Szczepienie przeciwko COVID-19 działają u pacjentów z rakiem

Szczepienie. / Fot. Rhoda Baer Wikimedia Commons

  • W Stanach Zjednoczonych przebadano przypadki zachorowań na rzadką chorobę immunologiczną, która uaktywniała się po podaniu szczepionki Johnson&Johnson.
  • Centra Kontroli i Prewencji Chorób wykazały, że powikłania są rzadkie jednakże pięciokrotnie wyższe niż po podaniu innych preparatów przeciwko koronawirusowi.
  • Zarówno amerykański koncern i Agencja Żywności i Leków podają zagrożenia, lecz ich zdaniem nadal szczepienia mają przewyższać podejmowane ryzyko.
  • Zobacz także: Szczepionka na grypę chroni przed COVID-19? Zaskakujące wyniki badań amerykańskich naukowców

Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób podały w poniedziałek dane statystyczne na temat powikłań po szczepionce Johnson&Johnson, które prowadziły do choroby układu odpornościowego. Większość nich występowała około dwa tygodnie po podaniu testowego preparatu oraz dotyczyła głównie mężczyzn po 50 roku życia. Choć te przypadki są bardzo rzadkie, to osłabienie układu odpornościowego wzrasta od trzech do pięciokrotnie w przypadku podania preparatu Johnson&Johnson. Takiego negatywnego efektu nie zauważono w przypadku szczepionek od Moderny i Pfizera.

Choroba układu odpornościowego inaczej zespół Guillaina-Barrego (GBS) to rzadkie schorzenie autoimmunologiczne, prowadzące do zapalenia układu nerwowego na skutek reakcji układu odpornościowego. Objawia się najczęściej poczuciem słabości mięśni i bólem kończyn i pleców. Ok. 5 proc. przypadków kończy się śmiercią, natomiast co piąty chory ma po jej przejściu problemy z poruszaniem się. Rocznie stwierdza się ok. 1-2 przypadków choroby na 100 tys. osób.

Podobne przypadki zachorowań można było zauważyć po aplikacji innej szczepionki przeciwko świńskiej grypie w 1976 roku. Potencjalne przypadki schorzenia zdarzały się też wśród osób zaszczepionych preparatem AstraZeneki, opartej na tej samej technologii, z której korzysta amerykański koncern farmaceutyczny.

Bezpieczeństwo i dobre samopoczucie ludzi, którzy korzystają z naszej szczepionki, są dla nas najważniejsze. Prowadziliśmy dyskusje z FDA i innymi instytucjami na temat zespołu Guilliaina-Barrego. Nadal popieramy uświadamianie o występowaniu rzadkich skutków ubocznych, aby zapewnić, że jesteśmy w stanie je szybko rozpoznać i skutecznie wyleczyć

– czytamy w oświadczeniu firmy Johnson&Johnson.

Według “Washington Post”, FDA zamierza dodać ostrzeżenie o zwiększonym ryzyku wystąpienia GBS związanym ze szczepionką Johnson&Johnson. Ma jednak także odnotować, że korzyści szczepienia nadal zdecydowanie przewyższają ryzyko.

Preparat Johnson&Johnson przyjęło dotąd 12,8 mln Amerykanów. Jest to najrzadziej stosowana szczepionka przeciwko Covid-19 w USA.

onet.pl

Foto: skan z filmu czytelnika / Funkcjonariusz dał mężczyźnie do podpisania dokument in blanco?

Adwokat pana Mariusza doradził mu, aby nagrywał wszystko, co związane jest z rozwodem z żoną. Był zatem przygotowany. W domu miał ukrytą kamerę oraz dyktafon. Czternastego lutego 2019 roku, po godzinie osiemnastej zadzwonił dzwonek do drzwi w jego mieszkaniu. Mężczyzna nie wykluczał, że może dojść do nietypowej sytuacji, uruchomił więc sprzęt nagrywający. Do pokoju wszedł policjant.

– Funkcjonariusz pytał o sytuację związaną z tzw. niebieską kartą, którą założyła mi żona dwa dni przed tym, jak wyprowadziła się z domu. Rozpytanie trwało ponad dwie godziny. Na zakończenie podsunął mi protokół do podpisania. Sęk w tym, że nie było na nim moich wyjaśnień, a jedynie wolne miejsce do ich wstawienia – wyjaśnił czytelnik.

Rozmowa z filmu

“Chciałbym jeszcze, żeby podpisał mi się pan, że dzisiaj rozmawialiśmy” – słyszymy wypowiedź policjanta. – “Jak przyjadę to napiszę dwa zdania po prostu”.

