PIŁKA NOŻNA REPREZENTACJA POLSKI ZGRUPOWANIE TRENING

PIŁKA NOŻNA REPREZENTACJA POLSKI ZGRUPOWANIE TRENING / Fot. PAP/Andrzej Lange. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Bayern Monachium pokonał na własnym stadionie Greuther Fuerth 4:1 w niedzielnym meczu 23. kolejki Bundesligi. Dwa gole dla gospodarzy strzelił Robert Lewandowski, który trafił do siatki po raz 27. i 28. w tym sezonie ligowym.

  • Robert Lewandowski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium, a jego zespół wygrał u siebie z ostatnim w tabeli Greuther Fuerth 4:1.
  • Krzysztof Piątek strzelił gola w wygranym 1:0 meczu z Atalantą Bergamo w 26. kolejce Serie A. To jego piątka bramka w szóstym występie po powrocie do Włoch.
  • Zobacz także: Naukowcy głoszą, że szczepionka przeciw COVID-19 chroni zdrowie psychiczne

Serie A

Wojciech Szczęsny rozegrał całe spotkanie w derbach Turynu. Jego Juventus zremisował u siebie 1:1 z drużyną Torino.

Nicola Zalewski zaliczył drugą połowę w zremisowanym 2:2 spotkaniu AS Roma z Hellas Werona. Junior pokazał się z dobrej strony.

Krzysztof Piątek przeżywa renesans. Jego bramka zapewniła trzy punkty dla Fiorentiny w spotkaniu z wyżej notowaną Atalantą. Całe spotkanie w zwycięskim zespole rozegrał także Bartłomiej Drągowski.

Asysta Bartosza Bereszyńskiego w polskim pojedynku Serie A. W ekipie gości wystąpił pomocnik Szymon Żurkowski, który spędził na placu gry 63. minuty.

Bundesliga

Bayern Monachium pokonał na własnym stadionie Greuther Fuerth 4:1 w niedzielnym meczu 23. kolejki Bundesligi. Dwa gole dla gospodarzy strzelił Robert Lewandowski, który umocnił się w klasyfikacji strzelców.

Całe spotkanie w barwach Augsbura rozegrał Rafał Gikiewcz. Polski bramkarz puścił dwie bramki w przegranym 1:2 spotkaniu z SC Freiburg.

Bartosz Białek w doliczonym czasie gry podniósł się z ławki rezerwowych “Wilków” i zastąpił Jerome’a Roussillona w przegranym 1:2 spotkaniu Wolfsburga z TSG Hoffenheim.

Premier League

Mateusz Klich rozegrał całe spotkanie przeciwko Manchesterowi United. Jego Leeds United przegrało 2:4.

Przemysław Płacheta (Norwich City) wszedł na ostatni kwadrans przegranego 3:1 spotkania z Liverpoolem.

Aston Villa przegrała na swoim terenie z Watfordem 0:1. Matty Cash zszedł z boiska w 65. minucie. 

Powodów do zadowolenia nie mogą mieć kibice Brighton. Moder i jego koledzy wyraźnie przegrali z Burnley 0:3. Polak został zmieniony w 55. minucie.

W innym meczu Southampton pokonał u siebie Everton 2:0. Jan Bednarek rozegrał całe spotkanie w szeregach Świętych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Media Narodowe

Walka z depresja pocovidową

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Kierownik Przychodni Zdrowia Psychicznego w Centralnym Szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie w obszernej wypowiedzi podjął się tematu depresji pocovidowej
  • Jak wskazał dr Jacek Koprowicz, ciężkie przebycie COVID-19 wiąże się z późniejszymi problemami wydolnościowymi organizmu
  • W dość niepokojący sposób spada koncentracja, przez co pacjenci mają kłopoty z wyrażaniem swoich myśli, czy też z przeczytaniem książki
  • Ponadto, tacy pacjenci mogą już nie powrócić do swoich zawodów, które wymagają dobrej sprawności motorycznej
  • Epidemia wpłynęła również mocno na sprawność psychiczną niektórych osób, które wmawiają sobie ciężkie przebycie choroby
  • W przyszłości, terapeuci mogą zacząć przyjmować pacjentów z depresją pocovidową, która może objawić się po zwątpieniu we własne możliwości
  • Zobacz także: Naukowcy głoszą, że szczepionka przeciw COVID-19 chroni zdrowie psychiczne

W wyniku dwuletniej epidemii koronawirusa, w Polsce i na świecie przybywa coraz więcej przypadków zaburzeń psychicznych zwiaząnych z przebyciem COVID-19. Zmagają się oni z przede wszystkim ze zmęczeniem organizmu, które towarzyszy wiele miesięcy po zakażeniu. Kierownik Przychodni Zdrowia Psychicznego w Centralnym Szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie dr Jacek Koprowicz wytłumaczył z czym zmagają się niektórzy ozdrowieńcy, szczególnie po cieżkim przypadku choroby.

Niektóre osoby przestają jeść, tracą wagę, narzekają na zburzenia w życiu seksualnym, na zaburzenia pamięci, wskazują na problemy z koncentracją, problemy z logicznym myśleniem, wyrażaniem swoich myśli. Pacjenci opisują także, że ciężko jest im przeczytać chociażby książkę, nie mogą skupić nawet na jednej kartce

– powiedział Jacek Koprowicz, kierownik Przychodni Zdrowia Psychicznego w Centralnym Szpitalu MSWiA w Warszawie.

Jak dodał, powikłaniem pocovidowym jest też poczucie lęku, które dość często występuje, a które wiąże się z depresją. Kolejnym dyskomfortem w życiu po covidzie jest utrata poczucia czasu.

Dość charakterystycznym objawem powikłania po Covid-19 są problemy ze snem. Najczęściej pacjenci mają problem z zaśnięciem lub utrzymaniem snu. Sen nie daje im odpoczynku, są zmęczeni, nie mają siły rano wstać

– zauważył lekarz.

Faza destrukcji, jaka pojawia się podczas pandemii, niezdolność do wykonywania pewnych czynności po przejściu zakażenia, gorsze funkcjonowanie w codziennym życiu – obserwujemy coraz więcej takich przypadków. W społeczeństwie narasta nerwowość, gniew i złość

– podkreślił dr Koprowicz.

Przedłużająca się epidemia, czy też permanetny strach o życie swoich i bliskich, lęk przed zakażeniem, czy izolacją wpływają na zaburzenia adaptacyjne. Koprowicz tłumaczył, że objawy mogą być przyczyną do popadnięcia w depresję sytuacyjną.

U osób, które dodatkowo zmagają się na co dzień z ogromnym stresem, te wzmożone emocje i sytuacje stresowe mają prawo same w sobie wywołać zaburzenia depresyjne. Działa to tak, że te bufory bezpieczeństwa, które do tej pory radziły sobie z tą dużą ilością stresu, zostały już wyczerpane i dochodzi do zaburzeń

– wyjaśnił przyczyny zaburzeń psychicznych pacjentów po przebyciu koronawirusa.

Covidowa paranoja?

Jak zauważył, może być jednak pewna grupa osób, która w obliczu pandemii, czegoś co jest powszechne, o czym się ciągle mówi – doszukuje się w sobie choroby.

Jakiś czas temu diagnozowałem pacjentkę, która twierdziła, że przeszła trzy razy Covid-19 ale w żadnym przypadku nie zrobiła testów, aby potwierdzić bądź wykluczyć zakażenie. Twierdziła, że po koronawirusie nie radzi sobie emocjonalnie, mówiła, że jest bardzo chora. W trakcie badania psychiatrycznego nie znaleźliśmy jednak nic, co wskazywałoby na tak ciężki stan, jaki opisywała. Jej rodzina wskazywała, że całkiem dobrze radzi sobie w codziennym funkcjonowaniu. Ona chciała być bardziej chora, niż w rzeczywistości ta choroba miała miejsce

– opisał specjalista urojenie ciężkiej choroby przez jedną z pacjentek.

Specjalista zauważył również, że z oceną, czy zakażenie koronawirusem wpływa na postanie depresji należy poczekać jeszcze kilka lat. Zaznaczył, że potrzebna jest szczegółowa analiza sporej grupy osób, aby dokładnie zbadać wpływ choroby na depresję.

Być może dopiero za kilka lat okaże się, że mamy do czynienia z falą depresji pocovidowych. Musiałby tutaj jednak globalnie nastąpić przyrost zaburzeń depresyjnych na poziomie 20, 30, 50 procent. Należałby zmierzyć częstość występowania choroby, ocenić, czy te wartości zachorowań podskoczyły. Jeżeli w Polsce zaburzenia depresyjne w ciągu lat wzrosną i będą występować na poziomie nie 10, a 15 procent, wówczas należałby się temu przyjrzeć i przebadać społeczeństwo, zweryfikować, ile z tych osób przeszło chorobę Covid-19

– tłumaczył lekarz psychiatrii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Depresja pocovidowa – nowe wyzwanie przed terapeutami

Zwrócił uwagę, że w tej kwestii istotne byłaby zbadanie, czy pacjent przeszedł zakażenie łagodnie, czy ciężko, a faktem jest – jak podkreślił – że ciężki przebieg Covid-19 powoduje znaczny uszczerbek na zdrowiu.

Przykład młodej policjantki, która z powodu zakażenia leżała w szpitalu kilka miesięcy, walczyła o życie podłączona do respiratora. Niestety niewielki procent pacjentów przeżywa taki stan, ona była w tej wąskiej grupie osób, którym się udało. Obecnie jest rehabilitowana, jednak prawdopodobnie nie wróci już do pełnej sprawności. Z naszego punktu widzenia powinna cieszyć się tym, że żyje, że znajduje się w tych dwóch procentach osób, które wyszły z tak ciężkiego przebiegu choroby. Z jej punktu widzenia – z pełnowartościowego obywatela, w pełni sprawnego funkcjonariusza policji, stała się osobą, która ma problem, żeby wstać z łóżka i pójść do łazienki – jest to o wiele trudniejsze. O ile jej stan wkrótce może się poprawić, to pytanie, czy będzie zdolna w przyszłości do jakiejkolwiek pracy. Pytanie, czy teraz taka osoba będzie się cieszyła, że przeżyła, czy jednak za trzy miesiące lub pół roku dotknie ją depresja, bo zrozumie, że do końca życia będzie kaleką

– podkreślił lekarz, zauważając wpływ ciężkiego przebiegu choroby na dalsze funkcjonowanie człowieka.

Zaznaczył jednocześnie, że osoby, które miały lekkie objawy, także są podatne na różnego rodzaju powikłania pocovidowe i zaburzenia psychiczne.

Część osób, które dotyka takie przemęczenie, będzie sobie tłumaczyło, że to stres i praca, chociaż podświadomie wiedzą, że to nie jest przyczyna, że po zakażeniu coś się zmieniło i nie funkcjonują tak, jak wcześniej. Natomiast dla osób, które nie bagatelizują takich objawów, te pierwsze symptomy depresji będą bardziej widoczne

– powiedział specjalista.

dziennikwschodni.pl

Program 500+

Program 500+ / fot. You Tube/ Jeden z Wielu

W Polsce to on był pomysłodawcą programu “Rodzina 500+”. Dziś prof. Julian Auleytner uważa, że pomysłu mu nikt nie ukradł, ale twierdzi, że Jarosław Kaczyński i PiS zepsuli go. 

  • Profesor przekonuje, że w obecnej formie program służy głównie kupowaniu głosów.
  • Postuluje również, aby przestał obejmować rodziny korzystające z pomocy społecznej.
  • Widzę niebezpieczeństwo dalszego przerzucania ciężaru z “pracy na swoim” na “wręczanie prezentów”- przestrzegł prof. Auleytner w rozmowie z portalem Wirtualna Polska.
  • Zobacz także: Niedzielski zapowiada rewolucje. Koniec straszenia statystykami covidowymi

Osierocenie 500+

– “Żywa gotówka” jest atrakcyjna, jest zresztą potrzebna w programach realizowanych przez państwo, ale nie może i nie powinna stanowić podstaw. Są rozwiązania organizacyjne, są prawne, są możliwości obyczajowe i kulturowe realizowania pewnych zadań państwa – na przykład w kwestii zabezpieczenia na starość czy polityki rodzinnej. Nie za wszystko i na wszystko trzeba płacić

– uważa polski ekonomista.

Specjalista od spraw polityki społecznej widzi niebezpieczeństwo dalszego przerzucania ciężaru z “pracy na swoim” na “wręczanie prezentów”. Jego zdaniem polskiej gospodarce potrzebne są mechanizmy ożywcze, a nie wyręczające ludzi na każdym polu.

Profesor uważa, że polityka socjalna polskich władz osiągnęła niepokojące tempo.

– Jeden program to jeszcze nie masowe rozdawnictwo. Od tamtej koncepcji (Rodzina 500+-przyp. red.) do dziś pojawiło się kilkanaście nowych projektów dodawania pieniędzy: na szkolną wyprawkę, na wychowanie drugiego dziecka, na wakacje, na dwie ekstra emerytury w ciągu roku. Chyba można uznać, że jest to daleko od pierwotnego założenia

– zauważa Auleytner.

Nie wspierać rodzin patologicznych

– To są gospodarstwa domowe, które powinny korzystać z innych narzędzi wsparcia – na przykład wsparcia w poszukiwaniu pracy, w radzeniu sobie z nałogami. Pomoc społeczna to pomoc społeczna, a z kolei wsparcie w wychowaniu dzieci to inna kwestia. System trzeba postawić na nogi, bo od dawna jest po prostu splątany. Nie ma wizji, nie ma spójności

– ocenia ekonomista.

Założyciel Wyższej Szkoły Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej wspomniał także okoliczności powstania koncepcji wsparcia socjalnego dla polskich rodzin.

– W 2011 roku, w ramach prac nad programem gospodarczym i politycznym partii Polska Jest Najważniejsza podrzuciłem pomysł programu społecznego. Z jednej strony wzmacniającego rodzinę, z drugiej inwestującego w dzieci. Wtedy chodziło o równowartość 100 euro, czyli mniej więcej 400 złotych. Euro nie było zresztą przypadkowe, bo w zasadzie był to moment żywej dyskusji o tym, czy i kiedy Polska wejdzie do strefy euro. To miał być pierwszy w Polsce program prorodzinny, a do tej pory żadnego takiego na stole nie było. A inwestycja w dzieci i młodzież po prostu jest konieczna. Wraz z tym programem mieliśmy dołączyć do wąskiego grona krajów europejskich, które to robią

– zdradza profesor Julian Marian Auleytner.

Ekonomista przyznaje, że program ten z założenia był projektem politycznym.

– W 2011 roku Paweł Kowal z Polska Jest Najważniejsza krajowej polityki nie zawojował, wydawało się, że projekt przepadł. Wrócił do niego PiS, wygrał wybory i…

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wirtualna Polska

Kobayashi zdominował konkurs!

Dawid Kubacki z brązowym medalem olimpijskim / Fot. PAP/Grzegorz Mamot. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Przewodniczący MKOl Thomas Bach zamknął XXIV zimowe igrzyska w Pekinie. Zgasła pochodnia z ogniem olimpijskim, która płonęła od 4 lutego. Kolejne takie zmagania odbędą się za cztery lata w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo.

27. miejsce Polski w tabeli medalowej

W tym zestawieniu pierwszą pozycję zajęła Norwegia, której reprezentanci stanęli w sumie 37 razy na podium (bilans 16-8-13).

Polska została sklasyfikowana – razem z Łotwą i Estonią – na 27. miejscu tabeli medalowej.

Pekin jest pierwszym miastem, które gościło zarówno zimowe, jak i letnie igrzyska. Te ostatnie w stolicy Chin odbyły się w 2008 roku.

To były jednocześnie trzecie z rzędu igrzyska w Azji – po “białych” w Pjongczangu w 2018 roku i letnich w Tokio, które z rocznym poślizgiem odbyły się latem 2021. To także druga z rzędu największa sportowa impreza globu, która odbyła się w cieniu pandemii COVID-19.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Polsat News

Obywatele RP z Warszawy usiłowali zakłócić marsz

Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych przeszedł przez Hajnówkę po raz siódmy. Przyjezdnych z Warszawy aktywistów groteskowej opozycji z organizacji Obywateli wsparli posłowie lewicy Adrian Zandberg z Razem i Anna Maria Żukowska z Nowej Lewicy, oraz lewicowi publicyści z Oko Press.

Piękny był ekumeniczny charakter marszu – uczestnicy skandowali „Wielka Polska Chrześcijańska” i oddali część prawosławnym żołnierzom wyklętym — porucznikowi Włodzimierzowi Jurasowi “Wiarusowi” oraz podporucznikowi Mikołajowi Kuroczkinowi “Leśnemu”

Na transparentach narodowcy oddali cześć Romualdwi Rajsowi i Danutcie Siedzikównie “Inkce”. Polscy patrioci skandowali: „Armia Krajowa”, „Narodowe Zjednoczenie Wojskowe”, „Bury, Bury, nasz bohater!”, „żołnierze wyklęci na zawsze w naszej pamięci”, „cześć i chwała bohaterom”.

IPN broni Burego

Komentując kłamstwa antyPiSwoskich bojówkarzy z Warszawy, którzy w Hajnówce usiłowali zablokować Marsz Żołnierzy Wyklętych, warto przytoczyć „Komunikat dotyczący informacji zawartych w ustaleniach końcowych śledztwa S 28/02/Zi w sprawie pozbawienia życia 79 osób – mieszkańców powiatu Bielsk Podlaski, w tym 30 osób tzw. furmanów w lesie koło Puchał Starych, dokonanych w okresie od dnia 29 stycznia 1946 r. do dnia 2 lutego 1946 r”.

„W świetle najnowszych badań naukowych informacje z ustaleń końcowych śledztwa w sprawie »Burego« w wielu obszarach są wadliwe.

Instytut Pamięci Narodowej, wobec znacznego postępu badań naukowych prowadzonych nad wydarzeniami będącymi przedmiotem prowadzonego w latach 2002–2005 przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku śledztwa S 28/02/Zi (umorzonego 30.06.2005 r.), informuje, że w świetle wzmiankowanych badań naukowych zawarta w ustaleniach końcowych śledztwa informacja, iż: […] Sprawcy [mowa o żołnierzach 3. Wileńskiej Brygady NZW] swoje działania kierowali nie przeciwko indywidualnym osobom, lecz przeciwko określonym społecznościom wiejskim – grupom ludzkim, których łączyło pochodzenie i wyznanie. Rozstrzelanie furmanów również było zabójstwem zrealizowanym w zamiarze bezpośrednim. Miało na celu zlikwidowanie tych spośród nich, których uznano za Białorusinów. Wobec tego przyjąć należy, że rozpoznane czyny przestępne miały na celu likwidację członków grupy o takim samym pochodzeniu narodowo – religijnym […] Spośród wszystkich wymienionych powyżej motywów, które determinowały działania „Burego” i części jego podwładnych, czynnikiem łączącym było skierowanie działania przeciwko określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości białoruskiej. Reasumując zabójstwa i usiłowania zabójstwa tych osób należy rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i religijnej, a zatem należące do zbrodni ludobójstwa, wchodzących do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości – nie odpowiada stanowi faktycznemu.

Narodowe Zjednoczenie Wojskowe

Według znawców tematu dr. Kazimierza Krajewskiego (IPN Warszawa) oraz mec. Grzegorza Wąsowskiego (Fundacja Pamiętamy) należy zdecydowanie odrzucić tezę, że determinantem podjętych przez 3. Wileńską Brygadę NZW działań były motywy religijno-narodowościowe. Autorzy ci w opublikowanym w 2016 r. artykule (K. Krajewski, G. Wąsowski, Kapitan Romuald Rajs a Białorusini – fakty i mity, „Glaukopis. Pismo społeczno-historyczne” 2016, nr 33) zrekonstruowali bieg wydarzeń z przełomu stycznia i lutego 1946 r. Podsumowując swe ustalenia, stwierdzili: W naszej ocenie tragiczne zdarzenia spowodowane przez „Burego” i jego żołnierzy nie odpowiadają definicji zbrodni ludobójstwa, określonej w Konwencji ONZ z 9 grudnia 1948 r. jako: „czyn dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich”. Uważamy, że „Bury” nie działał z zamiarem zniszczenia (ani w całości, ani w części) społeczności białoruskiej lub też społeczności prawosławnej zamieszkałej na terenie Polski w jej obecnych granicach. Miał przecież możliwości, by puścić z dymem nie pięć, ale znacznie więcej wiosek białoruskich w powiecie Bielsk Podlaski. Tymczasem pięć spalonych częściowo wsi, zastrzelenie łącznie kilkunastu mężczyzn oraz zabicie furmanów to zdarzenia bez precedensu w jego działalności, podobnie jak w działalności całego Białostockiego Okręgu NZW. Sądzimy, że nie wiara prawosławna i nie narodowość białoruska były powodem, że osoby te zginęły z rąk partyzantów 3. Wileńskiej Brygady AK. Według nas zginęły one z przyczyn, które pokrótce przedstawiliśmy w niniejszym tekście. Natomiast śmierć kobiet i dzieci, która bez wątpienia kładzie się cieniem na działalności tak samego „Burego”, jak i jego podkomendnych, nie była przez tego dowódcę zamierzona. Wina „Burego” polega w tym zakresie na stworzeniu sytuacji, nad którą nie był w stanie zapanować, i w wyniku której, niezależnie od jego zamierzeń, zginęły osoby, które w żadnym wypadku nie powinny były ucierpieć.

Pogłębionej analizy omawianych wydarzeń Autorzy dokonali w kolejnym tekście naukowym, opublikowanym również na łamach „Glaukopisu” (K. Krajewski, G. Wąsowski, Kpt. Romuald Rajs „Bury” na kartach książki „Skazy na pancerzach”, czyli prawda według Piotra Zychowicza, „Glaukopis. Pismo społeczno-historyczne” 2019, nr 36, treść artykułu dostępna pod linkiem: http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/Bury_vs_Zychowicz.2018.pdf).

Badacze dziejów Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dr Mariusz Bechta i dr Wojciech Muszyński, w wydanej w 2017 r. monografii NZW (M. Bechta, W. J. Muszyński, Przeciwko Pax Sovietica, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe i struktury polityczne Ruchu Narodowego wobec reżimu komunistycznego 1944–1956, Warszawa 2017) również zdecydowanie odrzucili podłoże narodowościowo-religijne akcji pacyfikacyjnej podjętej przez oddział dowodzony przez kpt. Romualda Rajsa „Burego”. Autorzy zauważają (s. 269 wzmiankowanej publikacji), że: Tło opisanej wyżej akcji podziemia narodowego miało charakter polityczny i wiązało się z czynnym poparciem lokalnej ludności dla reżimu komunistycznego. Było to podstawowe kryterium, które później w propagandzie komunistycznej starano się ukazać w fałszywym świetle: mówiono o rzekomym konflikcie religijno-etnicznym między Polakami – katolikami – a Białorusinami – prawosławnymi. Podobnym nadużyciem jest modne ostatnio określenie działań pacyfikacyjnych „Burego” mianem ludobójstwa na ludności białorusko-prawosławnej, gdyż nie uprawniają do tego ani skala tych wydarzeń, ani ich przebieg, ani nawet skutki.

Walka z komuną

Podobne jak wyżej wymienieni badacze stanowisko zaprezentował Michał Ostapiuk (IPN Olsztyn), autor biografii kpt. Romualda Rajsa „Burego” (M. Ostapiuk, Komendant „Bury”, Biografia kpt. Romualda Rajsa „Burego” 1913–1949, Białystok – Olsztyn – Warszawa 2019).

Należy zatem wyraźnie zaakcentować, że w świetle najnowszych badań naukowych informacje zawarte w ustaleniach końcowych do śledztwa S 28/02/Zi w wielu obszarach są wadliwe.

Kolejnym czynnikiem, na który należy zwrócić uwagę, jest fakt, że jedynym prawomocnym aktem prawnym dotyczącym kpt. Romualda Rajsa „Burego” i jego zastępcy, ppor. Kazimierza Chmielowskiego „Rekina”, jest postanowienie Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego z dnia 15 IX 1995 r. unieważniające wyroki śmierci wydane na dowódców 3. Wileńskiej Brygady NZW. Wojskowy Sąd uznał, że: Wymienieni [R. Rajs i K. Chmielowski] jednak uważali, że naczelnym zadaniem, które winni realizować w ramach udziału w NZW jest wyzwolenie kraju spod dominacji ówczesnego związku sowieckiego, a także rozbicie aparatu państwowego ówczesnego Ludowego Państwa. W ich przekonaniu więc dobra poświęcone przedstawiały mniejszą wartość od dobra ratowanego, tj. niepodległości i niezależności kraju. W tym miejscu należy też podnieść, że nie może być wątpliwości co do zamiaru obydwu represjonowanych, wobec których wykonano wyrok śmierci, a którzy podejmowali działania zmierzające do realizacji celów nadrzędnych, jakim był dla nich niepodległy byt Państwa Polskiego. Z kolei rozważając kwestię czynów, za które wyżej wymienionych skazano na karę śmierci […] nie można zdaniem sądu stwierdzić, że działania podejmowane przez Romualda Rajsa i Kazimierza Chmielowskiego pomimo poświęcenia najwyższego dobra, jakim było życie ludzkie, były rażąco niewspółmierne i pozostawały w rażącej dysproporcji do skutków, które tymi działaniami zamierzano uzyskać, lub dóbr, które chciano chronić.

Zgodnie z Ustawą z 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego (art. 2, pkt. 1) – „Stwierdzenie nieważności orzeczenia uznaje się za równoznaczne z uniewinnieniem”. W świetle obowiązującego prawa Romuald Rajs i Kazimierz Chmielowski są zatem niewinni”.

policja

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, Michał Sienkiewicz zaprasza do pracy w pomorskiej policji
  • Warto zauważyć, że na Pomorzu policja zmaga się ze sporym niedoborem kadrowym w postaci 190 wakatów
  • Sienkiewicz przekonuje młodych adeptów wysokimi zarobkami w postaci 4,5 tys. zł od ręki
  • Zobacz także: Tragedia w Polkowicach. W kopalni “Rudna” pod ziemią zginął górnik

Przez ostatni rok niedobory kadrowe wśród policjantów na Pomorzu udało się zmniejszyć o mniej więcej 75 proc. W 2021 roku do służby przyjętych zostało 600 nowych funkcjonariuszy.

Zmieniliśmy sposób podejścia do kandydata, zmieniliśmy sposób komunikacji, przenieśliśmy rekrutację tam, gdzie są ludzie młodzi. Do telefonów komórkowych, do internetu. Dostosowaliśmy nasze strony do przeglądarek mobilnych, jesteśmy w mediach społecznościowych i tam mówimy na czym polega praca policjanta i w jaki sposób można aplikować do służby

– powiedział rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, Michał Sienkiewicz.

Mimo tego wciąż są braki kadrowe. W całym, tak zwanym garnizonie pomorskim to dokładnie 190 wakatów czekających na policjantów. Jak przekonuje Sienkiewicz wpływ na poprawę niedoborów kadrowych miał rosnące zarobki. Dodaje też, że od 2022 roku młodzi ludzie dołączających do grona policjantów mogą zarobić jeszcze więcej.

Myślę, że jesteśmy bardzo atrakcyjnym finansowo pracodawcom. W tym momencie młody człowiek, który nie ukończył jeszcze 26. roku życia, a ukończył już kurs podstawowy, w policji będzie zarabiał 4,5 tysiąca złotych na rękę 

– przekonywał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

LATVIA NATO FOREIGN MINISTERS MEETING

LATVIA NATO FOREIGN MINISTERS MEETING Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030 / PAP/EPA/TOMS KALNINS

  • Podczas Konferencji Bezpieczeństwa sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg poinformował, zę Rosja nadal rozmieszcza wojska na granicy z Ukrainą
  • Dotychczas eksperci przewidywali, ze Rosjanie nie zaatakują Ukrainy bezpośrednio, lecz będą stosować prowokacje lub nie użyje wszystkich zgromadzonych sił
  • Z kolei Stoltenberg sugeruje, że prezydent Władimir Putin, chciałby uderzyć wszystkimi siłami
  • Zobacz także: Raport z granicy. Polskie służby po raz kolejny obrzucane kamieniami

Jak opisywał sekretarz generalny NATO, który przebywa obecnie w Monachium na Konferencji Bezpieczeństwa, Rosja wbrew zapewnieniom, nadal rozmieszcza kolejne wojska przy granicach z Ukrainą i szuka pretekstu, by uderzyć na ten kraj.

