkach w ostatnim czasie. – Wsłuchując się w głosy mieszkańców dotarły do mnie informacje o licznych napaściach na kobiety, kradzieże, pobicia, notoryczne kradzieże tablic rejestracyjnych czy podpaleniach samochodów. Na dzisiejszej odprawie pan komendant KP Ząbki przekazał natomiast dane liczbowe, z których wynika, że statystyki przestępstw na terenie Ząbek zmalały w 2020 roku w stosunku do roku 2019 – poinformowała burmistrz Ząbek Małgorzata Zyśk. – Mając na uwadze występujące wśród mieszkańców poczucie zagrożenia, zwróciłam się również z prośbą o zintensyfikowanie na terenie miasta patroli policyjnych – stwierdziła.

Teraz widać jak Pan Stasio był lubiany. Będzie nam go bardzo brakowało! Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie…..

Opublikowany przez Agnieszkę Strzembosz Poniedziałek, 11 stycznia 2021

wp.pl

Dodano w Bez kategorii

Szerokim echem w mediach obiła się informacja o niestosownych zachowaniach działaczy Prawa i Sprawiedliwości w Wałbrzychu. Afera dotarła do świadomości prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który postanowił rozwiązać tamtejsze struktury oraz wyrzucić niesfornych działaczy.

Wczoraj portal Wirtualna Polska zamieściła stenogram rozmów pomiędzy działaczami Prawa i Sprawiedliwości z Wałbrzycha. Spór tamtejszych polityków dotyczył postaci Kamila Zielińskiego, który został skierowany do raportowania nowemu Pełnomocnikowi Okręgowemu nr. 2 Michałowi Dworczykowi o bieżących problemach.

Zobacz także: Władza może więcej. Stoki zamknięte… ale nie dla Emilewicz z rodziną

Po ujawnieniu wewnętrznego konfliktu, prezes PiS Jarosław Kaczyński postanowił rozwiązać wałbrzyskie struktury partyjne oraz wykluczyć z ugrupowania tamtejszych działaczy.

“Na wniosek Pełnomocnika Okręgowego PiS okręgu nr 2 w Wałbrzychu Michała Dworczyka, decyzją Prezesa PiS z dnia 12 stycznia 2021 r. nastąpiło rozwiązanie organizacji terenowej PiS w mieście Wałbrzych oraz wykluczenie wszystkich członków PiS w Wałbrzychu” – potwierdza szef Komitetu Wykonawczego PiS, Krzysztof Sobolewski.

Afera w Prawie i Sprawiedliwości

Początek konfliktu w wałbrzyskich strukturach Prawa i Sprawiedliwości datowany jest na ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego, gdy mandat europosła uzyskała minister Anna Zalewska – dotąd rządząca wałbrzyskim PiS-em. Jako że Zalewska wyjechała do Brukseli, to szefem regionu został Michał Dworczyk.

Kilku działaczy sprzeciwiło się osobie Kamila Zielińskiego, który zastępował w koordynacji Michała Dworczyka, przebywającego na stale w Warszawie, gdzie kieruje Kancelarią Premiera. Napisano również specjalna petycję do Prezesa PiS, aby ten odsunął od obowiązków wspomnianego Zielińskiego. Jednym ze zwolenników takiego obrotu spraw był Radosław Łoziński, który ujawnił mediom aferę.

“Ja doceniam, że jesteś odważny k… chłop i nie spier… jak reszta, ale nie prowokuj tam, gdzie cię nie potrzeba, bo, k…, człowieku, zniszczą cię. Do czego ci to potrzebne? (…) Nie działaj przeciwko, stań sobie, k…, stań sobie grzecznie z boku. Podpisałeś petycję, k…, a po co? Do czego? 10 osób was podpisze na 100? (…) i później do kogo się będą przypie…” – powiedział Janusz Czyż, będący prywatnie ojczymem Kamila Zielińskiego.

W ostrzejszych słowach wypowiedział się obecny na spotkaniu Bartłomiej Grzegorczyk – były doradca wojewody dolnośląskiego – “Czuję się oszukany przez ciebie, bo nie na to liczyliśmy, stąd moje zaproszenie. (…) Życie ci niemiłe?” – powiedział dwuznacznie polityk PiS.

“To było rozpatrywane od samej góry, k…, od samej góry. I powiedziane jest tak: masz robić tak, by było dobrze. I tyle. I nikt nam tu nie wejdzie – ani pani marszałek, a panią europoseł będziemy tylko zapraszać i nie będzie mogła mieszać (…)” – wyjaśnił kompetencje w regionalnych strukturach Janusz Czyż.

“Jesteśmy tak samo pazerni jak reszta”

Ojczym Kamila Zielińskiego podczas prywatnego spotkania trójki działaczy regionalnych, stwierdził bez cienia wątpliwości, że na pierwszym miejscu jest zwolennikiem prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To był jedyny powód do jego obecności w strukturach partyjnych.

“Ja zawsze stałem z boku PiS i zawsze mi się to nie podobało. Mówiłem o tych ludziach, co wszyscy wiedzą, że tacy sami ludzie jesteśmy jak ci w PO czy SLD. Niczym się nie różnimy i każdy jest k… pazerny, każdy by coś chciał, tylko różnimy się szefami, którzy, k…, mają jakieś tam wiesz…” – wyznał.

Radosław Łoziński przekazał nagrane rozmowy telewizji Dami. Dziennikarze Gazety Wyborczej skontaktowali się też z Kamilem Zielińskim, którego dotyczy rozmowa. Jednakże ten nie udzielił żadnych szczegółowych wyjaśnień.

wp

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Wikimedia Commons

Lewicowy “Kolektyw Wesoła” postuluje, żeby zdesakralizować krakowski kościół pw. Niepokalanego Poczęcia NMP i zmienić go w „kombinat artystyczny”. Naprzeciw tym oczekiwaniom wychodzi propozycja aktualnego właściciela świątyni – miasta Krakowa – aby zmienić plan zagospodarowania przestrzennego. W tej sprawie napływają protesty.

Jak doszło do tego, że miasto stało się właścicielem kościoła? – Do roku 2020 kościół stanowił własność Szpitala Uniwersyteckiego. W 2020 r. cały teren od ul. Kopernika do Grzegórzeckiej, ograniczony ul. Śniadeckich i Blich, przejęło miasto. Jest to dziewięć hektarów, na których w XIX wieku rozlokował się cały kompleks klinik uniwersyteckich. Miasto wykupiło cały teren, łącznie z klasztorem i kościołem, z powodu przenoszenia szpitala do nowocześniejszych i większych budynków na Prokocimiu, na obrzeżach miasta – wyjaśnia Tomasz Kisiel, członek Korporacji Akademickiej Akropolia Cracoviensis oraz wierny duszpasterstwa tradycji katolickiej przy kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Krakowie. Istnieje jednak szansa, że krakowski magistrat przekaże świątynię w ręce tamtejszej archidiecezji. – Wiemy, że rozmowy są prowadzone i archidiecezja proponuje zamianę nieruchomości – ujawnia Kisiel.

Tymczasem napływają kolejne protesty przeciw możliwości desakralizacji kościoła. – Do 25 stycznia jest czas na zgłaszanie uwag do planu. Co ważne, może to zrobić każdy – osoba fizyczna, prawna, również stowarzyszenia, nawet niepochodzące z Krakowa. Dlatego staramy się docierać do organizacji katolickich czy zajmujących się dziedzictwem kulturalnym czy narodowym z prośbą o wsparcie naszych postulatów. Na naszej stronie http://npnmp.org/ można znaleźć wzór takiej uwagi, który można wysłać bez zmieniania argumentacji, ponieważ w praktyce liczy się ilość – wyjaśnia Tomasz Kisiel. Swój apel “do wszystkich osób decydujących w tej sprawie o ocalenie obecnego charakteru i funkcji tej świątyni” wystosowało Stowarzyszenie “Wiara i Czyn”. Pismo podpisane przez prezesa tej organizacji – Krzysztofa Kawęckiego oraz wiceprezesa Piotra Boronia – dotarło do radnych miasta i dzielnicy, prezydenta Krakowa i arcybiskupa metropolity krakowskiego. Zostało także przekazane mediom. Swój list wysłał również były poseł, prof. Józef Brynkus. Wystosował go do Prezydenta RP i Krakowa oraz metropolity krakowskiego. – Kraków nie jest miastem laickim, jego historia, ale też dzisiejszość związane są z wiarą katolicką. Broniąc sakralnego charakteru kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, bronimy też katolickiego charakteru królewskiego miasta – podkreślił w dokumencie.

W kwietniu 2020 r. abp Marek Jędraszewski wyznaczył krakowski kościół na Wesołej jako miejsce sprawowania liturgii przez duszpasterstwo wiernych tradycyjnej liturgii, która dotychczas była sprawowana w kościele pw. Świętego Krzyża. – Krakowskie duszpasterstwo liczy ok. 1000 osób – zaznacza Tomasz Kisiel. – Oprócz kultu Bożego, sakramentów mamy również duszpasterstwo akademickie, katechezy. Trzeba też podkreślić działalność muzyczną. Zarówno miasto, jak i lewicowi aktywiści mówią o przeznaczaniu kościoła na Wesołej na działalność kulturalną – tymczasem ona już ma tam miejsce! Chorał gregoriański, utwory klasyków grane na organach, prowadzona przez nas schola gregoriańska, wysokiej klasy organista… Poziom oprawy muzycznej liturgii jest bardzo wysoki i nie trzeba zmieniać przeznaczenia kościoła, żeby kultura muzyczna się rozwijała – stwierdza. – Duszpasterstwo tworzą osoby chodzące na msze do tego kościoła co niedzielę, tak jak normalnie do swojej parafii. Chodzą co niedziela, przyjmują sakramenty, jest cała masa ślubów i chrztów – podkreśla. – Duszpasterstwo to po prostu stała grupa, która od lat uczęszcza na te msze święte. Grupa wiernych jest stosunkowo młoda, jest wiele rodzin z dziećmi, co oznacza, że duszpasterstwo ma przyszłość. Jest spora nadzieja, że przez długie lata kościół będzie utrzymywany – jeżeli pozostanie miejscem, w którym duszpasterstwo sprawuje swoją liturgię. Msze święte w dni powszednie też mogą się odbywać, choć wymagana jest zgoda dyrekcji szpitala na otwarcie kościoła. Gdybyśmy mieli sytuację, w której kościołem włada archidiecezja, na pewno odprawiano by msze zarówno w dni powszednie, jak i w niedzielę. Jak długo jednak kościół nie jest własnością archidiecezji, tak długo sytuacja jest niepewna – zaznacza.

Ostatnie wydarzenia dodały kościołowi pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Krakowie ogólnopolskiej popularności. To, jak się potoczy jego historia dalej, zależy w dużej mierze od władz miasta, zaangażowania obrońców świątyni i archidiecezji.

adeste.org, pressmania.pl

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Polski rząd od ubiegłego roku wprowadza unijny program Zielony Ład, który polega na zamknięciu tradycyjnych źródeł energii elektrycznej i postawienie na alternatywy. Górnicy odrzucili jednak projekt Ministerstwa Aktywów Państwowych, uważając go za niepoważny. Dalsze rozmowy ze związkowcami mają rozpocząć się 25. stycznia.

Dzisiaj odbyło się spotkanie pomiędzy przedstawicielami rządu, przedsiębiorcami oraz związkowymi górniczymi. Jednak kolejna tura negocjacji trwała zaledwie godzinę. Kolejne ma się odbyć już 25. stycznia. Jak zaznaczył wiceminister Aktywów Państwowych, rozmowy opierać się będą na dostarczonej wcześniej umowie społecznej.

Zobacz także: USA: Demokraci chcą zmienić hymn narodowy na… „czarny”

“Umówiliśmy się, że 25 stycznia wrócimy do rozmów, i że rozmawiać będziemy nad projektem umowy społecznej, który strona społeczna nam do końca tego tygodnia dostarczy. Zobaczymy, co w nim będzie” – wyjaśnił wiceminister Artur Soboń.

Górnicy odrzucili propozycje ministerstwa

Rozmowy górników z rządem trwają od końca ubiegłego roku. Celem tych spotkań jest stworzenie nowej umowy ze związkami i przedsiębiorcami, która regulowałaby wdrażanie unijnego projektu Zielony Ład, mającego na celu likwidację m.in. kopalń węgla i elektrowni węglowych.

Jednym z negocjatorów od strony związkowców jest szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności, Dominik Kolorz. Jego zdaniem od wyznaczonej daty 25. stycznia ruszą zmożone negocjacje z rządem. Zaznaczył, ze związkowcom zależy na wykreowaniu odpowiedniej umowy społecznej do połowy lutego. Wówczas to mogłaby ona zostać przesłana do Komisji Europejskiej w celach jej akceptacji.

“Dzisiaj strona związkowa oświadczyła stronie rządowej, że projekt sygnowany przez MAP, dotyczący umowy społecznej, jest dla nas całkowicie nie do zaakceptowania i nie będziemy nad tym projektem pracować. Jednocześnie poinformowaliśmy stronę rządową, że najpóźniej do piątku, do godzin popołudniowych, przedstawimy swój własny projekt umowy społecznej dotyczący transformacji” – powiedział Kolorz.

Nie pozostawił on jednak suchej nitki na przedstawicielach rządu, który jego zdaniem zaproponował nieodpowiednie rozwiązania – “Z całym szacunkiem, ale to, co przedstawił rząd, to była kpina ze Śląska i kpina z ewentualnego losu dziesiątek tysięcy ludzi. Umówiliśmy się, że już takie bardzo właściwe negocjacje – mamy nadzieję, że bardzo merytoryczne (…) – rozpoczną się “longiem” 25 stycznia” – skwitował.

interia

Dodano w Bez kategorii

/ fot. TT/@BIPolska

W dobie panujących utrudnień nałożonych przez rząd ze względu na koronawirusa, fiskus utrudnia przedsiębiorcom rozliczanie się ze swojej działalności. Roczne zeznania podatkowe nie będą dla nich dostępne w formie elektronicznego formularza. Zaletą funkcjonowania e-PITu jest trzymiesięczny okres oczekiwania na zwrot środków.

Ministerstwo Finansów informuje, że przedsiębiorcy będą mieli utrudnione zadanie przy składaniu elektronicznego rozliczenia z PITem. Jak dotychczas nie uruchomiono takiej możliwości dla tej grupy społecznej w przeciwieństwie do osób fizycznych.

Zobacz także: Kongres Polskiego Biznesu wesprze przedsiębiorców, którzy wznowią działalność

“Przygotowanie e-PIT-u dla przedsiębiorców jest zadaniem o wiele bardziej skomplikowanym niż przygotowanie takiego rozwiązania dla osób fizycznych. W przypadku przedsiębiorców mamy do czynienia z dochodami z różnych źródeł, czasami takimi, do których my na tym etapie przygotowywania formularza nie mamy dostępu” – wyjaśniała rzecznik prasowa Ministerstwa Finansów.

Fiskus blokuje dostęp do e-PITu

Urząd Skarbowy udostępni elektroniczną możliwość dopiero po jej opracowaniu. Nawet szybkie złożenie rozliczenia w standardowy sposób nie skróci okresu zwrotu podatku. Czas trzymiesięcznego oczekiwania rozpocznie się bowiem od 15 lutego.

“Nie wykluczamy w przyszłości pojawienia się takiego rozwiązania, że to będzie e-PIT dla przedsiębiorców częściowo wypełniony przez skarbówkę, który oni będą musieli dodatkowo uzupełnić tymi danymi, jakie są w ich posiadaniu” – poinformowała Iwona Prószyńska.

Rzecznik prasowa resortu finansów dodała, że terminy ws. rozliczeń i zwrotów nadpłaconych podatków wynikają z przepisów. Regulacje są takie same zarówno dla osób fizycznych, jak i przedsiębiorców.

radiomaryja.pl

Dodano w Bez kategorii