Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pexels

  • Izrael, który na zewnątrz promuje politykę otwartości i tzw. tolerancji, sam stosuje radykalne metody.
  • Tylko 15 tys. Ukraińców z blisko 50 tys. zatrzymało się w tym kraju uciekając przed wojną w swojej ojczyźnie.
  • Tysiące ukraińskich kobiet przeżywa w Izraelu koszmar napastowania, molestowania, a ostatecznie gwałtów.
  • Władze centralne wraz ze służbami nie przejmują się jednak losem tych kobiet.
  • Zobacz także: Zamieszki w Meksyku. Syn El Chapo zatrzymany [+WIDEO]

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, z tego kraju wyjechało około 47 tys. obywateli, głównie kobiet. Tylko 15 tys. Ukraińców zostało w Izraelu, a reszta musiała wyjechać dalej, gdyż nie otrzymałą statusu uchodźcy.

Jak się okazuje, śledztwo “Times of Israel” opisuje przypadki przypadki gwałtów, molestowań seksualnych, wykorzystywania w miejscu pracy i innych nadużyć, z jakimi spotkały się uciekające przed wojną Ukrainki. Niestety jedna z nich nie wytrzymała wyrządzonych na niej okropnych rzeczy popełniając samobójstwo.

Izraelskie służby nie przejmują się gwałtami

Izraelski dziennik przytoczył historię Swietłany, która uciekła z Ukrainy w marcu wraz ze swoim 6-letnim dzieckiem. Niestety kilka miesięcy później wykorzystał ją seksualnie pewien mężczyzna, który zaprosił ją wcześniej oferując jej swoją pomoc.

Ukraińska wolontariuszka pracująca w centrum pomocy uchodźcom w Hajfie Olha Udowiczenko zwraca uwagę, że skrzywdzona kobieta cierpiała z powodu traumy wojennej, a także gwałtu. Jednakże nikt ze strony izraelskich władz nie pomógł kobiecie.

Uchodźcy powiedzieli nam, że nawet jeśli kontaktują się z policją, funkcjonariusze mówią tylko po hebrajsku. To samo dotyczy opieki społecznej – to zamknięte koło 

– wyjaśniła Olha Udowiczenko.

Policja uznała przedstawione przez Swietłanę dowody gwałtu za niewystarczające. Ukrainka uznała, że nie ma siły, aby dalej walczyć. Jej domniemany gwałciciel jest na wolności, a Swietłana opuściła Izrael i udała się do kraju, który przyjmuje uchodźców. “Times of Israel” podkreślił, że sprawa Swietłany nie jest odosobniona.

Władze w Izraelu pokazują brak zrozumienia dla trudnego położenia ukraińskich kobiet i traktują ich twierdzenia z dużą podejrzliwością. Nawet jeśli istnieją jasne dowody ich deklaracji, rzeczywistość pokazuje, że brakuje chęci, aby obracać kołami sprawiedliwości i “marnować” środki publiczne na cudzoziemki

– powiedziała Liora Turlevsky.

Doszło również do przypadku samobójstwa Ukrainki, cierpiącej na zespół stresu pourazowego, a także zamartwiała się o własne bezpieczeństwo ekonomiczne oraz zmagała się z wcześniej istniejącym schorzeniem. Wiele razy rozmawiała z psychologiem z rządowego numeru zaufania. Izraelskie ministerstwo opieki społecznej przekazało, że nie może komentować tej konkretnej sprawy.

Czytaj więcej: Do sejmu trafi ważny projekt. Blokada adopcji dzieci dla par homoseksualnych

Okrutna polityka izraelskich władz

Dziennik ocenił, że statystyki dotyczące przestępstw wobec ukraińskich uchodźców są trudne do zdobycia.

Chociaż zjawisko wyzysku nie jest nowe, prawdziwym problemem jest polityka

– stwierdziła prawnik Anat Ben-Dor z Uniwersytety Telawiwskiego.

Wykorzystywaniu sprzyjają też trudne warunki finansowe i nikłe wsparcie ze strony izraelskiego rządu w zakresie prawa do pracy.

Nie-Żydzi uciekający przed wojną na Ukrainie otrzymują status turysty w Izraelu

– podaje dziennik.

Jest to kategoria wizowa, która zwykle nie pozwala na pracę. W maju 2022 roku Izrael dostosował swoją politykę, pozwalając na pracę Ukraińcom, z pewnymi obostrzeniami.

Uważam to za bardzo krzywdzące. Przypomina to dwustronną politykę – tak, możesz pracować, ale jednocześnie rząd robi, co może, aby cię do tego zniechęcić. Myślę, że wina za narażanie tych ludzi spada przede wszystkim na Ministerstwo Spraw Wewnętrznych

– dodała prawnik.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Andrzej Kozera

Andrzej Kozera / Fot. MediaNarodowe/YouTube

Senator Hołowni przeprosi?

“Myślę, że na przeprosiny będziemy długo czekać, prawdopodobnie tych przeprosin nie będzie. Będzie wykręt, że został sprowokowany, zdenerwowany, nie dano mu dojść do słowa. Jak znam debaty w TVP to wszyscy ludzie z opozycji są dopuszczani do głosu. Tutaj wyraźnie zabrakło argumentów. Jeżeli miał ten ogórek w kieszeni, to znaczy że to zostało przygotowane” – mówił Kozera.

Bury nie wie skąd sprowadza towar

“Tak się może tłumaczyć dziecko w przedszkolu. Senator, który zajmuje się biznesem i sprowadza jakiś towar, musi znać pochodzenie tego towaru. Przecież to nawet jeżeli chodzi o dopuszczenie do rynku, to jest żywność, mamy instytucje badające żywność i skąd ona pochodzi. To jest jakaś absurdalna sytuacja” – wskazywał gość MN.

Niepoważne zachowanie

“W polskich mediach nie jesteśmy przyzwyczajeni, że ktoś na kogoś się rzuca. To nie jest program rozrywkowy, satyryczny czy talk – show. Szymon Hołownia powinien przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Ukarać, może odsunąć senatora Burego, bo ten człowiek nie nadaje się do reprezentowania poważnej partii, którą chce być Polska 2050” – dodawał Kozera.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Artur Dziambor

Artur Dziambor / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Warunki KPO

“Jest to rzeczywiście wspólny kredyt, wspólny dług, który zaciągają wszystkie państwa Unii Europejskiej i będzie spłacany przez kolejne 40 lat. Warunki kredytu są preferencyjne, biorąc pod uwagę jak się dostaje kredyty na mieszkania w Polsce. Chodzi o to, że te pieniądze, na które rząd, konkretnie Mateusz Morawiecki się zgodził, rzeczywiście będą spłacane przez dziesiątki lat. Politycznie trzeba powiedzieć, że pojechali grubo. Morawiecki zgodził się, jako prymus klasowy wyskoczył z inicjatywą, by UE wprowadziła wreszcie wspólne podatki i Unia je wprowadza. Nie ma możliwości, żeby się na nie nie zgodzić, ponieważ UE dyktuje już warunki. Rząd pozwolił sobie na to, żeby powstały zapisy dotyczące praworządności. To było bagatelizowane przez PiS. My mówiliśmy, że ta praworządność uderzy w rząd, w Polskę i Polaków. Na bazie tego, w tym momencie mamy dyskusję, jakie zmiany powinny zajść w polskim sądownictwie” – mówił Dziambor.

Kompromis czy utrata suwerenności

“To jest dosyć ciekawa sytuacja, w której ministrowie polskiego rządu, który przez wszystkie przypadki odmienia patriotyzm, w tym momencie bronią złamania konstytucji tylko po to, żeby UE zadowolić. Tak jak jestem konkurentem dla PiS i krytykuję rząd – przede wszystkim za ich politykę gospodarczą, ponieważ uważam, że jest to najbardziej socjalistyczny i lewicowy rząd w historii, tak absolutnie nie zgadzam się, żeby konieczne zmiany w sądownictwie, które muszą zajść, były robione pod dyktando pani Ursuli von der Leyen i władz Komisji Europejskiej, której nie zależy na tym, żeby w Polsce było dobrze, tylko chcą utrzymać swój status dyktatora” – komentował prezes Wolnościowców.

Przekaz PiS

“Prezydent zachował się w tej sytuacji tak jak powinien. W przypadku ustawy sądowniczej zachował się zgodnie z funkcją, jaką pełni – strażnika konstytucji. Rząd Prawa i Sprawiedliwości potrzebuje pieniędzy, wiemy doskonale, że te pieniądze z KPO nie idą na dowolne wydatki, które sobie rząd wymyśli, tylko idą na konkretne cele. PiS od bardzo dawna utrzymuje taki przekaz, że pieniądze z KPO nie popłynęły dlatego, że KE jest dogadana z Donaldem Tuskiem na to, że oni tak długo będą blokować, aż Donald Tusk wygra wybory. Jeżeli rząd PiS uchwali to, czego żąda Ursula von der Leyen i te pieniądze popłyną w roku wyborczym, to pojawienie się tych pieniędzy będzie ogrywane jako wielki sukces, jak to wynegocjowali setki miliardów złotych” – wskazywał poseł Konfederacji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wojciech Sumliński

Wojciech Sumliński / Fot. PAP. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Działanie na korzyść Niemców

“Próbowaliśmy już kilka lat temu sprawdzić, jak wyglądał życiorys Donalda Tuska. W życiorysie o politykach mówi się niekiedy, że mają trupa w szafie. Donald Tusk ma całe cmentarzysko i jeżeli się dobrze pokopie to bez problemu znajdzie się rzeczy, które polityka dyskwalifikują. Trudno w działalności Donalda Tuska znaleźć jakiekolwiek działanie, które nie byłoby na rękę Niemców. Poświęciliśmy na to ponad 300 stron, bardzo szczegółowo opisując jego kontakty z ludźmi, którzy mieli związki z wywiadem NRD, później byli przejęci przez wywiad RFN. Opisaliśmy finansowanie Donalda Tuska i KLD” – mówił Sumliński.

Tusk odmawia debaty

“Warto rozmawiać, ja prawie nigdy nie odmawiałem debaty. Gdyby Tusk był człowiekiem za jakiego chce uchodzić, to powinien stanąć do debaty i ludzie mogliby wyrobić sobie opinię, po czyjej stronie jest słuszność. Jeżeli unika tego i próbuje zasłonić się sądem, a Tusk ma świadomość, że to potrwa lata, więc będzie to już po wyborach. Gdyby do debaty doszło przed wyborami, to opinia publiczna wyrobiłaby sobie zdanie” – dodawał dziennikarz.

Polityka PO

“Choć byśmy się bardzo starali, to trudno znaleźć pozytywy. Kiedy stocznia w Rostocku ledwo prosperowała, a te w Polsce radziły sobie całkiem dobrze – pozamykano je. Niemiecka przejęła kontrahentów polskich stoczni. Podobnie było z cukrowniami, gdzie bardzo często dochodziło do wrogiego przejęcia. Takich sytuacji było bardzo dużo za czasów rządów Donalda Tuska. Polska miała stać się rezerwuarem dla Europy zachodniej, w dużej części dla Niemiec. Pozbawionym perspektyw i szans na rozwój. Takie są fakty. Obraz kadencji Donalda Tuska wygląda tragicznie, to obraz absolutnie katastroficzny” – wskazywał gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Album „Wawel. Skarbiec wiary i polskości”

Album „Wawel. Skarbiec wiary i polskości” / Fot. Wydawnictwo Biały Kruk

Najlepiej poznawać historię naszego narodu i państwa poprzez wyprawy krajoznawcze – niestety często brak środków, czasu i możliwości nam to uniemożliwia. Warto, więc kiedy nie możemy na własne oczy poznać naszego historycznego dziedzictwa, poznać je za pośrednictwem książek.

„Wawel. Skarbiec wiary i polskości”

Jedną z publikacji, która umożliwia nam poznanie naszego dziedzictwa, jest, wydany przez wydawnictwo Biały Kruk, 344 stronicowy, album „Wawel. Skarbiec wiary i polskości”, na który składają się zdjęcia Adama Bujaka i wstęp Piotra Rabieja.

Zdaniem wydawcy pracy Wawel „to prawdziwy skarbiec najdawniejszych i nowszych zabytków; od romańskich po młodopolskie. Wawel to świadectwo silnej wiary Polaków i państwa-mocarstwa zwanego Rzeczpospolitą. To nekropolia wielkich królów, zasłużonych hierarchów, dzielnych bohaterów, ale i wieszczów narodowych. Album ukazuje niepowtarzalność oraz piękno architektury, bogactwo licznych dzieł, w tym sztuki malarskiej, rzeźbiarskiej, tkackiej i snycerskiej”, jakie są w zbiorach zamku na Wawelu.

Niewątpliwą zaletą zamku na Wawelu są ilustrujące album przepiękne zdjęcia „Adama Bujaka. Zaglądamy dzięki niemu nie tylko do bogatych komnat zamkowych i fantastycznych kaplic katedralnych, ale i miejsc niedostępnych dla zwiedzających; mamy wyjątkową okazję podziwiania bezcennych dzieł i zabytków sztuki przechowywanych od pokoleń w skarbcach katedralnym i zamkowym. Dumne sarkofagi władców, prastare księgi, wspaniałe ołtarze, apartamenty i komnaty królewskie, arrasy, zbrojownia, fortyfikacje… Przed naszymi oczami przesuwa się ponad dziesięć wieków wspaniałej historii Polski”.

Wawel świadectwem potęgi Polski

Doktor Piotr Rabiej we wstępie do albumu „Wawel” stwierdził, że „wzgórze wawelskie to miejsce wyjątkowe, naznaczone historią, symbolami i zabytkami. Otoczone obronnymi murami i basztami, mieści dawną rezydencję książąt i królów polskich – świadectwo ich materialnej potęgi i kultury artystycznej. Do zamku przylega niejako złączona z nim katedra – najważniejsza z historycznego punktu widzenia świątynia Kościoła rzymskiego w Polsce, miejsce wiecznego spoczynku królów, biskupów, bohaterów i wieszczów – narodowy panteon. W czasach zniewolenia (1795–1807, 1815–1918) Wawel był szczególnym symbolem polskiej państwowości, miejscem pamięci, gdzie kształtowała się narodowa tożsamość i postawy patriotyczne. Piękno wawelskiej architektury, arcydzieła rzeźby, malarstwa i rzemiosła artystycznego, pamiątki historyczne związane z wielkimi wydarzeniami i postaciami zachwycały pokolenia odwiedzających wzgórze wawelskie, budowały poczucie dumy, inspirując do twórczości artystycznej i literackiej”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

zdjęcie ilustracyjne

zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Zobacz także: Austria: Żołnierz zabił starszego rangą kolegę

W Niemczech i za granicą ruszyła nowa, duża kampania reklamowa Deutsche Bahn ze spotami telewizyjnymi, billboardami i w kanałach internetowych.

“Rekrutacja ma być zintensyfikowana także poza Europą, na przykład w Turcji i Afryce Północnej” – zapowiada dyrektor personalny Martin Seiler.

Co roku od 13 do 17 tysięcy doświadczonych pracowników przechodzi na emeryturę i trzeba ich zastąpić. Po wielu rundach cięcia kosztów w ciągu ostatnich dziesięcioleci, siła robocza DB średnio się zestarzała.

Największa państwowa firma w Niemczech chce zwiększyć rekrutację za granicą. Założona w 2019 roku “Jednostka Rekrutacji Transgranicznej” ma zostać rozbudowana. Rekruterzy DB działają już w dziesięciu krajach, także poza Europą. W Egipcie i Tunezji zatrudniono już pracowników, którzy są również wspierani w integracji i poszukiwaniu mieszkania w Niemczech. Ogromny potencjał jest między innymi w Turcji – mówi Seiler. Ponadto “Praca w Niemczech” oferowana jest w Bośni, Chorwacji i Macedonii Północnej, a przed wojną także na Ukrainie.

Aby złagodzić braki kadrowe, zwłaszcza wśród maszynistów, dyspozytorów pociągów i pracowników obsługi, spółka coraz częściej poszukuje nowych pracowników z innych sektorów. Co roku od 4000 do 5000 osób wchodzących na rynek pracy jest szkolonych i kwalifikowanych do pracy w transporcie kolejowym.

W rozpoczynającym się roku DB będzie też musiała zmierzyć się z oczekiwaniami związków zawodowych i ryzykiem strajków z powodu niewystarczającego spełniania oczekiwań, m.in. płacowych pracowników.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

stuttgarter-zeitung.de

Wojciech Kempa

Wojciech Kempa / Fot. YouTube

Ostatni raz prezydent Turcji przeprowadzał rozmowy z Wołodymyrem Zełenskim i Władimirem Putinem 11 grudnia 2022 roku. Podczas rozmowy z Zełenskim omawiana była kwestia umowy zbożowej, dzięki której umożliwiono wywóz ukraińskiego zboża przez Morze Czarne.  

Jak przyznają eksperci zajmujący się polityką Erdogana, jest to kolejna pokojowa inicjatywa tureckiego przywódcy, które od miesięcy stara się doprowadzić do negocjacji kończących konflikt na Ukrainie.

W co gra Erdogan?

W październiku ubiegłego roku, w Astanie odbyła się Konferencja nt. Interakcji i Budowy Środków Zaufania w Azji (CICA), w której udział wzięli przywódcy m.in. Turcji, Rosji oraz Kazachstanu. Doszło wtedy do spotkania dwustronnego Władimira Putina i Recepa Tayyipa Erdogana.

Na Konferencji prasowej prezydent Turcji podkreślał, że jego celem jest powstrzymanie rozlewu krwi, a pokój możliwy jest tylko przez dyplomację.

Prezydent Turcji zaznaczył, że w wojnie nie będzie wygranych, a w pokoju nie będzie przegranych.

„Z drugiej strony, nasze intensywne wysiłki z ONZ i stronami konfliktu, by wyeliminować negatywne skutki wojny spotkały się z docenieniem na całym świecie” – powiedział.

Pytanie, czy Recep Tayyip Erdogan faktycznie chce zakończenia wojny, czy chce sprawiać wrażenie, że mu na tym zależy. Tego nie wiemy i sprawa nie jest jasna. Pytanie „w co gra Turcja” jest zasadne. Możemy niestety obracać się tylko w sferze hipotez dlatego, że wiedzy pełnej na ten temat nie mamy. Tego rodzaju gesty i wezwania rozmowy pojawiają się praktycznie od pierwszego dnia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Turcja przez cały czas deklaruje, że jest gotowa występować w roli mediatora oraz chce mieć pozycję między dwoma walczącymi stronami, aby je godzić. To jednak trwa ponad 10 miesięcy i niewiele z tego wynika. Czy tym razem wyniknie coś więcej poza słowami? Mam co do tego wątpliwości. Tego typu działania mają jednak miejsce statystycznie raz na tydzień, więc nie jest to absolutnie nic nowego. Pukajcie, a będzie wam otworzone. Może w którymś momencie te działania przyniosą skutek – wyjaśnił Wojciech Kempa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Konrad Łęcki

Konrad Łęcki / Fot. PAP/A. Warżawa. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Gnioty za pieniądze podatnika

17 września 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła na Kresy II Rzeczypospolitej. O tym fakcie wie każdy Polak. Stosunkowo mało osób zna jednak historię heroicznej obrony Grodna przed nacierającymi oddziałami Armii Czerwonej.

Odpowiedzią na ten problem miał być film „Orlęta. Grodno ‘39”. Jak czytamy w opisie tego „dzieła”” „Orlęta. Grodno ‘39” to dramatyczny obraz wojny z sowietami widziany oczami dwunastoletniego chłopca, Leona. W dniu rozpoczęcia roku szkolnego, 1 września 1939 r. budynek jego szkoły zostaje zbombardowany przez niemieckie samoloty. Dla Leosia, Tadka, Eweliny oraz tysięcy polskich dzieci rozpoczynająca się wojna stanie się szkołą przyspieszonego dojrzewania, konfrontacją z dramatyczną historią pisaną przez dorosłych.” Chłopiec, który jest wiadomo jakiego pochodzenia, jest jednak dręczony przez ONR-owców, a w momencie ataku Sowietów na miasto 20 września 1939 roku ów chłopiec z owej mniejszości zostanie bohaterem miasta, a źli ONR-owcy uciekną. Każdy, kto czytał cokolwiek o Grodnie w 1939 roku, wie doskonale, jaka to była mniejszość etniczna i jak ochoczo i tłumnie wspierała Armię Czerwoną jako przewodnicy i dywersanci, strzelający Polakom w plecy, a potem jako milicjanci, robiący dla NKWD listy proskrypcyjne Polaków do wywózki. Jest na to mnóstwo relacji i przykładów.

Jest teraz tendencja, żeby robić filmy, w których my jako Polacy mamy cały czas się tłumaczyć i uderzać w pierś i przepraszać wszystkich za wszystko. Reżyserzy, którzy idą w tym kierunku, są przez mainstream przedstawiani jako Ci niepokorni i jako ci, którzy są „trendi”, bo mówią o tzw. białych plamach polskiej historii. Muszą pokazywać, pokazywać Polskę jako kraj antysemicki. Kraj, w którym podczas II wojny światowej nie walczono o niepodległość, a raczej skupiano się na ekscesach antysemickich i to jest wyciągane na pierwszy plan – mówił Konrad Łęcki.

Państwo polskie wspiera takie filmy. Polski Instytut Sztuki Filmowej pod nową władzą absolutnie nie zmienił tej optyki i nadal mamy taką jak była. W ostatnim czasie powstał film o obronie Grodna przed inwazją sowiecką. Głównym bohaterem musi być ciemiężone dziecko żydowskie. Nie wzięto jednego z wielu faktycznych obrońców, którzy w 1939 r. bronili Grodna. Tylko odpowiednia optyka. Zamiast skupić się na sowieckiej inwazji na Polskę, robimy film o tym, że w przedwojennej Polsce ciemiężono dziecko żydowskie, które potem wyrasta na wielkiego bohatera i obrońcę Polski – wytłumaczył gość reż. Olivera Pochwata.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Anna Bryłka

Anna Bryłka / Fot. Facebook.com/brylkaanna

Dyskusja i emocje wokół funduszu odbudowy i KPO to nawet nie jest perspektywa ostatnich kilku tygodni, tylko ostatnich kilku lat. Przyjęcie tego całego funduszu odbudowy, to rok 2020. Mamy rok 2023 i tak naprawdę nic w tej sprawie się nie zmieniło. Oznacza to, że Polska zgodziła się na ratyfikację nowych zasobów własnych w maju 2021 r. Wcześniej była zgoda premiera Mateusza Morawieckiego na szczycie Rady Europejskiej w sprawie nowego funduszu. Potem była ratyfikacja nowych zasobów własnych. Następnie w 2022 r., a dokładnie 1 czerwca dowiedzieliśmy się, to nie będzie tak, że my te pieniądze dostaniemy tak po prostu jeśli zrealizujemy warunki dotyczące sądu najwyższego – powiedziała Anna Bryłka.

Pierwszego czerwca został wydrukowany załącznik do decyzji Rady Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej w sprawie tego jakie kamienie milowe i wskaźniki trzeba zrealizować, żeby otrzymać fundusze z KPO. Gdy wczytamy się w ten dokument, to okazuje się, że przy każdej transzy wypłaty wpisane są konkretne kamienie milowe, które trzeba zrealizować. Póki co nie otrzymaliśmy żadnej transzy – dodała.

Premier kłamie?

Przyjmując wytyczne Unii Europejskiej Mateusz Morawiecki deklarował, że Polska nie będzie musiała wprowadzać żadnych dodatkowych opłat. Okazuje się jednak, że niektóre kamienie milowe uderzą w portfele Polaków.

Przypomnę, że premier Mateusz Morawiecki powiedział, że w kamieniach milowych nie ma żadnych opłat za nowe drogi, drogi ekspresowe i autostrady. Kamień milowy E16G 1 kwartał 2023 r. „ustanowienie systemu opłat za przejazd na nowych drogach”. W zakres ten wchodzą drogi ekspresowe, autostrady, a ich długość to 1400 km. Jest więc wyraźnie zapisane w przedstawionym dokumencie jaki kamień milowy ma być zrealizowany. Premier Mateusz Morawiecki okłamał Polaków mówiąc, że nie ma takich zapisów. Są takie zapisy, są opłaty rejestracyjne. Chciałabym, żeby Polacy wiedzieli, że kamienie milowe wprowadzają również obciążenia dla nich – wyjaśniła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Ksiądz Jarosław Wąsowicz

Ksiądz Jarosław Wąsowicz / Fot. Wikimedia Commons

Pierwsza pielgrzymka kibiców na Jasną Górę odbyła się w 2009 r. Wg założeń organizatorów pielgrzymki jednym z jej celów jest także pokazanie, że sport i kibicowanie nie koliduje z wyznawaną wiarą i może przyczynić się do wzajemnego zrozumienia i szacunku. Pomysłodawcą Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców był Tadeusz Duffek, kibic gdańskiej Lechii, który zmarł 21 października 2005 roku po ciężkiej chorobie. Swój pomysł zaszczepił ks. Jarosławowi Wąsowiczowi, salezjaninowi, który napisał książkę “Biało-Zielona Solidarność. O fenomenie politycznym kibiców Lechii Gdańsk 1981-1989”.

Spotykamy się na Jasnej Górze po to, żeby się pomodlić, ale wymienić się również doświadczeniami, zaplanować działania na cały rok. W wielu przestrzeniach współpracujemy ze sobą, chociażby na rzecz Polaków na dawnych kresach Rzeczypospolitej. Kibice biorą również czynny udział w Marszu Niepodległości lub innych patriotycznych wydarzeniach w ciągu roku. Tego jest naprawdę bardzo dużo. Tegoroczna XV pielgrzymka więc zaprosiliśmy tych, którzy przez XV lat nas wspierali na różne sposoby, poprzez wykłady, koncerty nie tylko na pielgrzymce, ale byli również bardzo aktywni podczas całego roku – wyjaśnił ksiądz Jarosław Wąsowicz.

Pamięć o Żołnierzach Wyklętych

Przez lata pamięć o powojennej partyzantce antykomunistycznej była wymazywana. Ludzi walczących o wolną Polskę z sowieckim okupantem skazano na zapomnienie. Dopiero po 1989 r. można było mówić o bohaterach i stopniowo przywracać ich do zbiorowej pamięci. W procesie tym swoje zasługi miały środowiska kibicowskie oraz Kościół Katolicki.

Środowisko kibiców podniosło sztandary naszych bohaterów. O ile w przypadku Powstania Warszawskiego byli to głównie kibice, którzy opiekowali się żyjącymi powstańcami, dekorowali miejsca pamięci. Dopiero później „wielcy tego świata” obudzili się. To właśnie kibice wtedy, gdy ta pamięć gasła, nie była adekwatna do rangi wydarzenia, to podnosili sztandary naszych bohaterów. Podobnie było z Żołnierzami Wyklętymi. Początkowo najbardziej zasłużona była ekipa Śląska Wrocław, ale to się rozlało po całej Polsce i Chwała Bogu. Po dekadzie Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” myślę, że musimy jako środowiska patriotyczne usiąść i podsumować ten okres – powiedział.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com