We Francji odkryto nowy wariant koronawirusa. / Fot. pixabay.com
Eksperci z Funduszu Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią ostrzegają przed gwałtownym wzrostem zakażeń gruźlicą i AIDS.
Zauważyli, że surowe warunki wojny na Ukrainie sprzyjają rozwojowi wirusów na obszarach walk.
Dyrektor funduszu Peter Sands podkreślił, że istotnym czynnikiem jest m.in. migracja ludności oraz ciasne zakwaterowania oraz przerwy w opiece medycznej.
Trwająca od ponad trzech miesięcy wojna na Ukrainie stanowi nie tylko zagrożenie lokalne, lecz surowe warunki konfliktu sprzyjają rozwojowi różnych wirusów. Te obawy podziela Fundusz Walki z AIDS, Gruźlicą i Malarią. Ich zdaniem wojna może doprowadzić do gwałtownego wzrostu zakażeń HIV i gruźlicą.
Spodziewamy się, że konflikt będzie miał znaczący wpływ na wskaźniki zachorowań w Ukrainie i całym regionie. Duże ruchy uchodźców, zakwaterowanie w ciasnych schroniskach i zakłócenia w opiece medycznej sprzyjają rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych
– wyjaśnił Peter Sands dyrektor Funduszu do walki z AIDS.
Według danych Funduszu, już przed wojną Ukraina miała jeden z najwyższych wskaźników zachorowań na gruźlicę i AIDS w regionie Europy Wschodniej i Azji Środkowej
Wojna zwiększa ryzyko epidemii
Miasto nad Morzem Azowskim zostało niemal całkowicie zniszczone przez rosyjskie wojska. Sytuacja humanitarna w Mariupolu jest katastrofalna. Według ostrożnych szacunków zginęło tam dotychczas ponad 20 tys. mieszkańców. Ciała wielu z nich pochowano w płytkich grobach na podwórkach, ulicach i w parkach, co może prowadzić do rozwoju epidemii w przypadku kolejnych gwałtownych deszczów.
Groźba epidemii staje się rzeczywistością z każdą kolejną burzą. Rosyjscy okupanci nadal jednak ignorują wyzwania sanitarne w Mariupolu i zajmują się wyłącznie publikowaniem zdjęć, mających dowodzić, że życie się poprawiło. Miasto rozpaczliwie potrzebuje nowego etapu ewakuacji. Konsekwencje przekształcenia Mariupola w getto będą katastrofalne
Ukraińscy żołnierze z Azowstalu / fot. PAP/EPA/ALESSANDRO GUERRA
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Kilka dni temu tj. 2 czerwca Rosjanie przekazali Ukrainie szczątki poległych obrońców fabryki Azowstal w Mariupolu.
Według komunikatu ukraińskiego ministerstwa ds. reintegracji okupowanych terytoriów doszło tego dnia do wymiany zwłok w formule 160 na 160.
Jak podaje agencja Associated Press, do szpitala w Kijowie podjechały dwie ciężarówki z ciałami.
Rodziny ofiar podkreślają jak ważne dla nich, jest pochowanie ciał swoich synów na ukraińskiej ziemi.
W sobotę ukraińskie ministerstwo ds. reintegracji terytoriów okupowanych potwierdziło, że 2 czerwca w obwodzie zaporoskim na południu kraju, między Rosja, a Ukrainą doszło do wymiany ciał poległych żołnierzy. W komunikacie resortu można przeczytać, że wymiana przebiegała w formule 160 na 160.
Według relacji brata jednego z poległych żołnierzy z Azowstalu, do szpitala w Kijowie miały podjechać co najmniej dwie ciężarówki z ciałami poległych obrońców Mariupola. Jak cytuje agencja Associated Press, szczątki poległych wydobyto z fabryki w ubiegłym tygodniu. Niektóre ze zwłok były mocno zwęglone.
Otrzymałam telefon od wojskowych z pułku Azow. Usłyszałam, że ciało mojego syna może być wśród tych, które przekazano do Kijowa. On był bohaterem. (…) Jest dla mnie ważne, aby pochować go w naszej ukraińskiej ziemi
– opowiadała matka jednego z poległych obrońców Azowstalu.
Piotr Motyka: W jaki sposób Ruch Narodowy i Konfederacja angażują się w pomocuchodźcom wojennym z Ukrainy?
Krzysztof Tuduj: Konfederacja wraz ze swoimi sympatykami przekazała 200 tysięcy zł na rzecz pomocy Polakom mieszkającym na Ukrainie. Pomoc ta trafiła przez polonijne kresowe organizacje. Przy pomocy uchodźcom ukraińskim powinnismy tez pamiętać o naszych rodakach. Działacze Konfederacji uczestniczą od początku wojny w akcjach lokalnych i zbiórkach darów rożnego typu. Konfederacja stara się podkreślać zdrowy rozsądek. Mówimy pomaganie tak, ale nadmierne przywileje nie. Wykorzystajmy tą okazję do polepszenia stosunków między naszymi narodami, jednak przesada może przynieść odwrotny skutek.
Piotr Motyka: Jak, w obliczu tego konfliktu zbrojnego, powinny być kształtowanerelacje między Polską a Ukrainą?
Krzysztof Tuduj: Obserwujemy historyczne zbliżenie między naszymi krajami. Polskie wsparcie czyni z nas lidera pomocy w aspekcie politycznym, gospodarczym i militarnym. Niewątpliwie otwiera się okno historycznych możliwości. Potencjalna ściślejsza współpraca polityczno – gospodarcza może przynieść obu stronom wiele korzyści. Jednak przestrzegam przed huraoptymizmem. Wojna się nie skończyła. Jej przebieg jest zaskakujący. Warianty jej zakończenia mogą być różne. W czarnym scenariuszu, oby się nie ziścił, będziemy mieć pokonaną Ukrainę z rosyjskim okupantem i rosyjskie czołgi na południowo-wschodniej granicy. Być może wśród nich, również te, które “przekazaliśmy” Ukraińcom. Wtedy pozostanie modlitwa, by NATO okazało się poważniejszym sojuszem niż te, które zawiodły w 1939 roku. Prawo i Sprawiedliwość nie wykorzystuje szansy na wzmocnienie polskiej obronności. Inwestowanie własnego ciężkiego sprzętu wojskowego, aby nie musiał być wykorzystywany w Polsce to myślenie życzeniowe. Ukraina sama nie pokona Rosji, a państw chętnych do otwartego włączenia się w wojnę nie ma. Trudno nie wspomnieć również o polityce historycznej Ukrainy. Oczywiście najważniejszym aspektem są obecne wydarzenia i wyzwania, ale jeśli mamy mieć dobrosąsiedzkie stosunki, to po wojnie ukraińska klasa polityczna powinna unieść problemy przeszłości. Ukraińcy mają już nowych bohaterów. Ostatnim aspektem wartym podniesienia są ukraińskie dzieci, które korzystają ze schronienia w Polsce. Ich dobre wspomnienia będą w przyszłości mocno rzutować na nasze relacje. Taka dalekowzroczna polityka nakazuje refleksję, czy nie marnujemy tej dodatkowej szansy.
Piotr Motyka: Jak Pan ocenia wsparcie militarne ze strony Polski dla Ukrainy i sposób jego działania w praktyce, co oznacza to dla bezpieczeństwaPolski?
Krzysztof Tuduj: Ja rozróżniam środki bardziej defensywne od ofensywnych. Defensywne to hełmy, kamizelki kuloodporne czy ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze typu Piorun. Te wyraźnie utrudniają życie najeźdźcy i chronią obrońców. Nie krytykuję tego rodzaju pomocy skoro nas stać. Natomiast powątpiewam w słuszność przekazywania ciężkiego sprzętu, broni o charakterze bardziej ofensywnym. Oczywiście mowa o czołgach T-72, których oddaliśmy ponad dwie setki, o co dopytujemy MON w interpelacji. To jest wyraźne obniżanie własnego potencjału obronnego. Może się to zemścić. Poza tym nie mamy gwarancji jak i gdzie ten sprzęt będzie w przyszłości wykorzystany. Jeśli już, to tak duże przesunięcia powinny być wpisywane w szerszy kontekst polityczny. Dlatego istotne jest czy to darowizna czy sprzedaż, czy może transakcja wiązana. Czy Polska dyplomacja zadbała o to, aby nasza szlachetność przyniosła również możliwe korzyści dla Polaków w przyszłości? Czy wyjdziemy na tym jak Zabłocki na mydle, bo przyszłe kontrakty na Ukrainie wezmą kraje Europy zachodniej, potrafiące bez wstydu wykorzystywać nadarzające się okazje.
Piotr Motyka: Na czym polega kurs szkoleń “Narodowy lider”?
Krzysztof Tuduj: Narodowy Lider to moje autorskie szkolenie dla kadr narodowego filaru Konfederacji, realizowane od 4 lat. Zawiera elementy osobistej motywacji, ideowych fundamentów oraz pracy w grupach i programowania działań struktur lokalnych. Wszystko w wypraktykowanych proporcjach.
Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!
Budowa tzw. zamku w Stobnicy to inwestycja poznańskiej spółki D.J.T., która jest prowadzona na obszarze Natura 2000. Powstający na skraju tzw. Puszczy Noteckiej obiekt wielorodzinny ma liczyć 14 nadziemnych kondygnacji i mieć kilkudziesięciometrową wieżę. W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji dotyczących budowy. W tej sprawie zawiadomiono również prokuraturę.
Pod koniec 2020 roku prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko osobom, których działania mają związek z realizacją nielegalnej inwestycji polegającej na prowadzeniu budowy obiektu mieszkalnego i gospodarczego na obszarze chronionym Natura 2000 Puszcza Notecka.
Na początku aktem oskarżenia objęto siedem osób, jednakże prokurator umorzył postępowanie w zakresie stawianych zarzutów przeciwko osobie zmarłej w między czasie, dlatego ostatecznie oskarżono sześć osób.
Wśród oskarżonych byli reprezentujący spółkę prowadzącą inwestycję Paweł N. i Dymitr N. Dymitra N. oskarżono o realizowanie wbrew zakazowi inwestycji budowlanej na Obszarze Specjalnej Ochrony Ptaków w ramach sieci Natura 2000. Prokurator oskarżył Pawła N. o popełnienie dwóch przestępstw, tj. użycia poświadczającego nieprawdę dokumentu, wykazując nierzetelne dane dotyczące powierzchni planowanej do przekształcenia w związku z realizacją przedsięwzięcia budowlanego poprzez zaniżenie wielkości powierzchni terenu oraz złożenia fałszywego oświadczenia o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością
– wytłumaczył rzecznik prokuratury okręgowej w Poznaniu Łukasz Wawrzyniak.
Paweł N. został także oskarżony o prowadzenie działalności zagrażającej środowisku. Następnie według prokuratury, Waldemar S. jako architekt i główny projektant, działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, poświadczył nieprawdę w dokumencie poprzez podanie nierzetelnych danych dotyczących wielkości powierzchni planowanej do przekształcenia i udzielił w ten sposób pomocy Pawłowi N. do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa.
Kolejne wnioski oskarżonych o umorzenie
Dziś w Sądzie Rejonowym w Obornikach odbyło się posiedzenie w tej sprawie. Decyzją sądu postępowanie karne wobec Pawła N., Dymitra N., oraz Waldemara S. zostało umorzone.
Wnioski o umorzenie postępowania złożyli także pozostali oskarżeni w tej sprawie: Iwona P. – która pełniła funkcję inspektora nadzoru budowlanego w Obornikach, a także Marek J. i Bernadeta G. – pracownicy Wydziału Architektury i Budownictwa w Starostwie Powiatowym w Obornikach.
Z uwagi jednak na to, że te wnioski zostały przez nich złożone dopiero w trakcie poniedziałkowego posiedzenia, dlatego sąd wyłączył wnioski z dzisiejszego posiedzenia. Będą one rozpatrywane w trakcie odrębnego posiedzenia.
Pieniądze zostaną przeznaczone na rozbudowę instalacji wydobywczych w dwóch największych kopalniach ropy naftowej i gazu ziemnego w Polsce tj. w Lubiatowie i w Dębnie. W komunikacie przypomniano, że w obu zakładach wydobywa się zarówno ropę jak i gaz, przy czym to ropa jest głównym produktem.
Łącznie w obu kopalniach wydobywa się przeszło 480 tys. ton tego surowca rocznie, co stanowi aż 75 proc. całej krajowej produkcji ropy przez PGNiG
– wskazało Polskie Górnictwo Naftowe i Górnictwo.
Szeroki program inwestycyjny
W ciągu najbliższych czterech lat spółka zamierza przeprowadzić w Lubiatowie i Dębnie szeroki program inwestycyjny o wartości ok. 700 mln złotych. Celem jest optymalizacja pracy obu kopalni
– przekazano w komunikacie firmy.
Jak podkreślił PGNiG proces ten odbędzie się w oparciu o wyniki analiz zrealizowanych przy pomocy nowoczesnych cyfrowych narzędzi, które PGNiG rozwija w ramach projektu Smart Field.
Inwestycje w Kopalni Ropy Naftowej i Gazu Ziemnego Dębno będą polegały m.in. na rozbudowie instalacji technologicznej i modernizacji Ośrodka Centralnego oraz budowie generatora energii elektrycznej.
Umożliwi to podłączenie do eksploatacji trzech odwiertów ze złoża gazu ziemnego Różańsko, z którego PGNiG będzie wydobywać ok. 80 mln m sześc. gazu rocznie w przeliczeniu na gaz wysokometanowy
Wstępnie w Dębnie tamtejsza kopalnia będzie wydobywać o 10% więcej ropy niż do tej pory. W tym celu zaplanowano postawić pięć nowych odwiertów eksploatacyjnych na złożu Barnówko-Mostno-Buszewo. To pozwolić wydobywać dodatkowe 440 tys. ropy naftowej.
Projekt inwestycji w KRNiGZ Lubiatów przewiduje podłączenie nowych odwiertów eksploatacyjnych oraz instalację kompresorów do zatłaczania gazu w celu stymulacji produkcji ropy. PGNiG przewiduje, że w konsekwencji wydobycie gazu ziemnego zwiększy się 100 mln m. sześciennych rocznie w przeliczeniu na gaz wysokometanowy, a więc podwojenie obecnej produkcji tego paliwa.
Niestety uwarunkowania geologiczne w Lubiatowie uniemożliwiają zwiększenie wydobycia ropy naftowej. Jak zaznaczył jednak PGNiG inwestycje będą miały na celu ustabilizowanie wydobycia ropy. Bez tego poziom produkcji tego surowca spadłby w kolejnych latach o ok. 8% rocznie.
PGNIG poinformował, że planowane w Lubiatowie i Dębnie pracy wydłużą okres funkcjonowania kopalni o 15-20 lat.
W ramach projektu “Budowanie systemu prewencji wykorzystania seksualnego w szkołach katolickich” finansowanego przez Fundację Świętego Józefa KEP powstała publikacja pt. “Profilaktyka przemocy seksualnej wobec uczniów w szkole katolickiej”. Przygotowany przez Centrum Ochrony Dziecka i Radę Szkół Katolickich dokument trafił już do dyrektorów szkół katolickich.
Budowanie bezpiecznego środowiska dla dzieci i młodzieży jest naszym wspólnym zadaniem w Kościele, które wymaga dzisiaj stosowania profesjonalnych metod działania
– czytamy w liście Konferencji Episkopatu Polski do dyrektorów placówek szkolnych.
“Budowanie i wytyczanie jasne granice w pracy z uczniami”
Współautorem publikacji jest m.in. jezuita o. Wojciech Bojanowski SJ. W rozmowie z portalem Siódma9 duchowny podkreślił, że ideą projektu jest budować i wytyczać jasne granice w pracy z uczniami.
Potrzebne są jasne zasady dot. tego, co może, a czego nie może robić nauczyciel
– zwrócił uwagę o. Wojciech Bojanowski.
Jednym z elementów publikacji jest Kodeks Bezpiecznych Zachowań.
Wskazane są też zachowania ryzykowne i demoralizujące, które powinny być całkowicie zakazane w relacjach z uczniami
– podkreślił jezuita.
Znając wspomniane zasady, widząc zachowanie innych dorosłych w środowisku szkolnym, od razu mogę zainterweniować w momencie przekroczenia przez nich pewnych granic
– wyjaśnił duchowny.
Jak zauważył o. Bojanowski, w przypadku szkół to nie jest tylko ochrona dzieci przed dorosłymi, ale także przed przemocą rówieśniczą.
W szkole może też dochodzić do ujawnienia krzywdy, która dzieje się w innym środowisku, dlatego musimy budować świadomość wśród uczniów. Musimy wiedzieć, jak rozmawiać z uczniami
Rosjanie stracili flagowy okręt Marynarki Wojennej "Moskwa" / Fot. PAP/EPA/MON Rosji. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Ukraińskie dowództwo w poniedziałkowym komunikacie poinformowało o niewielkim sukcesie ich marynarki wojennej.
W wyniku działań odsunięto Flotę Czarnomorską na ponad 100 km od linii brzegowej.
Zdaniem ukraińskiej generalicji, rosyjskie siły morskie zużyły już znaczną część nowoczesnej amunicji potrzebnej w bitwach morskich.
Nie wykluczono jednak, że w okresie letnim istnieje ryzyko desantu na odeskim nabrzeżu.
Rosja próbuje odzyskać kontrolę nad północno-zachodnią częścią Morza Czarnego i w tym celu rozmieściła zestawy rakietowe Bał i Bastion na anektowanym Krymie i w okupowanym obwodzie chersońskim. Przerzuca także siły na Wyspę Węży.
Pociskami przeciwokrętowymi celują w obiekty naziemne
W wyniku naszych aktywnych działań na rzecz rażenia sił morskich przeciwnika, grupa okrętów Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej została odrzucona od brzegów ukraińskich na odległość ponad 100 km
– czytamy w poniedziałkowym ogłoszeniu ukraińskiej armii.
Ukraińska marynarka wojenna wskazuje na utrzymujące się zagrożenie atakami rakietowymi z kierunku morskiego. Choć ostrzały pociskami manewrującymi Kalibr są teraz mniej intensywne, to jednak Rosja używa pocisków przeciwokrętowych do rażenia celów naziemnych. Sięganie po pociski przeznaczone do celów morskich świadczy o tym, że Rosja wykorzystała znaczną część nowoczesnego uzbrojenia. Armia ukraińska oceniła, że Rosja używa więc przestarzałych typów pocisków, których ma wystarczające zapasy.
W opisie sytuacji na Morzu Czarnym marynarka wojenna Ukrainy wskazała, że działa w warunkach przewagi przeciwnika.
Morze Czarne objęte szarą strefą
Sytuacja w północno-zachodniej części tego akwenu pozostaje trudna. Rosja nie ma już w tym rejonie całkowitej kontroli, ale stał się on szarą strefą.
Utrzymuje się groźba wysadzenia desantu taktycznego na wybrzeże odeskie, szczególnie w sprzyjających warunkach letnich
Piotr Motyka: Jak Pan ocenia nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym?
Jakub Kalus: Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym pod presją Brukseli to kompromitacja rządu PiS. Sprawdziły się najczarniejsze scenariusze, przed którymi przestrzegała Konfederacja, w których szantaż finansowy, stosowany przez UE, doprowadził do ingerencji w kompetencje zastrzeżone wyłącznie dla państw narodowych. Rozwiązaniem problemów, które zafundowała nam „banda czworga”, jest wprowadzenie ław przysięgłych – tak, aby sędziowie nie orzekali we własnej sprawie. Izba dyscyplinarna, w której ława przysięgłych decydowałaby o ustaleniu deliktu przez konkretnego sędziego, podniosłaby zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Takie poprawki zaproponowała Konfederacja, jednak zostały one wspólnie odrzucone przez większość rządzącą i totalną opozycję.
Piotr Motyka: Jak Polska powinna reagować na działania organów Unii Europejskiej?
Jakub Kalus: Polska nie powinna ulegać szantażowi Unii Europejskiej. To UE wykracza poza swoje kompetencje. Co więcej, UE wykorzystuje mechanizm warunkowości, na który zgodził się Mateusz Morawiecki, aby dodatkowo upokorzyć Polaków w prowadzonej przez siebie, brudnej grze. Oczywiście, pieniądze z eurodługu, który będziemy spłacać do 2058 roku, po prostu się nam należą. Jednak nie powinniśmy w zamian za zwrot środków z Funduszu Zadłużenia i europodatków wyprzedawać kolejnych połaci naszej suwerenności.
Piotr Motyka: Jakie propozycje zmian w sądownictwie przedstawia Ruch Narodowy oraz Konfederacja?
