Młody Barack Obama z rodziną.

Młody Barack Obama z rodziną. / Fot. Wikimedia Commons

To niezwykłe i fascynujące, że w XXI wieku, w realnie istniejącym świecie, jedyne światowe supermocarstwo jest kierowane przez syna członka kenijskiego plemienia Luo, który wydaje się, marzy o zmianie świata zgodnie z ideami swojego ojca.

Zobacz także: Matysiak: Barack Hussein Obama. Co powinniśmy o nim wiedzieć?

Barack Obama Senior

Kim był, więc Barack Obama Sr. i w jaki sposób inspirował wychowanie syna powodując, że ten w swojej pierwszej autobiografii określił siebie, swoje życie jak i motywacje i swoje posłannictwo tytułem „Z marzeń mojego ojca”? Wydaje się, że musimy przyzwyczaić się do znaków zapytania, które jak grzyby po deszczu pojawiają się tym, którzy chcieliby poznać ścieżkę życia młodego Obamy.

Ojciec Obamy był kenijskim (ur. niedaleko jeziora Wiktoria) muzułmaninem, (później chrześcijaninem i później ateistą), marksistą, ambitnym aktywistą socjalistycznym, ekonomistą, poligamistą, który porzucił swoje żony i dzieci i rozgoryczony odsunięciem go od władzy w Kenii (zwycięstwo pro-wolnorynkowego Jomo Kenyatta), rozpił się utraciwszy w licznych wypadkach obydwie nogi, pozbawiony możliwości realizacji swoich antykoloniano-socjalistycznych planów, zginął uderzając w pień drzewa.

Czy nie brzmi to zbyt nieprawdopodobnie, że ten kobieciarz i alkoholik (już podczas studiów na Hawajach, był znany, jako „podwójny-podwójny”, uwielbiał whiskey), przez całe życie syna nieobecny (pojawił się jedynie z wizytą, kiedy syn miał 10 lat), ale wyidealizowany przez lewicującą hipiskę matkę, był inspiracją dla syna i dziś jego duch niejako rządzi i kieruje agendą amerykańskiego supermocarstwa…  

Barack Obama Sr. dorastał w Kenii w czasie krwawego powstania Mau Mau w latach 50. zorganizowanego głównie przez członków plemienia Kikuyu przeciwko brytyjskiej władzy kolonialnej. Wychowany w islamskiej rodzinie, w wieku 6 lat, pod wpływem misjonarzy przeszedł na anglikanizm.

Dziadek prezydenta Obamy, Hussein Onyango (miał trzy żony) służył, jako kucharz w brytyjskiej armii kolonialnej w Birmie, Cejlonie, Europie, Indiach i Zanzibarze (gdzie zmienił wiarę rzymsko-katolicką na islam). W 1949 roku był aresztowany i poddawany torturom (prezydent Obama szybko usunął z Oval Office popiersie imperialisty Churchilla).

Ojciec Obamy przybył na uniwersytet na Hawajach w 1960 roku. Przed wyjazdem, ukończył korespondencyjnie szkołę (na wniosek dwu zaprzyjaźnionych amerykańskich misjonarek) pracował w biurze Araba, Suleimana, aby zarobić na utrzymanie swojej żony Kezia Aoko (ożenił się w wieku 18 lat w 1954 r.) i dwojga ich dzieci (Roy i Auma). Miał poparcie socjalistycznego aktywisty narodowego Toma Mboya i Amerykanek – misjonarek, to ułatwiło mu dostanie się na amerykańskie studia ekonomiczne. 

Matka Obamy

18-letnia Stanley Ann Dunham, pochodziła z rodziny irlandzkich Żydów i była jedynym dzieckiem Madelyn Payne ( pracowała w bankowości) i Stanley Dunham (sprzedawca mebli, często bezrobotny). Rodzice Ann oczekiwali chłopca i kiedy urodziła się córka nadali jej męskie imię Stanley, z którym dziewczynka męczyła się, zanim nie przyjęła drugiego imienia (Ann). Rodzice mieli przekonania lewicowe i takież rozwijała Stanley, która nie należała do skromnych. Trzeba dodać, że rodzice często przeprowadzali i mieszkali w różnych stanach (Kansas, Teksas, Oklahoma, Kalifornia, Waszyngton). Nastolatka Stanley uczęszczała do “czerwonej” szkoły średniej w Seattle, koleżanka określiła ją jako zbuntowaną  “oryginalną feministkę”.

W tym momencie wypada przedstawić osobę, która miała wybitny wpływ na późniejsze ideowe wychowanie młodego Barry (Baracka II), tą osobą był pisarz (trochę pornograf), poeta (zauroczony Stalinem) pochodzący z Chicago, czarnoskóry członek Komunistycznej Partii USA, Frank Marshall Davis. Frank Davis utrzymywał dość bliskie kontakty z rodzicami Ann Dunham, jak również z samą Ann.  Davis mieszkał w budynku, w którym był klub nocny popularny w kręgach miejscowej cyganerii, znany z nalotów policji szukającej narkotyków.  Davis był też znanym amatorem fotografem, autorem nieskromnych zdjęć nastolatki Ann Dunham.  Część komentatorów sugerując się również podobieństwem wskazuje, że to on miał być ojcem Baracka (a Barack Sr jedynie ojcem kontraktowym)…

Rodzice Obamy poznali się na uniwersytecie na lektoracie języka rosyjskiego (!) jesienią 1960 roku. Wzięli ślub w lutym 1961 (Ann była w 3. miesiącu ciąży), na wyspie Maui (obie rodziny były przeciwne temu związkowi, choć podobno 1. żona dała mu pozwolenie zgodnie z muzułmańską tradycją). 4 sierpnia 1961 roku, 18 letnia Stanley Ann Dunham urodziła chłopca, który po ojcu otrzymał imię Barack (arabski odpowiednik chrześcijańskiego imienia Benedykt, czy żydowskiego Baruch, oznacza „błogosławiony”), a na drugie Hussein, po dziadku. Barack Sr. w międzyczasie używał imienia Barry, często przedstawiał się również, jako „dr. Obama”, ale nade wszystko namiętnie kochał alkohol, fajkę i kobiety.

Gdzie urodził się przyszły prezydent USA?

Wśród licznych przeciwników Prezydenta Obamy bardzo żywy jest pogląd, że Obama urodził się nie na Hawajach, w Honolulu, ale właśnie w szpitalu w Mombasie, w Kenii, o czym mówiła z radością babcia Obamy, będąca rzekomo przy jego narodzinach w Mombasie.  Zwolennicy Obamy przypominają o dwóch wzmiankach w lokalnych gazetach w Honolulu, obwieszczających narodziny Obamy.

Krytycy wskazują, że takie wzmianki prasowe były zamieszczane np. przez Japończyków w lokalnej prasie, chociaż urodziny nie miały miejsca w Japonii. Krytycy również wskazują, że w dziwny sposób zaginęły rejestracje podróżnych z 1961 r. między USA/Hawaje, a Kenią. Poza tym żądają formy długiej aktu urodzenia ze szpitala, w którym miałby urodzić się Obama (rodzina wskazywała na dwa różne szpitale!). Po długim czasie taka forma została ogłoszona przez Prezydenta Obamę w internecie, ale niestety wg fachowców nie wytrzymuje ona krytyki.

Rozwód rodziców

Związek Ann z nowym mężem nie układał się, w kilka tygodni po urodzeniu zabrała syna, (który nazywany był Barry) i wyjechała kontynuować studia do Seattle, w północno zachodnim stanie Washington, gdzie mieszkała wcześniej z rodzicami. Obama Sr. zaś ukończył w 1962 r. studia, podążył na wschód i podjął studia na słynnym uniwersytecie Harvard, w Cambridge, Massachussetts.  W 1964 r. Barack Sr poznał 27-letnią nauczycielkę, córkę litewskich Żydów, Ruth Baker i wprowadził się do niej.  Administracja uniwersytetu zaczęła podejrzewać, że Obama jest bigamistą i odmówiła mu możliwości kontynuowania pracy nad doktoratem z ekonomii, radząc, aby ukończył go już w Kenii.

W 1964 r. z Seattle na Hawaje wróciła z synem Barrym Ann Obama i złożyła pozew o rozwód z Barackiem Obamą Sr.

Kobieciarz-komunista

Po wyjeździe Baracka Sr do Kenii, w ślad za nim ruszyła Ruth Baker, którą tam (!) poślubił w grudniu 1964 roku (są relacje, że ją bił) i miał z nią dwoje dzieci. Bardzo „rodzinny” Obama nie zaniedbywał również swojej pierwszej żony Kezi, z którą miał jeszcze dwoje dzieci (razem czworo). Po kilku latach burzliwego małżeństwa Ruth wyjechała z dziećmi. Obama Sr i jego trzecia żona Ruth ogłosili separację w 1971 r., rozwiedli się w 1973 r. Ruth wyszła za Tanzańczyka i przyjęła (i jej synowie) jego nazwisko Ndesandjo (jeden z nich robi interesy w Chinach). Niestrudzony Obama Sr obiecał jeszcze małżeństwo młodej Jael Otieno, z którą miał syna Georga, (który niedawno wydał swoje wspomnienia). Bilans jego aktywności był, więc pokaźny: 3 żony, jedna w kolejce do ołtarza i 8 dzieci…

Barack Sr nie był dobrym mężem, czy ojcem, alkoholowi („double Scotch”) towarzyszyły awantury i bicia (relacja syna Ruth), rozwinęła się choroba wątroby. Jeżdżąc po pijanemu spowodował wiele wypadków, w jednym z nich tracąc obydwie nogi (odtąd chodził na stalowych), w innym zabijając człowieka.

Obama Sr. był politycznym przeciwnikiem Jomo Kenyatty, długoletniego prezydenta Kenii (z plemienia Kikuyu) zwolennika wolnego rynku. Jak wspomniałem, mentorem Obamy był nacjonalista i aktywny działacz socjalistyczny z plemienia Luo, Tom Mboya (ukończył studia w Oxfordzie, Anglia), który pomógł mu znaleźć pracę najpierw w ministerstwie transportu, później finansów i ostatecznie w ministerstwie planowania. Tak Mboya jak i Obama byli pan-afrykańskimi socjalistami, którzy chcieli wyeliminować pozostałości kolonializmu (Kenia uzyskała niepodległość w 1963 r.) i zaprowadzić socjalizm, ale nie chcieli modelu sowieckiego, reprezentowanego przez rywala, innego socjalistę Odinga Odinga.

Dla aktywistów ruchu antykolonialnego wolny rynek był sposobem dalszego wyzysku lokalnych społeczności przez byłe mocarstwa europejskie.  Kolonializm nie kończył się wraz z uzyskaniem niepodległości, przyjmował za to formę neokolonializmu i system ekonomiczny, polityka polityczna były dalej kontrolowane z zewnątrz. Według nich jedynym skutecznym sposobem walki z neokolonializmem był socjalizm z centralnie sterowaną ekonomią i wszechmocnym ograniczającym prywatną własność rządem.

Problemy, przed którymi stoi nasz Socjalizm

W 1965 r. Obama Sr opublikował w „East Africa Journal” ważny artykuł „Problemy, przed którymi stoi nasz Socjalizm”, w którym zalecał większą rolę rządu w konfiskacie środków produkcji, rozbudowaną dystrybucję, odebranie właścicielom ziemi i stworzenie klanowych kooperatyw produkujących żywność i rozwijających biznes i przemysł (był bardziej radykalnym socjalistą od Toma Mboya, który dopuszczał własność prywatną). Ostrze polityki miało być skierowane głównie przeciwko biznesowi i korporacjom europejskim oraz azjatyckim, które zdominowały kenijską ekonomię.  Dla nich Obama przewidywał wysokie podatki nawet, do 100%, jeśli mieliby na tym skorzystać rodzimi Kenijczycy.

W połowie 1969 roku Mboya (wtedy minister planowania) został zamordowany w Nairobi (prawdopodobnie przez człowieka Kenyatty), Obama utracił swojego mecenasa popadając w konflikt tak z prezydentem Kenyattą, jak i z jego następcą Danielem arap Moi, w konsekwencji tracąc wpływy i pracę. Poglądom Obamy Sr poświęciłem nieco miejsca, aby lepiej zrozumieć poglądy syna, który w swoich dwu autobiograficznych książkach nic nie wspomina o słynnym artykule ojca. Obama Sr zmarł w wieku 46 lat, w wyniku czołowego uderzenia w pień drzewa w listopadzie 1982 r.

Mit ojca i ciągłe zmiany

Wróćmy teraz do matki Baracka/Barryego, która podtrzymywała synowi mit ojca większy niż życie, mit przywódcy, rewolucjonisty walczącego z całym złem tego świata, nieobecnego, bo potrzebnego gdzie indziej, unoszącego na swoich ramionach nadzieje ludzi tego świata, walczącego o lepszą i sprawiedliwszą przyszłość dla wszystkich biednych i bezradnych ludzi.

Przyjaciółka Ann, Julia Suryakusuma: 

„Ann była naprawdę biała. Ja myślę, że ona kochała ludzi o innym kolorze skóry”.

Kiedy nie powiodło jej się z Obamą Sr, (a Frank Marshall Davis, był żonaty) zajęła się studentem z Indonezji, Lolo Soetoro, ślub miał miejsce w 1966 r., w następnym roku podążyła z małym Barrym za mężem do Indonezji, zamieszkali najpierw w Bandung, a następnie w ekskluzywnej dzielnicy w Dżakarcie. Tam urodziła córkę Mayę. Ann była antropologiem, badała wiejskie kowalstwo i przemysł (w 1992 r. uzyskała doktorat).

Sześcioletni Barry dorastał przez następne 4 lata w byłej holenderskiej kolonii pod okiem Lolo, który go zaadoptował i zapisał do szkoły według zachowanej karty, jako Barry Soetoro, wyznania islamskiego i służył radą i opieką jak ojciec. Obama dobrze wspomina Lolo jak uczył go jeść węże, psy, piec koniki polne i zaprawiał go na młodego mężczyznę. Rodzice byli pochłonięci pracą, a do wychowania syna zatrudnili niańkę transwestytę(!).

Lolo był dumny ze swojej rewolucyjnej przeszłości, stracił ojca i brata w walce z okupantem, choć świadkowie mówią, że ojciec zmarł podczas wieszania firanek w domu (sic!). Drugi mąż Ann obrał inną drogę niż Kenijczyk Obama. Z biegiem czasu coraz bardziej stawał się proamerykański i antykomunistyczny, co doprowadzało matkę Barrego do furii.  Tym bardziej podtrzymywała nieskazitelny mit rewolucyjnego ojca w oczach syna. Barack wspomina ich częste kłótnie, w których Lolo mówił o swoich sympatiach do pracujących w Dżakarcie Amerykanów i krzyk, protest matki: „To nie są moi ludzie!”.

Powrót na Hawaje

Wreszcie Ann, aby ocalić syna od nasilających się korumpujących miejscowych „kapitalistycznych” wpływów, w 1970 r. wysłała chłopca do swoich rodziców na Hawaje z nakazem cotygodniowych wizyt chłopca u jej starszego przyjaciela znanego nam już wcześniej komunisty Franka Marshalla Davisa, który otoczył go „ojcowską” opieką…

Ann rozwiodła się z Lolo w 1972 r., (który zmarł w Dżakarcie w 1987 r.), prowadziła życie pełne romansów, podróżowała do Tajlandii, Nepalu, Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Chin. Nigdy nie wróciła do USA, aby zamieszkać z synem, bywała okazjonalnie. Jedynie przybyła do stanów w celu leczenia, kiedy rozpoznano u niej raka jajnika, ale Barack Jr nawet nie odwiedzał matki podczas choroby. Nie był też przy jej łożu śmierci w 1995 r. 52 letnia Ann zostawiła po sobie podobno wartościową książkę, pracę doktorską z antropologii „Wioskowy przemysł w Indonezji”. Jako ciekawostkę podam, że pracując w wielu krajach była zatrudniona również przez Petera Geithnera, ojca byłego ministra skarbu gabinetu prezydenta Obamy (Timothy Geithner) we wdrażaniu programu małych pożyczek Fundacji Forda w Indonezji i pomaganiu ludziom w niedorozwiniętych regionach świata.

W grudniu 1971 r. dochodzący do zdrowia (po samochodowym wypadku) Barack Obama Sr, spędził cały miesiąc na Hawajach z synem i specjalnie goszczącą b. żoną Ann. Odwiedził prywatną ekskluzywną szkołę syna, gdzie wystąpił (imponująco!) jako gość z Afryki, zabrał 10-letniego syna na pierwszy w jego życiu koncert jazzowy (pianista Dave Brubeck) i podarował synowi jego pierwszą piłkę do koszykówki. Ten miesiąc musiał młodemu Barremu wystarczyć na całe życie, nigdy już nie miał kontaktu z ojcem.

Dzięki układom babci, która została wiceprezydentem banku hawajskiego, jak i pracodawcy dziadka, Barry dostał się do Punahou, ekskluzywnej „białej” szkoły średniej. Grał w koszykówkę, na ile pozwalała mu „okrągła” tusza, należał do ekskluzywnej grupy narkomanów (palili marihuanę w mikrobusie z zasuniętymi oknami, aby osiągnąć maksimum odurzenia).

Faszerowanie ideologią komunistyczną

Regularnie i często odwiedzał przyjaciela matki i dziadków, komunistę Franka M. Davisa, który faszerował jego młody i chłonny umysł przykazaniami komunistycznymi, teorią walki klasowej, cudowną i mesjanistyczną wizją wspaniałych ideałów socjalizmu, który zlikwiduje wszystkie problemy ludzkie, kiedy tylko zapanuje na tym nieszczęśliwym świecie.  Młody Barry wspomina z tego czasu o ideach walki klasowej (w późniejszej autobiografii). Natomiast jego szkolny kolega Kakugawa mówi o prawdziwych źródłach rozterek przyszłego Prezydenta USA::

„Jego największym problemem, z jakim się zmierzył, to uczucie bycia porzuconym dzieckiem…” 

Trzeba podkreślić, że dorastający Barry nigdy nie mieszkał w biednej dzielnicy murzyńskiej. Zawsze zamieszkiwał w ekskluzywnych dzielnicach zamieszkiwanych przez elity, tak było na Hawajach, jak i w Dżakarcie, w Indonezji. Nawet później, podejmując pracę w czarnej dzielnicy w Chicago, nie zamieszkał w tejże, ale wolał codziennie dojeżdzać do pracy każdego dnia 90 minut z lepszej dzielnicy.

Ktoś mądry kiedyś powiedział (a jak nie, to pewnie to zrobi), że aby naprawdę poznać i zrozumieć człowieka, niezbędnym jest poznanie jego dzieciństwa, które zawiera kod, klucz do pełniejszego zrozumienia jego motywacji, sposobu postępowania, ambicji, psychicznej głębi i siły przekonań.  Następnym razem zajmę się dorastającym młodzieńcem i młodym człowiekiem Barackiem Husseinem Obamą II.

Zobacz także: Ostra odpowiedź na oświadczenie Izraela. Bąkiewicz: “Tu jest Polska i nie zrobicie z nas drugich Palestyńczyków”

P.S. Przypominam, że oryginalnie ten tekst napisałem 7 lat temu. W następnej części zajmę się młodym politycznie dorastającym Obamą…

Jacek K. Matysiak

Maska na twarzy

Maska na twarzy / Fot. vperemen.com/ Wikimedia Commons

  • Izraelski resort zdrowia wprowadził obowiązek noszenia maseczek w miejscach zamkniętych. Związane jest to ze wzrostem zakażeń wariantem Delta koronawirusa. Władze zalecają noszenie maseczek również w trakcie zgromadzeń publicznych.
  • Izrael ogłosił również, że przesuwa decyzję o otwarciu granic dla turystów z lipca na sierpień.
  • Dotąd ponad 5 mln z 9,3 mln Izraelczyków (55 proc. populacji) otrzymało dwie dawki szczepionki. Od początku pandemii z powodu COVID-19 zmarło tam 6 428 osób.
  • Zobacz także: Oświadczenie ambasady Izraela. Jest odpowiedź polskiego MSZ. Kolejna odsłona wojny o mienie bezdziedziczne?

Ministerstwo Zdrowia przekazało w oświadczeniu, że zwiększona liczba zakażeń zmusiła rząd tego państwa do zwiększenia obostrzeń epidemicznych. Izrael zastosuje powrót maseczek w przestrzeniach zamkniętych. Nosić je w miejscach publicznych ponownie będą musieli niemal wszyscy mieszkańcy Izraela.

Władze zalecają noszenie maseczek podczas dużych zgromadzeń publicznych. Zalecają to m.in. w czasie zbliżającej się w ten weekend parady Gay Pride w Tel Awiwie. Udział w tym wydarzeniu deklarują tysiące osób.

“Dzieci poniżej siódmego roku życia, osoby niepełnosprawne i uprawiające sport zwolnione są z obowiązku noszenia maseczki w pomieszczeniach zamkniętych” – podało izraelskie źródło.

Premier Naftali Bennett zapowiedział w środę, że jeśli liczba zakażeń będzie utrzymywała się na poziomie ponad 100 na dobę w przeciągu następnego tygodnia, to Izrael zarządzi powrót maseczek. Od poniedziałku władze sanitarne odnotowują codziennie zwiększoną liczbę nowych infekcji SARS-CoV-2. Według najnowszych dostępnych danych w czwartek władze sanitarne zdiagnozowały 227 nowych przypadków zakażenia koronawirusem.

W środę Izrael ogłosił, że przesuwa z lipca na sierpień ponowne otwarcie swojego terytorium dla turystów “z powodu obaw o możliwość rozprzestrzenienia się wariantu Delta”.

W szczytowym momencie pandemii, w styczniu bieżącego roku, w Izraelu odnotowywano ok. 10 tys. przypadków koronawirusa dziennie.

Do tej pory ponad 5 mln z 9,3 mln Izraelczyków otrzymało już dwie dawki szczepionki. Od początku pandemii w Izraelu odnotowano ponad 840 tys. zakażeń koronawirusem, 6 428 osób zainfekowanych zmarło.

polsatnews.pl

Protest pod Wrocławskim ratuszem / Fot. Twitter Roty Niepodległości

  • Protestujący przeciw decyzji wrocławskiej Rady Miasta o przyznaniu tzw. “Strajkowi Kobiet” zebrali się w czwartek pod ratuszem miejskim. Reprezentowali oni różne środowiska polityczne i społeczne.
  • Wśród manifestujących był poseł Konfederacji Krzysztof Tuduj, który poparł to zgromadzenie.
  • W trakcie protestu została podjęta próba rozwiązania go z powodu wulgaryzmów. Jednak jak się okazało, jedynymi wulgaryzmami zasłyszanymi ze strony manifestujących były nagrania odznaczanej przez władze miasta Marty Lempart.
  • Zobacz także: Nikt nie chce zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym? Termin zgłoszeń upłynął w środę

Krytykujący decyzję Rady Miasta o wręczeniu nagrody dla Lempart zebrali się pod wrocławskim Ratuszem. Swoje poglądy wyrażali głośnymi okrzykami. Na samym początku manifestacji zaznaczyli jednak, że ich zgromadzenie ma charakter pokojowy i nie będzie przypominało destrukcyjnych wydarzeń ze “Strajku Kobiet” w październiku ubiegłego roku. Rada Miasta Wrocławia próbowała uciszyć zebrany pod ratuszem tłum. Urzędniczka chciała rozwiązać zgromadzenie patriotów z powodu wulgaryzmów. Jedynymi słowami powszechnie uznanymi za obraźliwe na manifestacji były odtwarzane nagrania wulgaryzmów Marty Lempart.

Osoby, które wzięły udział w manifestacji podkreślały poziom wandalizmu oraz wulgaryzmy, z jakimi szli uczestnicy “Strajku Kobiet”. Uczestnicy spotkania pod wrocławskim ratuszem wyrażali oburzenie, że radni postanowili uhonorować organizację, która dopuszczała się zniszczenia mienia, obrazy uczuć religijnych, ale również atakowała funkcjonariuszy Policji i antagonizowała społeczeństwo.

Na poparcie swoich racji, protestujący odtworzyli fragmenty przemówień Marty Lempart, które przepełnione były wulgaryzmami.

“Słyszeliście Państwo tę głębię myśli? To jest ten wkład w rozwój Wrocławia! Hańba! Skandal!” – mówił Krzysztof Tuduj, wrocławski poseł na Sejm z ramienia Konfederacji.

Urzędniczka chciała rozwiązać zgromadzenie patriotów

Odtwarzane nagrania musiały dotrzeć do uszu urzędników pracujących w ratuszu, dlatego, że chwile później podjęli oni próbę rozwiązania tego legalnego zgromadzenia publicznego z powodu zasłyszanych tam wulgaryzmów. Problem jednak tkwił w jednym szczególe. Jak się okazało, jedyne wulgaryzmy, które dało się usłyszeć z protestującego tłumu to odtwarzane słowa Marty Lempart. Nie udało się więc znaleźć wrocławskim urzędnikom pretekstu do zakończenia protestu. Tą kuriozalną sytuację i pokaz złej woli urzędników na swoim Twitterze opisał rzeczony poseł Tuduj.

Poseł Konfederacji zadeklarował w trakcie manifestacji, że zrobi wszystko, aby odebrać nagrodę, którą otrzymał “Strajk Kobiet” oraz Marta Lempart. Szansy na to upatruje po zmianie władz Wrocławia.

O sytuacji wspomniały za pośrednictwem mediów społecznościowych również Roty Niepodległości.

Rada Miejska Wrocławia zdecydowała, że jedna z pięciu tegorocznych Nagród Wrocławia trafi do Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Zdaniem władz miasta jest to ruch obywatelski, który odznaczył się na rzecz walki o prawa człowieka zawiązany we Wrocławiu.

Nagroda dla OSK była jedyną nagrodą, która nie została przyznana jednogłośnie. Wyróżnienie od samego początku budziło spore kontrowersje.

gosc.pl tuwroclaw.com

Robert Bąkiewicz podczas konferencji prasowej / fot. Nicole Wójcik

W czwartek późnym wieczorem ambasada Izraela w Polsce wydała oświadczenie w sprawie zmian w Kodeksu Postępowania Administracyjnego. Nowelizacja prawa może doprowadzić do sytuacji, że Żydzi nie będą mogli ubiegać się o tzw. majątki bezspadkowe.

Nie będzie nam Izrael dyktował jakie ma być prawo w Polsce. Nie ma spadkobierców, nie ma spadku. Nic nie dostaniecie. Ani złotówki. Tu jest Polska i nie zrobicie z nas drugich Palestyńczyków

– napisał na Twitterze prezes Marszu Niepodległości.

Odpowiedź polskiego MSZ

Polski MSZ odpowiada Izraelowi po tym, jak w oficjalnym komunikacie dyplomacja izraelska skrytykowała przegłosowanie nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego. Zgodnie z nowymi regulacjami po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie postępowanie w celu jej zakwestionowania.

“Wczorajsze oświadczenie Ministra Spraw Zagranicznych Izraela trzeba ocenić jednoznacznie negatywnie. Jego treść nacechowana jest złą wolą, a przede wszystkim głęboką nieznajomością faktów” – napisał Paweł Jabłoński, wiceszef MSZ.

Nowelizacja prawa

Podczas czwartkowego głosowania w sprawie nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego, ustawę poparli posłowie PiS, Koalicji Polskiej, Kukiz’15 i Polski 2050, a nawet większość Lewicy. Od głosu w tej sprawie wstrzymali się niemal wszyscy posłowie KO.

Z kolei w Konfederacji nastąpił podział. Narodowcy wyrazili poparcie, zaś korwiniści albo się wstrzymali, albo nie pojawili się na głosowaniu. W śród nieobecnych był Grzegorz Braun.

twitter.com

Narodziny tandemu politycznego Kaczyński-Kukiz

Paweł Kukiz i Jarosław Kaczyński podczas konferencji prasowej. / Fot. Twitter

Gdy Paweł Kukiz wchodził do krajowej polityki na początku 2015, obiecywał dogłębną zmianę systemu. Na sztandary wziął przede wszystkim walkę z partiami, które przedstawiał jako instytucje ze swojej natury złe i zepsute, prowadzące do korupcji i nadużyć władzy.  Jego retoryka była prosta i dość ogólnikowa – czas na zmiany, czas na oddanie władzy w ręce obywateli, nie zawodowych polityków. Sztandarowym postulatem Kukiza stały się jednomandatowe okręgi wyborcze. W wyborach prezydenckich osiągnął on sensacyjnie wysoki wynik 20,8% głosów i zajął trzecie miejsce za Andrzejem Dudą i Bronisławem Komorowskim. W czerwcu i lipcu 2015 ruch Kukiza uzyskiwał w sondażach po 20-29% poparcia, w niektórych zajmując nawet 1. lub 2. miejsce. Tym samym był równoprawnym konkurentem PiSu i PO. Mogło się wydawać, że oto w polskiej polityce może nastąpić rewolucja.

Czytaj także: Biskupi wreszcie mają dość. Biden bez Komunii Świętej?

Brutalna rzeczywistość

W ciągu 5 miesięcy, które minęły między wyborami prezydenckimi a parlamentarnymi, poparcie dla Kukiza spadło jednak ponad dwukrotnie. Na listę muzyka oddano ostatecznie 8,8% głosów. W wyborach prezydenckich wiele osób o najróżniejszych poglądach od prawa do lewa mogło oddać “głos protestu” na popularnego muzyka, by wyrazić w ten sposób niechęć wobec klasy politycznej. Później Kukiz musiał jednak obsadzić konkretnymi nazwiskami listy kandydatów w 41 okręgach, a tym samym poważniej określić się ideowo. Zdecydował się postawić na kilka różnorodnych środowisk “prawicy niepisowskiej”. Od Kukiza startowali więc przedstawiciele Ruchu Narodowego, ale też Stowarzyszenia KoLiber. Do tego dorzucił podobnego sobie muzyka przedzierzgniętego w aktywistę Piotra Liroya-Marca, sędziwego antykomunistycznego opozycjonistę Kornela Morawieckiego oraz wiele postaci kompletnie anonimowych, na które wyborcy Kukiza głosowali “na ślepo”, bo były jedynkami na liście.

Kukiz od początku nie chciał jednak zorganizować prawicowego amalgamatu w spójną struktury w postaci partii politycznej. Zawierał wielu zadeklarowanych liberałów gospodarczych, ale też zadeklarowanych solidarystów takich jak Kornel Morawiecki i związana z nim Małgorzata Zwiercan. Posłowie z zasady nie musieli głosować spójnie w żadnych sprawach. Idealizm muzyka szybko zderzył się z brutalną rzeczywistością. Jego klub parlamentarny zaczynał licząc 42 członków, z których jednak do końca kadencji przetrwało jedynie 16. Pozostali po drodze rozpierzchnęli się po pozostałych klubach parlamentarnych lub próbowali tworzyć kolejne efemeryczne, kanapowe inicjatywy. “Antypartyjniaccy” Kukizowcy dołączali więc do starych, “systemowych” partii. Podczas trwania kadencji 2015-19 posłowie wybrani z list Kukiza stanowili ogromny rezerwuar głosów dla PiSu, dzięki któremu partia rządząca nie musiała obawiać się o większość w Sejmie. Obyty w parlamentarnych grach Jarosław Kaczyński skutecznie wykorzystywał niedoświadczonych posłów chcących radykalnie zmieniać polską politykę.

Koniec samodzielności

Spośród inicjatyw tworzonych przez posłów Kukiza próby czasu nie przetrwała dokładnie żadna. Wszyscy, którzy pozostali w polityce, osiągnęli to dzięki związaniu się z którąś z partii istniejących przed powołaniem ruchu piosenkarza. Również Konfederacja, do której dołączyło kilku posłów Kukiza, powstała w końcu na bazie dwóch partii niewielkich, ale istniejących przed 2015. Ostatecznie z Konfederacji również odpadli zresztą grający na siebie lub tworzenie kolejnych kanap posłowie-kukizowcy tacy jak Marek Jakubiak, a przetrwali w niej politycy KORWiNa i RN.

Pod koniec ubiegłej kadencji Kukiz widział już, że nie ma szans na wejście do Sejmu wystawiając samodzielne listy. Mógłby mieć zresztą nawet problem z zebraniem pod nimi podpisów. W 2015 robili to dla niego głównie działacze środowiska narodowego i samego RN – a więc, o zgrozo, partii, posiadającej, o zgrozo, struktury.

Kukiz pod koniec poprzedniej kadencji miał więc 3 drogi – PiS, PSL, Konfederacja. Wybór Kaczyńskiego oznaczał totalną wasalizację, której chciał jeszcze uniknąć. Kukiz poróżnił się ze środowiskami tworzącymi Konfederację i wybrał PSL, partię powszechnie utożsamianą z układami. Ten sojusz też przetrwał jednak ledwie kilkanaście miesięcy. Dziś PiS pozostał dla Kukiza jedyną opcją, ale jest oczywiste, że Kaczyński traktuje go instrumentalnie. Tym bardziej, że muzyk ma do zaoferowania już ledwie czterech posłów, w tym siebie. Kończąca się powoli przygoda Pawła Kukiza z polityką pokazuje brutalną prawdę o współczesnej polityce – żeby trwale utrzymać się w niej na powierzchni, trzeba założyć partię i choć trochę zakorzenić ją w konkretnej tożsamości ideowej.

Włoski brat

Warto zauważyć, że klapą zakończył się też proces radykalnego odpartyjnienia polityki włoskiej, przeprowadzany przez pokrewny Kukizowy Ruch Pięciu Gwiazdek. M5S też unikało jednoznacznej tożsamości ideowej, skupiając się na płytkich hasłach w rodzaju “oczyścić politykę z korupcji i złodziejstwa”. Początkowo jego lider, komik Beppe Grillo, deklarował nawet, że nie wejdzie w koalicję z żadną partię, czekając, aż uzyska samodzielną większość. W praktyce, gdy M5S urosło – znacznie bardziej niż Kukiz, uzyskując w 2018 aż 33% głosów w wyborach do parlamentu – “nigdy, z nikim” szybko przerodziło się w “zawsze, z każdym”. We Włoszech mamy w tej kadencji już trzeci rząd, a jedynym ugrupowaniem, które było obecne w każdej koalicji, jest właśnie M5S, które rządziło najpierw z prawicą, potem z socjaldemokracją, a obecnie z każdym od radykalnej lewicy po Salviniego. W tym z systemowymi partiami którym przewodzą personifikujący establishment politycy tacy jak Silvio Berlusconi czy Matteo Renzi, a którym uroczyście “wyp…” kazał Grillo, gdy zakładał swój ruch. Obecnie wobec dramatycznie spadającego poparcia próbuje ratować się, upodabniając się do zwykłych partii i czyniąc swoim liderem byłego premiera Giuseppe Contego.

Arkadiusz Czartoryski, Małgorzata Janowska, Zbigniew Girzyński.

Arkadiusz Czartoryski, Małgorzata Janowska, Zbigniew Girzyński. / Fot. Twitter

  • Politycy tłumaczą, że nie zgadzają się z działaniami PiS, m.in. w kwestii energetyki.
  • Zbigniew Girzyński skrytykował podejście PiS do przedsiębiorców, także to przedstawione w nowym programie “Polski Ład”.
  • Jego zdaniem rozłam może skłonić PiS do zaprzestania wykonywania działań, “które nie mają nic wspólnego z prawem i ze sprawiedliwością i z programem, zarówno tym sprzed 20 lat, z tym sprzed lat 16, gdy PiS po raz pierwszy wygrywało wybory i tych kolejnych”.
  • Zobacz także: Antypolski szef MSZ Izraela znów atakuje: “Nowe polskie prawo jest hańbą”

Przewodniczącą koła została Małgorzata Janowska. Jej zastępcą Arkadiusz Czartoryski, a Zbigniew Girzyński – sekretarzem koła. Tłumacząc powody opuszczenia większości rządowej, poseł Małgorzata Janowska powiedziała, że się nie zgadza z polityką energetyczną PiS.

Nie muszę też czytać „Gazety Wyborczej”, żeby wiedzieć, co dzieje się w spółkach Skarbu Państwa

– zaznaczyła.

Z kolei Arkadiusz Czartoryski wskazał, że nie zgadza się na zamykanie elektrowni w Ostrołęce. Poseł podkreślił, że 5-krotnie wygrywał wybory dla PiS bez większego wsparcia i billboardów.

Natomiast Zbigniew Girzyński skrytykował podejście PiS do przedsiębiorców, także to przedstawione w nowym programie “Polski Ład”.

Nasza działalność nie jest koncesjonowana, a wiem, że taka działalność jest ostatnio modna

– powiedział Girzyński, co można odebrać jako prztyczek w stronę Adama Bielana.

Polityk dodał także, że chodzi im “o taką Polskę, w której bezpiecznie będą czuli się Robert Biedroń i Grzegorz Braun.

Mamy nadzieję, że to jest takie pomarańczowe światło do tego, żeby ze złej drogi zawrócić. Żeby złe rozwiązania, które nie mają nic wspólnego z prawem i ze sprawiedliwością i z programem, zarówno tym sprzed 20 lat, z tym sprzed lat 16, gdy PiS po raz pierwszy wygrywało wybory i tych kolejnych, bo one często były odnawiane, nie ma nic wspólnego. Jeżeli PiS z tej drogi nie wróci, jesteśmy przekonani, że nasze koło parlamentarne będzie się rozszerzało, także o innych posłów PiS, bo to niezadowolenie wiemy, jak wiele osób podziela. Mamy nadzieję, że uda się dzięki temu gdzieś tam w przyszłości być może stworzyć taką organizację polityczną, która będzie w stanie te słuszne postulaty programowe, które skłoniły nas do tego, żeby w ogóle zająć się polityką, zrealizować

– podkreślił Girzyński.

Girzyński, Janowska, Czartoryski odchodzą z PiS. Co robili wcześniej?

Zbigniew Girzyński po raz pierwszy odszedł z PiS w 2014 roku. Wiązało się to z kontrowersjami wokół rozliczania wyjazdów służbowych. Najgłośniejsza afera wybuchła wówczas w związku z trójką innych polityków PiS: Adamem Hofmanem, Mariuszem Antonim Kamińskim i Adamem Rogackim.

W związku z zastrzeżeniami jakie mogą się pojawić co do moich wyjazdów służbowych pragnę poinformować, że w dniu dzisiejszym złożyłem rezygnację z członkostwa w Klubie Parlamentarnym i partii Prawo i Sprawiedliwość. Ponadto pragnę nadmienić, że nie mam sobie nic do zarzucenia jeśli chodzi o moją aktywność i pracę na forum Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy

– tłumaczył wówczas Girzyński.

Wrócił do Sejmu w obecnej kadencji. Ponownie zasiadł w klubie PiS. Został zawieszony w prawach członka partii na początku tego roku. Tym razem poszło o to, że zaszczepił się przeciw COVID-19 jako pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, choć w tamtym czasie prawo zezwalało na szczepienie jedynie lekarzom. I w tym wypadku poseł Girzyński nie ma sobie nic do zarzucenia.

Arkadiusz Czartoryski jest posłem od 2005 r., wcześniej, w latach 1998–2002 był prezydentem Ostrołęki. W latach 2005–2006 był wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji. We wrześniu ubiegłego roku CBA weszło do jego domu i mieszkań, w związku z prowadzonym postępowaniem ws. elektrowni w Ostrołęce. Prokuratura podkreśliła, że do przeszukań nie doszło ze względu na “dobrowolne wydanie rzeczy”.

Zobacz także: Burza po oświadczeniu Izraela ws. reprywatyzacji. Ostre komentarze internautów

Małgorzata Janowska jest posłanką od 2017 r., kiedy objęła mandat po zmarłym w wypadku samochodowym Rafale Wójcikowskim z Kukiz’15. Nie dołączyła do żadnego z klubów, została posłanką niezrzeszoną. We wrześniu 2017 zaangażowała się w tworzenie Partii Republikańskiej, przystępując jednocześnie w Sejmie do klubu parlamentarnego PiS. Przed wyborami w 2019 r. wstąpiła do PiS i uzyskała reelekcję.

Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny / Fot. Adrian Grycuk/ Wikimedia Commons

  • Pierwszy raz w historii nie ma nowych kandydatur na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Miejsce zwalnia się 22 lipca, kiedy to swoją 9-letnią kadencję zakończy prof. Leon Kieres.
  • Opozycja tłumaczy brak wystawienia swojego kandydata faktem, że sędziowie wybrani przez parlament 6 lat temu nadal czekają na ślubowanie. Dodatkowo uważają, że żaden “dobry” prawnik nie będzie chciał pracować w obecnym TK.
  • Partia rządząca podaje za oficjalny powód absencji kandydata brak ustaleń w tej kwestii wewnątrz klubu.
  • Marszałek Sejmu powinna jak najszybciej ogłosić nowy nabór kandydatów, aby uniknąć wakatu na stanowisku w Trybunale Konstytucyjnym.
  • Zobacz także: Oświadczenie ambasady Izraela. Jest odpowiedź polskiego MSZ. Kolejna odsłona wojny o mienie bezdziedziczne?

Brak zgłoszeń na nowego członka Trybunału Konstytucyjnego zadziwił nawet najstarszych urzędników w Sejmie. Jeszcze nigdy nie zdarzyła się sytuacja, w której żaden z klubów nie wyznaczył swojego kandydata na zwalniające się miejsce. Poza względami prestiżowymi funkcja sędziego TK wiąże się też z pewnymi, wysokimi dochodami nie tylko na czas 9-letniej kadencji, ale także po jej zakończeniu, w stanie spoczynku. Mimo to nikt nie chce zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym.

Żaden z posłów nie może też wytłumaczyć się zaskoczeniem w tej sprawie. Data zakończenia kadencji prof. Kieresa znana jest od jej początku, czyli od 9 lat. Zgodnie z regulaminem Sejmu, nakazującym przyjęcie zgłoszeń do 30 dni przed upływem kadencji, marszałek Elżbieta Witek poinformowała szefów klubów o wyznaczonym na 23 czerwca terminie zgłaszania kandydatur już 19 maja.

Nikt nie chce zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym?

Opozycja zwłokę w wyznaczeniu swojego kandydata tłumaczy faktem, że wciąż pozostają sędziowie wybrani 6 lat temu. Prezydent Andrzej Duda nie przyjął wówczas od nich ślubowania. Ich miejsca zajęły już jednak osoby wybrane w kolejnych kadencjach Sejmu, nazywane przez opozycję “sędziami-dublerami”. Ponadto posłowie opozycji dodają, że trudno jest znaleźć “dobrego” prawnika, który chciałby współpracować z obecnymi sędziami TK pod kierownictwem Julii Przyłębskiej.

Partia rządząca również nie potrafi wyjaśnić przyczyny absencji kandydata na sędziego TK z tego ugrupowania. Tłumaczą to jedynie brakiem decyzji klubu. Ciężko uwierzyć, że pośród członków partii rządzącej, która wyznaczyła już wielu kandydatów – nikt nie chce zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym.

Według portalu RMF24, można to sobie tłumaczyć albo jako wynik sporu, będącego pochodną tarć w Zjednoczonej Prawicy, albo brakiem chętnych do pracy w obecnym Trybunale.

Kadencja prof. Leona Kieresa upływa 22 lipca. Jeśli do tego dnia nie zostanie dokonany wybór jego następcy, w Trybunale powstanie wymagający zapełnienia wakat. Marszałek Sejmu powinna jak najszybciej ogłosić nowy nabór kandydatów.

rmf24.pl

Unia Europejska

/ Fot. Wikipedia

  • Przywódcy kilkunastu państw europejskich powstrzymały plan UE, a dokładne Niemiec i Francji ws. organizacji spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem
  • Głównymi oponentami tego pomysłu była Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, które utwierdzały, że bez zmiany polityki Moskwy wobec innych państw nie ma mowy o dialogu
  • W końcowej konkluzji wezwano Federację Rosyjską do zmiany swojej polityki prowadzonej wobec UE i państw członkowskich
  • Zobacz także: UE w lewackich odmętach! Przyjęli Raport Maticia. Zobacz czym to grozi [SPRAWDŹ TREŚĆ]

Polska zawetowała plan UE wobec Rosjan

Podczas szczytu liderów Unii Europejskiej, Francja i Niemcy przedstawiły plan spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Miałby się on odbyć w Brukseli i być niejako odzwierciedleniem spotkania zorganizowanego w Genewie pomiędzy Putinem, a prezydentem USA Joe Bidenem. Propozycja ta była dużą niespodzianką dla reszty unijnych państw. Ten nieoczekiwany ruch został w mniejszym lub większym stopniu skrytykowany przez kilkunastu innych członków wspólnoty europejskiej.

Plan UE został przedstawiony i szeroko omówiony na samym szczycie. Rozmowy pomiędzy przywódcami państwa miały trwać blisko 5 godzin. Sprzeciw m.in. Polski i innych krajów bałtyckich doprowadził ostatecznie do braku konsensusu w tej sprawie.

To była szczegółowa i niełatwa dyskusja. Nie udało się wypracować zgody, żeby się natychmiast spotkać na poziomie przywódców (UE i Rosji). Ważne jest dla mnie, że format dialogu pozostaje zachowany i że nad tym pracujemy. Osobiście, życzyłabym sobie odważniejszego kroku, ale tak też jest dobrze i będziemy dalej nad tym pracować

– skomentowała nocne negocjacje, szefowa niemieckiego rządu Angela Merkel.

Premier Mateusz Morawiecki powiedział w piątek rano, że pojawiła się propozycja Niemiec i Francji zorganizowania spotkania liderów UE-Rosja, ale on i inni przywódcy, w tym państw bałtyckich uważają, że byłoby to przedwczesne i że byłaby to swego rodzaju nagroda dla prezydenta Rosji za jego konsekwentną politykę wobec państw sąsiedzkich, która doprowadza do konfliktów.

Rada Europejska odrzuciła propozycję zresetowania stosunków, do pewnego stopnia, z Rosją i spotkania na najwyższym szczeblu bez zakończenia agresywnej, prowokacyjnej polityki rosyjskiej wobec najbliższych sąsiadów, ale także wobec państw UE. Polska tę propozycję Niemiec odrzuciła, ponieważ uważamy, że byłoby to swoiste raczej docenienie prezydenta Putina, niż ukaranie za politykę agresywną

– tłumaczył premier Polski, Mateusz Morawiecki.

Kilka warunków na drodze szczytu Rosji i UE

W przyjętej konkluzji szefowie europejskich państwa, wystosowali kilka warunków jakie musiałaby spełnić Rosja. Oczekują oni m.in. bardziej konstruktywnego współdziałania z UE i zaprzestania działań kierowanych przeciwko niej, państwom członkowskim oraz przeciwko krajom trzecim. Przypomnieli też, że warunkiem jakiejkolwiek, znaczącej zmiany w podejściu UE do Rosji jest pełna realizacja porozumień z Mińska w sprawie konfliktu w Donbasie, na wschodzie Ukrainy.

Przywódcy państw UE potępili ograniczenia podstawowych wolności w Rosji i kurczącą się przestrzeń dla społeczeństwa obywatelskiego. Zwrócili uwagę na potrzebę dalszego wsparcia UE dla rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego, organizacji praw człowieka i niezależnych mediów. Wezwali też Komisję Europejską i szefa unijnej dyplomacji do przedstawienia daleko idących propozycji w tym zakresie.

Poruszono również wątek katastrofy samolotu pasażerskiego linii Malaysia Airlines (lot MH17), który został zestrzelony w 2014 roku nad terytorium Ukrainy w Donbasie. Rada Europejska oczekuje współpracy od wszystkich państw, a także potwierdza swoje zaangażowanie w kwestii wysiłków zmierzających do prawdy, a także skazania odpowiedzialnością sprawców tragedii.

Unia Europejska pozostaje otwarta na ewentualny dialog z Federacją Rosyjską, a także zadeklarowano otwarcie na minimalną politykę prowadzoną przez Moskwę wobec państwa członkowskich. Przywódcy zwrócili się do KE i szefa unijnej dyplomacji o opracowanie konkretnych opcji z myślą o ich rozpatrzeniu przez Radę, w takich kwestiach, jak klimat i środowisko, zdrowie, a także wybrane kwestie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz kwestie wielostronne, takie jak porozumienie nuklearne z Iranem, Syria i Libia. Rada Europejska ma zbadać formaty i warunki dialogu z Rosją.

wnp.pl

Ignacy Jan Paderewski.

Ignacy Jan Paderewski. / Fot. Biblioteka Kongresu USA - Domena Publiczna

„Wieczór z Paderewskim” rozpocznie się o godz. 18.00 w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Wydarzenie będzie można śledzić także za pomocą transmisji internetowej.

Wydarzenie zostało podzielone na trzy części. Podczas spotkania organizowanego z okazji 80. rocznicy śmierci wielkiego, polskiego kompozytora wystąpi maestro Karol Radziwonowicz z kwintetem smyczkowym „I Solisti di Varsavia”. Artyści wykonają utwory skomponowane przez I. J. Paderewskiego. Główną częścią programu będzie wykonanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych dzieł Kompozytora Niepodległości „Fantazji Polskiej” w wyjątkowym składzie orkiestrowym.

Zobacz także: Bąkiewicz: Amerykanie przyzwyczajeni do polskiej uległości od lat, przekraczają kolejne granice

W ramach drugiej części odbędzie się wykład dyrektora IDMN, prof. Jana Żaryna o Ignacym Janie Paderewskim. „Wieczór z Paderewskim” zwieńczy uroczyste złożenie kwiatów przy sarkofagu patrona IDMN w krypcie archikatedry św. Jana.

Transmisja z wydarzenia: