Gwen Berry wraz z pozostałymi medalistkami na podium w czasie eliminacji.

Gwen Berry wraz z pozostałymi medalistkami na podium w czasie eliminacji. / Fot. Twitter

Olimpijka-aktywistka zlekceważyła hymn narodowy

Po wręczeniu medali w trakcie eliminacji, amerykańska, czarnoskóra olimpijka zlekceważyła hymn narodowy. Kobieta uhonorowana brązowym medalem w kategorii rzutu młotem, nie stanęła na baczność. Co więcej, odwróciła się bokiem do amerykańskiej flagi. Pozostałe kobiety stojące na podium zachowały się stosownie do sytuacji.

Gwen Berry, brązowa medalistka, podniosła czarną koszulkę z napisem “sportowiec-aktywista”. Ostatecznie, zarzuciła ją sobie na głowę. Gwen przyznaje, że “wkurzyła się”, słysząc hymn.

Czuję, że to było ustawione i zrobili to celowo. Szczerze mówiąc, byłam wkurzona. Mieli wystarczająco dużo okazji, aby zagrać hymn narodowy, zanim tam dotarłyśmy. Myślałam o tym, co powinnam zrobić. W końcu stanęłam, zakołysałam się i założyłam koszulkę na głowę

– przyznała sportowa aktywistka

Gwendolyn uznała, że to organizatorzy postąpili nieodpowiednio.

To był prawdziwy brak szacunku. Tak naprawdę, nie chciałam tam być. Tak jak powiedziałam, to była pułapka. Było gorąco, byłam gotowa zrobić zdjęcia i zejść do cienia

– opisywała czarnoskóra atletka

Hymn “nie był istotny”

Zdaniem Berry, hymn wcale nie był “istotny”. Kobieta uważa, że jej misja jest “większa niż sport”.

Ale tak naprawdę nie chcę rozmawiać o hymnie, bo to nie jest ważne. Hymn nie mówi za mnie. Nigdy. Mój cel i moja misja są większe niż sport. Jestem tutaj, aby reprezentować tych… którzy zginęli z powodu systemowego rasizmu. To ważna część. Dlatego jadę. Dlatego jestem tu dzisiaj

– tłumaczyła

Organizatorzy zakwestionowali jednak skandaliczne zachowanie Berry. Wbrew jej wizji sytuacji, nikt nie puścił hymnu “ze złośliwości”. Rzeczniczka Susan Hazzard wyjaśniła, że hymn grany jest codziennie zgodnie z ustalonym harmonogramem.

Hymn narodowy miał zostać zagrany dzisiaj o 17:20. Nie czekaliśmy, aż zawodnicy staną na podium w rzucie młotem. Hymn narodowy grany jest codziennie według wcześniej opublikowanego harmonogramu

– podkreśliła rzeczniczka

nypost.com

Biała, "rasistowska" zastawa stołowa

Biała, "rasistowska" zastawa stołowa / Fot. pixabay

Biała zastawa jest “rasistowska”!

Biała zastawa stołowa jest rasistowska. Wykładowca University of Connecticut, Mathilde Cohen, jest o tym święcie przekonana. Kobieta zabrała głos w sprawie rasizmu w czasie tzw. tygodnia doktoranckiego. Organizatorem imprezy był Instytut Sciences Po Paris.

Biała zastawa stołowa jest rasistowska. Francuski posiłek jest często przedstawiany jako narodowy rytuał, w którym wszyscy obywatele mogą uczestniczyć na równych zasadach. Tymczasem tak nie jest

– przekonywała Cohen

Uczona podkreśla, że nawyki żywieniowe są wymysłem “białej, wyższej klasy średniej”. Mówi wręcz wprost o “wybielaniu żywności”. To zaś ma wzmacniać “dominację i wyższość białej rasy” na świecie. Kobieta zwróciła także uwagę, że we Francji przyznawanie obywatelstwa oparto także na “zasadach białych”.

Prawo przyczynia się do marginalizacji mniejszości rasowych i etnicznych poprzez nadanie białej francuskiej kulturze żywnościowej statusu diety uprzywilejowanej i chronionej prawnie

– stwierdza badaczka

Problem “wybielania” jest, jej zdaniem, niezwykle powszechny i istotny. W wielu krajach bowiem kuchnia francuska “jest wzorem techniki kulinarnej i gastronomii”. Ze stanowiskiem Cohen nie zgodzili się szefowie kuchni, tacy jak Thierry Marx. Kucharz stanął w obronie “białej” diety.

We Francji w stołówce firmowej lub szkolnej jemy, siedząc przy stole ze sztućcami i talerzami. W żadnym wypadku nie koliduje to z nawykami kulinarnymi w sferze prywatnej, gdzie zwyczaje mogą być inne. Ponadto praktyki i potrawy różnych kultur zainspirowały nas wszystkich w naszych menu

– stwierdził szef kuchni

polsatnews.com

Parlament Europejski.

Parlament Europejski. / Fot. Pixabay

  • Sędziowie z TSUE w sposób skandaliczny potraktowali skargę polskiego instytutu prawnego Ordo Iuris
  • Odrzucono wniosek, który potępiał działania Parlamentu Europejskiego ws. przyjęcia rezolucji nt. polskiego prawa aborcyjnego
  • W skardze instytut prawny podkreślił wykroczenie poza ramy prawne przez PE, który dodatkowo wyszydził możliwość stanowienia prawa krajowego
  • Zobacz także: Zwolennik aborcji, Targowicy i Sierowa. Kim jest Aleksander Jabłonowski? [ANALIZA]

W zeszłym roku tj. 26 listopada Parlament Europejski przyjął krzywdzącą rezolucję na temat rzekomego w Polsce zakazu aborcji. Została ona przygotowana przez pięć grup politycznych: Europejską Partię Ludową, Socjalistów i Demokratów, Odnowić Europę, Zielonych i GUE. Była ona swoistą odpowiedzią na wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego w.s. aborcji, mający ograniczyć swobodne interpretacje lekarzy nt. szanse przeżycia nienarodzonego dziecka. Temu zagadnieniu przyjrzało się jeszcze TSUE, na prośbę Ordo Iuris.

Kontrowersyjną rezolucję poparło, aż 455 europosłów, 145 było przeciw, a 71 europosłów wstrzymało się od głosu. Parlament Europejski uznał orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego zagraża życiu i zdrowiu kobiety.

Ograniczenie lub zakazanie prawa do aborcji w żaden sposób nie eliminuje aborcji, a jedynie spycha ją do podziemia, prowadząc do wzrostu liczby nielegalnych, niebezpiecznych, tajnych i zagrażających życiu aborcji

– stwierdzili europosłowie, przyznając po części rację polskiemu orzecznictwu TK.

Zaapelowano wówczas o to, aby samo wykonywanie aborcji nie było objęte w kodeksie karnym. Pozbawienie wolności, odstrasza skutecznie lekarzy przed podejmowaniem ryzyka, na rzecz dokonania aborcji.

Nieuzasadnione przekroczenie ograniczeń w dostępie do aborcji, wynikające ze wspomnianego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, nie chroni przyrodzonej i niezbywalnej godności kobiet, gdyż narusza Kartę Praw Podstawowych, orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, liczne konwencje międzynarodowe, których Polska jest sygnatariuszem, a także Konstytucję RP

– czytamy w listopadowej rezolucji PE.

TSUE odrzuca możliwość stanowienia krajowego prawa?

Instytut prawny Ordo Iuris pod koniec stycznia bieżącego roku wysłał do TSUE skargę w kwestii kontrowersyjnej rezolucji Parlamentu Europejskiej ws. polskiego prawa aborcyjnego. Zdaniem prawników PE znieważył Polskę oraz sam instytut, a co najważniejsze wykroczył poza swoje kompetencje i uchwalił dokument na podstawie nierzetelnych informacji.

Niezależnie od tego, czy Trybunał zgodzi się z podniesionymi zarzutami, skarga Instytutu może okazać się testem dla całej Unii Europejskiej z praworządności i z zasadniczego prawa jakim jest prawo do sądu, które jest chronione przez prawo Unii art. 47 Karty Praw Podstawowych. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zanim zajmie się zarzutami wobec rezolucji, będzie musiał bowiem rozstrzygnąć, czy skarga Instytutu Ordo Iuris jest dopuszczalna w świetle art. 263 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Czyli w praktyce będzie musiał zdecydować, czy osoby, fizyczne lub prawne – jak Fundacja Ordo Iuris, których prawa zostały naruszone aktem prawnym, wydanym przez instytucję UE, takim jak rezolucja, mogą przed najważniejszym organem sądowym w Unii Europejskiej bronić swoich praw. W tym wypadku obrona ta polega na domaganiu się stwierdzenia nieważności rezolucji

– podkreślił mec. Jakub Słoniowski z Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

Urzędnik prawny działający w TSUE, Ireneusz Kolowca poinformował, że skarga Ordo Iuris została odrzucona przez sąd unijny, twierdząc, że protest polskiej intytucji prawnej jest niedopuszczalny.

Sąd UE odrzucił jako oczywiście niedopuszczalną wniesioną przez Fundację Instytut na rzecz kultury prawnej Ordo Iuris skargę o stwierdzenie nieważności rezolucji PE z dnia 26 listopada 2020 r. w sprawie faktycznego zakazu aborcji w Polsce (T-42/21)

– napisał na twitterze unijny prawnik.

polsatnew.pl

"Tęcza" na placu Zbawiciela.

"Tęcza" na placu Zbawiciela. / Fot. Wikimedia Commons

  • Po raz pierwszy instalacja stanęła na placu Zbawiciela w czerwcu 2012 roku.
  • Zdemontowano ją w związku z wygaśnięciem z końcem 2015 roku umowy między Instytutem Adama Mickiewicza a Warszawą.
  • Oficjalnie nie podano, na potrzeby jakiego filmu jest ponownie stawiana ta instalacja. Według Radosława Poszwińskiego chodzi o film TVN, o którym pisaliśmy już kilka dni temu.
  • Zobacz także: Bitwa w Mielcu. Cyganie zaatakowali Polaków. “Chciał przejechać nas samochodem” [+WIDEO]

Zarząd Dróg Miejskich wydał zgodę na zajęcie pasa drogowego przez słynną „Tęczę” na placu Zbawiciela. Poinformowała o tym w poniedziałek po południu wicedyrektor Zarządu Dróg Miejskich Karolina Gałecka.

Powstająca na pl. Zbawiciela tęcza to element scenografii filmowej. ZDM wydał zgodę na zajęcie pasa drogowego – po zakończeniu zdjęć tęcza zostanie rozebrana.

– napisała Gałęcka.

Po raz pierwszy instalacja stanęła na placu Zbawiciela w czerwcu 2012 roku. Była kilkukrotnie podpalana, m.in. podczas Marszu Niepodległości w 2013 roku. Stała się symbolem środowisk LGBT. Instalację zdemontowano w związku z wygaśnięciem z końcem 2015 roku umowy między Instytutem Adama Mickiewicza a Warszawą.

W nawiązaniu do podpaleń “Tęczy” z placu Zbawiciela powstała piosenka “Płonie już tęcza i płaczą geje…”. Wykonywał ją m.in. Andrzej Rosiewicz.

“Tęcza” pojawiła się na prośbę TVN?

Oficjalnie nie podano, na potrzeby jakiego filmu jest ponownie stawiana ta instalacja. Według Radosława Poszwińskiego chodzi o film TVN, o którym pisaliśmy już kilka dni temu.

“Kryptonim Polska” to komediowa petarda o miłości narodowca do lewaczki, w której odbijają się absurdy i podziały trapiące nasz kraj. W rolach głównych Maciej Musiałowski i Borys Szyc jako białostoccy narodowcy oraz Antoni Królikowski i wschodząca gwiazda kina – Magdalena Maścianica w rolach lewicowych aktywistów. Przygotujcie się na pełne zwariowanych gagów i komicznych nieporozumień starcie polsko-polskie, które odpowie na pytania, czy miłość jest silniejsza od poglądów politycznych? I czy w dzisiejszych czasach narodowiec może pokochać wojującą lewaczkę? Nadchodzi film wybuchowy jak trotyl i kolorowy jak tęcza!

– dowiadujemy się z opisu dystrybutora.

wawalove.wp.pl, twitter.com

Doda odwołuje swoją trasę koncertową

Popularna wokalistka Dorota "Doda" Rabczewska / fot. Twitter

  • Doda po świetnym występie na Polsat Superhit Festiwal podjęła ryzykowną decyzję na temat swojej przyszłości
  • Pomimo rządowych rozporządzeń uwalniający po części przemysł rozrywkowy popularna Doda zaskoczyła nie tylko swoich fanów decyzją o przerwaniu trasy koncertowej
  • Wokalistka wyznała, że wielu organizatorów segreguje widownię na szczepionych i nieszczepionych, z czym mocno się nie zgadza sama Dorota Rabczewska
  • Do koncertowania powróci najpewniej już po wyjaśnieniu całej sytuacji epidemicznej
  • Zobacz także: Pracodawca dowie się, czy jesteś zaszczepiony? Apel przedsiębiorców do rządu

W miniony weekend w Sopocie odbył się Polsat Superhit Festiwal, gdzie zostały zaproszone gwiazdy muzyczne z Polski i Świata. Jedną z takich gwiazd była Doda, która zaśpiewała swoje hity w kultowej już Operze Leśnej. To był dla Doroty Rabczewskiej ostatni koncert w tym roku. Oficjalnie przerwała swoją trasę koncertową na czas epidemii, jednakże zapowiadana przez rząd i ekspertów czwarta fala pozwala przypuszczać, że imprezy masowe mogą zostać mocno ograniczone lub nawet zamknięte.

Doda zaskoczyła oświadczeniem wszystkich swoim fanów

Artystka jest bardzo zaniepokojona, sytuacjami, gdzie widzów taktuje się jak gorszy sort i dzieli się na zaszczepionych i niezaszczepionych, ograniczają tym samym kontakt z fanami pod sceną. I choć rząd nie wydał rozporządzenia jawnie segregującego ludzi na takowych koncertach to wielu organizatorów decyduje się na tak kontrowersyjne działanie.

Nie zamierzam koncertować w momencie, kiedy koncerty dzielą się na zaszczepionych i niezaszczepionych. Moi fani z różnych powodów są zaszczepieni, z różnych powodów nie są. Nie mam zamiaru ich dzielić i nie będę przykładać do tego ręki, więc sorry, ale nie

– powiedziała oburzona Doda.

Sama zainteresowana, przez ostatnie miesiące bardzo sporo odpoczywała od koncertów, które nie mogły się w czasie epidemii odbywać. Wyznała w rozmowie z “Super Expressem”, że taka przerwa po dwudziestu latach ciągłego śpiewania do kilkutysięcznych tłumów mocno nadszarpnęło zarówno zdrowie psychiczne, jak i fizyczne.

Dla mnie to w ogóle nie był smutny okres pandemiczny. Bardzo potrzebowałam tej przerwy i, nawet gdyby nie było pandemii, to i tak bym ją zrobiła. Byłam mega zmęczona psychicznie. Po dwudziestu paru latach koncertowania non stop musiałam zatęsknić i na nowo pokochać swoją pracę. Ja nigdy nie mogłabym wychodzić na scenę, męcząc się i nie kochając tego, co robię, bo byłabym nieautentyczna i uważam, że plułabym w ten sposób moim fanom w twarz, zamiast porywać tłumy… Upajałam się każdą chwilą. Wykorzystałam to na poukładanie sobie życiowych sytuacji, samorozwój, uzyskałam spokój psychiczny

– wyjaśniła popularna wokalistka.

se.pl

Pacyfikacja parady równości

Pacyfikacja parady równości Stambuł / Fot. You Tube/ Global News

  • Kancelaria burmistrza Stambułu odmówiła pozwolenia na paradę równości.
  • Tłum zebrał się nielegalnie w centrum miasta, po czym błyskawicznie został rozpędzony przez policję.
  • Użyto gazu łzawiącego i gumowych kul.
  • Jest to przykład bezkompromisowej polityki wobec środowisk LGBT prezydenta Erdogana oraz rządu w Turcji.
  • Zobacz także: Burza zniszczyła Cmentarz Łyczakowski we Lwowie. Trwa liczenie strat

Kancelaria burmistrza Stambułu odmówiła wydania pozwolenia na paradę, która odbywała się od 2003 roku w mieście. Warto jednak podkreślić, że od siedmiu lat jest przez władze zakazana. Jak donosi Washington Post, setki ludzi z tęczowymi flagami zebrało się w sobotę w historycznej dzielnicy miasta Beyoglu. Po krótkim czasie nastąpiła pacyfikacja parady równości. Policja interweniowała zdecydowanie i szybko uniemożliwiając zebranie się ludzi w centrum miasta przy centrum Istiklal.

„Tęcza nie jest przestępstwem – dyskryminacja jest”

– skandowali maszerujący.

Pacyfikacja parady równości w Stambule

Władza w Turcji wyraża otwarty sprzeciw wobec homopropagandy i manifestacji środowisk LGBT.

Jak donoszą media władza, której przewodniczy prezydent Recep Tayyip Erdogan rozprawia się z nielegalnymi manifestacjami LGBT również na uniwersytetach. Serwis Yahoo.com pisze o wydarzeniach z lutego 2021 roku, kiedy Erdogan razem z ministrem spraw wewnętrznych Turcji zaprowadzili porządek podczas homoparady na jednym z uniwersytetów.

„Nie ma czegoś takiego jak LGBT. Ten kraj jest narodowy, duchowy i podąża w kierunku przyszłości z tymi wartościami”

– powiedział Erdogan podczas przemówienia do członków swojej partii w lutym.

Przemówienie spotkało się wówczas z krytyką ze strony administracji prezydenta USA Joe Bidena.

Wycofanie z Konwencji Stambulskiej

Na początku tego roku rząd Turcji wycofał się również z Konwencji Stambulskiej słusznie twierdząc, że umowa „normalizuje” homoseksualizm.

Według serwisu Yahoo.com, Konwencja Stambulska jest porozumieniem dotyczącym praw człowieka wspieranym przez Radę Europy. Turcja była pierwszym krajem, który ratyfikował konwencję, która została przyjęta w Stambule w 2011 roku.

„Przemówienia wymierzone w LGBT i posty w mediach społecznościowych wygłaszane przez najwyższych urzędników państwowych stały się powszechne”

– napisała organizacja Human Rights Watch w marcu, krytykując rzekomy atak tureckiego rządu na prawa i demokrację.

Władza w Turcji nie daje sobą pomiatać przez środowiska i organizacje wspierające LGBT. Poza argumentami światopoglądowymi, w sprzeciwie homoparadom posiłkuje się obostrzeniami związanymi z COVID-19.

yahoo.com

Adam Niedzielski

Adam Niedzielski / Fot. flickr.com

  • Niedzielski w wypowiedzi dla Radia Plus powiedział, że czwartej fali należy spodziewać się w drugiej połowie sierpnia.
  • Zdaniem ministra zdrowia Polacy muszą przyzwyczaić się do noszenia masek w przestrzeniach zamkniętych.
  • Minister deklaruje, że resort zdrowia rozważa dodatkową odpłatność szczepień, lecz do końca września na pewno będą one refundowane z budżetu państwa.
  • Zobacz także: Singapur: Koronawirus traktowany jak zwykła grypa

Niedzielski wypowiadał się w tej sprawie na antenie Radia Plus. Powiedział, że to, co działo się z epidemią w Wielkiej Brytanii, po około miesiącu rozpoczyna się również w Polsce. Jego zdaniem czwarta fala koronawirusa w Polsce jest kwestią czasu.

Czwarta fala koronawirusa w sierpniu?

“Teraz mamy apogeum zakażenia w Wielkiej Brytanii. U nas ewentualność pojawienia się tej czwartej fali to jest prawdopodobnie druga połowa sierpnia. Pod tym względem, jeśli ten przejściowy wzrost zachorowań miałby miejsce we wrześniu, to siłą rzeczy maseczki pozostaną tym obostrzeniem”

– zaznaczył minister.

Zdaniem ministra zdrowia Polacy muszą przyzwyczaić się do noszenia masek w przestrzeniach zamkniętych. Czwarta fala koronawirusa może spowodować nie tylko utrzymanie obecnych obostrzeń ale także powrót do poprzednich.

Niedzielski, komentując aktualny wzrost zachorowań na COVID-19 w Wielkiej Brytanii i Izraelu zauważył, że wraz z powrotem życia do normalności, przywracaniem mobilności społecznej i zwiększeniem relacji międzyludzkich, pojawia się więcej okazji transmisji wirusa.

“Pojawiła się mutacja, która też jest bardziej zakaźna, więc jakiś efekt musi być”

– powiedział.

We wtorek rano w KPRM odbyło się spotkanie specjalnego zespołu ds. wirusa delta; monitorujemy sytuację i będziemy reagować adekwatnie do rozwoju sytuacji epidemicznej w Europie

– zapewnił premier Mateusz Morawiecki.

Minister pytany był również o to, czy wprowadzona zostanie odpłatność za szczepienie przeciw COVID-19. Jak zapewnił, rząd gwarantuje refundację szczepień do końca września. Jednocześnie wskazał, że trwa debata wewnątrz rządu nad dalszymi regulacjami dotyczącymi szczepień i ich odpłatności.

Szef resortu zdrowia przypomniał, że sama usługa szczepienia kosztuje 60 zł – tyle NFZ refunduje przychodniom za jego wykonanie.

businessinsider.com.pl

Wojciech Olszański

Wojciech Olszański / Fot. screen yt.com

Ku uciesze Wyborczej osoby podające się za narodowców sprofanowały swoim marszem pamięć Dmowskiego. Na ich czele zwolennik aborcji, Targowicy i Sierowa – Aleksander Jabłonowski

Narodowcy zapisali i zapisują piękną kartę na stronach historii Polski. Roman Dmowski jest jednym z założycieli odrodzonej niepodległej ojczyzny i nowoczesnego narodu polskiego. Dzięki wysiłkowi wielu historyków (takich jak Jan Żaryn, Wojciech Muszyński, Mariusz Bechta, Marek Chodakiewicz czy Leszek Żebrowski) i działaczy narodowych środowiskom antypolskim nie udało się wykorzenić i oczernić dziedzictwa ruchu narodowego. Udało się wręcz odrodzić z popiołów, całkowicie biologicznie zniszczony przez komunistów i nazistów, non stop szkalowany przez środowiska wyrosłe z Gazety Wyborczej, nacjonalizm jako ruch polityczny.

Siły antypolskie postanowiły więc kolejny raz skompromitować idę narodową, promując inicjatywy osób ideowo sprzecznych z duchem polskich narodowców i podczepiających się pod polski nacjonalizm. W początkach lat 90 Gazeta Wyborcza nominowała na lidera narodowców wrogo nastawionego do Kościoła katolickiego Tajkowskiego (który w PRL w latach 60 według historyków miał być współautorem trockistowskiego manifestu Kuronia i Modzelewskiego). Dziś na lidera narodowców Gazeta Wyborcza nominuje osobnika występującego pod pseudonimem Aleksander Jabłonowski.

Profanacja Dmowskiego

W ramach promowania inicjatyw ośmieszających i wypaczających polski nacjonalizm Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł „Marsz Dmowskiego przeszedł przez Warszawę z popiersiem Dmowskiego i pod rosyjską flagą” (autorstwa Kacpra Sulowskiego, Pawła Rutkiewicza, Wojciecha Podgórskiego, Jakuba Chełmińskiego).

Według relacji „Gazety Wyborczej” podczas Marszu Dmowskiego osobnicy wbrew faktom określający się mianem narodowców, którym przewodził Aleksander Jabłonowski, puszczali muzykę z komunistycznego serialu propagandowego „Czterej pancerni”, machali rosyjskimi i NRD-owskimi flagami, wykrzykiwali wulgaryzmy.

To, że w marszu osób podczepiających się pod idee narodowe przeszło kilkaset osób to konsekwencja ignorowania narastającego od wielu lat problemu – tego, że środowiska narodowe nie monitorują ekscesów osób błędnie głoszących, że są narodowcami i nie reagują na nie. W konsekwencji zagubieni ludzie często nie zdają sobie sprawy, że mając dobre patriotyczne motywy, zamiast angażować się w prawdziwe narodowe inicjatywy, angażują się w szkodliwe dla polski inicjatywy.

Przykładem takiego zjawiska jest osobnik występujący pod pseudonimem Jabłonowski, który od lat konsekwetnie swoimi ekscesami kreuje negatywny wizerunek polskich narodowców (przedstawiając się jako narodowiec i głosząc wulgarnie poglądy sprzeczne z poglądami narodowców) na jednym ze swoich filmików opublikowanych na You Tube, opowiedział się za mordowaniem nienarodzonych polskich dzieci (podczas gdy od dekad narodowcy są w awangardzie walki z aborcją).

Za aborcją

Jabłonowski, uczestnicząc w jednej z demonstracji zwolenników mordowania nienarodzonych dzieci, zadeklarował, że jakby odszedł do władzy, to by dopuścił aborcję bez żadnych ograniczeń. W swej wypowiedzi Jabłonowski wbrew faktom głosił (tak jak lewica), że żadne ograniczenia nie ograniczą procederu aborcji.

Według Jabłonowskiego zniesienie wszelkich ograniczeń w mordowaniu nienarodzonych dzieci byłoby korzystne, czego przykładem ma być jego zdaniem to, że gdy w PRL aborcja była legalna (co roku 500.000 aborcji), to przybyło Polaków 14 milionów.

Zdaniem Jabłonowskiego należy feministkom „zostawić tę aborcję”, by na aborcjach zarabiali ginekolodzy w Polsce, a nie za granicą. W trakcie swojego wystąpienia Jabłonowski deklarował, że ”jest za aborcją”. W popieraniu zabijaniu nienarodzonych polskich dzieci dzielnie Jabłonowskiemu sekundował znany z filmu, który wygrał warszawski festiwal filmów LGBT Maciej Poręba (twierdzący, że robi karierę zawodową w rosyjskim przemyśle filmowym).

Jabłonowskiemu nie przeszkadzała flaga Unii Europejskiej i cytaty z Geremka

Warto przypomnieć, że w lutym 2017 znany z prorosyjskich poglądów Aleksander Jabłonowski wziął udział w obchodach Bitwy pod Olszynką Grochowską zorganizowanych przez samorządowców z Platformy Obywatelskiej. Z racji na występy pod olbrzymią flagą Unii Europejskiej i wykorzystanie w czasie uroczystości cytatów z Bronisława Geremka, rekonstruktorzy takie uroczystości zbojkotowali — jak poinformowało Stowarzyszenie Artylerii Dawnej „Arsenał” „Stowarzyszenie miało uczestniczyć w uroczystościach z okazji kolejnej rocznicy bitwy o Olszynkę Grochowską organizowanych przez Urząd Dzielnicy Praga Południe. Po przybyciu na miejsce okazało się, że uroczystości mają nie być niczym innym jak polityczną hucpą jednej z opcji politycznych [PO].”

Część rekonstruktorów, w tym cała artyleria i piechota, opuściły miejsce przed rozpoczęciem imprezy. „Pomimo różnych poglądów politycznych, jakie mamy prywatnie w naszym środowisko, nie zgadzamy się na wycieranie sobie twarzy historią i robieniu politycznych agitek z naszym udziałem”.

Autor zdjęć dokumentujących profanacje uroczystości komentując wpis Stowarzyszenia, stwierdził, że „nie ma nawet jak skomentować »hymnu« Unii Europejskiej, cytatów z Bronisława Geremka”. Dla innych komentatorów zachowanie polityków PO było prowokacją, tym bardziej że flagą Unii Europejskiej zasłonili pomnik ku czci polskich bohaterów oraz krzyż.

Takie ekscesy absolutnie nie przeszkadzały Aleksandrowi Jabłonowskiemu odgrywającemu jedną z głównych ról w czasie rekonstrukcji.

Wspólne oświadczenie

W 2017 roku zazwyczaj skłonne ze sobą organizacje narodowe (Trzecia Droga, Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo Radykalny, Ruch Narodowy, Marsz Niepodległości, Narodowcy RP, Endecja) wydały wspólne oświadczenie, w którym stwierdziły, że „wśród osób, które niszczą powagę idei narodowej, można wymienić, chociażby Aleksandra Jabłonowskiego”

Jabłonowski nie jest tym za kogo się podaje

Z racji na to, że miałem nieszczęście przeprowadzić pierwszy wywiad z Aleksandrem Jabłonowskim, który stał się hitem na You Tube, kwietniu 2016 roku w opublikowanym na łamach portalu Prawy pl artykule „Możliwe, że stałem się ofiarą manipulacji o znamionach gry operacyjnej” stwierdziłem, „że jeden z blogerów wykrył, że robiąc wideo relacje z pikiety KOD przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, wraz z kanałem Sumienie Narodu, zostałem nieświadomie wykorzystany do czegoś na kształt gry operacyjnej mającej wypromować Aleksandra Jabłonowskiego. Zdaniem blogera osoba podająca się za Aleksandra Jabłonowskiego jest zupełnie kimś innym, o zupełnie innym nazwisku”.

W swoim artykule opisałem, jak przed kwietniem 2016 w „trakcie rozmów ze zwolennikami i przeciwnikami KOD podszedł do naszej ekipy człowiek ubrany w przyciągający uwagę strój imitujący mundur […] Osoba ta zaproponowała, że chętnie by skomentowała obecną sytuację”.

W trakcie wywiadu, jaki przeprowadzałem „moją podejrzliwość zwróciło, nie to, że rozmówca ma odmienne poglądy niż ja, bo to powszechne zjawisko. Ale to, że zachowywał się tak, jakby grał rolę, nie wiedzą w oparciu o jakie źródła została napisana. […] Moje podejrzenia pogłębiło to, że kiedy zaczynałem być sceptyczny co do wypowiedzi mojego rozmówcy, dostosowywał on swoją argumentację do moich poglądów. Nie jest to naturalne, ludzie zwykle są przywiązani do swoich poglądów. Okazało się też, że filmik z nagraniem rozmowy nagle stał się niezwykle popularny, aż za bardzo. Wideo wywiadów przeprowadziłem już kilkadziesiąt. I trudno mi uwierzyć, że wywiad z nikomu nieznanym panem, nagle tak sam z siebie, ma kilkadziesiąt razy większą oglądalność niż wywiady z Pawłem Kukizem w czasie kampanii wyborczej, czy wywiady z innymi znanymi postaciami sceny politycznej” (Wojciechem Cejrowskim, Rafałem Ziemkiewiczem).

Pojawienie się w Internecie Aleksandra Jabłonowskiego wzbudziło zainteresowanie wielu blogerów. Oni to właśnie odkryli, że jest to fałszywe nazwisko, a mój rozmówca to aktor Wojciech Olszański. Z czasem okazało się, że mój rozmówca okłamywał mnie co do miejsca swego zamieszkania (nie był mieszkańcem wsi, ale centrum Warszawy) i przynależności organizacyjnej (Związek Jaszczurczy, do którego miał przynależeć, zlikwidowany został 1942 roku – jego żołnierze weszli w skład Narodowych Sił Zbrojnych, które walczyły z komunistyczną okupacją – dziś prorosyjski i doceniający rządy komunistów Aleksander Jabłonowski plugawi symbol ZJ jaszczurkę, nosząc ją w czasie głoszenia swych prorosyjskich i pro PRL bzdur).

Sierow? Bohater Jabłonowskiego

Na kanale „Suwerenna Myśl” na You Tube można obejrzeć wideo zapewne z przyjęcia, jakie odbyło się w warszawskim gmachu ambasady rosyjskiej z okazji święta Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej, współcześnie nazywanego w Rosji Dniem Obrońcy Ojczyzny. Na filmie widać jak znienawidzony przez narodowców i znany z głoszenia pro rosyjskiej propagandy Wojciech Olszański występujący pod pseudonimem Aleksandra Jabłonowskiego zachwyca się postacią Iwana Sierowa.

Iwan Sierow to komunistyczny zbrodniarz, który ponosi odpowiedzialność za eksterminacje polskich oficerów w Katyniu. Członek władz partii komunistycznej, dowódca w Armii Czerwonej i NKWD. Podczas II wojny światowej zwalczał polskie i litewskie podziemie, przeprowadzał masowe deportacje Łotyszy, Estończyków, Litwinów, Czeczenów, Inguszów i Tatarów, aresztował 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, kierował działaniami NKWD na zajętych przez sowietów ziemiach polskich (w tym masowymi aresztowaniami żołnierzy AK i eksterminacją kadry dowódczej), skutecznie likwidował polskie podziemie. Po wojnie kierował działaniami zdominowanego przez Żydów reżimu Bieruta. Po śmierci Stalina był szefem KGB, a potem GRU. Dowodził operacjami KGB na Węgrzech w 1956, kiedy sowieci pacyfikowali powstanie węgierskie.

Wojciech Olszański vel. A. Jabłonowski wyraża wdzięczność ambasadorowi Rosji za… Iwana Sierowa!

Na filmie widać, jak szerzący rosyjską propagandę Aleksander Jabłonowski stwierdza, że Bolesław Piasecki odegrał bardzo ważną rolę w naszej przyjaźni Polsko Rosyjskiej „tej prawdziwej bez pośredników” i był wychowawcą wychowawców Jabłonowskiego. Jabłonowski zacytował też stwierdzenie Piaseckiego, że „jeżeli mówimy, że my kochamy Związek Radziecki, to nie tylko my tak mówimy, my go kochamy naprawdę”.

Jabłonowski stwierdza też, że „docenia co zrobił Sierow” i że jest on „nie do przecenienia”. Zdaniem Jabłonowskiego „wdzięczność nasza wobec Sierowa powinna być wielka, nie patrząc na to, co on tam robił wcześniej”

Jabłonowski uważa, że „Polacy są zatruci uczuciem nieśmiertelności” przejawiającym się w przeświadczeniu, „że Matka Boska ze wszystkich opresji ich wyciągnie”.

Szokujące jest to, że wygłaszając takie opinie Jabłonowski, nosi naszywkę z Jaszczurką symbolem NSZ narodowców, którzy walczyli z sowieckim okupantem. W tle widać rozmowy Jabłonowskiego z rosyjskim ambasadorem widać osobnika w uniformie kojarzący się z uniformami nazistów z Illinois z filmu The Blues Brothers.

The Blues Brothers (1980) – Nazis Take a Dive Scene (3/9) | Movieclips

Przepędzany przez narodowców

Również w 2017 (jak relacjonuje ewinia na portalu Nowy Ekran) „ONR i MW” zaatakował „Jabłonowskiego pod Teatrem Powszechnym”. Kiedy „Aleksander Jabłonowski przyjechał na rowerze pod Teatr Powszechny dzień po proteście przeciwko spektaklowi „Klątwa”” to „został zaatakowany przez Narodowców”, „zrzucono mu furażerkę, z której zerwano orzełka, z rękawa zerwano Mieczyk Chrobrego, Symbol Falangi i Jaszczurkę”.

Jabłonowski chwalił Targowice

Aleksander Jabłonowski w 2019 roku splugawił grób Romana Dmowskiego, wygłaszając w rocznice śmierci lidera narodowej demokracji przy jego grobie przemówienie, w którym stwierdził, że wzorem patriotyzmu jest Targowica.

W swoim przemówieniu aktor wstępujący pod pseudonimem Aleksander Jabłonowski stwierdził, że Targowica była jak Sobieski, i to targowiczanie mieli racje, a nie Kościuszko. W opinii prorosyjskiego happenera Insurekcja Kościuszkowska była beznadziejna głupia, chora, idiotyczna, doprowadziła za pruskie pieniądze do upadku państwa. Prorosyjski aktor wykrzykiwał też nad grobem Romana Dmowskiego (11.50) „Niech żyje Targowica” oraz stwierdził, że caryca nie chciała wojny z Polską ani rozbioru Polski, i to Polacy wywołali wojnę z Rosją.

Kolega LGBT

Warto przypomnieć, że jednym ze współpracowników Aleksandra Jabłonowskiego jest Maciej Poręba. Publicysta Radosław Patlewicz na swoim kanale na YouTube opublikował fragment filmu, w którym występuje znany miłośnik Rosji Maciej Poręba – materiał YouTube zablokował.

Fragment filmiku z Porębą opublikowanego przez Patlewicza był niezwykły – pochodzi bowiem z filmu „PPPasolini” autorstwa Malgi Kubiak – według Wikipedii „film został pokazany podczas siódmej edycji Festiwalu Filmowego LGBT w Warszawie”. Na profilu filmu na FB można przeczytać, że „′′ PPPasolini ′′ zdobył nagrodę za najlepszy międzynarodowy film fabularny 2015 na Festiwalu Filmowym LGBT 6. w Warszawie”.

Maciej Poręba od lat deklarował, że pracuje jako konsultant historyczny (specjalista od mundurów) w rosyjskim kinie. Wszyscy do tej pory myśleli, że chodzi o rosyjskie filmy wojenne. Filmik opublikowany przez Patlewicza rodzi zapewne nieprawdziwe złośliwe podejrzenia, że może chodzić o zupełnie inny rodzaj filmów, w których występuje też wielu mężczyzn w mundurach.

Całość filmu, z którego pochodzi zakazany na YT fragment.

Cmentarz Łyczakowski

Cmentarz Łyczakowski / Fot. Daniel Nalepka Wikimedia Commons

  • Burza, która przeszła nad Lwowem 25 czerwca zniszczyła ponad 100 nagrobków oraz 30 drzew.
  • Według serwisu Galnet ucierpiały groby z czasów sowieckich, ale uszkodzone są też cenniejsze obiekty. Wśród najbardziej uszkodzonych jest grobowiec Ziętkiewiczów odrestaurowany kilka lat temu.
  • Usuwanie szkód oraz naprawa strat może potrwać nawet kilka tygodni.
  • Zobacz także: Najnowszy sondaż: Hołownia traci poparcie, Konfederacja rośnie w siłę

Według dyrektora cmentarza burza, która zniszczyła Cmentarz Łyczakowski spowodowała zniszczenie ponad 100 nagrobków oraz około 30 drzew.

„Ogólnie sądzę, że ucierpiało ponad 100 obiektów. Niektóre ucierpiały mniej, niektóre więcej. Również są rzeźby, które zostały uszkodzone przez niepogodę. Ogółem na terytorium upadło około 30 drzew i 200 gałęzi różnej wielkości. Do niektórych obiektów ciężko się dostać. Toteż dopóki wszystkiego tego nie potniemy i nie zabierzemy, ciężko określić dokładną liczbę uszkodzonych obiektów”

– powiedział Nahaj.

Nahaj dodał, że usuwanie szkód może potrwać nawet kilka tygodni.

Jak podaje serwis Galnet ucierpiały groby z czasów sowieckich, ale uszkodzone są też cenniejsze obiekty. Wśród najbardziej uszkodzonych jest grobowiec Ziętkiewiczów odrestaurowany kilka lat temu. Badacz Anatolij Merkeszyn uważa, że uszkodzeniu uległ także pomnik Wojnarów.

„Łyczakow to wciąż ruina, z zeszłorocznej tragedii nie wyciąga się żadnych wniosków (choć dla kogo jest to tragedia?). Konieczne jest przeprowadzenie gruntownej przebudowy gospodarki zielenią, wycięcie koron drzew, posadzenie gatunków niskopiennych”

– napisał Merkeszyn na Facebooku nawiązując do zeszłorocznej tragedii.

Informację o szkodach oraz ich zdjęcia można znaleźć na profilu Okręgu Żołnierzy Armii Krajowej Obszaru Lwowskiego im. “Orląt Lwowskich”.

Również w czerwcu 2020 roku burza zniszczyła Cmentarz Łyczakowski. Obalone drzewa i gałęzie uszkodziły około 70 nagrobków, w tym wiele o wysokiej wartości artystycznej. W świetle ukraińskiego prawa nagrobki na Cmentarzu Łyczakowskim nie uznane za zabytkowe nie podlegają ochronie, co oznacza, że mogą być likwidowane zgodnie ze zwykłymi przepisami. Zniszczenia w wyniku takich nawałnic, są okazją dla władz ukraińskich do zwalniania miejsc pod kolejne pochówki.

kresy.pl

Mierzenie temperatury

Mierzenie temperatury / Fot. flickr.com

  • Singapur ogłosił koniec walki z COVID-19. W zamian władze państwa postanowiły podjąć taktykę tzw. “życia z Covidem”.
  • Oznacza to koniec liczenia nowych przypadków, zgonów oraz izolacji. Utrzymane zostaną natomiast testy przed wejściem do sklepów czy pracy.
  • W czasie szczytu pandemii w Singapurze odnotowywano około 600 zakażeń na dobę.
  • Zobacz także: Pracodawca dowie się, czy jesteś zaszczepiony? Apel przedsiębiorców do rządu

W oficjalnym komunikacie władz Singapuru ogłoszono, że celem nie będzie całkowite wykluczenie przypadków zakażeń. Uważają, że koronawirus jest jak zwykła grypa. Osoby chore nie będą musiały się izolować, nie będzie także ogłaszania codziennej liczby nowych przypadków zakażeń, ani innych związanych z tym statystyk.

Koronawirus jak zwykła grypa

Pomimo zniesienia szeregu obostrzeń, trzeba będzie poddać się testom, aby udać się do sklepu lub iść do pracy. Według władz, wchodzimy właśnie w “nową normalność życia z Covidem”. Koronawirus traktowany będzie jak zwykła grypa.

“Zła wiadomość jest taka, że Covid-19 może nigdy nie odejść. Dobra zaś jest taka, że możliwe jest normalne życie z nim. To oznacza, że wirus będzie się mutował i tym samym będzie żył w naszej społeczności”

– napisali singapurscy ministrowie handlu, finansów i zdrowia w tekście do gazety “The Straits Times”.

“Każdego roku wiele osób zapada na grypę. Przytłaczająca większość wraca do zdrowia bez konieczności hospitalizacji i z niewielką ilością leków lub bez leków. Jednak mniejszość, zwłaszcza osoby starsze i cierpiące na choroby współistniejące, może ciężko zachorować, a niektórzy umrzeć. Nie możemy tego wykorzenić, lecz jesteśmy w stanie przemienić pandemię w coś o wiele mniej zagrażającego, jak grypa czy ospa wietrzna i żyć dalej”

– czytamy w dzienniku.

Singapur szczyt zachorowań na COVID-19 przeszedł w ubiegłym roku. W głównej fazie rozwoju zachorowalności odnotowywano około 600 przypadków każdej doby.

Zdaniem portalu rmf24.pl, ten 5,7-milionowy naród, trochę większy niż ludność Sydney, notował stale spadek zachorowań – do 20-30 dziennie. Łącznie zmarło tu 35 osób. Singapur radził sobie z Covid-19, wprowadzając ścisłe kontrole graniczne przy przyjeździe z większości krajów, w tym testy na granicy, kwarantannę w hotelu lub w domu. Czy koronawirus traktowany jak zwykła grypa zminimalizuje swoje zagrożenie? Czas pokaże.

rmf24.pl