– Minister Gowin nie raczy odpowiedzieć na naszą prośbę o spotkanie w sprawie uruchomienia wyciągów. Nic się nie dzieje w naszej sprawie – poinformowała rzeczniczka Stowarzyszenia Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne (PSNiT) Sylwia Groszek. Przedsiębiorcy jednak nie czekają z założonymi rękami i podejmują kolejne kroki.

Wicepremier, minister pracy, rozwoju i technologii Jarosław Gowin ignoruje apele branży narciarskiej o spotkanie. – Ministerstwo rozwoju ma czas na spotkania z innymi przedsiębiorcami, ale nie z branżą narciarską – podkreśliła Sylwia Groszek. – Nie będziemy czekać na ministra Gowina, aż skończy się sezon narciarski i swoją prośbę o spotkanie skierowaliśmy także do premiera Morawieckiego – wyjaśniła rzeczniczka PSNiT.

– Jesteśmy odpowiedzialną branżą więc, nie będziemy się angażować w różne grupy protestów i otwierali wyciągów – poinformowała. – Zagadką jest dla nas, dlaczego rząd zmienił wcześniejszą decyzję o otwarciu stoków po 17 stycznia, właściwie z dnia na dzień, zaskakując nas totalnie – zaznaczyła.

Zobacz także: Niemcy: Godzina policyjna jest „możliwym środkiem”

– Sytuacja jest patowa. Branża narciarska może zarobić tylko w zimie – podkreśliła. – Jeżeli w najbliższych dniach nie uruchomimy wyciągów to czekają nas lawinowe upadłości – poinformowała. – Mowa tu nie tylko o małych wyciągach, ale też o największych stacjach. Wszystkie urządzenia techniczne, wyciągi, armatki, będzie można wysłać na złom – zaznaczyła.

Wicepremier Gowin nie znalazł czasu na spotkanie z branżą narciarską. Znalazł jednak na poinformowanie, że przedsiębiorcy, którzy wbrew decyzjom rządu otworzą swoje biznesy, muszą się liczyć z wyłączeniem z Tarczy Branżowej i Finansowej. Już od soboty urzędnicy ministerstwa rozwoju dzwonią do firm zapowiadających otwarcie i przekonują, że to zły pomysł. Jeżeli to nie pomoże, to do każdej otwartej wbrew zakazom firmy ma przyjść kontrola policji i sanepidu. Każdy ma dostać ostrzeżenie. Jeśli okaże się, że jest ono ignorowane, to zacznie się nakładanie mandatów. Każdy taki przedsiębiorca może spodziewać się też kontroli innych aspektów działalności: czyli kontroli BHP, przeciwpożarowej, podatkowej czy prawa pracy.

rmf24.pl

Dodano w Bez kategorii

Lider rosyjskiej opozycji, Aleksiej Nawalny tuż po przylocie do kraju został wczoraj aresztowany przez Federalne Służby Więzienne. Sąd przychylił się do wniosku służb o miesięczne aresztowanie polityka posądzanego o defraudacje pieniędzy. Moskiewski sąd ma zająć się sprawą już 29. stycznia.

Wczoraj w godzinach wieczorny do Moskwy przybył lider rosyjskiej opozycji, który do tej pory przebywał w berlińskim hospicjum po próbie otrucia. W sprawę zamachu na jego życie oskarżone zostały rosyjskie władze na Kremlu.

Tuż po wylądowaniu samolotu, Aleksiej Nawalny został aresztowany przez Federalne Służby Więzienne, które już w piątek informowały o tym fakcie. Pomimo tego rosyjski polityk postanowił wrócić do kraju.

Zobacz także: Niemcy: Godzina policyjna jest „możliwym środkiem”

W poniedziałek rosyjski sąd zadecydował się na udzielenie aresztu do 15. lutego dla mężczyzny skazanego za defraudację pieniędzy. Posiedzenie odbyło się w podmoskiewskim więzieniu.

Aleksiej Nawalny z poważnym wyrokiem

O umieszczenie Nawalnego w areszcie wnioskowała Federalna Służba Więzienna (FSIN). Chce ona, by Nawalny pozostał w areszcie śledczym do czasu, gdy rozpatrzony zostanie jej wniosek o zamianę wydanego wobec niego w 2014 roku wyroku w zawieszeniu na bezwzględne wykonanie kary, czyli pozbawienie wolności. Według mediów sąd zajmie się tym wnioskiem 29 stycznia.

Aleksiej Nawalny został w 2014 roku skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat za domniemaną defraudację funduszy firmy Yves Rocher. W tym procesie współoskarżonym był jego brat Oleg Nawalny, któremu sąd nie zawiesił wykonania kary i który odbył wyrok w kolonii karnej.

interia

Dodano w Bez kategorii

Ze strony rosyjskiej padła stanowcza odpowiedź wobec zarzutów o szpiegostwo postawionym dwóch Rosjanom w Holandii. W ramach retorsji z Rosji wydalono dwóch holenderskich dyplomatów.

W grudniu zeszłego roku holenderskie władze zarzuciło dwóm dyplomatom z Rosji powiązanie z siatką szpiegowską. Mieli oni pozyskiwać wiedzę ze świata nauki i technologii. Wobec tego zastosowano wobec nich odpowiednie kroki dyplomatyczne.

Zobacz także: Matze: „Giganci technologiczni nie dawali sygnału o nieścisłościach”

Rosjanie postanowili “odwdzięczyć się” Holendrom wydalając dwóch dyplomatów z kraju. Holendrzy mają dwa tygodnie na opuszczenie Rosji – “Do MSZ wezwano holenderskiego charge d’affaires, któremu przekazano stanowczy protest w związku z uznaniem przez władze Holandii za osoby niepożądane dwóch rosyjskich dyplomatów” – informuje rosyjski resort dyplomacji.

Moskwa uważał podejście Holendrów za nieprzyjazne, a samo oskarżenie dwóch Rosjan o szpiegostwo uznano za prowokacyjny krok. Stwierdzono również, że nadszedł nowy etap antyrosyjskiej histerii.

interia

Dodano w Bez kategorii

/ fot. @Twitter

Gazeta Wyborcza postanowiła opisać problem nielegalnej migracji do Polski oraz do krajów Zachodnich. Według zamieszczonych w poniedziałkowym artykule informacji, Warszawa ma być głównym ośrodkiem handlu ludźmi z Azji. Wietnamskie dzieci mają pracować po kilkanaście godzin jak niewolnicy.

Temat nielegalnej imigracji do Polski daje co jakiś czas oznaki ożywienia. Tym razem dziennik Gazeta Wyborcza postanowiła zamieścić dzisiaj artykuł o handlu ludźmi. Redaktor Adrianna Rozwadowska porozmawiała z dwójką reżyserów reportażu o szmuglowaniu niepełnoletnich Wietnamczyków do naszego kraju. Adrian Bartochy oraz Jan Wiece opowiadali trasie rozpoczynającej się w Azji, przebiegającej przez polska stolicę, która jest hubem dla różnych krajów europejskich.

Zobacz także: „Ubogacenie” w Szwecji. Gangi dzieci kradną na ulicach

Szef policyjnego wydziału do zwalczania przestępczości w Halle potwierdził, że Warszawa ma być głównym ośrodkiem handlu ludźmi – “Przez Warszawę przebiega ścieżka tysięcy niepełnoletnich Wietnamczyków. Nam udaje się wychwycić znikomą część” – wyjaśnił Markus Pfan.

Warszawa ośrodkiem dla azjatyckich imigrantów

Warszawska dzielnica Ochota. Jeden z bloków przy ulicy Włodarzewskiej 4 nieopodal targowiska Bakalarska. To stąd pewien Polak o imieniu Andrzej, którego personalia na potrzeby materiału, zostały zmienione, odbierał Wietnamczyków i Wietnamki, których następnie przewoził za granicę. Trasa kończyła się przy Herzstrasse w Berlinie.

Jak podaje Wyborcza, rodak w ciągu pół roku przewiózł nielegalnie blisko 200 osób. Dostawał 500 euro za jedną przeszmuglowaną osobę. Proceder ten wyszedł na jaw, gdy podczas jednego z takich transportów mężczyzna miał wypadek drogowy, a przybyła na miejsce policja znalazła w samochodzie Wietnamczyków i Wietnamki. Wówczas Polak został skazany na 3,5 roku więzienia.

Jednak jak wynika ze śledztwa, nie był on jedynym polskim przewoźnikiem, który otrzymał taką “ofertę pracy”. Dane jasno pokazują, że wielu warszawskich kierowców zna ten problem.

Wietnamczycy są rekrutowani w Europie zarówno na ulicach jak i w mediach społecznościowych. Oferuje im się zazwyczaj stawkę w wysokości 1800-2500 euro, co stanowi wielokrotność zarobków w rodzimym kraju. Zachęca ich się poprzez wmówienie takim osobom, że dzienna praca trwa do ośmiu godzin w ciągu sześciu dni w tygodniu.

Zamiast raju, niewolnicza praca

Oczywiście wszelkie zapewnienia z zamieszczonych ogłoszeń o pracę stają się swoistym mitem. Wielu Wietnamczyków myślących, że w Europie odnajdą raj na ziemi spotyka się z brutalną prawdą. Zamiast normalnego i bogatego życia otrzymują niewolniczą pracę za niskie stawki.

Jednym z takich ośrodków mało zarobkowej pracy jest podwarszawska Wólka Kosowska, gdzie Wietnamczycy pracują po kilkanaście godzin, aby spłacić dług za transport do Europy. Szyją podrabianą odzież lub zajmują się pielęgnacją na nielegalnych uprawach marihuany. Niejednokrotnie z tego kraju są zatrudniane osoby nieletnie. Wietnamczykom zabiera się również na początku ich dokumenty, aby uniemożliwić im ucieczkę z naszego kraju.

Przypomnijmy, że jesienią 2017 roku w Wólce Kosowskiej uwolnionych zostało w sumie 16 Wietnamczyków, którzy byli zmuszani do szycia podróbek znanych marek w nieludzkich warunkach.

Jak dowiedzieli się autorzy reportażu, wietnamskie dzieci, które po opuszczeniu Warszawy i okolic dostają się za granicę i zostają tam namierzone przez niemiecką policję do spraw zwalczania przestępczości, trafiają do pogotowia opiekuńczego. Tam ślad się urywa. Dlaczego? Powodem mają być ucieczki nieletnich, którzy, po zniknięciu z takiego ośrodka przepadają jak kamień w wodę i nikt ich nie szuka. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy wszystkie służby stawiane są na równe nogi do poszukiwań polskiego czy niemieckiego dziecka.

Tylko w roku 2019 służby w Polsce wpadły na trop 208 ofiar handlu ludźmi, wśród nich było 21 dzieci i nastolatków.

wawalove.wp.pl

/ Fot. pixabay

Benjamin Rothschild, głowa rodu i zarządca bankierskiej fortuny potężnej rodziny Rothschildów zmarł w piątek. The Times of Israel upamiętnił miliardera na swoich łamach, nie szczędząc mu ciepłych słów uznania i szacunku.

Benjamin Rothschild odszedł do wieczności w piątek, za oficjalną przyczynę zgonu uważa się atak serca. O śmierci bogacza jego rodzina poinformowała w sobotę. Benjamin żył jedynie 57 lat, co – jak na osobę tak majętną – wydaje się wyjątkowo krótkim okresem. Jego śmierć z żalem przyjęły izraelskie media. Już w tytule artykułu opublikowanego przez The Times of Israel dowiadujemy się, iż odszedł “wybitny członek francuskiej rodziny bankowej”.

“Rodzina mówi, że zmarł na atak serca; słynny filantrop przekazał dziesiątki milionów dolarów na cele izraelskie, w tym 22 miliony dolarów na wysiłki narodu w celu pokonania pandemii” – wylicza jego zasługi izraelski portal. “Benjamin de Rothschild, francusko-żydowski bankier, który hojnie przekazał Izraelowi darowizny, w tym 22 miliony dolarów na wysiłki tego kraju w walce z COVID-19, zmarł” – informuje z żalem TToI.

“Benjamin de Rothschild, entuzjasta żeglarstwa, oddany ojciec i wielbiciel izraelskich innowacji, również krytykował politykę podatkową Izraela po tym, jak władze zdecydowały się przeprowadzić audyt w jego firmie. W 2015 roku powiedział, że nie odwiedzi ponownie Izraela, dopóki żądanie nie zostanie zniesione” – opisuje Rothschilda izraelski portal informacyjny.

Benjamin w 1997 roku przejął spuściznę pozostawioną przez ojca, Edmond de Rotschild Group. Potężną szwajcarską instytucję finansową nazwano właśnie na cześć jego protoplasty. Grupa zatrudnia ponad 2500 pracowników na całym świecie. Żydzi wydają się być nad wyraz dumni z tak wpływowej postaci, wyraźnie podkreślając pochodzenie obrzydliwie bogatego rodu bankierów.

“Bogactwo rodziny Rotszyldów sięga XVIII wieku, kiedy Mayer Amschel Rothschild, urodzony w miejscowym żydowskim getcie, został bankierem Wilhelma IX, francuskiego szlachcica. Starszy Rotszyld przekazał swoje ogromne bogactwo swoim pięciu synom, którzy utworzyli oddzielne dynastie bankowe w Londynie, Paryżu, Frankfurcie, Wiedniu i Mediolanie” – opisuje izraelski Times, podkreślając niezastąpiony wkład rodziny w powstawanie Izraela.

“Od tego czasu rodzina pozostaje zamożna, a także ugruntowała swoją pozycję filantropijną. Darowizny Rotszyldów pomogły założyć wczesne osiedla syjonistyczne na terenie dzisiejszego Izraela, kiedy Imperium Osmańskie kontrolowało terytorium, a rodzina nadal udziela pomocy filantropijnej w Izraelu i innych miejscach”- czytamy. Artykuł ku czci bankiera zakończono prawdziwą perełką: “Dziś nazwisko Rothschild jest często przywoływane w antysemickich teoriach spiskowych”.

The Times of Israel

Dodano w Bez kategorii

/ fot. TT/@PremierRP

Szef KPRM, Michał Dworczyk przedstawił w programie “Graffiti” aktualną sytuację Polski pod kątem ilości szczepionek. “Wczoraj późnym wieczorem otrzymaliśmy harmonogram od firmy Pfizer. W tej chwili analizujemy go i staramy się dostosować nasz krajowy harmonogram do tych informacji” – tłumaczył polityk.

Już kilka dni temu media obiegła informacja, iż producent szczepionek na koronawirusa, firma Pfizer, zamierza zmniejszyć dostawy preparatu do Polski. Informację potwierdził szef KPRM, Michał Dworczyk. Wyjaśnił, iż “dostawy są w sposób znaczący zmniejszone”. “Musimy wszystko przeliczyć i uwzględnić w naszych możliwościach” – powiedział, dodając, iż o szczegółach rząd poinformuje podczas poniedziałkowej konferencji prasowej. “Mamy dzięki naszej strategii pewne możliwości działań w obszarze planowania, więc będziemy mówić o szczegółach, jak zapadną decyzje” – oznajmił.

Według informacji szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Pfizer “przewiduje zmniejszone dostawy do 8 lutego”. Dworczyk zapewnia, iż “później mają nastąpić znaczące zwiększenia dostaw, ale to są na razie tylko deklaracje”. Co ciekawe, rząd nie zamierza rezygnować ze szczepień w grupie “0”. “Szczepienie grupy 0 nie zostanie wstrzymane, ale znacząco opóźnione w tym i kolejnych tygodniach” – poinformował.

Przeczytaj również: Konfederacja zapowiada projekt ustawy antylockdownowej

“Nie zmieniamy drugiego szczepienia, mamy zapas. Nie zmieniamy także terminu rozpoczęcia szczepień masowych. 25 stycznia rozpoczyna się szczepienie seniorów powyżej 70 roku życia. Mam nadzieję, że nasze plany uda się zmodyfikować w taki sposób, żeby jedyną negatywną konsekwencją był nieco dłuższy okres dokończenia szczepienia grupy 0” – tłumaczył polityk. Prowadzący zapytał o deklarację zaszczepienia 450 tysięcy osób do piątku, podczas gdy pułap ten przekroczono dopiero w niedzielę. Dworczyk nie dostrzegł w tym jednak niesłowności rządu, lecz winę “unijnych umów”.

“Skąd mamy wziąć szczepionki, skoro funkcjonujemy w ramach unijnej umowy?” – zapytywał. “Wszystkim osobom, które mają dobre rady, żeby np. szczepić wszystkimi dawkami, którymi dysponujemy, zwrócę uwagę, że dzisiaj kraje, które tak postępowały, mają dużo większy problem niż Polska, bo nie mają drugiej dawki” – zapewniał szef KPRM. “W zapisach umowy, która została podpisana z Komisją Europejską jest punkt, który mówi o tym, że poza mechanizmem wspólnego zakupu, kraje nie będą kupowały szczepionek. Niemcy się z tego wyłamali, ale analizujemy możliwości. Nadrzędną sprawą jest zabezpieczenie szczepionek i zdrowia Polaków” – przekonywał Dworczyk.

Polsat News

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. pixabay

Pomimo sprzeciwu społeczeństw, wiele krajów Europy zaostrza restrykcje związane z epidemią. Wicekanclerz Niemiec, Olaf Scholz odpowiedział na pytania związane z korona-reżimem. Podczas, gdy przeciągające się obostrzenia stają się coraz dotkliwsze, Niemcy chcą wiedzieć, co czeka ich w najbliższej przyszłości.

Warto podkreślić, iż godzinę policyjną ze względu na koronawirusa wprowadziła np. Francja. Również poza granicami Europy sanitarny reżim staje się coraz dotkliwszy. W Kanadzie wprowadzono zakaz przemieszczania się po godzinie 20:00. Działania rządów na całym świecie wydają się zatem zmierzać w jednym kierunku. Nic zatem dziwnego, iż Niemcy zastanawiają się, czy czeka ich podobny los. Decyzja naszych zachodnich sąsiadów z kolei z pewnością nie pozostanie bez wpływu na sytuację w Polsce. Rząd wielokrotnie już powoływał się na działania “innych państw”, usprawiedliwiając swoje niekonstytucyjne zarządzenia.

Wicekanclerz Niemiec, Olaf Scholz odniósł się do nurtującego jego rodaków pytania, a jego odpowiedź wzbudziła co najmniej niepokój, ponieważ polityk nie wykluczył takowej opcji. We wtorek ma odbyć się “szczyt koronowy”, na którym zostaną podjęte kluczowe decyzje ws. ewentualnego zaostrzenia restrykcji. “Czy grozi nam godzina policyjna?” – zapytał Scholza niemiecki Bild. „To jest możliwy środek, ale nie ten, który zostanie podjęty jako pierwszy” – odpowiedział Scholz.

“Każde zaostrzenie musi być „uzasadnione”, ale nie zadziała całkowicie bez bardziej rygorystycznych zasad: „Należy podjąć dalsze środki” – przekonywał wicekanclerz. Zapewnił również, iż „Plotka, że ​​to wszystko jest zbyteczne, jest nieprawdziwa”. Również Niemcy mają bowiem dość trzymających ich za gardło obostrzeń. Polityk nie zapowiedział jednak drastycznych kroków, prognozując, iż “oczekuje przedłużenia (restrykcji – przyp. red.) tylko o 14 dni”.

Odniósł się również do kwestii pomocy finansowej dla biznesów, które są zamykane z powodu pandemii. Scholz zapowiedział “znaczny wzrosy pomocy finansowej”. „Jestem absolutnie zdeterminowany, aby współpracować z moim kolegą Altmaierem, aby po raz kolejny być bardziej hojni dzięki pomocy gospodarczej, którą zaprojektowaliśmy na ten rok”. Dodał, iż w przyszłości „kwota do 1,5 mln euro może być traktowana jako usługa miesięczna”.

Scholz zapewniał, iż władzy leży na sercu dobro przedsiębiorców. „Mamy wszelkie powody, by zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby te sektory gospodarki, które są obecnie dotknięte zamknięciem, które walczą o utrzymanie pracy swojego życia (…), które muszą płacić czynsze, stoją przed poważnymi wyzwaniami – aby były przekonane, że je wspieramy”. Zapowiedział również “pomoc dla detalistów, którzy mają towary sezonowe”.

Bild.de

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. TT/ screen

Niemcy. Na lotnisku we Frankfurcie wybuchła panika po tym, jak podróżny stał się agresywny wobec policji. Mężczyznę poproszono o założenie maseczki na twarz. Ten, rozwścieczony, krzyknął groźnie: „Zabiję was wszystkich, Allahu Akbar!”, po czym rzucił swój bagaż i próbował uciec.

W sobotę po południu lotnisko we Frankfurcie poinformowało o problemach, a Niemcy wstrzymali oddech, przerażeni wizją kolejnego ataku terrorystycznego. „Ze względu na trwającą operację policyjną, część Terminalu 1, regionalna stacja kolejowa i przejście na dworzec dalekobieżny są obecnie zamknięte na lotnisku we Frankfurcie” – napisano na oficjalnym koncie na Twitterze. Jak informują media, wpis został szybko usunięty.

Powodem, dla którego interweniowała policja był mężczyzna krzyczący “Allahu Akbar”. Poza okrzykiem charakterystycznym dla islamskich terrorystów padły groźby zabicia wszystkich na miejscu. To dało funkcjonariuszom podstawy by podejrzewać, iż podróżny może faktycznie dokonać zamachu. Agresję miała wywołać interwencja policji, która zwróciła mu uwagę, że nie ma na twarzy maseczki, co jest obowiązkowe ze względu na panującą oficjalnie pandemię. “Od razu okazał agresywne zachowanie wobec funkcjonariuszy i powiedział: „Zabiję was wszystkich, Allahu Akbar”” – powiedział rzecznik policji na lotnisku we Frankfurcie.

Jak informują niemieckie media, cała hala odlotów B została ewakuowana. Uzbrojeni funkcjonariusze mieli z kolei otoczyć podejrzanego. Zamknięto także pobliski peron. Jak donosi niemiecki Bild, 38-letni zatrzymany pochodzi ze Słowenii. Policja przekazała, iż potraktowała sytuację wyjątkowo poważnie ze względu na “agresywne zachowanie mężczyzny” i “wcześniejsze akty terrorystyczne”. “Mężczyzna początkowo próbował uciec. Porzucił swój bagaż i zaczął biec, ale poddał się, gdy tylko policja wyciągnęła broń” – czytamy.

Przeczytaj również: „Ubogacenie” w Szwecji. Gangi dzieci kradną na ulicach

Do sieci błyskawicznie trafiły nagrania z policyjnej interwencji. Na jednym z nich widać funkcjonariusza celującego do leżącego na ziemi mężczyzny. W oświadczeniu stwierdzono, iż był on “znany policji” w przeszłości, “z powodu brutalnych przestępstw”. Ze względu na rzuconą przez niego walizkę zamknięto znaczną część hali odlotów. Dopiero później specjalny oddział ustalił, iż bagaż nie zawierał materiałów wybuchowych.

https://twitter.com/FranceNews24/status/1350520948768854016?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1350520948768854016%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.bild.de%2Fnews%2Finland%2Fnews-inland%2Fflughafen-frankfurt-herrenloser-koffer-sorgt-fuer-teil-sperrung-74925460.bild.html

Niemcy nie mogą narzekać na monotonię. W tym samym czasie, gdy zatrzymywano pierwszego potencjalnego terrorystę, w Terminalu 1 zgłoszono obecność uzbrojonego mężczyzny. Z tego względu przedłużono zawieszenie działalności terminali. „Ponieważ nie można wykluczyć związku między tymi dwoma incydentami, doprowadziło to do zawieszenia i przedłużenia środków ewakuacyjnych” – poinformowała policja. Ewakuacja miała spowodować “poważne zakłócenia w ruchu lotniczym i kolejowym” na lotnisku we Frankfurcie. Ponownie otwarto obiekt dopiero o godzinie 20:00, gdy upewniono się, iż ryzyko zostało zażegnane. Aktualnie, zatrzymani są przesłuchiwani przez funkcjonariuszy.

Bild.de

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

“Ubogacenie” Szwecji jest coraz wyraźniej widoczne na każdym kroku. Entuzjastyczne i bezkrytyczne przyjmowanie przez kraj tysięcy imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu opłakane skutki. Zamiast multi-kulturalnej, tolerancyjnej Szwecji widzimy aktualnie kraj wewnętrznie rozdarty wojnami gangów, brutalnymi morderstwami czy poczynaniami szajek małoletnich złodziei.

Wszyscy zapewne pamiętają polityczną narrację, stojącą za przyjmowaniem imigrantów “jak leci” przez bogate, europejskie państwa. Migrantów przybywających nielegalnie do Europy przedstawia się po dziś dzień, jako ofiary wojny, przemocy czy nawet nietolerancji. Kraaje takie, jak Szwecja, miały być dla nich bezpiecznym azylem i schronieniem, z jednej strony oferującym niezbędną pomoc materialną, z drugiej zaś – otrzymującym dar w postaci kulturowego bogactwa i wdzięczności przybyszy. Jak to zwykle bywa w utopijnych, lewicowych projektach, “coś poszło nie tak”.

Przeczytaj również: Pakistańskie chrześcijanki porwane, zgwałcone i zamordowane. Bo nie chciały przejść na islam

Większość zapewne słyszała o, de facto, wyjętych spod szwedzkiego prawa enklawach, które bezsilne służby określają eufemistycznie mianem “wrażliwych dzielnic”. Rośnie ilość miejsc, w które nie należy się zapuszczać samotnie nie tylko po zmroku, ale i za dnia. Można by się łudzić, iż za “uprzykrzanie” życia Szwedom odpowiadają dorosłe, zdegenerowane jednostki, którym nie udało się wpoić zasad panujących w cywilizowanej Europie. Fakty zdają się jednak przeczyć tym założeniom. Okazuje się bowiem, iż coraz częściej można spotkać przypadki młodocianych gangów, napadających m.in. na swoich rówieśników. Są to grupy osób wyjątkowo “młodocianych” – ich członkowie liczą sobie – uwaga! – od ośmiu do czternastu lat. W wielu przypadkach dzieci, mogą stanowić kolejne już pokolenie “uchodźców”, którzy wciąż szczodrze oferują Szwecji swe “ubogacenie”.

W sobotę, około godziny ósmej wieczorem, 12-letni chłopiec został okradziony przed sklepem spożywczym na Starym Mieście w Köping – informuje szwedzki Samnytt. Według ofiary, w napadzie musiały uczestniczyć cztery osoby. Okradziono go “z różnych rzeczy osobistych” – policja nie wdaje się w szczegóły co do tego, co konkretnie zrabowano. Według Magazin24, trzech złodziei zostało znalezionych wkrótce po incydencie na pobliskim parkingu. “Ukryli skradzione towary w torbie pod samochodem” – czytamy. Policja milczy co do pochodzenia młodych rabusiów. Po kontroli jedynie “odwieziono ich do domu”. Funkcjonariusze byli jednak zszokowani młodym wiekiem przestępców, dotychczas raczej nietypowym w Szwecji.

“To niezwykłe w ich młodym wieku. Chłopcy są nieletni i zostali odwiezieni do domu. Nie chcę wchodzić w dalsze szczegóły ze względu na ich wiek” – przekazał Magnus Jansson Klarin, rzecznik prasowy policji. Problem jest większy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. We wrześniu ubiegłego roku policja przeprowadziła operację “Rimfrost” jedynie na terenie południowego regionu Malmo, podczas której udokumentowano przestępcze działania 80 dzieci. W policyjnych raportach umieszczono informacje o “poważnych przestępstwach”, jakich dopuszczały się osoby w wieku od ośmiu, do czternastu lat.

“To przygnębiające, że tacy młodzi ludzie często wychodzą późno w nocy i wymyślają tego rodzaju aktywności” – powiedział Stefan Sinteus, szef policji w Malmo. Zauważa, iż dzieci coraz częściej decydują się na choćby dokonywanie napadów czy okradanie sklepów. Zaczynając przestępczą “karierę” w tak młodym wieku, “ryzykują przejście do znacznie gorszych rzeczy” – podkreśla.

“To są pierwsze przestępstwa, po nich przychodzi sprzedaż narkotyków lub po prostu przechowywanie broni, zostawanie chłopcem na posyłki” – wylicza policjant. Wskazuje, iż przestępstwa dzieci należy traktować wyjątkowo poważnie. “To właśnie im musimy nadać priorytet” – wskazuje funkcjonariusz, którego nieoczekiwane “ubogacenie” nie zachwyciło.

Samnytt.se

Dodano w Bez kategorii
Aleksiej Nawalny

/ fot. TT/@Kira_Yarmysh

Lider rosyjskiej opozycji Aleksiej Nawalny wrócił dzisiaj do kraju. Jego powrót nie odbył się bez problemów. Samolot z nim na pokładzie musiał wylądować na innym niż pierwotnie planowanym lotnisku w Moskwie. Służby więzienne zgodnie z zapowiedzią zatrzymały go tuż po wylądowaniu.

Rosyjski polityk, który miał zostać w ubiegłym roku otruty przez kremlowskie władze powrócił do kraju. Natomiast już w piątek moskiewska prokuratura ostrzegła, że w niedługim czasie lider opozycji zostanie aresztowany. Zapowiedziała również odpowiedzialność karną dla osób gromadzących się na lotnisku w Wnukowie, gdzie pierwotnie miał wylądować.

Zobacz także: Zagraniczne media informują o drugim otruciu Nawalnego

Na moskiewskim lotnisku Wnukowo zatrzymany został Oleg Nawalny, brat Aleksieja Nawalnego. Zatrzymana została także współpracująca z Nawalnym prawniczka Lubow Sobol i aktywista Konstantin Kotow – podała niezależna telewizja Dożd.Policja zatrzymała ponadto Rusłana Szawieddinowa, pracownika założonej przez Nawalnego Fundacji Walki z Korupcją

Nawalny z problemami przy lądowaniu

Aleksiej Nawalny, który przebywał w ostatnim czasie w Berlinie po ostatnim otruciu, ogłosił swój powrót do kraju. Fotoreporterzy z różnych krajów tłumnie zgromadzili się w samolocie, którym leciał lider rosyjskiej opozycji.

“Czuje się obywatelem Rosji, który ma pełne prawo, by powrócić do domu”. Powiedział także, że nie boi się wrócić do Rosji” – odpowiedział znajdującym się na pokładzie samolotu dziennikarzom.

Rosyjska Federalna Służba Więzienna (FSIN) zapowiedziała, że uczyni wszystko, by zatrzymać Nawalnego. Wcześniej FSIN zwróciła się do sądu z wnioskiem, by karę w zawieszeniu, na którą Nawalny został skazany w 2014 r., zastąpić wykonaniem kary, a więc odbywaniem wyroku w kolonii karnej.

Na lotnisku Szeremietiewo oczekiwały już na niego służby. Po negocjacjach został on zatrzymany do czasu rozprawy sądowej – “Dalsze losy Nawalnego należą od decyzji sądu. Do tego czasu będzie on się znajdować pod strażą” – podaje FSIN.

Kreml otruł groźnego przeciwnika?

Nawalny znalazł się w Niemczech w sierpniu 2020 r., gdy na prośbę rodziny wywieziono go ze szpitala w Omsku na Syberii. W syberyjskim szpitalu znalazł się po tym, jak stracił przytomność na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy; piloci lądowali awaryjnie w Omsku i z lotniska przewieziono go do szpitala.

Lekarze w Omsku nie dopatrzyli się śladów trucizny w organizmie Nawalnego. Natomiast według władz niemieckich zidentyfikowano bojowy środek trujący, należący do grupy tzw. Nowiczoków – trucizn opracowanych przez chemików jeszcze w ZSRR. Opozycjonista uważa, że za próbą jego otrucia stały władze Rosji.

onet

Dodano w Bez kategorii