Szpital

Szpital / Fot. Pixabay

Jak zaznaczył w komunikacie urząd marszałkowski, modernizacja SOR w Szpitalu Bródnowskim była konieczna przede wszystkim ze względu na coraz większą liczbę mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy i wschodnich okolic stolicy. Ponadto oddział nie był remontowany od 40 lat, a oferta usług medycznych szpitala bardzo się w tym czasie rozwinęła.

SOR musiał zatem także zostać dostosowany do najnowszych standardów

– podkreślają z ulgą urzędnicy.

W ciągu ostatnich trzech lat SOR w Szpitalu Bródnowskim przyjął blisko 106 tys. osób potrzebujących pomocy medycznej. Wykonano też ponad 1,1 mln badań. W tym roku, mimo trwających prac, przyjęto już blisko 20 tys. pacjentów.

Czytaj więcej: Nauczycielka z Trinity School przyznaje się do przemycania liberalnej agendy

Jeden z największych takich szpitali w stolicy

Przebudowa SOR-u trwała przez 7 miesięcy. Dotychczasowe pomieszczenia przebudowano, wykorzystując także zabudowę modułową. Jak wylicza urząd marszałkowski, oddział zyskał dużą poczekalnię dla pacjentów, rejestrację do osobnej obsługi pacjentów samodzielnych oraz przywiezionych przez karetki, gabinet segregacji medycznej, strefę konsultacji z dziewięcioma gabinetami, salę opatrunków, terapii natychmiastowej, salę resuscytacyjno-zabiegową, pomieszczenie wstępnej intensywnej terapii oraz salę obserwacji.

SOR Szpitala Bródnowskiego to jeden z najintensywniej funkcjonujących oddziałów tego typu nie tylko w Warszawie, ale wręcz w skali kraju. Mówimy o rocznej liczbie pacjentów od 30 do 50 tysięcy

– powiedziała prezes zarządu Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego.

To ogromne zobowiązanie i stąd decyzja odnośnie modernizacji tak ważnej jednostki z obszaru medycyny ratunkowej. Nie zwiększamy liczby łóżek, ale znacząco podnosimy jakość pobytu naszych pacjentów oraz warunki pracy medyków

– dodała Teresa Maria Bogiel.

SOR Szpitala Bródnowskiego to drugi pod względem wielkości tego typu oddział w stolicy. Obsługuje nie tylko mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy, ale też pacjentów z powiatów legionowskiego czy wołomińskiego.

Przebudowa pomieszczeń SOR w Szpitalu Bródnowskim kosztowała samorząd województwa do tej pory 12,7 mln zł. Zakres zadania obejmował opracowanie Programu Funkcjonalno-Użytkowego, dokumentacji projektowej, wykonanie robót budowlanych oraz sprawowanie nadzoru inwestorskiego. W ramach inwestycji planowany jest jeszcze zakup wyposażenia za niemal 700 tys. zł. Całkowita wartość dotacji wyniesie blisko 13,5 mln zł.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvnwarszawa.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • W połowie sierpnia irańskie władze zatrzymały i uwięziły 63-letniego mężczyznę chorującego na Parkinsona oraz jego małżonkę.
  • Do irańskich władz dotarła wieść, że oboje wyznawali wiarę w Jezusa Chrystusa.
  • Niestety tylko w 2022 r. w Iranie doszło do 58 podobnych zatrzymań.
  • Od lat w tym kraju trwa nieustanne prześladowanie chrześcijan.
  • Lokalny Kościół podjął nawet decyzję o tym, aby spotykać się na wspólnych mszach w domach wiernych.
  • Był to skutek decyzji irańskich władz o likwidacji kościołów.
  • Pomimo licznych prześladowań, stale rośnie liczba chrześcijan.
  • Zobacz także: Semeniuk: “Jak odpuszczać pieniądze z KPO?”

W połowie sierpnia władze Iranu uwięziły 63-letniego mężczyznę cierpiącego na Parkinsona oraz jego żonę za wyznawanie chrześcijaństwa. To kolejny przypadek, gdy do więzień zamykani są zarówno etniczni chrześcijanie, jak i konwertyci, m. in. Persowie, urodzeni jako muzułmanie.

W Republice Islamskiej w pierwszej połowie 2022 roku odnotowano 58 aresztowań chrześcijan. Skazano 25. Wzrost prześladowań jest blisko dwa razy większy niż w 2021 roku. Reżim zamknął persko-języczne kościoły w obawie przed falą konwersji tamtejszej ludności na chrześcijaństwo.

Według szacunków liczba nawróconych chrześcijan może wynosić nawet około miliona wiernych. W związku z likwidacją kościołów, powstał ruch tzw. kościołów domowych, w których chrześcijanie spotykają się na modlitwie. Reżim Iranu określił te miejsca mianem fałszywych szkół mistycyzmu i wezwał do masowych aresztowań jej członków.

Za działalność misyjną, która zdaniem lokalnej władzy zagraża bezpieczeństwu narodowemu, chrześcijanie otrzymują wieloletnie wyroki więzienia. Według Światowego Indeksu Prześladowań 2022 roku, Iran zajmuje dziewiąte miejsce na liście krajów, w których chrześcijanie są najbardziej prześladowani za wiarę.

Czytaj więcej: Rozejm chińsko-indyjski. Wycofują swoje wojska ze spornych terenów

Środek odstraszający wobec konwertytów?

Czy wspólnota chrześcijan śpiewających pieśni uwielbienia i czytających wspólnie Biblię w prywatnym mieszkaniu jest aktem przeciwko bezpieczeństwu narodowemu?

– napisał Naser Navard Gol-Tapeh w liście otwartym do irańskiego rządu.

W 2017 r. został skazany na 10 lat więzienia za rzekomą działalność przeciwko bezpieczeństwu narodowemu.

Pomimo problemów zdrowotnych, Gol-Tapehowi odmówiono wcześniejszego zwolnienia z więzienia. Zdaniem jego prawnika, Imana Soleimaniego, wyrok na Gol-Tapehu jest środkiem odstraszającym dla innych, którzy chcieliby dokonać konwersji na chrześcijaństwo.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Władimir Putin

Władimir Putin / Fot. PAP/EPA/MIKHAEL KLIMENTYEV/SPUTNIK/KREMLIN POOL Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Jak poinformował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, prezydent Rosji Władimir Putin nie przyleci na pogrzeb królowej Elżbiety II.
  • Władze Federacji Rosyjskiej oczekują teraz na szczegółowy plan Londynu odnośnie zagranicznych delegacji.
  • Niewykluczone, że na uroczystościach pogrzebowych pojawi się rosyjski wysłannik.
  • Zobacz także: Założyciel Greenpeace miażdży politykę ekologistów

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow poinformował, że prezydent Federacji Rosyjskiej nie pojedzie do Wielkiej Brytanii na pogrzeb zmarłej w czwartek królowej Elżbiety II. Pieskow pytany podczas konferencji prasowej, czy Moskwa rozważa osobistą obecność Putina na pogrzebie królowej Elżbiety II.

Nie, taki wariant nie jest rozważany

– podkreślił rzecznik Kremla.

Rzecznik Kremla dopytywany o to kto będzie reprezentował Federację Rosyjską w czasie ceremonii pogrzebowych, odpowiedział, że nie ogłoszono jeszcze jak będzie wyglądał protokół, kto będzie mógł uczestniczyć w pogrzebie, na jakich zasadach.

To powinny ogłosić władze Wielkiej Brytanii. Nic takiego nie wydarzyło się

– wyjaśnił Dmitrij Pieskow.

Czytaj więcej: Nauczycielka z Trinity School przyznaje się do przemycania liberalnej agendy

Opublikowano pierwsze szczegóły pogrzebu Elżbiety II

Dzień po śmierci królowej Elżbiety II, poznaliśmy pierwsze, najważniejsze szczegóły planowanego pogrzebu monarchini.

Ceremonia pogrzebowa odbędzie się w Opactwie Westminsterskim w Londynie. Ciało królowej zostanie złożone w kaplicy na zamku w Windsorze u boku męża, księcia Filipa, który zmarł w ubiegłym roku.

Choć Pałac Buckingham nie podał jeszcze daty pogrzebu, to według brytyjskich mediów ceremonia odbędzie się w poniedziałek 19 września. Każdy dzień do dni pogrzebu będzie przebiegał zgodnie ze ścisłym, ustalonym z góry harmonogramem.

Dziennik “Mirror” podał, że w dniu pogrzebu królowej Elżbiety II nie będą funkcjonowały w Wielkiej Brytanii banki, natomiast większość firm i sklepów, które pozostaną otwarte, planuje pracę w ograniczonym wymiarze godzin. Dodatkowo odwołane zostaną wydarzenia sportowe i zmienione zostaną ramówki programów telewizyjnych. Władze nie planują zamknięcia szkół.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, rp.pl

amantadyna

zdjęcie ilustracyjne / fot. youtube

  • Jakiś czas temu Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec zakazał stosowania amantadyny w walce z koronawirusem.
  • W razie jego złamania dany lekarz mógłby zostać ukarany grzywną do 500 tys. zł.
  • Grupa lekarzy sprzeciwia się takim działaniom rzecznika uważając, że uderza w ich metody lecznicze.
  • Zobacz także: USA: Automaty z akcesoriami narkotykowymi z podatków

Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec nakazał zaniechania stosowania leku, a w razie złamania nałożonego zakazu zagroził nałożeniem kary w wysokości do 500 tys. złotych. Lekarze nie kryją oburzenia niezrozumiałymi decyzjami RPP. Podnoszą, że takie orzeczenia są całkowicie niedopuszczalne.

To skandaliczne. Kodeks etyczny wskazuje jasno, że mamy swobodę w stosowaniu niepotwierdzonych lub nowych metod profilaktycznych, diagnostycznych i leczniczych, jeżeli uznamy, że mogą one przynieść nadzieję na uratowanie życia, przywrócenie zdrowia lub ulgę w cierpieniu. Rzecznik swoimi orzeczeniami uzurpuje sobie prawo do odbierania nam tych podstawowych praw

– oświadczyli lekarze.

Zdaniem Pawła Basiukiewicza, lekarza kardiologa, zastanawiająca w tej sprawie jest rażąca niesymetryczność w traktowaniu lekarzy stosujących amantadynę w leczeniu COVID-19 i przychodni, które do tej pory pod pretekstem zagrożenia wirusem utrudniają pacjentom dostęp do świadczeń medycznych.

Jeszcze kilka miesięcy temu były w Polsce przychodnie dosłownie zamknięte dla pacjentów. Placówki te wymawiały się koniecznością stosowania obostrzeń przeciwpandemicznych. Nie słychać, aby z równą konsekwencją RPP tak stanowczo reagował w takich bulwersujących przypadkach

– powiedział dr Paweł Basiukiewicz w rozmowie z “Naszym Dziennikiem”.

W ocenie Anny Marii Siarkowskiej, przewodniczącej Parlamentarnego Zespołu ds. Sanitaryzmu, odgórne zakazy dotyczące stosowania leku zarejestrowanego w Polsce są niezgodne z prawem.

Amantadyna jeszcze nie uzyskała rekomendacji w leczeniu COVID-19, ale to nie oznacza, że jest zakazana. To lek znany od dziesięcioleci, stosowany w leczeniu objawów grypowych. Absurdalne decyzje RPP wynikają z faktu, że sprawa amantadyny stała się kwestią polityczną, a nie medyczną. Najgorsze, że dzieje się to wszystko ze szkodą dla pacjentów

– podkreśliła poseł Solidarnej Polski Anna Maria Siarkowska.

Dodatkowo bulwersujący jest fakt, że administracyjna kara, którą zasugerował Rzecznik Praw Pacjenta, nie jest wynikiem skarg niezadowolonych pacjentów.

W biurze RPP dowiedzieliśmy się, że żadna z przeleczonych przez nas osób nie zwracała się do niego w tej sprawie. Dlatego tłumaczenia RPP, że działa w imieniu pacjentów, brzmią tym bardziej fałszywie

– ocenili lekarze z przychodni, gdzie zakazano stosowania amantadyny.

W wielostronicowym uzasadnieniu decyzji RPP czytamy m.in., że jedne z badań klinicznych sprawdzających działanie amantadyny zakończyły się niepowodzeniem, a drugie nie zostały jeszcze zakończone. Ponadto Rzecznik Praw Pacjenta dodał, iż na liście działań niepożądanych amantadyny są takie objawy, jak zaburzenia psychiczne w postaci lęku, bezsenności, koszmarów nocnych, utraty koncentracji uwagi. Podkreślono również krytyczne wobec tego leku opinie konsultantów krajowych w dziedzinie chorób zakaźnych i w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Czytaj więcej: Polityk aresztowany pod zarzutem zamordowania dziennikarza, który zarzucał mu korupcję

Amantadyna – znany lek, który pomagał przy koronawirusie

Z dokumentu, do którego dotarł “Nasz Dziennik”, wynika także, że RPP zapoznał się z informacjami przekazanymi przez placówkę medyczną, wobec której toczyła się sprawa. Była to więc m.in. opinia lekarza, przez wiele miesięcy pełniącego funkcję ordynatora oddziału covidowego w jednym ze stołecznych szpitali. Specjalista podkreśla w niej prawo lekarzy do podejmowania indywidualnych decyzji dotyczących leczenia swoich pacjentów. Lekarz przypominał także, że amantadyna jest lekiem znanym i bezpiecznym, a to, że nie jest jeszcze rekomendowana w leczeniu COVID-19, nie oznacza, że jest środkiem zakazanym.

Ten argument całkowicie odrzucił Rzecznik Praw Pacjenta. W ten sposób podeptał nasze prawo do swobodnego wykonywania naszego zawodu

– skarżą się lekarze.

Odnoszą się także do zarzutów wobec amantadyny dotyczących jej działań niepożądanych.

Rzecznik Praw Pacjenta chce się zaprezentować jako osoba troszcząca się o to, aby stan psychiczny pacjenta nie uległ pogorszeniu. Ale jeśli chcemy iść jego tokiem rozumowania, to równie dobrze powinien domagać się zakazu wydania leków antydepresyjnych. Nawet w charakterystyce leków przeciwbólowych, wydawanych bez recepty, jest lista działań niepożądanych. Czy to oznacza, że należy zakazać ich sprzedaży?

– pytają się zrozpaczeni medycy.

Tłumaczenia RPP dziwią także Pawła Basiukiewicza, lekarza, który zauważa, że toksyczność tego leku jest znikoma, a w jego charakterystyce wymienia się wskazanie w leczeniu grypy typu A.

Wiemy dobrze, że przebieg COVID-19 jest tożsamy z infekcją grypopodobną. Z kolei każda infekcja dróg oddechowych, która przebiega w postaci infekcji grypopodobnej, może być grypą typu A. Stąd podanie amantadyny, jako środka nietoksycznego, w takim uzasadnieniu nie powinno budzić kontrowersji

– wskazał dr Basiukiewicz.

Wskazuje też na powszechność takiego empirycznego podawania leków, czyli na podstawie obserwowanych objawów.

RPP uparł się, że amantadyny nie powinno się podawać na zasadzie empirycznej. Jednocześnie w ten sposób ordynowanych pacjentom jest 90 proc. antybiotyków i taka praktyka nie przeszkadza już Rzecznikowi Praw Pacjenta

– dodał.

Lekarz ubolewa, że swoistą zmorą polskiej medycyny jest przepisywanie antybiotyków na infekcje wirusowe.

Nie jest to właściwe postępowanie. Jednak, mając wiedzę, że tak się dzieje, RPP mimo wszystko nie interweniuje w tak agresywny sposób – grożąc półmilionową karą. Wygląda więc na to, że bezzasadnie czepia się drobnostek dotyczących amantadyny, a w przypadku, kiedy sytuacja wymagałaby rzeczywistej interwencji Rzecznika, on problemu nie zauważa

– podkreślił lekarz.

Mówi też o skrajnych, ale nieodosobnionych przypadkach, kiedy przychodnie wykorzystują stare zalecenia MZ i utrudniają pacjentom dostęp do lekarza i świadczeń medycznych.

Są placówki, do których pacjent nie może swobodnie wejść, gdzie nadal utrzymywane są absurdalne przepisy przeciwepidemiczne

– ocenił Basiukiewicz, zastanawiając się czy to powinno znaleźć zakresie zainteresowa RPP.

RPP poddawało w wątpliwość stosowanie amantadyny

Oprócz warszawskiej kliniki decyzję RPP dotyczącą zakazu stosowania amantadyny otrzymała już wcześniej przychodnia Optima, w której przez całą pandemię leczył pacjentów lekarz Włodzimierz Bodnar. Rzecznik wszczął również w tym przypadku postępowanie nie na podstawie skarg pacjentów, których przecież nie było, lecz na podstawie donosu NFZ.

Moja przychodnia odwołała się od tej skandalicznej decyzji RPP. Zgodnie z procedurą sprawa została przekazana do sądu. Będzie rozstrzygana przez Sąd Administracyjny w Warszawie. Od maja czekamy jednak na termin rozprawy

– stwierdził Włodzimierz Bodnar.

Lekarz nie ukrywa rozgoryczenia w związku z brakiem narzędzia do pracy.

Wydawałoby się, że to powinna być sprawa priorytetowa, aby rozstrzygnięcie dało jednoznaczną i niezależną odpowiedź. My jesteśmy zdania, że RPP działa bezprawnie, dlatego zależy nam na tym, aby sprawa trafiła jak najszybciej na wokandę

– ocenił lekarz.

Lekarz przewiduje, że za kilka tygodni czeka nas kolejna fala zachorowań na COVID-19.

Ludzie zaczną chorować, a lekarze nie mogą im ordynować amantadyny, bo RPP im zabronił. To skandal, że instytucje państwowe zabraniają leczyć zgodnie z wiedzą i doświadczeniem. Nie zależy im na zdrowiu pacjentów?

– dopytywał się Bodnar.

Czytaj więcej: Świętochowa: Będzie rondo im. Marii Mireckiej-Loryś?

Powszechne nękanie lekarzy

Suchej nitki na działaniu RPP nie pozostawia Anna Maria Siarkowska.

Jak Rzecznik może zabraniać odgórnie stosowania jakiegoś leku? Taki urzędnik może zweryfikować, czy w konkretnej sytuacji doszło do naruszenia prawa pacjenta, czy zastosowana przez lekarza metoda leczenia mu nie zaszkodziła. Ale sytuacja, w której ten urzędnik podejmuje odgórną decyzję o zakazie stosowania leku na schorzenie, którego objawy są wymienione w charakterystyce produktu, zakrawa o absurd. Najgorsze jest to, że to nie żart, nie fikcja, tylko autentyczne nękanie lekarzy, podejmujących się dramatycznych prób leczenia pacjentów w czasie pandemii

– stwierdziła Anna Maria Siarkowska.

I przypomina smutne statystyki z okresu epidemii COVID-19.

W tym dramatycznym czasie Ministerstwo Zdrowia, zamiast – tak jak ci lekarze – robić wszystko, aby pomóc swoim pacjentom, nakazało zamykać przychodnie. Przecież o prawie 40 proc. w czasie pandemii wzrosła śmiertelność w domach. Ludzie nie mieli zapewnionej opieki lekarskiej

– zwróciła uwagę poseł SP.

Właśnie tym powinien zająć się RPP.

Dlaczego on nie analizuje tych tragicznych decyzji resortu zdrowia i nie rozlicza winnych, w imię poszanowania praw pacjenta, tylko zajmuje się amantadyną? Odpowiedź wydaje się prosta: zamiast bronić pacjentów, czyli spełniać się w tej roli, do jakiej został powołany, on działa politycznie. Sprawa amantadyny stała się upolityczniona, medycyna stała się upolityczniona

– dodała na koniec Siarkowska.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl, naszdziennik.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Portal “wpolityce.pl” poinformował, że w Brukseli unijni dygnitarze planują wdrożyć nowy podatek energetyczny.
  • Proponowane rozwiązania najbardziej uderzą w polski rynek energetyczny m.in. ze względu na węgiel.
  • Jak wynika z ustaleń, elektrownie produkujących energię elektryczną za pomocą węgla, zostały by obciążone nowymi opłatami.
  • Zobacz także: Węgry z najniższą ceną gazu dla gospodarstw domowych w Europie

Proponowane rozwiązania są natomiast potencjalnie bardzo szkodliwe dla Polski, ponieważ na polskie elektrownie zostałby nałożony dodatkowy podatek. Miałby on dotyczyć spółek energetycznych produkujących prąd z węgla

– podaje portal wpolityce.pl”.

Czytaj więcej: Śmierć Królowej Elżbiety II. Oświadczenie nowego króla Karola oraz premier Truss

Niemcy chcą rezygnacji z zasady jednomyślności

Źródło portalu przekazuje, że od początku rozpoczęły się analizy, czy takie zmiany można wprowadzić. Jednak jak się okazuje, Niemcy są tak zdeterminowani, by dodatkowy podatek dla elektrowni doszedł do skutku, że chcą naruszyć traktaty. 

Nie dość, że nie chcą zawiesić ETS-u, to planują dołożyć dodatkowy podatek na spółki energetyczne 

– czytamy dalej.

Portal podkreśla, że przy wprowadzaniu jakikolwiek nowych podatków w Unii Europejskiej obowiązuje zasada jednomyślności, więc wystarczy weto jednego kraju.

Jak czytamy Niemcy chcą, aby w tej sprawie głosowano większością kwalifikowaną, co będzie oznaczać, że Polska i inne państwa przeciwne nowym rozwiązaniom, zostaną pozbawione prawa weta. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

wpolityce.pl, tysol.pl

Olga Semeniuk

Olga Semeniuk / fot. gov.pl

  • Wiceminister rozwoju i technologii Olga Semeniuk w wywiadzie dla TVP1, skomentowała sprawę Krajowego Planu Odbudowy.
  • Przyznała, że Polska nie może pozwolić sobie na odpuszczanie należnych nam środków finansowych.
  • Jej zdaniem, władze spełniły wszystkie wymagania merytoryczne i formalne.
  • Do tej pory polski rząd wydał już 50 mld zł w ramach prefinansowania.
  • Zobacz także: Założyciel Greenpeace miażdży politykę ekologistów

Wiceminister rozwoju i technologii Olga Semeniuk wskazała w programie “Kwadrans polityczny” w TVP1, że Polska ma pełne prawo do uzyskania pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Chodzi w sumie o ponad 35 mld euro – 23,9 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek.

Jak mamy odpuszczać pieniądze z KPO, skoro one nam się należą. W maju ub.r. spełniliśmy wszystkie wymagania merytoryczne i formalne

– powiedziała wiceminister rozwoju i technologii.

Komisja Europejska podchodzi do tego programu w sposób upolityczniony, próbuje ingerować w interesy Polski. Niektórzy politycy opozycji szczerze przyznają, że środki z KPO będą jak PiS odejdzie od władzy. My się na to nie godzimy

– podkreśliła Olga Semeniuk.

Wiceminister przypomniała też, że prefinansowanie KPO się rozpoczęło. Do tej pory polski rząd wydał 50 mld zł na strategiczne inwestycje.

Wydatkowaliśmy już ponad 50 mld zł w ramach inwestycji strategicznych. To są pieniądze, które za pośrednictwem samorządów kierowane są do firm, szczególnie z sektora MŚP. A obok KPO ważna jest też umowa partnerstwa. To są kolejne miliardy euro, które powinny w Polsce się znaleźć

– wyjaśniła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Chińsko-indyjski rozejm przygraniczny

Prezydenci Rosji Władimir Putin i Chin Xi Jinping oraz premier Indii Narenda MODI / Fot. Twitter

  • Indyjskie władze poinformowały w czwartek o wycofaniu swoich wojsk ze spornych terenów.
  • Na podobny krok zdecydowały się chińskie władze.
  • Chodzi głównie o obszary przygraniczne Gogra i Hotsprings w zachodnich Himalajach.
  • W przyszłym tygodniu w Uzbekistanie odbędzie spotkanie prezydenta Chin Xi Jinpinga oraz premiera Indii Narendry Modiego.
  • Zobacz także: Polityk aresztowany pod zarzutem zamordowania dziennikarza, który zarzucał mu korupcję

Wojska indyjskie i chińskie zaczęły wycofywać się z obszarów przygranicznych Gogra i Hotsprings w zachodnich Himalajach

– czytamy w komunikacie indyjskich władz.

Jak podaje agencja Reuters, obydwa kraje zdecydowały się na wycofanie wojsk ze spornego terenu w związku ze zbliżającym się spotkaniem prezydenta Chin Xi Jinpinga i premiera Indii Narendry Modiego, które w przyszłym tygodniu odbędzie się w Uzbekistanie.

Rząd Indii oświadczył, że wycofywanie wojsk obu skonfliktowanych stron odbywa się w skoordynowany i zaplanowany sposób oraz że ma na celu utrzymanie pokoju na granicy.

Do starć między żołnierzami obu krajów na granicy doszło 15 czerwca 2020 roku. Wówczas w bitwie na pięści, kamienie i metalowe pręty w dolinie rzeki Galwan zginęło co najmniej 20 Hindusów. Według Delhi straty były również po stronie chińskiej, ale Pekin tego nie ujawnił.

Było to pierwsze od 45 lat starcie wojsk obu krajów z ofiarami śmiertelnymi na spornej granicy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Liberalna propaganda w amerykańskiej szkole

Jennifer "Ginn" Norris / Fot. Youtube

  • Jedna z nauczycielek z Trinity School na Upper East Side Jennifer Norris przyznała się do przemycania liberalno-lewicowej agendy politycznej.
  • Choć przedstawia się jako osoba demokratyczna, to nie pozwoli ona na debatę republikanów organizowaną na kampusie.
  • Ponadto nie ukrywa, że obrzydza ją widok białych i konserwatywnych studentów.
  • Stwierdziła, że powinni oni odejść z jej szkoły.
  • Zobacz także: Policyjni związkowcy grożą wielkim protestem

Jennifer “Ginn” Norris, która pracuje w Trinity School na Upper East Side, została sfilmowana przez konserwatywny outlet Project Veritas, mówiąc, że stara się przemycić liberalną agendę, gdzie tylko to możliwe. W podobny sposób działają jej koledzy po fachu.

Zawsze są grupy nauczycieli, którzy chcą robić te rzeczy, ale administracja po prostu nam na to nie pozwoliła. Więc po prostu przemycaliśmy te rzeczy

– przyznała Jennifer Norris.

Norris, która jest wymieniana jako dyrektor zajęć studenckich w szkole wartej 60 000 dolarów rocznie, powiedziała, że ​​ma możliwość przyprowadzania gości dwa razy w tygodniu i że powiedziała swojemu szefowi, że będzie pełni demokratyczna.

Została również zapytana przez Project Veritas, czy kiedykolwiek pozwoliłaby republikańskiemu politykowi/działaczowi zabrać głos na kampusie.

Nie zrobię tego. Jestem odpowiedzialna za administrację. Więc jeśli chcą to zrobić, to musi to zrobić ktoś inny. Ponieważ… nie na mojej warcie, jak sądzę

– zaznaczyła.

Czytaj więcej: Polska chce od Czechów zwrotu ziem. Krajewski: “Sprawa nie jest kwestionowana przez Pragę”

Nauczycielka brzydzi się białymi i konserwatywnymi studentami

W innym miejscu w tajnym nagraniu Norris zasugerowała, że ma problemy z niektórymi białymi studentami płci męskiej w kampusie.

Niestety to biali chłopcy czują się bardzo upoważnieni do wyrażania swoich przeciwnych opinii i po prostu odpychania. Jest ich ogromna grupa, która jest po prostu okropna. A ty myślisz: Zawsze będziesz okropny, czy po prostu teraz będziesz okropny?

– żaliła się nauczycielka.

Nie wiem. Myślę, że muszą odejść. Myślę, że to naprawdę okropni ludzie. Tego właśnie się boję w przypadku moich białych studentów, którzy są bogaci. Jestem jak – czy kiedykolwiek sobie z tym poradzę? Są tak chronieni przez kapitalizm. To sprawia, że ​​jestem smutna

– dodała Norris.

Próby dotarcia przez The Post do Norrisa i szefa Trinity School w sprawie wideo zakończyły się niepowodzeniem. Nie jest jasne, gdzie nakręcono wideo, ale data na klipie wskazuje, że zostało nakręcone 12 czerwca.

Okoliczności związane z tajnym nagraniem również nie są jasne, ale w przeszłości Project Veritas filmował nieświadome osoby pod pretekstem bycia na randce.

Veritas, kierowany przez Jamesa O’Keefe, to kontrowersyjny serwis informacyjny znany z tajnych ataków na szereg liberalnych osób, w tym polityków, grupy poparcia, a teraz nauczycieli.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

nypost.com

Maria Mirecka-Loryś

Maria Mirecka-Loryś. / Fot. Twitter.com/RBakiewicz

  • Gostyńskie i leszczyńskie koło Młodzieży Wszechpolskiej przedstawiło pomysł nadania rondzie w Świętochowie imienia Marii Mireckiej-Loryś.
  • Piotr Płociniczak, prezes koła Młodzieży Wszechpolskiej w Lesznie, zwrócił uwagę na to, że rondo przy wyjeździe z Leszna w kierunku Włoszakowic jest miejscem, które pokonuje codziennie wielu kierowców.
  • “Przejeżdżając przez nie będą mieli okazję bliżej zapoznać z postacią pani Marii” – powiedział.
  • Zobacz też: USA: Automaty z akcesoriami narkotykowymi z podatków

O śp. Marii Mireckiej-Loryś pisaliśmy często w Mediach Narodowych. Reprezentowała ruch narodowy, była działaczką Młodzieży Wszechpolskiej, w wojsku otrzymała stopień majora. Zmarła 29 maja 2022 roku w wieku 106 lat. Sejmik Województwa Podkarpackiego przyznał jej pośmiertnie Odznakę Honorową “Zasłużony dla Województwa Podkarpackiego”, z kolei w Warszawie wystąpiono z petycją o budowę pomnika na jej cześć.

Teraz gostyńskie i leszczyńskie koło Młodzieży Wszechpolskiej przedstawiło pomysł Ronda im. Marii Mireckiej-Loryś w Świętochowie. Jak napisał na Twitterze Bartosz Kasper z Rady Naczelnej owej organizacji, liczy na pozytywny odzew ze strony rady gminy.

Rondo Marii Mireckiej-Loryś w Święciechowie to pomysł gostyńskiego i leszczyńskiego koła [Młodzieży Wszechpolskiej] na upamiętnienie zmarłej w tym roku bohaterki, która całe swoje życie poświęciła służbie naszemu narodowi. Liczymy na pozytywny odzew ze strony rady gminy. Chwała bohaterom!

Dlaczego akurat tam? A dlaczego nie?

Jeden z komentujących internautów zwrócił uwagę na fakt, że ze Świętochową pani Mirecka-Loryś nie miała nic wspólnego. Jednakże miała wiele wspólnego z Polską, a Świętochowa to przecież część Polski.

Piotr Płociniczak, prezes koła Młodzieży Wszechpolskiej w Lesznie, powiedział:

My jako Młodzież Wszechpolska jesteśmy za tym, aby wszystkich bohaterów narodowych – niezależnie z której części kraju pochodzą – jeżeli coś dobrego dla Polski zrobili, upamiętnić. Rondo przy wyjeździe z Leszna w kierunku Włoszakowic jest miejscem, które pokonuje codziennie wielu kierowców i to nie tylko ze Święciechowy, ale też Leszna i innych miejscowości. Przejeżdżając przez nie będą mieli okazję bliżej zapoznać z postacią pani Marii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, Leszno24.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • W nowym projekcie ustawy jest mowa o obowiązkowej instalacji programów na smartfony.
  • Chodzi o aplikacje takie jak Regionalny System Ostrzegania i Alarm112.
  • Aplikacje te działają już od jakiegoś czasu, ale nie mają zbyt dużej popularności.
  • Zobacz też: Policyjni związkowcy grożą wielkim protestem

Według nowego projektu ustawy każdy smartfon na rynku polskim będzie musiał posiadać zainstalowane aplikacje wydane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, ostrzegające o zagrożeniach.

Chodzi o programy takie jak aplikacje Regionalnego Systemu Ostrzegania (RSO) i Alarm112. Instalacją ma się zająć “autoryzowany sprzedawca”. Każdy producent będzie musiał mieć te programy zainstalowane na sprzedawanych przezeń urządzeniach.

“Ochrona ludności”

W RSO umieszczane są ostrzeżenia o klęskach żywiołowych lub innych zagrożeniach, związanych z sytuacją meteorologiczną, stanem wód, czy sytuacją na drogach. Alarm112 ma natomiast ułatwić powiadamianie służb o zagrożeniach.

Aplikacje te działają już od jakiegoś czasu, ale nie mają zbyt dużej popularności. W przypadku RSO to 100 tysięcy pobrań, a jeśli chodzi o Alarm112 – 10 tysięcy. To niedużo.

Choć będą one obowiązkowo instalowane w nowych smartfonach, będzie je można usunąć. Wiceszef MSWiA Maciej Wąsik stwierdził, że masowe rozprzestrzenianie tego oprogramowania jest kluczowe dla ochrony ludności.

Aplikacja Regionalnego Systemu Ostrzegania (RSO) i Alarm112 to aplikacje, które ratują, ale będzie je można odinstalować.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Share Info