Konfederacja

Konfederacja / Fot. PAP/Wojciech Olkuśnik. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Na minionym posiedzeniu Sejm odrzucił wniosek Konfederacji o odrzucenie projektu ustawy o komunikacji elektronicznej w pierwszym czytaniu. Wraz z uzasadnieniem liczy prawie 3,5 tysiąca stron i waży 17 kilogramów. Sama ustawa ma 316 stron. Projekt budzi sprzeciw branży cyfrowej. Ustawa ma być dalej procedowana na następnym posiedzeniu Sejmu. Na razie większość mediów całkowicie milczy na ten temat.

Tymczasem działania mające na celu próbę zablokowania ustawy podejmuje Konfederacja. Politycy ugrupowania przekonują, że ustawa jest niekonstytucyjna i tak dalece ingerująca w prywatność użytkowników w sieci, że można już mówić o totalnej inwigilacji obywateli przez państwo.

Ustawa o komunikacji elektronicznej. Konfederacja alarmuje

Ponieważ w rezultacie cenzury profil Konfederacji został usunięty z Facebooka, informacja przekazywana jest na kontach posłów Konfederacji, a także za pośrednictwem innych platform społecznościowych, takich jak Twitter.

Według zapisów tej ustawy Policja i osiem innych służb (Biuro Nadzoru Wewnętrznego, Straż Graniczna, Służba Ochrony Państwa, ABW, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Żandarmeria Wojskowa, CBA i Krajowa Administracja Skarbowa) ma uzyskać pełny wgląd, w czasie rzeczywistym, we wszystko, co przesyłają Polacy przez komunikatory internetowe i pocztę e-mail, a także do danych lokalizacyjnych we wszystkich smartfonach. PiS chce mieć nieograniczony wgląd we wszystko, co wysyłamy innym przez Internet

– czytamy na profilu prezesa Ruchu Narodowego Roberta Winnickiego.

Czytaj więcej: Popkultura LGBT. Nastoletnia aktorka chwali się z bycia niebinarną

Apel do posłów PiS i Solidarnej Polski

W pierwszym czytaniu 13 stycznia ustawę poparli wszyscy posłowie PiS i Solidarnej Polski. Do dalszego procedowania tych przepisów może dojść już w tym tygodniu podczas posiedzenia Sejmu. Posłom obozu władzy przekazujemy dziś petycję, by głosowali zgodnie z interesem obywatelskim

– czytamy w oświadczeniu Konfederacji.

Wzywamy wszystkich parlamentarzystów PiS i Solidarnej Polski do wykazania się realnym patriotyzmem, do porzucenia planów objęcia narodu polskiego totalną inwigilacją i do głosowania PRZECIWKO tej skandalicznej ustawie!

– apeluje ugrupowanie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Władimir Putin

Władimir Putin / fot. PAP/EPA/ALEXEI DANICHEV / KREMLIN POOL / SPUTNIK /

  • We wsi w obwodzie nowogrodzkim w Rosji, sześć kilometrów od rezydencji Władimira Putina rozmieszczono system przeciwlotniczy.
  • Jeden z rozmówców portalu Agentstwo powiedział, że koło systemu dyżuruje stale trzyosobowa załoga.
  • Media informowały w zeszłym tygodniu o rozmieszczaniu systemów przeciwlotniczych Pancyr-S w Moskwie.
  • Zobacz także: Elon Musk opowiada o szczepionce na COVID-19. “Czułem się, jakbym umierał”

Portal opublikował fotografię systemu przekazaną przez mieszkańca wsi Jaszczerowo. Inni mieszkańcy tej wsi, jak i sąsiednich miejscowości potwierdzili, że działa tam obrona przeciwlotnicza. Jeden z rozmówców portalu powiedział, że koło systemu dyżuruje stale trzyosobowa załoga.

Czytaj więcej: Paryż. Ponad 20 tys. osób na francuskim Marszu dla Życia

Zaskakujące odkrycie nieopodal rezydencji Putina

Portal zauważa, że w rejonie tym nie ma żadnych innych obiektów, prócz rezydencji, które mogłyby być obiektem takiej ochrony.

Media informowały w zeszłym tygodniu o rozmieszczaniu systemów przeciwlotniczych Pancyr-S w Moskwie, na dachach budynków rządowych. Pojawiły się doniesienia, że jeden z systemów rozlokowany został koło miejscowości Zarieczje, około 10 km od rezydencji Putina w Nowo-Ogariowie pod Moskwą.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, tysol.pl

Parlament Europejski

Parlament Europejski / Fot. YouTube

W agendzie styczniowej sesji plenarnej PE znalazła się kolejna już debata, której temat oscyluje wokół rzekomych zagrożeń dla demokracji, praw człowieka i porządku konstytucyjnego ze strony polityków i aktywistów reprezentujących szeroko pojęte poglądy „prawicowe”. O domniemanych „Zagrożeniach terrorystycznych ze strony skrajnie prawicowych sieci ekstremistycznych występujących przeciwko demokratycznemu porządkowi konstytucyjnemu” Parlament Europejski dyskutował 18 stycznia. Podczas debaty wiele słów krytyki kierowano wobec środowisk „skrajnej prawicy”, nie definiując jednak dokładnie tego terminu. Niepokojące mogą być za to głosy sugerujące próby wprowadzenia w najbliższym czasie cenzury przeciwników politycznych w interneciepisze Anna Kubacka z Instytutu Ordo Iuris.

Cykliczny pręgierz dla prawicy

W kwietniu 2022 r. PE próbował oskarżać „skrajną prawicę” o współpracę z reżimem Putina[1]. Nie przyniosło to spodziewanego efektu, jako że w trakcie debaty jej pomysłodawcom skutecznie wytknięto wieloletnią praktykę Niemiec i Francji, które – pomimo embarga – sprzedawały broń Rosji oraz przypomniano nazwiska polityków, którzy znaleźli się na liście polityków otrzymujących finansowanie z Kremla (wśród nich znalazł się m.in. kanclerz Gerhard Schröder i była minister spraw zagranicznych Austrii).

Podobna debata, tym razem na temat rzekomego „wybielania antyeuropejskiej skrajnej prawicy w UE” odbyła się w październiku 2022 r.[2]  Wówczas dyskusja w dużej mierze dotyczyła tej części członków Europejskiej Partii Ludowej (EPL), którzy wywodzą się z włoskich partii tworzących w jesiennych wyborach parlamentarnych tzw. blok prawicowy. Eurodeputowanym nie podobało się, że ich włoscy koledzy mogli przyczynić się do wygranej Giorgi Meloni.

Zarówno kwietniową, październikową jak i najnowszą debatę o „skrajnej prawicy” łączy kilka wspólnych cech. Przede wszystkim żadnej z nich nie towarzyszył projekt rezolucji, co oznacza, że debaty te są swoistą „sztuką dla sztuki”. Biorąc pod uwagę ich treść i przebieg trudno oprzeć się wrażeniu, że stanowią swoisty pręgież, pod którym przedstawiciele lewicy publicznie próbują dyskredytować swoich politycznych przeciwników.

Każda zainicjowana została przez przedstawicieli lewej strony sceny politycznej i opierała się na próbach obarczenia przeciwników politycznych odpowiedzialnością za – można to powiedzieć bez cienia ironii – wszelkie zło tego świata, a już z pewnością za to co jako „złe” postrzega lewica. Sala plenarna PE w czasie rzeczonych debat przekształca się w arenę wolną od wszelkich zahamowań, gdzie z ust mówców padają często nie tylko oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim obraźliwe komentarze. Trudno się dziwić, że po doświadczeniach kwietniowej debaty, gdzie przedstawiciele prawicy próbowali jeszcze merytorycznie odpowiadać na formułowane wobec nich zarzuty, na październikowej pojawiło się już tylko kilku, którzy mogą dziś szczycić się zachowaniem stoickiego spokoju w jej czasie.

Trzecia debata

Ostatnią debatę [2022/3016(RSP)]rozpoczęła Jessika Roswall, która w imieniu Rady przypomniała, że terroryzm i ekstremizm powinny być zwalczane niezależnie od tego, czy są lewicowe, prawicowe czy mają podłoże religijne. W jej opinii „prawicowe sieci ekstremistyczne” to ruchy antysemickie, ale też np. sprzeciwiające się postulatom lobby LGBT. Celem tych ruchów ma być „ kreowanie napięcia politycznego, chaosu społecznego i w końcu – podminowywanie naszych systemów demokratycznych”. Roswall wskazała, że w czasie pandemii COVID-19 tendencja do szerzenia się takich szkodliwych idei w internecie bardzo wzrosła – strefa cyfrowa jest bowiem niezwykle podatnym gruntem dla rozwoju „tego rodzaju ideologii”.

Następną mówczynią była Ylva Johansson, która w imieniu Komisji Europejskiej wymieniła szereg dramatycznych wydarzeń, które rzeczywiście noszą znamiona terroryzmu. Po tak merytorycznym wstępie można było zakładać, że wypowiedź ta zdoła narzucić późniejszej debacie wyższy poziom niż we wcześniejszych przypadkach. Johansson zdecydowała się jednak pójść w innym kierunku i z pełną powagą oświadczyła, że „widzimy, że skrajni prawicowcy są coraz młodsi – w Estonii siedmioletni chłopiec założył skrajnie prawicowy ruch”. Dalsza wypowiedź była już bardzo chaotyczna: Komisarz mówiła o zagrożeniach płynących z internetu, uleganiu wyczytanym w sieci teoriom spiskowym, jednocześnie płynnie przechodząc do zapewnień o nieustannej walce Komisji Europejskiej z dezinformacją rosyjską i finansowaniem partii politycznych przez Rosję.

Mowy eurodeputowanych, którzy wzięli udział w debacie w znacznej mierze wpisały się w przewidywany schemat: oskarżenia o skrajność i zagrażanie demokracji szybko zostały skierowane wprost wobec oponentów politycznych.

Stygmatyzacją metodą walki politycznej

Spośród licznych krótkich przemówień jakie miały miejsce w czasie debaty warto odnotować przynajmniej kilka, które dają wgląd w jej przebieg oraz sposób postrzegania rzeczywistości przez europosłów różnych frakcji politycznych.

Eurodeputowana Gabriele Bischoff (Socjaliści i Demokraci – S&D) nie kryła się z faktem utożsamiania poglądów powszechnie określanych jako „prawicowe” z ekstremizmem, a nawet przedstawiania ich jako stwarzające zagrożenie terroryzmu. „Radykalizują się różne grupy, czasami o skrajnych poglądach (…) trzeba wznieść bariery, by nie mogli w naszym społeczeństwie operować. (…) Musimy pamiętać, że to nie są grupy gdzieś na marginesie społeczeństwa, nie, to są ludzie w centrum życia społecznego: czasami naukowcy, środowisko akademickie. Trzeba zrobić więcej, aby uniknąć normalizacji takich ideologii i ruchów, aby nie rosły w siłę. (…). To rola Parlamentu Europejskiego, by położyć kres tej fali ekstremizmu i terroru” – mówiła Bischoff.

Valérie Hayer, europosłanka zrzeszona w grupie Renew, rozpoczęła swe wystąpienie od porównania „skrajnej prawicy” do dżihadyzmu. Zwróciła się bezpośrednio do przedstawicieli Europejskiej Partii Ludowej z apelem, by zaprzestali „kokietowania skrajnej prawicy”, co było jasnym nawiązaniem do tematu poruszanego podczas październikowej debaty, czyli pośredniego przyczynienia się EPL do zwycięstwa Giorgi Meloni w wyborach we Włoszech[3].

W imieniu Zielonych głos zabrała eurodeputowana Terry Reintke, która podobnie jak jej poprzednicy posłużyła się przykładami brutalnych aktów terroryzmu (m.in. zamachy dokonane w 2011 r. przez Andersa Breivika), aby umotywować nimi próby ograniczenia wolności słowa i wyeliminować z debaty publicznej przeciwników politycznych.

Jean-Pau Gerraud, eurodeputowany z grupy Tożsamość i Demokracja (ID) jako pierwszy zwrócił uwagę, że faktem jest, że terroryzm od lat szerzy się w Europie, i że bardzo często finansowany jest przez państwa zewnętrzne. Dodał jednak, że przez zaślepienie ideologiczne Unia Europejska i eurodeputowani nie dostrzegają skali terroryzmu islamistycznego, przy którym akty terroryzmu skrajnej prawicy są jednostkowe.

„UE ma obsesję na punkcie skrajnej prawicy, której terroryzm jest mniejszościowy w porównaniu z terroryzmem islamistycznym i skrajnej lewicy” – wskazał eurodeputowany. Dodał także, że termin „skrajna prawica” jest bardzo niejasny, nie wiadomo kogo właściwie ma oznaczać: „może Parlament się pomylił w tytule i chodziło tu o zagrożenia islamistyczne i pochodzące ze skrajnej lewicy?” – pytał retorycznie Gerraud, po czym dodał, że: „Podczas, gdy terroryzm islamistyczny uderza w nasz kontynent, my rozmawiamy o zagrożeniach, które istnieją szczególnie w państwa wyobraźni”.

Z ramienia Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) wypowiedział się eurodeputowany Joachim Brudziński. Poseł z Polski poparł walkę z wszelkiego rodzaju ekstremizmem, zwrócił jednak uwagę, że „pod płaszczem rzekomej walki z ekstremizmem prawicowym próbuje się przypisywać partiom prawicowym ten niejasny termin «ekstremizmu prawicowego»”. Przywołał raport komisji LIBE (Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych) z lipca 2022 r. w którym jako przykłady ekstremizmu prawicowego wskazano m.in. Radio Maryja czy Solidarność. Wskazał także, że zarówno nazizm, jak i faszyzm mają korzenie lewicowe. „Konserwatyzm nie ma nic wspólnego z szaleństwem ekstremizmu lewicowego” – dodał na koniec Brudziński, przypominając jak Parlament Europejski przedstawiał obchody Narodowego Święta Niepodległości w Polsce jako marsz „faszystów”.

„Ta debata to kolejny przykład na to, że PE odnotowuje jedynie te okropieństwa, które popełnia skrajna prawica. Wydaje mi się, że są to podwójne standardy (…) W 2006 r. (…) PE nawet nie zastanawiał się nad tym by pomówić o działaniach postkomunistycznego rządu, który użył przemocy wobec pokojowych demonstrantów [na Węgrzech – przyp. AK]. Mam już tego dość. Kiedy lewica i centrum jest «ok», a prawica jest zawsze «skrajna»” – mówił węgierski eurodeputowany Ernő Schaller-Baross. Dodał także, że mając na uwadze niedawny skandal korupcyjny w PE, przedstawiciele lewicy i centrum powinni się bardziej przyjrzeć sobie samym. 

W bardzo emocjonalne tony uderzyła eurodeputowana ze Szwecji, Abir Al-Sahlani (Renew): „Ekstremalna prawica, tu, w Parlamencie, przedstawia swoją narrację bez żadnych konsekwencji. A jeśli chodzi o ich propagandę – nie uznają tej radykalizacji, którą sami spowodowali. Chętnie wskazują innych jako terrorystów, ale nie są gotowi spojrzeć na własną sytuację. Jestem szczerze przerażona, że mogłabym spotkać jednego z waszych popleczników wieczorem na ulicy, po ciemku, nie chciałabym takiej sytuacji. A wy macie możliwość istnienia w polityce! Możecie tu przedstawiać swoją narrację, możecie tu przedstawiać swoje rasistowskie poglądy. My, jako Europejczycy, mamy prawo do wolności od rasizmu i terroryzmu na ulicach i placach Unii Europejskiej”.

Wypowiedź ta jest już całkowitym zaprzeczeniem próby ukazania przedmiotu debaty przez przedstawicieli Rady i Komisji jako chęci walki z faktycznym ekstremizmem i terroryzmem. Wypowiedź Abir Al-Sahlani, obok wielu innych jakie padły w tej debacie, jasno odnosi się do przeciwników politycznych i nie pozostawia wątpliwości, że debata z 18 stycznia wpisuje się w cykl debat mających na celu dyskredytowanie i stygmatyzowanie szeroko pojętej prawicy.

Zwróciła na to uwagę eurodeputowana Laura Huhtasaari (ID), która wprost powiedziała, że brak merytorycznych argumentów po stronie lewicy skutkuje niepoważnym przezywaniem politycznych oponentów i próbą ich stygmatyzowania. Huhtasaari pytała też, dlaczego PE nie interesuje się poczynaniami anarchistów, którzy w Nowy Rok w Berlinie atakowali policję oraz czy KE w ogóle zauważa, że ekstremizm jest nie tylko prawicowy – zwróciła przy tym uwagę, że działania PE podejmowane przeciw ekstremizmowi jak do tej pory skupiają się jedynie na tym, że jest on „prawicowy”. Na tego typu hipokryzję po stronie PE zwróciła uwagę także eurodeputowana Elżbieta Kruk (EKR).

„Mowa nienawiści”

Jako kulminacyjny moment debaty można wskazać wymianę zdań pomiędzy eurodeputowanymi Miguelem Urban Crespo (Lewica) i Bogdanem Rzońcą (EKR).

Urban Crespo w swym wystąpieniu stwierdził, że „skrajna prawica jest dziś największym zagrożeniem dla demokracji w Europie”. Mowę nienawiści stosowaną przez prawicowych polityków określił mianem paliwa dla skrajnie prawicowych terrorystów, zaś receptą na ograniczenie ich wpływu miałoby być „tworzenie połączeń między społecznościami”, czyli migracja ludności.

W odpowiedzi na to wystąpienie eurodeputowany Bogdan Rzońca wskazał, że do października 2022 r. Frontex (Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej) zarejestrował ok. 280 tysięcy nielegalnych wjazdów do Unii Europejskiej, czyli ok. 77 proc. więcej niż w całym 2021 r.

Przypomniał, że nawet premier Szwecji podczas wygłoszonego dzień wcześniej w PE wystąpienia z okazji przejęcia przez Szwecję przywództwa w Radzie UE na najbliższe sześć miesięcy przyznał, że UE musi podjąć walkę z nielegalną imigracją.

Zapytany o opinię w tej sprawie Urban Crespo odpowiedział, że wypowiedź Rzońcy jest rzekomo „świetnym przykładem mowy nienawiści, która podsyca terroryzm skrajnie prawicowy”.

Pytanie o skutki

Może się wydawać, że tego typu debaty, jak opisana powyżej, są stosunków niegroźnym narzędziem potyczek politycznych, przy czym nie da się nie zauważyć, że jedna ze stron sporu ma wyraźną przewagę instytucjonalną.

Mimo że, jak do tej pory, żadna z debat piętnujących „skrajną prawicę” nie zakończyła się podjęciem konkretnych działań, ani nawet przyjęciem rezolucji, to należy zwrócić uwagę na postulaty jakie powtarzane są w wystąpieniach lewicowych eurodeputowanych.

Podczas dyskusji w kwietniu i październiku 2022 r., z ust wielu uczestników padały deklaracje o tym, że w debacie publicznej, owszem, jest miejsce dla przedstawicieli prawicy – ale nie dla „skrajnych” poglądów. Takie ujęcie tematu jest oczywiście zabiegiem, którego skutkiem może być w przyszłości całkowite wyrugowanie z życia politycznego osób o poglądach innych niż tolerowane przez unijnych decydentów. Jest to mechanizm analogiczny do włączanej już w kolejne systemy prawne zbrodni „mowy nienawiści”, która – nie posiadając jednoznacznej definicji – może być wykorzystywana jako narzędzie cenzury. Zarzut mowy nienawiści został zresztą w niedawnej debacie sformułowany wobec eurodeputowanego Rzońcy, który ośmielił się postawić pytanie o stosunek lewicy do rosnącej nielegalnej imigracji.

Zwraca także uwagę fakt powtarzanej wielokrotnie tezy o szkodliwym wpływie internetu i panującej w tej przestrzeni wolności, która przez licznych eurodeputowanych – ale i przedstawiciela Rady, była utożsamiana ze źródłem ekstremizmu (jakże by inaczej) prawicowego. Wprowadzenie takiego ujęcia tematu może oznaczać, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się podjęcia przez UE inicjatywy mającej uregulować, a w praktyce ocenzurować treści i ograniczyć wolność panującą, jak do tej pory, w przestrzeni internetowej.

Wreszcie, najbardziej bezpośrednim skutkiem tego typu debat jest wpływ na postrzeganie w przestrzeni publicznej i politycznej wszystkich przedstawicieli szeroko pojętej prawicy. Niewątpliwym efektem ustawicznej stygmatyzacji już dziś jest upowszechnione piętno „skrajności” wobec postaw niezgodnych z opiniami lewicowo-centrowej większości.

Anna Kubacka – analityk Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris

Wybory prezydenckie w Czechach

Petr Pavel / Fot. Twitter

  • W niedzielę w czeskiej telewizji doszło do debaty kandydatów na urząd prezydenta kraju – Andrej Babisz i Petr Pavel.
  • Babisz stwierdził, że nie wysłałby do naszego kraju pomocy wojskowej.
  • Oburzony tymi słowami emerytowany generał, podkreślił, że w swoją drugą podróż przyleci do Polski.
  • Zobacz także: Japonia: Najmniej urodzeń od 1899 roku. Premier zapowiada działania

W niedzielę w czeskiej telewizji doszło do debaty kandydatów na urząd prezydenta kraju. Wzięli w niej udział przewodniczący ANO i były premier Andrej Babisz oraz były przedstawiciel czeskiej armii i NATO Petr Pavel.

W pewnym momencie Babisz został zapytany, czy w wypadku ataku na Polskę, lub inne państwa bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia), jako prezydent wysłałby na pomoc czeskich żołnierzy.

Z pewnością nie

odpowiedział były premier Czech.

W żadnym przypadku nie wysyłałbym naszych dzieci na wojnę. Polska nie zostanie zaatakowana, musimy temu zapobiec

– podkreślił Andrej Babisz.

Kiedy jego kontrkandydat przypomniał mu, że tego wymagają zobowiązania w ramach NATO, Babisz stwierdził, że pytanie jest czysto hipotetyczne.

Generał zapewnił o poparciu Polski

Wypowiedź Babisza wywołała oburzenie w Polsce. Od słów swojego rywala odciął się też w mediach społecznościowych Petr Pavel. Kandydat do urzędu prezydenta złożył też ważną deklarację dot. relacji z Warszawą.

Zdecydowałem, że jeśli zostanę prezydentem w moją drugą podróż udam się z wizytą do Polski, aby zapewnić naszego dobrego sąsiada i przyjaciół z krajów bałtyckich, że dotrzymujemy umów i że Andrej Babisz nie przemawia w naszym imieniu. Swoim oświadczeniem, że z pewnością nie wysłałby naszych żołnierzy do Polski lub krajów bałtyckich, gdyby zostali zaatakowani, Babiš zignorował nasze zobowiązania sojusznicze i znacząco zagroził naszej wiarygodności i bezpieczeństwu

– zapewnił emerytowny generał Petr Pavel.

Czytaj więcej: Stoltenberg o czołgach dla Ukrainy: “Będzie to miało ogromne znaczenie dla tego kraju”

Pavel liderem sondaży

Według sondażu ośrodka Ipsos były szef Komitetu Wojskowego NATO może liczyć na 58,8 proc. głosów, a jego konkurent, przewodniczący opozycyjnej partii ANO i były szef rządu – na 41,2 proc.

Druga tura wyborów prezydenckich w Czechach odbędzie się 27 i 28 stycznia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, twitter.com

Nowa Sztuka pod okiem policji

Policja przeszukuje budynek Nowej Sztuki w Sopocie / Fot. Twitter

  • Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia służby weszły do dawnego budynku Zatoki Sztuki.
  • Policjanci mieli za zadanie odnaleźć przedmioty, które mogłyby popchnąć sprawę zaginięcia Iwony Wieczorek.
  • Według informatora “tvn24.pl” funkcjonariusze zgromadzili co najmniej setki materiałów biologicznych, które zostaną przebadane.
  • Zobacz także: Japonia: Najmniej urodzeń od 1899 roku. Premier zapowiada działania

Śledczy natknęli się na tajemniczego pana z ręcznikiem, zatrzymano również Pawła P., któremu postawiono zarzuty utrudniania śledztwa. Ostatnio pojawiły się kolejne informacje w sprawie. Informator serwisu “tvn24.pl” przekazał, co udało odnaleźć się w czasie przeszukiwań dawnego budynku Zatoki Sztuki. 

Jeszcze przed świętami służby weszły do dawnego budynku Zatoki Sztuki. W mediach nie brakowało podejrzeń, że przeszukanie to ma jakiś związek ze sprawą Iwony Wieczorek. Inspektor Marek Dyjasz uważa, że miejsce to mogłoby być idealne do ukrycia zbrodni.

Nie mam pojęcia, czego prokuratura tam szuka. To miejsce było nieużytkiem z podupadłym domem w momencie zaginięcia Wieczorek. Tam każdy mógł wejść i spotkać się w celach, chociażby kryminalnych. To było idealne miejsce, żeby popełnić przestępstwo. Ale czy pozbawić życia Iwonę Wieczorek i ją tam zakopać? Wątpię

– powiedział Marek Dyjasz.

Czytaj więcej: W ubiegłym 2022 roku zdobyliśmy 335 medali we wszystkich dyscyplinach sportowych

Zatoka Sztuki – nowe dane

Przeszukanie budynku zlecił krakowski wydział Prokuratury Krajowej. Jeden z kryminalistyków, w rozmowie z tvn24.pl, ujawnił, co udało się odszukać śledczym w dawnym budynku Zatoki Sztuki.

Szukano tam raczej przedmiotów, z których można wydobyć ślady tj. ubrania czy niedopałki papierosów, z których można zabezpieczyć próbkę śliny

– wyjaśnił jeden z kryminalistów w rozmowie z “tvn24.pl”.

Informator portalu dodał, że na miejscu znaleziono nawet tysiące śladów. Zabezpieczone ślady biologiczne trzeba liczyć w setkach, jeśli nie tysiącach. Gromadzone są zewsząd – ze środka lokalu, z zewnątrz, z baru, ze śmieci, ze studzienek.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Argentyna i Brazylia pracują nad wspólną walutą

Prezydent Argentyny Albert Fernandez i Brazylii Luiz da Silva / Fot. Twitter

  • Władze Brazylii i Argentyny już w 2019 roku rozmawiały o możliwości ustanowienia wspólnej waluty, jednak przeciwstawił się Bank Centralny Brazylii.
  • Obecnie obie strony wróciły do rozmów nad wprowadzeniem wspólnej waluty.
  • W najbliższym tygodniu przedstawiciele obu krajów mają oficjalnie poinformować o zainicjowaniu prac przygotowawczych nad Sur.
  • Zobacz także: Amerykański kongresmen jako drag queen. Polityk zaprzecza doniesieniom

Władze Brazylii i Argentyny już w 2019 roku rozmawiały o możliwości ustanowienia wspólnej waluty, jednak przeciwstawił się Bank Centralny Brazylii i prace utknęły w martwym punkcie. Teraz Buenos Aires i Brasilia wracają do tej koncepcji.

W najbliższym tygodniu przedstawiciele obu krajów mają oficjalnie poinformować o zainicjowaniu prac przygotowawczych nad Sur. Pomysłodawcy wskazują, że przedsięwzięcie ma na celu ożywienie regionalnego handlu i zmniejszenie zależności od amerykańskiego dolara.

To pierwszy krok na długiej drodze, którą Ameryka Łacińska musi obrać

– powiedział argentyński minister gospodarki Sergio Massa.

Czytaj więcej: W czym byliśmy najlepsi w ubiegłym 2022 roku w sporcie?

Unia walutowa w Ameryce Południowej?

W dalszej perspektywie do inicjatywy miałyby dołączyć kolejne kraje Ameryki Łacińskiej. Oficjalne ogłoszenie projektu ma nastąpić w trakcie wizyty prezydenta Brazylii Luiza Luli da Silvy w Argentynie przy okazji rozpoczynającego się w poniedziałek w Buenos Aires szczytu Wspólnoty Państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów.

zanim dojdzie do podjęcia prac mają się wcześniej wypowiedzieć przedstawiciele banków centralnych o możliwości realizacji proponowanych rozwiązań.

Według szacunków podanych w “Financial Times”, Unia walutowa obejmująca całą Amerykę Łacińską wytwarzałaby łącznie 5 proc. globalnego PKB.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Francuski Marsz dla Życia

Marsz dla Życia we Francji / Fot. Twitter

Około 20 tys. osób przemaszerowało przez Paryż z Montparnasse na Place Vauban. 17. edycja Marszu dla Życia zgromadziła liczną grupę młodych.

20 tys. Obrońców Życia zmobilizowało się w Paryżu, by przeciwstawić się ukonstytuowaniu aborcji i legalizacji eutanazji!

-poinformowała organizacja Marche Pour La Vie.

Czytaj więcej: Błaszczak: “Rozmawialiśmy w gronie państw, które używają Leopardów”

Marsz dla Życia we Francji

Marche Pour La Vie to stowarzyszenie, które co roku organizuje demonstrację mającą na celu przypomnienie o godności i wartości każdego ludzkiego życia – od poczęcia do naturalnej śmierci. W okolicach III niedzieli stycznia (w odpowiedzi na wejście w życie ustawy z 17 stycznia 1975 r.) skupia tych, którzy wciąż sprzeciwiają się kulturze śmierci.

Przypominamy i nadal będziemy przypominać o fundamentalnym zakazie zabijania, o prawdziwej roli medycyny, o obowiązku ochrony niewinnych i słabych

– wskazują liderzy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl, twitter.com

Elon Musk

Elon Musk / Fot. Youtube/TED

  • Elon Musk pochwalił się za pośrednictwem Twittera nieprzyjemnymi skutkami przyjęcia jednej z dawek szczepionki przeciwko COVID-19.
  • Druga dawka przypominająca okazał się dla niego katastrofalnym wyborem, który zakończył się szczęśliwie.
  • On sam przez kilka dni był ciężko chory, jednakże o wiele młodszy kuzyn miał zapalenie mięśnia sercowego.
  • Wyjaśnił również, że został zmuszony do wzięcia drugiej dawki, przez swoją podróż do Niemiec.
  • Zobacz także: Popkultura LGBT. Nastoletnia aktorka chwali się z bycia niebinarna

Elon Musk pochwalił się za pośrednictwem Twittera nieprzyjemnymi skutkami przyjęcia jednej z dawek szczepionki przeciwko COVID-19. W serii tweetów dyrektor generalny Twittera powiedział, że czuł się, jakby umierał.

Miałem poważne skutki uboczne po moim drugim zastrzyku przypominającym. Czułem się, jakbym umierał przez kilka dni. Mam nadzieję, że bez trwałych uszkodzeń, ale nie wiem

– czytamy we wpisie Elona Muska.

Następnie dodał, że jego młodszy kuzyn, pomimo doskonałego zdrowia, miał poważny przypadek zapalenia mięśnia sercowego.

A mój kuzyn, który jest młody i w szczytowym stanie zdrowia, miał poważny przypadek zapalenia mięśnia sercowego. Musiał iść do szpitala

– dodał ekscentryczny miliarder.

W trzecim poście Musk wyjaśnił, że zdobycie drugiego wzmacniacza nie było jego wyborem, ale było wymogiem odwiedzenia lokalizacji Tesli w Berlinie w Niemczech.

Musiałem odwiedzić Tesla Giga Berlin. Nie mój wybór

– wyjaśnił Musk, dlaczego pzyjął kolejną dawkę szczepionki.

W jeszcze innym wpisie Musk wyjaśnił, że nie miał problemów z otrzymaniem początkowej szczepionki Johnson & Johnson ani pierwszego przypominającego dawki mRNA.

Miałem OG C19 przed pojawieniem się szczepionek i było to w zasadzie łagodne przeziębienie. Potem miałem szczepionkę J&J bez żadnych złych skutków, z wyjątkiem tego, że przez chwilę bolało mnie ramię

– napisał przedsiębiorca.

Posty Muska były odpowiedzią na tweet Rasmussen Reports, w którym podano, że około 12 milionów ludzi mogło doświadczyć poważnych skutków ubocznych po otrzymaniu szczepionki.

Czytaj więcej: Prezes EBC: “Nie chcemy być zmuszani do robienia więcej, niż jest to konieczne”

“Rzadkie” przypadki skutków ubocznych szczepionek covidowych

Według Centers for Disease Control and Prevention przypadki zapalenia mięśnia sercowego stanowią rzadkie ryzyko dla osób otrzymujących szczepionki mRNA COVID-19.

Te rzadkie przypadki zapalenia mięśnia sercowego lub zapalenia osierdzia występowały najczęściej u nastolatków i młodych dorosłych mężczyzn w wieku 16 lat i starszych, w ciągu 7 dni po otrzymaniu drugiej dawki szczepionki mRNA COVID-19 (Pfizer-BioNTech i Moderna). nie zaobserwowano podobnego schematu zgłaszania przypadków po otrzymaniu szczepionki Janssen COVID-19 (Johnson & Johnson)

– czytamy na stronie Centers for Disease Control and Prevention.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

foxbuisness.com, twitter.com

dziecko w szpitalu

Dziecko w szpitalu / Fot. Youtube

Premier Japonii Fumio Kishida zobowiązał się w poniedziałek (23 stycznia) do podjęcia pilnych kroków w celu rozwiązania problemu spadającego wskaźnika urodzeń w kraju, mówiąc, że jest to zadanie na “teraz albo nigdy” dla jednego z najstarszych społeczeństw świata.

Japonia w ostatnich latach próbowała zachęcić swoich obywateli do posiadania większej liczby dzieci obietnicami bonusów pieniężnych i lepszych świadczeń, ale według badań pozostaje jednym z najdroższych miejsc na świecie do wychowania dziecka.

Według oficjalnych szacunków liczba urodzeń spadła w zeszłym roku do rekordowo niskiego poziomu, po raz pierwszy spadając poniżej 800 000 – był to przełomowy moment, który nastąpił osiem lat wcześniej niż spodziewał się tego rząd.

“Nasz naród znajduje się na krawędzi tego, czy może utrzymać swoje funkcje społeczne” – powiedział Kishida w przemówieniu na otwarciu tegorocznej sesji parlamentarnej.

“To jest teraz albo nigdy, jeśli chodzi o politykę dotyczącą narodzin i wychowania dzieci – jest to kwestia, która po prostu nie może dłużej czekać” – dodał.

Kishida powiedział, że do czerwca przedstawi plany podwojenia budżetu na politykę dotyczącą dzieci, a w kwietniu powstanie nowa agencja rządowa ds. dzieci i rodzin, która będzie nadzorować tę kwestię.

Japonia jest trzecim najdroższym krajem na świecie, jeśli chodzi o wychowanie dziecka, według YuWa Population Research, za Chinami i Koreą Południową, krajami, w których również obserwuje się kurczenie populacji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Interia, channelnewsasia.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Liczba nielegalnych przekroczeń granicy do kraju rosła w ostatnich trzech latach, skacząc z 11 043 w 2020 r. do 18 859 w 2021 r., po czym w zeszłym roku gwałtownie wzrosła do 52 077.

Znaczący wzrost w ubiegłym roku “jest głównie spowodowany nieregularnym wjazdem migrantów do Szwajcarii przez wschodnią granicę, a także przez południową granicę”, stwierdził urząd federalny, odnosząc się do jej granic z Austrią i Włochami.

“Migranci, którzy nielegalnie wjechali do Szwajcarii, są głównie narodowości afgańskiej i marokańskiej” – dodał OFDF.

Wielu z tych, którzy dostali się do kraju, posiadało austriacką kartę procedury azylowej, przebywało w Europie od jakiegoś czasu i chciało się przedostać do Francji lub Wielkiej Brytanii – wynika z informacji straży granicznej, na które powołuje się szwajcarski portal informacyjny SWI.

Szwajcaria jest otoczona przez kraje UE, które przystąpiły do strefy swobodnego przemieszczania się Schengen, do której sama należy, co znacznie utrudnia przeprowadzanie kontroli granicznych.

Pomimo znacznego wzrostu liczby nielegalnych przekroczeń granicy, liczba osób aresztowanych pod zarzutem przemytu osób w rzeczywistości nieznacznie spadła w zeszłym roku w porównaniu z rokiem 2021, z 478 do 476 aresztowań.

Próbując zwalczyć niepokojący trend nielegalnej imigracji, rządy Szwajcarii i Austrii uzgodniły we wrześniu ubiegłego roku plan działania na rzecz wzmożonych poszukiwań transgranicznych i większej współpracy w celu zwalczania przemytników.

Dwie trzecie aresztowań nielegalnych imigrantów w 2022 roku miało miejsce w ostatnich pięciu miesiącach roku, co sugeruje, że działania podjęte przez władze były przynajmniej w pewnym stopniu przydatne, ale rosnąca liczba nielegalnych imigrantów pokazuje, że trzeba zrobić więcej, aby opanować sytuację.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com