Zgodnie z orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, Polska będzie musiała zapłacić Dorocie Rabczewskiej odszkodowanie. Chodzi o skandaliczne słowa artystki, na podstawie których 11 lat temu Doda została skazana za obrazę uczuć religijnych.
Wyrok przed polskim sądem zapadł w 2012 roku. Piosenkarka miała zapłacić 5 tysięcy złotych grzywny. Chodzi o jej wypowiedź, w której stwierdziła, że bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię.
Ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła
Doda nie zgodziła się z wyrokiem polskiego sądu i odwołała się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. We wrześniu ubiegłego roku uznano, że naruszona została wolność wypowiedzi Rabczewskiej. Od tej decyzji odwołała się Polska.
“Super Express” poinformował, że wyrok II instancji podtrzymał wcześniejsze orzeczenie. Piosenkarce przyznano odszkodowanie w wysokości 10 tysięcy euro (ok. 47 tysięcy złotych).
Jak podaje holenderska organizacja Consumentenbond, zrzeszająca konsumentów, aż dwie trzecie wegetariańskich burgerów sprzedawanych w Holandii posiada zbyt dużą ilość soli. To niezdrowe jedzenie zawiera również zbyt dużą ilość tłuszczu.
Consumentenbond przypomina, że zgodnie z wytycznymi Holenderskiego Centrum Żywienia zdrowy burger wegetariański nie może zawierać więcej niż 2,5 grama tłuszczów nasyconych i 1,13 grama soli na 100 gramów produktu.
Z badań wynika jednak, że dwie trzecie sprzedawanych w supermarketach burgerów przekracza te zalecenia.
Pomimo uderzających badań stowarzyszenie nadal promuje wegetariańskie burgery, sugerując, że duże ilości soli pomimo, że jest to szkodliwe dla ludzkiego organizmu, mają być rzekomo zdrowsze od tradycyjnych, a także być bardziej przyjazne dla klimatu.
Apelujemy do producentów, aby używali mniej soli
– czytamy w raporcie organizacji Consumentenbond.
Consumentenbond jest pozarządową organizacją konsumencką działającą w Niderlandach. Stowarzyszenie wydaje magazyn “Consumentengids”, który wychodzi co miesiąc w nakładzie 300 tys. egzemplarzy.
Ordynariusz diecezji Tyler w Teksasie Joseph Strickland przestrzega przed grzechami nieczystości, które zalewają Stany Zjednoczone. Dlatego konieczne jest doprowadzenie ludzi do prawdy i odważne zabieranie głosu.
Duchowny zaznaczył, że nie tylko homoseksualizm, ale wszelkie grzechy nieczyste są chorobą, która toczy Kościół i współczesne społeczeństwa. Ze smutkiem stwierdza, jak wielu hierarchów i duszpasterzy umniejsza znaczenie tych grzechów. A to właśnie one odpowiadają za rozbite życie małżeństw, rodzin i większych wspólnot, przez nieuporządkowanie sprzeczne z pięknem, jakie Stwórca wpisał w ludzką naturę, którego wyrazem jest małżeństwo – związek jednego mężczyzny i jednej kobiety nastawiony na prokreację.
Za szczególne zagrożenie, biskup diecezji Tyler uznał prawdziwą pandemię pornografii, o której jego zdaniem bardzo mało się mówi.
Pandemia pornografii jest tak destrukcyjna, a dzięki urządzeniom elektronicznym i Internetowi jest gorsza niż kiedykolwiek. Szkodzi jednostkom, szkodzi małżeństwom, szkodzi rodzinom. A wszystko to pokazuje, że Kościół katolicki ma rację, twierdząc, że grzechy seksualne są dla ludzi wyniszczające
– podkreślił bp Joseph Strickland.
Bp Strickland przypomniał jednocześnie o mocy i dostępności Bożego Miłosierdzia.
Każdy grzech jest małą zdradą Pana. Ale zawsze możemy prosić o przebaczenie. To jest radość naszej wiary
– przypomniał hierarcha.
Dlatego, jak wskazuje hierarcha, każdemu powinna towarzyszyć pamięć o tym, że Bóg jest zawsze gotów nam przebaczyć. Chrystus umarł na Krzyżu i zmartwychwstał, aby płynęło obficie z Jego boku miłosierdzie, które jest lekarstwem, umocnieniem i wsparciem na drodze życia w czystości.
Minister obrony Niemiec Boris Pistorius, powiedział, że istnieje możliwość wspólnych manewrów wojsk amerykańskich, niemieckich i polskich w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Takie ćwiczenia miałby by się odbyć na polskich poligonach wojskowych.
Polityk w rozmowie z niemieckim mediami zaznaczył, że takie rozwiązania są brane pod uwagę, ale na razie nie może ich potwierdzić. Podkreślił przy tym, że wspólne manewry byłyby wyraźnym sygnałem dla Rosji. Pokazałoby to również, że NATO nadal jest silne wbrew rosyjskiej opinii.
Pomysł wspólnych ćwiczeń wojsk z Polski, Niemiec i USA popiera poseł Michał Jach z Prawa i Sprawiedliwości. Przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej zauważył, że nasi zachodni sąsiedzi próbują odbudować swoją pozycję w NATO, która w ostatnim czasie została mocno zachwiana.
Wielu polityków mówi, że ciężar europejskiej polityki bezpieczeństwa przesunął się z Paryża i Berlina do Warszawy. To kwestia próby odbudowania pozycji niemieckiej. Wyjście z taką propozycją ma na celu wzmocnienie pozycji Berlina. Dla nas to dobra informacja. Pokazuje ona, że Niemcy widzą, iż Polska się umacnia. To potwierdzenie właściwej polityki naszego rządu
– zauważył poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Jach.
Przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej nie wykluczył, że na propozycję wspólnych manewrów wpłynęła niedawna wizyta w Polsce prezydenta Stanów Zjednoczonych, Joe Bidena.
Polityk wyjaśnił, że Berlin nadal chce odgrywać kluczową rolę m.in. w NATO i próbuje zapobiec dalszemu umacnianiu pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej. Zaznaczył przy tym, że rząd Zjednoczonej Prawicy będzie dalej przekonywał zachodnich partnerów do zacieśniania współpracy z Polską.
Lider brytyjskiej Partii Pracy Keir Starmer wygłosił w zeszłym tygodniu pięć priorytetów dla przyszłego rządu pod jego przewodnictwem. Wskazał, że Wielka Brytania musi wrócić na tory wzrostu gospodarczego.
Przywołując dane Banku Światowego, wskazał, że w latach 2010-21 średni roczny wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii wynosił 0,5 proc., podczas gdy Polski – 3,6 proc., zaś wartość PKB na jednego mieszkańca w 2021 r. wynosiła w obu krajach odpowiednio 44 979 dolarów i 34 915 dolarów. Jak wyliczają laburzyści, jeśli tempo wzrostu w obu krajach będzie się utrzymywać, do 2030 r. Wielka Brytania zostanie wyprzedzona przez Polskę, a do 2040 r. – także przez Węgry i Rumunię.
Zauważył, że od 13 lat kiedy Wielką Brytania rządzą ludzie z Partii Konserwatywnej, jego kraj zmierza w kierunku powolnego upadku.
Brytyjczycy zostają w tyle, podczas gdy nasi europejscy sąsiedzi się bogacą, zarówno na wschodzie, jak i w krajach takich jak Francja i Niemcy. Nie czuję się z tym komfortowo; nie czuję się komfortowo z trajektorią, na której wkrótce Wielka Brytania zostanie wyprzedzona przez Polskę. Nie jestem też gotów zaakceptować tego, co oznaczałyby konsekwencje tej porażki
– powiedział zdruzgotany lider Partii Pracy.
Podkreślił również, że Wielka Brytania nie może pozwolić sobie, aby zdolni brytyjczycy zaczęli wyjeżdżać do pracy do m.inn Polski.
Nie chcę Wielkiej Brytanii, w której młodzi ludzie w naszych wielkich miastach i miasteczkach nie mają innego wyjścia, jak tylko wyjechać. Drenaż mózgów, nie tylko do Londynu lub Edynburga, ale do Lyonu, Monachium i Warszawy – to nie jest przyszłość, na którą zasługuje nasz kraj
– dodał Keir Starmer.
Partia Pracy od wielu miesięcy utrzymuje stabilną, wynoszącą obecnie ok. 20 punktów proc. przewagę nad konserwatystami i niewiele jest przesłanek wskazujących, że sytuacja mogłaby się odwrócić przed następnymi wyborami.
Wall Street Journal przekonuję, że państwa Zachodu za kulisami stawiają prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełeńskiemu ultimatum ws. dostaw broni.
Oficjalnie Zachód zapowiada wspieranie Ukrainy tak długo, jak będzie to konieczne. Ale za kulisami mówi się o ultimatum dla prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego. Niemcy, Francja i USA za sprawą dostaw nowej broni chcą dać Ukrainie szansę na odzyskanie okupowanych terytoriów do jesieni. Jeśli kontrofensywa się nie powiedzie, wzrośnie presja na Kijów, by negocjował z Kremlem
– podaje niemiecki dziennik Bild.
Całkiem niedawno WSJ informowało, że 8 lutego w Paryżu kanclerz Olaf Scholz i prezydent Francji Emmanuel Macron nakłaniali Wołodymyra Zełeńskiego, żeby podjął negocjacje z Moskwą.
W niedzielę prezydent Wołodymyr Zełenski spotkał się w Kijowie z ministrem spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej księciem Faisalem bin Farhanem Al Saudem. Polityk poparł pokojowy plan Ukrainy i zaoferował pakiet pomocy humanitarnej w wysokości 400 mln dolarów. Była to pierwsza oficjalna wizyta szefa dyplomacji Arabii Saudyjskiej na Ukrainie od czasu nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy tymi państwami.
Przypomnijmy, że na początku listopada ubiegłego roku prezydent Wołodymyr Zełeński przedstawił warunki rozpoczęcia rozmów pokojowych z Rosją, domagając się przywrócenia integralności terytorialnej Ukrainy, poszanowania Karty Narodów Zjednoczonych, wypłaty odszkodowań za wyrządzone straty, ukarania każdego zbrodniarza wojennego i gwarancji, że inwazja nigdy się nie powtórzy. Natomiast podstawowym warunkiem Kijowa jest całkowite wycofanie rosyjskich wojsk z terytorium ukraińskiego i powrotu do granic z 1991 roku.
Sekretarz marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych Carlos Del Toro powiedział podczas ubiegłotygodniowego przemówienia w Waszyngtonie, że Chiny konsekwentnie próbują naruszać suwerenność morską i dobrobyt gospodarczy innych krajów, w tym na Morzu Południowochińskim i w innych miejscach.
Mają teraz większą flotę, więc rozmieszczają ją na całym świecie
– przyznał sekretarz marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych Carlos Del Toro.
Jak wskazał, USA potrzebują większej ilości nowoczesnych okrętów, które mają sprostać chińskiemu zagrożeniu.
Zwrócił uwagę, że Chiny posiadają obecnie około 340, a Stany Zjednoczone – mniej niż 300. Sekretarz marynarki wojennej USA ostrzegł, że w nadchodzących latach Chiny mogą osiągnąć liczbę nawet 400 okrętów wojennych.
Plany Pentagonu zakładają rozbudowę amerykańskiej floty do 350 okrętów do 2045 roku. CNN zaznacza, że to wciąż mniej, niż będą mieć Chiny. Del Toro podkreślił, że amerykańskie stocznie nie są w stanie dorównać chińskim.
Mają 13 stoczni, a niektóre z nich posiadają większe możliwości produkcyjne, niż wszystkie nasze stocznie razem wzięte. To stanowi realne zagrożenie
CNN zwraca uwagę, że Stany Zjednoczone posiadają siedem stoczni, które produkują okręty na potrzeby amerykańskiej marynarki wojennej. Del Toro wskazał także na braki kadrowe w USA. Jego zdaniem Stany Zjednoczone posiadają jednak lepszych konstruktorów.
Dowództwo Marynarki Wojennej wskazuje prawdziwe lub wyimaginowane wady chińskiego przemysłu stoczniowego, zamiast rozważać możliwość porażki USA w ciągu najbliższych dwóch dekad w zakresie projektowania i budowy okrętów dla własnej marynarki
– stwierdził ekspert ds. polityki obronnej w American Enterprise Institute Blake Herzinger.
Szef MON Turcji Mevlut Cavusoglu / Fot. PAP/EPA/STR. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
W styczniu Turcja odwołała rozmowy ze Szwecją i Finlandią w sprawie ich wniosków o przystąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Teraz szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu poinformował, że Ankara wznowi rozmowy z kandydatami.
Palącą kwestią nadal pozostaje sprawa spalonego Koranu przez szwedzkiego polityka.
W styczniu Turcja odwołała rozmowy ze Szwecją i Finlandią w sprawie ich wniosków o przystąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego po tym, jak radykalny polityk spalił Koran przed ambasadą Turcji w Sztokholmie.
Turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu poinformował w poniedziałek, że rozmowy zostaną wznowione 9 marca w Brukseli. Zastrzegł przy tym, że Szwecja nadal nie wypełniła swoich zobowiązań wynikających z memorandum podpisanego w zeszłym roku.
Rzecznik szwedzkiego MSZ potwierdził, że rozmowy z Turcją zostaną wznowione w marcu, dodając, że będą one prowadzone na szczeblu urzędników służby cywilnej.
Chociaż Ankara sygnalizowała wcześniej, że może zatwierdzić wniosek Finlandii o członkostwo w Sojuszu, nie dała żadnych zapewnień, że do tego czasu da zielone światło także Szwecji.
Stany Zjednoczone i inne państwa NATO mają nadzieję, że oba kraje nordyckie staną się członkami paktu na szczycie NATO, który ma się odbyć 11 lipca w stolicy Litwy, Wilnie.
Wniosek o członkostwo w NATO Szwecja i Finlandia złożyły w ubiegłym roku. Decyzja obu tych państw, które przez lata pozostawały neutralne, ma związek z rosyjską inwazją na Ukrainę, która trwa od 24 lutego ubiegłego roku.
Według najnowszego sondażu instytutu Nezopont, obecnie rządząca koalicja na Węgrzech Fidesz-KDNP uzyskałaby 52 proc. poparcia wyborczego. Tak wysokie poparcie utrzymuje się pomimo największego od 25 lat kryzysu gospodarczego oraz inflacji w tym kraju.
Najsilniejsza z partii opozycyjnych, czyli Koalicja Demokratyczna byłego premiera Ferenca Gyurcsanya, może liczyć na 12 proc. poparcia. Według sondażu do parlamentu weszłyby jeszcze prawicowa partia Ruch Naszej Ojczyzny (Mi Hazank), na którą głosować chce 9 proc. wyborców (wzrost z 6 proc. w wyborach z 2022 roku), prześmiewcza partia Psa o Dwóch Ogonach (9 proc.) oraz Ruch Momentum (5 proc.).
Pomniejsze partie opozycyjne jak Jobbik, Partia Zielonych, czy Węgierska Partia Socjalistyczna, według najnowszego badania nie przekroczyłyby progu wyborczego.
W wyborach parlamentarnych w kwietniu 2022 roku opozycyjna koalicja wyborcza pod szyldem Zjednoczeni dla Węgier dostała 34,5 procent.
Nezopont opublikował sondaż wyborczy z okazji rozpoczynającej się w poniedziałek wiosennej sesji parlamentu. Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 1 tys. obywateli w dniach 20-22 lutego drogą wywiadów telefonicznych.
Polska wraz z Komisją Europejską podejmują kroki ws. porwań ukraińskich dzieci przez rosyjskich żołnierzy i ich wywózki w głąb Rosji. Tam oddawane są dalej do adopcji i trafiają do rosyjskich rodzin.
KE uruchamia wraz z Polska, pod przewodnictwem szefowej KE Ursuli von der Leyen i premiera Mateusza Morawieckiego, inicjatywę dotycząca ukraińskich dzieci. Mam świadomości dramatycznej sytuacji ukraińskich dzieci uprowadzonych przez Rosję i wysłanych do Rosji do adopcji. Szacuje się, że od początku inwazji rosyjskie siły wysłały tysiące ukraińskich dzieci do Rosji
– poinformowała rzecznik Komisji Europejskiej Dana Spinant.
Polska od miesięcy podnosi sprawę uprowadzania ukraińskich dzieci do Rosji. Podjęcie tej sprawy, jak poinformował ambasador Polski przy Unii Europejskiej Andrzej Sadoś, było jednym z warunków akceptacji przez Polskę 10. pakietu sankcji wobec Rosji.
Spinant powiedziała, że porwania ukraińskich dzieci do Rosji to duży problem społeczny, tragedia i zbrodnia.
Wskazała, że celem inicjatywy jest zbieranie dowodów, odnalezienie porwanych i pociągniecie do odpowiedzialności karnej tych, którzy stoją za porwaniami. Jak dodała, KE w najbliższych dniach przedstawi szczegóły inicjatywy.