Kilkanaście sieci handlowych w Niemczech połączyło siły i planuje kampanię reklamową, propagującą szczepienia przeciw COVID-19.
Kampania będzie skierowana przede wszystkim do miejscowości o niskim poziomie wyszczepienia.
Handlowcy mają nadzieję, że uda im się przekonać sceptyków i niezdecydowanych. Przedsiębiorstwa obawiają się ponownego zamknięcia gospodarki spowodowanego wzrostem zachorowań na COVID-19.
Niebawem w Niemczech preparaty przeciw koronawirusowi mogą być dostępne również w popularnych sieciach supermarketów. Szczepionki dostępne w supermarketach mają zachęcić do poddawania się tej procedurze medycznej.
Do tej pory 51,75 mln Niemców zostało zaszczepionych conajmniej jedną dawką szczepionki.
„To zdecydowanie za mało, aby uniknąć czwartej fali. Dzięki ogólnokrajowej kampanii kilkanaście dużych sieci handlowych będzie zachęcać do szczepień” – informuje „Die Welt”.
W witrynach sklepów mają pojawić się plakaty reklamujące akcję, a także broszury w różnych językach oraz kampanie w mediach społecznościowych. Twarzą tej akcji będzie piłkarz Emre Can.
Kampania będzie skierowana przede wszystkim do miejscowości o niskim poziomie wyszczepienia.
„Powinna rozpocząć się wszędzie tak szybko, jak to tylko możliwe. Pracujemy intensywnie nad jej wdrożeniem” – zapewniają inicjatorzy akcji.
Szczepionki dostępne w supermarketach i sklepach odzieżowych
Akcję sfinansują zaangażowane w nią sieci spożywcze (m.in. Aldi, Lidl, Kaufland, Edeka), a także sklepy odzieżowe i obuwnicze (m.in. Deichmann, Kik, S.Oliver), sieć domów towarowych Galeria Karstadt Kaufhof, dostawca elektroniki Mediamarkt Saturn, księgarnie, a także zarządcy centrów handlowych ECE i Unibail Rodamco.
“Podmioty te „łączy obawa przed ewentualnym nowym okresem zamknięcia, wymuszonym przez czwartą falę pandemii” – podkreśla „Die Welt”.
Gazeta dodaje że pogorszyłoby on sytuację wielu firm, które dopiero co zaczęły obserwować u siebie nieznaczne ożywienie działalności.
“Po dwóch beztroskich miesiącach letnich perspektywa czwartej fali pogarsza nastroje firm – przyznają przedstawiciele stowarzyszenia handlowców z Brandenburgii, cytowani przez gazetę. – To, czy można otwierać sklepy czy restauracje, nie może być uzależnione wyłącznie od liczby zakażeń. Rząd krajowy musi również brać pod uwagę obłożenie łóżek szpitalnych i wysiłki podejmowane przez konkretne firmy dla ochrony jej klientów, gości i, co również istotne, pracowników” – podkreślił szef brandenburskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Carsten Christ.
Zdaniem HDE “oferty szczepień planowane przez handlowców powinny być realizowane przez przeszkolony personel w ścisłej współpracy z lokalnymi władzami zdrowotnymi” – dodaje “Die Welt”.
W niektórych centrach handlowych akcje szczepień przeprowadzano już wcześniej. Możliwość zaszczepienia się mieli też kibice przed i po meczu Dynama Drezno z FC Ingolstadt.
Handlowcy mają nadzieję, że uda im się przekonać sceptyków i niezdecydowanych.
“Firmy detaliczne zaangażowane w tę kampanię mają codziennie kontakt z ponad 40 milionami klientów. Celem akcji jest edukowanie i motywowanie, ponieważ tylko dzięki skutecznej kampanii szczepień możemy na stałe wrócić do normalności” – podkreślił szef HDE Stefan Genth.
Inicjatywę poparło ministerstwo zdrowia. Minister zdrowia Jens Spahn, ocenił, że “w przypadku wariantu Delta oraz okresu jesienno-zimowego liczy się każda szczepionka.”
O swojej decyzji Ociepa poinformował na konferencji prasowej w Sejmie. Zaznaczył, że nie brał udziału w porannym posiedzeniu zarządu Porozumienia, który podjął decyzję o opuszczeniu Zjednoczonej Prawicy i powstaniu koła parlamentarnego Porozumienia. Dymisja wiceministra MON jest wyrazem solidarności z liderem ugrupowania.
Ociepa zaznaczył, że najpierw będzie musiał zapoznać się z decyzją zarządu, żeby zdecydować, czy zostaje w klubie PiS. Podkreślił, że był zwolennikiem pozostania Porozumienia w Zjednoczonej Prawicy. Na przestrzeni „przynajmniej ostatniego roku na różnych etapach perturbacji koalicyjnych” pełnił on rolę mediatora.
Zaznaczył, że starał się budować porozumienie między członkami ZP, bo ma konserwatywne poglądy i uważa, że dotychczasowa większość parlamentarna i rząd „był i jest najlepszy z możliwych” dla Polski.
Ociepa oświadczył, że jego dymisja to gest solidarności z Jarosławem Gowinem. Obaj zostali powołani do rządu na mocy umowy koalicyjnej z PiS. Dymisja wiceministra MON może pociągnąć za sobą kolejne rozstania członków Porozumienia z administracją rządową.
“Jeśli chodzi o przyszłość, to wszystko będziemy musieli zważyć: – powiedział Ociepa.
Podkreślił, że on sam był przeciwny ultimatum postawionemu w ostatnią sobotę PiS przez zarząd Porozumienia.
Marcin Ociepa zajmował stanowisko wiceministra MON od grudnia 2019 roku.
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/EPA/AHMAD YUSNI. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Ministerstwo Zdrowia przedstawiło najnowsze dane dotyczące zakażeń COVID-19. W środę odnotowano 198 nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Ostatniej doby w szpitalach zmarło czworo pacjentów z COVID-19.
Najwięcej nowych zakażeń odnotowano na Mazowszu oraz na Śląsku.
Resort zdrowia podaje również dane dotyczące obłożenia miejsc szpitalnych i wykorzystania sprzętu medycznego.
zachodniopomorskiego (8), opolskiego (6), podlaskiego (5), świętokrzyskiego (5), kujawsko-pomorskiego (3), lubuskiego (2). 10 zakażeń to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną.
Waldemar Kraska był gościem Telewizji Republika. W wywiadzie dla tej stacji, wypowiedział się na temat ewentualnych obostrzeń podczas tzw. czwartej fali zachorowań na COVID-19.
Zdaniem wiceszefa resortu zdrowia, rozmiar i rodzaj wprowadzanych restrykcji będzie to zależał od regionu i skali zaszczepienia mieszkańców.
Kraska zauważył, że COVID dotknie głównie osoby niezaszczepione. Jego zdaniem naturalne jest to, że jesienią nastąpi wzrost zakażeń.
Kraska mówi o potencjalnie nadchodzących restrykcjach. Wiceszef Ministerstwa Zdrowia został zapytany o scenariusze rozważane na wypadek, gdyby liczba zakażeń znacznie wzrosła. Kraska powiedział, że rozmiar i rodzaj wprowadzanych restrykcji będzie to zależał od regionu i skali zaszczepienia mieszkańców. Według wiceministra zdrowia obostrzenia będą wprowadzane regionalnie.
Kraska o nadchodzących restrykcjach
“Być może w tych województwach, gdzie będzie dużo nowych zakażeń będą wprowadzane jakieś obostrzenia” – zaznaczył polityk, jednak wykluczył ogólnokrajowy lockdown.
Według niego nie mówi się o zamknięciu całej gospodarki.
“To jest niestety zabójcze dla gospodarek i wiemy, że kolejny lockdown w Polsce miałby ujemne skutki gospodarcze” – podkreślił.
Wiceminister stwierdził też, że w województwach, gdzie odsetek zaszczepionych będzie niższy, więcej osób trafi do szpitali.
Dodał, że już teraz resort przygotowując plan na jesień rozważa, by tam właśnie zwiększyć liczbę łóżek szpitalnych.
Ponadto Kraska zauważył, że covid dotknie głównie osoby niezaszczepione. Jego zdaniem naturalne jest też że jesienią nastąpi wzrost zakażeń.
“To dobre środowisko dla każdego wirusa, również dla koronawirusa. Na pewno zakażeń będzie więcej” – powiedział.
Dodał, że siła czwartej fali zależy od społeczeństwa. – Jeżeli nie zaszczepimy się w następnych tygodniach w dużej liczbie, to niestety tych nowych przypadków będzie stosunkowo wiele – ostrzegł powołując się na prognozy ekspertów, które pokazują, że jeśli tempo szczepień nie przyspieszy, to dzienna liczba zakażeń może dojść jesienią do 14-15 tys.
“Jeżeli te szczepienia będą na tym poziomie co w tej chwili – nie jest to jakiś szał – to myślę, że tych nowych przypadków dziennie może być od 14 do 15 tys.” – powiedział.
“Jest także optymistyczna prognoza, która mówi, że przy dużej liczbie zaszczepionych w najbliższych tygodniach, tych dziennych przypadków może być około tysiąca” – wyjaśnił.
Wiceminister przyznał jednocześnie, że jest zwolennikiem dobrowolnych szczepień.
Ocenzurowane przez MN "usunięte z posta przez Facebooka zdjęcie autorstwa Heleny de Cleyre" / Ocenzurowane przez MN "usunięte z posta przez Facebooka zdjęcie autorstwa Heleny de Cleyre"
Jest to kolejny przykład tego, że zjawisko zwane ”sztuką” nowoczesną nie powinno być finansowane z pieniędzy podatników. Pieniądze podatników albo powinny pozostawać w kieszeniach podatników, by ci mogli je wydawać na to, na co mają ochotę, albo powinny być wydawane tylko na cele służące całej społeczności (czyli na oczyszczalnie ścieków, kanalizacje, wodociągi, drogi, mosty, sprzątanie miasta, utrzymanie ośrodków zdrowia lub szkół). Propagowanie analnych homo gwałtów na kibicach nie jest celem służącym całej społeczności (może tylko homoseksualnym sadystom ze środowisk lewicowych) i co ważne sprzeczne jest z zasadą ochrony praw człowieka. Seksualne torturowanie kogokolwiek jest łamanie praw człowieka i jest całkowicie sprzeczne z zasadami demokracji i tolerancji – które jak widać, są obce politykom PO z Białegostoku.
Wystawa w rządzonym przez PO Białymstoku jest przejawem tego, jak środowiska pseudo liberalne i lewicowe traktują swoich przeciwników politycznych w duchu nazistowskiej pogardy rasowej. Dla lewicy i pseudo liberałów zabawne jest wzywanie do homoseksualnych analnych gwałtów na kibicach – choć pewnie byłyby pełne oburzenia, gdyby w miejskiej galerii znalazły się wezwania do homoseksualnych gwałtów na Żydach.
Szokująca wystawa
Sprawę marnowania pieniędzy podatników przez PO na propagowanie homoseksualnych analnych gwałtów na kibicach nagłośnił Sebastian Łukaszewicz (radny Sejmiku Podlaskiego, przewodniczący Komisji Edukacji, Kultury, Turystyki i Sport, działacz Solidarnej Polski). Który zamieścił na swoim Twitterze zdjęcia z wystawy „Na początku był czyn!” w miejskiej galerii Arsenał.
Wystawa to pomazane sprayem ściany z napisami: „jebać kiboli aż dupa zaboli” (oraz rysunkiem dwu lewicowców gwałconych kibica), „chłopcy z armii boga mają ciasne dupki”, „raz chujem, raz młotem hetero hołotę”, „jak złapiemy wydymiemy”, ekrany, na których wyświetlany jest napis „będziesz cieniasie skakał na kutasie”.
Galeria Arsenał jest instytucją kultury finansowaną z budżetu miasta Białegostoku, a na zdjęciach widzicie jedną z nowych wystaw w tej instytucji. Szerszy opis tej degrengolady znajdziecie państwo tutaj: https://t.co/hjiiZlYtsRpic.twitter.com/D1e2JwMydY
— Sebastian Łukaszewicz 🇵🇱 (@S_Lukaszewicz) August 9, 2021
Patologia, a nie sztuka
Wystawę poświęconą ”regionalnej tradycji ruchów anarchokomunistycznych „Na początku był czyn”” opisał też na swoim Facebooku też prezes Podlaskiego Instytutu Rzeczypospolitej Suwerennej Jan Walczuk – „Oprowadzenie autorskie w galerii zaczęło się nutami z wysokiego iks de, bowiem już przy wejściu powiewa czarny sztandar, na którym tęczowymi barwami wypisane są hasła w języku polskim oraz jidysz ku pokrzepieniu serc wyklętego ludu ziemi, kobiet wszystkich krajów i płci oraz (podług słów samej Autorki) także ruchów judeowyzwolicielskich oraz wolnej Palestyny JEDNOCZEŚNIE. […]
Pośród szeregu materiałów upamiętniających rewolucję 1905 roku nie zabrakło paraleli do innych bardziej współczesnych ruchów insurekcyjnych […] W tej niekrótkiej, bo trwającej blisko 2,5 godziny wycieczce odnotować można było m.in. instalację przedstawiającą stertę zapałek (zdjęcie w załączeniu) w oficjalnej narracji symbolizującej prometeizm i kaganek oświaty (zaś w nieoficjalnej, dopowiedzianej pół żartem pół serio chwilę później przez jedną z Autorek, także podpalanie świata i kościołów […] Nie zabrakło też obrazu pochwały czynu rewolucyjnego Michała Margot Sz. i jego towarzyszek […]”.
Eksponaty zza kotary
Najciekawsze eksponaty wystawy w galerii miejskiej były schowane „za kotarą, z zakazem fotografowania […] Opisujące i wizualizujące głównie gwałty na mieszkańcach miasta, ich dzieciach, a w szczególności kibicach, widniejące tam hasła są delikatnie mówiąc dosadne. Przy atmosferze całości wystawy oraz jej oficjalnej tematyce, treściach zawartych na niej wprost oraz nie-wprost, słówkach i półsłówkach wybrzmiewających pomiędzy poszczególnymi dziełami z ust Autorów, doprawdy nie trzeba być tytanem intelektu (zwłaszcza gdy jest się bogatszym o elementarną i powszechnie dostępną faktografię dotyczącą sympatii ideologicznych co najmniej części twórców, kuratorów, czy pracowników instytucji — przy czym w przypadku tych ostatnich jest to zaprawdę tajemnica poliszynela), że mamy do czynienia z wezwaniem do wywrotowej radykalizacji”.
Jan Walczuk dodał w swoim poście, „że w trakcie wystawy jedna z Autorek pochwaliła się, że Jej pracę prezentującą zdaje się lesbijską odznakę quasi-militarną dofinansował niemiecki Bank DW, co miało dowodzić jej skuteczności w alterglobalistycznej i antykapitalistycznej batalii (tropy te również pojawiały się na wystawie)”.
Usunięte z posta przez Facebooka zdjęcie autorstwa Heleny de Cleyre:
Kolektywny projekt badawczy
Za strony białostockiej galerii Arsenał można się dowiedzieć, że wystawa propagująca homoseksualne analne gwałcenie kibiców „Na początku był czyn!” będzie czynna do 23 września w galerii Arsenał w Białymstoku, ul. A. Mickiewicza 2. Kuratorami wystawy są Post Brothers i Katarzyna Różniak. Na wystawie eksponowane są prace i działania takich twórców jak: Ewa Axelrad, Bernadette Corporation, Antoni Boratyński, Michał Bylina, Claire Fontaine, Dora Garcia, Girls to the Front, Núria Güell, Zuzanna Hertzberg, Anna Jermolaewa, Edka Jarząb, Sasha Kurmaz, Juan Pablo Macías, Asier Mendizábal, Tadeusz Milewski, Marina Naprushkina, Aleka Polis, Karol Radziszewski, Vlada Ralko, Daniel Rycharski, Wilhelm Sasnal, Siksa, Mikołaj Sobczak, Łukasz Surowiec, Iza Tarasewicz, Liliana Zeic (Piskorska).
Galeria Arsenał informuje, że „od 6 sierpnia do 23 września 2021 roku w Galerii Arsenał w Białymstoku prezentowana będzie wystawa i kolektywny projekt badawczy inspirowany historią białostockiego anarchizmu insurekcyjnego. Ich celem jest przyjrzenie się dziedzictwu ruchów robotniczych rozwijających się w Białymstoku na początku XX wieku – zwłaszcza eksplozji działalności anarchistycznej – oraz krytyczna analiza ich taktyk i globalnego znaczenia w kontekście sztuki współczesnej i ruchów oporu na całym świecie. Łącząc materiały historyczne ze współczesnymi dziełami sztuki, akcjami w przestrzeni miasta, wydarzeniami publicznymi oraz centrum badawczym i wydawniczym, wystawa zarówno będzie eksplorować związki pomiędzy sztuką i polityką oraz rolę radykalnego protestu w dzisiejszej zmianie społecznej, jak i postara się zbudować głębszą świadomość bogatego politycznego, przemysłowego i wielokulturowego dziedzictwa Białegostoku”.
Grupy anarchistyczno-komunistyczne
Jak informuje galeria Arsenał „na początku XX wieku Białystok (pozostający w latach 1807–1919 roku pod zaborem rosyjskim) był ważnym ośrodkiem przemysłu włókienniczego i miejscem spotkań żydowskich, polskich, białoruskich, litewskich, rosyjskich i ukraińskich społeczności robotników. Jednocześnie stanowił centrum radykalnego ruchu robotniczego: od socjaldemokratów, Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), Partii Socjalistów-Rewolucjonistów, Bundu (Powszechnego Żydowskiego Związku Robotniczego na Litwie, w Polsce i Rosji) – przez polskie ugrupowania nacjonalistyczne i zwolenników Imperium Rosyjskiego – po duży odsetek radykalnych grup anarchistyczno-komunistycznych, takich jak chlebowolcy (od tytułu pisma „Chleb i Wola”) czy Walka. U progu rewolucji 1905 roku anarchizm stał się masową siłą polityczną w Białymstoku, a prawie wszyscy anarchiści na Podlasiu, od miast fabrycznych i miasteczek po wsie i sztetle, należeli do anarchistyczno-komunistycznej grupy Czornoje Znamia (ros. Чёрное знамя, ‘czarny sztandar’). Czarnoznamieńcy nie tylko rozpowszechniali radykalną literaturę i uczestniczyli we wspieraniu niezliczonych strajków fabrycznych i generalnych oraz bojkotów ekonomicznych, ale dopuszczali się także aktów ekspropriacji i jawnej przemocy wobec klasy rządzącej, sabotażu przemysłowego, niszczenia własności i zbrojnych konfrontacji z policją i armią rosyjską. Wierząc, że rewolucyjne zmiany mogą nastąpić wyłącznie poprzez akty nieposłuszeństwa i działania bezpośrednie, w nagłówku jedynego numeru wydanego przez siebie pisma („Czornoje Znamia”, 1905) umieścili aforyzm Goethego: Im Anfang war die Tat (Na początku był czyn). Ten krótki wybuch anarchistycznej aktywności w Białymstoku miał ogromny wpływ na ruchy rewolucyjne w Imperium Rosyjskim, na ziemiach polskich i na całym świecie, a dzisiejsi aktywiści odkrywają tę historię na nowo w kontekście własnych kampanii oporu i insurekcji”.
Zdaniem galerii Arsenał „projekt »Na początku był czyn!« stanowi próbę ponownego przemyślenia tej niestabilnej i niedostatecznie rozpoznanej historii oraz zadaje pytanie o to, co strategię Czarnego Sztandaru mogą oznaczać dla politycznego, artystycznego i intelektualnego życia dzisiaj. Wystawa sprawdza, w jaki sposób lokalne i marginalne historie mogą być opowiadane w międzynarodowym i współczesnym kontekście, umieszczając „peryferyjne” miasto Białystok w centrum historii rozwoju nowoczesności, walki pracowniczej, taktyk rewolucyjnych i działań zbiorowych na całym świecie. Zamiast dostarczać autorytatywnego opisu tych wydarzeń, projekt zachęca do dalszych poszukiwań poprzez zebranie zróżnicowanych materiałów do wspólnych poszukiwań i analizy. Zamiast romantyzować akty oporu, wystawa podkreśla społeczne i ekonomiczne uwarunkowania tamtych czasów oraz porównuje i kontrastuje je ze współczesną kondycją robotników i grup marginalizowanych. Nawiązując do postrzegania zamieszek jako „języka niesłyszanych” (Martin Luther King Jr), projekt pyta o społeczne, ekonomiczne i polityczne warunki, które prowadzą do aktów bojowego protestu i rozważa rolę ekstremalnego oporu w kontekście współczesnych ruchów społecznych i praktyk artystycznych”.
Według galerii Arsenał „prace i działania polskich i zagranicznych artystów będą wykorzystywać różnorodne taktyki, aby zademonstrować globalną solidarność i odpowiedzieć na palące kryzysy, niepokoje i represje. Rysując paralele między historią białostockiego anarchizmu z początku XX wieku a obecnymi protestami w Polsce i na świecie, „Na początku był czyn!” zachęci do zniuansowanej i otwartej dyskusji na temat strategii protestu i roli przemocy w sferze publicznej, a także zbada, w jaki sposób sztuka może kwestionować, reprezentować, wspierać i aktywnie uczestniczyć w zmianie społecznej”.
Białostocki anarchizm
Wystawa to nie tylko prezentacja twórczości nawołującej do homoseksualnych analnych gwałtów na kibicach, ale też, w ramach bierży rewolucyjnej „wspólną przestrzeń wystawy przeznaczoną do dzielenia się archiwaliami, tekstami i innymi materiałami związanymi z białostockim anarchizmem. Będzie się w niej odbywać cykl spotkań, w ramach którego zapraszamy do kolektywnego poznawania, badania i krytycznej analizy różnych aspektów tej niewystarczająco rozpoznanej historii. Na początku XX wieku birża na ulicy Suraskiej w Białymstoku była jednym z najsłynniejszych w całym Imperium Rosyjskim miejsc spotkań, dyskusji i wymiany poglądów rewolucjonistów i rewolucjonistek, a także kolportażu literatury, organizacji demonstracji i strajków w okolicznych fabrykach. Birża była rodzajem samoorganizującego się parlamentu ulicznego, skupiającego przedstawicieli i przedstawicielki różnych ruchów rewolucyjnych, zawodów, grup etnicznych, religii i płci. Zwieńczeniem, nawiązującego do jej historii cyklu spotkań, będzie alternatywny spacer historyczny Szlakiem białostockich rewolucjonistów i rewolucjonistek, kolektywnie przygotowany przez jego uczestników i uczestniczki”.
Wszyscy zainteresowani kwestią zasadności wydawania publicznych pieniędzy na promocję homoseksualnych gwałtów analnych na kibicach mogą wziąć udział w bezpłatnych i otwartych dla publiczności spotkaniach (w języku polskim i angielskim), które będą odbywać się 14.08, 21.08, 28.08, 04.09 godz. 18. Dodatkowo 21.08, w sobotę, w godzinach 11.00 oraz 16.00 będzie miał miejsce performance Dora Garcia, Czarny welon na Rynku Kościuszki w Białymstoku, 29.08 (niedziela), godz. 12–18 Anarquistas de Bialystok: performatywne tłumaczenie w ramach instalacji Juana Pablo Maciasa z udziałem tłumacza Jana Wąsińskiego, 5.09 (niedziela), godz. 12 Strajkuj i daj głos Warsztaty z Edką Jarząb, 12.09 (niedziela), godz. 12 SIŁA. Warsztaty tworzenia zinów z kolektywem Girls to the Front. 19.09 w niedziele o godzinie 12 rozpocznie się spacer szlakiem białostockich rewolucjonistów i rewolucjonistek. Zbiórka na dziedzińcu Galerii Arsenał
Chrześcijańskie instytucje w Stanach Zjednoczonych podejmują walkę przeciwko prawu, wedle którego żadna placówka medyczna nie mają prawa odmówić dokonania aborcji lub przeprowadzenia procedury „zmiany płci”.
Przedstawicielstwa katolickich szpitali zaskarżyły do sądu okręgowego w Teksasie przepisy wprowadzone w tym zakresie przez obecną administrację federalną.
Sąd orzekł na korzyść katolickich i chrześcijańskich grup. Tłumaczono w uzasadnieniu wyroku, że nakaz administracji Bidena wywiera „znaczną presję na chrześcijańskich powodów.”
Chrześcijańskie instytucje w Stanach Zjednoczonych podejmują walkę przeciwko potwierdzonemu w maju przez prezydenta Joe Bidena prawu. Regulacje zakładają, że żadna placówka medyczna i żaden lekarz nie mają prawa odmówić dokonania aborcji lub przeprowadzenia procedury „zmiany płci”. Wyrok sądu w Teksasie ochronił przedstawicieli katolickich klinik.
Dwie grupy, liczące w sumie ponad 20 tys. pracowników opieki zdrowotnej, podjęły walkę przeciwko radykalnej lewicowej agendzie „katolickiego” prezydenta USA. Chodzi o sieć szpitali Franciscan Alliance (sojusz franciszkański) i Christian Medical & Dental Associations (chrześcijańskie stowarzyszenia lekarzy i dentystów).
Pracownicy opieki zdrowotnej już wcześniej występowali przeciwko przepisom „antydyskryminacyjnym” wobec osób „transgenderowych”. Teraz zaskarżyli do sądu okręgowego w Teksasie przepisy wprowadzone w tym zakresie przez obecną administrację federalną.
Wyrok sądu w Teksasie korzystny dla katolików
Sędzia Reed O’Connor orzekł na korzyść katolickich i chrześcijańskich grup. Tłumaczył w uzasadnieniu wyroku, że nakaz administracji Bidena wywiera „znaczną presję na chrześcijańskich powodów, w postaci grzywien i odpowiedzialności cywilnej, aby wykonywali i zapewniali z ubezpieczenia usługi procedur zmiany płci i aborcji”. Wyrok przyznał rację, że skutki takiej polityki czynią „nieodwracalne szkody”.
Sąd określił swój wyrok jako stały i wynikający z obowiązującego w kraju prawa, a nie dotyczący tylko danego przypadku. Z pokrywania kosztów aborcji i „zmiany płci” orzeczenie zwalnia również ubezpieczycieli.
Sprawę skomentował adwokat reprezentujący chrześcijańskie organizacje, Luke Goodrich.
„Dzisiejsze orzeczenie chroni pacjentów, jest zgodne z aktualnymi badaniami medycznymi i zapewnia, że lekarze nie będą zmuszani do naruszania swoich przekonań religijnych i osądów medycznych – zwycięstwo zdrowego rozsądku, sumienia i zdrowej medycyny” – napisał na Twitterze.
AgroUnia to ruch rolniczy i organizacja, której liderem i założycielem jest Michał Kołodziejczak. W pierwszym tygodniu sierpnia zorganizowała w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego protest polegający na blokadzie drogi krajowej nr 12. Najważniejszą informacją ostatnich dni jest jednak wniosek o rejestrację AgroUnii jako partii politycznej.
Wniosek o rejestrację AgroUnii
Kołodziejczak poinformował, że w ubiegłym miesiącu do sądu został złożony wniosek w tej sprawie.
“Nam brakuje ludzi, którzy nas reprezentują i upominają się o tych, którzy ciężko pracują, o klasę pracowniczą, tych, którzy w większości wypracowują PKB. Myślę tutaj nie tylko o rolnikach – to są także kobiety, które siedzą na kasach w supermarketach, układają towar na półkach; to są także pielęgniarki i ratownicy medyczni, którzy ostatnio, podczas kolejnej fali pandemii, bardzo mocno nam wszystkim pomogli, a nie zostali odpowiednio docenieni” – powiedział w rozmowie z PAP Kołodziejczak.
Ocenił, że “rząd nie dotrzymał umowy społecznej z większością ludzi”.
“Establishment, elity, stanowią w ogóle jakąś osobną frakcję w polskim społeczeństwie, ich oderwanie od naszych codziennych problemów – pozwalamy im na naprawdę dużo, w głowie mi się nie mieści, żeby dłużej na to wszystko przymykać oko” – zaznaczył.
“Jak dla mnie, musi zostać zawarta nowa umowa społeczna w Polsce – choćby co do służby zdrowia i składek na nią, jak będą one w Polsce wyglądały, bo nie wyobrażam sobie, żeby to było tak jak teraz” – dodał.
“Spadkobiercy ruchu ludowego”?
Pytany, na jakich ideowych fundamentach ma być oparta nowa partia, Kołodziejczak wskazał na tradycje ruchu ludowego.
“Elektorat PSL czuje dzisiaj brak jakiegoś fundamentu i wiary w to, że ci, którzy są w tak zwanej partii ludowej mogą ich reprezentować. To my czujemy się prawdziwymi spadkobiercami ruchu ludowego, a nawet także wszystkich ruchów solidarnościowych. Większość polityków, którzy dzisiaj są przy władzy czy w opozycji, chcą się od tego odciąć; nie utożsamiają się z naszą historią, z ruchami, które działały w Polsce w latach osiemdziesiątych, a uważam że jesteśmy obecnie w bardzo podobnym momencie, co wtedy” – podkreślił.
Wniosek o rejestrację AgroUnii popierają rolnicy?
Zaznaczył również, że “wolność związkowa i prawo do zrzeszania się jest nie tylko przywilejem, lecz uprawnieniem prawnie gwarantowanym w Konstytucji RP oraz Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, której Polska jest stroną”.
“Tym samym ochrona tej wolności w razie potrzeby może być egzekwowana przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka” – podkreślił.
Dodał również, że “dzisiaj mamy bardzo duży odzew od ludzi, którzy zawiedli się lewicą”.
“Mamy w Polsce lewicę laicką, a nam potrzeba normalnej, prawdziwej lewicy, która reprezentuje związki zawodowe, reprezentuje pracowników i upomina się o ich prawa. Taka lewica społeczno-zawodowa, a nie tylko laicka, która dzisiaj zasiada w ławach sejmowych, która jest lewicą upasioną i leniwą, która oderwała się od własnego elektoratu” – wskazał.
Lider AgroUnii odniósł się także do postaci zmarłego w 2011 lidera Samoobrony Andrzeja Leppera.
“Andrzej Lepper okazał się prorokiem tego, co w Polsce będzie się działo” – ocenił.
“Dzisiaj to, co widzimy – drożyzna, brak mieszkań, ciężka praca, która niestety nie równą się godnej wypłacie, i ciągle ta sama banda złodziei przy korycie, która od tamtego czasu się nie zmieniła. Lepper dokładnie o tym wszystkim mówił, robił to w sposób bardzo skuteczny, który dzisiaj bardzo mocno doceniamy” – powiedział.
Dalsze działania AgroUnii
Kołodziejczak zapowiedział także kolejne działania AgroUnii.
“Już w sobotę będzie kolejna blokada Helu; kolejnym ruchem będą nieplanowane i niezgłaszane wydarzenia już w tym tygodniu w Polsce, o których też zapewne będzie głośno; za około 2 tygodnie będą też blokady, w niektórych miejscach 24-godzinne, w niektórych 48-godzinne, by zwrócić uwagę na problemy rolników” – zapowiedział.
“Będziemy też nawoływać do tego, by inne grupy społeczne, inne grupy zawodowe brały udział w tym wszystkim, bo nie zostało nam nic innego, jak mocno się sprzeciwić przeciw temu, co się dzieje – cały ten establishment musi wiedzieć, że nie pozwolimy na powtórkę z lat dziewięćdziesiątych, kiedy oni pod przykrywką pomocy bardzo mocno się poukładali między sobą i zaspokoili swoje potrzeby kosztem większości społeczeństwa” – zaznaczył Kołodziejczak.
Lider AgroUnii zapowiedział również, że na przedstawienie konkretnych rozwiązań programowych “przyjdzie czas, gdy już zostanie zarejestrowana partia”.
WARSZAWA KONFERENCJA POLITYKÓW POROZUMIENIA
/ Fot. PAP/Rafał Guz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Jarosław Gowin oficjalnie opuścił obóz Zjednoczonej Prawicy. Informacje na ten temat napływają zarówno z kręgów rządowych, jak i z Porozumienia.
Rzecznik rządu stwierdził również, że to Jarosław Gowin i jego ludzie pracowali nad projektami zawartymi w Polskim Ładzie w niewystarczającym tempie i podejmowali “nierzetelne działania”.
Jarosław Gowin komentował na gorąco, że Porozumienie zostaje “wypchnięte” z koalicji rządowej “ze względu na wierność wartościom Zjednoczonej Prawicy”.
Powodem wyrzucenia lidera Porozumienia z rządu jest jego krytyka pod adresem sztandarowego programu PiS: Polskiego Ładu. Gowin krytykował przede wszystkim zaproponowane w Polskim Ładzie zmiany podatkowe, ale także nowelę ustawy medialnej, tzw. lex TVN.
Piotr Müller podkreślał na wczorajszej konferencji prasowej, że w maju pod programem podpisał się również lider Porozumienia.
Zwrócił także uwagę, że w czasie podpisywania umowy koalicyjnej Porozumienie miało 20 posłów, a dzisiaj ma ich mniej.
Rzecznik rządu stwierdził również, że to Jarosław Gowin i jego ludzie pracowali nad projektami zawartymi w Polskim Ładzie w niewystarczającym tempie i podejmowali “nierzetelne działania” dot. reformy podatkowej.
Sam Jarosław Gowin komentował na gorąco, że Porozumienie zostaje “wypchnięte” z koalicji rządowej “ze względu na wierność wartościom Zjednoczonej Prawicy”. Gowin opuszcza rząd w kluczowym momencie przed głosowaniami w sprawie “lex TVN” oraz nowelizacją podatkową Polskiego Ładu.
O swojej dymisji mówił zaś wprost, że oznacza ona koniec Zjednoczonej Prawicy.
“W dniu dzisiejszym PiS podjęło decyzję o faktycznym zakończeniu projektu Zjednoczonej Prawicy. (…) Ta dymisja jest de facto zerwaniem koalicji rządowej i końcem Zjednoczonej Prawicy” – oświadczył Jarosław Gowin.
Według rządowego projektu, przekraczanie dopuszczalnej prędkości o ponad 30 km/h będzie skutkowało minimalnym mandatem w wysokości 1500 zł niezależnie od tego, czy naruszenie zostało stwierdzone w obszarze zabudowanym, czy poza nim.
Według sondażu Instytutu Pollster dla “SE”, większość Polaków popiera drakońskie przepisy zawarte w nowelizacji prawa drogowego.
Z badania wynika też, że prawie połowa badanych uważa również, że wyższe mandaty zwiększą bezpieczeństwo na drogach.
Trwają prace nad podniesieniem mandatów dla łamiących przepisy drogowe, w tym dla pijanych kierowców. Czy Polacy popierają podwyżki mandatów?
Według rządowego projektu przekraczanie dopuszczalnej prędkości o ponad 30 km/h będzie skutkowało minimalnym mandatem w wysokości 1500 zł niezależnie od tego, czy naruszenie zostało stwierdzone w obszarze zabudowanym, czy poza nim. Maksymalna wysokości grzywny wzrośnie z 5 tys. do 30 tys. zł.
Jeśli sprawca ponownie popełni takie wykroczenie w ciągu dwóch lat, zostanie ukarany grzywną nie niższą niż 3 tys. zł.
Zachętą do bezpiecznej jazdy mają być niższe składki ubezpieczenia. Firmy ubezpieczeniowe mogą zaoferować niższe składki kierowcom, którzy jeżdżą bezpiecznie.
Z sondażu przeprowadzonego dla „SE” wynika, że Polacy popierają ten kierunek zmian i chcą efektywniejszej walki z piratami drogowymi.
Gazeta podaje, że za wyższymi mandatami za przekroczenie prędkości opowiada się 60 proc. respondentów.
„Trzeba ludziom pogratulować, bo można by oczekiwać oporu, niechęci, a pokorne przyjęcie, że mandaty powinny być wyższe, jest dowodem dojrzałości obywatelskiej i dojrzałości kierowców, bo przecież większość z nas jeździ” – komentuje wyniki badania psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki.
Z badania wynika też, że prawie połowa badanych uważa również, że wyższe mandaty zwiększą bezpieczeństwo na drogach.
„Mandat musi być pogróżką, która powoduje, że kierowcy jeżdżą ostrożniej” – dodaje ekspert.
Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badań Pollster w dniach 30 lipca – 2 sierpnia na próbie 1049 dorosłych Polaków.
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP/Andrzej Grygiel. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Lekarze zapowiadają, że jesienią należy spodziewać się wzrostu zachorowań na COVID-19. Ich zdaniem, liczba zakażeń będzie coraz szybciej wzrastać.
Dr Michał Sutkowski uważa, że głównym powodem wzrostu zakażeń są osoby w średnim wieku, które jeszcze nie przyjęły preparatu przeciw COVID-19.
Zdaniem ekspertów, w najbliższych tygodniach możemy dojść do poziomu kilku tysięcy infekcji dziennie. Jednak najważniejsze, by nie rosła liczba pacjentów w szpitalach.
Medycy coraz częściej zaczynają wypowiadać się o czwartej fali zachorowań na COVID-19. Ma to związek z ponownie zwiększającą się liczbą zakażeń w Polsce. Ostatni wzrost liczby infekcji to według medyków efekt obecności bardziej zakaźnego wariantu Delta oraz tego, że duża część osób, które wyjeżdżają teraz na wakacje, wciąż nie jest zaszczepiona przeciw COVID-19.
Rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych doktor Michał Sutkowski przyznaje, że na tym etapie bardzo trudno jest zachęcić do szczepień nieprzekonanych.
“Widać efekty w pojedynczych przypadkach, brakuje ruchu w tym zakresie. Dzwonimy i rozmawiamy telefonicznie z 30-, 40-, 50-latkami. Tu jest duży problem, myślę, że wielu procent tych osób nie przekonamy do szczepień. Właśnie trzydziesto- i czterdziestolatkowie są często opiekunami osób starszych, organizują im medycynę, stanowią blokadę, która utrudnia nam dotarcie do niezaszczepionych staruszków” – dodaje doktor Sutkowski.
Według danych służb sanitarnych, w ostatnim miesiącu najczęściej koronawirusem zakażały się osoby z grup, gdzie jest najmniej zaszczepionych. Ponad połowa infekcji dotyczyła osób, które nie skończyły czterdziestu lat.
Medycy mówiąc o czwartej fali twierdzą, że w najbliższych tygodniach możemy dojść do poziomu kilku tysięcy infekcji dziennie. Jednak najważniejsze, by nie rosła liczba pacjentów w szpitalach. Teraz w całej Polsce zajętych jest 307 miejsc covidowych w lecznicach. Ten wskaźnik na szczęście w ostatnich dniach jest stabilny.
Resort zdrowia w codziennych raportach publikuje dane dotyczące bieżącej liczby zachorowań oraz zgonów przy udziale COVID-19.