Wojciech Sumliński

Wojciech Sumliński / Fot. YouTube/MediaNarodowe

– To, że ktoś ma tytuł profesora, wcale nie broni przed tym, żeby opowiadać jakieś androny i idiotyzmy – stwierdził redaktor Wojciech Sumliński na antenie Mediów Narodowych.

  • Redaktor Wojciech Sumliński gościł na antenie Mediów Narodowych. Sporą część swojej wypowiedzi poświęcił sytuacji związanej z koronawirusem.
  • Dziennikarz skrytykował podejście polskiego państwa do koronawirusa i wypowiedzi przedstawicieli rządu oraz ich doradców.
  • W Kanadzie pojawiają się pomysły, żeby wprowadzić socjal na poziomie tysiąca dolarów kanadyjskich, co jest z punktu widzenia Kanady stosunkowo mało, tak na przetrwanie, ale warunkiem jest to, że się człowiek poddaje wszystkim wymogom, że się nie przeciwstawia temu, co się nakazuje w związku z pandemią – poinformował.
  • Zobacz także: Zioło lekarstwem na COVID? Spór między posłem PiS a dziennikarzami

Dziennikarz skrytykował podejście polskiego państwa do koronawirusa i wypowiedzi przedstawicieli rządu oraz ich doradców. – To jest aż niebywałe, żeby ludzie, wydawałoby się wykształceni, mogą pleść takie bzdury i takie idiotyzmy – ocenił Wojciech Sumliński. – Wystarczy uruchomić tylko logikę i zdrowy rozsądek. Nie trzeba do tego tytułu profesora czy doktora habilitowanego czy choćby zwykłego doktora. Nawet magistra do tego nie trzeba. Po prostu trzeba mieć otwarte oczy, włączone myślenie, odrobinę logiki, zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć, że to, co nam mówią decydenci rządzący, w ogóle logiki i zdrowego rozsądku się nie trzyma – podkreślił.

Redaktor Sumliński przytoczył informacje, które do niego dotarły, odnośnie do pomysłów socjalnych w dobie koronawirusa. – W Kanadzie pojawiają się pomysły, żeby wprowadzić socjal na poziomie tysiąca dolarów kanadyjskich, co jest z punktu widzenia Kanady stosunkowo mało, tak na przetrwanie, ale warunkiem jest to, że się człowiek poddaje wszystkim wymogom, że się nie przeciwstawia temu, co się nakazuje w związku z pandemią – powiedział. – To pozwoli przeżyć na takim absolutnie podstawowym poziomie – podkreślił.

Kościół św. Piotra i Pawła w Pieniężnie.

Kościół św. Piotra i Pawła w Pieniężnie. / Fot. Wikimedia/Lech_Darski

Czy polski rząd już wkrótce nakaże, żeby zamknąć wszystkie kościoły w Polsce? – Osobiście doradzałam panu premierowi, żeby tak właśnie zrobić – powiedziała prof. Anna Piekarska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, członkini Rady Medycznej przy premierze.

  • Prof. Anna Piekarska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, członkini Rady Medycznej przy premierze, apeluje o zamknięcie kościołów w Polsce.
  • Osobiście doradzałam panu premierowi, żeby tak właśnie zrobić – poinformowała.
  • Ludzie zakażają się w kościołach i nie mam co do tego wątpliwości – stwierdziła.
  • Zobacz także: Bąkiewicz: Rozpoczynamy akcję „Uwolnić Wielkanoc” [WIDEO]

Obecnie kościoły w Polsce obowiązuje limit liczby osób, jaka może przebywać w nich jednocześnie. Pojawiają się głosy, szczególnie wśród środowisk lewicowo-liberalnych, żeby zamknąć świątynie całkowicie. Do tych opinii postanowiła dołączyć się doradczyni premiera Mateusza Morawieckiego.

– Ludzie zakażają się w kościołach i nie mam co do tego wątpliwości. W okresie Wielkanocy będą zarażać się tym bardziej – stwierdziła prof. Anna Piekarska. Z kolei zdaniem doktor Grażyny Cholewińskiej-Szymańskiej, specjalistki chorób zakaźnych i ordynatorki w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie, utrzymanie dystansu w kościołach jest możliwe teraz, ale już niekoniecznie w czasie Świąt Wielkanocnych.

expresslubelski

Zioło lekarstwem na COVID – ogłosił poseł PiS Piotr Uściński. Chodzi o pachnotkę bazyliowatą. Badania w tej sprawie przeprowadzili naukowcy z tajwańskiego Chang Gung University. Słowa polityka skrytykował dziennikarz wp.pl Kamil Sikora.

  • Poseł PiS Piotr Uściński zachwala lecznicze właściwości zioła pachnotka wobec koronawirusa. W sprawie wywiązała się dyskusja.
  • Naukowcy z tajwańskiego Chang Gung University poinformowali, że ekstrakt z tego zioła wykazuje silną aktywność przeciwwirusową przeciwko COVID-19. To kolejne badania stwierdzające ten fakt.
  • Profesor Horng Jim-tong z Chang Gung University podkreślił, że ekstrakt z pachnotki jest tani w produkcji i łatwy do przechowywania.
  • Specyfik może być również stosowany jako naturalny środek dezynfekujący w celu ograniczenia zakażeń i transmisji wirusa.
  • Zobacz także: Paraliż Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc. Koronawirus ważniejszy

– Pachnotka – zioło lekarstwem na COVID i to bez recepty – zasugerował poseł PiS Piotr Uściński. – Na szczepienie 43-latków jeszcze raczej długo poczekam, na razie wybieram przebadaną przez naukowców pachnotkę – stwierdził polityk. Jego słowa spotkały się z ostrą ripostą dziennikarza Kamila Sikory. – Poseł PiS reklamuje zioło jako lek na Covid. Cytuje badania, tworząc pozory naukowości. Nie wie albo ignoruje, że nie było badań klinicznych, więc skuteczność u ludzi nie jest potwierdzona, a pachnotka nie jest lekiem. Skrajna nieodpowiedzialność. Dobrze, że nie jest gwiazdą netu – zaatakował.

„Tajwan jest mistrzem świata w walce z pandemią”

– Dokładnie zaznaczam, że mówię o badaniach laboratoryjnych i podkreślam, że technologia produkcji leku i badania na ludziach dopiero się odbędą – odpowiedział dziennikarzowi wp.pl poseł Uściński. Do dyskusji włączył się też redaktor Tygodnika Katolickiego “Niedziela” Artur Stelmasiak. – Dziennikarz nie widzi, że poseł PiS wskazał na bardzo konkretne badania naukowe publikowane w prasie medycznych. Pewnie też nie wie, że Tajwan jest mistrzem świata w walce z pandemią COVID19 – napisał.

Tajwańscy naukowcy potwierdzają skuteczność

Naukowcy z tajwańskiego Chang Gung University poinformowali, że ekstrakt z zioła pachnotka wykazuje silną aktywność przeciwwirusową przeciwko COVID-19. Ich działania potwierdziły wyniki podobnych badań przeprowadzonych w Niemczech, Indiach i na tajwańskiej Academia Sinica. Profesor Horng Jim-tong z Chang Gung University podkreślił, że ekstrakt z pachnotki jest tani w produkcji, łatwy do przechowywania i jest już zatwierdzony do stosowania w Tajwanie.

Jak podał naukowiec, specyfik może być również stosowany jako naturalny środek dezynfekujący w celu ograniczenia zakażeń i transmisji wirusa. Tajwańscy naukowcy kontynuują badania. Pracują nad tym, jak można by udoskonalić efekty działania ekstraktu.

Od początku trwania epidemii koronawirusa na liczącym 23,6 mln mieszkańców Tajwanie odnotowano około 800 zakażeń COVID-19. Mniej niż 10 osób zmarło. Dla porównania w liczącej 38 mln mieszkańców Polsce na koronawirusa odnotowano około 2 mln zakażeń, a zmarło już około 50 tys. osób.

focustaiwan.tw, businessinsider.com.pl, twitter.com

Wulkan na Islandii

/ Fot. Twitter

Na islandzkim półwyspie Reykjanes doszło do erupcji wulkanu Fagradalsfjall. To pierwszy wybuch tego krateru od 800 lat.

  • Znajdujący się w południowo zachodniej części Islandii, w odległości ok. 30 km od Reykjaviku, wulkan Fagradalsfjall dokonał erupcji.
  • Zdaniem sejsmologów nie spowoduje to bezpośredniego zagrożenia dla miasta.
  • Grupa naukowców, którzy udali się na miejsce zamierza teraz dokładniej ocenić intensywność i wielkość erupcji oraz stwarzane przez nią zagrożenie.
  • Zobacz także: Drożyzna na stacjach paliw. Rekordowe tempo wzrostów

Wybuch poprzedziło ponad 40 tys. niewielkich wstrząsów, które pojawiały się już od kilku tygodni. Wulkan znajduje się w południowo zachodniej części Islandii, w odległości ok. 30 km od Reykjaviku. Zdaniem sejsmologów erupcja nie spowoduje bezpośredniego zagrożenia dla miasta.

– Ten wulkan nie stanowi bardzo dużego zagrożenia, chociaż nie wiadomo, ile tej lawy wypłynie i jak to będzie wyglądało. Może być odcięta droga główna na lotnisko międzynarodowe, choć na razie miejmy nadzieje, że do tego nie dojdzie. Na razie to trochę takie widowisko. Są służby, które pilnują, żeby się ludzie nie zbliżali do tego miejsca – zrelacjonowała mieszkanka miejscowości Vogar, leżącej w pobliżu wulkanu.

Wulkan pod obserwacją

Miejsce wydarzenia obserwuje już grupa naukowców. Udali się oni tam śmigłowcem. Zamierzają oni dokładniej ocenić intensywność i wielkość erupcji oraz stwarzane przez nią zagrożenie. Na zdjęciach przekazanych przez lokalne media widać nocne niebo oświetlone czerwoną poświatą.

rmf24.pl

Górale za Życiem

/ Fot. Oddział Górali Żywieckich Związku Podhalan w Polsce

– Oddział Górali Żywieckich Związku Podhalan w Polsce im. Świętego Jana Pawła II wyraża wdzięczność dla wszystkich środowisk zaangażowanych w poprawę prawnego poziomu ochrony Życia w Polsce, do której przyczynił się wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 22 października RP 2020, uznający aborcję eugeniczną za niezgodną z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej – czytamy w wydanym oświadczeniu.

  • Oddział Górali Żywieckich Związku Podhalan w Polsce im. Świętego Jana Pawła II wydał oświadczenie w sprawie ochrony życia.
  • Górale wyrażają wdzięczność wszystkim zaangażowanym w poprawę tej kwestii.
  • Organizacja podkreśla potrzebę „zapewnienia odpowiedniej pomocy dla niepełnosprawnych, ich rodzin oraz opiekunów”, jak również „szczególną potrzebę formacji obywateli, w tym młodego pokolenia dla poszanowania ludzkiego Życia, sprawnego i niepełnosprawnego, w każdej jego fazie, od poczęcia do naturalnej śmierci”.
  • Zobacz także: Katolickie organizacje niosą pomoc charytatywną w Polsce. Rekordowe wsparcie

– Należy podkreślić szczególnie zasługi potężnego ruchu obrońców Życia, organizatorów zbiórek podpisów pod inicjatywami takimi jak „Stop aborcji” czy „Zatrzymaj aborcję”, parlamentarzystów kierujących wniosek o zbadanie niezgodności przesłanki eugenicznej do Trybunału Konstytucyjnego, a także sędziów Trybunału, którzy opowiedzieli się za konstytucyjnym poszanowaniem Życia – napisano.

– Jednocześnie ufamy, że werdykt Trybunału przyczyni się do zapewnienia odpowiedniej pomocy dla niepełnosprawnych, ich rodzin oraz opiekunów. Wsparcie to powinno łączyć państwo wraz ze społeczeństwem wokół troski o najbardziej potrzebujących oraz przyczyniać się do zwalczania przejawów wrogości wobec osób niepełnosprawnych. Podkreślić należy także szczególną potrzebę formacji obywateli, w tym młodego pokolenia dla poszanowania ludzkiego Życia, sprawnego i niepełnosprawnego, w każdej jego fazie, od poczęcia do naturalnej śmierci – podkreślono.

– Wierzymy, że poprzez te działania Polska stanie na czele państw, broniących wartości i godności ludzkiego Życia, do czego nawoływali i zachęcali św. Faustyna Kowalska, św. Jan Paweł II czy Sługa Boży Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński – stwierdzono.

Treść oświadczenia
Poseł Krystian Kamiński Konfederacja

– Tak to trochę wygląda, że dzisiejsze działania rządu, zresztą chyba nie sami to wszystko inspirują, tylko po prostu biorą kalkę z zachodnich państw i przenoszą do nas, zostaną raczej na dłużej niż na krócej – powiedział na antenie Mediów Narodowych poseł Krystian Kamiński z Konfederacji.

  • Zdaniem posła Krystiana Kamińskiego z Konfederacji działania polskiego rządu wobec koronawirusa to „kalka z zachodnich państw”.
  • To długookresowe działanie, które przynosi szkody na wielu polach. Nasza ochrona zdrowia całkowicie leży – ocenił.
  • Kamiński zapowiedział, że już niedługo w Sejmie zostanie złożony projekt ustawy „Otwieramy Gospodarkę”.
  • Zobacz także: Prof. Kuchar: Lockdown to wyraz desperacji. Trzeba szukać lepszych rozwiązań

– Zobaczymy, jak to będzie wyglądało, ale raczej spodziewam się dłuższej przeprawy – ocenił poseł Krystian Kamiński. – Nic nie wskazuje na to, żeby miał nastąpić w tym wszystkim jakiś moment zwrotny. Wcześniej mówiono o tym, że jeśli będą szczepienia, to będzie ten moment zwrotny, wszystko się rozluźni, wróci do normy, ale już widać, że się to nie stanie – stwierdził. Zdaniem polityka, aby wszystkich zaszczepić potrzebne są co najmniej 3 lata.

Poseł Konfederacji krytycznie ocenił politykę rządu wobec koronawirusa. – To długookresowe działanie, które przynosi szkody na wielu polach. Nasza ochrona zdrowia całkowicie leży. Tak jak wcześniej było z nią źle, tak dzisiaj jest na skraju wytrzymałości – zwrócił uwagę.

Kamiński zapowiedział, że już niedługo w Sejmie zostanie złożony projekt ustawy „Otwieramy Gospodarkę”. – Innej siły niż nacisku nie mamy. W najbliższym czasie zbierzemy podpisy, wszystko zostanie zgłoszone, ustawa zostanie wprowadzona do Sejmu i trzeba będzie nad nią głosować – poinformował. – Już widać, że chociażby część posłów PiS-u ma wahania. Oni też przecież jeżdżą do ludzi, w teren, otrzymują informacje zwrotne i wiedzą, że to nie jest tak, że wszyscy ludzie są zadowoleni. Wiele ludzi jest oburzonych ich działaniem, chce wrócić do normalnego funkcjonowania, prowadzić swoje interesy, zarabiać po prostu pieniądze. Mamy nadzieję, że ta presja, która zostanie wywarta […] doprowadzi do tego, że chociaż część się wyłamie – stwierdził.

Prezydent USA Joe Biden z problemami dostał się wczoraj na pokład Air Force One. Kłopoty sprawiły mu długie schody prowadzące do samolotu, na których potknął się kilkakrotnie, raz zupełnie upadając. Incydent z udziałem Bidena wzbudził wiele komentarzy.

  • Prezydent USA Joe Biden miał problem z wejściem do Air Force One.
  • Podróż Joe Bidena miała miejsce z uwagi na jego spotkanie z przedstawicielami społeczności azjatycko-amerykańskiej w związku z wtorkowymi zabójstwami ośmiu osób w salonach masażu w Atlancie.
  • Według relacji korespondenta RMF FM w Stanach Zjednoczonych, Pawła Żuchowskiego, zaistniała sytuacja wzbudziła wiele komentarzy za oceanem.
  • Zobacz także: Białoruś mści się za „Żołnierzy Wyklętych”? Polska działaczka w areszcie

Air Force One z amerykańskim prezydentem w piątek przed południem odleciał z bazy Andrews pod Waszyngtonem do Atlanty. Podróż Joe Bidena miała miejsce z uwagi na jego spotkanie z przedstawicielami społeczności azjatycko-amerykańskiej w związku z wtorkowymi zabójstwami ośmiu osób w tamtejszych salonach masażu.

78-letni prezydent USA wchodząc do samolotu po schodach w pewnym momencie potknął się, wstał, potem znów potknął, aż zupełnie upadł, ale udało mu się pozbierać i wejść na pokład o własnych siłach. Według relacji korespondenta RMF FM w Stanach Zjednoczonych, Pawła Żuchowskiego, zaistniała sytuacja wzbudziła wiele komentarzy za oceanem. Wzmogła ona opinie jego przeciwników, wskazujących, że ze względu na podeszły wiek i stan zdrowia nie jest w stanie sprawować swojego urzędu.

– Pamiętam, jak prasa ganiła Trumpa za to, że raz dotknął poręczy. Biden upada wielokrotnie, ale jestem pewien, że jest okazem zdrowia. Nic dziwnego, że wszyscy nasi wrogowie wyskakują jednocześnie i wyśmiewają go publicznie – skomentował Donald Trump Jr. Warto zauważyć, że jego ojciec, były prezydent USA, jest zaledwie o cztery lata młodszy od Joe Bidena.

rmf24.pl, twitter.com

– Z tak dużym skokiem cen oleju napędowego ostatni raz mieliśmy do czynienia niemal 5 lat temu – odnotowują analitycy portalu e-petrol. Według przewidywań ekspertów, nie ma co się spodziewać zbyt dużych spadków cen na stacjach paliw w najbliższej przyszłości.

  • Trwają wzrosty cen na stacjach paliw. W mijającym tygodniu diesel podrożał aż o 15 groszy, co nie było obserwowane od kilku lat.
  • W nadchodzącym tygodniu za litr 95-oktanowej benzyny zapłacimy na stacjach paliw 5,10-5,21 zł za diesla 5,07-5,18 zł/l, natomiast autogaz będzie kosztować od 2,54 do 2,60 zł/l.
  • Eksperci przewidują wyhamowanie wzrostów cen paliw, a być może nawet minimalne spadki w okolicy Świąt Wielkanocnych. Nie należy się jednak spodziewać szybkiego powrotu niskich cen.
  • Zobacz także: Polskie społeczeństwo starzeje się w rekordowym tempie. Alarmujące statystyki

W mijającym tygodniu diesel podrożał aż o 15 groszy, co nie było obserwowane od kilku lat. Portal e-petrol prognozuje, że w nadchodzącym tygodniu za litr 95-oktanowej benzyny zapłacimy na stacjach paliw 5,10-5,21 zł za diesla 5,07-5,18 zł/l, natomiast autogaz będzie kosztować od 2,54 do 2,60 zł/l.

Eksperci przewidują wyhamowanie wzrostów cen paliw, a być może nawet minimalne spadki w okolicy Świąt Wielkanocnych. Nie należy się jednak spodziewać szybkiego powrotu niskich cen.

Tymczasem na międzynarodowych rynkach ropy w mijającym tygodniu zaczęto obserwować ostatnio tam niewidziane spadki. Według e-petrol, pomocą gwałtownej przeceny była też wypowiedź dyrektora wykonawczego Międzynarodowej Agencji Energii – Fatiha Birola, który sugerował m.in., że do wysokich poziomów popytu na benzyny zapewne nie wrócimy, co miałoby być spowodowane rozwojem elektromobilności i drastycznym spadkiem popytu paliwowego z powodu pandemii. Analitycy Goldman Sachs sugerują jednak, że spadki na rynkach mogą być krótkotrwałe.

radiomaryja.pl

Wojewoda mazowiecki zdecydował o zwiększeniu liczby łóżek covidowych w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie. W wyniku tego nie będą możliwe operacje chorych na raka płuc. – Tym samym Mazowsze zostaje pozbawione możliwości chirurgicznego leczenia chorób nowotworowych klatki piersiowej – poinformował prof. Tadeusz Orłowski, kierujący Kliniką Chirurgii Klatki Piersiowej w tym Instytucie.

  • Decyzją wojewody mazowieckiego zwiększono liczbę łóżek covidowych w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.
  • Takich ruch oznacza brak możliwości przeprowadzania tam operacji raka płuc. Tej możliwości zostali pozbawieni wszyscy mieszkańcy Mazowsza, bo drugi z ośrodków przeprowadzających takie zabiegi też został sparaliżowany przez koronawirusa.
  • Mówi się o nadumieralności Polaków w czasie pandemii koronawirusa, a to nie tylko COVID-19 jest jej winien, lecz także bezmyślne decyzje urzędników – stwierdził prof. Tadeusz Orłowski.
  • Zobacz także: Lekarze rezydenci mają dość. „Emocje sięgnęły zenitu”

– W Instytucie już funkcjonuje oddział covidowy, również połowa oddziału intensywnej terapii jest covidowa. Jednak druga połowa do tej pory stanowiła „zaplecze” dla wykonywanych operacji klatki piersiowej. Bez możliwości położenia chorego na OIOM nie jest możliwe wykonywanie operacji, gdyż są to rozległe zabiegi, obarczone wysokim ryzykiem zgonu – wyjaśnił prof. Orłowski. – Decyzja wojewody oznacza, że druga część OIOM, która stanowi zaplecze dla pacjentów onkologicznych, operowanych z powodu raka płuca i innych chorób, musi być zamieniona na OIOM covidowy. Jako oddział zajmujący się operacjami klatki piersiowej jesteśmy sparaliżowani i przestajemy operować – stwierdził. Dotychczas Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie odpowiadał za około 70% operacji w swojej specjalizacji na Mazowszu.

Chorzy na raka płuc zostawieni na lodzie

– My operujemy ok. 70 proc. wszystkich pacjentów z województwa mazowieckiego. Drugi oddział, jeśli chodzi o liczbę wykonywanych operacji na Mazowszu, znajduje się szpitalu pulmonologicznym w Otwocku. Ale on już obecnie jest sparaliżowany, ponieważ wszyscy anestezjolodzy zajmują się tam chorymi na COVID-19 – wyjaśnił. – Tym samym Mazowsze zostaje pozbawione możliwości chirurgicznego leczenia chorób nowotworowych klatki piersiowej – podkreślił.

– To zrozumiałe, że z powodu trzeciej fali epidemii trzeba zwiększyć liczbę łóżek, jednak należy się zastanowić, gdzie to jest możliwe. A tu ktoś bez zastanowienia po prostu wskazuje palcem. Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc to szpital o bardzo wąskiej specjalizacji. Takich operacji nigdzie indziej na Mazowszu się nie wykonuje. Mówi się o nadumieralności Polaków w czasie pandemii koronawirusa, a to nie tylko COVID-19 jest jej winien, lecz także bezmyślne decyzje urzędników – stwierdził.

wprost.pl

Według raportu Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, katolickie organizacje tworzą największą po publicznych podmiotach sieć pomocową w Polsce. – Odgrywają istotną rolę w realizacji usług społecznych w kraju – podkreślił ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor ISKK.

  • W Polsce funkcjonują katolickie organizacje charytatywne na kilku poziomach: ogólnopolskim, diecezjalnym, zakonnym i organizacji przyparafialnych.
  • Według raportu ISKK, w Polsce w 2019 r. działało 891 katolickich organizacji charytatywnych. Większość z nich prowadzą zakony żeńskie (445), a 239 – zakony męskie. Z kolei 207 organizacji miało charakter diecezjalny i ogólnopolski.
  • Katolickie organizacje charytatywne podjęły w 2019 r. ponad 4 miliony jednostkowych usług.
  • Najwięcej dotyczyło pomocy żywnościowej i sprzętowej (około 1,7 mln jednostkowych form pomocy w ramach ponad 1500 dzieł charytatywnych). Ponad 1200 dzieł charytatywnych skierowanych było na pomoc dla dzieci, młodzieży i matek.
  • Zobacz także: Alternatywa dla Konwencji Stambulskiej. Ziobro szuka poparcia w Europie

Katolickie organizacje charytatywne niosą wsparcie na kilku poziomach: ogólnopolskim, diecezjalnym, zakonnym i organizacji przyparafialnych. Raport nie wziął pod uwagę działalności o charakterze oddolnym, niezinstytucjonalizowanym, jak np. okazjonalna pomoc ubogim przy furtach zakonnych.

Według raportu ISKK, w Polsce w 2019 r. działało 891 katolickich organizacji charytatywnych. Większość z nich prowadzą zakony żeńskie (445), a 239 – zakony męskie. Z kolei 207 organizacji miało charakter diecezjalny i ogólnopolski. Rezultatem działalności tych wszystkich organizacji było około 6,5 tys. dzieł charytatywnych, z czego 65% na poziomie diecezjalnym, 18% zakonó żeńskich, a 17% męskich.

Pomoc różnego rodzaju

Katolickie organizacje charytatywne podjęły w 2019 r. ponad 4 miliony jednostkowych usług. Pod względem liczby udzielonych jednostkowych form pomocy aż 87 proc. przypadało na organizacje diecezjalne oraz ogólnopolskie. Najwięcej dotyczyło pomocy żywnościowej i sprzętowej (około 1,7 mln jednostkowych form pomocy w ramach ponad 1500 dzieł charytatywnych). Ponad 1200 dzieł charytatywnych skierowanych było na pomoc dla dzieci, młodzieży i matek. Niemal 900 dzieł związanych było z pomocą doraźną i ogólną, ponad 700 – z pomocą psychologiczną i rodzinną, niemal 600 – z pomocą dedykowaną osobom w kryzysie bezdomności itp. Katolickie organizacje realizowały też 118 projektów humanitarnych o wartości ponad 30 mln zł.

Z kolei w 11 tysiącach parafii katolickich w Polsce działa ponad 65,5 tys. organizacji przyparafialnych. Blisko 52%. wspólnot przyparafialnych prowadzi działalność charytatywną. Można oszacować, że zaangażowanych w nią jest około miliona osób.

gosc.pl