/ Fot. Twitter

W stolicy Hiszpanii dwa rywalizujące ze sobą gangi walczyły o terytorium. Ze względu na strzelaniny, mające miejsce w centrum miasta, spór okrzyknięto “Dzikim Zachodem”.

  • Hiszpania mierzy się z coraz poważniejszym problemem związanym z wojnami gangów.
  • Na początku kwietnia w centrum Madrytu miała miejsce strzelanina z udziałem członków nielegalnych grup. Podczas, gdy policja wzywa do walki z gangami,
  • Hiszpanie są przerażeni kierunkiem, w którym zmierza ich kraj.

Na początku kwietnia w Madrycie zakończył się spór dwóch, rywalizujących ze sobą gangów. Starcia pomiędzy dwama kartelami określono mianem “Dzikiego Zachodu”, gdyż rozgrywały się pod wieczór na ulicach miasta. Konkurencyjne gangi walczyły o terytorium i wpływy, udowadniając sobie nawzajem swoją siłę. Konflikt miał trwać już od dłuższego czasu, a do jego ostatecznego rozwiązania doszło po oddaniu serii strzałów w dzielnicy mieszkalnej.

Do sieci trafiło nagranie z incydentu w centrum Madrytu. Film pokazuje mężczyznę w białej koszuli strzelającego do zbiegów, a następnie chowającego broń w zaparkowanym samochodzie. Nagraniem zainyteresowała się hiszpańska policja. Związek policyjny JUPOL opublikował film, który opisują jako „prawdopodobnie” pokazujący umowę gangów. Dodano, że z gangami trzeba walczyć „z największą siłą” i zdecydowaniem.

Mówi się, że konflikt rozpoczął się w pobliskim pubie, po czym kilka osób uciekło na ulicę, gonionych przez przeciwników z konkurencyjnego gangu. Jeden mężczyzna miał być widziany z nożem w dłoni, którym próbował dźgnąć drugiego. Policja znalazła co najmniej trzy dziury po kulach. Choć nagranie opublikowano 1 kwietnia, zdecydowanie nie jest ono żartem primaaprilisowym, a sytuacja wzbudziła znaczny niepokój mieszkańców stolicy, w której gangi walczyły o terytorium. “To straszne”, “Jaki staje się ten kraj? Matko…” – komentują Internauci na Twitterze. “Każdy z nas pozwala na to, pozostając w domu i modląc się, by nas to nie dotknęło” – przypominają inni. Niektórzy uderzają w nieco bardziej ironiczny ton: “Cóż, przynajmniej było przed godziną policyjną. Uspokoiłeś mnie” – piszą.

Samnytt.se

/ Fot. screen

Brukselska młodzież urządziła w parku imprezę, sprzeciwiając się koronarestrykcjom. Do walki z nielegalnym procederem policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych.

  • Stale przedłużane obostrzenia coraz mocniej uderzają w psychikę młodych ludzi.
  • W brukselskim parku młodzież urządziła imprezę, aby cieszyć się wolnością i sprzeciwić się restrykcjom.
  • Do rozpędzenia zgromadzenia policja użyła gazu i armatek wodnych.

W czwartek brukselska młodzież urządziła w parku tłumną imprezę, sprzeciwiając się nałożonym przez rząd ograniczeniom i restrykcjom. Wszystko miał zapoczątkować primaaprilisowy żart na Facebooku, gdzie skrzyknęli się młodzi ludzie. Żartując, pisali o występach słynnych muzyków. Ostatecznie, impreza spotkała się ze znacznym zainteresowaniem miejscowej ludności. Aby rozproszyć zgromadzonych, policja użyła jazu łzawiącego i armatek wodnych.

Nie jest do końca jasne, kto odpowiada za zorganizowanie imprezy „La Boum” w parku Bois de la Cambre. Sprawą ma się zająć brukselska prokuratura. Według policji, w parku zebrało się około 2000 osób. “Skandowano słowa takie jak „wolność” i rzucano butelkami i kamieniami w policję. W odpowiedzi policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych do rozproszenia zgromadzenia, które naruszyło obecne ograniczenia, zgodnie z którymi tylko cztery osoby mogą spotykać się na zewnątrz” – czytamy.

Choć zaczęło się od żartów, spotkanie w parku urządzono nie bez przyczyny. Młodzi ludzie twierdzą, iż wyjątkowo źle znoszą osamotnienie i restrykcje. “Wszyscy mamy depresję. Za dwa tygodnie będę miał 18 lat, chcemy móc wykorzystać naszą młodość” – mówiła licealistka Amelie. Coraz częściej eksperci podnoszą kwestię szkód, jakie w psychice rozwijającej się młodzieży wyrządza ciągła, wielomiesięczna izolacja. Gdy jednak młodzież postanowiła się jej przeciwstawić, została potraktowana gazem i armatkami wodnymi. Trzech policjantów i dwóch cywili zostało rannych, a cztery osoby zostały zatrzymane.

Samnytt.se

Donald Trump

Podczas, gdy Google zupełnie zignorowało największe, chrześcijańskie święto, Donald Trump wystąpił z wielkanocnym przesłaniem. Były prezydent życzył radosnej Wielkanocy nawet “radykalnym, lewicowym szaleńcom”.

Google znane jest z tworzenia specjalnych grafik dla uczczenia mniej lub bardziej istotnych wydarzeń i świąt. Gigant przygotowuje specjalny wygląd swojej strony choćby na Dzień Babci, Dzień Kobiet czy nawet Dzień Bezpiecznego Internetu. Chrześcijańska Wielkanoc okazała się być jednak niedostatecznie istotna, aby Google raczyło ozdobić ją oddzielną grafiką. Sprawę natychmiast wychwycili Amerykanie. W przeciwieństwie do korporacji, były prezydent USA, Donald Trump, złożył życzenia wielkanocne wszystkim, nawet “radykalnym lewicowym szaleńcom”.

Jak zauważyli Internauci, Google nie znalazło miejsca “nawet na króliczka” z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Prawicowy aktywista Jack Posobiec umieścił na Twitterze zdjęcie strony przeglądarki, ukazujące zupełnie zwykły napis “Google”. “Google dziś” – stwierdził, podkreślając, iż technologiczny gigant nie zdobył się nawet na najmniejszą wzmiankę o Wielkanocy. Tymczasem Donald Trump skierował do Amerykanów specjalne życzenia z okazji Świąt: „Wesołych Świąt Wielkanocnych WSZYSTKIM, w tym dla radykalnym lewicowym szaleńcom, którzy sfałszowali nasze wybory prezydenckie i chcą zniszczyć nasz kraj!” – napisał Trump.

Były prezydent wciąż pozostaje zablokowany na Twitterze. Informacje, które chce przekazać światu, publikuje zatem w formie komunikatów prasowych. Życzenia polityka spotkały się z wyjątkowo ciepłym przyjęciem ze strony Republikanów, którzy zdecydowanie zawiedli się na ignorującej chrześcijan postawie, którą po raz kolejny prezentuje Google.

Post Millennial

/ Fot. screen

Minister transportu Joe Bidena, Pete Buttigieg, został okrzyknięty “fałszywym ekologiem”. Mężczyzna, oficjalnie głoszący “świadome ekologicznie treści”, został przyłapany na wysiadaniu z SUV-a i pospiesznym przesiadaniu się na rower.

  • Minister transportu USA, Pete Buttigieg, stanowczo zachwalał używanie rowerów i odchodzenie od zużycia paliwa.
  • Niedawno do sieci trafiło nagranie, ukazujące jego hipokryzję w podróży do pracy.
  • Minister transportu został nazwany “fałszywym ekologiem” po tym, jak wysiadł z SUV-a, by na ostatnie chwile podróży przesiąść się na rower.
  • Zachowanie polityka wykpili Internauci.

Postać Pete’a Buttigiega była dotychczas chwalona przez media głównego nurtu za ekologiczne “zacięcie”. Minister jeździł bowiem do pracy na rowerze, jednocześnie potępiając zużywanie paliwa przez kierowców samochodów. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, a minister transportu został nazwany “fałszywym ekologiem”. W czwartek Buttigieg został uchwycony na wideo, gdy przyjeżdża w pobliże Białego Domu dużym SUV-em, po czym zespół ochroniarzy zdejmuje jego rower, na którym minister przemierza pozostałą, niewielką odległość do pracy.

Sytuacja wzbudziła oburzenie opinii publicznej. Minister transportu został natychmiast oskarżony o bycie “fałszywym ekologiem” i skrajnym hipokrytą. Film wyciekł wkrótce potem, jak Demokrata poparł tzw. “podatek milowy” dla kierowców. Ma on nakładać na kierujących pojazdami opłatę – tym wyższą, im więcej kilometrów przejadą. Dotychczas kwestię tę regulował podatek od paliwa. Media społecznościowe bezlitośnie wykpiły ministra transportu, który rowerem jeździ najwidoczniej tylko “pod publikę”, gdy śledzą go uważne oczy kamer. “Przykro mi Petie, twoja próba oszukania społeczeństwa została zdemaskowana. Wszystko, co powiesz od teraz, ma zerową ważność” – piszą Internauci.

“Typowe tak zwane „zielone” zachowanie lewicy” – stwierdzają, komentując sytuację. “Dlaczego płacimy za ochronę ministra transportu? Czy to jakaś niebezpieczna usługa? Ten facet jest w 100% fałszywy. Nie ma w nim nic szczerego. Mówi zręcznie, tak jak Obama i Clinton, ale jego wiarygodność jest zerowa. I podobnie jak Obama i Clinton kłamie, patrząc ci prosto w oczy z szerokim uśmiechem. Zatrzymajmy kłamstwa!” – dodają. Sam Buttigieg był wcześniej burmistrzem South Bend w stanie Indiana. Wystartował w ostatnich wyborach prezydenckich, ale po pewnym czasie zrezygnował z kampanii. 15 grudnia 2020 roku ogłoszono, że Biden powołał Buttigiega na stanowisko ministra transportu.

Washington Times

Abp Stanisław Gądecki.

/ fot. youtube.com

Chrześcijanin nie może siedzieć zamknięty. Jego zadaniem i powołaniem jest ewangelizacja – powiedział przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki.

  • Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa […] uzmysławia współczesnemu człowiekowi, że nasze życie nie kończy się na ziemi, ale ma swoje przedłużenie w innym wymiarze – podkreślił abp Gądecki.
  • Dziś, gdy dysponujemy tak wieloma środkami społecznego przekazu i gdy bardzo szybko przesyłamy informacje, być może powinniśmy z tych narzędzi skorzystać, mówić błądzącym, szukającym i zalęknionym, że mimo pandemicznych ograniczeń możemy i powinniśmy głośno i mocno opowiadać o miłości i miłosierdziu Boga. Nie zamykajmy, zatem naszych serc – zaapelował.
  • Zobacz także: Abp Jędraszewski: Piłatowy sąd nad dzieckiem nienarodzonym

– Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest kluczowym wydarzeniem w historii chrześcijaństwa i centralnym punktem odniesienia wszystkich wyznawców Chrystusa – podkreślił hierarcha. – Prawda ta uzmysławia współczesnemu człowiekowi, że nasze życie nie kończy się na ziemi, ale ma swoje przedłużenie w innym wymiarze. To z kolei stanowi źródło chrześcijańskiej nadziei, która przenika całe głoszone przez Kościół przesłanie o miłości Boga do człowieka – zaznaczył abp Gądecki.

– Jezus przyszedł, i przychodzi nadal do nas, ale wielu ludzi nie chce Go do siebie wpuścić, wytacza przeciw niemu najsilniejsze działa nienawiści i agresji. Tę nienawiść i agresję, jako konsekwencję wrogości do Jezusa, widzimy dziś także wobec instytucji Kościoła i ludzi w nim posługujących. To wszystko sprawia, że jako społeczeństwo wciąż pogłębiamy nasze podziały, wciąż podkreślamy to, co nas dzieli, tak jakby nie było w nas nawet odrobiny dobrej woli, by próbować zrozumieć drugiego człowieka – stwierdził.

– Chrześcijanin nie może siedzieć zamknięty. Jego zadaniem i powołaniem jest ewangelizacja – wskazał. – Dziś, gdy dysponujemy tak wieloma środkami społecznego przekazu i gdy bardzo szybko przesyłamy informacje, być może powinniśmy z tych narzędzi skorzystać, mówić błądzącym, szukającym i zalęknionym, że mimo pandemicznych ograniczeń możemy i powinniśmy głośno i mocno opowiadać o miłości i miłosierdziu Boga. Nie zamykajmy, zatem naszych serc i z ufnością pozwólmy, by Zmartwychwstały dotknął naszej duszy i nas umocnił – zaapelował.

rmf24.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Użytkownik jednego z forów hakerskich opublikował w sobotę za darmo w internecie numery telefonów i dane osobowe setek milionów użytkowników Facebooka. Wyciek danych obejmuje informacje o ponad 533 milionach użytkowników Facebooka ze 106 krajów.

  • Rzecznik Facebooka poinformował, że dane wyciekły ze względu na lukę, którą firma załatała w 2019 roku.
  • Zawierają one numery telefonów, dane do logowania, imiona i nazwiska, lokalizacje, daty urodzenia, biografie i – w niektórych przypadkach – adresy e-mail.
  • Wcześniej na tym samym forum hakerskim jeden z użytkowników reklamował automatycznego bota, który mógł dostarczyć numery telefonów setek milionów użytkowników Facebooka w zamian za określoną cenę.
  • Teraz, cały zbiór danych został opublikowany i jest oferowany na forum hakerskim za darmo.
  • Zobacz także: Ikona BLM przedawkowała narkotyki? Kluczowy świadek w sprawie Floyda odmawia zeznawania

Wyciek danych z Facebooka zawiera m.in. ponad 32 miliony rekordów dotyczących użytkowników z USA, 11 milionów z Wielkiej Brytanii i 6 milionów użytkowników z Indii. Zawierają one ich numery telefonów, dane do logowania, imiona i nazwiska, lokalizacje, daty urodzenia, biografie i – w niektórych przypadkach – adresy e-mail.

Rzecznik Facebooka poinformował, że dane wyciekły ze względu na lukę, którą firma załatała w 2019 roku. Chociaż mają kilka lat, wyciekłe dane mogą dostarczyć cennych informacji cyberprzestępcom, którzy wykorzystują dane osobowe ludzi, aby się pod nich podszyć lub wyłudzić od nich przekazanie danych uwierzytelniających logowanie.

„Tak duża baza danych zawierająca prywatne informacje, takie jak numery telefonów wielu użytkowników Facebooka, z pewnością doprowadziłaby do tego, że źli aktorzy wykorzystaliby te dane do przeprowadzenia ataków socjotechnicznych [lub] prób włamania” – powiedział Alon Gal z firmy Hudson Rock, zajmującej się cyberprzestępczością.

Gal po raz pierwszy odkrył wyciek danych w styczniu, kiedy użytkownik na tym samym forum hakerskim reklamował automatycznego bota, który mógł dostarczyć numery telefonów setek milionów użytkowników Facebooka w zamian za określoną cenę.

Teraz, cały zbiór danych został opublikowany i jest oferowany na forum hakerskim za darmo, co czyni go powszechnie dostępnym dla każdego, kto posiada podstawowe umiejętności w zakresie zbierania danych.

businessinsider.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Niemiecka fundacja “Off Road Kids” alarmuje, że epidemia koronawirusa powoduje u naszych zachodnich sąsiadów rozpady więzi rodzinnych. Wydłużający się lockdown wywołuje kłótnie między rodzicami, a dziećmi które wkrótce są wyrzucane z domu. Poszukują one potem pomocy przy odnalezieniu pracy lub schronienia.

Trwający od ponad roku strach przed zarażeniem się koronawirusem powoduje w wielu krajach niestabilną sytuację nie tylko finansową, ale co najważniejsze zanikają więzi społeczne powodując różne niepokoje. Epidemia w Niemczech pokazuje, że wśród rodzin i najbliższych dochodzi do kłótni, niejednokrotnie przeobrażając się w otwarty konflikt również pomiędzy członkami rodzin.

Epidemia powoduje bezdomność u dzieci

Jak donosi niemiecka fundacja “Off Road Kids” coraz więcej dzieci i młodzieży stoi u progu braku dachu nad głową, gdy te przez ponad roczne zamknięcie w domach skonfliktowały się z własnymi rodzicami – “W rodzinach, w których często dochodzi do awantur, lockdown może doprowadzić do całkowitego zerwania więzi rodzinnych. Bywa, że kończy to się także wyrzuceniem dzieci z domu” – poinformował Markus Seidel, szef zarządu fundacji. 

Ze statystyk prowadzonych przez fundację można się dowiedzieć, że przez okres epidemii wzrosła wśród niemieckich dzieci bezdomność – “Otrzymaliśmy 2474 wezwań o pomoc od zrozpaczonych dzieci i młodocianych, którym grozi bezdomność. To dwa razy więcej niż w roku 2019” – podaje.

Z racji obowiązujących obostrzeń wolontariusze organizacji posiadają utrudniony dostęp do bezpośredniego kontaktu z potrzebującymi dziećmi. Epidemia zmusiła kierownictwo fundacji do stworzenia specjalnej domeny internetowej “sofahopper.de”, dzięki której dzieci i młodzież pozbawiona ogniska domowego może odnaleź pomoc u wolontariuszy “Off Road Kids”.

Udostępnione informacje wskazują, że 40 procent młodocianych poszukujących pomocy pochodzi z dużych aglomeracji jak Berlin, Dortmund, Frankfurt nad Menem, Hamburg i Kolonia, gdzie fundacja utrzymuje swoje placówki. Potrzebujący mogą zatem zwrócić się do nich osobiście i otrzymać pomoc na miejscu.

Wielu młodych ludzi decyduje się znaleźć tymczasowe schronienie u przyjaciół i znajomych – “Co w takiej sytuacji robią młodzi ludzie? Są zagubieni i bezradni, tak samo jak ich przejściowi gospodarze. Dlatego zaglądają do Internetu i poszukują ogłoszeń z ofertą pomocy” – komentuje sytuację Markus Seidel.

“Dzięki Internetowi i mediom społecznościowym mamy do nich szybszy dostęp. W ten sposób zwiększa się także szansa szybszego postawienia ich ponownie na nogi. Ci, którzy zgłaszają się do nas online, na ogół są jeszcze w swojej rodzinnej miejscowości” – dodaje szef zarządu “Off Road Kids”.

Problem dotyka wszystkich warstw społecznych

Jedynym pozytywem w tak tragicznej sytuacji młodych osób wydaje się pomoc odnaleziona u dziadków, czy wujków. Epidemia poszerzyła w ten sposób więzi rodzinne u bliskich jej członków, którzy zostali wyrzuceni przez rodziców lub na własną rękę opuścili dom.

Ciemną stroną tej sytuacji jest jednak objaw coraz większej patologii, która przejawia się wykorzystaniem seksualnym małoletnich. Fundacja podkreśla, że to dotyczy nie tylko najuboższe rodziny.

“Dzieci i młodociani opuszczają rodziny ze wszystkich warstw społecznych, ale skromny metraż i związana z nim ciasnota działają oczywiście jak katalizator” – powiedział Seidel.

Fundację “Off Road Kids” z siedzibą w Monachium założył w 1993 roku w Bad Duerrheim dziennikarz i publicysta Markus Seidel w celu udzielania pomocy młodym ludziom w potrzebie. Chodziło mu o pomoc w ich dalszej nauce oraz znalezieniu pracy i mieszkania. Działacze tej fundacji ustrzegli do tej pory przed bezdomnością 7100 ludzi w wieku do 27 lat. Ocenia się, że w Niemczech bez stałego miejsca zamieszkania może być wynosić do 37 tysięcy młodych osób.

dw.com

Pastor Pawłowski przepędził policję.

/ Fot. Twitter

Protestancka wspólnota w Calgary spotkała się z wizytą policji podczas odprawiania nabożeństwa w weekend wielkanocny. W regionie zakazano zgromadzeń w pomieszczeniach zamkniętych, co skłoniło funkcjonariuszy do wejścia do kościoła i zażądania opuszczenia go przez ludzi. Z tym nie zgodził się polski pastor, który w ostrych słowach zaatakował funkcjonariuszy. Zażądał, by wrócili z nakazem.

  • Sześciu kanadyjskich policjantów zostało dosłownie przepędzonych z holu kościoła ewangelickiego. Polski pastor był wściekły, bo zakłócili uroczystości.
  • Awantura zakończyła się tym, że pastor Pawłowski powiedział policjantom, aby nie wracali bez nakazu.
  • Wszystko uchwyciło nagranie rozpowszechniane w mediach społecznościowych.
  • Wideo pojawia się zaledwie kilka dni po tym, jak pastor James Coates został zwolniony z więzienia za osobiste prowadzenie nabożeństw, które przekraczały arbitralne ograniczenia dotyczące frekwencji.
  • Zobacz także: Salvini: Po Covid będzie kolejna fala epidemii, ta psychologiczna i psychiatryczna

Sześciu kanadyjskich policjantów zostało dosłownie przepędzonych z holu kościoła ewangelickiego przez pastora, który był wściekły, że zakłócili nabożeństwo w święto Paschy. Na nagraniu wideo polski pastor, Artur Pawłowski wielokrotnie mówi policji, aby „natychmiast wyniosła się z tej posesji”. Nazywa funkcjonariuszy „nazistami”, mówiąc „gestapo nie ma tu wstępu”.

Awantura zakończyła się tym, że Pawłowski powiedział policjantom, aby nie wracali bez nakazu. Następnie wyjaśnił, że weekend wielkanocny jest dla chrześcijan szczególnie świętym czasem i że powinni mieć prawo do oddawania czci.

„Policja przybyła, aby zakłócić zgromadzenie Kościoła! Gestapo przyszło ponownie, aby zastraszyć parafian Kościoła podczas obchodów święta Paschy!!! Niewiarygodne” – napisał pastor Pawłowski.

“Naziści nie są tu mile widziani!”

“Naziści nie są tu mile widziani! Nie wracajcie wy nazistowscy psychopaci. Niewiarygodni chorzy, źli ludzie. Zastraszanie ludzi w kościele podczas święta Paschy! Wy gestapowcy, naziści, komunistyczni faszyści! Nie ważcie się tu wracać!” – stwierdził. “Najświętsze chrześcijańskie święto w roku, a oni przychodzą zastraszać chrześcijan podczas najświętszego święta? Niewiarygodne. Co jest nie tak z tymi chorymi psychopatami. To mnie przerasta. Jak oni śmią” – powiedział.

“Przychodzą do kościoła uzbrojeni w pistolety, paralizatory i kajdanki, żeby zastraszyć podczas obchodów Paschy? Cóż, chyba tak właśnie jest, chcą nas wszystkich zniewolić, tak jak to robili Egipcjanie. Chcą być dzisiejszymi faraonami, to właśnie robią. Niewiarygodne. Ludzie, jeśli nie wstaniecie, nie obudzicie się, nie wiem, co będzie jutro” – dodał.

Wideo pojawia się zaledwie kilka dni po tym, jak pastor James Coates został zwolniony z więzienia za osobiste prowadzenie nabożeństw, które przekraczały arbitralne ograniczenia dotyczące frekwencji.

faithwire.com, twitter.com, thepostmillenial.com, toddstarnes.com

ks. Popiełuszko

Ks. Jerzy Popiełuszko / Fot. pixabay.com

– Chrostowski był bardzo ważnym ogniwem w porwaniu ks. Popiełuszki. Prawdopodobnie związany był wówczas ze Służbą Bezpieczeństwa – mówił dr Leszek Pietrzak, historyk prowadzący kanał Zakazane Historie, w rozmowie z Brunonem Różyckim na kanale Media Narodowe.

  • Dr. Pietrzak brał udział w śledztwie prokuratora Witkowskiego, zajmującego się zagadką śmierci ks. Popiełuszki
  • „Gazeta Wyborcza” pilnuje prawdy na temat mordu dokonanego na ks. Popiełuszce w wersji stworzonej przez byłego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Czesława Kiszczaka – powiedział.
  • Chrostowski był prawdopodobnie związany ze Służbą Bezpieczeństwa
  • Zobacz także: Szansa na wywłaszczenie grobów komunistów z Powązek. Morawiecki przychylny

Dr L. Pietrzak na kanale Media Narodowe poruszył temat wciąż niejasnych okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Skupił się na sprawie Waldemara Chrostowskiego, który był kierowcą księdza w dniu uprowadzenia. Warto dodać, że dr Pietrzak brał udział w śledztwie prokuratora Witkowskiego, zajmującego się zagadką śmierci ks. Popiełuszki.

Na pytanie B. Różyckiego, jak odniesie się do tego, że „Gazeta Wyborcza” robi z Chrostowskiego ofiarę i męczennika, gość odpowiedział: „Gazeta Wyborcza” pilnuje prawdy na temat mordu dokonanego na ks. Popiełuszce w wersji stworzonej przez byłego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Czesława Kiszczaka. W tej wersji Chrostowski jest bohaterem, któremu udało się wyskoczyć z samochodu porywaczy i zawiadomić opinię publiczną o porwaniu księdza.

Fałszywa wersja

Okazuje się, że Kiszczak tworzył nieprawdziwe wersje, twierdził, że cała zbrodnia to było uderzenie w MSW oraz w niego osobiście. – W mojej ocenie chodziło o to, aby zwerbować księdza i wysłać go za granicę. Kiszczak zakładał, że duchowny mógłby być dla niego cennym informatorem. To oczywiście było nierealne, bo ksiądz był krystaliczną postacią, silną. I w trakcie tej operacji ksiądz został po prostu zamordowany – powiedział dr L. Pietrzak.

Gość dodał, że operacja zakończyła się fiaskiem dla Kiszczaka, musiał więc z tego jakoś wybrnąć. – Musiał zepchnąć winę na podległych funkcjonariuszy, twierdząc, że działali samowolnie, bez jego zgody. Tę tezę zadekretowano w wyniku procesu toruńskiego, ale podczas jego przebiegu pominięto wiele ważnych dowodów – zaznaczył. – To wszystko zmierzało do tego, aby ustalić taką wersję, jaką zaplanował Kiszczak.

Współpraca ze sprawcami

W ocenie dr. Pietrzaka największym kłamstwem jest to, że tę zbrodnię przypisano trzem funkcjonariuszom tzn. Chmielowskiemu, Piotrowskiemu i Pękale. Nie zmienia to jednak faktu, że są winni porwania i dręczenia.

– Według ustaleń śledztwa prowadzonego przez Witkowskiego wynika, że ksiądz został przekazany innej grupie. W mojej ocenie zabrali oni ks. Popiełuszkę do jednego z bunkrów w rejonie Kazunia Nowego – powiedział gość.

Dr Pietrzak zaznaczył, że Chrostowski był bardzo ważnym ogniwem w porwaniu ks. Popiełuszki. Prawdopodobnie związany był wówczas ze Służbą Bezpieczeństwa. – On mógł być osobą, która ułatwiła grupie Piotrkowskiego porwanie.

– W. Chrostowski stał się bohaterem, który uciekł sprawcom i powiadomił opinię publiczną o porwaniu ks. Popiełuszki., tymczasem obraz, który rysuje się ze śledztwa jest całkiem inny. On współdziałał ze sprawcami. Na co są dowody. Chrostowski w porwaniu ks. Popiełuszki

Gość zaznaczył, że śledztwo w tej sprawie jest nadal otwarte.

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Aktywistka Hanna Zagulska na swoim Twitterze opublikowała informację o zbiórce pieniędzy na swój prezent urodzinowy. 30-latka chce kupić sobie komputer i artykuły biurowe. Uzbierała już sporą część sumy.

W Wielki Piątek na Twitterze Hanny Zagulskiej pojawiło się nietypowe ogłoszenie. Aktywistka zorganizowała zbiórkę pieniędzy na komputer stacjonarny oraz artykuły biurowe. Ma być to prezent z okazji jej 30-tych urodzin.

– Żebym miała swoje biuro domowe, miejsce do pracy – tłumaczyła. – Dzięki tej zrzutce kupię komputer, powstanie moja wymarzona przestrzeń do nauki, pisania, pracy, robienia rzeczy, grania w gierki i spotykania się z terapeutką – dodawała.

W sieci zawrzało

Trzeba przyznać, że akcja Zagulskiej wywołała w sieci duże poruszenie. Cała zbiórka nie spodobała się sporej części użytkowników Twittera. Wiele osób wyśmiało zrzutkę aktywistki i nazwało ją po prostu „żenującą”. Użytkownicy zaznaczyli, że mając 30 lat na komputer można zarobić samemu.

Co ciekawe, z pożądanych 5 tys. do godziny 21 w piątek 2 kwietnia uzbierała już 2587 zł, więc prawdopodobnie uda jej się osiągnąć zakładaną sumę.

www.wprost.p