Ferdynand Magellan. / Fot. Wikipedia.

Zobacz także: 250 lat od pierwszego rozbioru Polski – wywiad z historykiem, Piotrem Boroniem [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Wspomniał Pan kiedyś, że świętowanie rocznicy wypłynięcia flotylli pod dowództwem Ferdynanda Magellana w 1519 roku jest nie do końca właściwe, że świadczy o chęci różnych redakcji, aby wyprzedzić innych w poinformowaniu o ważnej sprawie, a właściwą datą do obchodów rocznicowych będzie termin zakończenia wyprawy, czyli 6 września, czy nadal Pan tak uważa?

Piotr Boroń: Podtrzymuję moje słowa, choć wypowiedziałem je kiedyś raczej żartem. W ogóle to cieszę się z każdej okazji przypomnienia wydarzeń, które są pomijane w bieżących rozmowach, a na przypomnienie zasługują. Są tak zwane tematy nośne, a zazwyczaj wiążą się z informacjami o bieżących wypadkach – oczywiście tych, o których media chcą poinformować, ale są także tematy, na pozór odległe, z których można czegoś się nauczyć, choć nie przyda się to od razu.

Piotr Motyka: Ale za to rozmowa o nich jest rzadziej obciążona chęcią propagandy.

Piotr Boroń: Dokładnie. I choćby dla tej konkluzji warto było się umówić na wywiad. A więc 6 września 2022 roku świętuje się dokładnie 500. rocznicę dowiedzenia, że Ziemia jest kulą, bo wtedy powrócił do portu San Lucar niewielki stateczek pod dowództwem Juana Sebastiána Elcaño (zwanego też del Cano) o znamiennej nazwie „Victoria”, który opłynął naszą planetę. Po dwóch dniach byli w Sewilli, ale ponieważ wypłynęli z San Lucar, więc dokładnie 6 września „domknęli” opłynięcie. Był to pierwszy taki przypadek. Na statku było 18 z około 270 ludzi, którzy wypłynęli w tę odważną podróż. Nie było na nim Magellana, który zginął w 1521 roku. Ci którzy powrócili, ledwo żyli i prawdopodobnie byli bez zębów, które stracili przez szkorbut. Powróciwszy do Hiszpanii, pierwsze kroki skierowali do kościoła, by podziękować Bogu za cud przetrwania karkołomnej wyprawy. Wszyscy otrzymali tytuły szlacheckie.

Piotr Motyka: Czyli punktem „domknięcia” okrążenia Ziemi jest San Lucar de Barrameda?

Piotr Boroń: Wielu tak sądzi, ale są i tacy, którzy uważają że to Wyspy Zielonego Przylądka, o które zahaczyła wyprawa, płynąc na Zachód, a domknęła, docierając do nich w drodze powrotnej 1 lipca.

Piotr Motyka: Czyli jeszcze jedna data?

Piotr Boroń: Powiem trywialnie: każda okazja jest dobra, aby porozmawiać o ciekawych wydarzeniach. A jeżeli mogę jeszcze nieco skomplikować to przytoczę tu postać sługi i tłumacza Magellana, którego ten pozyskał podczas swej wcześniejszej wyprawy do Indii Wschodnich. Otóż Magellan zabrał go do Europy, a następnie wziął go na wyprawę w kierunku zachodnim. Czyli ten dotarłszy przez Atlantyk i Pacyfik w swe ojczyste strony, był pierwszym człowiekiem, który opłynął Ziemię dookoła – choć na raty.

Piotr Motyka: Skąd znamy tak różne szczegóły historyczne?

Piotr Boroń: Jedynym pasażerem, któremu pozwolono podróżować i spisywać wspomnienia był Antonio Pigafetta. On nawet zapłacił za możliwość uczestniczenia w wyprawie jako pasażer. Pisał właściwie na bieżąco i zostawił kapitalne opisy. Czuję jakąś osobistą sympatię do tego człowieka, który opisywał wyprawę dla nas. W tym miejscu – wręcz wbrew sobie, bo może ktoś przestanie dalej czytać wywiad – zachęcam do sięgnięcia do jego pamiętników, by mieć informacje z pierwszej ręki.

Piotr Motyka: On jednak nie odpowiada na kilka pytań, które chcę Panu zadać. A pierwsze jest fundamentalne: co sprawiło, że to tylko Europejczycy zainteresowali się odkrywaniem innych kontynentów?

