Jan Pospieszalski

/ fot. Krzysztof Sitkowski/Facebook/WartoRozmawiać

– Przed wejściem do studia poinformowano nas, że program jest nagrywany i zostanie wyemitowany później.
Tyle dowiedziałem się od dyrekcji anteny. Kiedy? Nie wiem – napisał za pośrednictwem mediów społecznościowych Jan Pospieszalski, twórca i prowadzący programu “Warto Rozmawiać”.

Jak ujawnił Pospieszalski, w najnowszym, poniedziałkowym odcinku programu “Warto Rozmawiać”, gościem miał być minister edukacji Przemysław Czarnek. – Nagrany program z udziałem ministra P. Czarnka dot konsekwencji nauczania zdalnego dla dzieci, nauczycieli, rodzin – napisał dziennikarz. – O nowej porze emisji powiadomimy niezwłocznie po uzyskaniu informacji w tej kwestii – napisano z kolei na profilu programu.

We wtorek w zeszłym tygodniu posłanka PiS i członkini Rady Mediów Narodowych Joanna Lichocka skrytykowała poprzedni odcinek „Warto rozmawiać”, w którym dyskutowano o konsekwencjach epidemii dla gospodarki i systemu służby zdrowia. W czerwcu ub.r. premierowe odcinki „Warto rozmawiać” przeniesiono z TVP Info do TVP3. Wcześniej do TVP INFO program trafił z TVP1.

Dyskusja w internecie

Po upublicznieniu informacji o odwołaniu emisji programu, w internecie pojawiło się całkiem sporo komentarzy, odnoszących się do tej sytuacji.

twitter.com, wirtualnemedia.pl

/ Fot. Wikimedia Commons

Muzeum de Fundatie w Zwolle w Holandii wypłaciło 200 tysięcy euro odszkodowania Żydom, których przodek posiadał cenny obraz.

  • Muzeum de Fundatie w Zwolle w Holandii wypłaciło 200 tysięcy euro odszkodowania Żydom, którzy upominali się o obraz należący niegdyś do żydowskiego handlarza
  • Żydowski właściciel miał zostać “zmuszony do sprzedaży posiadanych dzieł” Niemcom
  • Choć w 2013 roku zdecydowano, iż rodzinie nie należy się żadne odszkodowanie, muzeum postanowiło zapłacić jej “rekompensatę”

Potomkowie przyjaciół rodziny Richarda Semmela otrzymali 200 000 euro od Muzeum de Fundatie w Zwolle w Holandii – informuje Jerusalem Post. Muzeum wypłaciło Żydom odszkodowanie wbrew wcześniejszym zaleceniom. Semmel był żydowskim przedsiębiorcą. W 1933 roku, pod naciskiem nazistów, został “zmuszony do sprzedaży posiadanych dzieł”. Osiem lat temu rząd holenderski zalecił, aby jego przedstawiciele nie otrzymywali zadośćuczynienia ani odszkodowania. W poniedziałek muzeum, w którym znajduje się obraz, sprzeciwiło się tym nakazom.

Potomkowie przyjaciół rodziny Richarda Semmela otrzymali 200 000 euro od Museum de Fundatie w Zwolle w Holandii, gdzie znajduje się niegdyś posiadany obraz „Chrystus i Samarytanka przy studni” autorstwa Bernarda Strozziego – informuje Jerusalem Post. Holenderski Komitet Restytucji stwierdził jeszcze w 2013 roku, że upominającym się o odszkodowanie Żydom w rzeczywistości nic się nie należy. „Muzeum nie ma obowiązku zwrócić wnioskodawcom obrazu “Chrystus i Samarytanka przy studni” Bernarda Strozziego ani wypłacić im jakiegokolwiek odszkodowania” – napisano. Muzeum zdecydowało się jednak zapłacić rodzinie, aby ta zgodziła się pozostawić obraz w muzeum.

Sam Semmel pochodził ze Słobódki w Polsce. W 1933 roku mieszkał w Berlinie, gdzie został zmuszony do przekazania obrazu nazistom. W powojennym liście Semmel pisał, że był nieustannie nękany przez nazistowskich urzędników, telefonicznie, oraz na piśmie – czytamy. Właściciel obrazu uciekł do Holandii, a w 1939 roku wyjechał do Nowego Jorku. Zapytani o opinię obywatele stwierdzili, że obraz nie powinien trafić w prywatne ręce. Zdaniem większości ankietowanych, pieniężne zadośćuczynienie jest najzupełniej w porządku.

Jerusalem Post

/ Fot. israelhayom

Imigrant z Mali wyrzucił z balkonu 65-letnią Żydówkę, krzycząc “Allahu Akbar!”. Sąd Najwyższy zdecydował, iż mężczyzna nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

  • W 2017 roku imigrant z Mali włamał się do mieszkania starszej Żydówki i wyrzucił ją przez okno, krzycząc “Allahu Akbar!”
  • Francuski sąd zdecydował, iż mężczyzna nie poniesie odpowiedzialności za morderstwo gdyż był pod wpływem narkotyków, a Sąd Najwyższy podtrzymał tę decyzję
  • Żydzi żyjący we Francji są wyjątkowo zaniepokojeni wyrokiem, który “nie jest dobrą wiadomością” dla ich społeczności
  • Przeczytaj również: Seniorzy nie chcą się szczepić Astra Zeneką! „Padają groźby”

W 2017 roku 29-letni wówczas Kobili Traore włamał się do mieszkania 65-letniej Żydówki, Sarah Halimi. Mieszkanie znajduje się we wschodnim Paryżu. Kobili miał torturować Sarah przez około godzinę, a następnie wyrzucił ją z balkonu z trzeciego piętra. Przerażeni sąsiedzi zaalarmowali policję o zdarzeniu. Jednocześnie usłyszeli okrzyk „Allahu Akbar”. Imigrant cytował również święte teksty mówiące o tym, iż „zamordował szatana”.

Morderca uniewinniony przez “niepoczytalność”

Śledztwo policji wykazało, że imigrant zamordował ortodoksyjną Żydówkę. W przeddzień morderstwa Kobili dwukrotnie odwiedził salaficki meczet, aby się modlić. Już w 2019 roku francuski sędzia ogłosił, że Kobili nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za przestępstwa, o które był podejrzany. Powodem miał być fakt, iż mężczyzna palił marihuanę przed atakiem. Sprawą zajął się Sąd Najwyższy. Również i tym razem sędzia orzekł, że imigrant nie poniesie konsekwencji za zabójstwo Sarah, gdyż nie był wówczas w pełni poczytalny. „To zła wiadomość dla francuskich obywateli żydowskich” – powiedziała prawniczka brata ofiary, Muriel Ouaknine Melki.

Od śmierci kobiety, imigrant oraz nałogowy palacz marihuany, przebywa pod opieką psychiatryczną. Sąd orzekł, że popełnił zabójstwo po tym, jak wpadł w „atak majaczenia”. Przez ten fakt nie był odpowiedzialny za swoje czyny. Jak informuje France24, morderstwo wywołało debatę na temat “nowej odmiany antysemityzmu” wśród “zradykalizowanej młodzieży muzułmańskiej w dzielnicach, w których przeważają imigranci”. „Od teraz w naszym kraju możemy bezkarnie torturować i zabijać Żydów” – stwierdził przewodniczący Rady Przedstawicielskiej Instytucji Żydowskich we Francji (CRIF) Francis Kalifat. Krewni Sarah planują skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

France24

Szwedzka gmina nabyła turbiny wiatrowe na Hedbodberget w Rättvik w 2010 r., w ramach inwestycji “przyjaznej dla klimatu”. Po ponad dziesięciu latach obarczonych stratami, gmina pozbywa się “zielonego” biznesu.

  • Szwedzka gmina Mora postanowiła zainwestować dziesiątki milionów koron w turbiny wiatrowe
  • “Zielona” inwestycja okazała się przynosić coroczne straty przez ponad dekadę
  • Zniechęcona oraz zrezygnowana Mora zdecydowała, iż pozbędzie się problemu i w końcu sprzeda swój nieudany zakup

Gmina Mora zainwestowała w turbiny wiatrowe wierząc, że “przyjazna klimatowi” inwestycja wyjdzie jej na dobre. Władze wierzyły, że w dłuższej perspektywie zakup turbin się zwróci. Minęło ponad dziesięć lat od inwestycji, a “zielony” biznes przynosi jedynie straty. Z tego powodu, gmina poddała się i zrezygnowała z turbin. “Przychody są niższe niż myśleliśmy, kiedy kupowaliśmy turbinę wiatrową, a roczne koszty są wyższe, to jest po prostu deficyt. Ponadto czekają na ciebie kosztowne prace konserwacyjne” – mówi Anna Hed, radna gminy i przewodnicząca rady miejskiej.

Gdy gmina dokonywała zakupu, panowało ogólne przeświadczenie o słuszności inwestycji. Opisywano ją wówczas jako “bardzo korzystną” dla społeczności. Jednak po wielu latach zarząd miasta “zdał sobie sprawę”, iż w okolicy po prostu “nie wieje wystarczająco”. Z tego powodu, turbiny najlepiej się pozbyć. Zewnętrzny podmiot ustalił, iż kupione za 21,8 miliona szwedzkich koron turbiny mogą zostać sprzedane zaledwie za 10 milionów.

Według dochodzenia, roczne koszty konserwacji wynoszą około 3 milionów koron. Coroczne straty powodowane przez turbiny wiatrowe kosztowały gminę 1,7 miliona koron. Władze podkreślają, iż coroczne straty powtarzały się od samego początku. Z tego powodu podjęto decyzję o sprzedaży, chętnie zatwierdzoną przez radę miejską.

Samnytt.se

/ Fot. YouTube/ screen

Szwedzcy lekarze twierdzą, że masowe szczepienia stają się “coraz trudniejsze”. Po kontrowersjach związanych ze szczepionką, wiele starszych osób odmawia zaszczepienia się Astra Zeneką.

  • Szczepionka Astra Zeneca wywołała wiele kontrowersji odkąd zgłoszono liczne przypadki zakrzepu krwi po zaszczepieniu się nią
  • Niechęć osób starszych do szczepionki stała się nad wyraz silna w Szwecji
  • Lekarze informują, iż seniorzy nie tylko odmawiają przyjęcia preparatu, ale nawet stosują groźby wobec personelu, byle tylko nie dać się zaszczepić Astra Zeneką

Zdaniem lekarzy, masowe szczepienia na COVID-19 stają się coraz trudniejsze, a niechęć społeczeństwa do szczepionki Astra Zeneca rośnie. Okazuje się, że Szwedzi nie chcą się szczepić Astra Zeneką. “Niestety, istnieje niemała liczba osób, która zachowuje się bardzo nieprzyjemnie w stosunku do personelu medycznego, względem którego czasami padają groźby” – wyjaśnił Roger Larsson, główny lekarz z regionu Dalarna.

Jak informuje Samnytt, Szwedzka Agencja Zdrowia Publicznego ustaliła, że ​​”istnieją silne sygnały wskazujące na związek między szczepionką Astra Zeneca a zaburzeniami krzepnięcia krwi, które mogą prowadzić do śmierci”. Jednak do tej pory “nie zgłoszono żadnych zgonów spowodowanych Astra Zeneką w grupie wiekowej powyżej 65 lat, więc program szczepień seniorów jest kontynuowany”. Jednak pacjenci są niechętni wobec preparatu. “Mówią nam, że wiedzą, że na sali jest inna szczepionka i domagają się podania właśnie jej” – przekazał Larsson.

Naczelna lekarz Maria Taranger ze szpitala Sahlgrenska w Göteborgu twierdzi, że sytuacja jest nad wyraz częsta. Tak wielu ludzi odmawia zaszczepienia się Astra Zeneką, że strzykawki z preparatem muszą być codziennie wyrzucane. “Zaplanowaliśmy na ten dzień szczepienie dla 150 pacjentów powyżej 65 roku życia z cukrzycą. Było 20, którzy odwołali rezerwację z wyprzedzeniem i siedmiu, którzy przyszli. Jeden powiedział: „Nie chcę umierać” i natychmiast wyszedł” – mówi Taranger. Kobieta poinformowała również na Twitterze, że pacjenci, którzy dowiadują się że zostanie im podana szczepionka Astra Zeneca po prostu wychodzą. W sąsiednich krajach, takich jak Norwegia oraz Dania, szczepienia Astra Zeneką zostają wstrzymane.

Samnytt.se

Stanisław Żółtek

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

– Żyjemy w orwellowskim świecie i państwo chce wszystko o nas wiedzieć – powiedział Stanisław Żółtek, prezes Kongresu Nowej Prawicy na kanale Media Narodowe. Gość odniósł się do Narodowego Spisu Powszechnego 2021, który rozpoczął się 1 kwietnia.

Gość na początku odniósł się do Narodowego Spisu Powszechnego 2021. Żółtek stwierdził, że im państwo mniej wie o obywatelu, tym lepiej. – Oczywistą jest rzeczą, że całe dane ze Spisu Powszechnego będą miały służby wszystkich państw, nie tylko polskich – powiedział.

Na pytanie po co państwu tyle danych na nasz temat, gość odpowiedział: – Żyjemy w orwellowskim świecie i państwo chce wszystko o nas wiedzieć.

Okazuje się, że informacje o nieruchomości czy majątku mogą być wykorzystywane w inny sposób. Dane, które są dla państwa zbędne w oczywisty sposób mogą być przydatne dla  firm marketingowych czy złodziei. Nie można zapominać również o służbach specjalnych innych państw. – To są dodatkowe informacje, szczegółowe, które po prostu ktoś chce uzyskać, żeby mieć o nas pełną wiedzę – powiedział Żółtek.

Protest: policjant brutalnie obezwładnił kobietę

Gość odniósł się również do interwencji w Głogowie. Odbył się tam nielegalny protest, podczas którego jeden z policjantów brutalnie obezwładnił kobietę. Na nagraniu widać jak mężczyzna uderza ją pałką i przewraca na ziemię.

Żółtek stwierdził, że takiego zachowania nic nie usprawiedliwia. Powinien być zwolniony i mieć akt oskarżenia o pobicie. – Policja musi wykonywać rozkazy, jednak to przekroczyło wszelkie granice – powiedział.

Gość zaznaczył również, że tworzenie histerii i przesadnej propagandy pandemicznej, sprzyja takim zachowaniom.

Pod koniec rozmowy Stanisław Żółtek odniósł się również do szczepień, które uważa, że nie powinny być przymusowe. Skrytykował też paszporty szczepionkowe.

Premier Mateusz Morawiecki był dziś w punkcie szczepień w Legnicy. Tam powiedział, że chce, aby każdy dorosły obywatel mógł otrzymać e-skierowanie i od 10 maja mógł zapisać się na szczepienie przeciw Covid-19. Wyraził nadzieję, że malejąca liczba zakażeń da możliwość odmrażania gospodarki.

  • Morawiecki na konferencji prasowej powiedział, że w ten sposób rząd chce przejść do kontrofensywy
  • Premier twierdzi, że o skuteczności szczepionek świadczy przykład Wielkiej Brytanii
  • Premier zaznaczył, że na dostawców szczepionek udaje się wywierać coraz lepszą presję
  • Zobacz także: Dziambor: Lockdown doprowadził do fali bankructw [WIDEO]

Premier Mateusz Morawiecki był dziś w punkcie szczepień powszechnych w Legnicy. Na konferencji prasowej powiedział, że w ten sposób rząd chce przejść do kontrofensywy. Stwierdził, że do tej pory broniliśmy się przed ponurą zarazą, a teraz się to zmieniło. Jego zdaniem jesteśmy bowiem coraz lepiej przygotowani, żeby dzięki zwiększającym się dostawom, wykorzystać przygotowaną infrastrukturę do szczepień.

Wyraził nadzieję, że pandemia będzie coraz mniej dokuczliwa, a malejąca liczba zakażeń da możliwość odmrażania gospodarki.

– Do 10 maja chcemy spowodować, żeby każdy obywatel powyżej 18 roku życia mógł otrzymać e-skierowanie i od 10 maja zapisywać się na szczepienie, żeby najpóźniej do sierpnia, a mamy rosnącą nadzieję, że może nawet wcześniej. Zależy to od liczby szczepionek, które przyjadą do Polski. Tak, żeby każdy obywatel został zaszczepiony, jeżeli będzie tylko chciał. Mam nadzieję, że wszyscy będą chcieli – mówił Mateusz Morawiecki.

Premier dodał, że o skuteczności szczepionek świadczy przykład Wielkiej Brytanii. Zaczęła ona program szczepień 1,5 miesiąca wcześniej niż kraje Unii Europejskiej i dziś obserwuje gwałtowny spadek liczby zachorowań – przekonywał Mateusz Morawiecki. Rząd liczy, że taki sam efekt będzie widoczny również w Polsce.

Premier zaznaczył, że na dostawców szczepionek udaje się wywierać coraz lepszą presję. – Staramy się być z tym systemem Narodowego Programu Szczepień o krok przed dostawami, które spływają do nas coraz szerszą falą i to bardzo, bardzo nas cieszy.

www.radiomaryja.pl

Wobec rosnącego napięcia na linii Rosja-Ukraina, brytyjskie okręty wojenne mają zostać skierowane w maju na Morze Czarne. Dodatkowo w gotowości na HMS Queen Elizabeth mają być odrzutowce RAF F-35B Lightning i śmigłowce Merlin.

  • Rozmieszczenie okrętów u wybrzeży Ukrainy ma na celu pokazanie solidarności z Kijowem i sojusznikami NATO
  • RAF F-35B Lightning i Merlin mają wesprzeć okręty na Morzu Czarnym w przypadku zagrożenia ze strony rosyjskich okrętów lub samolotów
  • W czwartek rosyjskie i ukraińskie okręty były zaangażowane w starcie w pobliżu wybrzeża Krymu
  • Zobacz także: Czechy wydaliły 18 rosyjskich dyplomatów. Polskie MSZ poparło tę decyzję

Jak pisze brytyjska gazeta, rozmieszczenie okrętów u wybrzeży Ukrainy ma na celu pokazanie solidarności z Kijowem i sojusznikami NATO. Zwłaszcza po tym, jak prezydent USA Joe Biden zdecydował się odwołać skierowanie dwóch amerykańskich jednostek na Morze Czarne. Było to związane z obawą przed dalszą eskalacją kryzysu wywołanego masowym napływem rosyjskich wojsk.

Według wysokich rangą źródeł w Royal Navy, na które powołuje się “The Sunday Times” okręty odłączą się od grupy zadaniowej lotniskowca HMS Queen Elizabeth na Morzu Śródziemnym i przez cieśninę Bosfor skierują się na Morze Czarne. Jest to jeden niszczyciel typu 45 wyposażony w pociski przeciwlotnicze i jedna fregata typu 23 przeznaczona do zwalczania łodzi podwodnych.

Dodatkowo w gotowości na lotniskowcu HMS Queen Elizabeth mają być odrzutowce RAF F-35B Lightning i śmigłowce Merlin do zwalczania okrętów podwodnych. Mają one wesprzeć okręty na Morzu Czarnym w przypadku zagrożenia ze strony rosyjskich okrętów lub samolotów. Sam HMS Queen Elizabeth musi pozostać na Morzu Śródziemnym. Wszystko ze względu na międzynarodowy traktat, który zabrania lotniskowcom wpływania na Morze Czarne.

Royal Navy ogłosiła w lutym, przed obecnym kryzysem, że wspierające lotniskowiec okręty wojenne i samoloty będą wykonywać misje na Morzu Czarnym. Brytyjskie ministerstwo obrony potwierdziło w piątek, że misja będzie kontynuowana pomimo decyzji USA o trzymaniu swoich okrętów wojennych poza strefą kryzysu.


Osiem misji zwiadowczych nad Ukrainą

Napięcie między Ukrainą a Rosją rośnie od czasu, gdy Moskwa zarządziła pod koniec marca koncentrację wojsk przy wschodniej granicy Ukrainy. W czwartek rosyjskie i ukraińskie okręty były zaangażowane w starcie w pobliżu wybrzeża Krymu.

Według “The Sunday Times”, od początku kwietnia samoloty zwiadowcze RAF RC-135 Rivet Joint wykonały osiem misji nad Ukrainą. Wszystko w celu monitorowania rosyjskiej komunikacji wojskowej. W nadchodzącym tygodniu cztery odrzutowce RAF Typhoon polecą z bazy RAF Lossiemouth do Rumunii. Chcą wziąć udział w NATO-wskich patrolach powietrznych nad Morzem Czarnym. Latem zaś setki brytyjskich żołnierzy udadzą się na Ukrainę na wspólne ćwiczenia z siłami straży granicznej tego kraju.

wydarzenia.interia.pl

Flaga LGBT.

/ fot. Wikipedia Commons / CC BY-SA 3.0

Niemiecki Kościół katolicki sprzeciwił się Watykanowi. Georg Bätzing, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec chce zmiany podejścia do osób homoseksualnych. Hierarchowie zapowiedzieli, że 10 maja pobłogosławią związki par jednopłciowych.

Niemiecki Kościół katolicki sprzeciwił się oświadczeniu, w którym zakazano błogosławienia par homoseksualnych. Tym samym dołączył do austriackiego, który zalegalizował małżeństwa jednopłciowe od 2019 roku.

Grupa niemieckich hierarchów przeszła do czynów i na 10 maja zaplanowała akcję udzielania błogosławieństwa parom jednopłciowym. Akcji towarzyszą inne formy poparcia równości, a całość odbywa się pod hasłem „Miłość wygrywa”.

Warto zaznaczyć, że nie są to hierarchowie kościołów reformowanych, wśród których nie brakuje takich, którzy udzielają ślubów parom homoseksualnym. Jest to więc otwarty bunt wobec stanowiska papieża ze strony biskupów, którzy są mu podlegli. Dla osób z Polski może być wręcz szokujące, że z ust przewodniczącego niemieckiego Episkopatu biskupa Bätzinga padły słowa, że Kościół musi zmienić podejście do osób homoseksualnych.

Stanowisko niemieckiego duchownego przytacza portal National Catholic Reporter. – Ludzie w związkach homoseksualnych chcą błogosławieństwa Kościoła – powiedział Georg Bätzing. – Chcą, aby Kościół docenił wartość ich życia i nie odmawiał im błogosławieństwa Bożego […] Musimy sprostać temu życzeniu – dodał.

Dyskusja o błogosławieństwie par jednopłciowych rozgorzała na nowo po marcowym dekrecie Kongregacji Nauki Wiary. Dokument zatwierdzony przez papieża Franciszka dokonuje wyraźnego rozróżnienia pomiędzy błogosławieństwem osób homoseksualnych i ich związków. Podkreślono w nim, że osoby homoseksualne należy traktować z szacunkiem oraz godnością. Dodano jednak, że zgodnie z nauczaniem katolickim małżeństwo między mężczyzną i kobietą jest częścią planu Boga. Ma więc na celu stworzenie nowego życia, a co za tym idzie związki jednopłciowe nie mogą być błogosławione. 

noizz.pl, wiadomosci.gazeta.pl

Artur Dziambor

/ fot. YT/Media Narodowe

Poseł Konfederacji Artur Dziambor ocenił na antenie Mediów Narodowych, że “lockdown doprowadził do tego, że mamy w tym momencie całą falę bankructw”. – Myślę, że skala tego, to jest coś, co dopiero poznamy w niedalekiej przyszłości, gdy ten lockdown zejdzie i, gdy będzie można ocenić, kto przetrwał – powiedział.

  • My sugerujemy, że to właśnie lockdown doprowadził do tego, że mamy w tym momencie całą falę bankructw, mamy wielkie dramaty życiowe, zawodowe dziesiątek, setek tysięcy ludzi – ocenił Dziambor.
  • Myślę, że skala tego, to jest coś, co dopiero poznamy w niedalekiej przyszłości, gdy ten lockdown zejdzie i, gdy będzie można ocenić, kto przetrwał – dodał.
  • Zovacz także: Awantura w Kauflandzie. Poszło o maseczkę. Kamera zarejestrowała starcie [WIDEO]

Polityk mówił o działaniach podejmowanych przez polityków Konfederacji. – Wcześniej posłowie Konfederacji złożyli do prokuratury wniosek mówiący o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez najwyższe władze: premiera Morawieckiego, ministra Szumowskiego, ministra Niedzielskiego, ministra Dworczyka. Przestępstwa polegającego na doprowadzeniu do utraty mienia i zdrowia Polaków – stwierdził. – Ponieważ to są osoby, które są odpowiedzialne za większość decyzji podejmowanych podczas tego lockdownu i de facto za samą decyzję o lockdownie. Tymczasem my sugerujemy, że to właśnie lockdown doprowadził do tego, że mamy w tym momencie całą falę bankructw, mamy wielkie dramaty życiowe, zawodowe dziesiątek, setek tysięcy ludzi – ocenił Dziambor. – Myślę, że skala tego, to jest coś, co dopiero poznamy w niedalekiej przyszłości, gdy ten lockdown zejdzie i, gdy będzie można ocenić, kto przetrwał – dodał.

– Uznajemy, że nie ma podstawy prawnej, żeby w ten sposób się zachowywać wobec przedsiębiorców – stwierdził Dziambor. – Do Najwyższej Izby Kontroli na razie złożyliśmy wniosek o kontrolę w ministerstwie zdrowia, ponieważ to ono jest tym, które wydaje rekomendacje premierowi, co do tego, jak mamy postępować dalej z lockdownem. Ministerstwo zdrowia jest też odpowiedzialne za zarządzanie tym kryzysem zdrowotnym w trakcie pandemii, czyli tym, żeby były dostępne łóżka, żeby były w odpowiednim zakresie w każdym powiecie, mieście, województwie, żeby te łóżka miały odpowiedni sprzęt, żeby miał je kto obsługiwać – podkreślił.

Polityk odniósł się także do sprawy nacisków ze strony Rafała Trzaskowskiego na wyrzucenie Stoarzyszenia “Marsz Niepodległości” z lokalu. – Strasznie małostkowe, nieuczciwe, dyskryminujące działanie. Oferuję swoją pomoc, jeśli będziecie państwo potrzebowali takich interwencji – podkreślił.