Jakub Kalus: Konfederacja ma szereg kompleksowych rozwiązań, które uczynią polski wymiar sprawiedliwości szybki i sprawiedliwy. Rozwiązaniem obecnych sporów personalnych w koteriach sędziowskich są reset konstytucyjny i wprowadzenie czynnika społecznego do sądownictwa: w postaci ław przysięgłych, czy sądów pokoju. Prawdziwa reforma sądownictwa nie powinna jednak sprowadzać się wyłącznie do personaliów. Postulujemy zdecydowane usprawnienie procedur: skrócenie terminów na wykonywanie czynności sądowych, aby wyrok w pierwszej instancji mógł zapaść w miesiąc, parametryzację, informatyzację i automatyzację procedur. Dopuszczenie czynnika społecznego do orzekania w drobnych sprawach życia codziennego spowodowałoby rozładowanie ilości spraw przypadających na jednego sędziego. Z kolei przekazanie do rozpoznania ławom przysięgłych spraw budzących największe zainteresowanie medialne (np. brutalnych zbrodni, spraw politycznych, medialnych, czy właśnie dyscyplinarnych prowadzonych wobec sędziów) przybliżyłoby przeciętnego Polaka do wymiaru sprawiedliwości i pomogłoby w budowaniu zaufania do tych instytucji.
Piotr Motyka: Życzę powodzenia i serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!
“Pomnik Życia” – to nazwa rzeźby, która przedstawia Matkę Bożą z nienarodzonym jeszcze Panem Jezusem, którego nosi pod sercem. Figura została poświęcona w kościele św. Marcelego w Rzymie. Autorem rzeźby jest Timothy Schmalz, znany z wcześniej wykonanej rzeźby migrantów na placu św. Piotra, figury “Bezdomnego Jezusa” oraz rzeźby pod tytułem “Uciśnionych wypuścić na wolność” przedstawiającej św. Bakhitę wspierającą współczesnych niewolników.
Artysta wierzy w moc piękna i sztuki
Artysta w swoich pracach koncentruje się na aktualnych kwestiach społecznych takich jak bezdomność, migracja i handel ludźmi. Chce on w ten sposób uwrażliwiać świat na obecne problemy społeczne.
Piękno może ocalić świat, wierzę, że dzieci nienarodzone również. Mam nadzieję, będzie miało wielki wpływ na uwrażliwienie na piękno i świętość życia
– powiedział Timothy Schmalz.
Tworzenie sztuki dla Boga
Schmalz podkreślił, że dzieło sztuki może promować i uświadamiać wiele ważnych tematów.
Idea świętości życia wydawała się naturalną kontynuacją moich projektów, stąd Madonna z Dzieciątkiem, która jednak nie trzyma Go w ramionach, lecz jeszcze w swoim łonie. Wierzę w moc sztuki, która może w bardzo subtelny i piękny sposób wpływać na świadomość całego społeczeństwa
– tłumaczył twórca figury.
Ważne jest tworzenie sztuki nie dla niej samej, ale dla Boga oraz wykorzystywanie jej do ukazywania tematów, które często są niewidoczne, jak płód w łonie matki
Nie możemy stać z boku, kiedy rosyjska artyleria niszczy miasta i zabija niewinnych cywilów. Wielka Brytania przekaże ukraińskiej armii systemy rakietowe wielokrotnego startu M270 MLRS
– napisał premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson.
⚡️🇬🇧The #UK will gift the #Ukrainian Armed Forces multiple-launch rocket systems M270 which can strike targets up to 80km away with precision guided rockets. https://t.co/YWXTen7WwP
Jak wynika z komunikatu brytyjskiego resortu obrony, systemy rakietowe, które trafią na Ukraine, są w stanie precyzyjnie trafić w cel oddalony nawet o 80 kilometrów.
Atakując Ukrainę, Putin wywołał konflikt, który przekształcił się w największą konfrontację zbrojną w Europie od czasu zakończenia II wojny światowej. Eksperci sądzą, że rosyjska operacja weszła już w nową fazę i wkrótce w Donbasie może dojść do bitwy pancernej, dlatego Kijów cały czas prosi Zachód o pomoc w postaci dostaw ciężkiej broni.
Trwająca od ponad trzech miesięcy wojna, którą Moskwa nazywa “specjalną operacją wojskową”, doprowadziła do tego, że ponad 5 mln Ukraińców uciekło za granicę, z czego najwięcej (3 mln) do Polski.