Piotr Boroń: Jak każdy historyk muszę odpowiedzieć, że to splot przyczyn, ale za najważniejszą z nich uważam średniowieczne przekonanie, że to Europejczycy mają rację w kwestii chrześcijańskiego światopoglądu. To była ogromna moc, która dawała bodziec do apostolskiego wyjścia ze swych ram. Z pewnością nie byliśmy najbardziej chytrzy (bo sławny był handel arabski) czy zaawansowani technicznie (bo Chiny miały lepsze okręty), a jednak przekonanie, że mamy skarb prawdy pozwalało naszym śmiałkom ruszać w świat, a ich zwierzchnikom podejmować wiekopomne decyzje. Motyw szerzenia wiary przewija się w większości adekwatnych dokumentów, ale jest pomijany jako oczywistość. Upieram się, że teraz, gdy Europa przeżywa wieloraki kryzys, warto wspomnieć, że nasza jedność i siła miały swe oparcie w religii.

Piotr Motyka: To była szeroka motywacja. A jaki był cel, który odróżniał wyprawę Magellana od Diaza, Kolumba, Vasco da Gamy?

Piotr Boroń: Akurat celem tych wszystkich, jak i wielu innych wypraw, było dotarcie do Indii i Chin, a różnice wynikały z bander, pod jakimi płynęli odkrywcy. Pierwsza ruszyła Portugalia dzięki pobożnemu księciu Henrykowi, który jako wielki mistrz zakonu Templariuszów (choć pod inną nazwą) postawił na chrystianizację świata drogą morską i choć sam nigdy nie odkrywał lądów otrzymał przydomek „Żeglarz”. Portugalczycy pływali, trzymając się brzegów Afryki, wciąż dalej i dalej, aż Diaz dotarł do przylądka Dobrej Nadziei (który nazwał Przylądkiem Burz), a w ślad za nim da Gama poszedł jeszcze dalej, czyli dotarł do wyznaczonego celu, jakim były Indie. Dotarł do Goa. Hiszpania była opóźniona i nie mogła iść drogą Portugalczyków, bo tamci zazdrośnie jej strzegli. A zatem Włoch Kolumb zaproponował królowej Izabeli Kastylijskiej – wiedząc, że Ziemia jest kulą – że osiągnie to co Portugalczycy, choć od innej strony. Jak wiemy, zwiodła go stojąca na drodze Ameryka. W 1513 roku niejaki Vasco Balboa przebywszy Przesmyk Panamski tą drogą, jaką dziś ma Kanał Panamski, stwierdził, że po drugiej stronie Ameryki jest wielki ocean, a następnie bardzo konsekwentnie w stosunku do opisanych pomysłów, opłynięcia Ameryki szukał Magellan.

Piotr Motyka: Ale, przypomnijmy, on był Portugalczykiem…

Piotr Boroń: Tak, ale zawiedzionym na usługach portugalskiego króla, który w końcu dał mu zwolnienie ze służby. Król portugalski nie był przecież zainteresowany szukaniem innej drogi do Indii, jeżeli miał tę dookoła Afryki, strzeżoną przez jego okręty wojenne i forty. Oferta Magellana była więc w sam raz dla Hiszpanii, która miała potencjał, ale brak jej było wybitnych żeglarzy i swobodnego dostępu do legendarnych Chin i Indii – bo w średniowieczu Europejczycy rozróżniali te dwa podmioty. Natomiast król portugalski był bardzo zainteresowany tym, aby wyprawa hiszpańska w ogóle nie doszła do skutku. Agenci szpiegowali i snuli intrygi na dworze młodego cesarza Karola, który był równocześnie królem Hiszpanii. Magellanowi grożono śmiercią.

Piotr Motyka: Ale w 1519 roku wypłynęli?

Piotr Boroń: 10 VIII 1519 roku Magellan wyruszył z Sewilli na czele pięciu niewielkich statków o pobożnych nazwach (w tłumaczeniu: „Najświętsza Trójca”, „Niepokalane Poczęcie”, „Św. Antoni”, „Św. Jakub” i „Zwycięstwo”) oraz ok. 270 ludźmi w bardzo międzynarodowym składzie.

Piotr Motyka: Jakie momenty w całej wyprawie, by Pan wyróżnił?

Piotr Boroń: Zdecydowanie listopad 1520 roku, gdy przepłynęli cieśninę Wszystkich Świętych (obecnie Magellana), czyli zrealizowali „przebicie się” przez Amerykę, a następnie śmierć Magellana 27 kwietnia 1521 roku w walkach z tubylcami na wyspie Mactan. Jeszcze warto zwrócić uwagę na załadunek tych wszystkich przypraw korzennych, które dotarłszy do Hiszpanii zwróciły koszty całej wyprawy, bo każdy kwintal przypraw wart był 150 razy więcej niż w Indiach.