Wszystko wskazuje na to, że Rosja planuje pełnoprawny atak na Ukrainę

– powiedział Jens Stoltenberg.

Dotychczas pojawiały się różne scenariusze tego, jak Rosja może napaść na Ukrainę, sugerowano, że skupi się na prowokacjach i jeśli dojdzie do ataku, to nie wszystkimi zgromadzonymi przy granicy siłami. Słowa Stoltenberga wskazują jednak na to, że Kreml miałby decydować się na szeroką ofensywę na wielu frontach.

W podobnym tonie Stoltenberg wypowiadał się w rozmowie z CNBC, także podczas monachijskiego szczytu.

Rosja ma pełną zdolność do tego, by bez żadnego ostrzeżenia przeprowadzić atak na Ukrainę. Nikt nie zaprzecza, że Rosja ma wszystkie te siły w gotowości. Pytanie brzmi, czy rozpoczną inwazję

– stwierdził sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

wprost.pl, cnbc.com

Boris Johnson

Boris Johnson / Fot. Flickr/Number10gov

  • Wielka Brytania oraz Stany Zjednoczone planują wdrożyć ostrzejsze sankcje gospodarcze w przypadku inzwazji Rosji na Ukrainę
  • Premier Boris Johnson podkreślił, że prezydent Władimir Putin zachowuje się obecnie irracjonalnie i nie widzi nadchodzącej katastrofy
  • Jego zdaniem ewentualny konflikt może być największy w Europie od czasów zakończenia II wojny światowej
  • Z kolei brytyjski minister ds. Europy James Cleverly jest przekonany, że Rosjanie prędzej czy później zaatakują Ukrainę
  • Zobacz także: Zełenski: Struktury bezpieczeństwa na świecie i w Europie prawie zniszczone

Widzimy, że to może być naprawdę największa wojna w Europie od 1945 roku, tylko pod względem samej skali

– przekonywał premier Wielkiej Brytanii.

Boris Johnson podkreślił, że sankcje nałożone na Rosję w przypadku inwazji na Ukrainę będą ostrzejsze niż państwa zachodnie wcześniej to otwarcie sugerowały. Poinformował, że Wielka Brytania i Stany Zjednoczone planują zablokowanie rosyjskich firm handlujących w brytyjskich funtach oraz amerykańskich dolarach. Jego zdaniem byłby to cios dla rosyjskiej gospodarki.

Putin myśli nielogicznie

W rozmowie ze stacją “BBC One” Boris Johnson wyjaśnił, że sankcje mogą być nie wystarczające, aby odstraszyć irracjonalnego aktora konfliktu. Zauważył, że Władimir Putin nie myśli logicznie oraz nie widzi nadchodzącej katastrofy.

Jak ostrzegł, dowody sugerują, że Rosja planuje największą wojnę w Europie od 1945 roku i wszystko wskazuje na to, że już zaczęła realizować te plany.

Obawiam się powiedzieć, że plan, który widzimy, dotyczy czegoś, co pod względem skali może być naprawdę największą wojną w Europie od 1945 r.

– stwierdził Johnson.

Przypomniał, w czasie rozmowy z kilkoma zachodnimi przywódcami w piątek wieczorem prezydent USA Joe Biden informował, że według danych wywiadowczych, atak na Ukrainę miałby zostać przeprowadzony nie tylko od wschodu, ale także od północy, od strony Białorusi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Nieuchronna inwazja na Ukrainę

Brytyjski minister stanu ds. Europy James Cleverly powiedział w niedzielę dla “Sky News”, że rosyjska inwazja jest bardziej prawdopodobna niż się wydaje. Jego zdaniem wszystkie oznaki sugerują, że atak jest bardzo możliwy.

Niestety, w tej chwili atak wydaje się być o wiele bardziej prawdopodobny niż mało prawdopodobny, ale będziemy nadal pracować, aby temu zapobiec

– oświadczył Cleverly.

Wszystko, co widzimy, wskazuje na to, że inwazja jest bardzo, bardzo prawdopodobna i bardzo, bardzo nieuchronna

– dodał brytyjski minister ds. Europy.

wpolityce.pl

Walka Ziemowita Kossakowskiego z Janem Kapelą miała podtekst polityczny. Pojedynek był zapowiadany, jako symboliczne starcie prawicy z lewicą.

Kossakowski był zdecydowanym faworytem. Miał lepszy zasięg. Kapela spokojnie zaczął, szukał niskich kopnięć i w ten sposób próbował skracać dystans.

Po stójkowej wymianie Kossakowski wpadł w gilotynę. Kapela dobrze zapiął duszenie i prawicowy dziennikarz znalazł się w tarapatach. Wyszedł z gilotyny, ale Kapela nie wypuścił szansy. Nie pozwolił rywalowi wstać i ciosami w parterze zakończył walkę.

Zwycięstwo 38-letniego Kapeli jest tym większe, że większość widzów była po stronie jego przeciwnika, który był oklaskiwany, gdy Kapele powitały gwizdy. Dodatkowo jego przeciwnik (określany mianem prawicowego dziennikarza „Życia Stolicy” i TVP Info) był od niego o dziesięć lat młodszy. Kapela do swojego pojedynku wyszedł w gejowskim kostiumie jednorożca, jego przeciwnik został odwieziony do szpitala.

https://twitter.com/Daniel_Heheszky/status/1495158829687922689?s=20&t=oiEGKusgijRrCTND_Y6XZw

Kim jest Kapela?

Jaś Kapela to działacz lewicy lubiący przedstawiać swoje poglądy w sposób żartobliwy – między innymi demonstrował przeciwko otwarciu sklepu z odzieżą patriotyczną „red is bad”. Jednak to, co Jaś Kapela mówi żartobliwie, wielu lewicowców planuje bardzo serio. Warto też pamiętać o tym, że żarty polityczne mogą być przez żartownisiów wprowadzane w życie. Zapewne Adolf Hitler i jego koledzy z socjalistycznej i robotniczej NSDAP, pod swoimi czerwonymi sztandarami, z okazji 1 maja, zanim przejęli władze, często żartowali , co zrobią Żydom czy Polakom. W czasie II wojny światowej żarty nazistów, przed wojną ignorowane i bagatelizowane, stały się koszmarną rzeczywistością.

Zdjęcie Straży granicznej

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter/Straż Graniczna

  • Minionej nocy granicę polsko-białoruską próbowało przekroczyć 20 imigrantów z Jemenu, Ghany, Indii, Egiptu i Syrii
  • Rzecznik Straży Granicznej por. Anna Michalska poinformowała, że w wytropieniu nielegalnych cudzoziemców pomógł dron patrolujący
  • W dalszym ciagu odbywają się prowokacje w kierunku polskich służb graniczncznych, którzy notorycznie obrzucani są kamieniami
  • W okolicach placówki SG w Michałowie odnaleziono trzy torby, zaopatrzone w telefony komórkowe, odzież i w żywność przeznaczone dla imigrantów
  • Zobacz także: Kolejne ofiary orkanu Eunice. Tym razem do tragedii doszło na Mazowszu

W sobotę Straż Graniczna poinformowała o powstrzymaniu naporu 20 nielegalnych imigrantów, którzy próbowali w ciagu ostatniej doby przekroczyć granicę polsko-białoruską. Pochodzili oni z Jemenu, Ghany, Indii, Egiptu, a także Syrii.

O godzinie 4.00 nad ranem w niedzielę grupa kilkunastu osób próbowało siłowo sforsować granicę na odcinku granicy zabezpieczanej przez funkcjonariuszy z posterunku w Czeremsze. Białoruskie służby utrudniały pracę Polaków rzucając w nich kamieniami.

Na stronę polską przeszło 16 osób. Wśród nich było 10 obywateli Egiptu, trzech z Syrii, dwóch z Senegalu i jeden z Indii. Do zatrzymania cudzoziemców użyto między innymi drona, dzięki któremu mogliśmy zobaczyć, gdzie były te osoby i czy więcej osób, gdzieś się nie ukryło

– poinformowała rzecznik Straży Granicznej por. Anna Michalska.

W sobotę na odcinku ochranianym przez placówkę SG w Janowie Podlaskim cudzoziemiec przepłynął wpław Bug. Zatrzymały go służby. Okazało się, że to obywatel Rosji. Złożył wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej. Dostał ciepłe ubrania, napoje

– dodała funkcjonariuszka.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Porzucone torby dla imigrantów

W piątek na terenie chronionym przez Straż Graniczną z placówki w Michałowie, służby odnalazły trzy torby z pakietami pomocowymi. Ich zawartość składała się z odzieży, pożywienia, powerbanków, dwa telefony komórkowe, dwie karty sim – polska i niemiecka, a także pełnomoctnictwo in blanco. Plecaki dla imigrantów pozostawiono w pobliżu bagnistego terenu, gdzie polskie służby wielokrotnie prowadziły akcje ratownicze wobec nielegalnych cudzoziemców.

Straż Graniczna zwraca uwagę, że tego pozostawianie tego typu pomocy migrantom w trudno dostępnych miejscach sprowadza na nich niebezpieczeństwo.

Granica państwa w okolicach miejscowości Brzezina przebiega przez bardzo trudno dostępny teren, rozlewiska i bagna Zalewu Siemianówka. Wielokrotnie służby organizowały w tym właśnie miejscu akcje ratownicze wobec osób, które nielegalnie przekroczyły granicę, weszły na bagna i tam utknęły. Były to sytuacje zagrażające bezpośrednio życiu i zdrowi cudzoziemców

– czytamy w komunikacie Straży Granicznej.

dorzeczy.pl