Strzykawka ze szczepionką.

Strzykawka ze szczepionką. / pixabay.com

Osoby z orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności mają pierwszeństwo w powszechnych punktach szczepień przeciw Covid-19. Zmiana ta obowiązuje od poniedziałku 10 maja. Osoby niepełnosprawne oraz ich opiekunowie nie muszą dzwonić na infolinię czy wypełniać formularzy rejestracyjnych do szczepienia.

Osoby niepełnosprawne wraz z opiekunami od 10 maja mogą się zaszczepić bez wcześniejszego umówienia się. Nie trzeba dzwonić na infolinię czy wypełniać formularza rejestracyjnego. Po zarejestrowaniu się oraz zakwalifikowaniu do szczepienia będą mogły od razu otrzymać zastrzyk.

Niepełnosprawni mogą przyjąć preparat przeciw COVID-19 w punktach szczepień powszechnych. Drugą możliwością jest zaszczepienie w ośrodkach opieki i aktywności osób niepełnosprawnych. Innym rozwiązaniem są mobilne punkty szczepień. Jest to wariant dedykowany zwłaszcza dla tych niepełnosprawnych, którzy nie mogą sami stawić się po dawkę.

Osoby niepełnosprawne mogą przejść szczepienia również w inny sposób, np. w tzw. punktach drive-thru. Są to pilotażowe punkty szczepień dla posiadaczy aktywnych e-skierowań. Dzięki temu można się zaszczepić przeciw koronawirusowi bez wychodzenia z auta.

Chodzi o ułatwienie dostępu do szczepień dla osób niepełnosprawnych, które mogłyby mieć problem z dotarciem do punktu szczepień. Będą mogły z nich skorzystać osoby ze szczególnymi potrzebami, w tym osoby z niepełnosprawnościami, ich opiekunowie oraz pracownicy tych placówek.

Ruszają szczepienia dla wszystkich chętnych

W poniedziałek weszły też w życie zmiany w szczepieniach dotyczące wszystkich. 9 maja mogły rejestrować się ostatnie pełnoletnie roczniki, czyli osoby urodzone w latach 2000-2003. W związku z tym, od wczoraj może się rejestrować już każdy chętny, który ukończył 18 lat. Będzie można dowolnie wybrać termin i miejsce szczepienia przeciw koronawirusowi.

wydarzenia.interia.pl, wp.pl

Stopklatka z filmu Światowego Forum Ekonomicznego.

Stopklatka z filmu Światowego Forum Ekonomicznego. / Fot. YouTube

Co ciekawe, już w 2016 roku Światowe Forum Ekonomiczne przedstawiło 8-punktową wizję rzeczywistości, z którą jako społeczeństwa będziemy musieli się zmierzyć. Czy jest się czego obawiać?

8 przykazań Wielkiego Resetu?

W 2016 roku Światowe Forum Ekonomiczne, o którym zrobiło się głośno przy okazji wybuchu koronakryzysu, zaprezentowało przewidywaną wizję świata w 2030 roku (z obecnej perspektywy już za 9 lat). „Oto jak może zmienić się nasz świat do 2030 roku” – czytamy w adnotacji ŚFE. Spójrzmy zatem na te 8 punktów, wręcz przykazań Wielkiego Resetu, które mają się ziścić w niedalekiej przyszłości (tłumaczenie własne z języka angielskiego):

  1. Nie będziesz niczego posiadał i będziesz szczęśliwy. Wszystko, co chcesz, będziesz wypożyczał, i będzie to dostarczane przez drony.
  2. Stany Zjednoczone przestaną być światowym supermocarstwem. Będzie dominować garstka państw.
  3. Nie umrzesz, czekając na dawcę organów. Nie będziemy przeszczepiać organów. Zamiast tego wydrukujemy nowe.
  4. Będziesz jeść dużo mniej mięsa. Okazjonalna przyjemność, nie podstawowe pożywienie. Dla dobra środowiska i naszego zdrowia.
  5. Miliard ludzi będzie przesiedlonych z powodu zmian klimatycznych. Będziemy musieli być lepsi w przyjmowaniu i integrowaniu uchodźców.
  6. Truciciele będą musieli płacić podatek od emisji dwutlenku węgla. Będzie obowiązywała globalna cena węgla. To pomoże zakończyć historię paliw kopalnych.
  7. Będziemy mogli przygotowywać się do podróży na Marsa. Naukowcy opracują sposób na zachowanie zdrowia w kosmosie. Początek poszukiwania życia pozaziemskiego?
  8. Zachodnie wartości zostaną przetestowane do granic możliwości. Mechanizmy gwarantujące podtrzymanie naszych demokracji nie mogą zostać zapomniane.

Wielka wypożyczalnia z drukarkami 3D?

Pierwszy punkt – co trzeba przyznać – wydaje się najbardziej szokujący. Otóż będziemy mogli skończyć z przeżytkiem, jakim jest „posiadanie”, na rzecz „wypożyczania”, a więc czasowego użytkowania dóbr za pieniądze. Co więcej, sam proces usprawnią drony przylatujące do klientów z gotowym towarem, oczywiście pochodzącym od największych światowych korporacji (no bo przecież nie od pana Stasia, prawda?). Jak pamiętam, przy okazji pewnego wywiadu zadałem dwa, wydaje mi się, rozsądne pytania. Po pierwsze, dlaczego globalistom tak zależy na tym, aby społeczeństwo nie posiadało własności prywatnej i kapitału, które są gwarantem wolności oraz samostanowienia (odpowiedź w samym pytaniu…)? Po drugie, przewidując od razu najbardziej pesymistyczny scenariusz, co w przypadku tzw. faszystów, którym koncerny nie będą chciały niczego wypożyczyć? Zdechną z głodu? Warto się nad tym zastanowić.

Zobacz także: USA: Kryzys na granicy. Nielegalni imigranci z dziećmi przekraczają Rio Grande [WIDEO]

Drugi punkt – oczywiście Stany Zjednoczone odpadną ze światowej czołówki państw dyktujących warunki pozostałym graczom. W to akurat jestem w stanie bez problemu uwierzyć, biorąc pod uwagę to, co wyrabia się za Oceanem, i to nie tylko w tamtejszym parlamencie, ale zwłaszcza na ulicach wielkich amerykańskich miast. W punkcie trzecim mamy drukarki 3D drukujące wszystko, czego nam potrzeba. Brzmi wspaniale, nie mam obiekcji. Zastanawia mnie tylko ponownie, KTO będzie je produkował i posiadał, bo ZNOWU nie Kowalski i Nowak… Punkt czwarty – tu chętnie rzucę żart, który bardzo mi się spodobał, bo sam go wymyśliłem. Czyżby globalne elity oswajały nas powoli z myślą, że w czasie kryzysu, gdy cała ta mistyfikacja – mówiąc potocznie – „walnie”, będziemy musieli pogodzić się z wcinaniem korzonek? No dobrze, nie będę złośliwy – po prostu wpakują nam podatek 90% za schabowego i tyle.

Klimatyczna apokalipsa i Zachód na egzaminie

Jedziemy dalej. W punkcie piątym widzimy piękny przykład moralnego usprawiedliwiania masowej imigracji, która ma zmienić strukturę demograficzną, etniczną i religijną Europy. Globalne ocieplenie nadchodzi, więc natychmiast podnosić szlabany i wpuszczać kobiety z dziećmi (tak…). Najbardziej preferowani są oczywiście tzw. uchodźcy klimatyczni, czyli wszyscy, którym afrykańskie słońce za bardzo grzeje w plecki. Jak sami podają – miliard ludzi. Na pewno nie doprowadzi to do destabilizacji całego kontynentu, skądże. Punkt szósty łączy się z poprzednim – aby nie pogarszać i tak złej sytuacji, musimy zamknąć cały sektor energetyczny, który niszczy naszą Planetę (koniecznie wielką literą!). Węgiel idzie w zapomnienie, a państwa pokroju Polski, które opierają na nim swoją niezależność surowcową, mają problem. Ale spokojnie – Unia okaże nam łaskę… znaczy solidarność.

Punkt siódmy, czyli podróże na Marsa, niespecjalnie mnie interesują, więc pozostawię to bez komentarza. To chyba akurat najmniej ciekawy element całego planu. Ewentualnie rzucę w eter pytanie, czy to przypadkiem nie tworzenie wyjścia ewakuacyjnego na wypadek nagłej potrzeby odcięcia się od rozwścieczonych tłumów. Natomiast punkt ósmy skomentuję z wielką ochotą. Jak się okazuje, „zachodnie wartości zostaną przetestowane do granic możliwości”. Wychodzi więc na to, że dotychczasowe barachło, którym raczą nas od kilkudziesięciu lat, z LGBT, czerwonymi piorunami i Antifą na czele, to dopiero początek zabawy. Dziękuję za ostrzeżenie. Dobrze, że nie mam co do tego całego planu najmniejszych złudzeń.

Jakub Zgierski

Maria Skłodowska-Curie

Polska noblistka, Maria Skłodowska-Curie. / Fot. Wikimedia Commons

– Szanowni Państwo, zleciłem pilne działania zmierzające do zakupu domu Marii Skłodowskiej-Curie pod Paryżem, który został wystawiony na sprzedaż przez dotychczasowego właściciela. To miejsce jest ważną częścią polskiej historii – poinformował premier Mateusz Morawiecki za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wcześniej w internecie pojawiły się apele o podjęcie działań w tej sprawie przez polskie władze.

  • Za dom o powierzchni 120 metrów kwadratowych trzeba zapłacić 790 tys. euro. Do tego dochodzi koszt remontu, wyceniony na 200 tys. euro.
  • Dom Państwa Curie to byłaby świetna okazja do promocji Polski. Przypomnę, Hotel Lambert utracony. Pałacyk Paderewskiego zburzyli Szwajcarzy […] Muzeum w Rapperswil zagrożone likwidacją – zwrócił uwagę ambasador Polski w Algierii Witold Spirydowicz.
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest już w tej sprawie w kontakcie z Ambasadą RP w Paryżu – napisał premier Morawiecki.

– Marzy mi się, by Polska Fundacja Narodowa czy inny rządowy twór zamiast topić miliony w beznadziejne projekty, kupił nam ten dom – napisał na Twitterze dziennikarz Tomasz Golonko. Jego apel odbił się szerokim echem, o czym pisaliśmy wczoraj. Polskie władze postanowiły pilnie zareagować w sprawie kupna domu Marii Skłodowskiej-Curie i jej męża.

– Dom Państwa Curie to byłaby świetna okazja do promocji Polski. Przypomnę, Hotel Lambert utracony. Pałacyk Paderewskiego zburzyli Szwajcarzy […] Muzeum w Rapperswil zagrożone likwidacją – zwrócił uwagę z kolei ambasador Polski w Algierii Witold Spirydowicz. Pomysł poparł również dr hab. Przemysław Żurawski vel Grajewski oraz europoseł Jacek Saryusz-Wolski. – Polska winna kupić dom Marii Skłodowskiej-Curie pod Paryżem i stworzyć tam muzeum poświęcone Wielkiej Polce, by nie żałować poniewczasie tak, jak utraconej możliwości zakupu Hotelu Lambert w Paryżu – napisał polityk.

Milion euro za dom noblistki

W końcu głos zabrał sam szef rządu. – Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest już w tej sprawie w kontakcie z Ambasadą RP w Paryżu – napisał Morawiecki. Za dom o powierzchni 120 metrów kwadratowych trzeba zapłacić 790 tys. euro. Do tego dochodzi koszt remontu, wyceniony na 200 tys. euro.

Szanowni Państwo, zleciłem pilne działania zmierzające do zakupu domu Marii Skłodowskiej-Curie pod Paryżem, który…

Opublikowany przez Mateusz Morawiecki Poniedziałek, 10 maja 2021

twitter.com, facebook.com, rmf24.pl, wprost.pl

Poseł Grzegorz Braun, konferencja w Sejmie

Poseł Grzegorz Braun, konferencja pt. Prawda o Jedwabnem / Fot. Facebook/ screen

W Sali Kolumnowej Sejmu poseł Grzegorz Braun wraz z mecenasem Jarosławem Litwinem i redaktorem Tomaszem Sommerem wziął udział w konferencji prasowej pt. Przełom w sprawie Jedwabnego.

  • We wtorek w Sali Kolumnowej Sejmu odbyła się konferencja prasowa posła Grzegorza Brauna pt. Przełom w sprawie Jedwabnego
  • Poseł Konfederacji ogłosił, że po prawie trzech latach procesu Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę kasacyjną Prokuratora Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku
  • Tym samym prawomocnym stał się wyrok, w którym stwierdzono, że sprawozdanie z badań archeologicznych oraz prac ekshumacyjnych w Jedwabnem posiada walor informacji publicznej
  • Przeczytaj również: Powrót do hitlerowskich metod. Segregacja szczepionkowa u bram Polski

We wtorek 11 maja br. o godzinie 13.00 w Sali Kolumnowej Sejmu odbyła się konferencja prasowa posła Grzegorza Brauna z udziałem mecenasa Jarosława Litwina, prowadzącego Kancelarią Radcy Prawnego w Oławie, oraz dr. Tomasza Sommera, historyka i redaktora naczelnego tygodnia Najwyższy Czas!, pt. Przełom w sprawie Jedwabnego, gdzie poseł Grzegorz Braun ogłosił, iż po prawie trzech latach procesu wszczętego i przeprowadzonego z inicjatywy mec. Jarosława Litwina, wyrokiem z dnia 28 kwietnia br. w sprawie III OSK 865/21 (wcześniej I OSK 306/19) Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę kasacyjną Prokuratora Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, Radosława Ignatiewa, złożoną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku z dnia 11 października 2018 r., sygn. akt II SAB/Bk 87/18.

Tym samym prawomocnym stał się ww. wyrok WSA, w którym stwierdzono, że sprawozdanie z badań archeologicznych oraz prac ekshumacyjnych w Jedwabnem, powołanego przez prokuratora Oddziałowej Komisji w Białymstoku zespołu z Instytutu Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu, pod kierownictwem profesora Andrzeja Koli, w sprawie tzw. mordu w Jedwabnem, sygn. akt S 1.2000.Zn, posiada walor informacji publicznej. Oznacza to, iż każdy obywatel może zażądać sprawozdania w sprawie.

Poseł Grzegorz Braun: To przełom w sprawie Jedwabnego

Powyższa sprawa jest o tyle istotna, że prawomocny wyrok w swojej istocie dotyczy sprawozdania jako takiego, tym samym każdy może zażądać przedstawienia mu tego sprawozdania np. w formie skanu przesłanego na adres e-mail, zaś Prokurator Ignatiew winien go bezzwłocznie, czyli natychmiast, udostępnić i to pod groźbą popełnienia przestępstwa z art. 23 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz. U. z 2020 r. poz. 2176) w przypadku odmowy.

Przytoczona sprawa zakończyła się w cieniu właśnie procedowanej przez Prawo i Sprawiedliwość i dziwnie skorelowanej z jej wynikiem zmianie brzmienia art. 156 kpk, która, jeżeli zostanie ostatecznie przyjęta, wyłączy dokumenty akt zakończonych postępowań przygotowawczych spod działania ustawy o dostępie do informacji publicznej, co uniemożliwi społeczną kontrolę poczynań prokuratorów i utajni m.in. treść opinii biegłych, w tym ww. sprawozdanie z ekshumacji żydowskich szczątków w Jedwabnem.

Tym samym w sprawie jest możliwe, że Prokurator Radosław Ignatiew celowo nie udostępni treści sprawozdania zainteresowanym wnioskodawcom czekając na zmianę przepisów, co uczyni złożone wnioski w tej sprawie bezprzedmiotowymi.

W niniejszej sprawie, opierając się o wspominane prawomocne wyroki, swój wniosek o udostępnienie mu kopi sprawozdania złożył wobec prokuratora Ignatiewa m.in. poseł Grzegorz Braun.

Facebook

Joe Biden

Joe Biden / Fot. Gage Skidmore/Wikimedia Commons

Przewodniczący Konferencji Biskupów USA otrzymał list odnośnie do ostatnich działań tamtejszej hierarchii kościelnej. Watykan powstrzymuje amerykańskich biskupów i duchownych przed wydawaniem ekskomuniki politykom wyznania katolickiego. Na celowniku konserwatywnego skrzydła amerykańskiego Kościoła stanął bowiem, Prezydent Joe Biden, który pośrednio przyzwala na liberalne prawo aborcyjne.

  • Amerykańska hierarchia kościelna zbierze się 16 czerwca, aby przedyskutować m.in. sytuację proaborcyjnych katolickich polityków
  • Prefekt Kongregacji Nauki i Wiary przestrzega przed kontrowersyjnymi decyzjami i prosi o jedność z resztą wspólnoty
  • Kardynał nie wyklucza możliwości ekskomunikowaniu wszystkich tych katolików, którzy nie przestrzegają nauk Kościoła
  • Zobacz także: Niemiecki Kościół spiera się o błogosławienie związków homoseksualnych

Sytuacja Kościoła Katolickiego w Stanach Zjednoczonych staje się coraz bardziej napięta. Część hierarchów opowiada się za zastosowaniem zdecydowanych środków wobec polityków przedstawiających sprzeczne z moralnością kościelną postulaty. Za miesiąc odbędzie się również zebranie tamtejszej konferencji biskupiej, na której ma zostać poruszony ten palący temat. Z tego też powodu przewodniczący Kongregacji Nauki i Wiary, kardynał Luis Ladaria napisał specjalnie dedykowany list do amerykańskiej hierarchii.

Watykan powstrzymuje biskupów z USA

Zarówno amerykańskie, jak i włoskie media opublikowały treść listu prefekta Kongregacji Nauki i Wiary. W nim to Watykan powstrzymuje amerykańskich biskupów przed podejmowaniem decyzji niepomyślnej wobec postępowania papieża Franciszka i Stolicy Apostolskiej.

“Mylące byłoby, to gdyby powstało wrażenie, że tylko aborcja i eutanazja stanowią jedyne poważne kwestie katolickiej nauki moralnej i społecznej, które wymagają najwyższego poziomu odpowiedzialności ze strony katolików” – wskazał kard. Luis Ladaria.

Dalej w liście czytamy, że prefekt przestrzega konferencję biskupów w USA przed brakiem jednomyślności w kwestii ekskomunikowania amerykańskich polityków wyznania katolickiego – “Biorąc pod uwagę jej potencjalnie kontrowersyjny charakter mogłaby stać się raczej źródłem niezgody niż jedności wewnątrz episkopatu i większego kościoła w Stanach Zjednoczonych” – ostrzega kardynał.

Jednakże pomimo sprzeciwu wobec takich działań polegających na nie udzielaniu sakramentu Komunii politykom głoszącym postulaty legalnej aborcji i eutanazji prefekt nie wyklucza możliwości podjęcia szerszej dyskusji. Zasugerował amerykańskim hierarchom podjęcie dyskusji nad ekskomunikowaniem wszystkich tych katolików, którzy łamaliby kościelne przykazania oraz pozostawali niewierni Słowu Bożemu zawartego w Piśmie Świętym.

Biden na celowniku amerykańskiej hierarchii

Reakcja prefekta Kongregacji Nauki i Wiary podyktowana była listem arcybiskupa Jose H. Gomeza. Przewodniczący amerykańskiej Konferencji Episkopatu zawiadomił resztę swoich braci o zamiarze przeprowadzenia głosowania w trakcie spotkania 16 czerwca nad możliwością sankcjonowania odmowy udzielania komunii świętej poszczególnym politykom opowiadających się za aborcją i eutanazją.

Warto przypomnieć, że obecny przywódca Stanów Zjednoczonych, Joe Biden jest drugim katolikiem po prezydencie Johnie Fitzgeraldzie Kennedym sprawującym ten urząd. Jednakże, amerykańscy duchowni zarzucają prezydentowi popieranie aborcji i eutanazji. Osobiście Prezydent Joe Biden deklaruje się jako przeciwnik mordowania dzieci, pozostawia jednak wolność wyboru wobec aborcji.

ncronline.org

/ fot. TT/@VinodDX9

Dzisiaj w Kazaniu przeprowadzono zamach w rosyjskiej szkole gimnazjalnej. Policja zdołała już zatrzymać 19-latka, który okazał się być uczniem tej placówki. Zdaniem lokalnych mediów służby w trakcie przeprowadzonej akcji, mieli zabić drugiego sprawcę. Do tej pory ustalono, że w tragicznym wydarzeniu zginęło 11 osób, głównie dzieci w tym jedna nauczycielka oraz ochroniarz. Według oficjalnych informacji podanych przez władze republiki Tatarstanu w zamachu zginęło mniej osób oraz podano, że strzelaninę zorganizował pojedynczy sprawca.

Uczniowie w Rosji poszli dzisiaj do szkoły tak jak to ma miejsce dotychczas pomimo epidemii koronawirusa. Rosyjskie władze są pod tym względem znacznie mniej restrykcyjne niż rządy z państwa zachodnich. Również i dzieci z Kazańskiego gimnazjum postanowiły udać się do swojej placówki z myślą o spokojnym wykonywaniu rutynowych obowiązków. Niestety dla części młodzieży okazała się to być ostatnia rzecz, którą wykonywali w swoim dotychczasowym i krótkim życiu.

Nastolatek przeprowadził zamach w rosyjskiej szkole!

Niedługo po pierwszym rozbrzmiałym dzwonku do budynku w Kazaniu wtargnął 19-letni uczeń, który przeprowadził zamach w rosyjskiej szkole, do której uczęszczał. Za pomocą broni według oficjalnych informacji podanych przez przywódcę Tatarstanu Rustama Minnichanowa, wchodzącego w skład Federacji Rosyjskiej organizator masakrycznego wydarzenia, zabił 8 uczniów i nauczycielkę. Z kolei 16 osób potrzebowało opieki medycznej.

Lokalne służby wkrótce po otrzymaniu zgłoszenia o strzelaninie, udały się natychmiastowo pod budynek szkolny. Na miejscu po przeanalizowaniu zagrożenia postanowiono przeprowadzić za pomocą jednostki antyterrorystycznej przeprowadzić szturm. Ostatecznie 19-letni sprawca został zotrzymany.

Zdaniem mediów zamach w rosyjskiej szkole został przeprowadzony przez dwie osoby. Jedna z nich miała być, rzekomo zabita w trakcie organizowanej przez policję akcji. Mało również dojść do wybuchu wewnątrz budynku. Na zamieszczanych materiałach wideo widać również dzieci wyskakujące z okien, które uciekały przed sprawcą zamachu. Według niepotwierdzonych informacji zostało zabitych 11 dzieci oraz jedna nauczycielka i ochroniach.

Po porannych wydarzeniach lokalne władze wprowadziły stan zagrożenia terrorystycznego. Uczniów z pozostałych szkół odesłano do domu. Wszystkie wtorkowe zajęcia zostały odwołane.

interia.pl

Żołnierze armii USA

Żołnierze armii USA, zdjęcie ilustracyjne / Fot. pixabay

Jak informuje Military.com, niemal połowa kobiet-żołnierzy w armii USA nie zdaje testu sprawności fizycznej ACFT. Mężczyźni przeważnie zdają go z łatwością.

  • Niemal połowa kobiet-żołnierzy nie zdaje testu sprawności fizycznej ACFT
  • Osiągane przez “żołnierki” wyniki są wyjątkowo słabe w porównaniu z wynikami kolegów po fachu
  • Według danych armii z kwietnia 2021 roku, aż 44% kobiet nie przeszło ACFT, w porównaniu z 7% mężczyzn

Army Combat Fitness Test (ACFT) okazuje się prawdziwym wyzwaniem dla kobiet w armii USA. Niemal połowa kobiet-żołnierzy nie zdaje testu sprawności fizycznej ACFT. Osiągane przez “żołnierki” wyniki są wyjątkowo słabe. Według danych armii z kwietnia 2021 roku, aż 44% kobiet nie przeszło ACFT, w porównaniu z 7% mężczyzn. “Kobiety-żołnierze nadal nie osiągają wyników mężczyzn we wszystkich przypadkach” – przekazano niewygodną informację. Burzy ona idealistyczne wyobrażenie władz o tym, iż “żołnierek” powinno być w armii jak najwięcej.

Testy ACFT są nadal w fazie beta i podlegają zmianom. Armia wprowadziła do nich poprawki już w marcu, aby “lepiej dostosować test do kobiet”. „ACFT – jako część ogólnego programu gotowości fizycznej armii – nadal ewoluuje, zmniejsza liczbę obrażeń i umożliwia żołnierzom wykonywanie podstawowych zadań żołnierskich” – przekazała armia. Mimo obniżenia poziomu trudności części zaliczeń, kobiety wciąż pozostają w tyle. Średni wynik z listy rekrutacyjnej kobiet wynosi bowiem 343 punkty, a zatem poniżej oceny zaliczającej – 360 punktów. Mężczyźni osiągają średnio 461 punktów na 600 możliwych. Nic zatem dziwnego, iż aktualnie około połowa kobiet-żołnierzy nie zdaje testu w armii USA. Mimo to, administracja Bidena wciąż postuluje, iż ilość kobiet w wojsk powinna wzrosnąć w imię “równości” czy “parytetów płci”.

“Priorytety prezydenta Bidena dla wojska nie koncentrują się na sprawności fizycznej. Zamiast tego jego administracja koncentruje się na kwestiach upolitycznionych i ideologicznych” – stwierdza Post Millennial. W ciągu kilku pierwszych miesięcy administracji, nowy prezydent ponownie dopuścił osoby transpłciowe do wojska, jak i zapewnił im możliwość “zmiany płci” na koszt podatnika. Wszystko to ma prowadzić do sytuacji, w której w wojsku nie liczy się już przeszkolenie ani sprawność, lecz zgodność z ideologicznym zamysłem.

Military.com

Nielegalna impreza, zdjęcie ilustracyjne

Nielegalna impreza w Toronto, zdjęcie ilustracyjne / Fot. pixabay

Policja w Toronto szybko zjawiła się na wezwanie w okolicy, gdzie organizowana była „nielegalna”, gdyż niezgodna z reżimem sanitarnym impreza. Funkcjonariusze zatrzymali 24 z ponad 150 osób zebranych i skonfiskowali alkohol za 13 tysięcy dolarów.

  • W Toronto zorganizowana została nielegalna impreza na ponad 150 osób
  • Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce, zatrzymali 24 z nich i skonfiskowali alkohol o wartości 13 tysięcy dolarów
  • Policja poszukuje pozostałych uczestników zabawy, oskarżając ich o łamanie pandemicznych obostrzeń
  • Zobacz także: Powrót do hitlerowskich metod. Segregacja szczepionkowa u bram Polski

W Toronto zorganizowana została nielegalna impreza na 150 osób. Zabawa miała łamać covidowe restrykcje, wciąż obowiązujące w mieście. Policja otrzymała wezwanie w tej sprawie około godziny 1:27 w niedzielę. Według CTV News, policjanci początkowo otrzymali zgłoszenie o sprzeczce w jednej z bocznych ulic. Zainteresowanie władz wzbudziło jednak co innego. „Po przybyciu funkcjonariusze mogli usłyszeć głośną muzykę i ludzi na pobliskim terenie” – przekazano mediom. Policjanci stali się świadkami nielegalnej zabawy tłumu ludzi. Szybko przystąpili do akcji, a zgromadzeni zaczęli uciekać. W wyniku interwencji skonfiskowano alkohol o równowartości 13 tysięcy dolarów.

Policja miała interweniować szybko i zdecydowanie. Nielegalna impreza w Toronto zakończyła się błyskawicznie, gdy tancerze zaczęli salwować się ucieczką. Funkcjonariuszom udało się zatrzymać 24 z nich. Postawiono im oskarżenia łamania zasad ustawy o zarządzaniu kryzysowym i ochronie ludności w trakcie epidemii COCID-19. „Wydział Policji Toronto zajmuje się sprawą i zwraca się do opinii publicznej o przedstawienie wszelkich innych istotnych informacji, które mogą prowadzić do dalszych aresztowań i postawienia zarzutów” – informuje Post Millennial. Jak przypominają media, Toronto wciąż podlega surowym restrykcjom z powodu „pandemii i opóźnień w szczepieniach”.

Post Millennial

Kryzys na granicy USA, nielegalni imigranci

Kryzys na granicy USA, nielegalni imigranci / Fot. Twitter

Kryzys na granicy USA z Meksykiem nasila się. Niedawno do sieci trafiło nagranie ukazujące imigrantów wraz z małymi dziećmi, przekraczających rzekę Rio Grande.

  • Kryzys na granicy USA z Meksykiem nie daje się już „zamieść pod dywan” i budzi coraz większy niepokój Amerykanów
  • Do sieci trafiło nagranie ukazujące, jak imigranci z małymi dziećmi przekraczają granicę na Rio Grande w Teksasie
  • Proceder jest całkowicie nielegalny, dodatkowo nigdzie nie widać punktów, w których przybysze byliby testowani na obecność COVID-19 czy legitymowani
  • Zobacz także: Sąd grozi matce odebraniem dziecka. Winna skała z flagą Konfederacji w ogrodzie

Stany Zjednoczone są cały czas dosłownie zalewane przez nielegalnych imigrantów. Trudna sytuacja, do której doprowadziła nader otwarta polityka Joe Bidena, staje się na każdym kroku coraz wyraźniejsza. Kryzys na granicy USA z Meksykiem nie daje się już „zamieść pod dywan”. Do sieci trafiło nagranie ukazujące, jak imigranci z małymi dziećmi przekraczają granicę na rzece Rio Grande w Teksasie. Imigranci wierzą, że w USA zostaną ciepło przyjęci, a państwo zapewni im byt i nie odeśle z powrotem do domu. Ich oczekiwania uzasadnia postawa amerykańskiego rządu, który nie zamyka przed nimi granic.

Kwitnie nielegalny proceder

Jak zauważają konserwatywne media, kryzys na granicy USA to świetna pożywka dla gangów i karteli. Zorganizowane grupy przestępcze chętnie przemycają ludzi. Ceny „usługi” dla jednej osoby sięgają nawet kilku tysięcy dolarów. Przemytnicy wysyłają zarówno dorosłych, jak i dzieci przez Rio Grande, gdy tylko poziom wody jest niski w godzinach porannych. Na nagraniu widać, jak dzieci są podnoszone w górę, podczas gdy woda sięga dorosłym do kolan. „Ściskając niemowlęta i plecaki, tłum przedziera się przez rzekę pieszo, przechodząc z jednej małej wyspy na drugą” – informuje Fox News. Grupa około 50 imigrantów pochodzi z Wenezueli. Około połowa z nich ma rodzinę w USA.

„Widzisz stały strumień ludzi przekraczających granicę z Meksykiem, wjeżdżających do naszego kraju bez przejścia przez legalny punkt kontrolny, bez żadnej z tych rzeczy” – powiedział Harris Faulkner, prezenter Faulkner Focus. Zauważył, iż nigdzie nie widać punktów, w których przybysze byliby choćby testowani na obecność COVID-19. Sytuacja wydaje się kuriozalna. Podczas, gdy większość kraju żyje pod jarzmem restrykcji i pandemicznych obostrzeń, tysiące imigrantów po prostu wchodzą do kraju bez żadnej kontroli. Zdaniem administracji Bidena, kryzys na granicy USA nie jest wcale kryzysem. Retoryka rządu nie zmienia się, choć kraj przyjął już setki tysięcy nielegalnych imigrantów i już dawno przestał sobie radzić z ich rosnącą ilością.

Fox News

Płacząca dziewczynka

Płacząca, mała dziewczynka / Fot. Pixabay

Rodzice dzieci z Bellingham School District byli wstrząśnięci, gdy dowiedzieli się, że przewodnicząca Rady Szkoły reklamuje w social mediach swój sex shop, rzekomo „odpowiedni dla wszystkich grup wiekowych”.

  • Opiekunowie dzieci z Bellingham School postanowili interweniować, gdy odkryli, że jedna z nauczycielek czytała dzieciom z pierwszej klasy podstawówki książkę pochwalającą zmianę płci u małych dzieci
  • Rodzice postanowili zwrócić się ze sprawą do dyrekcji szkoły i Rady Szkoły
  • Wówczas to dowiedzieli się, iż przewodnicząca Rady Szkoły „prowadzi sex shop z zabawkami erotycznymi dla osób w każdym wieku”
  • Przeczytaj również: Sąd grozi matce odebraniem dziecka. Winna skała z flagą Konfederacji w ogrodzie

Grupa rodziców dzieci ze szkoły Bellingham School postanowiła interweniować w sprawie tego, co dzieje się z ich dziećmi w szkole. Okazało się bowiem, iż jedna z nauczycielek czytała dzieciom z pierwszej klasy podstawówki książkę pochwalającą zmianę płci u małych dzieci. Nauczycielka, Jennifer Miller, przyznała się i stwierdziła, że nie widzi w czytaniu jej niczego złego. „Tak, przeczytałam tę książkę” – odpowiedziała na zapytania Miller. „Jako dystrykt ciężko pracujemy, aby wspierać wszystkich członków naszej społeczności szkolnej i promować integrację poprzez zrozumienie i współczucie”. Rodzice postanowili zatem zwrócić się do dyrekcji i Rady Szkoły. Wówczas to dowiedzieli się, że przewodnicząca Rady Szkoły Bellingham „prowadzi sex shop z zabawkami erotycznymi dla osób w każdym wieku”.

Przewodnicząca “żyje według własnych wartości”

Przewodnicząca Rady Szkoły, Jennifer Mason, bez skrępowania reklamuje swój sex shop „Wink-Wink” w mediach społecznościowych. Co najbardziej wzburzyło rodziców to fakt, że przybytek opisywany jest jako „odpowiedni dla wszystkich grup wiekowych”. „Podczas gdy sklep sprzedaję towar tylko osobom w wieku 16 lat i starszym, mogą w nim przebywać ludzie w każdym wieku” – zapewniała Mason w wywiadzie dla lokalnej gazety. „Chcę pokazać ludziom, że seks nie jest czymś, czego należy się wstydzić, powinna istnieć opcja zostania wybranym na urzędnika i jednocześnie posiadania sex shopu” – skomentowała sytuację. „To właśnie znaczy żyć według swoich wartości”.

Coraz bardziej wzburzeni rodzice uczniów skontaktowali się z kuratorem okręgu szkolnego Bellingham, Gregiem Bakerem. Jak informuje Post Millenial, Baker początkowo „planował się z nimi spotkać, ale wycofał spotkanie po tym, jak rodzice zapytali, czy mogą je nagrać”. Bellingham Public Schools nie wydało jeszcze oświadczenia w sprawie kontrowersji.

Post Millennial