Piotr Motyka: A jak ułożyły się późniejsze losy tych, którzy powrócili?

Piotr Boroń: Juan Sebastián Elcaño, czyli dowódca „Victorii” wrócił do żeglugi i po czterech latach zmarł w drodze do Indii. Wenecjanin Pigafetta jeździł sporo po Europie, a w 1525 r. w Paryżu opublikował część swoich wspomnień. Tu trzeba jeszcze dodać, że do Europy po kilku miesiącach wróciło jeszcze 12 uczestników, których pojmali Portugalczycy. Niektórzy spędzili długi czas w portugalskich lochach.

Piotr Motyka: Mówiąc o problemach sprzed pół tysiąca lat, oderwaliśmy się od współczesności. Czy historia nie służy także nauczaniu nas czegoś dzisiaj?

Piotr Boroń: Historia to opowieść o konkretnych ludziach, a jeżeli jest prawdziwa to zawsze powinna wywoływać refleksje. Pamiętając o tym, drążmy tajemnice tak jak byśmy prowadzili śledztwo i szukali wszystkich okoliczności wyjaśniających postawy. Zapewniam, że w historii tej wyprawy jest wiele do wyczytania.

Piotr Motyka: Co na przykład?

Piotr Boroń: Z portretów Elcaño w podręcznikach i słownikach większość ludzi wyczytuje, że to człowiek, który zdobył nieśmiertelną sławę jako dowódca „Victorii”. Jego nazwisko błyszczy nawet na tle innych odkrywców, ale to przecież jego Magellan zakuł w kajdany za bunt na Atlantyku, bo ten stracił wiarę w sukces i chciał wracać do Europy wbrew przywódcy wyprawy. Przez kilka miesięcy, spędzonych w okrętowym karcerze miał najczarniejsze myśli, a po kilkunastu miesiącach Magellana nie było, a Elcaño dowodził wyprawą z najcenniejszym wówczas ładunkiem na świecie. Ale też nie wyobrażajmy sobie, że 8 września 1522 r. triumfował. Wyobraźmy go sobie, walczącego z chorobami o życie, ubranego w białą szatę ze świecą w ręku, jak ze łzami w oczach dziękuje Bogu w kościele za powrót – mamy taki opis – a potem liczącego w nerwach pakunki z przyprawami korzennymi, by urzędnicy nie zarzucili mu defraudacji królewskiego majątku. Czyż nie będzie dla nas źródłem nadziei, gdy porównamy z jego sytuacją nasze osobiste kłopoty? Róbmy swoje i dziękujmy Bogu!

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Aleksander Łukaszenka

Aleksander Łukaszenka / Fot. Serge Serebro/ Wikimedia Commons

  • Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka zamierza rozprawić się z jego obywatelami, którzy uciekają zagranicę.
  • Jego zdaniem należałoby, takim osobom zabierać białoruskie obywatelstwo.
  • Ponadto odniósł się on również do Karty Polaka, która bardzo chętnie przyjmują białorusini z polskimi korzeniami.
  • Zamierza on przeanalizować, dlaczego jego krajanie tak chętnie korzystają z szeregu przywilejów nadawanych przez polskie władze.
  • Jak zapowiedział minister spraw wewnętrznych Iwan Kubrakou, osoby którym odebrane zostanie obywatelstwo otrzymają dodatkowo zakaz wjazdu na teren Białorusi, aż na 30 lat.
  • Zobacz także: Bosak: “Rząd wspiera migrację z całego świata”

W ramach przygotowanej ustawy trzeba jeszcze raz spojrzeć na tych, którzy wyjechali za granicę i działają na szkodę państwa i narodu, popełniając przestępstwa. (…) Czy ci ludzie są godni pozostania obywatelami Białorusi, jeśli uciekli z kraju ojczystego i faktycznie zerwali z nim więzi (…) Dlatego dzisiaj rozpatrujemy taki wariant ustawy

– zapowiedział białoruski przywódca.

Wskazał, że białoruskie władze powinny zająć się osobami posiadającymi Kartę Polaka, czyli dokumentu wydawanego przez polskie władze, który potwierdza polskie pochodzenie i zapewnia szereg przywilejów w naszym kraju.

Powinniśmy wyjaśnić, czy to są obywatele Białorusi, czy oni po prostu zbłądzili, wzięli tę kartę jakby przypadkowo, czy mają inną orientację

– stwierdził prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka.

Czytaj więcej: Polakom zabraknie gazu? Niepokojące doniesienia ekspertów

Karta Polaka na cenzurowanym

Minister spraw wewnętrznych Iwan Kubrakou oświadczył z kolei, że jego resort wraz z innymi resortami przygotowało projekt nowelizacji ustawy o obywatelstwie, którego celem jest m.in. zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego, stabilności systemu polityczno-społecznego.

Zmiany przewidują możliwość pozbawienia obywatelstwa osoby, która przebywa za granicą i wobec której wydano prawomocny wyrok o udziale w działalności ekstremistycznej lub wyrządzenia ciężkiej szkody interesom Białorusi zgodnie z listą artykułów, które będą wymienione w ustawie. Decyzję o pozbawieniu obywatelstwa miałby podejmować Łukaszenka w oparciu o rekomendacje komisji ds. obywatelstwa.

Następnie wobec osoby pozbawionej obywatelstwa proponowana jest decyzja o zakazie wjazdu na Białoruś na okres do 30 lat 

– powiedział minister spraw wewnętrznych Iwana Kubrakou.

Wskazał on również, że nowa ustawa zobowiąże obywateli do informowania o posiadaniu obywatelstwa innego kraju, prawa tymczasowego pobytu lub innego dokumentu, uprawniającego do ulg i przywilejów.

Taka informacja będzie uwzględniana np. podczas przyjmowania do pracy w administracji państwowej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Zakład jednej osobie sprzedaje trzy tony węgla. Zanim jednak będzie można otrzymać swój przydział, trzeba odczekać w olbrzymiej kolejce i uporać się z formalnościami. Sprawę opisał na swoich łamach całą nie dogodną, a wręcz skandaliczną sytuację.

Kilkaset osób czeka w kolejce po węgiel przed kopalnią Janina w Libiążu. Nawet trzy dni zajmuje zapisanie się do… następnej kolejki – po odbiór węgla. Ludzie narzekają, że producent sprzedaje najwyżej trzy tony opału na osobę. Spółka Tauron Wydobycie wyjaśnia, że surowca jest mało, choć wydobywany jest w maksymalnych ilościach. Pomóc mają ułatwienia, m.in. transport do kilku odbiorców na raz

– relacjonuje Polsat News.

Sytuacja w małopolskiej miejscowości przypomina czasy PRL. Oprócz długiego oczekiwania, deficytu drogiego towaru jest również komitet kolejkowy. Lista chętnych jest aktualizowana mniej więcej co dwie godziny, a nieobecni wypadają poza nią.

Czytaj więcej: Ukraina prosiła Niemcy o pomoc. Scholz odmówił

Kilkudniowe kolejki po węgiel

Ludzie stoją, aby wejść do biura kopalni, gdzie będą mogli wpisać nazwisko kierowcy, który będzie odbierać dla nich węgiel. Maksymalnie można go zamówić trzy tony na osobę

– czytamy dalej.

Niestety jak informuje Polsat News, na odbiór węgla trzeba czekać nawet kilka miesięcy. Klienci podkreślają, że z taką sytuacją spotykają się po raz pierwszy w swoim życiu.

Wprowadziliśmy szereg usprawnień, żeby usprawnić ten proces sprzedażowy. Chętnych jest bardzo dużo. Znacznie więcej niż surowca, mimo że zakład produkuje i sprzedaje maksymalną ilość

– przekazał rzecznik spółki Tauron Wydobycie, Marcin Maślak.

Węgiel w kopalni Janina kosztuje 1 450 złotych za tonę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Krzysztof Bosak

Krzysztof Bosak / Fot. Wikimedia Commons

  • Wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich poinformował o rozszerzeniu programu Poland Business Harbour.
  • Do tej pory od dwóch lat przyjęto 55 tys. pracowników IT, głównie z Białorusi.
  • Natomiast poseł Konfederacji Krzysztof Bosak wskazywał na zagrożenia demograficzne.
  • Zobacz także: Erdogan ostro u Europie. “Zbierają to co zasiali”

Jak poinformował wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Konończuk, dzięki rządowemu programowi Poland Business Harbour do Polski przybyło w ciągu dwóch lat 55 tys. pracowników IT, głównie ze Wschodu.

Teraz program ten ma być rozszerzony i przyjazny dla imigrantów z całego świata.

W tym czasie w Polsce osiedliło się aż 55 tys. informatyków i członków ich rodzin, gł. z Białorusi. Jeden z największych sukcesów polskiej polityki migracyjnej. Od wczoraj PBH obejmuje cały świat

– przekazał wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Konończuk.

