/ Fot. pixabay

Odporność stadna w USA została osiągnięta przez grupę, po której nikt się tego nie spodziewał. “Szczęśliwcami” okazali się bowiem… Amisze.

  • Od wielu miesięcy na całym świecie informuje się, iż osiągnięcie zbiorowej odporności powinno być celem społeczeństwa i jedyną drogą powrotu do normalności.
  • Okazuje się, iż odporność stadna w USA została już osiągnięta przez pewną grupę, po której nikt się tego nie spodziewał.
  • Odporni na koronawirusa mają być bowiem Amisze, którzy nie tylko w większości się nie zaszczepili, ale i nie zachowywali pandemicznych obostrzeń.

Wydaje się, że odporność zbiorowa na COVID-19 została osiągnięta przez nieoczekiwaną część populacji: Amiszów. Według Daily Mail szacuje się, że odporność stadna w USA została w pełni osiągnięta przez społeczność Amiszów w hrabstwie Lancaster w Pensylwanii. Powodem nietypowej sytuacji miał być fakt, iż w około 90% wszystkich gospodarstw domowych Amiszów co najmniej jedna osoba została zarażona koronawirusem.

Amisze początkowo stosowali się do pandemicznych zaleceń podobnie, jak wszyscy ich sąsiedzi. Zamykali szkoły i odwoływali nabożeństwa, jednak w miarę upływu czasu zaniechali przestrzegania restrykcji. Przestano zachowywać dystans społeczny, wznowiono wspólne obrządki religijne, w tym “święte pocałunki” czy korzystanie ze wspólnych kielichów. Rzecz jasna, wśród Amiszów pojawiły się infekcje, jednak ich dokładna liczba nie jest znana. Mniej, niż 10% społeczności zgodziło się bowiem na przeprowadzenie badań. Ostatecznie jednak, pierwsza, oficjalna odporność stadna w USA została osiągnięta właśnie przez grupę Amiszów.

Asystent lekarza Pam Cooper z Parochial Medical Center w dzielnicy New Holland powiedziała: „Było tu źle na wiosnę, jeden pacjent zaraz po drugim”, mówiąc, że chorzy “wykazywali charakterystyczne objawy choroby”. Liczba zachorowań Amiszów zmniejszyła się latem, by ponownie wzrosnąć jesienią. Ogólnie jednak liczby jednak zmniejszyły się. Allen Hoover z Parachial Medical Center stwierdził niedawno, iż od “około sześciu tygodni nie widział pacjenta z objawami COVID-19”.

Odporność stadna w USA jest od miesięcy reklamowana przez władze, jako główny cel społeczeństwa i jedyny sposób, by powrócić do normalności. Okazuje się jednak, iż sposób, w jaki osiągnęli ją Amisze jest… nieodpowiedni. Podobno mogą oni dalej zarażać, jeśli nie siebie nawzajem, to swoich sąsiadów. Medycy podnoszą, iż nie wiadomo również, jak długo ich odporność będzie się utrzymywać. Problem polega gównie na tym, iż Amisze nie użyli szczepionek. Dyrektor wykonawczy Community Health w Penn Medicine Lancaster General Health, Alice Yoder, powiedziała: „Jedyną prawdziwą odpornością stadną, jaką możemy zapewnić jako społeczność, jest ta, gdy ludzie są zaszczepieni”. Innymi słowy, odporność Amiszów, choć osiągnięta, niestety się nie liczy.

Post Millennial

/ Fot. YouTube/ screen

Popularny Spongebob ocenzurowany. Bajka o żółtej gąbce zawiera rzekomo treści “seksistowskie i rasistowskie”, mogące urazić uczucia widzów kreskówki.

  • Poprawność polityczna na całym świecie daje się we znaki nawet kreskówkom.
  • Popularny Spongebob został ocenzurowany wkrótce po tym, jak dwa odcinki uznano za “nieodpowiednie”.
  • Komediowa seria o przygodach żółtej gąbki na dnie oceanu miała bowiem przemycać “treści seksistowskie i rasistowskie”.

Animowana seria o przygodach żółtej gąbki nie wywinęła się cenzurze. Dwa odcinki serialu zostały usunięte z platform zaraz po tym, jak stwierdzono iż zawierają “nieodpowiednie treści”. Po raz pierwszy Spongebob ocenzurowany został jeszcze w 2018 roku. Wówczas odcinek, w którym główny bohater włamuje się z panem Krabem i Patrickiem do domu kobiety i kradnie jej bieliznę został uznany za “nieodpowiedni” i “seksistowski”. Teraz jednak usunięto epizod “Kwarantanna Kraba”.

Stosunkowo nowy odcinek miał być bowiem potencjalnie przykry w odbiorze. Jak streszcza Post Millennial, fabuła koncentruje się wokół fikcyjnego wirusa „Clam Flu”, który powoduje epidemię w Krusty Krab. “Wybucha histeria, a ci, którzy mają wirusa, są „odrzucani i wrzucani do zamrażarki””. Nickelodeon zdecydował, że wydarzenia przedstawione w tym odcinku mogą nie być właściwe, powołując się na „wrażliwość na globalną pandemię w świecie rzeczywistym”. Spongebob został zatem ocenzurowany ponownie.

Krytycy dopatrzyli się w odcinku również treści potencjalnie rasistowskich. Niektórzy sugerują, że jego fabuła może sprawić, iż niektórzy widzowie poczują się nieswojo, biorąc pod uwagę “podobieństwa między odizolowanymi grupami w programie telewizyjnym a tymi, którzy doświadczyli izolacji z powodu pandemii COVID-19”. W realnym świecie wzrosła bowiem liczba “przestępstw z nienawiści” wymierzonych w Azjatów, ponieważ nowy koronawirus miał “przywędrować” z Chin. Aby nie denerwować widzów, Spongebob został znów ocenzurowany.

