Szczepionka na COVID-19

Szczepionka przeciw COVID-19 / Fot. pixabay

  • Według informacji ukraińskiego resortu zdrowia, zgon 47-latka nie musiał być spowodowany szczepieniem. Ministerstwo Zdrowia podaje, że preparatem z tej samej fiolki zaszczepiono jeszcze pięć innych osób.
  • Zgodnie z prawem, w sprawie zgonu mężczyzny wszczęto śledztwo. Komunikat wydał także Pfizer, którego preparatem zaszczepiono zmarłego pacjenta.
  • Koncern farmaceutyczny zaznacza, że w tej chwili nie udowodniono żadnego związku między szczepieniem, a zgonem mężczyzny. Pfizer złożył kondolencje rodzinie zmarłego 47-latka.
  • Zobacz także: Spór wokół ustawy lex Izera. Pseudoekolodzy blokują rozwój elektrycznych aut

Jak podano śmierć może nie mieć żadnego związku z przyjętą chwilę wcześniej szczepionką. Pięć osób, które zostało zaszczepiono z tej samej fiolki co mężczyzna, który zmarł, było w dobrym stanie. Jednak zgodnie z obowiązującym prawem, zgon 4 godziny po szczepieniu należy zgłosić.

Zgon 4 godziny po szczepieniu należy wyjasnić

Stwierdzono, że zgodnie z prawem ukraińskim i międzynarodowymi standardami organizacji nadzoru nad bezpieczeństwem farmakoterapii w zakresie zdarzeń niepożądanych po szczepieniach, każdy zgon, który nastąpił w ciągu 30 dni od szczepienia musi zostać zbadany.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

W związku ze sprawą Pfizer wydał oświadczenie. W opinii koncernu, zgon 4 godziny po szczepieniu nie musi być spowodowany szczepieniem.

“Nasze myśli są z pogrążoną w żałobie rodziną. Bardzo poważnie podchodzimy do zdarzeń niepożądanych, które są potencjalnie związane z naszą szczepionką COVID-19, BNT162b2. W tej chwili zwracamy uwagę, że w tym przypadku nie ustalono żadnego związku przyczynowego” – czytamy.

“Do tej pory ponad 400 milionów ludzi na całym świecie zostało zaszczepionych naszą szczepionką. Ważne jest, aby zauważyć, że poważne zdarzenia niepożądane, które nie są związane ze szczepionką, niestety mogą wystąpić z podobną częstotliwością, jak w populacji ogólnej” – dodano.

Zaszczepieni Ukraińcy mogą otrzymać certyfikat w formie cyfrowej albo papierowej. Oprócz informacji o zakończonym szczepieniu, władze zamieszczą tam też dane dotyczące wyniku testu PCR i przebytej choroby COVID-19. Certyfikat ma obowiązywać 180 dni od przyjęcia ostatniej dawki szczepionki. Trwają negocjacje w sprawie uznania ukraińskich certyfikatów przez UE.

nczas.com

Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pixabay.com

  • Dane pochodzące ze źródła ourworldindata.org wskazują tempo oraz dynamikę szczepień w Europie. Zbieraniem danych zajmuje się zespół badawczy z Oxfordu.
  • Z danych wynika, że najwyższe tempo szczepień odnotowano na Malcie, w Danii i Holandii. Polska w tym zestawieniu zajmuje 13 miejsce.
  • Według danych resortu zdrowia, w pełni zaszczepionych jest już 17,5 mln Polaków. Jedną dawkę otrzymało łącznie niemal milion osób więcej. O informacjach donosi sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, Waldemar Kraska.
  • Zobacz także: Sondaż. Polski Ład korzystny dla Polaków? Sprawdź, co odpowiedzieli

Dane pochodzące ze źródła ourworldindata.org. Ukazują one procent populacji zaszczepionej pełną dawką. Statystyki ilustrują, gdzie w Europie tempo szczepień ma ciągle wysoką dynamikę. Zespół badawczy portalu zlokalizowany jest na Uniwersytecie Oxfordzkim i opiera się na oficjalnych danych rządowych. Naukowcy na bieżąco kontrolują i opisują tempo szczepień w Europie.

Z danych tych wynika, że najwyższe miejsce na liście najbardziej zaszczepionych krajów zajmują kolejno Malta (z praktycznie zakończonym programem szczepień), za nią Dania i Holandia. Polska znajduje się na 13. miejscu.

“W Polsce wskaźnik osób niedawno zadecydowanych na szczepienie – po pierwszej dawce szczepionki – wynosi 5,4 proc” – podsumowuje w prof. Marek Sanak z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik Zakładu Biologii Molekularnej i Genetyki Klinicznej.

Według środowych danych Ministerstwa Zdrowia pełną dawkę szczepienia otrzymało 17,5 mln Polaków. Jedną dawkę otrzymało 18,4 mln osób. Dzienna liczba szczepień wyniosła 73 200. Sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Waldemar Kraska poinformował w środę, że obecnie dziennie szczepi się ok. 40 tys. osób.

“Chcemy, żeby było zdecydowanie więcej” – dodał.

Tempo szczepień w Europie

Prof. Sanak dodaje, że “w Bułgarii w pełni zaszczepiono dopiero 15 proc. populacji, gorzej jest tylko w Bośni i Hercegowinie oraz w Kosowie. Jednak nawet w tych państwach wskaźnik nowo szczepiących się osób wynosi co najmniej 7,7 proc. Wolniejsze od Polski tempo szczepień jest obecnie w Rumunii – 3,8 proc., i na Węgrzech – 3,4 proc. nowo zaszczepionych. Przy czym w tym pierwszym kraju zaszczepiono dopiero jedną czwartą populacji, a na Węgrzech – ponad połowę”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Pytany o powody niskiego tempa szczepień w poszczególnych krajach, prof. Sanak odpowiada, że przyczyną są obawy przed niepożądanymi skutkami poszczepiennymi.

“Skoro nie ma w naszym kraju żadnych trudności z dostępem do szczepień przeciwko COVID-19, przyczyna tkwi prawdopodobnie w obawach przed niepożądanymi skutkami lub przekonaniu o własnej zdolności do samodzielnego zwalczenia zakażenia. Z kolei Węgrzy mogą się bać niezarejestrowanej w Unii Europejskiej rosyjskiej szczepionki Sputnik. Rumuni mieli ewidentne problemy z rozpoczęciem szczepień” – wylicza.

Prof. Sanak jest jednym z tych ekspertów, którzy uważają, że pandemia wygasa – co nie oznacza, że ludzie nie będą umierali na COVID-19. Mutujący wirus jest bowiem najgroźniejszy dla osób niezaszczepionych i tych, którzy na niego nie chorowali.

“Nadal wierzę, że pandemia wygasa. Przechodzi pod postacią sezonowych infekcji, coraz bardziej podobnych do “przeziębień” lub “gryp brzusznych”. Nadal będzie śmiertelność i 99 proc. spośród tych, którzy przegrają z chorobą, to osoby nieszczepione albo niechorujący już wcześniej na COVID-19″ – prognozuje prof. Sanak.

Jego zdaniem nawet jedna trzecia spośród osób, które nie chcą się zaszczepić, może nigdy nie zachorować na COVID-19.

polsatnews.pl

covid lgbt rysunek Jan Bodakowski

covid lgbt rysunek Jan Bodakowski / covid lgbt rysunek Jan Bodakowski


Przeszkoda dla eskalacji lewicowej tyrani są naturalne wspólnoty – związek kobiety i mężczyzny, rodzina, relacje towarzyskie, religia, naród, kultura. By zniszczyć te przeszkody, lewica niszczy wszelkimi sposobami naturalne wspólnoty.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marksiści freudyści ze szkoły frankfurckiej, a wcześniej np. rewolucjoniści francuscy, dostrzegli, że doskonałym instrumentem niszczenia naturalnych więzi społecznych jest demoralizacja – w wyniku której w jednostce wzbudza się niezdrowe żądze – dzięki czemu jednostka zaabsorbowana swoimi genitaliami nie dostrzega, że jest zniewalana.
Covidowy faszyzm spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem lewicy. Dzięki niemu zniszczono wiele naturalnych relacji społecznych. Ludzie zaprzestali kontaktów z rodzinami, nie mieli jak spotykać innych, przestali chodzić do kościoła i uczestniczyć w życiu kulturalnym. Dali się wyalienować, stali się nie zorganizowanymi jednostkami, które łatwiej pacyfikować niż zorganizowane grupy.

Tęczowym zależy na propagowaniu swoich zachowań szczególnie wśród młodych, których świeże ciała są atrakcyjne seksualnie. Badania wskazują, że niezdrowe pragnienia seksualne budzą się częściej u wyalienowanych młodych niż tych, którzy są zakorzenieni w grupie rówieśniczej. Korzystne dla tęczowej rewolucji jest więc to, by jak najwięcej młodych było osamotnionych – to, że zlikwidowano szkoły, zakazano wychodzenia z domów, uniemożliwiano utrzymywanie relacji rówieśniczych. Nie da się więc ukryć, że covidowy faszyzm odpowiedzialny za zniszczenie relacji społecznych jest zjawiskiem korzystnym dla tęczowych. Ta zależność może tłumaczyć przyczyny, dla których lewica i tęczowi tak ochoczo wsparli wszelkie przejawy covidowego faszyzmu.

covid lgbt rysunek Jan Bodakowski
covid lgbt rysunek Jan Bodakowski
Mark Brzeziński

Mark Brzeziński / fot. US Embassy Sweden Wikimedia Commons

  • W środę Waszyngton wskazał kandydata na nowego ambasadora USA w Polsce. Jest nim Mark Brzeziński.
  • Brzeziński jest synem polsko-amerykańskiego politologa Zbigniewa Brzezińskiego, który pełnił rolę doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji prezydenta Jimmy’ego Cartera.
  • Przyszły ambasador USA w Polsce był doradcą Billa Clintona ds. Europy Wschodniej. W latach 2011-2015 sprawował natomiast funkcję ambasadora USA w Szwecji.
  • Zobacz także: Węgry walczą z nielegalnymi imigrantami. Ponad 54 tys. zatrzymanych

W środę Biały Dom wskazał Marka Brzezinskiego jako kandydata do objęcia funkcji ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. Waszyngton wskazał nowego ambasadora, jednak jego kandydaturę musi zaakceptować Senat.

Mark Brzezinski urodził się 7 kwietnia 1965 roku w USA. Jest amerykańskim prawnikiem i dyplomatą. W administracji prezydenta Billa Clintona był doradcą ds. Europy Wschodniej. W latach 2011-2015 sprawował natomiast funkcję ambasadora USA w Szwecji.

Brzezinski biegle mówi po polsku. Jest synem polsko-amerykańskiego politologa Zbigniewa Brzezińskiego, który pełnił rolę doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji prezydenta Jimmy’ego Cartera.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wcześniej, jak informował Onet, kandydaturę Brzezinskiego miały blokować polskie władze. Przeszkodą miało być rzekome polskie obywatelstwo, co miało uniemożliwić mu zostanie dyplomatą obcego kraju w Polsce.

Polskie obywatelstwo miał jego ojciec Zbigniew Brzeziński. Zgodnie z naszym prawem, jeśli jedno z rodziców ma polskie obywatelstwo, to automatycznie otrzymuje je również dziecko.

Polski rząd zażądał więc od Marka Brzezinskiego, by ten zrzekł się polskiego obywatelstwa. Strona amerykańska – jak stwierdził Onet – uznała to za próbę poniżenia kandydata na ambasadora.

Według doniesień mediów, Brzezinski ma jeszcze w sierpniu przyjechać do Polski. Nie jest jednak jasne, kiedy kandydat administracji Bidena zostanie zatwierdzony przez Senat.

o m.in. przez blokadę procesu zatwierdzania nominacji dyplomatycznych przez republikańskiego senatora Teda Cruza w proteście przeciwko podejściu administracji Bidena do Nord Stream 2.

Choć Ted Cruz nie jest w stanie samodzielnie zablokować nominacji, jego sprzeciw może znacznie wydłużyć jej proces.

wp.pl polsatnews.pl

Donald Tusk

Donald Tusk / fot. flickr.com

  • Sondaż wykonany przez Instytut Pollster na zlecenie “Super Expressu” jednoznacznie wskazuje, że Polacy negatywnie oceniają powrót Donalda Tuska na stanowisko szefa PO.
  • Niemal połowa Polaków twierdzi, że źle się stało, że były premier wrócił na stanowisko szefa partii.
  • Eksperci uważają, że Donald Tusk kojarzy się Polakom z podniesieniem wieku emerytalnego i ucieczką do Brukseli. W tym zjawisku doszukują się wytłumaczenia wyników najnowszego sondażu.
  • Zobacz także: Były szef NFZ wyznaje: „Niepotrzebnie się zaszczepiłem”

O wynikach nowego sondażu Instytutu Badań Pollster poinformował w czwartek „Super Express”. Jak Polacy oceniają Donalda Tuska? Uczestników badania zapytano, czy to dobrze, że polityk wrócił do kierowania Platformą.

Polacy negatywnie oceniają Tuska

W ocenie aż 44 proc. respondentów źle się stało, że były premier wrócił do szefowania partią. Przeciwnego zdania jest 35 proc. ankietowanych. 21 proc. nie ma zdania na ten temat. Polacy jednoznacznie negatywnie oceniają powrót Donalda Tuska.

Wyniki sondażu skomentował poseł PO Jerzy Borowczak.

“Na tego biednego Tuska wylano wiele pomyj. Przypomina mu się, że uciekł do Brukseli, a pani Szydło to gdzie uciekła?! Też do Brukseli! Ale sądzę, że coraz więcej ludzi będzie popierało Tuska. Będziemy mieli dużą akcję spotkań z Donaldem i ta tendencja z sondażu jeszcze się odwróci” – mówi Jerzy Borowczak.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

W ocenie politologa profesora Kazimierza Kika Tusk płaci dziś cenę za lata swoich rządów.

“Tusk kojarzy się z podniesieniem wieku emerytalnego, czy ucieczką na stanowisko do Brukseli” – komentuje prof. Kik.

Kluczowe jest to, że Polska dzieli się na trzy części. Dla tej jednoznacznie anty-PiS wydaje się, że Tusk pokona Jarosława Kaczyńskiego. Po drugiej stronie jest część przeciwna, również bardzo jednoznacznie. I jest grupa ok. 20-30 proc., którzy nie są entuzjastami dawnej PO ani obecnego PiS. I oni przyczyniają się do tego wyniku” – tłumaczy prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Badanie zrealizowano przez Instytut Badań Pollster w dniach 30.07-2.08.2021 r. na próbie 1049 dorosłych Polaków.

tvp.info

Anglicy klęczą przed meczem

/ fot. You Tube/ Łączy nas piłka TV

  • O planach zawodników wszystkich 20 drużyn Premier League informuje portal Sky Sports. Gracze chcą klękać w nadchodzącym sezonie przed każdym meczem.
  • Ich decyzja jest gorąco wspierana przez władze ligi. Prezes Richard Masters przyznał, że dąży do usunięcia nierówności ze sportu.
  • Z powodu angażowania się w ruch BLM, zawodnicy drużyn Premier League i reprezentacji Anglii byli wygwizdywani przez kibiców.
  • Zobacz także: Irlandzcy biskupi sprzeciwili się rządowi. Chodzi o komunię świętą. “To nielogiczne”

Informację podał w środę portal Sky Sports. Według serwisu internetowego, w nadchodzącym sezonie piłkarze Premier League nadał będą klękać, aby „podkreślić swój sprzeciw wobec rasizmu”. Decyzja ta jest „z całego serca wspierana” przez Premier League, a piłkarze i sędziowie będą nosić na na koszulkach odznaki „No Room For Racism” (Nie ma miejsca dla Rasizmu).

Piłkarze na wyspach nadal będą klękać w imię poprawności politycznej

Gracze Premier League poinformowali o tym w oświadczeniu.

„Czujemy teraz, bardziej niż kiedykolwiek, że ważne jest, abyśmy nadal klękali, wyrażając symbol naszej jedności przeciwko wszelkim formom rasizmu.” – napisali.

„Jesteśmy zdecydowanie zaangażowani w nasz jedyny cel, jakim jest wykorzenienie uprzedzeń rasowych, gdziekolwiek one istnieją, aby doprowadzić do globalnego społeczeństwa integracji, szacunku i równych szans dla wszystkich.” – dodali zawodnicy w swoim oświadczeniu.

„Premier League, nasze kluby, zawodnicy i sędziowie od dawna angażują się w walkę z rasizmem i wszelkimi formami dyskryminacji. Po spotkaniu kapitanów naszych klubów to zbiorowe zaangażowanie zostało potwierdzone, a Premier League będzie nadal wspierać silny głos graczy w tej ważnej sprawie. Rasizm w jakiejkolwiek formie jest niedopuszczalny, a „No Room For Rasism” jasno określa nasze stanowisko zerowej tolerancji. Premier League będzie nadal współpracować z naszymi klubami, zawodnikami i partnerami piłkarskimi, aby wprowadzić namacalne zmiany w celu usunięcia nierówności z naszej gry.”- powiedział prezes Premier League, Richard Masters.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Gracze z Anglii zostali wygwizdani przez różnych kibiców, gdy klękali w meczach towarzyskich przed Euro 2020. Podobna sytuacja miała miejsce także w trakcie finału rozgrywek. Mimo niezadowolenia kibiców, piłkarze nadal będą klękać w imię poprawności politycznej.

Również piłkarze Irlandii zostali wygwizdani podczas meczu towarzyskiego z Węgrami. Kibicom nie spodobało się klęczenie przed meczem w geście solidarności z BLM.

Buczenie było wyraźnie słyszalne na stadionie w węgierskiej stolicy tuż przed inauguracją meczu towarzyskiego. Piłkarze reprezentacji Irlandii klęknęli w geście solidarności z ruchem Black Lives Matter. W tym czasie piłkarze reprezentacji Węgier wskazali na swoje rękawy, na których widniało logo kampanii „Respect” UEFA.

kresy.pl

TVN

TVN / Fot. You Tube/tevebits

  • Amerykańscy politycy ponownie upominają Polskę w liście dotyczącym Lex TVN. Wzywają polski rząd do wstrzymania prac nad projektem ustawy. W ich opinii legislacja może wpłynąć na długotrwałe relacje na linii Polska-USA.
  • Senatorowie zasiadający na Kapitolu zaniepokojeni są “erozją demokracji” w Polsce. Odnoszą się bezpośrednio do projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji.
  • Pod dokumentem podpisali się między innymi Chris Murphy oraz Jim Risch, przewodniczący polskiego koła w Senacie, którzy dotąd byli naszymi sojusznikami w Waszyngtonie. 
  • Zobacz także: Zabytkowy kościół w Bierdzanach owinięty folią. O co chodzi?

Amerykańscy senatorowie zabrali głos w sprawie Lex TVN. Pismo wystosowane przez polityków napisano ponad partyjnymi podziałami.

“Wzywamy polski rząd do wstrzymania się przed podjęciem jakichkolwiek działań, które mogłyby wpłynąć na nasze długotrwałe relacje” – napisali autorzy listu. Mowa w nim jest o stacji TVN, relacjach polsko-amerykańskich.

Grupa senatorów z komisji spraw zagranicznych we wspólnym oświadczeniu uprzedza polski rząd. Amerykanie ostrzegają przed przyjęciem ustawy medialnej, która ich zdaniem dyskryminuje amerykańskich właścicieli stacji TVN. Jak stwierdzili, przyjęcie tego prawa może negatywnie odbić się na relacjach handlowych i obronnych.

Amerykańscy senatorowie zabrali głos ws. “erozji demokracji” w Polsce

W oświadczeniu senatorowie dali wyraz zaniepokojeniu “erozją demokracji” dokonywaną przez polski rząd. Ich zdaniem przejawia się ona ostatnio poprzez “wysiłki zmierzające do podważenia niezależnych mediów”.

Odnieśli się w ten sposób do zgłoszonej w sejmie noweli ustawy medialnej oraz niepewnego losu przedłużenia koncesji dla telewizji TVN.

“To prawo, jeśli zostanie przyjęte, stanowiłoby dyskryminację przeciwko spółkom spoza UE i prawdopodobnie zmusiło do wyjścia z Polski ważnego inwestora z USA zatrudniającego kilka tysięcy osób” – oświadczyli politycy, nawiązując do firmy Discovery, będącej właścicielem TVN-u.

“Jakakolwiek decyzja, by wcielić to prawo w życie może mieć negatywne konsekwencje dla obronnych, biznesowych i handlowych relacji” – dodali, apelując do Warszawy o zastanowienie się przed działaniem mogącym mieć wpływ na relacje USA i Polski.

Lex TVN powodem do krytyki Polski

Pod dokumentem podpisali się między innymi Chris Murphy oraz Jim Risch, przewodniczący polskiego koła w Senacie. Politycy byli dotąd naszymi sojusznikami w Waszyngtonie. Zaznaczyli, że Polska podjęła w ostatnim czasie decyzje, które nie odzwierciedlają wspólnych wartości, które leżą u podstaw naszych stosunków dwustronnych.

Projekt złożony przez posłów PiS przewiduje, że “koncesja na rozpowszechnianie programów radiowych i telewizyjnych może być udzielona osobie zagranicznej, której siedziba lub stałe miejsce zamieszkania znajduje się w państwie członkowskim Europejskiego Obszaru Gospodarczego, pod warunkiem, że taka osoba zagraniczna nie jest zależna od osoby zagranicznej, której siedziba lub stałe miejsce zamieszkania znajduje się w państwie niebędącym państwem członkowskim Europejskiego Obszaru Gospodarczego”.

W debacie publicznej często padają oceny, że projekt jest skierowano przeciwko stacji TVN. Rozgłośnia jest obecnie w trakcie rozmów z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji w sprawie przedłużenia koncesji. Właścicielem TVN jest amerykański koncern Discovery, ale zarządza stacją za pośrednictwem spółki Polish Television Holding BV, zarejestrowanej w Holandii.

rmf24.pl

BRZESKO KONFERENCJA WICEPREMIERA GOWINA

BRZESKO KONFERENCJA WICEPREMIERA GOWINA / PAP/Łukasz Gągulski

  • Decyzję o odwołaniu wiceminister rozwoju Anny Korneckiej potwierdził w środę rzecznik rządu Piotr Mueller. Jak podał, powodem odwołania Korneckiej z funkcji podsekretarza stanu w MRPiT jest niezadawalające tempo prac nad kluczowymi ustawami.
  • Kornecka odpowiedziała na Twitterze. Twierdzi, że jej głównym zadaniem jest obrona polskich interesów. Była już wiceminister rozwoju nie żałuje swojej decyzji.
  • Według informacji “Rz”, PiS traci cierpliwość do Porozumienia. Zdaniem komentatorów gazety, sytuacja staje się krytyczna, a Jarosław Gowin zostanie postawiony przed prostym wyborem.
  • Zobacz także: „Te 200 mln niech minister wsadzi sobie w d***”. Kołodziejczak ostro do dziennikarki TVP [+WIDEO]

W środę rzecznik rządu Piotr Mueller poinformował, że premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję o odwołaniu Anny Korneckiej z funkcji podsekretarza stanu w MRPiT. PiS traci cierpliwość do Porozumienia?

“Powodem jest zdecydowanie niezadowalające tempo prac nad kluczowymi projektami Polskiego Ładu w zakresie ułatwienia budowy domów 70 m2 oraz zakupu mieszkań bez wkładu własnego” – przekazał Mueller za pośrednictwem Twittera.

Na decyzję premiera zareagowała Kornecka.

“Wchodząc do rządu miałam jeden cel: bronić polskich przedsiębiorców. Nie ma zgody na drastyczne podnoszenie dla nich podatków i danin. Nie żałuję, że zapłaciłam za to dymisją. Dalej będę pracować na rzecz tych, dzięki którym Polska się rozwija – pracować tak, jak całe Porozumienie” –napisała była już wiceminister rozwoju.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

PiS traci cierpliwość do partii Gowina

Według informacji dziennika “Rzeczpospolita”, dymisja Korneckiej ma związek z jej wtorkową wypowiedzią w TVN24. Stwierdziła w niej, że Polski Ład oznacza znaczną podwyżkę podatków. Według ustaleń gazety, te słowa miały wywołać wściekłość wśród polityków PiS.

“Cierpliwość w przypadku Korneckiej się skończyła, w przypadku Gowina też się kończy” – powiedział “Rz” rozmówca z PiS.

Zdaniem komentatorów “Rz”,  sytuacja w Zjednoczonej Prawicy “staje się powoli krytyczna”. Źródła w centrali PiS przy Nowogrodzkiej, na które powołuje się gazeta mówią, że Gowin ma wybór. Ultimatum brzmi: albo zostaje w koalicji na zasadach PiS i będzie lojalnie popierał Polski Ład, albo się z rządem pożegna.

Mimo wszystko dymisja Korneckiej nie musi oznaczać rozpadu Zjednoczonej Prawicy. Rozmówcy “Rzeczpospolitej” zwracają uwagę, że z rządem musiał pożegnać się wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski, co nie doprowadziło do końca obecności Solidarnej Polski w koalicji.

dorzeczy.pl

Polski samochód elektryczny Izera

Polski samochód elektryczny Izera / Fot. Twitter

  • Wokół budowy fabryki ElectroMobility Poland, gdzie będą wytwarzane samochody elektryczne Izera narosło wiele sporów i nieporozumień
  • Greenpeace Poland oraz politycy Polski 2050 sprzeciwiają się specustawie lex Izera, która wpłynęła do sejmowej kancelarii
  • Tereny pod Jaworznem otrzymały negatywną ocenę środowiskową od Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, który uznał podany obszar za niezdatny
  • Zobacz także: USA zwracają Irakowi starożytne skarby skonfiskowane po inwazji

Do polskiego parlamentu wpłynęła ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych ze specjalnym przeznaczeniem gruntów leśnych, zwana Lex Izera. Środowiska uznające siebie za proekologiczne oraz Polska 2050 Szymona Hołowni uważają, że wycinka lasów pod budowę fabryki samochodów elektrycznych Izera firmy ElectroMobility Poland poniesie za sobą wielkie szkody dla środowiska.

Producent Izery podkreśla w swoich oświadczeniach, że w zamian za częściowo zdegradowane tereny leśne, Jaworzno przekaże Lasom Państwowym znacznie lepsze odcinki lasu. Co więcej, państwowa spółka ma żal o to, że przedstawia się ich jako głównych wrogów lasów, gdy sami są beneficjentami zaledwie 1/4 z 1250 hektarów, których dotyczy specustawa.

Rada Ministrów, za pomocą Ministerstwa Klimatu, nawet nie ukrywa, że procedowany projekt jest specustawą, a problem, jaki ma rozwiązać, w istocie dotyczy wyłącznie dwóch miast, kilku firm i ich inwestycji

– powiedział senator Jacek Bury z Polski 2050.

Specustawa dotyczy w zasadzie obszarów w Jaworznie i w rejonie Stalowej Woli. W pierwszym przypadku mamy jednak bardziej konkretne i interesujące wskazanie inwestycyjne, więc do ustawy przyklejono nazwę Lex Izera.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Greenpeace na drodze polskiego rozwoju gospodarczego

Na drodze polskiego rozwoju przemysłowego oprócz przedstawicieli opozycji stoją również przedstawiciele zagranicznej organizacji pseudoekologicznej Greenpeace. Nie zamierzają oni wspierać jednego z elementu Zielonego Ładu jakimi są teoretycznie wolne od zanieczyszczeń pojazdy elektryczne. Ich zdaniem nie można wycinać niewielkich części lasów pod budowę odpowiednich fabryk.

W sytuacji, gdy wiele regionów w Europie, w tym w Polsce, doświadcza katastrofalnych skutków ekstremalnych zjawisk pogodowych, nie można poświęcać lasów i w ich miejscu budować fabryk czy zakładów przemysłowych. Rozwój jest ważny, ale nie można go dokonywać kosztem przyrody

– podkreśliła Anna Anna Ogniewska z Greenpeace Polska, ekspertka z Koalicji Klimatycznej..

Przedstawiciele ElectroMobility Poland wyjaśniają, że przejęte tereny pod Jaworznem należały kiedyś do okręgu przemysłowego. Pomimo podejmowanych prób zalesienie nie powodziło się, ze względu na zanieczyszczenie gleby.

W niedalekiej przeszłości był to obszar bardzo intensywnej działalności przemysłowej. Na dużej części znajdowały się osadniki kopalniane, a kilkudziesięcioletni proces jego rekultywacji w tzw. kierunku leśnym, niestety, nie zakończył się sukcesem. Zadrzewienia na terenie planowanej inwestycji należą do kategorii ochronności: ‘trwale uszkodzone na skutek działalności przemysłowej w miastach i wokół miast’. Na analizowanym terenie i w jego sąsiedztwie brak jest form ochrony przyrody, przy równoczesnym występowaniu drzew bardzo silnie zdegradowanych, uszkodzonych i o wtórnym pochodzeniu. Potencjał siedliskowy tego obszaru jest niski

– czytamy w przesłanym przez ElectroMobility Poland fragmencie opinii środowiskowe.

Zielone światło od Dyrektora Ochrony Środowiska

Warto zwrócić również w tej sprawie uwagę na opinię Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, który wydając pozwolenie na wycinkę lasu pod budowę fabryki Izery wziął pod uwagę wiele czynników, które klasyfikują podany teren za niezdatny do dalszej rekultywacji. Ponadto na podanym obszarze nie odnaleziono chronionych gatunków roślin.

Roślinność rzeczywistą stanowią głównie ubogie siedliska leśne powstałe na ogół na gruntach przekształconych w wyniku działalności górniczej – w znacznej części zrekultywowanych po zakończonej eksploatacji powierzchniowej piasku

– informuje RDOŚ w przedstawionym wywiadzie środowiskowym, podkreślając, że rośliny na tym terenie są silnie zdegradowane.

Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wskazuje, że istnieje potrzeba rekompensaty zalesionego terenu, na którym ma stanąć fabryka. Poinformowano jednak, że zarządca Jaworzna przedstawił już pewne plany, zalesienia innych terenów.

ElectroMobility Poland także zapowiada, że we wrześniu przedstawi działania, jakie planuje wykonać dla kompensacji drzewostanu, utraconego ze względu na budowę fabryki.

wnp.pl

Polski Ład

Polski Ład / fot. You Tube/ polsatnews.pl

  • Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia rozwiązania podatkowe zawarte w Polskim Ładzie. Sondaż wykonany przez United Surveys na zlecenie RMF FM oraz “DGP” ukazuje stosunek Polaków do planu odbudowy po pandemii COVID-19.
  • Najwięcej entuzjastów rewolucji podatkowej, która ma pojawić się w Polskim Ładzie, jest wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości. 
  • Polski Ład nie zachwycił najmłodszych. W grupie osób od 18 do 29 roku życia 89 proc. badanych ocenia go krytycznie. W przypadku respondentów z grupy wiekowej 40-49 wskazania negatywne stanowią aż 84 proc. 
  • Respondentom najbardziej podoba się pomysł podniesienia kwoty wolnej od podatku do 30 tysięcy złotych.
  • Zobacz także: Słomka: Kaczyński chodził na rauty do ambasady Związku Radzieckiego [NASZ WYWIAD]

Ponad 54 proc. Polaków nie wierzy w to, że rozwiązania podatkowe zawarte w Polskim Ładzie będą dla nich korzystne. Czy Polski Ład będzie faktycznie korzystny dla Polaków, jak mówi to polski rząd? Sprawdź wyniki sondażu.

Ocena rozwiązań podatkowych w Polskim Ładzie

“Czy wierzy Pan/Pani, że rozwiązania podatkowe zawarte w Polskim Ładzie będą korzystne dla Pana/Pani?” – to pierwsze pytanie, które zadano uczestnikom badania dla RMF FM i “DGP”. Odpowiedź “zdecydowanie tak” wybrało zaledwie 7,5 proc. badanych, a “raczej tak” – 28,7 proc. 

Jednoznacznie negatywną ocenę rządowych propozycji wyraziło 22 proc. respondentów, a opcję “raczej nie” wybrało 32,8 proc. 9 proc. uczestników badania nie ma jasnego stanowiska w tej sprawie.

Najwięcej entuzjastów rewolucji podatkowej, która ma pojawić się w Polskim Ładzie, jest wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości – 81 procent. Pozytywnie rządowy program ocenia też 46 proc. elektoratu Konfederacji i 40 proc. osób, które głosowały na PSL i Kukiz’15. 

Krytycznie propozycje z Polskiego Ładu ocenia 85 proc. wyborców Lewicy i tyle samo sympatyków Koalicji Obywatelskiej. 

Polski Ład nie jest korzystny dla najmłodszych Polaków. W gronie osób od 18. do 29. roku życia 89 proc. badanych ocenia go krytycznie. W przypadku respondentów z grupy wiekowej 40-49 wskazania negatywne stanowią aż 84 proc. 

Dobrze Polski Ład ocenia 55 proc. osób w wieku od 60 do 69 lat i 58 proc. osób, które mają 70 i więcej lat. 

Polski Ład nie korzystny dla Polaków z dużych miast

Badanie pokazuje, że Polski Ład nie podoba się mieszkańcom dużych miast, osobom z wyższym wykształceniem i prowadzącym własną działalność gospodarczą – w każdej z tych grup jest ponad 70 procent jego przeciwników. Podobnie jest wśród najbogatszych i zwolenników opozycji.

Osoby biorące udział w sondażu zapytano też o to, które propozycje podatkowe zawarte w Polskim Ładzie powinny wejść w życie. 

Za podwyższeniem kwoty wolnej od podatku do 30 tys. złotych jest 72,7 proc. badanych. Podwyższenia progu podatkowego z 85 tys. zł do 120 tys. zł chce 63,7 proc. respondentów. Dużo mniejsze poparcie (35,2 proc.) ma wśród uczestników badania pomysł zniesienia odliczenia składki zdrowotnej od podatku. 

Zmiana zasad płacenia składki zdrowotnej przez przedsiębiorców zaproponowana w Polskim Ładzie zyskała poparcie 37,7 proc. respondentów. 

Badanie zostało przeprowadzone 30 lipca na grupie 1000 osób metodą CATI. 

rmf24.pl