Czytaj więcej: Ukraina prosiła Niemcy o pomoc. Scholz odmówił

Bosak alarmuje o niebezpiecznej imigracji

Wiceprezes Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak zauważył, że pomimo, że program skierowany jest do osób, które mają pracować w Polsce, to jednak stanowią one pewien problem w zakresie demograficznym.

Rząd wspiera migrację z całego świata. Tak, chodzi o specjalistów. Nie, nie musi to być jednoznacznie pozytywne dla nas, Polaków. Dobro Polaków i statystyka ekonomiczna to nie jest jedno i to samo. To co robi rząd to realizacja lewicowo-liberalnego programu globalistów

– podkreślił poseł Konfederacji Krzysztof Bosak.

Prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu Krzysztof Drynda podkreślił, że PAIH od dwóch lat odpowiada za ścieżkę biznesową programu PBH i przez ten czas obsłużyła ponad 140 firm, dzięki którym udało się relokować prawie 49 tys. pracowników do Polski.

I tu warto zaznaczyć, że z tych 49 tys., 35 tys. to są relokacje, które wydarzyły się po agresji rosyjskiej na Ukrainę. Po 24 lutego mamy do czynienia ze swego rodzaju exodusem szczególnie jeśli chodzi o Białoruś, ale program ten owocuje też nowymi miejscami pracy dla polskich specjalistów. Bo w tej chwili utworzono już 3,5 tys. miejsc pracy, a w tych projektach, które w tej chwili są aktywne, zostanie utworzonych kolejne 5 tys.

– powiedział szef PAIH Krzysztof Drynda.

Do tej pory 300 firm w Polsce skorzystało z tego programu zatrudniając specjalistów IT, na których jest bardzo duże zapotrzebowanie. Obecnie brakuje ich co najmniej 100 tysięcy. W ciągu dwóch lat relokowanych zostało także kilkadziesiąt startupów zostało relokowanych do Polski, które w naszym kraju przekształciły się w dobrze rozwijające się firmy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, polskieradio24.pl

Były prezydent USA Donald Trump.

Były prezydent USA Donald Trump. / Fot. PAP/EPA/Tracie Van Auken. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Były prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nie przebierał w słowach podczas swojej podróży po różnych stanach.
  • Wspierając republikańskich kandydatów w lokalnych wyborach na gubernatorów i kongresmenów niejednokrotnie mocno uderza w liberalną-lewicę.
  • Tym razem w Pensylwanii podczas wiecu wprost nazwał środowiska pro-aborcyjne kryminalistami.
  • Zobacz także: Antykatolicki reżim Ortegi nie odpuszcza. Duchowni nadal uwięzieni

Były prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump kontynuuje swoją trasę przez stany, aby udzielać poparcia najbardziej konserwatywnym i wojującym kandydatom na gubernatorów i kongresmenów. W Pensylwanii poparł m. in. ubiegającego się o urząd gubernatorski senatora Douga Mastriano. Jednocześnie w ostrych słowach wystąpił przeciwko dwóm kandydatom Partii Demokratycznej – obecnemu wicegubernatorowi Johnowi Fettermanowi i stanowemu prokuratorowi generalnemu Joshowi Shapiro.

Shapiro wspiera miasta “sanktuaria”, jest stronnikiem marksistowskich, antyamerykańskich radykałów z BLM i Antify, jest przewrotnym nienawistnikiem wolności słowa i nienawistnikiem 2. Poprawki, dlatego będzie pozwalał kryminalistom włóczyć się po waszych ulicach, a wam zabroni mieć broń, by bronić się 

– powiedział Donald Trump.

Shapiro wykorzystuje swój urząd, by zamykać waszym dzieciom szkoły i wtłaczać im maski na twarze, czyniąc im niewyobrażalne szkody. I tak jak Fetterman, Shapiro jest proaborcyjnym ekstremistą, który popiera całkowicie bezkarną aborcję na żądanie przez całe dziewięć miesięcy

– podkreślił były prezydent Stanów Zjednoczonych.

Tu Trump oświadczył, że sam jest za zakazem aborcji, ale jednak z wyjątkami. Były prezydent nie wyjaśnił, o które wyjątki chodzi, czy tylko o ratowanie życie matki czy także o poczęcie w drodze gwałtu czy kazirodztwa.

Czytaj więcej: Ordo Iuris: ONZ podejmuje rezolucję uznającą aborcję za prawo człowieka, przy współudziale Polski

Trump ostro o Demokratach

Ponadto Donald Trump wskazał, że główny kandydat Demokratów popiera dzieciobójstwo nawet po narodzeniu dziecka, co przypomina rozwiązanie forsowane w Kalifornii, gdzie dla takiej zbrodni szuka się luki w zapisie o tzw. śmierci okołoporodowej.

A zatem, tak jak powiedziałem w mojej debacie ze zwichrowaną Hillary Clinton: chcecie wyrywać dzieci z łon matek, a jeżeli dziecko zdąży się urodzić, to już tam jesteście – wystarczy porozmawiać z doktorem… nie, nie chcecie tego – stan podejmie decyzję. (…) Shapiro (…) chce, by działy się rzeczy, na które żaden cywilizowany człowiek by nie pozwolił 

– przekonywał Trump.

Żaden Pensylwańczyk nie będzie słuchał ani słowa na temat aborcji od tych dwóch obłąkanych popaprańców, którzy wierzą w zabijanie i ćwiartowanie dzieci aż do momentu narodzin

– zaznaczył.

Wyrażając poparcie dla Douga Mastriano, Trump wskazał, że Shapiro startuje przeciwko niewiarygodnemu patriocie i nieustraszonemu wojownikowi dla pensylwańskich pracowników i pensylwańskich wartości.

Doug Mastriano jest byłym wojskowym, a obecnie konserwatywnym senatorem Partii Republikańskiej. Zapowiada już w pierwszy dzień po objęciu urzędu wycofanie stanu z zielonej polityki oraz zniesienie jego statusu “sanktuarium” i wyrzucenie nielegalnych imigrantów. Polityk popiera całkowity zakaz aborcji, a w czasie tzw. pandemii koronawirusa był przeciwnikiem polityki lockdownów i innych obostrzeń.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

pch24.pl

Błaszczak podczas Targów Wojskowych w Kielcach

Szef MON Mariusz Błaszczak. / Fot. PAP/Paweł Topolski. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak przybył we wtorek do Kielc.
  • Najpierw odwiedził tamtejszą szkołę z klasami mundurowymi.
  • Później udał się na odbywające na początku września Targi Kieleckie dotyczące militariów.
  • Podczas tej wizyty podpisał kilka umów na dostarczenie sprzętu wojskowego do polskiej armii.
  • Zobacz także: Reforma polskiej armii. Szef MON zapowiada zwiększenie liczby żołnierzy

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak przebywa w Kielcach, gdzie najpierw uczestniczył w uroczystej inauguracji nowego roku szkolnego klas mundurowych. Naukę rozpoczęło 20 000 kadetów, czyli o 5 000 więcej osób niż w roku ubiegłym.

Gratuluję podjęcia dobrej decyzji. Ta decyzja dotyczy przystąpienia do szkół mundurowych, do klas mundurowych, a więc dotyczy łączenia edukacji z możliwością nabycia umiejętności potrzebnych przy obronie ojczyzny

– powiedział minister obrony narodowej, przypominają o 267 szkołach mundurowych w Polsce.

Czytaj więcej: Kobiety skrytykowały Tuska. Domagają się od niego przeprosin

Nowe umowy na dostawy

Wicepremier wziął również udział w odbywających się w Kielcach targach militarnych. Tam Błaszczak podpisał kilka umów na dostawy sprzętu do wojska.

Tak duże zainteresowanie targami związane jest niewątpliwie z wojną na Ukrainie, ale także z działaniami polskiego rządu. Postawiliśmy na bezpieczeństwo Polski. Przygotowywaliśmy się do tego, aby budować zdolności wojska. Dziś modernizujemy Wojsko Polskie. Dzięki tym działaniom już wkrótce do Polski dostarczone zostaną m.in. drony z Turcji. Bezpieczeństwo Polski i innych krajów w regionie to gwarancja rozwoju

– zaznaczył Mariusz Błaszczak.

Wicepremier zatwierdził umowy na kolejne dostawy sprzętu i uzbrojenia dla Wojska Polskiego. Chodzi o: dostawy artyleryjskich wozów rozpoznawczych na potrzeby kompanijnych modułów ogniowych RAK; dostawę aparatowni łączności cyfrowej – transmisyjnej AŁCT-1; dostawę kabin dowodzenia na potrzeby Systemu WISŁA- faza 1; dostawę samochodów JELCZ 442.2 oraz 662.D43; dostawę indywidualnego wyposażenia optoelektronicznego. Minister obrony narodowej zatwierdził więc łącznie we wtorek siedem umów na dostawy sprzętu dla Wojska Polskiego.

To sprzęt, który daje gwarancje wzrostu zdolności Wojska Polskiego. Armia jest wyposażana w nowoczesny sprzęt. Będziemy kontynuować te wysiłki. Mam nadzieje, że rezultaty spotkań i rozmów podczas Targów Kielc będą korzystne dla polskiego przemysłu zbrojeniowego

– dodał wicepremier.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Władimir Putin i Recep Erdogan

Władimir Putin i Recep Erdogan / Fot. PAP/EPA/TURKISH PRESIDENT PRESS OFFICE HANDOUT. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan skrytykował kraje Unii Europejskiej za wprowadzenie sankcji na Rosję.
  • Wskazał, że głównie przez do Europa boryka się z brakiem odpowiednich dostaw gazu przed okresem jesienno-zimowym.
  • Zauważył, że Turcja nie ma obecnie problemu z tym surowcem.
  • Odgrażał się również Grekom, oskarżając ich za militaryzację przygranicznych wysp.
  • Zobacz także: Antykatolicki reżim Ortegi nie odpuszcza. Duchowni nadal uwięzieni

Europejskie stanowisko wobec Putina, jak i nałożone sankcje, spowodowały odpowiedź. Rosyjski lider mówił jasno: Jeśli to zrobicie ja zrobię to samo. Putin używa wszystkich dźwigni i każdej broni po swojej stronie. Nie chcemy takiego rozwoju sytuacji, ale mamy w Europie to co mamy. Europa szykuje się na trudną zimę. Turcja nie ma problemu w kwestii gazu

– zaznaczył prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan.

Zdaniem tureckiego przywódcy Europa zbiera to, co zasiała.

Czytaj więcej: Ordo Iuris: ONZ podejmuje rezolucję uznającą aborcję za prawo człowieka, przy współudziale Polski

Konflikt na linii Turcja-Grecja

Podczas konferencji prasowej poruszył także kwestię napięć między Grecją i Turcją na Morzu Egejskim. Po raz kolejny oskarżył Grecję o militaryzację wysp.

Myślę, że Ateny przeanalizują teraz przyszłe kroki w relacjach z Turcją. W przeciwnym razie tak jak mówiłem wcześniej, uderzenie może być zadane w każdej chwili

– podkreślił turecki przywódca.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl, dorzeczy.pl

Dmitrij Pieskow

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow / Fot. Twitter

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow za brak dostaw gazociągiem Nord Stream 1 oskarżył Wielką Brytanię, Unię Europejską oraz Kanadę. Jak stwierdził, problemy pojawiły się dopiero po zachodnich sankcjach, które zostały wprowadzone przeciwko Rosji i rosyjskim firmom.

Nie ma żadnych innych przyczyn, które przyczyniły się do problemów z pompowaniem gazu

– przyznał rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Czytaj więcej: Kadyrow zmienił zdanie. “Nie mam prawa tak po prostu odejść”

Gazprom zrzuca winę na brak części zamiennych

Przypomnijmy, że jeszcze w piątek 2 września, przedstawiciele rosyjskiej spółki Gazprom stwierdzili, że zatrzymanie dostaw wynika z problemów technicznych Nord Streamu. Słowa Pieskowa jednak przeczą temu argumentowi i w jasny sposób ukazują, że mamy do czynienia z brakiem politycznej woli, aby uruchomić przesył gazu.

Jeśli zatrzymanie dostaw byłoby faktycznie spowodowane przez problemy techniczne, to przecież jeśli byłaby faktyczna wola przesyłu gazu do Europy, istnieją inne gazociągi, którymi można dostarczyć paliwo

– zauważył rzecznik Komisji Europejskiej Tim McPhie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Unsplash

  • W niedzielę około godziny 10:48 pewien 38-letni mężczyzna zaatakował swoją ofiarę.
  • Zadał mężczyźnie liczne rany kłute, które doprowadziły do zgonu.
  • Policjanci z Woli niespełna godzinę po morderstwie zatrzymali przestępcę.
  • Mężczyzna usłyszał już zarzut zabójstwa, za co grozi mu kara dożywocia.
  • Zobacz także: Alarm bombowy w pociągu. Mężczyzna wybijał szyby

Do zdarzenia doszło w niedzielę około godziny 10:48. Jak informował wówczas sierżant sztabowy Rafał Markiewicz z biura prasowego Komendy Stołecznej Policji w jednym z mieszkań przy alei Prymasa Tysiąclecia w Warszawie, doszło do ataku nożownika.

Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze ujawnili ciało mężczyzny z ranami kłutymi

– poinformował sierż. sztab. Rafał Markiewicz.

Wskazywał, że policjanci szybko ustalili tożsamość sprawcy, który uciekł z miejsca zdarzenia.

Po niespełna godzinie od zgłoszenia dzielnicowi z Woli zatrzymali 38-letniego mężczyznę

– dodał funkcjonariusz.

Reporter tvnwarszawa.pl Artur Węgrzynowicz dowiedział się wówczas, że mężczyznę znaleziono w pobliskim parku.

Czytaj więcej: Kadyrow zmienił zdanie. “Nie mam prawa tak po prostu odejść”

Mężczyzna przyznał się do winy

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz przekazała, że w poniedziałek odbyły się czynności z udziałem podejrzanego.

Usłyszał zarzut zabójstwa poprzez spowodowanie rany kłutej szyi skutkującej zgonem pokrzywdzonego

– podkreśliła prok. Aleksandra Skrzyniarz.

Podejrzany został przesłuchany. W toku przesłuchania przyznał się do zarzucanemu mu czynu. Początkowo odmówił składania wyjaśnień, jednak podczas posiedzenia aresztowego zmienił swoje stanowisko

– dodała.

Wyjaśniła, że prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec 38-latka tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące.

We wtorek Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli w Warszawie podzielił argumentację prokuratora i zastosował najsurowszy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania

– przekazała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

8-letniemu Damianowi W. może grozić nawet dożywocie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvnwarszawa.pl

Gazociąg

Gazociąg / Fot. YouTube

  • Eksperci z BNP Paribas Bank Polska przygotowali specjalny raport dotyczący zużycia gazu ziemnego.
  • Według czarnych scenariuszy, Polakom już na początku 2023 r. może zabraknąć dostaw cennego i płynnego surowca.
  • Zauważono, że dostawy gazu z różnych źródeł stoją na podobnym poziomie co w zeszłym roku.
  • Zważywszy na brak dostaw rosyjskiego surowca istnieje pewne ryzyko przerw w dostawach.
  • Zobacz także: Polskojęzyczne stacje tv sięgają po zagraniczne koncesje. Wiemy, z których krajów najczęściej

Dane pochodzą z raportu przygotowanego przez ekspertów firmy BNP Paribas Bank Polska. Wyniki przekazało we wtorek ISBnews.

W »czarnym scenariuszu« zakładamy, że począwszy od września 2022 roku zużycie gazu kształtuje się na średnim poziomie z ostatnich pięciu lat, import LNG jest bliski maksymalnym możliwościom gazoportu w Świnoujściu, produkcja krajowa jest równa wartościom sprzed roku, import z Niemiec jest niemożliwy ze względu na wstrzymanie dostaw gazu z Rosji, przesył gazu z Litwy pozostaje na poziomach zbliżonych do obecnych, a transfer gazu przez Baltic Pipe ograniczony jest w całym okresie jedynie do surowca wydobywanego w Norwegii przez PGNiG. W takim scenariuszu Polsce zaczęłoby brakować gazu już w styczniu 2023 roku, a całkowity niedobór surowca w okresie wrzesień 2022 – maj 2023 wyniósłby około 24 TWh

– podano w raporcie pt. Polska: Czy wystarczy nam gazu na zimę.

Czytaj więcej: Rosja zerwała umowę. Tokio potępiło ruch uderzający w Japończyków

Zużycie gazu w Polsce

Według cytowanych w raporcie danych Eurostatu, zużycie gazu w Polsce wyniosło w ubiegłym roku 23,4 mld metrów sześciennych. Roczna konsumpcja gazu wyniosła około 234 TWh. Od początku roku widać jednak znaczące spadki zużycia. W pierwszej połowie roku wykorzystanie gazu obniżyło się o ponad 14 proc.

Wpływ na to miały zapewne wysokie ceny, które skłoniły do poszukiwania alternatywnych źródeł energii lub zoptymalizowania zużycia. Dodatkowo, mniejsza konsumpcja wynikała także z korzystnych warunków pogodowych w pierwszych miesiącach roku. Utrzymanie spadków tej skali do końca roku oznaczałoby, że w całym 2022 roku zużycie gazu wyniesie około 20 mld metrów sześciennych.

Zdaniem analityków, zmniejszenie ryzyka niedoborów gazu wymaga z większych oszczędności niż dotychczas. W pierwszych sześciu miesiącach roku konsumpcja gazu była o około 5 proc. mniejsza niż średnia w ostatnich pięciu latach. Dopiero spadek o 10-15 proc. względem pięcioletniej średniej, czyli roczne zużycie na poziomie 18-19 mld metrów sześciennych, znacząco zwiększyłby bezpieczeństwo ciągłości dostaw.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl