Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Rząd Szwecji przyjął niedawno plan na lata 2022-2026, który zawiera również finansowanie programu wsparcia tzw. reprodukcji w Afryce.
  • Co roku Szwedzi wykładają około 60 mln dolarów, sponsorując w regionie Afryki Subsaharyjskiej m.in. aborcję i antykoncepcję.
  • Ich zdaniem, kobiety w tamtym regionie nie posiadają odpowiedniego dostępu do tzw. opieki reprodukcyjnej.
  • Zobacz także: Raport SG ws. uchodźców. Blisko 50 zatrzymanych imigrantów

Jak informuje organizacja Human Life International Polska, szwedzki rząd przyjął na lata 2022-2026 plan, który obejmuje również program wsparcia tzw. reprodukcji w krajach afrykańskich. Tym razem kwota wzrosła o 5 mln. Łącznie dofinansowanie obejmuje 60 mln dolarów rocznie.

Szwecja była pierwszym krajem, który w 2014 roku ogłosił, że będzie prowadzić feministyczną politykę zagraniczną, a kiedy kilka lat później wydano podręcznik opisujący tę politykę, SRHR został wymieniony jako jeden z sześciu najważniejszych priorytetów 

– czytamy w informacji przekazanej przez Human Life International Polska.

Jak przekonują Szwedzi, działania w Afryce Subsaharyjskiej obejmują głównie opiekę nad matkami i dziećmi.

Czytaj więcej: Wołyń 43 – Ukraina 2022. Nie o zemstę, ale o pamięć wołają ofiary [OPINIA]

Sponsoring aborcji i antykoncepcji

Szwedzi uważają, że nie podejmuje się tam inicjatyw mających na celu zapobieganie i reagowanie na przemoc seksualną, przemoc ze względu na płeć. Ponadto, jak twierdzą, brak jest dostępu do nowoczesnych środków antykoncepcyjnych, bezpiecznej i legalnej aborcji.

Warto zaznaczyć, że Szwecja postrzega siebie jako światowego lidera w promowaniu SRHR, chociaż, jak informuje hli.org, termin ten został odrzucony podczas negocjacji w ONZ, ponieważ obejmuje aborcję, szeroki zakres kwestii związanych z ideologią gender oraz pojęciem praw seksualnych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

marsz.info

Mężczyzna zgwałcił chłopca we wrocławskim aquaparku

Aquapark we Wrocławiu / Fot. Twitter

  • We wrocławskim aquaparku przy ul. Borowskiej doszło do tragicznego zdarzenia.
  • Pewien mężczyzna miał zgwałcić w toalecie 12-letniego chłopca.
  • Jak się okazało, policja bardzo szybko namierzyła i zatrzymała podejrzanego.
  • Mężczyzna był stałym bywalcem ośrodka i używał specjalnej karty stałego klienta.
  • Zobacz także: Komisarz UE: “Polska musi przestrzegać praworządności”

Do czynu miało dojść na terenie aquaparku położonego przy ulicy Borowskiej we Wrocławiu. 12-letni chłopiec miał zostać wciągnięty do toalety przez mężczyzne i tam zgwałcony. O zdarzeniu służby miały zostać poinformowane przez opiekuna pokrzywdzonego chłopca. Z informacji przekazanych przez “Super Express” wynika, że sprawcą czynu może być mężczyzna, który często pojawiał się w aquaparku i w dodatku korzystał z jego usług przy pomocy imiennej karty. Między innymi dzięki temu prędko został zatrzymany.

Aquapark jest objęty kompleksowym monitoringiem i na prośbę prokuratury cały materiał został przekazany śledczym. Dla dobra poszkodowanego dziecka i w związku z toczącym się w prokuraturze postępowaniem nie komentujemy szerzej tej sprawy

– przekazał rzecznik aquaparku we Wrocławiu Patryk Załęczny.

Czytaj więcej: Porażka amerykańskiego episkopatu. Zgodzili się na adopcję dziecka przez lesbijkę

Podejrzany wpadł przez kartę w aquaparku

Policja i prokuratura dla dobra śledztwa nie informuje o szczegółach sprawy. Potwierdzono, że doszło do przestępstwa na tle seksualnym na osobie małoletniej.

Policjanci wspólnie z Prokuraturą prowadzą czynności procesowe w związku ze zdarzeniem kryminalnym dotyczącym przestępstwa o charakterze seksualnym z udziałem osoby nieletniej, które zaistniało prawdopodobnie na terenie wrocławskiego aquaparku

– poinformował rzecznik Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Intensywne i skuteczne oraz podjęte natychmiast czynności policyjne doprowadziły do zatrzymania mężczyzny mogącego mieć bezpośredni związek z tym zdarzeniem. Ponieważ sprawa jest realizowana przez policjantów oraz prokuraturę i czynności z udziałem osoby nieletniej oraz zatrzymanej osoby dorosłej są w tej chwili realizowane, więcej informacji będziemy mogli przekazać po ich zakończeniu

– dodał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Zagadkowa śmierć Jana Pawła I

Papież Jan Paweł I / Fot. Twitter

  • Były sekretarz abp Eduarda Gagnony intrygującą ksiażkę pt. Morderstwo 33. stopnia.
  • Ksiądz Charles Murr ujawnia tajemnice śmierci papieża Jana Pawła I.
  • Według oficjalnych informacji zmarł on na zawał serca zaledwie 33 dni po wyborze na Ojca Świętego.
  • W tym czasie uruchomił on śledztwo dot. masonerii w Kościele Katolickim.
  • W noc przed swoją śmiercią spotkał się z kapłanem-masonem kard. Sebastianem Baggio.
  • Autor publikacji domaga się ujawnienia prawdziwych przyczyn śmierci papieża.
  • Zobacz także: W sierpniu nabożeństwo “24 Godzin Męki Pańskiej za Polskę”

W książce “Morderstwo 33. stopnia” opisane zostały okoliczności śmierci papieża Jana Pawła I, którego pontyfikat trwał jedynie 33 dni. Autorem publikacji jest były sekretarz abp. Eduarda Gagnona ks. Charles Murr.

Śledztwo ws. masonerii w Kościele Katolickim

Zdaniem kapłana, śmierć Ojca Świętego miała związek ze śledztwem dot. obecności członków masonerii w Watykanie, które prowadzone było właśnie przez abp. Gagnona. Hierarcha wskazał dwie osoby, które według niego niezaprzeczalnie przynależały do sekty masońskiej.

To abp Annibale Bugnini, który był odpowiedzialny za stworzenie tzw. nowego rytu Mszy Świętej – Novus Ordo Missae, a także kard. Sebastiano Baggio. Abp Gagnon podkreślił, że związek obu hierarchów z tajną organizacją walczącą z Kościołem został potwierdzony przez Interpol.

O ile abp Annibale Bugnini przebywał w roku 1978 w Iranie jako nuncjusz apostolski, o tyle kard. Sebastiano Baggio przebywał w Watykanie i pełnił dalej funkcje w Kurii Rzymskiej. Był on ostatnią osobą, z którą spotkał się papież Jan Paweł I przed śmiercią.

Tajemnicze spotkanie z kardynałem-masonem

Spotkanie poprzedzające śmierć Jana Pawła I miało dotyczyć usunięcia tego hierarchy z Watykanu, właśnie za przynależność do sekty masońskiej.

28 września wieczorem kard. Baggio przybył do Jana Pawła I. Z relacji gwardzistów szwajcarskich, którzy byli obecni pod drzwiami, wynika, że rozmowa była burzliwa i agresywna. Słychać było krzyk kardynała Baggio. Gwardziści mieli zgłosić niepokojący przebieg spotkania. Tymczasem o godz. 4:45 rano papieża Jana Pawła I znaleziono martwego.

Czytaj więcej: Franciszek o prezydencie USA: “To sprawa jego sumienia”

Przyczyny śmierci papieża Jana Pawła I 

Portal Life Site News przypomniał, że raport dot. przyczyn śmierci papieża Jana Pawła I zmieniał się kilkukrotnie. W ostatecznej wersji podano, że papież zmarł na zawał serca około godz. 23. Nie potwierdzono tego sekcją zwłok, a nawet badaniami krwi. Zdaniem ks. Charlesa Murra, Watykan przez kilkadziesiąt lat ukrywał informacje o przedśmiertnym spotkaniu Jana Pawła I z kardynałem masonem. Jedyna wzmianka na ten temat pojawiła się w “Time Magazine”.

Papież, który miał chore serce, przyjmował leki na nadciśnienie, jak sądzę, z powodu tego spotkania dwie lub trzy godziny później doznał zawału serca i zmarł. Teraz mówi się, no cóż, to nie jest tak naprawdę morderstwo… Zapytałem kardynała Gagnona, czy on myślał, że papież został zamordowany? A on powiedział: »Wiesz, Charles. Istnieje wiele sposobów na zabicie człowieka. Wierzę, że tak się stało. Wierzę, że to morderstwo. To, o czym mówię, jest morderstwem«

– powiedział ks. Charles Murr w wywiadzie dla Life Site News.

Kapłan wskazał również, że raport dotyczący śmierci papieża Jana Pawła I nigdy nie został opublikowany. Teraz ks. Charles Murr wezwał do ujawnienia faktów dot. śmierci Ojca Świętego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Straż Graniczna

Straż Graniczna / Fot. Twitter/ Straż Graniczna

  • Straż Graniczna poinformowała o zatrzymaniu w niedzielę 47 imigrantów.
  • Przez granicę polsko-białoruską próbowali się przedostać m.in obywatele Turkmenistanu i Pakistanu.
  • Jak podają służby, mieli oni przylecieć do Białorusi przez Rosję.
  • Imigranci po raz kolejny chcieli dotrzeć do Polski przez rozlewiska rzeki Leśna Prawa w Białowieży.
  • Zobacz także: Dla lewicy nawet Teleskop Webba jest “homofobiczny”

Straż Graniczna poinformowała, że w niedzielę polsko-białoruską granicę chciało przekroczyć 47 imigrantów.Wśród zatrzymanych cudzoziemców znaleźli się obywatele m.in. RPA, Pakistanu i Turkmenistanu.

Zatrzymani cudzoziemcy na Białoruś przylecieli z Rosji

– poinformowała Straż Graniczna na Twitterze.

Straż poinformowała też o kolejnym przypadku przekroczenia granicy przez rozlewiska rzeki Leśna Prawa znajdującej się na terenie strzeżonym przez placówkę SG w Białowieży. Tym razem SG zatrzymała w tym miejscu grupę 31 osób.

Czytaj więcej: Ast: Donald Tusk gra na podziały [NASZ WYWIAD]

Zapora na granicy z Białorusią

Kończy się budowa stalowej zapory na granicy. Wstępnie miała się zakończyć do 30 czerwca, lecz przedłużono je do połowy lipca. W miniony piątek rzecznik SG, por. Anna Michalska, poinformowała, że prace wciąż trwają na ok. dwukilometrowym odcinku, a wykonawca deklaruje, że ukończy je do 23 lipca. Do jesieni ma być gotowe również zabezpieczenie elektroniczne, czyli system kamer i detektorów.

Z końcem czerwca przestały obowiązywać przepisy o czasowym zakazie przebywania na terenie 183 miejscowości przy granicy z Białorusią w województwach podlaskim i lubelskim; wprowadzono je w związku z kryzysem migracyjnym, potem tłumaczono je również koniecznością zapewnienia porządku i bezpieczeństwa w związku z budową zapory inżynieryjnej. Weszły one w życie 2 marca jako przedłużenie poprzedniego, które obowiązywało od 1 grudnia 2021 r. do 1 marca 2022 r.

Od 1 lipca do 15 września w Podlaskiem obowiązuje – wydany przez wojewodę – zakaz zbliżania się do granicy polsko-białoruskiej na odległość 200 metrów. Zakaz obowiązuje w całym województwie podlaskim, za wyjątkiem odcinków granicy państwowej przebiegających na rzekach granicznych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Biskupi pozwolili lesbijce na adopcje

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Amerykański episkopat zgodził się po trzech latach, by lesbijka adoptowała dziecko.
  • Wcześniej przez ten czas Kelly Easter ubiegając się o dziecko imigrantów złożyła pozew przeciwko organizacjom wykluczającym osoby homoseksualne.
  • Po kilku miesiącach nacisków biskupi ogłosili kapitulację.
  • Tęczowe skrzydło w Kościele Katolickim ogłosiło nawet pewien sukces, zapowiadają dalszą ofensywę.
  • Zobacz także: Komisarz UE: “Polska musi przestrzegać praworządności”

Trzy lata temu deklarująca się jako lesbijka Kelly Easter rozpoczęła starania o adopcję dziecka imigrantów z ośrodka należącego do chrześcijańskiej organizacji Bethany Christian Services. Warto zaznaczyć, że jest stowarzyszenie jest finansowane przez amerykański episkopat. Z początku kobiecie zablokowano możliwość opieki nad dziećmi z ośrodka z powodu jej deklaracji dot. jej orientacji seksualnej.

Początkowo walczyła ona o dziecko przez dwa lata, aby następnie złożyć pozew. Stwierdziła w nim, że państwowym programie adopcji dzieci cudzoziemców znajdują się organizacje mające rzekomo wykluczać osoby homoseksualne.

Czytaj więcej: Promyk nadziei wśród zachodnich naukowców. “Nie powinniśmy popadać w ideologię genderyzmu”

Amerykański episkopat uległ naciskom

Po 8 miesiącach Easter wycofała jednak skargę, bo episkopat zmienił zdanie. Poinformowano ją, że nie ma już religijnych zastrzeżeń wobec procesu adopcyjnego przez lesbijkę.

Nie wiadomo, dlaczego amerykański Kościół zmienił nagle zdanie i nawet nie próbował bronić swoich racji przed sądem. Decyzję episkopatu pochwalają za to środowiska LGBT, w tym organizacja New Ways Ministry, która zajmuje się promocją LGBT w środowiskach kościelnych.

Tęczowe skrzydło w Kościele Katolicki w USA twierdzi, że sprawa Kelly Easter to początek ogólnej akceptacji adopcji przez homoseksualistów w katolickich instytucjach.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

nczas.com

Dmitrij Miedwiediew

Były Prezydent oraz Premier Rosji DMitrij Miedwiediew / Fot. Twitter

W trakcie spotkania z weteranami w Wołgogradzie, były prezydent, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew, stwierdził jednoznacznie, że Rosja jest wyjątkowym krajem.

Zaznaczył, że Rosjanie muszą być wystarczająco silni, aby żadne inne państwo nie planowało nawet ataku na Moskwę. Jego zdaniem rosyjscy żołnierze muszą pilnować granic, a wojsko powinno być wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt.

W przeciwnym razie (…) po prostu zostaniemy rozerwani na kawałki

– zaznaczył Dmitrij Miedwiediew.

Czytaj więcej: Kontrowersyjne życzenia szefa BBN. Poszło o rocznicę rewolucji francuskiej

Miedwiediew ostrzega władze Ukrainy

Podczas wygłoszonego w niedzielę w Wołgogradzie przemówienia Miedwiediew stwierdził również, że ma nadzieję, iż władze w Kijowie prędzej czy później zdadzą sobie sprawę, że Rosja i tak osiągnie wyznaczone cele “demilitaryzacji” i “denazyfikacji” Ukrainy.

Stwierdził również, że Rosja ma prawo do samoobrony, a nawet do tzw. samoobrony prewencyjnej, co można rozumieć jako atak na Ukrainę.

To nie jest tylko odpowiedź na czyjeś wrogie działania. To działania mające na celu eliminację zagrożenia militarnego

– stwierdził były prezydent Rosji.

Polityk ostrzegł władze w Kijowie, że jeżeli podejmą próbę przejęcia Krymu, to spotka się to z odpowiedzią.

Poszczególni egzaltowani krwawi klauni, którzy pojawiają się tam od czasu do czasu z jakimiś wypowiedziami, również próbują nam zagrozić — mam na myśli atak na Krym. (…) Jeżeli coś takiego się wydarzy, to dzień sądu ostatecznego nadejdzie dla nich wszystkich bardzo szybko. Bardzo trudno będzie się im ukryć

– podkreślił wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Komisja Europejska

Komisarz UE Didier Reynders / Fot. PAP/EPA/OLIVIER HOSLET

  • Komisarz unijny ds. praworządności Didier Reynders zauważył, że Polska musi przestrzegać praworządności, aby spełnić wymogi kamieni milowych.
  • Pomoc ukraińskim uchodźcom nie odblokuje tym samym potrzebnych środków z Krajowego Programu Odbudowy.
  • Polski rząd ubiega się o różne unijne fundusze, by zdobyć poparcie dla swoich działań ws. wojny na Ukrainie.
  • Zobacz także: Pałac Saski. Już w sierpniu ruszą prace w kierunku odbudowy

W wywiadzie dla niemieckiej gazety “Frankfurter Allgemeine Zeitung” Didier Reynders odrzucił argumentację rządu Mateusza Morawieckiego o tym, że Polska pilnie potrzebuje pieniędzy z Funduszu Odbudowy, aby sfinansować pomoc dla uchodźców wojennych z Ukrainy.

Są inne sposoby wspierania państw członkowskich, które przyjmują uchodźców, i to właśnie robimy. Pomoc na odbudowę powinna przyspieszyć zieloną i cyfrową transformację, w tym niezależność energetyczną. Z wojną czy bez, Polska musi spełnić uzgodnione kamienie milowe

– stwierdził komisarz ds. praworządności Didier Reynders.

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę nasz kraj przyjął najwięcej uchodźców z tego kraju, ponad 4,5 mln. W marcu została przyjęta specjalna ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy, która wprowadziła świadczenie w wysokości 40 zł dziennie na jednego uchodźcę.

Czytaj więcej: Promyk nadziei wśród zachodnich naukowców. “Nie powinniśmy popadać w ideologię genderyzmu”

KE przygląda się polskiej reformie sądownictwa

Reynders powiedział, że z powodu zaangażowania Unii Europejskiej w porządek międzynarodowy oparty na zasadach. Zaznaczył, że tym sposobem KE chce wyjść na organ, który sam przestrzega w ten sposób praworządności.

Jak możemy żądać od Ukrainy reform, jeśli teraz damy Polsce swego rodzaju wojenny rabat?

– stwierdził brukselski urzędnik.

Tłumaczył, że nowa ustawa o Sądzie Najwyższym, która likwiduje Izbę Dyscyplinarną i wprowadza w jej miejsce Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, który ma zawierać jeden niewygodny dla Brukseli element.

Potrzebujemy nie tylko niezależnej izby, która będzie decydować o postępowaniu dyscyplinarnym. Musi być też możliwość kwestionowania przez sędziów statusu innych sędziów. (…) Być może uda się doprowadzić do tego, że izba będzie miała odpowiednią obsadę. Przyjrzymy się temu z bliska

– zapowiedział Reynders.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Pokaz aktów w państwowym instytucie

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • Pod auspicjami ministerstwa spraw zagranicznych w Instytucie Polskim w Dusseldorfie wystawiono kontrowersyjną sztukę.
  • W instytucie wystawiono marnej jakości akty mężczyzn twórczości Magi Ćwieluch.
  • Sztuka wywołała dyskusję w mediach społecznościowych.
  • Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak skrytykował promocję aktów przez organy polskiej władzy.
  • Zobacz także: Sprzedawcy węgla o rządowym programie dopłat: To się nie opłaca

Promocja “polskiej sztuki” w Instytucie Polskim w Düsseldorfie, podlegającym @MSZ_RP. Instytucji szefuje działacz @PiS ze Śląska, Wojciech Poczachowski

– poinformowała Agnieszka Wolska.

Pytanie do wyborców PiS: czy na to głosowaliście?

– zauważył poseł Konfederacji Krzysztof Bosak.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com

Olaf Scholz

Kanclerz Olaf Scholz / Fot. PAP/EPA/FILIP SINGER Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Po raz kolejny pojawiają się pomysły, by Unia Europejska stała się jeszcze bardziej federacyjna jak do tej pory.
  • Kanclerz Niemiec Olaf Scholz pod płaszczem rzekomego egoizmu krajów członkowskich wzywa do likwidacji prawa weta.
  • Obecnie, by wprowadzić pewne zmiany wszystkie państwa muszą je zatwierdzić w Radzie Europejskiej.
  • Zobacz także: Założyciel “kościoła szatana” nawrócił się na chrześcijaństwo

Niemcy opowiadają się za silniejszą geopolitycznie Unią Europejską w odpowiedzi na inwazję Rosji na Ukrainę. UE nie może już sobie pozwolić na egoistyczne blokowanie europejskich decyzji przez poszczególne kraje członkowskie

– powiedział kanclerz Niemiec Olaf Scholz.

Niemiecki polityk wezwał do zniesienia prawa weta w Radzie Unii Europejskiej, by państwa członkowskie stały się bardziej zależne od polityki Berlina.

Permanentny brak jedności, permanentna niezgoda między krajami członkowskimi osłabia nas (…) Dlatego najważniejszą odpowiedzią Europy na zmianę czasów jest: Jedność. Musimy ją bezwzględnie utrzymać i musimy ją pogłębić

– dodał niemiecki przywódca.

Dodając, że na obecną chwilę wszystkie 27 państw musi się zgodzić na wprowadzenie zmian.

Czytaj więcej: Szaleństwo na Ukrainie: Chcą zastąpić Katarzynę Wielką pomnikiem “aktora” filmów porno

Państwa starej UE chcą większych wpływów

Bardzo niebezpieczne pomysły kanclerza Olafa Scholza. Niemcy będą forsować zniesienie zasady jednomyślności czyli pozbawienie państw członkowskich UE prawa weta. I wygląda na to, że będą chciały w jakiś sposób obejść traktaty by to przeforsować

– napisał na Twitterze korespondent TVP w Niemczech Cezary Gmyz.

– komentuje korespondent TVP w Niemczech Cezary Gmyz

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Specjaliści zauważyli, że kwestia tzw. zmiany płci jest podnoszona z uwagi na presję wywieraną przez ideologów gender oraz bierność mediów.

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, prawnik i działacz pro-life, podkreśliła, że apel naukowców jest głosem rozsądku w przestrzeni publicznej.

Fakt, że istnieją różne trudności związane z tożsamością płciową – mówiąc precyzyjnie, chodzi o przyjmowanie swojej płciowości – nie oznacza, że powinniśmy popadać w ideologię, poprawność, której chciałoby lobby forsujące zakaz mówienia o oczywistym fakcie, jakim jest istnienie tylko dwóch płci. Brawo dla tych naukowców, bo przyznawanie się do tak oczywistych faktów niestety bywa często piętnowane. Żyjemy w dziwnych czasach, w których cenzura spotyka tych, którzy mówią o oczywistej prawdzie i mają odwagę podpisać się pod takimi apelami

– podkreśliła Magdalena Korzekwa-Kaliszuk.

Manifest powstał wśród intelektualistów z Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Belgii i Szwajcarii. Nie są oni związani z Kościołem, ale jak zapewnili, odwołują się wyłącznie do naukowych faktów i badań. Do sygnatariuszy dokumentu wciąż dołączają kolejni naukowcy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl