Jason Miller, były starszy doradca administracji Trumpa, uruchomił nową platformę społecznościową. Miller ogłosił, że inauguracja w Dzień Niepodległości ma charakter symboliczny. Tego dnia miała narodzić się „niezależność” od Big Tech i wszechobecnej cenzury. Już w zeszłym tygodniu zapowiadał, że premiera 4 lipca jest „bardzo zamierzona”.
Wiąże się to z Dniem Niepodległości… Niezależne od monopoli mediów społecznościowych, niezależne od cancel culture, obejmującej wolność słowa. GETTR to bezpośrednie wyzwanie dla oligarchów z mediów społecznościowych z Doliny Krzemowej, a czy jest lepszy dzień na ogłoszenie niezależności od obudzonej tyranii niż 4 lipca?
– zapytywał Miller w rozmowie dla Fox News
Miller zapowiedział, że GETTR umożliwia użytkownikom „publikowanie dłuższych wiadomości – o długości do 777 znaków, umożliwia także publikowanie <<wyraźniejszych zdjęć>>, publikowanie filmów o długości do trzech minut i możliwość edycji filmów w aplikacji”. Do tego, użytkownicy będą mogli zaimportować swoje istniejące tweety na nową platformę.
GETTR to rynek pomysłów. Nie anulujemy ludzi za ich poglądy polityczne, a GETTR oferuje znacznie więcej funkcji i lepszą technologię niż cokolwiek innego. Nie boimy się pomysłów, które rzucają wyzwanie naszym. Na tym zawsze powinno polegać korzystanie z Internetu
– tłumaczył Miller
Podczas testów beta, GETTR znalazł się w pierwszej dziesiątce wśród wszystkich bezpłatnych aplikacji pobranych z Apple App Atore. Przed premierą, zajął drugie miejsce wśród darmowych aplikacji pobieranych w sklepie Google Play. Fakt ten ma pokazywać, że niezależność od Big Tech jest istotna także dla zwykłych obywateli. Miller zapowiedział, że do aplikacji najprawdopodobniej dołączy także sam Donald Trump.
Lewica chce, aby Sejm zajął się uchwałą o ustanowieniu terytorium Polski „strefą wolności i równości dla społeczności LGBT”.
Krzysztof Śmiszek z Lewicy, który jest autorem uchwały, twierdzi, że społeczność LGBT czuje się opresjonowana i wypychana na margines. Jego zdaniem jest ona kolejnym kozłem ofiarnym Prawa i Sprawiedliwości, polityki szczucia, nienawiści i pogardy.
Konfederacja: Osoby homoseksualne mają w Polsce dokładnie takie same prawa jak osoby heteroseksualne.
Krzysztof Śmiszek z Lewicy chce, aby Sejm zajął się jego uchwałą o ustanowieniu terytorium Polski „strefą wolności i równości dla społeczności LGBT”. W ocenie Konfederacji taka uchwała nie jest potrzebna, ponieważ osoby LGBT mają w Polsce takie same prawa.
W porządku najbliższego posiedzenia Sejmu znalazło się rozstrzygnięcie przez Sejm wniosku o uzupełnienie porządku dziennego o punkt: pierwsze czytanie poselskiego projektu uchwały w sprawie ustanowienia terytorium Rzeczypospolitej Polskiej strefą wolności i równości dla społeczności LGBT+.
LGBT ofiarami nienawiści?
Krzysztof Śmiszek z Lewicy, który jest autorem uchwały, przyznaje, że liczy, iż Sejm zajmie się jego projektem.
– Ostatnie dni pokazują, że społeczność LGBT staje się po raz kolejny kozłem ofiarnym Prawa i Sprawiedliwości, polityki szczucia, nienawiści i pogardy, więc podjęcie takiej uchwały przez Sejm staje się tym bardziej ważne
– powiedział.
Zapytany, jakie dokładnie działania lub słowa polityków PiS ocenia negatywnie w kontekście osób LGBT, polityk przywołał słowa szefa MEiN Przemysława Czarnka. Dotyczyły one środowiska LGBT i niedawnej Parady Równości w Warszawie.
– Widzieliście zdjęcia z Parady Równości, a to z równością nie ma nic wspólnego. Widzieliście tam osobników ubranych dziwacznie, mężczyznę ubranego jak kobieta, czy to są ludzie normalni, państwa zdaniem?
– mówił Czarnek w TVP Info, zwracając się do widzów stacji.
Jak zaznaczył Śmiszek, uchwała byłaby też symbolicznym gestem, ważnym dla społeczności LGBT, która czuje się opresjonowana i wypychana na margines. Polityk podkreślił też, że Komisja Europejska rozważa kroki prawne przeciwko Polsce w związku z przyjętymi przez szereg samorządów uchwałami dot. wspierania rodzin lub sprzeciwie wobec promowania ideologii LGBT.
– Tą uchwałą moglibyśmy pokazać, że Polska jest krajem tolerancyjnym, wytrącić Komisji Europejskiej z ręki pomysł tego postępowania przeciw Polsce, a taka uchwała nie jest niczym nadzwyczajnym, bo realizuje art. 32 konstytucji, gdzie została wprowadza zasada równości wszystkich wobec prawa
– powiedział Śmiszek.
Dodał, że nie widzi w tej uchwale niczego nadzwyczajnego i każdy parlamentarzysta, który uważa, że równość jest ważna, powinien za nią zagłosować.
Konfederacja: Uchwała nie jest potrzebna
W ocenie posła Konfederacji Dobromira Sośnierza taka uchwała nie jest potrzebna.
– Osoby homoseksualne mają w Polsce dokładnie takie same prawa jak osoby heteroseksualne, w związku z tym nie widzę powodu, żeby ogłaszać Polskę akurat strefą wolności tylko dla homoseksualistów
– podkreślił.
– Myślę, że Polska powinna być strefą wolności dla wszystkich, a niestety nie jest, bo krępuje nas biurokracja, różnego rodzaju głupie przepisy, podatki itd. Tych ograniczeń jest mnóstwo, więc trudno nasz kraj nazwać wolnym dla kogokolwiek, ale nie widzę powodu, aby wyróżniać ludzi na podstawie orientacji seksualnej w sprawie wolności
Wiele osób zapisuje się na szczepienie, a potem nie przychodzi na nie, nie odwołując nawet wizyty. Politycy niektórych niemieckich partii politycznych żądają więc grzywny dla takich osób.
Przeciwny karze jest Armin Laschet, kandydat chadecji na kanclerza. Twierdzi, że kara za zmarnowane szczepienie to zły pomysł. Argumentuje, że „solidarności nie można wymuszać karami”.
Padł również pomysł, że grzywna za zmarnowane szczepienie powinna wynosić 25-30 euro.
W Niemczech padł pomysł grzywny dla osób, które marnują terminy szczepień. Prezes berlińskiego Czerwonego Krzyża, Mario Czaja uważa, że kara za zmarnowane szczepienie powinna wynosić 25-30 euro.
Politycy rządzących w Niemczech partii SPD oraz CDU i CSU przyłączyli się do żądań grzywny dla osób, które zapisują się na szczepienie, a potem nie przychodzą na nie, nie odwołując nawet wizyty. Ekspert SPD ds. zdrowia i lekarz Karl Lauterbach w rozmowie dla „Bild am Sonntag” uznał, że byłoby dobrze, gdyby obowiązywała kara za zmarnowane szczepienie.
Kara czy zachęta?
Podobnego zdania jest wiceprzewodniczący klubu poselskiego CDU/CSU w Bundestagu Thorsten Frei. Z kolei kandydat chadecji na kanclerza Armin Laschet pomysł grzywny za zmarnowane szczepienie odrzuca. Krytyka padła również z ust przedstawicieli zawodów medycznych oraz opozycji. Twierdzą, że zamiast kar należy raczej pomyśleć nad tym, jak zachęcić ludzi do szczepień.
Lauterbach zaznaczył, że zmarnowane wizyty w punktach szczepień prowadzi do tego, że szczepienia idą wolniej, a szczepionki muszą być wyrzucane. Polityk podkreślił, że on sam szczepi w jednym z centrów i problem zmarnowanych wizyt nie jest mu obcy. W wieczornym programie ARD „Tagesthemen”, powiedział, że to nie jest błahe wykroczenie.
– Każdy, komu się nie chce sięgnąć po słuchawkę lub kilka razy kliknąć, by odwołać wizytę, powinien być zobowiązany do pokrycia poniesionych kosztów zmarnowania szczepionki
– stwierdził polityk.
Kara powinna wynosić 25-30 euro
W opinii prezesa berlińskiego Czerwonego Krzyża (DRK), Mario Czaja kara za zmarnowane szczepienie powinna wynosić 25-30 euro. Według niego od pięciu do dziesięciu procent wizyt w berlińskich punktach szczepień przepada. Podejrzewa się, że ludzie nie przychodzą na wizytę, bo są na wakacjach, szacują, że zagrożenie koronawirusem nie jest już tak wysokie lub dlatego, że w międzyczasie umówili się na wcześniejszą wizytę u lekarza zakładowego lub w gabinecie.
Armin Laschet twierdzi, że kara za zmarnowane szczepienie dla osób, które nie odwołały wizyty to zły pomysł. Argumentuje, że „solidarności nie można wymuszać karami”. Domaga się jednocześnie, by każdy, kto nie może się stawić na wizytę, zwolnił miejsce dla innych chętnych do szczepienia, informując o tym.
Również szef Federalnego Związku Lekarzy Kas Chorych (KBV), Andreas Gassen, wyraził wobec pomysłu karania sceptycyzm.
National Geographic wyraziło co najmniej intrygującą opinię.
Z okazji 4 lipca strona opublikowała artykuł, w którym dowodzi, że fajerwerki są rasistowskie i szkodzą mniejszościom etnicznym.
Dym i cząsteczki wytworzone przez fajerwerki są szczególnie problematyczne dla osób wrażliwych, często w społecznościach czarnoskórych i latynoskich – twierdzi NG.
Amerykanie hucznie obchodzą 4 lipca. W Dzień Niepodległości w niebo puszczane są barwne fajerwerki, a dumni obywatele cieszą się świętem narodowym. Okazuje się jednak, że radość powinna zostać przystopowana. National Geographic twierdzi, że jej wyrazy mogą być rasistowskie. Same fajerwerki mogą zaszkodzić “szczególnie wrażliwym” mniejszościom.
Naukowcy odkryli, że osoby wrażliwe i kolorowe społeczności są nieproporcjonalnie narażone na zanieczyszczenie powietrza z resztek fajerwerków. Ale nie wszyscy są w równym stopniu narażeni na szkodliwe cząstki, które zalewają niebo podczas naszych pirotechnicznych pokazów świetlnych. Na przykład w Kalifornii wrażliwe populacje są bardziej narażone na zanieczyszczenie fajerwerkami w dniu 4 lipca
– zapewnia National Geographic
Przedstawione przez NG badania koncentrują się na Kalifornii. Ta zaś posiada jedne z najwyższych poziomów zanieczyszczenia powietrza w całym kraju.
Korzystając z danych pochodzących z tłumu, pochodzących z domowych monitorów jakości powietrza, naukowcy odkryli, że wrażliwe osoby i kolorowe społeczności są nieproporcjonalnie narażone na zanieczyszczenie powietrza podczas obchodów i puszczania fajerwerków
– pisze NG
W artykule zapewniono, że ilość zanieczyszczeń i dymu wytwarzanych przez fajerwerki może konkurować z pożarami.
Autorzy wykazali również, że dym fajerwerków może stwarzać dodatkowe – choć krótkoterminowe – zagrożenie dla zdrowia społeczności już nieproporcjonalnie obciążonych zanieczyszczeniem powietrza: miejskich z wyższym wskaźnikiem astmy, większą liczbą starszych mieszkańców i większym odsetkiem dzieci poniżej 10 roku życia. Obszary te miały również tendencję do bycia zamieszkiwanymi przez większą liczbę czarnych i latynoskich mieszkańców niż te z mniejszym zanieczyszczeniem powietrza w dniu 4 lipca (…) Wydaje się, że wrażliwe populacje są bardziej narażone na to zanieczyszczenie
Internauci są przerażeni kierunkiem, w jaki zmierza Kościół Katolicki. Okazuje się, że segregacja sanitarna w Kościele ma się coraz lepiej. Rzeszowscy dominikanie postawili sprawę jasno. Aby wziąć udział w katechezie, trzeba okazać certyfikat COVID.
Mając na uwadze bezpieczeństwo i zdrowie wszystkich uczestników katechez przedmałżeńskich w miesiącu lipcu i sierpniu, informujemy: Warunkiem uczestnictwa w katechezach grupowych prowadzonych przy naszym klasztorze jest: Posiadanie Unijnego Certyfikatu COVID (potwierdzenie szczepienia), zasłanianie ust i nosa podczas przebywania we wszystkich częściach klasztoru
– piszą na swojej stronie dominikanie
Następnie wyjaśniają, jakie statusy daje wspomniany Certyfikat.
Certyfikat prezentuje 3 statusy: osoby zaszczepionej, osoby która powróciła do zdrowia (ozdrowieńca), osoby z negatywnym testem w kierunku COVID-19. Przed wejściem należy okazać Certyfikat UCC (dostępny z poziomu aplikacji)
– tłumaczą zakonnicy
“Kolejne będą sakramenty tylko dla zaszczepionych?”
Internauci wyrazili niedowierzanie i niepokój wobec nowych praktyk.
Dostęp do katechezy przedmałżeńskiej tylko dla zdrowych, zaszczepionych. Czekam na odmowę sakramentów dla niezaszczepionych. Kościół otwarty w wydaniu @Dominikaniepl. Brak słów
– komentuje umieszczająca screeny Internautka
Głos w sprawie zabrał również ks. Daniel Wachowiak, potępiając działanie dominikanów.
Postradali zmysły? Póki niektórzy nie zrozumieją, że zarówno ci, którzy się szczepią, jak i ci, którzy się nie szczepią, robią to z pobudek zdrowotnych, czyli z miłości do siebie i bliźniego, nawet w Kościele będzie rozwijała się niechrześcijańska segregacja sanitarna.
Ada Dziewanowska odeszła do wieczności w wieku 104 lat. Ta niezwykła kobieta urodziła się w Polsce, z pasją ucząc się polskich tańców narodowych i wiejskich tradycji. Wraz z mężem Kamilem wyjechała do Stanów Zjednoczonych w 1947 roku. Przez kilka lat uczyła języka polskiego na Uniwersytecie Harvarda, pracując jako native speaker.
Przez całe życie wykazywała niezwykłą miłość do tańca. Ada Dziewanowska studiowała tenże w Boston Conservatory of Music.
Od 1963 do 1972 reżyserowała i przygotowywała choreografię dla Krakowiaków Polskich Tancerzy z Bostonu, którzy zdobyli pierwsze nagrody na prestiżowym rzeszowskim Festiwalu, organizowanym od 1969 dla światowych zespołów tanecznych i pieśni polonijnych. Od 1979 roku Ada była dyrektorem artystycznym i choreografem Polskiego Zespołu Tańca Ludowego Syrena w Milwaukee
– informuje socalfolkdance.org
Zespół stworzony przez Panią Adę liczył około 40 członków. Grupa koncertowała w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Polsce oraz Japonii. Pani Ada prowadziła liczne warsztaty polskiego tańca i folkloru w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Belgii, Niemczech, Szwajcarii, Izraelu, Meksyku, Tajwanie, Hongkongu i Japonii.
Dziewanowscy uczyli na najlepszych obozach tańca ludowego od wschodu po zachodnie wybrzeże, w tym New Hampshire Camp Ralpha Page’a, Herman’s Maine Camp i Stockton Camp w Kalifornii. Na obozach Ada znana jest ze swoich pouczających i humorystycznych prezentacji w „kącikach kultury” i „talent show”
– czytamy
Ada kontynuowała badania nad tańcem i muzyką Polski i posiadała dużą kolekcję polskich strojów ludowych i sztuki ludowej. W trakcie wizyt w Polsce uzyskała w 1979 roku dyplom instruktora tańca na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
Pani Ada została wielokrotnie nagrodzona. Wśród zdobytych przez nią nagród są m.in. „Nagroda Honorowa” Towarzystwa Polonijnego w Warszawie, lipiec 1986, „Krzyż Zasługi Rzeczypospolitej” podpisany przez prezydenta Lecha Wałęsę, listopad 1994 r., „Distinguished Service Certificate” Kongresu Polonii Amerykańskiej, listopad 1999 r., Tablica uznania za wybitny wkład wolontariusza Lira Ensemble, Chicago, październik 2000.
Pandemia COVID-19 sprawiła, że na Euro 2020 czekaliśmy o rok dłużej, niż było to w pierwotnych planach.
W każdym z państw istnieją odrębne regulacje covidowe. Właśnie z tego powodu, kibice spoza Anglii nie zobaczą meczu finałowego swojej reprezentacji.
Regulacje dla podróżujących do Wielkiej Brytanii mówią jasno: po przyjeździe trzeba odbyć dziesięciodniową kwarantannę.
Około 2500 urzędników federacji, sponsorów, polityków oraz ludzi z bardzo szeroko pojętej elity będzie mogło obejrzeć oba półfinały i finał turnieju na Wembley bez odbywania kwarantanny po przyjeździe do Londynu.
Pandemia COVID-19 sprawiła, że na Euro 2020 czekaliśmy o rok dłużej, niż było to w pierwotnych planach. Jednak, gdyż już jest ono organizowane to odbywa się na kontrowersyjnych zasadach polegających na organizacji meczy w całej Europie. Kolejnym powodem do niepokoju jest fakt, że w każdym z państw istnieją odrębne regulacje covidowe. Właśnie z tego powodu, kibice spoza Anglii nie zobaczą meczu finałowego swojej reprezentacji.
Aktualne regulacje dla podróżujących do Wielkiej Brytanii mówią jasno: po przyjeździe trzeba odbyć dziesięciodniową kwarantannę, dopiero po tym okresie możesz opuścić miejsce, w którym przebywasz. Nie jest to żadne novum; restrykcje związane z pandemią COVID-19 są normą na całym świecie. Problem w tym, że w przypadku Euro 2020 nie będą one dotyczyły VIP-ów.
Kibice spoza Anglii nie zobaczą meczu, chyba że mowa o VIPach
“The Times” podał, że około 2500 urzędników federacji, sponsorów, polityków oraz ludzi z szeroko pojętej elity będzie mogło obejrzeć oba półfinały i finał turnieju na Wembley bez odbywania kwarantanny po przyjeździe do Londynu. Był to warunek UEFA, aby stolica pozostała gospodarzem najważniejszych meczów ME. Brytyjski rząd nie chciał się zgodzić, więc Aleksander Ceferin i spółka zagrozili, że wszystkie spotkania przeniesie do Budapesztu, gdzie nie ma podobnych restrykcji.
Winić za decyzję należy UEFA, której propozycja jawnie odbiega od wszystkich standardów zdrowotnych i etycznych. Największe powody do oburzenia mogą mieć kibice Danii, Hiszpanii i Włoch. Kibice nie zobaczą meczu na żywo. Mowa o tych, którzy dopiero chcieliby tam pojechać. Oni na pewno nie będą mieli już takiej szansy.
Portal wirtualnemedia.pl przedstawił fragment zestawienia finansowego stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego, które odpowiedzialne jest za wydawanie “Krytyki Politycznej”.
W ostatnim roku stowarzyszenie otrzymało niemal 4 mln zł dotacji z amerykańskiej fundacji George’a Sorosa oraz budżetu władz miasta Warszawy.
Pieniądze zostały przeznaczone na działalność statutową stowarzyszenia, a zyski dla samej organizacji zwiększyły się w niektórych przypadkach o kilkaset tysięcy zł.
Nie przeszkadza to jednak środowiskom lewicy w nawoływaniu do pozwów prokuratorskich przeciw działaczom prawicy oraz do oczerniania organizacji patriotycznych i narodowych.
W zakresie działalności wydawniczej przychody gospodarcze Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego poszły w górę rok do roku z 2,22 do 2,58 mln zł. Te z grantów zmniejszyły się z 513,5 do 259,4 tys. zł. W ostatnim roku “Krytyka Polityczna” otrzymała 4 mln zł grantów. Nie przeszkadza to lewakom w atakach na prawicowe, katolickie organizacje. Środowiska lewicowe krytykują wpieranie inicjatyw patriotycznych z budżetu państwa, równocześnie pobierając z niego pieniądze na promocję dewiacji i neomarksizmu.
Stowarzyszenie wydaje przede wszystkim magazyn „Krytyka Polityczna” i książki. Przychody ze sprzedaży czasopisma i książek zwiększyły się z 2,02 do 2,42 mln zł. Koszty podstawowe działalności wydawniczej stowarzyszenia w ubiegłym roku wyniosły 1,6 mln zł. Z tego 907,7 tys. zł poszło na wynagrodzenia, 420,4 tys. zł na usługi obce (m.in. 157,6 tys. zł na zakup praw autorskich i 109,2 tys. zł na usługi magazynowania), 263,5 tys. zł na promocję, a 433,5 tys. zł to koszt własny sprzedanych wydawnictw.
“Krytyka Polityczna” otrzymała niecałe 4 mln zł grantów
W ubiegłym roku stowarzyszenie uzyskało 2,75 mln zł grantów statutowych od organizacji pozarządowych i instytucji prywatnych. Dodatkowo otrzymało 952 tys. zł od samorządów. W tej pierwszej grupie większość to 1,92 mln zł od Open Society Institute powiązanego z George’em Sorosem. W drugiej – 900 tys. zł od Urzędu Miasta Warszawa na projekt Centrum Jasna. Ponadto w zakresie działalności wydawniczej dostało 224,8 tys. zł grantu od Open Society Foundations i 33,5 tys. zł od stołecznej ratusza.
Krytyka Polityczna w ubiegłym roku otrzymała 4 mln zł z grantów. 2,1 mln od organizacji George’a Sorosa. https://t.co/pAucVciRvP
Zysk Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego z działalności statutowej zwiększył się z 52,6 do 53,1 tys. zł. Z działalności gospodarczej – z 200,8 do 553,8 tys. zł. Przełożyło się to na wzrost zysku operacyjnego z 84,4 do 331 tys. zł, zysku brutto z 82,4 do 124,9 tys. zł i zysku netto z 79,6 do 122 tys. zł. Zarząd organizacji zdecydował, że zeszłoroczny zysk zostanie przeznaczony na jej działalność statutową.
Przedstawiciele centro-lewicy, tacy jak posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz powinni zająć się krytyką własnego środowiska. Jak widać pobiera ono wielomilionowe granty z publicznej kasy i jawnie antypolskich środowisk. Pieniądze publiczne wydawane są na antypolską narrację w przekazie medialnym, promocję ideologii LGBT oraz rekomendację szeroko rozumianego marksizmu kulturowego i ekonomicznego.
📍Takie „happeningi” jak na zdjęciu urządza właśnie młodzież wszechpolska. A co robi z tym rząd PiS⁉️
Rząd PiS pompuje kasę wszechpolaków publicznymi pieniędzmi! Skandal! Zamiast odpowiadać na pytania prokuratorów skrajna prawica opływa we wsparcie finansowe państwa PiS! pic.twitter.com/of8CZShF2s
— Kamila Gasiuk-Pihowicz (@Gasiuk_Pihowicz) July 2, 2021
Wszystkie informacje oraz źródła są dostępne na portalu wirtualnemedia.pl.
Na ekranach kin w całej Polsce, w tym i w warszawskim kinie Kinoteka w Pałacu Kultury, kinomani mają okazję obejrzeć doskonały film grecki film „Niepamięć” (w reżyserii Christosa Nikou i według scenariusza reżysera i Stavrosa Raptisa, z udziałem takich aktorów jak Aris Servetalis, Sofia Georgovassili, Anna Kalaitzidou).
Świetna „Niepamięć”
„Niepamieć” to artystyczny obraz w konwencji fantastyki. W Atenach panuje tajemnicza epidemia amnezji. Ludzie bez przyczyny masowo tracą pamięć. Większość z nich ze szpitali odbiera rodzina, niektórzy samotni, kiedy nie wiadomo, kim są, biorą udział w programie tworzenia nowej tożsamości – by ich aktywizować, lekarze umieszczają pacjentów w domach socjalnych, dają im pieniądze i polecają wykonywać bardzo kontrowersyjne a wręcz perwersyjne zadania. Jednym z takich osób jest główny bohater. Widzowie, obserwując jego kontrowersyjną terapię, zaczynają się zastanawiać czy główny bohater przypadkiem nie udaje amnezji.
Należy docenić niezwykle inspirujący pomysł scenarzystów i wykonanie filmu. Kwestia mająca wymiar egzystencjalny jest ukazana w sposób niezwykle lekki, atrakcyjny i wciągający. Film doskonale pokazuje, że ambitne kino, nic widzowi nie narzucające, pozbawione mordobicia i seks (choć nie wątku romantycznego), może być niezwykle wciągające. Konserwatywnych widzów ucieszy brak w filmie gejów i imigrantów.
Bardzo włoskie „Najlepsze lata”
W kinach można też obejrzeć sympatyczny i niezwykle włoski film obyczajowy „Najlepsze lata” (w reżyserii Gabriele Muccino, według scenariusza reżysera i Paolo Costella, z udziałem Pierfrancesco Favino, Micaela Ramazzotti, Kim Rossi Stuart, Claudio Santamaria, Nicoletta Romanoff).
Film to dzieje czwórki przyjaciół (trzech kumpli i femme fatale Gemmy). Akcja filmu trwa przez 40 lat od 1982 do współczesności i rozgrywa się na tle współczesnej historii Włoch (na którą składają się zamieszki wszczynane przez komunistów, nieuczciwi politycy, kryminaliści, zmiany sytuacji politycznej).
Drogi przyjaciół się rozchodzą, jeden z nich robi karierę, drugi żyje normalnym życiem, a trzeci klepie biedę. Nie odnoszą też sukcesu w miłości. Muszą borykać się z życiowymi kłopotami (zdradami, kłopotami finansowymi, niechęcią ze strony własnych dzieci) – ale nie dramatami. Namiętności na lata wzbudzają w nich wzajemną niechęć, jednak czas leczy rany.
Z sympatią dla swoich bohaterów (odmienną od pogardy i nienawiści polskojęzycznych filmowców do polskich bohaterów filmów) włoscy twórcy ukazują ich i ich wady, które często niszczą im życie. Film nie jest jednak ponury i kończy się swoistym happy endem — zapowiedzią losów kolejnych pokoleń. Dziwnym pomysłem twórców filmu jest to by, że bohaterowie zwracają się bezpośrednio do widzów i komentują wydarzenia niczym w telewizyjnych serialach paradokumentalnych. Konserwatywnych widzów ucieszy brak w filmie gejów i imigrantów.
Amerykański czarny kryminał „Małe rzeczy”
„Małe rzeczy” to amerykański czarny kryminał w reżyserii Johna Lee Hancocka i z udziałem Denzela Washingtona, Rami Malek, Jareda Leto. Akcja rozgrywa się w Kalifornii w 1990 roku. Główny bohater murzyn jest policjantem na prowincji, przed laty był jednym z najlepszych detektywów w Los Angeles, kiedy zostaje wysłany do miasta po dowody rzeczowe angażuje się w śledztwo lokalnej policji dotyczące seryjnego zabójcy. Zgodnie z klasyką gatunku widzowie nie mogą liczyć na happy end. Obraz dla fanów gatunku. Plusem jest to, że bez żadnej lewicowej propagandy.
Przekombinowany „Wróg dokonały”
„Wróg doskonały” spotkał się z dużym zainteresowaniem polskich kinomanów. Powodem tego jest to, że odtwórca roli głównego bohatera w anglojęzycznym filmie jest aktor z naszego kraju Tomasz Kot. To zresztą świetny pomysł na sprzedaż filmu w różnych krajach – trzeba zrobić obraz z kilkoma głównymi bohaterami, każdym granym przez aktora z innego kraju.
Reżyserem „Wroga doskonałego” jest Hiszpan Kike Maíllo, autorami przekombinowanego, sztucznego, egzaltowanego i wymęczonego scenariusza (na podstawie powieści) jest reżyser oraz Cristina Clemente i Fernando Navarro. W głównych rolach w hiszpańskim (anglojęzycznym) filmie wystąpili: Tomasz Kot, Athena Strates, Marta Nieto.
Bohater filmu to architekt z Warszawy Jeremiasz Angust. Od pierwszej sceny zdaje się ideałem. Pomaga biednym budując szkoły w Afryce – dla tej społecznej działalności odrzuca karierę. Spotyka się uznaniem w Europie. W drodze na lotnisko pomaga młodej kobiecie przez co spóźnia się na swój samolot. W poczekalni lotniska młoda kobieta zamęcza go rozmową, która staje się coraz patologiczna. Okazuje się, że Polak to psychopata, który walczy z własnymi wyrzutami sumienia.
Centralna Komisja Egzaminacyjna podała dzisiaj wyniki egzaminów maturalnych z 2021 roku. Absolwenci szkół licealnych i techników mogą sprawdzać swoje wyniki za pomocą Zintegrowanego Interfejsu Użytkownika. Aż 81 procent absolwentów szkół licealnych zdało egzamin maturalny, natomiast 13,2 procent uzyskało prawo do poprawki. Niestety absolwenci szkół technicznych nie dali w tym roku powodów do radości, ponieważ zaledwie 64 procent uczniów zdało maturę, a 24,9 procent może ubiegać się o poprawkę.
Ze względu na warunki w jakich odbywała się edukacja szkolna, gdzie większość czasu uczniowie spędzili na nauczaniu zdalnym, sam egzamin został przeprowadzony na podstawie wymagań ogłoszonych w grudniu 2020 roku. Dotychczas egzaminy odbywały się na podstawie wymagań określonych w programie nauczania. W tym roku zawężono o 30 procent katalog wymagań zawartych w standardowym programie przygotowanym przez Ministerstwo Edukacji.
Tak jak w latach ubiegłych maturzyści musieli obowiązkowo przystąpić do trzech egzaminów pisemnych na poziomie podstawowym: z języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego. Nie było w tym roku obowiązkowych egzaminów ustnych. Zdawali je tylko ci maturzyści, którzy potrzebują wyniku z egzaminu ustnego przy rekrutacji na uczelnie za granicą. Nie było też w tym roku obowiązku przystąpienia do egzaminu z jednego przedmiotu na poziomie rozszerzonym, czyli z przedmiotu do wyboru. Chętni mogli przystąpić maksymalnie do egzaminów z sześciu takich przedmiotów.
Nie zmieniły się również zasady co do progu procentowego wymaganego do zaliczenia przedmiotu obowiązkowego i tak jak w ubiegłych latach wynosił on 30 procent, z kolei zasada ta nie obowiązuje w przypadku przedmiotów dodatkowych.
Zdający, który nie zaliczył jednego przedmiotu obowiązkowego, ma prawo do poprawki już w sierpniu bieżącego roku, z kolei osoby, które nie zaliczyły więcej niż jeden obowiązkowy przedmiot zmuszeni są do odczekania roku na możliwość ponownego przystąpienia do próby zaliczenia przedmiotu.
Komisja podała, że 7,8 procent tegorocznych absolwentów nie zdało egzaminu z więcej niż jednego przedmiotu. Wśród absolwentów liceów takie osoby stanowią 5,8 procent, wśród absolwentów techników – 11,1 procent.
Polska narodem humanistów?
Największym powodzeniem cieszyła się wśród tegorocznych absolwentów matura z języka polskiego. Niestety matematyka nadal jest niewygodnym przedmiotem dla większości maturzystów, która sprawia im najwięcej problemów. Absolwenci szkół ponadgimnazjalnych najczęściej wybierali język angielski jako dodatkowy przedmiot do zaliczenia.
Egzamin maturalny z języka polskiego zdało 93 proc. tegorocznych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych, egzamin z matematyki zdało 79 proc. absolwentów, a egzamin z języka angielskiego, najczęściej wybieranego na maturze, zdało 94 proc
– podaje Centralna Komisja Egzaminacyjna.
Wśród absolwentów liceów ogólnokształcących egzamin maturalny z języka polskiego zdało 94 procent maturzystów, egzamin z matematyki zdało 84 procent, a spośród tych, którzy wybrali język angielski zdało 96 procent, a wśród absolwentów techników egzamin maturalny z polskiego zdało 90 procent maturzystów, egzamin z matematyki zdało 71 procent, a spośród tych, którzy wybrali język angielski zdało 90 procent.
Średni wynik uzyskany przez maturzystów z egzaminu pisemnego z języka polskiego na obowiązkowym poziomie podstawowym to 55 procent możliwych do uzyskania punktów (wśród absolwentów liceów – 58 procent, a wśród absolwentów techników – 50 procent), z matematyki na obowiązkowym poziomie podstawowym to 56 procent możliwych do uzyskania punktów (wśród absolwentów liceów – 62 procent, a wśród absolwentów techników – 47 procent), z języka angielskiego – 76 proc. możliwych do uzyskania punktów (wśród absolwentów liceów – 82 procent, a wśród absolwentów techników – 67 procent).
Zgodnie z obowiązującymi regułami, maturzyści musieli pisać egzamin z trzech przedmiotów na poziomie podstawowym tj. j. polski, matematyka i nowożytny język obcy. Maturzyści wyjątkowo w tym roku nie musieli przystępować do egzaminów ustnych. Jedynym wyjątkiem było zdanie przedmiotu za pomocą egzaminu ustnego, na potrzeby aplikacji do zagranicznej szkoły wyższej.