Post Millennial

Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pixabay

Biały profesor pozywa uczelnię w New Jersey. Mężczyzna twierdzi, iż zarabia mniej, niż czarni profesorowie.

  • Rasizm jest nieprzerwanie jednym z najgłośniejszych tematów w USA.
  • Wśród wciąż wznoszonych haseł Black Lives Matter, biały profesor pozywa uczelnię, oskarżając ją o dyskryminację na tle rasowym.
  • Uczony twierdzi bowiem, iż zarabia nawet o 50 000 dolarów mniej, niż jego czarnoskórzy koledzy z pracy z podobnym doświadczeniem zawodowym.

Pomimo posiadania podobnego doświadczenia i kwalifikacji, co jego koledzy z pracy, profesor Camden County College ma zarabiać znacznie mniej, niż jego czarnoskórzy koledzy. Z tego powodu biały profesor pozywa uczelnię. Mężczyzna uważa bowiem, iż różnice w wynagrodzeniach są znaczne, a ich jedyną przyczyną są różnice na tle rasowym.

William T. Lavell, biały profesor pozywa uczelnię za dyskryminację. Lavell uczy chemii Camden County College. Po ponad 25 latach nauczania zarabia 91 923 dolarów. “Przedmiotem kontrowersji” w sprawie jest kwestia dwóch czarnoskórych profesorów, którzy uczą w tej samej placówce. Lavell zarabia bowiem od 45 000 do 50 000 dolarów mniej, niż oni. Ciemnoskóry Melvin Roberts pracuje dla uczelni od 31 lat i zarabia rocznie 137 157 dolarów. Lawrence Chatman, również czarnoskóry, posiada 30-letnie doświadczenie i zarabia 142 606 dolarów.

Lavell, który zdecydował się na pozew sądowy w sprawie, oczekuje ponad 150 000 dolarów, które mają zrekompensować mu nierówności w płacy. Miał również złożyć skargę do rektora uczelni, Donalda Bordena, lecz jego pismo zostało odrzucone. Pozew, który złożył biały profesor sugeruje, iż jedynym powodem nierówności w wynagrodzeniach są “uprzedzenia rasowe”. Sytuacja nie jest jednak prosta.

Według prawnika Jamisona Marka, biali ludzie muszą wykazać znacznie więcej dowodów na dyskryminację na tle rasowym, niż choćby ciemnoskórzy. “Jeśli to osoba kolorowa lub kobieta, musi jedynie udowodnić, iż była dyskryminowana. Ale ponieważ w tym przypadku to biały mężczyzna, Lavell musi udowodnić, iż jego pracodawcy działają zgodnie z całym wzorcem dyskryminacji niektórych typów pracowników”.

Sprawa Lavella będzie zatem o wiele trudniejsza do wygrania, niż gdyby należał on choćby do mniejszości etnicznej. Jest jednak nadzieja. „Prawa dotyczące dyskryminacji istnieją nie bez powodu. Nieważne, czy jesteś biały, czarny czy brązowy, nie ma znaczenia, nie możesz być traktowany niesprawiedliwie ”- stwierdził Mark. Przypadek Lavella jest co najmniej nietypowy. W innych stanach potomkowie czarnoskórych niewolników mogą bez problemu liczyć na rządowe “reparacje” z racji samego koloru skóry. W całym tym antyrasistowskim szaleństwie, biały profesor pozywa uczelnię, która ma praktykować rasizm i dyskryminować białych pracowników.

NJ

/ Fot. Twitter/Ministerstwo Kultury

Środowiska narodowe i patriotyczne od wielu lat zmagają się z niedoborem finansowym na prowadzenie swoich działalności. Naprzeciw tym wyzwaniom stanąć ma MKiDN kierowane przez wicepremiera Piotra Glińskiego. Resort zapowiedział rozpoczęcie prac nad specjalnym Funduszem Patriotycznym, który wspomoże finansowo, patriotyczne, a w szczególności narodowe projekty.

Resort kultury wdraża do życia projekt, który ma za zadanie odmienić oblicze Polski wewnątrz, jak i na zewnątrz kraju. Powołany w 2020 roku Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego, którym kieruje prof. Jan Żaryn utworzy specjalny Fundusz Patriotyczny.

MKiDN wesprze środowiska narodowe i katolickie

Celem i podstawowym zadaniem programu jest zatem wspieranie wszelkiego rodzaju podmiotów społeczeństwa obywatelskiego: fundacji, stowarzyszeń i innych środowisk pozarządowych, ale także instytucji samorządowych. Każda zgłoszona inicjatywa będzie starannie analizowana przez szerokie grono doświadczonych ekspertów.

Złożone wnioski przejdą odpowiednią weryfikację przez dwóch niezależnych od siebie rzeczoznawców. Jeżeli jednak ich końcowe oceny danego projektu będą znacząco od siebie odbiegać, taki wniosek trafi do rąk trzeciego eksperta, który wyda ostateczny werdykt. Mechanizm ten ma zagwarantować właściwe, odpowiedzialne i transparentne dysponowanie środkami publicznymi.

Przewiduje się uruchomienie dwóch ścieżek dotacyjnych (Priorytet I i Priorytet II): miękkiej oraz twardej. W ramach programu tzw. miękkiego, będzie można się ubiegać o dofinansowanie organizowania projektów kulturalnych, edukacyjnych i naukowych: konferencji, odczytów, koncertów itp. Tu wsparcia będą mogły szukać podmioty działające np. w grupach rekonstrukcyjnych czy w ramach organizacji promujących historię Polski. W ramach programu tzw. twardego, będą finansowane duże przedsięwzięcia inwestycyjne i infrastrukturalne czy szkoleniowe, które mają na celu wzmacnianie instytucjonalne/organizacyjne zaplecza obozu patriotycznego. W sumie budżet Funduszu Patriotycznego wyniesie 30 mln zł.

Nabór wniosków do programów Funduszu rozpocznie się 25.03 i potrwa 30 dni – do 25 kwietnia włącznie. Szczegółowe informacje dotyczące ogłoszonego konkursu, w tym regulamin, będzie można znaleźć na stronie www.fundusz-patriotyczny.pl lub www.fp.idmn.pl.

Autorzy pozytywnie o projekcie

Prezentując nowy Fundusz Patriotyczny, MKiDN jednoznacznie wskazał dla jakich grup społecznych został on stworzony, a także powiedział, że wartości narodowe zasługują na należyty szacunek – “Tradycje Ruchu Narodowego i tradycje chrześcijańskiej demokracji czy społeczno-katolickie były zakłamywane w Polsce, były odsuwane na boczny tor czy też dezawuowane bardzo silnie. Ta debata na ten temat była też niesamowicie zakłamana”.

Chcemy także odczarować tę debatę, ale właśnie do tego potrzebne są odpowiednie instytucje, odpowiednia siła tych środowisk, żeby ich głos był równoważny z głosem wielu innych tradycji. I zdecydowaliśmy się powołać narzędzie wsparcia, które jest dedykowane środowiskom, które zajmują się właśnie tą problematyką współcześnie” – podkreślił wicepremier Piotr Gliński.

Głos w tej sprawie zabrał również prezes Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej, prof. Jan Żaryn, który będzie odpowiadał także, za kierowanie najnowszym projektem resortu kultury – “Nasz Fundusz Patriotyczny ma tę lukę wypełnić, tej nieobecności, tego wykluczania i tego również, że przeszłość o tym dziedzictwie była tak mocno skrzywiona, tak bardzo umoczona w stalinowskiej propagandzie, do dzisiaj w dużej mierze jakże obecnej, jakże mocno oddziaływającej na stereotypowe myślenie o narodowcach, czy o chadekach” – wymienił zalety istnienia funduszu.

Były senator zaznaczył, że o środki finansowe mogą się ubiegać zarówno istniejące organizacje oraz powstające w najbliższym czasie. Wsparcie mogą otrzymać także portale telewizyjne, które chcą poszerzyć swoją bazę. We wnioskach można ubiegać się o wsparcie dla konferencji naukowej, na stworzenie filmu dokumentalnego, a nawet fabularnego, czy też można otrzymać pomoc przy organizacji paneli wystawowych.

“Fundusz Patriotyczny jest po to, żeby wychowywać młode pokolenie, byście dobrze mówili o Polakach z przeszłości, byście prawdę mówili o dziedzictwie obozu narodowego i katolicyzmu społecznego, byśmy w tej prawdzie odkrywali z pokolenia na pokolenie, że warto być Polakiem, bo polskość to jest kapitalny kapitał, który my mamy jako Naród i go nikomu nie oddamy.Tym wszystkim stowarzyszeniom, które chciałyby w sobie odkryć możliwość przekazania Polakom tego dziedzictwa obozu narodowego i katolicyzmu społecznego, rekomendujemy by wzięli udział w konkursie. Fundusz Patriotyczny jest dla Was!” – zachęcił prof. Żaryn.

fundusz-patriotyczny.pl/wpolityce.pl

Czarnoskóry piłkarz z Premier League nie chciał wziąć udziału w akcji poparcia dla Black Lives Matter

/ Fot. Twitter

Czy środowy mecz Anglia – Polska otworzy akcja poparcia dla Black Lives Matter? Jakub Kwiatkowski, rzecznik PZPN poinformował, że ostateczna decyzja zostanie podjęta przez samych piłkarzy na odprawie przed spotkaniem.

  • Zwyczaj klękania na murawie dla poparcia Black Lives Matter zapoczątkował futbolista San Francisco 49ers Colin Kaepernick. Z kolei w czerwcu ubiegłego roku upowszechniło się to na boiskach piłkarskich w Wielkiej Brytanii.
  • Ja jestem absolutnie przeciwko takim akcjom. To jest bowiem populizm, bo za tym nic nie idzie – ocenił Zbigniew Boniek.
  • Wydaje mi się jednak, że nie zdecydują się klękać, nie są do tego przekonani. Wykonanie takiego gestu proponowano nam już w przeszłości przed meczem z Holandią i nie zdecydowaliśmy się na niego – wyjaśnił rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski.
  • Zobacz także: Zaczyna się! We Wrocławiu powstaje Koalicja Organizacji Mniejszości Imigrantów

Swoją opinię o akcji poparcia dla ruchu Black Lives Matter na rozpoczęcie meczu Anglia – Polska wyraził prezes PZPN Zbigniew Boniek. – Ja jestem absolutnie przeciwko takim akcjom. To jest bowiem populizm, bo za tym nic nie idzie. Piłkarze czasem klękną, a jakby się niektórych z nich spytać, dlaczego klęczą, to nawet by nie wiedzieli – stwierdził.

Czy to znaczy, że Polacy zignorują akcję? – Nie wiem. Na razie na zgrupowaniu ten temat się nie pojawił. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać. Tyle było ważniejszych tematów, bardziej niebezpiecznych, także to jest ostatni temat, który nas interesuje – powiedział Boniek.

Inicjatywa polega na tym, że piłkarze przed meczem klękają na murawie. Taki zwyczaj zapoczątkował futbolista San Francisco 49ers Colin Kaepernick, który oprócz uklęknięcia podnosił w górę zaciśniętą pięść. Z kolei w czerwcu ubiegłego roku upowszechniło się to na boiskach piłkarskich w Wielkiej Brytanii.

Jedni klękają, inni nie

Część środowiska piłkarskiego na Wyspach Brytyjskich podziela natomiast zdanie Zbigniewa Bońka. Czarnoskóry piłkarz Crystal Palace Wilfried Zaha zrezygnował z klękania, uzasadniając, że jest to jedynie pusty gest, który nic nie zmienia. Podobnie argumentowali gracze Brentford występującego w Championship.

Rzecznik PZPN zasugerował, że najbardziej prawdopodobne jest, iż Polacy nie wezmą udziału w akcji. – Wydaje mi się jednak, że nie zdecydują się klękać, nie są do tego przekonani. Wykonanie takiego gestu proponowano nam już w przeszłości przed meczem z Holandią i nie zdecydowaliśmy się na niego – wyjaśnił.

radiozet.pl, sport.pl, polskieradio24.pl, twitter.com

/ Fot. You Tube/Media Narodowe

Stowarzyszenie Rot Marszu Niepodległości zaprezentowało dzisiaj oświadczenie o najbliższych planach polskiego rządu oraz Komisji Europejskiej. Zdaniem organizacji patriotycznej Komisja Europejska chce doprowadzić dzięki epidemii koronawirusa do federalizacji Unii Europejskiej. Jednym z narzędzi użytych do takich zmian ma być ogłoszony pół roku temu Fundusz Odbudowy.

Od kilku miesięcy w krajach należących do Unii Europejskiej odbywa się dyskusja na temat przyszłości po epidemii koronawirusa. Unijna gospodarka ucierpiała na skutek wprowadzonych obostrzeń oraz ograniczeń handlowych i usługowych. Liderzy UE wraz z Komisją Europejską ustalili pod koniec ubiegłego roku wspólny Fundusz Odbudowy, który składał się będzie między innymi z kredytów.

Przeciwnicy Unii Europejskiej ostrzegają, że przez sposób w jaki być wypłacany ten fundusz oraz jego powiązanie z tzw. praworządnością w kraju członkowskim jest niebezpieczny. Fundusz ma wprost zagrażać suwerenności krajów członkowskich.

Oświadczenie Rot Niepodległości stanowi ostrzeżenie przed Funduszem Odbudowy

Stowarzyszenie Rot Marszu Niepodległości wystosowało specjalny komunikat wyjaśniający działanie europejskiego funduszu oraz czym zagraża dla polskiej suwerenności.

“Wykorzystując kryzys covidowy, Komisja Europejska przygotowała plan federalizacji Unii Europejskiej. Instrumentem dalszej federalizacji ma być Fundusz Odbudowy. Jego istotą jest zaciągnięcie kredytu przez Komisję Europejską i solidarne, przez wszystkie państwa, spłacanie tego kredytu. W przypadku niewypłacalności jednego z państw, odpowiedzialność na jego niewypłacalność ponoszą pozostałe państwa unijne. Natomiast dostęp do tych funduszy ma być uzależniony od kryteriów ustalanych przez Komisję Europejską, jak na przykład kryterium praworządności” – czytamy w oświadczeniu Rot Niepodległości.

Jak wskazano w oświadczeniu, kraje członkowie same pozwalają Komisji Europejskiej na zwiększanie zakresu jej władzy poprzez oddawanie suwerenności odbudowy własnych gospodarek – “Oznacza to, że państwa unijne radykalnie zwiększają władzę Komisji i jednocześnie uzależniają się od jej decyzji w kwestii możliwości wykorzystania tych funduszy. Przyjęcie tego Funduszu oznacza, że Polska będzie odpowiedzialna, na przykład za spłatę kredytów za coraz bardziej zadłużone państwa południowej Europy, natomiast decyzje państwa polskiego będą uzależnione finansowo od decyzji Komisji Europejskiej” – podkreślono.

Dzięki takim zmianom i uległości krajowych rządów m.in. polskie społeczeństwo, naród utraci kontrolę nad własnym państwem. Faktyczną władzę posiadać będą zagraniczne czynniki, które dzięki Funduszowi Odbudowy będą mogły szantażować poszczególne państwa.

Nowe unijne podatki

Oświadczenie Rot Niepodległości wspomina również o nowych możliwościach Komisji Europejskiej, która wprowadzi nowe unijne podatki – “Jednocześnie ten Fundusz przewiduje wprowadzenie podatków unijnych : od transakcji finansowych, opodatkowanie gigantów cyfrowych, opłatę od plastyku, czy podatek węglowy. Jest to sprzeczne z konstytucyjną zasadą kontroli władz Rzeczpospolitej przez własny naród, a zarządzanie finansami publicznymi jest konstytucyjnie zagwarantowanym wyrazem suwerenności państwa polskiego” – zauważono.

Powołano się na historię Stanów Zjednoczonych, gdzie uwspólnotowienie długu i wprowadzenie podatków federalnych doprowadziło do wytworzenia się jednego bytu państwowego.

“Akceptacja tego „Funduszu” jest zgodą na radykalne wyzbywanie się naszej suwerenności na rzecz instytucji międzynarodowych i pozbawienie narodu polskiego możliwości niepodległego kształtowania swojego losu. Podstawowym gwarantem wolności narodu jest niepodległe państwo polskie” – czytamy.

Stowarzyszenie podkreśliło bardzo wyraźnie, że sprzeciwia się takiej polityce państwa polskiego oraz Unii Europejskiej, która w niedługim czasie może doprowadzić do utraty niepodległości krajów członkowskich w tym Polski.

roty.pl

/ fot. TT/@stillgray

Tydzień temu w Waszyngtonie w dzielnicy Southeast miało miejsce tragiczne wydarzenie z udziałem kierowcy Uber Eats. Pochodzący z Pakistanu Mohammad Anwar rozwoził po mieście jedzenie. W trakcie wykonywania swoich obowiązków do jego auta wsiadły dwie czarnoskóre nastolatki. Mężczyzna próbował odebrać auto, lecz w pewnym momencie jedna z dziewczyn ruszyła do przodu. Kilka chwil później doszło do wypadku, w którym pakistański imigrant nie miał szans na przeżycie.

  • Lewicowa polityka prowadzi w Stanach Zjednoczonych do coraz większych podziałów rasowych
  • Dwie nastoletnie dziewczyny napadły i ukradły 66-letniemu imigrantowi samochód
  • Dziewczyny spowodowały śmiertelny wypadek, w którym zginął kierowca Uber Eats próbujący odzyskać wcześniej swoją własność
  • Zobacz także: Brutalny atak nożownika w biały dzień w Vancouver. „To niewyobrażalne”

Od pewnego czasu w Stanach Zjednoczonych narasta fala zuchwałych aktów przestępstw z udziałem ciemnoskórych obywateli, zwłaszcza z grona młodzieży. Warto przypomnieć chociażby protesty “Black Lives Matters” po zabójstwie, będącego pod wpływem narkotyków Georga Floyda przez jednego z funkcjonariuszy policji. Wówczas to w wielu amerykańskich miastach trwały protesty, które przeobrażały się w prawdziwe rozboje i kradzieże, gdzie wiodącą rolę odgrywała lewicowa bojówka Antifa, a także osoby czarnoskóre biorąc odwet za śmierć jednego ze swoich popełniali wiele przestępstw.

Wśród amerykańskiego społeczeństwa wytworzył się podział rasowy, który od kilkudziesięciu lat był tam zwalczany. Lewicowi aktywiści i politycy wykorzystują bezwzględnie trapiące problemy społeczne do własnych celów politycznych. Niestety rozgrywka ta niesie ze sobą negatywne emocje, które przeobrażają się we wzajemną nienawiść rasową.

Głównie młode społeczeństwo podatne jest na ekstremistyczne hasła amerykańskiej lewicy. Tym samym narasta niebezpieczny trend, który mozę doprowadzić w przyszłości do wzrostu przestępstw dokonywanych przez czarnoskóre osoby, które nie będą potępiane przez polityków i społeczeństwo, gdy postanowią złamać prawo.

Tragiczne wydarzenie z udziałem czarnych nastolatek

Jednym ze skutków prowadzenia takiej kampanii nienawiści jest tragiczne wydarzenie sprzed ponad tygodnia, które odgrywało się w Waszyngtonie. Dwie ciemnoskóre dziewczyny w wieku 13 i 15 lat w południowo-wschodniej części stolicy zakradły się i raziły paralizatorem 66-letniego Mohammada Anwara. Oszołomiony kierowca Uber Eats próbował udaremnić kradzież samochodu.

Na jego nieszczęście, jedna ze sprawczyń nacisnęła mocno pedał gazu, zabierając ze sobą właściciela pojazdu. Na nagraniu wideo doskonale widać jak rozpędzone jedzie wprost na skrzyżowanie. Wówczas to po skręceniu doszło do tragicznego wypadku.

Uwaga, materiał wideo zawiera drastyczne ujęcia!

Na miejscu zdarzenia jako pierwsi pojawili się oficerowie Gwardii Narodowej, przebywający w tamtej okolicy. Następnie wezwano policję oraz służby ratunkowe. Niestety lekarzom nie udało się uratować 66-letniego imigranta z Pakistanu.

Po zatrzymaniu przez policję w miejscu zdarzenia sprawczynie zostały przewiezione na policję, a potem obie usłyszały zarzuty morderstwa i napadu z bronią w ręku. Do czasu rozprawy sądowej obie nastolatki pozostaną w areszcie.

Członkowie rodziny zamordowanego Anwara wydała krótkie oświadczenie – “Rodzina jest załamana tą bezsensowną zbrodnią. Mohammed Anwar był ojcem, dziadkiem, mężem, bratem i wujkiem kochanym przez wszystkich zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Pakistanie”. Utworzono również specjalną zbiórkę pieniędzy na portalu GoFundMe, gdzie jak do tej pory zebrano blisko 1 milion dolarów, na pokrycie kosztów pogrzebu i wsparcie finansowe rodziny.

fox5dc.com

Fot. YouTube/ screen

Dwudziestokilkuletni mężczyzna został aresztowany po dźgnięciu nożem co najmniej siedmiu osób. Atak nożownika w Vancouver nastąpił w miejskiej bibliotece.

  • Dwudziestokilkuletni napastnik został aresztowany przez policję po zaatakowaniu nożem siedmiu osób w centrum miasta.
  • Jedna z ofiar zmarła, pozostałe zostały przetransportowane do szpitala. Incydent miał miejsce w okolicy biblioteki w środku dnia.
  • Atak nożownika w Vancouver zszokował lokalną społeczność, która określa okolicę jako “ciche i spokojne, idylliczne miejsce”.

Mężczyzna w wieku około dwudziestu lat został aresztowany po dźgnięciu nożem co najmniej siedmiu osób. Atak nożownika miał miejsce w Vancouver w Kanadzie. Jedna z rannych kobiet zmarła, a karetki zabrały pozostałe sześć osób do szpitala. Ataki miały miejsce wewnątrz i na zewnątrz biblioteki w Lynn Valley w dzielnicy North Vancouver. “Widziałem nóż. Był bardzo duży, nie był to zwykły nóż” – mówił o wydarzeniu naoczny świadek dla CBC News. Policja twierdzi, że nie ma stałego zagrożenia dla ludzi, a sprawca jest znany policji. Wydaje się również, iż odpowiedzialny za atak był tylko jeden mężczyzna.

„Podejrzany przebywa w areszcie po tym, jak został zatrzymany około godziny 14:00 w sobotę w pobliżu oddziału Lynn Valley przy Lynn Valley Road 1277, która jest częścią lokalnego centrum handlowego” – informuje CBC News. Sprawca jest już znany policji i został wcześniej skazany za przestępstwo. Atak nożownika w Vancouver przeraził mieszkańców. Osoba z personelu Emergency Health Services powiedziała, że ​​sześciu pacjentów zostało zabranych do szpitala, a ​​na miejsce zdarzenia wysłano 11 karetek i dwa nadzorujące pojazdy. Nie była jednak w stanie ujawnić szczegółów dotyczących stanu zdrowia pacjentów.

“Sierż. Frank Jang ze zintegrowanego zespołu dochodzeniowego ds. zabójstw powiedział, że podejrzany – dwudziestokilkuletni mężczyzna, który został ujęty i obecnie przebywa w areszcie – miał w przeszłości kontakty z policją” – stwierdza CBC News. Policja nie ustaliła motywu ataku, ale poprosiła każdego, kto był świadkiem zdarzenia lub nagrał materiał filmowy, o udostępnienie go policji. „W tym przypadku każda mała rzecz jest ważna” – powiedział Jang. Pracujący w bankowości świadek stwierdził, że „reakcja policji była ogromna”. „Nigdy nie widziałem tylu gliniarzy w jednym miejscu”.

Brutalny atak nożownika w Vancouver zaskoczył lokalną społeczność. Jeden ze świadków zdarzenia robił w okolicy zakupy z narzeczoną, gdy zauważył policyjny zgiełk. Podkreślił, że ludzie mieszkający w okolicy North Vancouver opisują ją jako „ciche i idylliczne miejsce do życia, w którym przemoc, która rozegrała się w sobotę, jest bardzo niezwykła”. „Ludzie po prostu wydają się być ogólnie zszokowani” – powiedział świadek zdarzenia. “Jak, u diabła, może się to stać w North Van? Dorastałem pięć minut drogi stąd” – stwierdził.

Jonathan Wilkinson, parlamentarzysta z North Vancouver, powiedział, że był wstrząśnięty atakiem. „Ta biblioteka od lat jest bezpiecznym miejscem dla rodzin do gromadzenia się w społeczności Lynn Valley” – przypomniał. „Do dziś było niewyobrażalne, że takie bezsensowny akt przemocy mógł nastąpić w samym jej sercu” – wskazał poseł.

Incydent, który miał miejsce w Vancouver przypomina masakrę w Vetland z początku miesiąca, podczas której Afgańczyk Tamim Sultani brutalnie zaatakował i dźgnął nożem siedem osób. Jak dotąd motyw jego działania również jest nieznany.

CBC News

Imigranci

/ Fot. YouTube/ screen

Cypr jest już pełen nielegalnych imigrantów. Władze apelują do UE o pomoc w poradzeniu sobie z rosnącym problemem.

  • Cypr jest przepełniony nielegalnymi imigrantami – przekazał rzecznik rządu, Victor Papadopoulos.
  • Państwo nie jest w stanie przyjmować do ośrodków azylowych większej ilości przybyszy.
  • Z tego powodu, Cypr jest zmuszony prosić o pilną pomoc Unii Europejskiej, do której zmierzają gromady nielegalnych imigrantów.
  • Przeczytaj również: 9-letnia imigrantka utonęła w Rio Grande. Próbowała dostać się do USA

Cypr przekroczył ilość imigrantów, którą jest w stanie przyjąć. W piątek rzecznik cypryjskiego rządu przekazał, iż Cypr jest pełen nielegalnych imigrantów i to w sensie dosłownym. Władze państwa zaapelowały o pomoc ze strony UE. Jednocześnie, oskarżenie o przemyt ludzi do Unii Europejskiej padło na Turcję, która ma wysyłać nielegalnych imigrantów przez kontrolowaną przez siebie, północną część wyspy.

W ciągu ostatnich czterech lat nielegalna imigracja na Cypr gwałtownie wzrosła. Rząd ogłosił, że ​​kraj, który w przeszłości był często mijany w drodze na północ przez Morze Śródziemne, teraz boryka się z poważnym kryzysem migracyjnym. Cypr jest pełen nielegalnych imigrantów. “Zdolność Republiki Cypryjskiej do przyjęcia tych osób została wyczerpana. Ryzykujemy zmiany demograficzne” – oznajmił rzecznik rządu, Victor Papadopoulos. Podkreślił, iż wszelkie ośrodki azylowe w państwie są już przepełnione. Według rządu cypryjskiego, osoby ubiegające się o azyl stanowią obecnie 4% z 850 000 mieszkańców kraju – pisze grecka Ekathimerini.

“Cypr jest oficjalnie członkiem UE. Jednak ponieważ północna część wyspy, okupowana przez Turcję od 1974 r., Prawo UE ma zastosowanie tylko do południowej części wyspy” – podkreśla portal. Wielu nielegalnych imigrantów przypływa łodzią bezpośrednio do południowej części wyspy. Inni wjeżdżają do UE przez północną część, należącą do Turcji. Granica jest patrolowana przez ONZ, ale podobno jest słabo strzeżona. Rząd Cypru oskarża Turcję o pomoc w przemycie nielegalnych imigrantów do kraju. Minister spraw wewnętrznych Constantinos Petrides mówi, że ma dowody na to, że migranci są przewożeni na turecką stronę, a następnie przemycani do UE.

The Guardian z kolei opisał sytuację panującą na Cyprze jako “niezrównoważoną” już w 2018 roku. Korzystano wówczas z tej samej trasy przemytniczej, a jedynym sposobem, w jaki zapobieganiu nielegalnej migracji, było rozciągnięcie drutu kolczastego na niektórych odcinkach granicy. Minister spraw wewnętrznych Constantinos Petrides określił granicę jako „otwartą ranę nie tylko dla Cypru, ale dla całej UE”.

Warto podkreślić, iż władze Cypru oferowały obywatelstwo bogatym imigrantom za cenę 2 milionów euro. Proceder zakończono jednak w listopadzie 2020 roku. Aktualnie, Cypr jest pełen nielegalnych imigrantów, a rząd nie ma pojęcia, co mógłby z nimi zrobić. Nie wiadomo, w jaki sposób UE mogłaby pomóc państwu, jeśli nie przyjmując nielegalnych imigrantów i “rozdzielając” ich odgórnie różnym państwom członkowskim.

Ekathimerini

Dr Włodzimierz Bodnar

Dr Włodzimierz Bodnar / Fot. screen Polsat News

– Zapraszam wszystkie telewizje, żeby przyjechały do Przemyśla, żeby się przekonać, że tę chorobę da się leczyć bezpiecznie, skutecznie, bez problemów. Akurat ja to robię – powiedział dr Włodzimierz Bodnar, który leczy COVID amantadyną. – To pan minister eksperymentuje na ludziach, zamykając dostęp ludziom do lekarzy. Tych ludzi nikt nie leczy, nie dostają znikąd pomocy – odpowiedział na zarzuty ze strony Adama Niedzielskiego.

  • W poniedziałek, po kilku miesiącach biurokratycznych spraw ruszyły badania nad skutecznością amantadyny. Będą to robiły dwa zespoły: w Lublinie i Katowicach.
  • Dr Włodzimierz Bodnar zapowiada, że pierwsze wyniki mogą się pojawić bardzo szybko.
  • Lekarz w swojej przychodni w Przemyślu przyjął około 3. tys. osób z COVID-19. Jak stwierdził, zdecydowana większość nie ma powikłań po koronawirusie.
  • Mój personel nie boi się COVID-19. Część osób chodzi bez maseczek. Ja osobiście przyjmuję, tyle osób przyjmujemy, bez maseczki dlatego, że nie byłbym w stanie tyle pracować zakneblowany – podkreślił. Dr Bodnar skrytykował teleporady.
  • Gość Polsatu ocenił, że pacjenci w Polsce nie otrzymują potrzebnej pomocy. Jego zdaniem z tego wynika obecny krytyczny stan, jeżeli chodzi o zakażenia koronawirusem.
  • Wielu lekarzy przyjeżdża z Polski, bo zapraszałem, szkolimy lekarzy, żeby zobaczyli jak się leczy COVID-19 – poinformował.
  • To pan minister eksperymentuje na ludziach, zamykając dostęp ludziom do lekarzy. Tych ludzi nikt nie leczy, nie dostają znikąd pomocy – powiedział.
  • Zobacz także: Dr Bodnar leczy amantadyną. „Szpitale zamieniają się w umieralnie”

Dr Włodzimierz Bodnar, pediatra, specjalista chorób płuc z Przemyśla, był gościem “Gościa Wydarzeń” w telewizji Polsat, gdzie mówił o leczeniu COVID. W poniedziałek, po kilku miesiącach biurokratycznych spraw ruszyły badania nad skutecznością amantadyny. Będą to robiły dwa zespoły: w Lublinie i Katowicach. Dr Bodnar znalazł się w tym katowickim.

Czego dr Bodnar spodziewa się po badaniach? – Spodziewam się leku, który pomoże nam opanować pandemię. Taki był cel. Doskonale wiem, że lek jest skuteczny, działa. Chcieliśmy udowodnić Polsce i światu, że tak jest – podkreślił.

Biurokracja pokonana. Wyniki będą szybko

Dlaczego badania ruszyły dopiero teraz? – Ja jako osoba prywatna nie spełniłem żadnych wymogów. Klinika z tym uporała się w trzy miesiące. Nie tylko ja, lecz także prof. Rejdak tak samo. Procedury są w nieskończoność. Uważam, że nie powinno tak być. Sytuacja była pilna, nagląca. Takie procedury powinny się skończyć dużo wcześniej – powiedział.

– Przypuszczam, że wyniki mogą być dość szybko akurat, jeżeli ta pandemia będzie trwała w takim nasileniu, więc pacjentów nam nie brakuje. Terapia takiego pacjenta trwa kilka czy kilkanaście dni, czy dwa tygodnie – podkreślił.

„Leczymy wszystkich, jacy by nie byli”

Dr Włodzimierz Bodnar na antenie telewizji opowiedział o tym, jak w Przemyślu leczy COVID. – Osobiście przyjąłem grupę około 3. tys. osób z COVID-19 – zaznaczył. – Przyjmujemy od godziny 10 do nawet 23. Nie zawsze jestem w stanie przyjąć wszystkich osób, które byłyby zainteresowane. To są ludzie przypadkowi, lekkie przypadki, średnie, ciężkie i bardzo ciężkie. Nie wybieram sobie pacjentów. Pacjent przyjeżdża z różnymi objawami i nasileniem choroby. Leczymy wszystkich, jacy by nie byli – stwierdził lekarz.

Doktor zaznaczył, że większość jego personelu przechorowało kornawirusa. – Chorowało sporo osób. Może nie wszyscy, ale większość przechorowała. Przechodzili lekko. Wszyscy brali amantadynę – powiedział. – Pracuje u mnie około 60. osób, a dodatkowo współpracuje około 100. To jest duża przychodnia. Mamy wiele usług, sprzętu itd. Tylko jeden mój pracownik trafił na oddział, ponieważ dostał arytmii. Wyszedł bez wielkich powikłań i nikt mi nie umarł – podkreślił.

Dr Bodnar zachwalał skuteczność amantadyny w leczeniu COVID. – Ci ludzie, którzy biorą amantadynę, którzy zrobili to w pierwszym etapie, praktycznie nie mają zespołów pocovidowych. Oni nie wracają. Praktycznie od października nie zdarza się, żeby ludzie, którzy mieli nawet dosyć ciężkie zapalenie płuc, żeby mieli zespoły pocovidowe. Cieszą się pełnią zdrowia i szczęścia – stwierdził.

– Mój personel nie boi się COVID-19. Część osób chodzi bez maseczek. Ja osobiście przyjmuję, tyle osób przyjmujemy, bez maseczki dlatego, że nie byłbym w stanie tyle pracować zakneblowany – podkreślił. – Wdycham pewnie miliardy wirusów. U mnie badanie polega w taki sposób: pacjent stoi, muszę go oklepać, musi zakaszleć i głęboko oddychać. Nie leczę zdalnie, bo nie jestem w stanie w taki sposób określić stanu zdrowia pacjentów – zaznaczył. – Część mojego personelu zaszczepiło się. Każdy ma prawo wyboru, nikogo nie zmuszam – powiedział. – Przyjmujemy pacjentów teraz nawet w soboty i niedziele – dodał. – Mój personel jest oddany pacjentom, stara się, widzi te nieszczęścia ludzi, gdzie nie mogą się dostać do innych przychodni. Widzą rozpacz, to trzeba przyjechać zobaczyć – relacjonował.

„Zapraszamy do Przemyśla”

– Zapraszam wszystkie telewizje, żeby przyjechały do Przemyśla, żeby się przekonać, że tę chorobę da się leczyć bezpiecznie, skutecznie, bez problemów. Akurat ja to robię – powiedział. – Wielu lekarzy przyjeżdża z Polski, bo zapraszałem, szkolimy lekarzy, żeby zobaczyli jak się leczy COVID-19 – poinformował. – Jeżeli pan minister Niedzielski uważa, że ja prowadzę eksperyment medyczny, jeżeli ktoś określa moje skuteczne leczenie w ten sposób, nie dając nic w zamian w Polsce, można mnie krytykować, ale niech w zamian coś zaoferuje – podkreślił.

– Nigdy nie byłem antyszczepionkowcem. U mnie się ludzie szczepią i ja szczepię – zaznaczył. – Jednak są doniesienia coraz większe, że wirus bardzo mutuje i te szczepionki mogą być niewystarczające na każdym etapie – podkreślił.

Lekarz odniósł się do zarzutów ze strony ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, że medycy podający amantadynę eksperymentują na ludziach. – To pan minister eksperymentuje na ludziach, zamykając dostęp ludziom do lekarzy. Tych ludzi nikt nie leczy, nie dostają znikąd pomocy – powiedział. – Nie potrafię pacjenta w takiej chorobie leczyć telefonem. Były lżejsze choroby, niedające tylu powikłań i nigdy się nie leczyło choroby na telefon – podkreślił.

Pacjenci bez pomocy

Dr Bodnar ocenił, że pacjenci w Polsce nie otrzymują potrzebnej pomocy. Jego zdaniem z tego wynika obecny krytyczny stan, jeżeli chodzi o zakażenia koronawirusem. – Oni nie mieli dokąd pójść. Dlaczego trafili do szpitala? Bo nikt ich nie badał, nie słuchał. Jak wygląda leczenie w Polsce? Wygląda w ten sposób: pacjent kaszle, gorączkuje. Więc dzwoni do lekarza. Przychodnia odbiera telefon., każą wykonać test. Pacjent to wykonuje, w dobrej wierze. I co się dzieje? Dzwoni kolejny raz i mówią: „my pana przyjąć nie możemy, bo pan ma COVID-19, możemy panu przepisać leki takie, siakie, antybiotyki”. A pacjent nie jest słuchany. „Jeżeli panu się pogorszy, proszę dzwonić po pogotowie”. Pogotowie przyjeżdża i stwierdza, że stan nie jest jeszcze ciężki, nie mogą przyjąć do szpitala, trzeba poczekać, aż się pogorszy – relacjonował. – Tę chorobę się z powodzeniem leczy amantadyną, plus oczywiście tak jak każde inne powikłania, które znamy, leczyć tak, jak od setek lat – podkreślił.

Jak zauważył prowadzący rozmowę red. Bogdan Rymanowski, dr Bodnar kilka tygodni temu w liście otwartym napisał, że “na całym świecie mało komu zależy na leczeniu COVID-19. Ta pandemia jest sztucznie utrzymywana. Czekano na nią parę lat”. – Praktycznie zamykając pacjentowi drogę do leczenia jest efekt taki, jaki jest – powiedział lekarz. Red. Rymanowski zapytał eksperta, co by zrobił, gdyby został ministrem zdrowia. – Wprowadziłbym amantadynę do leczenia, po dwóch tygodniach efekt byłby widoczny – odpowiedział dr Bodnar.

polsatnews.pl