Mieszaniec Białegostoku czyta formularz.

– “Tutaj coś piszemy?” – mówi, wskazując miejsce, w którym powinno być jego zeznanie. Robi jednocześnie specyficzny ruch długopisem.
– “Przyjadę to napiszę” – odpowiada mundurowy.
– “A mogę podpisać, jak pan napisze?” – dopytuje dalej mężczyzna.
– “Nie ma problemu” – zgadza się policjant.

Sytuacja wymaga wyjaśnienia

Pan Mariusz twierdzi, że dzielnicowy miał skontaktować się z nim w sprawie uzupełnienia zeznań i nie zrobił tego do dnia dzisiejszego.

– Bardzo chciałbym wiedzieć, dlaczego podsunięto mi dokument in blanco. W ten sposób to można wrobić mnie we wszystko. I w papierach byłoby, że sam się przyznałem. Skandal! Jestem do pełnej dyspozycji, jeśli organy wewnętrzne Policji będą chciały wyjaśnić zaistniałą sytuację. Ja jej nie rozumiem…

O komentarz poprosiliśmy Oficera Prasowego w Komendzie Miejskiej Policji w Białymstoku. Czekamy na odpowiedź.

Nie interesuje nas sytuacja rozwodowa mężczyzny. To jego prywatne rozliczenia z żoną. Jesteśmy jednak zainteresowani służbową wizytą policjanta i jego zachowaniem. Chcemy mieć nadzieję, że dopełnił on wszelkich zasad. Po zapoznaniu się z całością filmu pojawiają się jednak watpliwości, które warto wyjaśnić.

Materiał filmowy otrzymaliśmy od mieszkańca Białegostoku, który zgodził się na jego opublikowanie. Do opisanej sytuacji doszło w mieszkaniu mężczyzny.

Flaga LGBT

Flaga LGBT / Fot. Pxhere

  • Szpital podjął decyzję w oparciu o wyniki badań osób transpłciowych oraz wyrok Brytyjskiego Wysokiego Trybunału Sprawiedliwości. Uznał on szkodliwość tego typu interwencji medycznych.
  • Zdaniem lekarzy u tzw. osób transseksualnych pojawiają się „negatywne, rozległe i nieodwracalne konsekwencje”. Wymieniają oni szereg schorzeń, na które zapadają osoby poddające się takim zabiegom.
  • Brytyjski sąd wyraził konsternację i zdziwienie, jak niewiele rzetelnych danych zbieranych było przed rozpoczęciem procedury tzw. zmiany płci.
  • Zobacz także: SONDAŻ. Tusk wrócił do polskiej polityki. Zobacz czy Polacy wierzą w jego obietnice

Decyzja szpitala została podjęta w oparciu o orzeczenie sądowe. Brytyjski Wysoki Trybunał Sprawiedliwości uznał, że istnieją dowody potwierdzające, że „terapia”, która polega m.in. na okaleczaniu i aplikowaniu hormonów przekłada się na pogorszenie kondycji zdrowotnej nieletnich. Koniec operacji zmiany płci w szpitalu jest dowodem na szkodliwość tego typu interwencji medycznych.

Szpital Uniwersytecki Karolinska przyznał, że w rezultacie stymulowanej m.in. metodami chirurgicznymi i chemicznymi przemiany u tzw. osób transseksualnych pojawiają się „negatywne, rozległe i nieodwracalne konsekwencje”. Wskazano w tym kontekście: choroby układu krążenia, osteoporozę, bezpłodność, zwiększone ryzyko raka i zakrzepicę. Koniec operacji zmiany płci został przyjęty z ulgą przez rodziców dzieci w okolicy. W szwedzkich szkołach są one wystawiane na kontakt z tzw. edukatorami seksualnymi. To oni zachęcają dzieci do tego typu działań.

Brytyjski sąd wyraził konsternację i zdziwienie, jak niewiele rzetelnych danych zbieranych było przed rozpoczęciem procedury tzw. zmiany płci. Działo się to nawet w przypadku dzieci będących przed okresem dojrzewania. Trybunał podkreślił, że procedury przyjęte wobec młodzieży z zaburzeniami nie uwzględniały jednocześnie przyczyn dysforii płciowej. Towarzyszą jej rozmaite choroby współistniejące.

dorzeczy.pl

Google

Google / Fot. Flickr

  • Grzywna nałożona przez francuski rząd na Google jest już drugą karą finansową. Wcześniej koncern został ukarany na sumę 220 mln euro.
  • W obu przypadkach chodzi o „praktyki reklamowe” i kwestię praw autorskich francuskich wydawców.
  • Wyrok stanowi precedens dla wszystkich, którzy toczą spory sądowe z wielkimi korporacjami i koncernami medialnymi.
  • Zobacz także: Tumanowicz: Chcemy zlikwidować 15 różnych podatków [NASZ WYWIAD]

Ogromna grzywna na koncern medialny jest już drugą karą finansową, jaką nałożył na Google francuski rząd. Kilka tygodni wcześniej firma została zobligowana do zapłaty 220 mln euro za „praktyki reklamowe”. We wtorek Google został ukarany dodatkową grzywną. Tym razem kara opiewa na sumę 500 milionów euro.

Zdaniem francuskich władz, firma nie przestrzega nakazów nałożonych na nie jeszcze w kwietniu 2020 roku. W razie nieuiszczenia kary i dalszego łamania prawa dotyczącego praw autorskich, Google czeka groźba zapłacenia 900 tys. euro za każdy dzień zwłoki w ich wdrażaniu. Ogromna grzywna nałożona na koncern medialny byłaby niewątpliwie narzędziem w ręku wszystkich, którzy toczą sądową walkę z wielkimi korporacjami medialnymi.

Wyrok stanowi precedens, który wyczekiwany był przez inne państwa.

nczas.com

Red. Jan Bodakowski przeprowadzający sondę uliczną.

Red. Jan Bodakowski przeprowadzający sondę uliczną. / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Kilka dni temu ekipa Mediów Narodowych, w palącym słońcu, przy temperaturze przekraczającej 30 stopni, przemierzała Warszawę, zbierając opinie mieszkańców stolicy o bezzasadnych roszczeniach żydowskich wobec Polski.

Nie wszyscy dokładnie wiedzą, o co chodzi z bezzasadnymi roszczeniami żydowskimi

Wiele osób bało się publicznie wypowiadać na temat roszczeń żydowskich. Poza kamerą bardzo chętnie potępiano Żydów. Świadczy to jednak o tym, że nawet w Warszawie ludzie boją się publicznie wyrażać swoje poglądy.

Zobacz także: Wiceminister od Sasina na tropie nepotyzmu. Może natrafić na niemiłe przeszkody

Właściwie nie udało się nam, pomimo starań spotkać kogokolwiek kto by popierał roszczenia żydowskie. Część osób była jednak w temacie roszczeń zagubiona i myślała, że roszczenia wysuwają spadkobiercy. Wszyscy byli świadomi tego, że media establishmentowe (w stylu TVP czy TVN) nie informują dostatecznie o tej sprawie. Część osób z racji na covidową propagandę zaprzestało w ogóle kontaktu z mediami i z tej racji nie miało dostępu do informacji.

Cieszyć może to, że nasi rozmówcy bardzo często doskonale wiedzieli o bezzasadności roszczeń, polskiej martyrologii, zaniedbaniach władz (wyborcy PiS starali się je tłumaczyć presją zagranicy i uwarunkowaniami geopolitycznymi).

„447. Plan grabieży Polski. Od deklaracji terezińskiej do ustawy 447”

Wszystkim, którzy są zainteresowani kwestia bezzasadności roszczeń żydowskim, można polecić wydaną przez wydawnictwo Fronda 400 stronicową książkę „447. Plan grabieży Polski. Od deklaracji terezińskiej do ustawy 447” autorstwa dr. Leszka Sosnowskiego (prawnika z USA, a nie wydawcy z Krakowa). Leszek Sosnowski w swej pracy niezwykle dokładnie opisał kwestii bezpodstawnych roszczeń żydowskich wobec naszego kraju, skupiając się na aspektach prawnych tej żydowskiej hucpy.

W kwietniu 1996 roku Sekretarza Generalnego Światowego Kongresu Żydowskiego Israel Singer publicznie stwierdził, że „3 miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. Nigdy na to nie zezwolimy. Będziemy ich nękać tak długo, dopóki Polska znów nie pokryje się lodem. Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym”, o czym w materiale „Jewish group threatens Poland over restitution” informowała agencja Reuters.

Żydzi kłamią, że Polska w Deklaracji Terezińskiej z roku 2009 zobowiązała się przekazać organizacjom żydowskim mienie po Żydach zabitych podczas II wojny światowej, którzy nie pozostawili spadkobierców. W rzeczywistości mienie to zgodnie z prawem cywilizowanych państw (opartym na prawie rzymskim) przypadło skarbowi państwa.

Deklaracja Terezińska została uchwalona podczas konferencji w 2009 w czeskiej Pradze. Konferencje zorganizowała Unia Europejska i Czechy. Dwa lata wcześniej w 2007 roku za organizacją takiej konferencji lobbował w Europie Środkowej amerykanki Departament Stanu (czyli dyplomacja USA). Kształt konferencji narzuciły USA i Żydzi.

W zapowiedziach konferencji nie było nic o tym, że ma ona dotyczyć mienia bezspadkowego. Konferencja miała dotyczyć dzieł sztuki, do których prawa roszczą sobie żydowscy spadkobiercy. Obrady przygotowały organizacje żydowskie tak, by tematem konferencji było mienie bezspadkowe (nieruchomości, ziemie i budynki). Wzięło w niej udział 46 delegacji państw i 24 organizacje żydowskie zajmujące się przejmowaniem mienia. Konferencja praska była kontynuacją konferencji z Waszyngtonu z 1998 roku, która dotyczyła dzieł sztuki zrabowanych przez nazistów.

Wbrew żydowskim kłamstwom Deklaracja Terezińska do niczego Polski nie zobowiązuje, bo „we współczesnym prawie międzynarodowym deklaracja nie stanowi źródła prawa międzynarodowego”, nie zobowiązuje do jakichś działań, nie nakłada żadnych obowiązków. Polska nie może więc uznawać Deklaracji Terezińskiej za akt prawa międzynarodowego.

Dodatkowo Polska wymusiłaby w treści Deklaracji Terezińskiej, wbrew intencjom Żydów, znalazł się art. mówiący o tym, że sprawę mienia bez spadkowego rozstrzyga ustawodawstwo krajowe.

Bezpodstawne roszczenia żydowskie

Dla Żydów realia i prawo międzynarodowe nie ma jednak znaczenia — chcą wprowadzenia jako przywileju dla Żydów zasady rasowego dziedziczenia. Żydzi wbrew faktom restytucją mienia (czyli zwrot prawowitemu właścicielowi lub jego prawnym spadkobiercom minia wcześniej upaństwowionego) nazywają przejmowanie własności wbrew prawu przez podmiot żydowski niemający żadnego prawa do tej własności – tak jest też i wypadku Deklaracji Terezińskiej.

Żydzi w swoich bezpodstawnych roszczeniach świadomie używają zwrotów wbrew ich znaczeniu i szkalując Polaków, tworzą zaplecze propagandowe (wbrew faktom głosząc, że Polacy mordowali Żydów podczas II wojny światowej) dla swoich bezpodstawnych roszczeń. Rozmyślnie wprowadzają światową opinię publiczną w błąd. Żydzi kłamią, że ich roszczenia dotyczą mienia, które ma spadkobierców, choć dotyczą mienia bez spadkowego.

Żydowskie kłamstwa o rzekomej odpowiedzialności Polaków za holocaust są kolportowane, by wmówić opinii światowej, że zbrodnie rzekomo dokonane przez Polaków na Żydach „przyczyniły się do powstania na terytorium Polski pożydowskiego mienia bezspadkowego”.

Bezpodstawne roszczenia żydowskie wobec Polski wspiera Izrael (wbrew faktom twierdzący, że Deklaracja Terezińska jest wiążąca dla Polski), USA (między innymi ustawą 447 przyjętą w 2017, która jest sprzeczna z prawem USA), Kanada i Wielka Brytania.

Ważne jest też to, że nie wiadomo (bo polski MSZ nie ujawnia oryginału dokumentu) czy Deklaracja Terezińska została podpisana, czy tylko parafowana przez polską delegację. Jest to ważne, bo deklaracje najpierw są parafowane, potem podpisywane a dopiero na końcu ratyfikowane. Parafowanie deklaracji nie niesie ze sobą żadnych skutków prawnych dla kraju.

Od dekad Żydzi wspierani przez USA na forum międzynarodowym posługują się „szantażem moralnym, politycznym i ekonomicznym w celu bezpodstawnego wymuszenia” w ramach żydowskich roszczeń wobec Polski.

Jan Bodakowski

Maska na twarzy

Maska na twarzy / Fot. vperemen.com/ Wikimedia Commons

  • Francja wprowadza obowiązek szczepień przeciw COVID-19 dla medyków i pracowników szpitali. Osoby, które nie zastosują się do wydanego polecenia nie dostaną pensji.
  • Od początku sierpnia rusza także segregacja sanitarna. Niezaszczepieni nie wejdą już do miejsc użytku publicznego takich jak kawiarnie, restauracje, centra handlowe, czy placówki kulturalne.
  • Francuzi zamierzają od września podawać trzecią dawkę szczepionki osobom starszym i szczególnie narażonym na ciężki przebieg choroby.
  • Zobacz także: “Nikt”, czyli jak powinno się likwidować ruską mafię [RECENZJA]

Francja wprowadza obowiązkowe szczepienia przeciw COVID-19 dla medyków i pracowników placówek opiekuńczych od 15 sierpnia. Rząd dał im czas na pełne zaszczepienie do 15 września. Kto się nie podporządkuje, nie wejdzie do pracy i nie dostanie pensji. Przymus szczepień i segregacja sanitarna we Francji stały się faktem.

„Kraj zmaga się ze znacznym wzrostem zakażeń w wariancie Delta. Jeśli nie zaczniemy działać teraz, liczba przypadków i hospitalizacji wzrośnie. Musimy iść w kierunku szczepień wszystkich Francuzów. Restrykcje będziemy egzekwować na niezaszczepionych, a nie na wszystkich obywatelach”

– wyjaśniał we francuskiej telewizji powody swoich decyzji prezydent Macron.

Od sierpnia we Francji rozpocznie się segregacja sanitarna. Miejsca takie jak kawiarnie, restauracje, centra handlowe, przejazdy koleją i placówki medyczne będą dostępne we Francji tylko dla osób z certyfikatem sanitarnym. Certyfikat potwierdza pełne zaszczepienie, odporność po przechorowaniu Covid-19 lub negatywny wynik testu. Te same ograniczenia mają dotyczyć placówek kulturalnych i miejsc rozrywki. Wcześniej, bo od 21 lipca, wszystkich niezaszczepionych podróżnych czeka we Francji przymusowa izolacja. Dodatkowo Francuzi zamierzają od września podawać trzecią dawkę szczepionki osobom starszym i szczególnie narażonym na ciężki przebieg choroby.

„Z COVID-19, tak jak z innymi chorobami trzeba próbować normalnie żyć. Oczywiście pewne kwestie zostaną z nami być może na zawsze. Maseczki w zamkniętych pomieszczeniach, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym, raczej staną się już normą. Nie jesteśmy jednak w tej samej sytuacji co rok temu, gdy nikt nie był zaszczepiony. Dlatego blokowanie wszystkiego w ogóle nie powinno już być rozważane”

– powiedziała PAP prof. Marczyńska.

Jak podaje portal RMF 24, już prawie 1,5 mln Francuzów zarejestrowało się od poniedziałkowego wieczora na szczepienie przeciw COVID-19.

bezprawnik.pl, rmf24.pl

Czołg leży na drodze

Czołg leży na drodze / fot. twitter

Zobacz także: Szczepionka na grypę chroni przed COVID-19? Zaskakujące wyniki badań amerykańskich naukowców

Policja drogowa potwierdziła, że wojskowym “wypadł czołg”, który “leży na drodze”. Poinformowała również, że podczas upadku maszyny nikt nie został poszkodowany. Wojsko zgubiło czołg na drodze na Sachalinie.

Przy upadku pojazd przewrócił się i upadł tak, że wieżyczka czołgu leży na ziemi, lufa opiera się o asfalt, a dno pojazdu wraz z gąsienicami znalazło się na górze.

Wojsko rosyjskie zgubiło czołg w trakcie transportu maszyny na trasie wjazdowej do miasta Jużnosachalińsk.

“Czołg leży bezradnie i nie może wstać, jak wielu z nas w poniedziałek rano” – skomentował incydent niezależny portal Meduza.

Ciekawe, że wojskowi, którzy wieźli widoczny na zdjęciach sprzęt również nie mogli w poniedziałek rano wstać. Niewykluczone, że w czasie długiej drogi przez azjatyckie terytoria musieli się obficie nawadniać.

onet.pl

Kacper Kita w Mediach Narodowych

Kacper Kita w Mediach Narodowych / fot. You Tube / Media Narodowe

  • Gość “Raportu Geopolitycznego” omówił kwestię obserwatorów szczytu w Sofii. Jego zdaniem podkreśla ona ukierunkowanie Inicjatywy Trójmorza na zachód. Oznacza to również rosnący wpływ Niemiec w tym obszarze.
  • Kacper Kita widzi rolę Niemiec w obecnym ujęciu polityki Trójmorza dwutorowo. Z jednej strony widać akceptację państw Inicjatywy dla pozycji Niemiec w Europie. Z drugiej strony ekspert dostrzega chęć rywalizacji państw Trójmorza z zachodem Europy w formie zwartego bloku.
  • Redaktor “Nowego Ładu” skomentował również obecność i wypowiedź Joe Bidena podczas szczytu. Dodatkowo wspomniał o bieżących celach polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych w tym regionie.
  • Zobacz także: Zamieszki w RPA! Ludzi ogarnęło istne szaleństwo. Władze wysyłają wojsko przeciw szabrownikom [+WIDEO]

Na początku programu, Kacper Kita omawia szczyt Trójmorza w Sofii pod kątem zaproszonych na niego gości oraz obserwatorów. Wśród nich znalazły się delegacje takich państw jak Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Grecja i Japonia. Zdaniem eksperta szczyt w Sofii był jednoznaczną inicjatywą opartą o ramy Unii Europejskiej. Kita wyraźnie podkreśla ukierunkowanie Inicjatywy Trójmorza na zachód.

“Jest to inicjatywa w ramach Unii Europejskiej i wzmacniająca relacje transatlantyckie czyli przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi. Inicjatywa ta widocznie chce funkcjonować w ramach szeroko pojętego zachodu. Widzieliśmy od samego początku istnienia tej inicjatywy (…) po tym, że nie przyłączyły się do niej państwa takie jak chociażby Ukraina. To różniło Trójmorze od tego historycznego regionu Międzymorza”

– rozpoczął Kacper Kita.

Szczyt Trójmorza w Sofii akceptuje pozycję Niemiec w Europie?

W piątek gospodarz szczytu, prezydent Bułgarii Rumen Radew poinformował na konferencji prasowej, że prezydenci państw Inicjatywy Trójmorza przyjęli deklarację, wyrażającą wolę polityczną na rzecz współpracy w rozwijaniu regionu poprzez lepsze sieci energetyczne, transportowe, stymulowanie partnerstw publiczno-prywatnych i wprowadzanie innowacyjnych modeli rozwoju. Kita został zapytany, czy jest to oznaka chęci utworzenia przeciwwagi dla zachodu Europy, czy też efekt rosnącej ingerencji głównych państw zachodu Europy w ten projekt. Według eksperta “Nowego Ładu” należy rozpatrywać tą kwestię kompleksowo, jednak uważa, że pozycja Niemiec w regionie jest na tyle silna, że należy się z nią liczyć również w ramach Trójmorza.

“Myślę, że to jest próba jakiegoś kompromisu. To jest pogodzenie się z tym, że Niemcy są państwem numer jeden, że Niemcy są państwem dominującym w tym regionie. Jednocześnie jest to także próba występowania wobec Niemiec jako (…) pewien zwarty blok. Trójmorze chce być postrzegane przez Niemcy jako poważny partner. (…) Jest to próba integrowania tego regionu.”

– stwierdził ekspert.

Kita poruszył także kwestię przejmowania struktur Inicjatywy Trójmorza przez państwa zachodu Europy. Specjalista w dziedzinie geopolityki zauważył, że

“Państwa regionu Europy środkowej i wschodniej zrzeszone w tej inicjatywie Trójmorza po prostu są przez znaczą część establishmentu demo-liberalnego postrzegane są jako słabsze i mniej rozwinięte. (…) Mamy zagrożenie przejęcia tej inicjatywy przez instytucje unijne lub powołanie specjalnego sekretariatu, który miałby miejsce poza regionem Europy środkowej. Byłoby to protekcjonalne potraktowanie tej inicjatywy.”

– powiedział Kita.

Trójmorze w kręgu zainteresowań Stanów Zjednoczonych

W czasie rozmowy przyszedł również czas na poruszenie kwestii wirtualnej obecności na szczycie prezydenta USA Joe Bidena. Prezydent wypowiedział się na szczycie w następujący sposób:

“Wśród członków tej grupy istnieje niesamowity potencjał zwiększenia współpracy i więzi, co wzmocni bezpieczeństwo i dobrobyt w regionie i, mówiąc bez ogródek, przyniesie korzyści całemu światu. Stany Zjednoczone będą waszym niezawodnym partnerem”

– mówił Joe Biden.

Kacper Kita rozważał wypowiedziane przez prezydenta Stanów Zjednoczonych tych słów w kontekście polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych oraz interesów gospodarczo-militarnych. Zdaniem redaktora “Nowego Ładu”, polityka zagraniczna USA pod wodzą Bidena będzie opierała się bardziej na dystansowaniu inicjatywy Chin w tym regionie. Ekspert uważa, że pomimo podobieństw z Donaldem Trumpem co do poparcia dla Inicjatywy Trójmorza, Bidenowi aż tak mocno nie będzie zleżało na polityce tzw. “kordonu sanitarnego” dla zachodu. Obecna administracja Białego Domu stawia za priorytet wyparcie wpływów Chin z tego regionu. Zdaniem Kity, Biden planuje wykorzystać anty-chińskie nastroje części członków Inicjatywy. Mowa m.in. o sprzeciwie Litwy wobec tzw. chińskiego Jedwabnego Szlaku.

W dalszej części programu gość “Raportu Geopolitycznego” odpowiadał na pytania widzów. Całość nagrania dostępna jest na kanale Mediów Narodowych na You Tube.

Bp Kikuchi

Bp Kikuchi

  • Biskup Tokio ostrzega olimpijczyków, że ze względu na sytuację epidemiczną w Japonii nie będzie udzielana im posługa duszpasterska.
  • Zdaniem biskupa Tarcisio Isao Kikuchiego, nadrzędną zasadą kościoła tokijskiego w pandemii było: „Nie zarażać i nie pozwalać innym, by się zarażali”.
  • Kościół w Japonii w całości podporządkował się władzy świeckiej. Efektem tego jest przestrzeganie reżimu sanitarnego, a nawet promocja szczepień.
  • Zobacz także: Andrzej Duda był przeciwko wyborom kopertowym? “Ja tych wyborów nie chciałem”

Z relacji portalu Asia News dowiadujemy się, jaka jest decyzja biskupa Tarcisio Isao Kikuchi, w sprawie posługi duchownej podczas tegorocznej olimpiady. Biskup Tokio ostrzega olimpijczyków, że nie będzie dla nich przewidzianej posługi. Powodem jest sytuacja epidemiczna w regionie.

„Chcielibyśmy, aby każda parafia zajęła się duchowymi potrzebami przybywających do Japonii. Jednak w dzisiejszej sytuacji priorytetem pozostaje nieprzenoszenie choroby”

– powiedział hierarcha.

Według władz Japonia zmaga się obecnie z niedopuszczeniem do kolejnej „fali” wzrostu zachorowań na COVID-19. Dlatego konkurencje sportowe opóźnionych z powodu sytuacji epidemicznej Igrzysk Olimpijskich 2020 roku odbędą się bez udziału publiczności.

W myśl obostrzeń z 20 czerwca, liczba uczestników na nabożeństwach w Japonii została ograniczona do niewielkich grup zachowujących dystans i uprzednio „zarejestrowanych” w parafii. Osoby starsze i chorujące są zachęcane do pozostania w domach i uczestnictwa w modlitwie domowej. Spotkania parafialne mają odbywać się w trybie wirtualnym, a pomiędzy spowiednikiem a penitentem ma być zachowany szczególny dystans.

Biskup Tokio ostrzega olimpijczyków, by nie przychodzili do kościołów

Bp Kikuchi skierował bezpośredni apel do wybierających się na olimpiadę sportowców. Prosi by nie przychodzili do kościołów. Przypomniał, że naczelną zasadą Kościoła tokijskiego w pandemii było: „Nie zarażać i nie pozwalać innym, by się zarażali”.

Z ustaleń wynika, że tamtejszy kościół w pełni podporządkował się władzy świeckiej. Przyjmuje wszystkie rozporządzenia i promuje akcję szczepień. Duchowni z Japonii nie zamierzają jednak segregować wiernych ze względu na ich status zaszczepienia.

“Wszyscy wiemy, że program szczepień postępuje. Ja sam zostałem zaszczepiony, podobnie jak Ojciec Święty. Ale zasadniczo musimy sami zdecydować w tej sprawie. Ponadto nie rozważamy pomysłu uczynienia z tego kryterium, to jest, czy ktoś jest zaszczepiony czy nie, aby pozwolić na udział we Mszy Świętej”

– napisał bp Kikuchi.

dorzeczy.pl

Mark Brzeziński

Mark Brzeziński / fot. US Embassy Sweden Wikimedia Commons

  • Opóźniające się wyznaczenie nowego ambasadora USA w Warszawie spowodowane jest grą dyplomatyczną między Warszawą, a Waszyngtonem.
  • Wbrew informacjom płynącym z rządowych mediów, strona amerykańska nie zwleka z wyznaczeniem nowego dyplomaty. To strona polska, zdaniem Onetu, utrudnia całą procedurę.
  • Polski rząd wymaga od kandydata na ambasadora USA – Marka Brzezińskiego zrzeczenia się polskiego obywatelstwa. Brzeziński junior twierdzi, że takiego nie posiada i nie czuje się Polakiem. Jednak w myśl polskiego prawa, jest nim z racji obywatelstwa jego ojca Zbigniewa.
  • Zdaniem Onetu wymagania stawiane przez stronę polską są chęcią upokorzenia Brzezińskiego przed przyjazdem do Warszawy. Jest to ewidentny afront dyplomatyczny ze strony polskiej administracji.
  • Zobacz także: Bodakowski rysuje. Satyra na dziś: Pierwsze i ostatnie zdanie po polsku

Amerykańska placówka w Warszawie działa bez ambasadora już od pół roku. W styczniu z Polską pożegnała się Georgette Mosbacher, która reprezentowała w Warszawie ekipę Donalda Trumpa. Od tego czasu placówką dyplomatyczną USA kieruje Bix Aliu. Jest charge d’affaires, czyli ma niższy stopień dyplomatyczny od ambasadora. Jak wynika z ustaleń Onetu, bardzo możliwe, że polski rząd blokuje przyjazd nowego ambasadora.

Wbrew narracji prowadzonej przez media rządowe, strona amerykańska nie zwleka z wyznaczeniem nowego ambasadora w Warszawie. Nie jest tajemnicą, że kandydatem Białego Domu jest od wielu tygodni Mark Brzeziński, syn Zbigniewa Brzezińskiego, byłego doradcy prezydenta Jimmy’ego Cartera i najwyższego rangą Polaka w historii władz USA.

Polski rząd blokuje przyjazd nowego ambasadora USA

Zdaniem Onetu, to polskie władze blokują przyjazd nowego ambasadora do stolicy Polski. Według dwóch znających sprawę źródeł dyplomatycznych polski rząd nie chce udzielić Markowi Brzezińskiemu agreement, czyli dyplomatycznej zgody na objęcie stanowiska ambasadora. Bez takiej zgody przyjazd żadnego ambasadora nie jest możliwy. Zgodnie z protokołem dyplomatycznym bez tej zgody Biały Dom nie może nawet ogłosić oficjalnie, że Brzeziński jest kandydatem Bidena na ambasadora.

Według stanowiska rządu, ten nie udzieli rzeczonej zgody dla przyszłego ambasadora USA, jeśli nie zrzeknie się on obywatelstwa polskiego. Według informacji Onetu, taki warunek wprawił w osłupienie zarówno władze USA, jak i samego Marka Brzezińskiego.

W odpowiedzi Brzeziński miał przekazać władzom w Warszawie, że nie ma polskiego obywatelstwa. Okazało się jednak, że rząd PiS ma własną interpretację w tej kwestii. Polskie władze twierdzą, że Brzeziński ma obywatelstwo RP z mocy prawa, gdyż jego ojciec Zbigniew Brzeziński był przed II wojną światową obywatelem RP.

Władze w Warszawie nie przyjęły oświadczenia Brzezińskiego

Warszawa nie uznała tłumaczenia Brzezińskiego, że nigdy nie ubiegał się o polskie obywatelstwo i nigdy nie czuł się Polakiem. Władze w Warszawie przywołują ustawę o polskim obywatelstwie, według której obywatelem RP jest każda osoba, której co najmniej jedno z rodziców jest lub było Polakiem. A polski obywatel nie może być ambasadorem obcego kraju w Polsce.

Polskie władze chcą więc, by Brzeziński zrzekł się polskiego obywatelstwa, składając wniosek o to do prezydenta Andrzeja Dudy. Brzeziński na razie odmawia. Sytuacja jest więc patowa

Formalnie polska strona ma rację. Chociaż w praktyce zachowanie Warszawy jest wrogie i według naszych rozmówców w USA wskazuje raczej na chęć upokorzenia Brzezińskiego przed przyjazdem. Zdaniem Onetu, polski rząd celowo blokuje nowego ambasadora USA. Opóźnianie wydania agreement jest bowiem w świecie dyplomacji postrzegane jako poniżające dla kandydata, a wymaganie od amerykańskiego dyplomaty, by składał osobistą prośbę do polskiego prezydenta, jest krokiem niespotykanym.

Kim jest Mark Brzeziński?

Mark Brzeziński urodził się w USA w 1965 r. Od wielu lat związany jest z Partią Demokratyczną (jego brat Ian związany jest z Republikanami, a ich siostra Mika jest jedną z najlepiej znanych dziennikarek TV w USA). Był już również ambasadorem USA — w latach 2011-2015 reprezentował Biały Dom w Szwecji.

Z wykształcenia jest prawnikiem. W 2008 r. był doradcą ds. polityki zagranicznej w kampanii prezydenckiej Baracka Obamy. Już wówczas był przez Obamę rozważany na ambasadora w Polsce, ostatecznie wyjechał do Szwecji. Mark Brzeziński mówi po polsku, jest autorem wielu publikacji dotyczących Polski, Rosji oraz regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Na Uniwersytecie Oksfordzkim obronił pracę doktorską o przeobrażeniach konstytucyjnych w Polsce.

onet,pl