Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Wikimedia Commons

  • Trener niemieckiej reprezentacji Stefan Horngacher dał upust swoim emocjom po fatalnym występie niemieckich zawodników podczas mieszanego konkursu drużynowego.
  • Niemiecka reprezentacja przez dyskwalifikację ukończyła zawody już po 1 serii.
  • Austriak skrytykował skrupulatną pracę sędziów technicznych, którzy sprawdzali sprzęt oraz kostiumy.
  • Do chóru krytyki dołączył również szef Niemieckiego Związku Narciarskiego Horst Huettel.
  • Także i jemu nie spodobały się szczegółowe badania sprzętu podczas Igrzysk Olimpijskich.
  • Zobacz także: Skoki narciarskie: Szokujące rozstrzygnięcie w mikście! Wielcy faworyci poza podium

“To ma bardzo gorzki smak”

To, co się wydarzyło, ma bardzo gorzki smak. Podczas igrzysk zaczęto mierzyć wszystko inaczej i z większą częstotliwością. Dla mnie to teatr kukiełkowy, to nie jest w interesie sportu 

– powiedział Stefan Horngacher w wywiadzie dla stacji ZDF.

Natomiast kilka minut później, udzielając wywiadu dla Eurosportu, Austriacki trener był już bardziej stanowczy, zapowiadając nawet swoją rezygnację z dalszego trenowania skoczków narciarskich.

Nie jestem pewien, czy w przyszłym sezonie będę chciał nadal uczestniczyć w tym teatrze. Jestem bardzo rozczarowany

– stwierdził.

Pomimo ogromnego żalu do organizatorów, Austriak potrafił jednak odnaleźć pozytywne aspekty udziału swoich zawodników podczas konkursów olimpijskich.

Pozytywne jest to, że oddaliśmy dziś dobre skoki. Karl w końcu przełamał tę skocznię. Zamykamy ten rozdział, na dużej skoczni wszystko zacznie się od nowa

– podkreślił Horngacher, szukając pozytywów u swoich zawodników.

“To skandaliczne”

Rozgoryczony był także Horst Huettel z Niemieckiego Związku Narciarskiego, który krytykował zbyt długą weryfikację stroju i sprzętu skoczków.

To skandaliczne. FIS mierzy kombinezony inaczej w zawodach zespołowych niż indywidualnych. Wszystkie zdyskwalifikowane dziewczyny miały te same kombinezony, w których startowały w sobotnim konkursie. W ten sposób niszczy się sport. Katharina mówi, że miała wrażenie, iż kontrola będzie trwała tak długo, aż uda się w końcu znaleźć coś nieprzepisowego

– żalił się szef Niemieckiego Związku Narciarskiego.

Przypomnijmy, że po dyskwalifikacji srebrnej medalistki konkursu indywidualnego, Kathariny Althaus, Niemcy nie zdołały zakwalifikować się do serii finałowej dzisiejszej rywalizacji. Ponadto dyskwalifikacje dotknęły jeszcze czterech innych kobiet z czołowych ekip.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Hipokryzja Horngachera?

Do zarzutów odniosła się Agnieszka Baczkowska, odpowiedzialna z ramienia FIS za kontrolę sprzętu zawodniczek.

Najlepsze teamy zawsze są „na limicie” jeśli chodzi o sprzęt. Niektóre z nich te limity przekraczają, a wtedy trzeba się liczyć z dyskwalifikacją. Nie spodziewałam sią jednak aż takich problemów. Tym bardziej, że były sygnały, że te drużyny są pod obserwacją, więc mieli szansę. Plotki zaczęły same drużyny, a te kontrole i dyskwalifikacje, to była nasza reakcja na nie – powiedziała.

Podkreśliła też, że “nie mówimy o połowie centymetra czy nawet o centymetrze luzu w stroju więcej niż na to pozwalają przepisy”. Kontrolerka twierdzi, że nie miała innego wyjścia. Jak się okazuje, każda z ekip otrzymała już wcześniej ostrzeżenia i widziała, że jest pod obserwacją kontrolerów FIS. Z kolei pod obserwację poszczególni zawodnicy wpadli po wzajemnych donosach od poszczególnych ekip.

sport.pl, skijumping.pl, skokipolska.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter/Ben Scallan

  • Lewicowy rząd premiera Pedro Sancheza zatwierdził kontrowersyjny projekt, który ma pomóc dzieciom w „identyfikowaniu i eliminowaniu wszelkiej dyskryminacji”.
  • Nowy program ma otoczyć szczególną opieką maluchy, które nie utożsamiają się z płcią, która przypisana jest przy urodzeniu.
  • Dokument nie zawiera odniesień do rodziny i prawie w ogóle nie wspomina się o roli rodziców, czy opiekunów prawnych w wychowaniu dzieci.
  • Zobacz także: Kapłan z półrocznym zakazem głoszenia Ewangelii

O zatwierdzeniu polemicznego programu nauczania dla najmłodszych poinformował dziennik „El Mundo”. Gazeta podkreśliła, że treści edukacyjne mają być na razie „orientacyjne”, a nie obowiązkowe dla regionów autonomicznych.

Im wcześniej, tym lepiej

W opublikowanym przez prasę dokumencie można przeczytać, że to właśnie w wieku do 6 lat dochodzi do „odkrywania seksualności” i rozpoczyna się „konstruowanie płci”.

W tym czasie szczególnie ważne jest towarzyszenie dzieciom w ich osobistym rozwoju, respektując różnorodność afektywno-seksualną i pomagając im w identyfikowaniu i eliminowaniu wszelkiej dyskryminacji

– wskazano w tekście.

Hiszpańska prasa zwraca uwagę, że nowe wytyczne opierają się na teorii „queer”, zgodnie z którą płeć się buduje i modeluje społecznie, a nie jest kwestią biologii i czymś wrodzonym.

„Mamo, ja jestem chłopcem czy dziewczynką?”

Zmiany jakie zaszły w Hiszpanii dewaluują religię i rolę rodziny. Ustalone zostały, by rzekomo wesprzeć dzieci nieidentyfikujące się z płcią przypisaną przy urodzeniu. To wszystko na bardzo wczesnym etapie rozwoju.

Interakcja z osobą dorosłą ukierunkowuje i w znacznym stopniu kształtuje chłopców i dziewczynki, gdyż dzieci mają tendencje do naśladowania i powielania strategii i komunikowania społecznego (…) Dlatego konieczne jest identyfikowanie i eliminowanie mechanizmów ukrytej dyskryminacji obecnych w środowisku szkolnym

– podkreślono w programie.

Do zaistniałej sytuacji odniósł się również hiszpański „El Espanol”:

Ledwo co porzucają smoczek i już trzeba wspierać tych, którzy rzekomo nie identyfikują się z płcią przypisaną przy urodzeniu.

Wspomniano również o pogadance na temat tożsamości płciowej zorganizowanej przez jedną ze szkół w Madrycie, po której 5-letnie dziecko zapytało matkę: – Mamo, ja jestem chłopcem czy dziewczynką?

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Dramat polskiego panczenisty

Zbigniew Bródka / Fot. Twitter

Igrzyska olimpijskie nie zaczynają się dobrze dla Zbigniewa Bródki. Mistrz olimpijski z Soczi z powodu kontuzji mięśnia przywodziciela uda nie będzie w stanie wystąpić w wyścigu na 1500 metrów.

Informuję z bólem serca, że niestety nie wystartuję jutro na 1500m w Pekinie. Przepraszam państwa, ale nie była to łatwa decyzja, mimo wszystko uważam, że jedyna słuszna

– poinformował na swoim instagramie Zbigniew Bródka.

Choć od czasu zdobycia złotego medalu Igrzysk Olimpijskich przez Zbigniewa Bródkę minęło już 8 lat, to start w Pekinie miał być zwieńczeniem udanej kariery polskiego panczenisty. Niestety nasz mistrz w łyżwiarstwie szybkim nie pokaże swoich umiejętności na jego koronnym dystansie. Przed wylotem na igrzyska zdobyć trzecie miejsce w pucharze w zawodach w Tomaszowie Mazowieckim.

Nie wszystko jednak stracone, bo czeka go jeszcze start w biegu masowym, gdzie będzie walczył o najwyższe cele. Swój pierwszy występ odpuścił ze względu na zbyt duże ryzyko pogłębienia się kontuzji i ewentualnego wykluczenia z kolejnego wyścigu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

sport.tvp.pl

Dr Jacek Magdoń. / Fot. arch. dr Jacek Magdoń.

Zobacz także: Źródła władzy USA! Boroń o stuleciu Traktatu Waszyngtońskiego z 6 lutego 1922

Piotr Motyka: Jak na dzisiaj wygląda prawo dostępu do broni w Polsce, na tle innych krajów?

Dr Jacek Magdoń: W Polsce zarejestrowanych jest mniej niż 600 tysięcy sztuk broni palnej. To nam daje średnio poniżej 2 sztuki na 100 mieszkańców. To bardzo mało. Są lepsze, regionalne statystki, np. na dzień 31 grudnia 2021 roku na terenie województwa podkarpackiego zarejestrowanych było ponad 54 tysiące sztuk broni palnej, co na ponad 2 miliony mieszkańców województwa daje blisko 3 sztuki na 100 osób. W Norwegii czy Niemczech statystycznie przypada ponad 30 sztuk broni na 100 mieszkańców, w Szwajcarii czy Finlandii ponad 45 sztuk na 100, w Czechach, które gonią kraje zachodnioeuropejskie to co najmniej kilkanaście sztuk. Wprawdzie to orientacyjne dane z ostatnich lat, bez rozbicia na rodzaje broni, w tym na broń automatyczną, ale jasno pokazują, że jesteśmy rozbrojonym społeczeństwem.

Piotr Motyka: Są w Polsce środowiska, które sprzeciwiają się dostępowi do broni i biją na alarm, ze względu na lawinowo rosnącą ilość wydawanych przez policję pozwoleń w mijających latach, więc jak to jest w rzeczywistości?

Dr Jacek Magdoń: Dzieje się to za sprawą pewnych ułatwień, głównie kolekcjonerskich, co jest zjawiskiem pozytywnym. A Polska ma piękną tradycję i kulturę posiadania broni, czego symbolem była polska szabla czy legendarny pistolet VIS. Walka o Niepodległość z bronią w ręku wpisała się w nasze narodowe DNA. Niestety ten dorobek został zniszczony przez okupantów, za Hitlera i Stalina, a ostatecznie dzieło zniszczenia dopełniło się w okresie „komuny” i PRL-u, kiedy władza „ludowa” używała broni przeciwko Polakom, równocześnie zabierając im prawa obywatelskie, w tym prawo do posiadania broni. Wielowiekowa tradycja została przerwana, przepadły piękne kolekcje polskiej broni. Na tę traumę nałożyły się głośne medialnie przestępstwa z użyciem broni w Ameryce, nie mające nic wspólnego z Europą, ale utrwalając negatywne emocje z poprzedniej epoki.

Piotr Motyka: Jakie są zalety i wady łatwiejszego dostępu do posiadania broni, ponieważ w powszechnej opinii istnieją obawy z tym związane?

Dr Jacek Magdoń: Jestem za odrodzeniem kultury posiadania broni w Polsce, gdyż to pozytywnie wpłynie na integrację społeczeństwa, poczucie dobra wspólnego jak i bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne. W warunkach europejskich, gdzie dobre tradycje zostały zachowane, wysoki współczynnik posiadanej broni przez obywateli idzie w parze z niską przestępczością, np. w Szwajcarii czy Norwegii. W Polsce na początek do szkół powinno powrócić strzelectwo sportowe, które ostatecznie zniknęło z programów nauczania wraz z likwidacją przedmiotu przysposobienie obronne. Z mojej 20-letniej praktyki jako nauczyciela i instruktora wynika, że młodzież bardzo chętnie uczestniczy w tego typu zajęciach na strzelnicy, ucząc się nie tylko sztuki strzelania, ale także zasad bezpieczeństwa i odpowiedzialności. To taki praktyczny egzamin dojrzałości. Wielu z tych młodych ludzi zasiliło szeregi wojska, policji, straży czy służb ochrony. Teraz zapisują swoje dzieci do „Strzelca”.

Kolejny krok powinien dotyczyć ułatwień w dostępie do broni dla osób na co dzień z bronią pracujących. Sam kilkakrotnie przechodziłem egzaminy i badania psychologiczne, ze względu na dostęp, kolejno do broni wojskowej, sportowej i myśliwskiej. Za każdym razem wszystko od nowa. To ogrom czasu i także pieniędzy. W tym samym czasie dość łatwo wydaje się bardzo młodym ludziom tysiące praw jazdy i pozwala na zakup samochodów bez ograniczeń. Skala wypadków na drogach pokazuje, że nie ma w tym względzie należytej równowagi. 

Piotr Motyka: Czy planowane są zmiany prawne w tym zakresie, jaką rolę odgrywa w nich Parlamentarny Zespół ds. Kultury Posiadania Broni?

Dr Jacek Magdoń: Jako środowiska strzeleckie od lat apelujemy o ułatwienia i liberalizację przepisów dotyczących posiadania broni i budowy strzelnic. Wszystko to jest w Polsce bardzo kosztowne i nadmiernie zbiurokratyzowane, rodem z PRL-u.  Obecnie z jednej strony rząd, a właściwie MSWiA, pracuje nad swoimi rozwiązaniami, dość restrykcyjnymi, podyktowanymi dyrektywą unijną, przewidującymi m.in. okresowy przegląd pozwoleń na broń w celu stwierdzenia dalszego spełniania warunków przez ich posiadaczy. Z drugiej strony jest Parlamentarny Zespół ds. Kultury Posiadania Broni, pod przewodnictwem Michała Urbaniaka, który chciałby pewnej normalizacji przez regulacje bardziej podobne do warunków uzyskania prawa jazdy, czyli uzyskanie obywatelskiej karty broni. Politycznie wspierają to środowiska polityczne Konfederacji, Kukiz’15 i części PiS. Jest nadzieja, że te stanowiska się spotkają i wypracują „złoty środek”, a obywatele będą mieli możliwość dostępu do broni palnej na poziomie średniej europejskiej, którą oceniam docelowo na 30 procent.

Moim zdaniem, grupami szczególnie docenionymi powinni być żołnierze zawodowi i rezerwy, policjanci, ochroniarze, strażnicy i strażacy. W interesie państwa i społeczeństwa jest posiadanie przez mundurowych także broni prywatnej. Dalej związki i kluby strzeleckie, organizacje proobronne i sportowe, szkolące młodzież i zawodników. Strzelectwo powinno być na powrót dostępne i powszechne, a nie tylko dla bogatszych elit, pieniędzmi pokonujących nałożone bariery.

Piotr Motyka: Jak Pan ocenia w tym kontekście system obrony cywilnej działający aktualnie w Polsce?

Dr Jacek Magdoń: Obrona Cywilna w III RP została zredukowana do symbolicznego wręcz minimum, odpowiadającego na nieliczne zagrożenia czasu pokoju i wojny. Gros zadań przejęła zawodowa i ochotnicza Straż Pożarna, osiągając bardzo wysoki poziom szkolenia i wyposażenia, daleko większy niż gaszenie pożarów. Znaczną lukę wypełniły Wojska Obrony Terytorialnej, co uwidoczniło się szczególnie podczas pandemii. Stąd samoobrona ludności oparta o samorządy i większe zakłady pracy, pozostaje na bardzo skromnym poziomie, a szkolenie ludności trzeba uznać za co najmniej niewystarczające. Społeczeństwo nadal takie szkolenia często uznaje za relikt poprzedniej epoki, a przedmioty szkolne typu przysposobienie obronne czy edukacja dla bezpieczeństwa za tzw. michałek.

Obecny kryzys, ostatnio występujące zagrożenia czasu pokoju i wojny pokazały, a możliwe, że jeszcze pokażą, niedostatki i dziury w systemie. Wystarczy tylko wyłączyć prąd na kilka godzin, żeby zorientować się w jakiej skali może dotknąć nas problem. W warunkach długotrwałego kryzysu, osłabienia struktur państwa najczęściej następuje także wzrost przestępczości. Świadomy swoich praw i obowiązków obywatel, sprawdzony, wyszkolony i uzbrojony w czasie pokoju, naturalnie wzmacnia odporność społeczeństwa, ramię w ramię ze strażakiem, strzelcem czy terytorialsem.

Piotr Motyka: Życzę powodzenia, serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com 

Ksiądz Daniel Galus

Ksiądz Daniel Galus / Fot. Wikipedia.org/ By Januarybratek - Own work, CC BY-SA 4.0,

  • 19 lutego 2022 roku ks. Daniel Galus ma opuścić miejsce swego obecnego pobytu.
  • Tego samego dnia ma rozpocząć trwający do 19 sierpnia br. czas modlitewnego odosobnienia.
  • Ksiądz Daniel Galus wzbudził kontrowersje m.in. tym, że krytykował decyzje dotyczące obostrzeń sanitarnych wprowadzonych ze względu na epidemię koronawirusa.
  • Zobacz także: Rosną ceny wynajmu mieszkań. W ciągu ostatniego roku nawet o kilkanaście procent

Decyzja Watykanu

Ksiądz Daniel Galus, który prowadzi pustelnię w Czatachowie pod Częstochową, zostanie skierowany na półroczne modlitewne odosobnienie. Na czas odosobnienia zawieszono ks. Galusowi prawo do głoszenia Słowa Bożego (w tym za pomocą środków elektronicznych). Może w tym czasie sprawować Mszę świętą, ale bez udziału wiernych (uczestniczyć może w niej wyłącznie jeden wierny, lecz nie związany z kierowaną przez ks. Galusa wspólnotą).Duchowny nie może też głosić Słowa Bożego ani odprawiać mszy dla więcej, niż jednej osoby.

Ks. Daniel Galus jest przywódcą Ruchu Odnowy w Duchu Świętym oraz pasterzem Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa. W Czatachowie działa Pustelnia Ducha Świętego. Ksiądz wielokrotnie był upominany przez kurię. Ksiądz zasłynął z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat koronawirusa. Przekonywał wiernych do zdejmowania maseczek w kościele.

– Są takie przypadki w jednym z krajów, gdzie kilkoro dzieci zmarło, bo nosiło maseczki. Dlatego taka moja prośba, by jej nie nosić, dla swojego zdrowia. Jeżeli nie chcecie zakazić ani mnie, ani członków wspólnoty to proszę bardzo. Tutaj jest kropielnica. Odkażajcie się, bardzo proszę, ile się da

– miał mówić o. Daniel. Radził, aby przed zakażeniem chronić się wodą święconą.

Nagany nie pomogły

Arcybiskup Wacław Depo najpierw ukarał księdza naganą, ale ona nie pomogła, dlatego 17 listopada 2020 roku kuria wydała komunikat o decyzji, które podjęto wobec księdza Galusa.

– W związku z okazywaną przez ks. Galusa postawą nieposłuszeństwa, braku reakcji na udzieloną mu naganę i wywoływanym tym samym zamętem i zgorszeniem wśród wiernych, a także wobec niepokojących zjawisk coraz mocniej dotykających kierowaną przez niego grupę, podczas wspomnianego spotkania ks. Galusowi zakomunikowano decyzję o nakazie odbycia półrocznego (od 29 listopada 2020 r. do 29 maja 2021 r.) czasu rekolekcyjnego odosobnienia, czyli podjęcia samotnej modlitwy i pokuty za Kościół i wspólnotę, rozeznania swojej drogi w dalszej posłudze duszpasterskiej, opuszczenia Pustelni w Czatachowej (będącej w całości własnością Archidiecezji Częstochowskiej) oraz przebywania we wskazanym mu miejscu. Ponadto otrzymał polecenie powstrzymania się od publicznego sprawowania swoich kapłańskich funkcji, zarówno dla samej wspólnoty, jak i poza nią.

– czytamy w komunikacie.

Kolejna decyzja zapadła w grudniu 2020 roku.

– Ksiądz Arcybiskup Wacław Depo, Metropolita Częstochowski, z dniem 20 grudnia 2020 r., czyli IV niedzielą Adwentu, ustanowił zlokalizowany na terenie tzw. Pustelni w miejscowości Czatachowa kościół pw. Ducha Świętego (wraz z kaplicą Św. Antoniego) kościołem filialnym parafii miejscowej, tj. Parafii Katolickiej pw. Św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Żarkach

– informowała Archidiecezja Częstochowska.

Mimo tych decyzji arcybiskupa Wacława Depo, ksiądz Daniel Galus kontynuował swoją działalność. Ksiądz działał, bo czekano na decyzję Stolicy Apostolskiej, która została ogłoszona 3 lutego w specjalnym komunikacie na stronie częstochowskiej kurii. 19 lutego 2022 roku ks. Daniel Galus ma opuścić miejsce swego obecnego pobytu i rozpocząć trwający do 19 sierpnia br. czas modlitewnego odosobnienia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Dziennik Zachodni

Szokujące wyniki miksta na igrzyskach w Pekinie

Cieszący się Kanadyjczycy z 3 miejsca w mikście / Fot. PAP/Grzegorz Momot. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Do niespodziewanego roztrzygnięcia doszło podczas konkursu mieszanego w skokach narciarskich.
  • Wielcy faworyci w postaci Niemiec, Austrii, Japonii, czy Norwegii polegli przez nieprawidłowe kostiumy swoich zawodniczek.
  • Mistrzami olimpijskimi została drużyna Słowenii, natomiast podium uzupełniły dwie drużyny, których nikt się nie spodziewał.
  • Na drugim miejscu uplasowała się drużyna z Rosji, natomiast na trzecim miejscu stanęła ekipa z Kanady.
  • Polska drużyna, pomimo dobrych skoków Kamila Stocha i Dawida Kubackiego nie zdołała sprawić niespodzianki, lecz zajęła 6. miejsce.
  • Zobacz także: Dominacja Kobayashiego. Kubacki ratuje honor polskich skoków

W pierwszej serii doszło do szalonych rzeczy. Tego po prostu nie dało się przewidzieć. Do drugiej serii miksta nie weszły tylko reprezentacje Chin i Niemiec. To efekt dyskwalifikacji wicemistrzyni olimpijskiej, Kathariny Althaus. Zdyskwalifikowane zostały też legendarna Sara Takanashi i Daniela Iraschko-Stolz.

W roli głównej wystąpiła Agnieszka Baczkowska, odpowiadająca za kontrolę sprzętu. Ostatecznie medale trafią w ręce Słoweńców, Rosjan i Kanadyjczyków. Biało-czerwoni musieli zadowolić się szóstą lokatą.

Warto zaznaczyć, że rywalizacja drużyn mieszanych zadebiutowała podczas Zimowych Igrzysk Olimpijsk, dlatego waga ostatecznych wyników konkursu jest tutaj znacząca.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

sport.tvp.pl

Policja

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pixabay

  • Funkcjonariusze policji z komendy na Mokotowie aresztowali dwóch mężczyzn w wieku 22 i 17 lat.
  • Włamali się oni do jednego ze sklepów ze sprzętem elektronicznym i ukradli dwa smartfony i laptop o łącznej wartości 10 tysięcy złotych.
  • Jak się później okazało, starszy z zatrzymanych był poszukiwany do odsiedzenia dwóch lat więzienia za wcześniejsze przestępstwa.
  • Zobacz także: Gowin ujawni prawdę o Kaczyńskim? Rządy PiS upadają? [PRZEGLĄD PRASY]

Policjanci przyjęli zgłoszenie o włamaniu do jednego ze sklepów z elektroniką na Mokotowie. W ręce włamywaczy wpadły dwa smartfony oraz laptop o łącznej wartości 10 tysięcy złotych.

Funkcjonariusze operacyjnie ustalili, że przestępstwa mógł się dopuścić 22-letni mężczyzna karany za podobne przestępstwa, przy współudziale młodego, szczupłego mężczyzny. Ukrywającego się przed wymiarem sprawiedliwości podejrzanego policjanci ujawnili i zatrzymali w jednym z mieszkań przy ulicy Wiśniowej na warszawskim Mokotowie. Był w towarzystwie jeszcze dwóch mężczyzn

– przekazał oficer prasowy mokotowskiej komendy, Robert Koniuszy.

Podczas sprawdzania w policyjnych bazach okazało się, że 22-latek jest poszukiwany do odbycia kary dwóch lat więzienia za wcześniejsze przestępstwa. Zaś 17-latka poszukiwał młodzieżowy ośrodek wychowawczy, z którego uciekł.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Laptop ukryty pod kamieniem

Żaden ze współlokatorów 22-latka nie przyznawał się do współudziału we włamaniu, dlatego policjanci zatrzymali wszystkich.

W trakcie czynności prowadzonych w komendzie policji, 17-latek przyznał się do pomocy w przestępstwie 22-latkowi. Wskazał też miejsce ukrycia laptopa. Urządzenie było zabezpieczone hasłem, dlatego też, chcąc się go pozbyć, podejrzani wcisnęli go siłą w wyrwę w ziemi przy Konduktorskiej i przykryli kamieniem

– relacjonował rzecznik.

Funkcjonariusze ustalili, że dwa skradzione smartfony zostały zastawione za kilkaset złotych w jednym z lombardów przy ulicy Puławskiej. Oba urządzenia zostały odzyskane. Zabezpieczono też umowę kupna-sprzedaży wystawioną na nazwisko starszego z mężczyzn.

Obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty kradzieży z włamaniem, za które teraz sąd może ich skazać na dziesięć lat więzienia. Poszukiwany mężczyzna został przewieziony do zakładu karnego, jego młodszy wspólnik natomiast do młodzieżowego ośrodka wychowawczego

– podsumował.

tvnwarszawa.pl

Tysiąc tirów utknęło na granicy z Białorusią

Tysiąc tirów utknęło na granicy z Białorusią / Fot. Pixabay

Występując o licencje przewozowe w Niemczech, firmy zabezpieczają się przed wejściem w życie pakietu mobilności, który ograniczy ich usługi na przewóz towarów za granicą.

Firmy spedycyjne przygotowują się na pakiet mobilności

Do rejestru handlowego we Frankfurcie nad Odrą co kilka dni wpływa wniosek o rejestrację firmy spedycyjnej, której właściciele pochodzą z Polski. Założenie spółki w Niemczech jest niezbędne, by uzyskać niemiecką licencję przewozową.

Do tej pory udało się uzyskać dla naszych klientów ponad 300 licencji. W ostatnim czasie pomogliśmy też piętnastu firmom przewozowym z Polski założyć spółkę w Niemczech

– informuje Agnieszka Bollaman z biura doradczego Bollman und Partner we Frankfurcie nad Odrą, z którego korzystają polskie firmy spedycyjne.

Zainteresowanie polskich firm transportowych założeniem działalności po niemieckiej stronie to efekt wchodzących w życie 21 lutego 2022 r. kolejnych przepisów w ramach unijnego pakietu mobilności. Nowe regulacje wprowadzane są stopniowo od dwóch lat i mają m.in. na celu wyrównanie warunków pracy i płacy kierowców na terenie całej Unii Europejskiej. 

Za zmianami lobbowały w szczególności organizacje branżowe z krajów z tzw. starej Unii, które w ten sposób chciały chronić swój rynek przed konkurencją z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Spadek liczby zleceń

Niektóre z przepisów wprowadzanych w ramach pakietu mobilności mocno uderzą w polskich przewoźników, ograniczając im liczbę zleceń w innych krajach wspólnoty; przede wszystkim w Niemczech, skąd pochodzi najwięcej klientów polskich firm spedycyjnych. Najbardziej sporna kwestia dotyczy tzw. kabotażu, czyli przewozu towarów przez zagranicznego przewoźnika w innym państwie członkowskim. Od 21 lutego po wykonaniu zaledwie trzech takich kursów ciężarówka będzie musiała odbyć czterodniowy przymusowy postój.

Jeżeli na przykład dostaniemy zlecenie z dużej sieci spożywczej w Niemczech, żeby rozwieźć towar do ośmiu sklepów w Berlinie, to jako firma z Polski nie będziemy mogli podjąć się tego zadania, bo będzie to równoznaczne z wykonaniem ośmiu przejazdów kabotażowych. A według nowych przepisów maksymalnie możemy wykonać tylko trzy

– tłumaczył Artur Burkowski, szef firmy spedycyjnej z Nowego Tomyśla.

By uniknąć takich sytuacji, Artur Burkowski podjął decyzję o założeniu spółki w Niemczech i wystąpieniu tu o licencję przewozową. We Frankfurcie nad Odrą wynajął biuro, bazę dla ciężarówek, zatrudnił księgową. Do tej pory uzyskał licencje na 25 samochodów – połowę swojej floty. Pozwoli mu to przynajmniej na początku utrzymać zlecenia od niemieckich firm, które stanowią większość jego klientów. Przewoźnik ma jednak inny problem.

80 procent moich kierowców to Ukraińcy, a ci nie mogą pracować dla niemieckiej firmy przewozowej bez specjalnego pozwolenia. Na razie więc w trasę po Niemczech muszę wysyłać samych Polaków

– wyjaśnił.

Pandemia wydłuża formalności

Na założenie spółki w Niemczech zdecydował się również Arkadiusz Woga, właściciel firmy transportowej z Wolsztyna w województwie wielkopolskim. Pod koniec stycznia zarejestrował firmę z siedzibą w Neuhardenbergu, ok. 70 km na wschód od Berlina. Na niemiecką licencję przewozową Arkadiusz Woga musi jednak poczekać, być może nawet kilka miesięcy, ponieważ procedury urzędnicze w czasach pandemii koronawirusa znacznie się wydłużyły.

Nowe przepisy są dla nas ogromnym utrudnieniem. 80 procent naszych klientów to firmy z Niemiec. Do czasu uzyskania licencji będziemy obsługiwać ich na tyle, na ile będziemy w stanie, ale nasze moce przewozowe spadną. Nie wiem, jak to będzie. Ktoś towar musi przecież przewieźć, a w Niemczech kierowców brakuje na potęgę

– powiedział Arkadiusz Woga.

Brak kierowców coraz bardziej dotkliwy

Według szacunków Federalnego Związku Przewoźników Drogowych, Logistyki i Utylizacji (BGL) w Niemczech brakuje obecnie od 60 do 80 tysięcy kierowców ciężarówek. Problem będzie się nasilał, ponieważ co roku na emeryturę przechodzi ok. 30 tysięcy kierowców, a liczba osób pozyskiwanych do tego zawodu nie wypełnia luki kadrowej nawet w połowie.

Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska (TLP), wskazuje, że zachodnioeuropejskie firmy są zdane na przewoźników zagranicznych. Obecnie udział polskich firm spedycyjnych w przewozach na rynku europejskim wynosi ok. 25 procent.

Polskie firmy transportowe nie od dziś uzupełniają braki kadrowe na rynkach niemieckim czy francuskim. Pakiet mobilności miał poprawić warunki pracy kierowców z takich państw jak Polska czy Litwa i zrównać je z zachodnioeuropejskimi. W rezultacie nakłada na przewoźników szereg barier administracyjnych i obowiązków, które nikomu nie przyniosą poprawy

– zauważył prezes TLP.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Przewoźnicy martwią się o puste przewozy

Kontrowersje budzi też inny przepis, wprowadzający od 21 lutego obowiązek powrotu ciężarówek co osiem tygodni do kraju macierzystego.

Do tej pory kierowcy zmieniali się w trasie, przekazując sobie ciężarówki. Teraz będą musieli wrócić pojazdem, często bez ładunku, na przymusowy postój do kraju. Nie dość, że takie puste przejazdy są niekorzystne dla środowiska, zwiększy się też zużycie paliwa. To z kolei przełoży się na wyższe ceny usług i towarów. W Europie będzie drożej

– powiedział Maciej Wroński.

Związek Pracodawców Transport i Logistyka Polska już krótko po uchwaleniu pakietu mobilności ostrzegał, że nowe regulacje mogą doprowadzić do spadku zleceń polskich przewoźników w Europie nawet o 20 procent i związanych z tym znacznych strat finansowych. Według Macieja Wrońskiego pewne jest też, że koszty przewozu mocno wzrosną. Artur Burkowski dodaje, że w najtrudniejszej sytuacji znajdą się małe firmy:

Koszty wprowadzenia w życie nowych przepisów nawet dla większych firm są ogromne. Małe przedsiębiorstwa tego nie przetrwają

– dodał Artur Burkowski.

interia.pl, dw.com

Radosław Sikorski

Radosław Sikorski w programie Beaty Lubeckiej / fot. youtube/Radio ZET

  • Radosław Sikorski gościł w audycji red. Beaty Lubeckiej, gdzie skomentował bieżącą sytuację polityczną na Ukrainie
  • Europoseł Koalicji Obywatelskiej zakpił z prezydenta Andrzeja Dudy przekonując, że głowa państwa mogłaby być “patronem oddania władzy przez PiS”
  • Sikorski przekonywał, że poprawne stosunki z Niemcami należą do polskiej racji stanu
  • Wypowiedź polityka prędko rozeszła się w mediach społecznościowych
  • Zobacz także: Ministerstwo Zdrowia: Ruszamy z podawaniem czwartej dawki

Radosław Sikorski o prezydencie

Jeśli rozmawiamy to poza głównym nurtem, jeśli prezydent Andrzej Duda próbuje przejąć inicjatywę, uzyskać wpływ na bieg wydarzeń, to też dobrze, a nie źle. Trochę późno.

– mówił Sikorski.

Były szef MSZ stwierdził, że w obecnej sytuacji geopolitycznej bardzo trudno skonstruować poważną koalicję bez udziału Niemiec. 

W polskim interesie jest mieć poprawne stosunku z Niemcami. Jeśli partia rządząca dochodzi do tego po 7 latach, to trochę późno, ale lepiej późno, niż wcale, jak powiedział góral spóźniając się na pociąg (…). Przez te wszystkie lata trzeba było budować wizerunek eksperta ds. wschodnich, przekonywać do naszego punktu widzenia, budować kapitał polityczny. A nie droczyć się z instytucjami europejskimi, łamać konstytucję i traktaty i być na marginesie.

– dodał gość Beaty Lubeckiej.

Odważne fantazje polityczne

Sikorski drwił z prezydenta Andrzeja Dudy, fantazjując o roli, którą mogłaby odegrać głowa państwa podczas rychłego upadku Prawa i Sprawiedliwości:

Nie podejrzewałem prezydenta o charakterologiczną zdolność do wyemancypowania się ze swojego obozu politycznego. Ale gdyby urósł mu kręgosłup i uratował jakieś szczątki polskiej pozycji międzynarodowej i był patronem pokojowego i uczciwego oddania władzy przez PiS, to niektóre swoje winy za łamanie konstytucji mógłby zmazać.

 – zakpił Sikorski.

Prezydent Duda miałby być patronem oddania władzy przez PiS. Jak pan to sobie wyobraża?

– zapytała zdziwiona red. Lubecka.

No żeby przypilnował, żeby były uczciwe wybory.

– odparł polityk KO z rozbrajającym uśmiechem.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

https://twitter.com/Janowski_Pawel/status/1490647861394034691?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1490647861394034691%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.tysol.pl%2Fa78607-video-Odlot-Sikorskiego-Prezydent-moglby-byc-patronem-oddania-wladzy-przez-PiS-Internauci-odpowiadaja
https://twitter.com/Edward61137269/status/1490637755944165380?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1490637755944165380%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.tysol.pl%2Fa78607-video-Odlot-Sikorskiego-Prezydent-moglby-byc-patronem-oddania-wladzy-przez-PiS-Internauci-odpowiadaja
https://twitter.com/henrykp4015/status/1490625731365421061?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1490625731365421061%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.tysol.pl%2Fa78607-video-Odlot-Sikorskiego-Prezydent-moglby-byc-patronem-oddania-wladzy-przez-PiS-Internauci-odpowiadaja
https://twitter.com/Leszek55321865/status/1490600897096859649?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1490600897096859649%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.tysol.pl%2Fa78607-video-Odlot-Sikorskiego-Prezydent-moglby-byc-patronem-oddania-wladzy-przez-PiS-Internauci-odpowiadaja

Tysol

Ministerstwo Zdrowia

W Polsce rozpoczęto podawać czwartą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19 – poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Zdrowia. / Fot.pixabay.com

Ministerstwo Zdrowia podaje czwartą dawkę

W Polsce rozpoczęto podawać czwartą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19.

– poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Zdrowia.

Podczas konferencji prasowej, rzecznik MZ Wojciech Andrusiewicz podkreślił, że czwarta dawka zarezerwowana jest dla osób z niskim poziomem odporności.

Rozpoczęliśmy podawać czwartą dawkę szczepionki dla osób z obniżoną odpornością. Mówimy o grupie ponad 200 tys. osób. Dla tych osób jest przewidziana czwarta dawka. Osoby te nie muszą nic robić, żeby na tę dawkę dostać skierowanie, podobnie jak w przypadku trzeciej dawki.

– przekazał polityk.

W tej chwili mamy wystawionych w granicach tysiąca skierowań, ale prosiłbym te osoby z obniżoną odpornością, żeby się nie przejmowały. Trzecia dawka dla tych osób była podawana we wrześniu. Musi minąć okres pięciu miesięcy, dlatego dopiero te tysiąc osób dostało skierowanie. Kolejne osoby będą systematycznie, po upływie tych pięciu miesięcy, otrzymywały kolejne skierowania.

– mówił Andrusiewicz, cytowany przez Polską Agencję Prasową.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy