PKO BP, nie czekając na stosowne wyroki sądowe, chce zawierać ugody z frankowiczami. To jedyny bank mający duży portfel hipotek frankowych, który podjął taką decyzję.

  • PKO BP chce przystąpić do programu porozumień z osobami, które zaciągnęły kredyty we franku szwajcarskim.
  • Ostateczną decyzję w tej sprawie mają podjąć akcjonariusze banku podczas walnego zgromadzenia, zwołanego na 23 kwietnia.
  • Z kapitału zapasowego wartego 6,7 mld zł zostanie utworzony fundusz specjalny, który miałby pokryć straty powstałe wskutek ugód z frankowiczami.
  • Zobacz także: Grecja domaga się od Niemiec reparacji wojennych. Nie tylko za II wojnę światową

Państwowy bank zdecydował się przystąpić do programu porozumień z osobami, które zaciągnęły kredyty we franku szwajcarskim. W wyniku tego będą zawierane ugody między PKO BP a frankowiczami. Bank zwołał w tej sprawie na 23 kwietnia nadzwyczajne walne zgromadzenie. Wówczas władze spółki wyrażą oficjalną zgodę na przystąpienie do takich działań.

– Zdecydowaliśmy, że warto przedstawić projekt uchwały o przystąpieniu do programu ugód, i poddamy go pod głosowanie na walnym zgromadzeniu. O jego losach zdecydują akcjonariusze banku. Będziemy postępować zgodnie z ich wolą – zaznaczył Rafał Kozłowski, wiceprezes PKO BP.

Jeżeli akcjonariusze ostatecznie wyrażą zgodę, z kapitału zapasowego wartego 6,7 mld zł zostanie utworzony fundusz specjalny, który miałby pokryć straty powstałe wskutek ugód z frankowiczami. Według szacunków, koszt brutto konwersji wszystkich takich umów, w przypadku PKO BP wynosi 8,5 mld zł. Według przekazywanych informacji, bank posiada około 20 mld zł nadwyżki kapitału ponad obecne wymogi Komisji Nadzoru Finansowego. Z uwagi na to nie będzie miał problemu ze sfinansowaniem ugód z frankowiczami.

money.pl

Rodzina

/ fot. pixabay.com

Z wykazu celów operacyjnych Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-2025 zniknęło finansowanie leczenia niepłodności. To zaskakująca zmiana, biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację demograficzną w Polsce, czy dotychczasowe nastawienie rządu do tego programu.

  • W opublikowanym jakiś czas temu projekcie rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-2025 zabrakło punktu dotyczącego finansowania leczenia niepłodności.
  • Dokument jest na razie na etapie konsultacji, więc wszystko może się zmienić. Jednak mimo wszystko brak tego punktu można uznać za spore zaskoczenie.
  • Krytycy rządowego programu leczenia niepłodności zarzucali mu nieefektywność.
  • Zobacz także: K. Godek: Krzyczące feministki to nie jest powód do tego, żebyśmy zaczęli akceptować zabijanie dzieci

Finansowanie leczenia niepłodności, po dojściu do władzy PiS-u w 2015 roku zastąpiło wsparcie państwa dla zapłodnienia in vitro. Politycy argumentowali, że in vitro, w przeciwieństwie do zaproponowanych rozwiązań, niczego nie leczy.

Obecny program leczenia niepłodności, który zakończył się w 2020 roku, „zakładał finansowanie badań przeprowadzanych na przykład przez poradnie funkcjonujące przy klinikach endokrynologii ginekologicznej. Finansował zatem badania, które pozwalały znaleźć źródło niepłodności, na przykład u mężczyzn wykonywano badania nasienia, a u kobiet drożności jajowodów. W ramach tego programu można było również wykonać laparoskopię diagnostyczną”.

Tymczasem w opublikowanym jakiś czas temu projekcie rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-2025 zabrakło punktu dotyczącego finansowania leczenia niepłodności. Dokument jest na razie na etapie konsultacji, więc wszystko może się zmienić. Zniknięcie finansowania programu zauważył jednak już m.in. Klub Jagielloński.

Krytycy rządowego programu leczenia niepłodności zarzucali mu nieefektywność. Rząd unika chwalenia się statystykami w tej sprawie. – Oczywiście, można zrozumieć, że rząd wycofuje się z programu, który okazał się nieefektywny. Nie można jednak zrozumieć, dlaczego nie zaproponował innego rozwiązania, dzięki któremu osoby z niepłodnością nie zostałyby pozostawione same sobie. Tymczasem problem niepłodności istnieje, ma bardzo duże rozmiary i bardzo doniosłe konsekwencje dla polskiej demografii – wskazał Kamil Sikora z Klubu Jagiellońskiego.

klubjagiellonski.pl

/ fot. TT/@phumzileunwomen

Przewodnicząca Partii Konserwatywnej Erna Solberg obwieściła czterostopniowy plan odejścia od restrykcji. Termin zniesienia pierwszych ograniczeń narzuconych przez rząd na czas epidemii ma być ustalony już w przyszłym tygodniu. Premier Norwegii zakłada, że do lipca znaczna część populacji będzie mogła się zaszczepić.

  • Norwegia zapowiada czterostopniowe odchodzenie od epidemicznych restrykcji
  • Do lipca większość obywateli będzie mogła się zaszczepić na koronawirusa
  • Dla rządu priorytetem będzie umożliwienie dzieciom tradycyjnego nauczania
  • Zobacz także: Lockdown przedłużony! Minister Niedzielski zdradził datę

Podczas środowego obradowania norweskiego parlamentu Premier Norwegii zapowiedziała stopniowe odchodzenie od obowiązujących restrykcji podyktowanych epidemią koronawirusa. Zaznaczyła, że proces rozpocznie się wówczas, gdy w kraju ustabilizuje się sytuacja nowych zakażeń.

Premier Norwegii ogłasza czteroetapowy plan

Erna Solberg z Partii Konserwatywnej nie podała konkretnych terminów, gdzie miałoby następować stopniowe otwieranie życia gospodarczego i społecznego – “Nie możemy jeszcze określić, kiedy kolejne części społeczeństwa zostaną otwarte” – podyktowane jest to m.in. niepewnością co do kolejnych dostaw szczepionek oraz ich skuteczności. W grę wchodzi również możliwość kolejnych mutacji koronawirusa.

Jak zapowiedziała Premier Norwegii, w następnym tygodniu rząd podejmie decyzję w sprawie terminu pierwszego etapu wychodzenia z lockdownu. Priorytetem tutaj mają być dzieci i młodzież, która nie może uczęszczać do szkoły. Zostaną zorganizowane masowe testy na obecność COVID-19, w gminach i szkołach o największym wskaźniku zarażeń. Następnie rada ministrów rozważy otwieranie gospodarki m.in. zniesie ograniczenia dla zagranicznych pracowników.

Według optymistycznych rokowań rządu, pierwsze trzy etapy otwarcia społeczno-gospodarczego ma nastąpić jeszcze do końca czerwca bieżącego roku. Warunkiem tutaj jest niski poziom zakażeń na koronawirusa.

Przymusowy paszport szczepionkowy?

Premier Norwegii powiedziała również, że rząd pracuje nad własnym systemem paszportów szczepionkowych, dzięki którym obywatele będą mogli korzystać z otwieranych branż gospodarki oraz różnych usług.

Jej zdaniem wszyscy obywatele otrzymają możliwość zaszczepienia się jeszcze przed 1 lipca. Natomiast we wcześniejszym wywiadzie dla “VG” potwierdziła, że do końca wakacji będzie obowiązywać reguła metrowego dystansu społecznego.

W Norwegii w ciągu ostatniej doby potwierdzono 900 przypadków zakażenia koronawirusem. Przez cały okres trwania epidemii zaraziło się łącznie 100 tysięcy Norwegów, a ozdrowionych zostało blisko 18 tysięcy. W tym okresie z powodu koronawirusa zmarło 677 osób.

wnp.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

W Wielki Piątek na placu Opery we Frankfurcie nad Menem doszło do skandalu o antysemickim podłożu. Jeden z lokalnych policjantów podczas kontroli ujawnił swoje nazistowskie inspiracje prosząc o żydowski dowód tożsamości. Niemiecka policja z Frankfurtu zaprzecza takowemu zdarzeniu i rozważa pozew o zniesławienie dla 33-letniego przedsiębiorcy.

  • Niemiecka policja została oskarżona o antysemickie zachowanie w trakcie przeprowadzanej kontroli
  • Funkcjonariusz powalił 33-letniego mężczyznę pochodzenia żydowskiego za brak maseczki
  • Zdaniem świadków funkcjonariusz miał się pytać zatrzymanego o żydowski dokument osobisty
  • Zobacz także: Teksas wraca do normalności. Niemal 40 tysięcy kibiców na stadionie

Niemiecki portal „Frankfurter Rundschau” opisuje na łamach swojej witryny skandaliczną sytuację jaka miała się wieczorem dniu Wielkiego Piątku. Podczas gdy chrześcijanie na świecie oddawali się zadumie nad śmiercią Jezusa Chrystusa na krzyżu, w tym samym czasie niemieccy policjanci przeprowadzali kontrolę na jednym z obywateli.

Nazistowskie resentymenty funkcjonariusza

Około godziny 19:15 policjanci z Frankfurtu zatrzymali 33-letniego przedsiębiorcę, który zmierzał chodnikiem do pobliskiego hotelu znajdującego się na placu Opery. Mężczyzna miał złamać panujące w Niemczech obostrzenia dotyczące przymusu noszenia maseczek ochronnych na wolnym powietrzu.

Według relacji niemieckiego portalu, policjant miał zajść mężczyznę od tyłu i pociągając za ramię obalić go na ziemię. Zaskoczony sytuacją przedsiębiorca miał usłyszeć w odpowiedzi na pytanie o potrzebę takiej agresji, że policja musi w przypadku łamania restrykcji wykonywać swoje zadania. Funkcjonariusz powoływał się również, na rzekomy brak wcześniejszej reakcji na prośby policjantów, aby ten zatrzymał się do kontroli.

Wówczas to 33-latek powiedział, że jest z pochodzenia Żydem, a zachowanie policjanta porównał do najmroczniejszych czasów Niemieckiej państwowości, gdzie w okresie panowania Adolfa Hitlera gestapowcy mieli z pogardą prosić żydów o dowód osobisty „Juden Ausweis”. Tak samo poprosić miał domniemany policjant dodatkowo ze złośliwością uśmiechać się w jego kierunku.

Frankfurcka policja złoży pozew o zniesławienie

Zgodnie z relacją portalu „Frankfurter Rundschau” antysemicki i agresywny policjant wezwał posiłki, a na miejscu interwencji zjawiło się pięciu innych funkcjonariuszy. Otoczyli mężczyznę w ten sposób, że grupka gapiów miała utrudniony dostęp do bacznej obserwacji sytuacji.

Policjant w trakcie interwencji kontaktował się przez telefon z komendą, aby zweryfikować dane zatrzymanego przy, czym miał też głośno artykułować jakiego pochodzenia jest zatrzymany, a także jego prywatne sprawy, które mogły usłyszeć osoby trzecie.

Sam poszkodowany twierdzi, że bardziej niż antysemicka postawa zszokowała go brutalność niemieckiego policjanta. Z kolei frankfurcka policja twierdzi, że nazistowskie zachowanie funkcjonariusza nie miało miejsca, stanowczo temu zaprzeczając. Poinformowano, że komenda złoży pozew o zniesławienie funkcjonariusza.

rmf24.pl

Turcja zaprasza rosyjskich oligarchów / fot. TT/@SLagodinsky

Unijna dyplomacja nie przeżywa ostatnio dobrego czasu, gdy w lutym tego roku komisarz ds. dyplomacji Josep Borrell poległ wizerunkowo w Moskwie. Tym razem żenująca wpadka przytrafiła się podczas spotkania Przewodniczącej KE Ursuly von der Leyen i Przewodniczącego Rady Europy Charlesa Michela z Prezydentem Turcji, Recepem T. Erdoganem. Szefowa KE musiała usiąść na sofie jak zwykły pracownik dyplomatyczny.

We wtorek do stolicy Turcji przybyli przywódcy Unii Europejskiej oraz Rady Europejskiej. Rozmowy pomiędzy liderami dotyczyły stosunków handlowych, politycznych w tym jak ujawnia Prezydent Recep Tayyip Erdogan, Turcja ma aspiracje akcesyjne do Unii Europejskiej. Kolejnymi tematami była pomoc syryjskim uchodźcom oraz ułatwienie mobilności dla tureckich obywateli po krajach wspólnoty europejskiej.

Żenująca porażka wizerunkowa

Oczy kamer i europejskich dziennikarzy zwróciły jednak uwagę na niebywałą sytuację podczas otwartego spotkania dla prasy i mediów. Do sieci trafiło nagranie, gdzie Charles Michel i Recep T. Erdogan siadają naprzeciwko siebie na fotelach, podczas gdy zaskoczona przebiegiem sytuacji Ursula von der Leyen stoi obok sofy.

Na nagraniu widać, że Przewodniczący Rady Europejskiej nieszczególnie przejął się kłopotliwą sytuacją dla unijnej dyplomacji, gdzie jedna z najważniejszych osób w UE została zmuszona do usiądnięcia na sofie jak zwykły pracownik dyplomatyczny.

Słychać również, jak szefowa Komisji Europejskiej wydaję odgłos zaskoczenia “ehm” nie wiedząc co ze sobą ma zrobić w tak niezręcznej sytuacji. Niemiecki polityk, rosyjskiego pochodzenia z Partii Zielonych napisał na Twitterze – “Ehm to nowy termin oznaczający jak nie powinny wyglądać stosunki UE z Turcją” – stwierdził dwuznacznie Sergiej Lagodinsky.

Po spotkaniu szefowa KE nie odniosła się bezpośrednio do żenującej wpadki, lecz wyraziła zaniepokojenie podejściem Turcji do praw kobiet oraz odejściem od konwencji stambulskiej.

interia.pl

Minister Zdrowia, Adam Niedzielski

/ Fot. YouTube/ screen

Minister Zdrowia Adam Niedzielski poinformował podczas dzisiejszej konferencji prasowej, iż lockdown zostanie przedłużony.

  • Lockdown w Polsce zostanie przedłużony – poinformował podczas konferencji Minister Zdrowia, Adam Niedzielski.
  • Wprowadzone przed Wielkanocą obostrzenia potrwają nie do 9, a aż do 18 kwietnia.
  • Minister wyjaśnił, iż wpływ na decyzję rządu miała zła sytuacja w szpitalach oraz w poszczególnych regionach Polski.

Ministerstwo Zdrowia przekazało dziś informację o przedłużeniu korona-restrykcji. MZ Adam Niedzielski poinformował, iż póki co lockdown potrwa do 18 kwietnia. Dotychczasowe, nowe obostrzenia narzucone Polakom 27 marca miały pierwotnie trwać do 9 kwietnia. Rząd zdecydował jednak, iż lockdown zostanie przedłużony o kolejny tydzień.

Tym razem Niedzielski nie powołał się na ilość pozytywnych testów na covid, lecz na sytuację w szpitalach. Ta ma być “wciąż zła”. “Obserwowane ostatnio wyniki nowych zakażeń są w tym momencie zbyt słabym sygnałem, by traktować je w optymistyczny sposób. Wciąż mamy złą sytuację w szpitalach” – stwierdził minister. Ustalone przede wszystkim na czas Wielkanocy restrykcje potrwają zatem o tydzień dłużej.

Jak podaje Niedzielski, Ministerstwo Zdrowia odwlekło datę podjęcia długofalowych decyzji. “Z tych powodów podjęliśmy decyzję, że obostrzenia zostaną przedłużone o okres ponad tygodnia. Lockdown będzie obowiązywał do 18 kwietnia. Wtedy będziemy decydowali, co dalej” – poinformował minister. Dodał, iż to “zła sytuacja w regionach” w znacznej mierze wpłynęła na decyzję rządu o wydłużeniu obostrzeń. Szczególnie źle ma się dziać przede wszystkim w województwie wielkopolskim oraz dolnośląskim.

TVP.Info

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Stolica Szwecji, Sztokholm, chce podwoić ceny benzyny. Pomysł pojawił się, rzecz jasna, w czasie rozważań nad sposobami osiągnięcia “celów klimatycznych”.

  • Szwecja przywiązuje ogromną wagę do realizacji swoich “celów klimatycznych”.
  • Sztokholm zamierza sięgnąć po radykalne środki, by tylko zminimalizować emisję dwutlenku węgla i “przestawić się” na korzystanie z odnawialnych źródeł energii.
  • Aby osiągnąć cel, miasto nie zawaha się w nadchodzących latach… podwoić cen benzyny.

“Zielony ład” w Europie coraz bardziej się rozprzestrzenia. Sztokholm na przykład zupełnie poważnie rozważa co najmniej niekonwencjonalne środki, by tylko osiągnąć “cele klimatyczne”. Wszystko po to, aby stolica mogła osiągnąć swój cel: „wolny od paliw kopalnych i korzystny dla klimatu Sztokholm 2040” ze „świeżym powietrzem i dobrym środowiskiem akustycznym”, trzeba podwoić ceny paliw – stwierdza szwedzki portal Samnytt.se.

Szwedzcy “miłośnicy klimatu” są zatem zdecydowani na zażartą walkę z paliwami kopalnymi. Już jakiś czas temu Sztokholm postawił sobie za cel stać się “międzynarodowym wzorem do naśladowania w globalnej pracy na rzecz środowiska i klimatu”. Aby osiągnąć cele, konieczne będą poważne zmiany – zwłaszcza w sektorze transportu, w którym szwedzka administracja wskazuje konkretne punkty. Przede wszystkim, 60% samochodów w sprzedaży musi być samochodami elektrycznymi, jeszcze do 2030 roku. W 2040 roku musi to być już koniecznie aż 90%. Co więcej, wszyscy dostawcy paliw muszą “każdego roku redukować emisje gazów cieplarnianych z benzyny i oleju napędowego o pewien procent” i podwoić cenę paliwa do 2040 roku, aby ograniczyć wzrost jego zużycia.

Widać zatem jak na dłoni, iż szwedzcy eksperci od klimatu nie zawahają się podwoić ceny benzyny, dążąc do nowego, zielonego świata. Szczególnie, iż w sprawę zostały zaangażowane ambicje. Według Jonasa Eliassona, dyrektora docelowego w Szwedzkiej Administracji Transportu, osiągnięcie wymienionych celów jest potrzebne nie tylko, aby osiągnąć “własne cele klimatyczne”.

Szwecja chce również pokazać “reszcie świata”, iż jest to “możliwa droga”. “To ogromne wyzwanie. Nie tylko dlatego, że potrzebujemy dużo, dużo więcej energii elektrycznej, aby poradzić sobie z tą sytuacją” – stwierdził Sven-Erik Österberg, polityk Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej. Innymi słowy, ekologiczna poprawność musi zostać osiągnięta, by dowieść swoje racje reszcie świata. Cena najwyraźniej nie gra roli.

Samnytt.se

/ fot. pixabay

Wielkanoc w Szwecji przebiegła wyjątkowo burzliwie. Miniony weekend wielkanocny “obfitował” w morderstwa i usiłowania zabójstwa.

  • Miniona Wielkanoc przebiegła w Szwecji w wyjątkowo drastycznych okolicznościach.
  • W przeciągu zaledwie czterech dni popełniono kilkanaście morderstw oraz usiłowań zabójstwa.
  • Seria zbrodni zaczęła się jeszcze nocą w Wielki Piątek, a zakończyła już po Niedzieli Wielkanocnej.

Wielkanoc w Szwecji okazuje się być wyjątkowo niebezpiecznym okresem. Jak podsumowują szwedzkie media, w czasie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego doszło do kilkunastu morderstw i usiłowań zabójstwa. Seria ataków zaczęła się już w Wielki Piątek. Wówczas, niedługo po północy pewien mężczyzna próbował zamordować kobietę w jej mieszkaniu w Vasastan w Sztokholmie.

Zaledwie kilka minut później inny mężczyzna został ciężko dźgnięty nożem w willi Hasselby, gdzie za usiłowanie zabójstwa aresztowano pięć osób. Wielki Piątek trwał jeszcze, gdy w budynku mieszkalnym w Nacka znaleziono martwego mieszkańca. Incydent jest badany, jako morderstwo. Kolejna próba zabójstwa miała miejsce w nocy w garażu w Farsta. Podejrzany sprawca został zatrzymany.

Wielka Sobota również była przepełniona przemocą i przestępstwami. “Tuż przed godziną 10:00 w sobotę policja została zaalarmowana na Flemingsberg w południowym Sztokholmie, gdzie w mieszkaniu znaleziono kobietę w średnim wieku z obrażeniami zagrażającymi życiu. Kobieta później zmarła na miejscu zbrodni. W tym samym mieszkaniu aresztowano mężczyznę pod zarzutem morderstwa. Policja nie chce komentować, jaki rodzaj relacji ich łączył” – przytacza szwedzki Samnytt.se.

Na tym jednak nie koniec. W sobotę w ciągu godziny w różnych miejscach w Kista znaleziono ciężko rannych mężczyznę i nastolatka. Oba incydenty są badane jako usiłowanie zabójstwa, a dwie osoby zostały aresztowane pod zarzutem jednego z incydentów. W końcu nadeszła Wielkanoc, a Dzień Zmartwychwstania rzucił światło na nowe przestępstwa. “O wpół do dziesiątej w niedzielę rano policja znalazła martwego mężczyznę w domu w małym miasteczku w Luleå. Kobieta została zatrzymana na miejscu przez prokuraturę pod zarzutem zabójstwa. Według prawnika kobiety działała w samoobronie. Ofiara i podejrzany już wcześniej się znali” – wylicza Samnytt.se.

Później w niedzielę w Gustavsberg w gminie Värmdö policja znalazła martwego mężczyznę na terenie leśnym. Policjanci badają ten incydent jako podejrzenie morderstwa. “Policja została również zaalarmowana o zdarzeniach w mieszkaniu przy Södermalm w Sztokholmie. Kobieta podejrzana o usiłowanie zabójstwa została zatrzymana, a ciężko ranny mężczyzna trafił do szpitala. W nocy z niedzielę na poniedziałek dwóch mężczyzn podejrzanych o usiłowanie zabójstwa w centrum Södertälje również zostało aresztowanych i zatrzymanych” – czytamy długą listę przestępstw, jakie miała miejsce w Wielkanoc w Szwecji.

Samnytt.se

Beniamin Netanjahu.

Premier Benjamin Netanjahu ostrzega Iran, iż Izrael zamierza się bronić przed “fanatycznym reżimem”.

  • W Wiedniu rozpoczęły się rozmowy dotyczące porozumienia nuklearnego, dotyczącego w szczególności Iranu oraz USA.
  • Przy pomocy innych stron porozumienia, mocarstwa starają się osiągnąć konsensus w kwestii ubogacania uranu przez Iran.
  • Nieprzychylnym okiem na rozmowy patrzy Izrael, który obawia się potęgi nuklearnej, jaką może stać się Iran.
  • Premier Benjamin Netanjahu ostrzegł, iż niezależnie od wyniku negocjacji, Izrael zamierza się bronić przed irańskim “fanatycznym reżimem”.

Rozmowy dotyczące porozumienia nuklearnego rozpoczęły się we wtorek w Wiedniu. Premier Izraela, Benjamin Netanjahu stanowczo potępia pomysł powrotu do porozumienia z Iranem z 2015 roku. Odnosząc się do Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA), oficjalnej nazwy umowy z Iranem, polityk stwierdził: „Nie możemy wrócić do niebezpiecznego planu nuklearnego, ponieważ “nuklearny Iran” jest dla nas zagrożeniem, jest bardzo dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa całego świata”.

Netanjahu przypomniał, iż rozmowy o JCPOA ruszyły na dzień przed rozpoczęciem obchodów Dnia Pamięci o Holokauście: „Musimy działać przeciwko fanatycznemu reżimowi w Iranie, który po prostu grozi usunięciem nas z ziemi… Zawsze będziemy wiedzieć, jak obronić się przed tymi, którzy chcą nas zabić” – stwierdził premier Izraela. „Niebezpieczeństwo, że Iran powróci – i tym razem z międzynarodowym imprimatur – na ścieżkę, która pozwoli mu rozwinąć arsenał nuklearny, jest na wyciągnięcie ręki” – powiedział Netanjahu na spotkaniu frakcji Likud w Knesecie.

W tym samym czasie zakończyły się pośrednie negocjacje między Iranem a USA. Główny negocjator nuklearny Iranu, Abbas Araqchi, powiedział telewizji państwowej, że Iran i główne mocarstwa będą nadal dyskutować o sposobach odnowienia umowy nuklearnej z 2015 roku, którą były prezydent USA Donald Trump porzucił w 2018 roku – informuje JP. „Rozmowy w Wiedniu były konstruktywne… nasze następne spotkanie odbędzie się w piątek” – przekazał Araqchi. Dodał również, iż Teheran nie zawiesi wzbogacania uranu w zamian za zdjęcie sankcji przez USA.

Spodziewa się, iż rozmowy dotyczące porozumienia potrwają jeszcze co najmniej kilka dni. Jak stwierdził urzędnik UE, ich celem jest dojście do konsensusu jeszcze przed czerwcowymi wyborami prezydenckimi, które czekają Iran. Amerykańscy i irańscy urzędnicy oznajmili jednak, iż nie ma pośpiechu. Żadna ze stron nie spodziewa się wczesnego przełomu – czytamy.

Choć negocjacje z pewnością będą się przeciągać, mocarstwa mają być “na dobrej drodze”. „Jesteśmy przekonani, że jesteśmy na dobrej drodze, a jeśli amerykańska wola, powaga i uczciwość zostaną udowodnione, może to być dobry znak na lepszą przyszłość dla tej umowy” – powiedział dziennikarzom rzecznik rządu irańskiego, Ali Rabiei. Możliwość konsensusu obu państw w kwestii porozumienia nuklearnego jest zatem całkowicie realna. Jednocześnie, jest to kwestia, która spędza sen z oczu Izraela i premiera Netanjahu.

Jerusalem Post

/ Fot. March of the living

Szef Pfizera, Albert Bourla oraz główny doradca medyczny prezydenta USA, dr Anthony Fauci dołączą do corocznych obchodów Dnia Pamięci o Holokauście.

  • Tegoroczny “Marsz Żywych” upamiętniający ofiary Holokaustu, szczególnie zaś uratowanych przez lekarzy i medyków, odbędzie się wirtualnie.
  • W obchodach wezmą udział szef Pfizera, Albert Bourla oraz dr Anthony Fauci, doradca prezydenta USA ds. epidemii.
  • Dr Fauci otrzyma specjalne odznaczenie za zasługi w walce z pandemią, podczas gdy Bourla ma przybliżyć w wystąpieniu losy swojej rodziny, która przeżyła Holokaust.

Jak informuje The Jerusalem Post, tegoroczny “Marsz Żywych” będzie “szczególnym wyrazem uznania dla oporu medyków i bohaterów Holokaustu”. Liderzy branży medycznej dołączą do tegorocznych obchodów, które odbywają się 7 i 8 kwietnia z okazji Dnia Pamięci o Holokauście w całym świecie żydowskim. “Szef Pfizera, Albert Bourla, którego rodzice przeżyli Holokaust, dołączy do corocznej ceremonii upamiętniającej ofiary Holokaustu. Wraz z nim dołączy także dr Anthony Fauci, który otrzyma specjalną nagrodę za swoją pracę w walce z COVID-19, na specjalnym sympozjum na temat medycyny” – informuje portal.

W środę wieczorem o godzinie 19:00, w przeddzień Dnia Pamięci o Holokauście, zostanie wyemitowane specjalne sympozjum internetowe zatytułowane „Medycyna i moralność: lekcje z Holokaustu i COVID-19”. Głos zabiorą ocaleni z Holokaustu, jak i “światowej sławy lekarze i badacze, którzy omówią opór medyczny podczas Holokaustu, dziedzictwo nazistowskiej medycyny i to, czego Holokaust może nas nauczyć o etyce opieki zdrowotnej”.

Jak informują media, podczas sympozjum dr Anthony Fauci, dyrektor amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych oraz Główny Doradca Medyczny Prezydenta USA, odbierze nagrodę „Moral Courage in Medicine” za swoją pracę w walce z COVID-19. Z kolei szef Pfizera, Albert Bourla, ma przypomnieć historię swojej rodziny dotyczącą Holokaustu.

Urodzony w Grecji Bourla podzielił się ze światem historią swoich bliskich stosunkowo niedawno. Jego rodzice byli wśród 2 tysięcy ocalonych Żydów w Salonikach, którzy przeżyli Holokaust. Szef Pfizera wspomina relacje, które usłyszał od rodziców: „Moi rodzice dużo rozmawiali o tym [Holokauście]. Zrobili to, ponieważ chcieli, abyśmy pamiętali – aby przypomnieć sobie utracone życia, przypomnieć sobie, co może się stać, gdy wirus zła może rozprzestrzeniać się bez kontroli. Ale najważniejsze, aby pamiętać o wartości ludzkiego życia” – wspomina Bourla.

Tegoroczny Marsz Żywych to szczególny hołd dla lekarzy, którzy z narażeniem życia podczas Holokaustu – pisze JP. Uczestnicy Marszu przejdą w tym roku wirtualną trasą przez Auschwitz-Birkenau. Wszyscy biorący w nim udział ocaleni z Holokaustu zostali sfilmowani w innowacyjnej technologii 3D, aby sprawiać wrażenie faktycznego maszerowania przez obóz koncentracyjny. Wirtualny marsz będzie transmitowany w czwartek 8 kwietnia. Premiera w mediach izraelskich będzie miała miejsce o godzinie 15:00.

Jerusalem Post