Poseł PiS-u Wojciech Zubowski podzielił się na Twitterze fragmentami raportu Najwyższej Izby Kontroli o awarii Czajki. NIK oceniła działania Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji jako niezapewniające ciągłego i bezpiecznego przesyłu ścieków. Działania nadzorcze prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego nazwała niewystarczającymi.
Nie wykorzystał wszystkich możliwych środków nadzoru właścicielskiego, a także uprawnień kontrolnych wynikających z zawartej umowy oraz z wydanej decyzji. Nie sprawował również skutecznego nadzoru nad prawidłowością postępowania administracyjnego (…)
Z raportu
Poseł Zubowski zwrócił uwagę na wspomnienie w raporcie o budowie z gorszych materiałów niż w projekcie (do pięciu razy) i odbiorach prac fikcyjnych. Napisał także o narażeniu pracowników na utratę zdrowia lub życia, a także około 90 milionach kosztów do września 2020 roku.
Z ciekawostek – przy budowie rurociągu odchył o 3 cm jest już uznawany za świadczący o złym wykonaniu pracy i może spowodować brak odbioru instalacji. W Czajce było do 50 (!) cm i przeszedł.
Dziś na komisji sam. teryt. raport NIK o awarii Czajki. A w nim https://t.co/LsWZE7WAyT.: – budowa z gorszych materiałów niż w projekcie (do 5x!- grube oszczędności) i odbiory prac fikcyjnych, – narażenie pracowników na utratę życia/zdrowia, – około 90 milionów kosztów do IX 2020 pic.twitter.com/31mkrBmUI6
Nie podał jednak powodu tejże blokady. Napisał jedynie, że było jest ona związana z nieopublikowanym materiałem roboczym pierwszego odcinka serialu “Władcy Świata”.
Krystian Kratiuk poinformował na Twitterze, iż kanał YouTube PCh24TV · Polonia Christiana został zablokowany. Nie podał powodu, z jakiego YouTube ograniczył działanie profilu. Kanał o tematyce głównie religijnej, choć poruszający także kwestie polityczne i ogólnie cywilizacyjne, nie będzie mógł publikować żadnych nowych filmów przez tydzień.
Z tego co napisał Kratiuk wynika, że algorytmy bądź pracownicy YouTube wykryli coś niezgodnego z regulaminem (lub nastąpiła pomyłka, ew. celowe działanie). W niepublikowanych materiałach roboczych znalazła się wstępna wersja filmu o Billu Gatesie – pierwszego odcinka serialu “Władcy Świata”.
Powtórka?
Z powodu filmu, który nie został dopracowany i opublikowany, kanał został zablokowany na tydzień. Krystian Kratiuk napisał:
Spotkało nas to już 1,5 roku temu. Wtedy YT zerknął na nasze robocze materiały do filmu “Ich prawdziwe cele” o rewolucji seksualnej. I też zamknął nam usta na tydzień. Nie poddaliśmy się, stworzyliśmy własną platformę, robimy filmy. Wesprzyjcie je.
Dziennikarz podzielił się linkiem do wsparcia produkcji wspomnianego serialu.
Kanał na Mierzei Wiślanej / Fot. PAP/Adam Warżawa. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Otwarcie kanału przez Mierzeję Wiślaną już w sobotę 17 września.
Po raz pierwszy w powojennej historii Polski statki będą mogły wpływać na Zalew Wiślany z pominięciem rosyjskiej eksklawy Kaliningradu.
Otwarcie przeprawy to dopiero pierwszy etap tej inwestycji.
W sobotę 17 września oficjalnie otwarty nowy kanał żeglugowy, który umożliwi statkom łatwe przepłynięcie z Zatoki Gdańskiej na Zalew Wiślany. Otwarcie Przekopu Mierzei Wiślanej oznacza, że po raz pierwszy w powojennej historii Polski statki będą mogły wpływać na Zalew Wiślany z pominięciem rosyjskiej eksklawy Kaliningradu.
Do tej pory okręty chcące wpłynąć na Zalew musiały podróżować przez przeprawę w kontrolowanym przez Rosjan mieście Bałtyjsk. Aby przepłynąć przez Cieśninę Piławską, polskie statki musiały każdorazowo uzyskać zgodę Rosji. Nowa przeprawa w Polsce likwiduje tę konieczność, a także skraca żeglugę o ponad 100 km.
Prace
Choć trwają jeszcze ostatnie prace i szkolenia pracowników, Wiesław Piotrzkowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni powiedział, że to końcowa faza i realizacja tej dość skomplikowanej budowli hydrotechnicznej przebiega zgodnie z harmonogramem.
Prace nad przekopem Mierzei Wiślanej rozpoczęły się w październiku 2019 roku. Koszt całej inwestycji miał pierwotnie wynieść niecałe 900 mln zł, ale całkowity koszt ma sięgnąć blisko 2 mld zł. Nowy kanał żeglugowy pozwoli na przejście z Zatoki Gdańskiej na Zalew Wiślany statkom o zanurzeniu do 4,5 metra, długości do 100 metrów i szerokości do 20 metrów, a także barkom o długości do 180 metrów.
W pobliskim Elblągu są nadzieje, że przeprawa ożywi miejski port. Aby jednak w pełni wykorzystać zalety przeprawy, planowane jest pogłębienie rzeki Elbląg z obecnych 3,5 metra do 5 metrów, tak aby do portu mogły wpływać większe statki towarowe.
Otwarcie przeprawy to dopiero pierwszy etap tej inwestycji. W kwietniu 2021 roku Urząd Morski w Gdyni podpisał umowę z firmą Budimex jako wykonawcą drugiego etapu projektu o wartości ponad 574 mln zł, z czasem realizacji 24 miesięcy. Drugi etap przewiduje przebudowę istniejącego kanału żeglugowego wzdłuż rzeki Elbląg. Prace obejmą umocnienie brzegów i budowę wałów przeciwpowodziowych oraz mostu obrotowego przez rzekę Elbląg w Nowakowie wraz ze zmianą układu drogowego.
Jak zwraca uwagę “Rzeczpospolita”, “Rosjanie w żaden sposób nie potwierdzają autentyczności publikowanych dokumentów”.
Publikacja ich w czasie trwającej wojny Rosji z Ukrainą, w czasie której Polska udziela wsparcia zaatakowanemu przez Rosję państwu, ma prawdopodobnie na celu poróżnienie Polaków i Ukraińców – ocenia gazeta.
FSB opublikowało raporty szefa Czwartego Wydziału NKGB, Pawła Sudopłatowa. Rosyjska służba stwierdziła też, że radziecki wywiad “działający za linią wroga regularnie dostarczał raporty kierownictwu Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD) na temat masakr dokonywanych przez niemieckie władze operacyjne i ich popleczników”.
Zaprezentowane dokumenty zwracają uwagę na reakcję niemieckich władz okupacyjnych na zbrodnie dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów wobec polskich mieszkańców Wołynia. Okupanci nie tylko nie powstrzymywali ludobójstwa Bandery na Polakach, ale wykorzystywali te przypadki do wzywania ocalałych Polaków, aby zaciągali się do żandarmerii i walczyli z Banderą – napisała FSB.
Jak wskazuje historyk i publicysta Piotr Zychowicz, wobec dokonywanego przez Ukraińców ludobójstwa, Polacy “szukali ratunku wszędzie, gdzie się dało”.
Nawet u wrogów. Smutne jest to, że doprowadzeni do rozpaczy Polacy zwracali się o ochronę do Niemców i Sowietów. (…) W zależności od regionu. Na terenach opanowanych przez sowiecką partyzantkę, Polacy oddawali się pod jej opiekę. W zamian za jedzenie i noclegi – Sowieci chronili polskie wioski. Na innych terenach Polacy wstępowali do stworzonej przez Niemców “zielonej policji”, powstałe spontanicznie polskie samoobrony brały też od Niemców broń – stwierdził w jednym z wywiadów.
Jeszcze we wrześniu odbędzie się druga tura konsultacji społecznych traktatu pandemicznego Światowej Organizacji Zdrowia, a na październik zaplanowano kolejny szczyt WHO. Eksperci Ordo Iuris wezmą udział w konsultacjach, zabierając głos i przekazując na piśmie nasze stanowisko. Chcemy także uczestniczyć w szczycie WHO w Berlinie. Skierujemy również pismo do polskiego Ministerstwa Zdrowia, pytając o to, kto będzie reprezentował Polskę w Berlinie i jakie będzie stanowisko polskiego rządu. Tymczasem urzędnicy UE rozpoczęli właśnie prace nad komunikatem Komisji Europejskiej, ustanawiającym „strategiczne ramy UE dotyczące zdrowia na świecie” – pisze Weronika Przebierała z Instytutu Ordo Iuris
Wydaje się, że dokument ma dla KE znaczenie priorytetowe. Rozpoczęte dopiero konsultacje mają się zakończyć już w połowie września, a finalny projekt ma być przyjęty jeszcze w tym roku. Pośpiech Komisji jest zastanawiający zwłaszcza w kontekście coraz bardziej zaawansowanych prac nad traktatem pandemicznym WHO.
Pomimo tego, że traktat pandemiczny ma poszerzać kompetencje Światowej Organizacji Zdrowia, to na tę chwilę nie ma ona ani prawa, ani narzędzi do narzucania rządom swojej polityki. Inaczej jest natomiast w przypadku urzędników Unii Europejskiej, którzy nie mają oporów, by – stosując szantaż finansowy – wymuszać konkretne rozwiązania prawne na państwach członkowskich UE. Dlatego przyjęcie unijnego dokumentu, pozostającego w korelacji z założeniami traktatu WHO, może skutkować umożliwieniem urzędnikom unijnym rzeczywistego egzekwowania postanowień traktatu. Dzięki temu Unia Europejska stałaby się swego rodzaju władzą wykonawczą prawa stanowionego przez ekspertów WHO.
Nietrudno sobie wyobrazić jak to egzekwowanie mogłoby wyglądać. Wystarczy zwrócić uwagę na to, w jaki sposób eurokraci odbierają Polsce suwerenność przy pomocy mechanizmu warunkowości i funduszy pochodzących z Krajowego Planu Odbudowy. Komisja Europejska wie, że w obliczu kryzysu gospodarczego, wywołanego przez pandemię i wojnę na Ukrainie, Polska bardzo potrzebuje przysługujących nam pieniędzy z KPO. Dlatego korzystając z sytuacji, Komisja szantażuje polski rząd, używając do tego zwłaszcza pojęcia „praworządności”.
W tym celu sporządzono kolejny coroczny raport o praworządności, w którym Komisja Europejska ocenia stan „rządów prawa” w każdym z państw członkowskich. Raport zawiera też po raz pierwszy zalecenia dla rządów krajowych. Komisja już zapowiedziała, że w przyszłym roku zamierza poddać ocenie realizowanie zaleceń. Tymczasem w raporcie, Polska jest krytykowana za ochronę uczuć religijnych, walkę z cenzurą w internecie, ochronę dzieci i młodzieży przed ideologiczną indoktrynacją w szkołach czy nawet wprowadzenie stanu wyjątkowego na granicy polsko-białoruskiej.
Konieczność obrony suwerenności
Prawnicy Ordo Iuris interweniują wszędzie tam, gdzie najbardziej zagrożona jest nasza suwerenność. Zorganizowaliśmy w Brukseli międzynarodową konferencję z udziałem eurodeputowanych i przedstawiliśmy anglojęzyczny raport, zawierający zbiór naszych analiz, poświęconych zagadnieniu „praworządności”. Opublikowaliśmy szereg ekspertyz i komentarzy prawnych dotyczących Krajowego Planu Odbudowy i skutków wdrożenia „kamieni milowych”, które przyjęto w ramach umowy o KPO. Przygotowaliśmy analizę najnowszego raportu KE nt. praworządności w Polsce.
Monitorujemy prace nad traktatem pandemicznym WHO oraz alarmujemy w tej sprawie polski rząd i opinię publiczną. Przekazaliśmy także Komisji Europejskiej opinię prawną w sprawie projektu „Strategiczne ramy UE dotyczące zdrowia na świecie”.
Nasi prawnicy nadal będą monitorować działania wszystkich organów biorących udział w tworzeniu prawa międzynarodowego i reagować na wszelkie pojawiające się z tej strony zagrożenia.
Weronika Przebierała – dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris
Women Help Women zajmuje się dystrybucją do Polski środków poronnych – mifepristonu i mizoprostolu. Mizoprostol jest zarejestrowanym w Polsce lekiem na chorobę wrzodową żołądka, natomiast mifepriston to środek w naszym kraju niedopuszczony do użytku. Łucja Dzidek pod zmyślonymi tożsamościami korespondowała z organizacją w internecie.
Korespondowałam z WHW z kilku adresów e-mailowych, podając się za fikcyjne osoby w różnym wieku, różnorako motywujące chęć przerwania ciąży – wyjaśniła.
Nawiązanie kontaktu z organizacją jest bardzo proste – wystarczy wypełnić formularz, który pojawia się w wyszukiwarce po wpisaniu słów „pigułki aborcyjne” lub „aborcja farmakologiczna”. W formularzu padają pytania o wiek kobiety, długość ciąży czy metodę jej potwierdzenia. Jeśli zaznaczymy, że jesteśmy w ciąży dłużej niż 10 tygodni, na ekranie pojawia się komunikat, że serwis nie jest przeznaczony dla nas. Zawsze jednak możemy wrócić do poprzedniego menu i zaznaczyć inny wariant. Należy również potwierdzić, że nie choruje się na żadną z szeregu wymienionych chorób, a ciąża rozwija się w macicy. Aby zakończyć konsultację, trzeba oświadczyć, że zwalnia się Women Help Women z jakiejkolwiek odpowiedzialności oraz przyjmuje do wiadomości, że lekarstwa mogą mieć skutki uboczne, a przyjmować je będziemy wyłącznie na własne ryzyko. Na żadnym etapie konsultacji ani w późniejszej korespondencji nie jest wymagany żaden dowód tożsamości, ani dokumentacja medyczna. Jedyny dokument, o którego przesłanie nas proszą, to potwierdzenie przelewu. Po wypełnieniu formularza na podany w nim adres e-mail przychodzi wiadomość z prośbą o wpłatę darowizny w wysokości 75 euro – sprecyzowała.
Informacje o ryzyku związanym z tzw. aborcją farmakologiczną to coś, co raczej nie jest tematem wypowiedzi polskich działaczy aborcyjnych. Działalność Łucji Dzidek ujawniła jednak więcej zaskakujących (przynajmniej z pozoru) informacji.
Kobiety mające aborcje nie podlegają żadnej odpowiedzialności prawnej, ale osoby, które im pomagają, już tak – przyznaje osoba z Women Help Women w korespondencji z Łucją Dzidek piszącą pod zmyśloną tożsamością.
“Nieobowiązkowe” darowizny
W korespondencji, jaką prowadziła kobieta, ze strony przedstawicieli WHW padają liczne prośby o wpłacenie “nieobowiązkowej” darowizny, ale nie mniejszej niż podana w wiadomości kwota. W rozmowach uwrażliwiają też, żeby w kontaktach z lekarzem czy organami ścigania nie ujawniać informacji o aborcji i, aby być w gotowości szybkiego dojazdu do szpitala ze względu na ryzyko wystąpienia negatywnych konsekwencji zbrodni aborcji dla matki zabijanego dziecka.
Women Help Women wychodzi z założenia, że każda kobieta ma prawo do decydowania o własnym ciele. Jak możemy przeczytać na ich stronie, aborcja farmakologiczna jest tym skuteczniejsza i obarczona mniejszym ryzykiem powikłań, im wcześniej jest przeprowadzana. Dlaczego więc feministyczna organizacja pozwala sobie decydować, by kobieta nosiła ciążę dodatkowe dwa tygodnie lub dłużej, dopóki nie zbierze pieniędzy na darowiznę? Czy jeśli przekazanie darowizny jest, co do zasady, warunkiem otrzymania środków poronnych, dlaczego Women Help Women nie oferuje ich sprzedaży, co byłoby uczciwym – o ile można tutaj użyć tego słowa – rozwiązaniem? Odpowiedź jest banalnie prosta. Do sprzedaży środków farmakologicznych trzeba mieć, nie tylko w Polsce, specjalne uprawnienia, których Women Help Women nie posiada. Czy stosowane obejście jest legalne na gruncie prawa państw, na terytorium których prowadzona jest ta działalność? Chyba nie do końca, bo w internecie nie znajdziemy żadnych danych adresowych WHW, wiadomości e-mailowe są anonimowe, a darowizny w ich imieniu przyjmuje zupełnie inna organizacja, Women’s Wallet Foundation, mająca swoją siedzibę w Holandii – wskazuje Łucja Dzidek.
Przestępczość aborcyjna kwitnie
Kobieta, korespondując z Women Help Women starała się, aby zmyślone historie były jak najbardziej różnorodne.
Do 16-letniej Magdy, bez wiedzy i zgody jej rodziców, nadane zostały dwie przesyłki ze środkami poronnymi, w tym jedna, gdy dziewczyna była już w drugim trymestrze ciąży.
W trakcie korespondencji z Joanną i Anetą wyszło na jaw, że mieszkające pod jednym dachem kuzynki zaszły w ciążę w podobnym czasie. Każda z kobiet przyznała, że ojciec dziecka jej córki „miałby kłopoty”, a więc zdawała sobie sprawę, że jest pełnoletni. Aneta wyraźnie wskazywała na powiązanie sprawy ciąży 13-letniej Leny z ciążą swojej 14-letniej siostrzenicy i wraz z siostrą dążyła do tego, by pedofil uniknął odpowiedzialności. Feministyczna organizacja podkreślała zrozumienie dla motywacji matek i w żaden sposób nie stanęła w obronie wykorzystywanych seksualnie dziewczynek.
Studentka po próbie samobójczej, walcząca o życie swojej nienarodzonej córki, nie usłyszała przeprosin. Osoby, które wysłały jej leki, nie były zainteresowane dalszymi informacjami, czy dziecko udało się uratować i czy dziewczyna wróciła do zdrowia. W tym samym czasie przesyłka ze środkami poronnymi nadana została do kobiety z niepełnosprawnością intelektualną, nieświadomej ani sposobu ich działania, ani grożącego jej niebezpieczeństwa i niezdolnej w najmniejszym stopniu do zatroszczenia się o siebie – podsumowała.
Są już pierwsze konsekwencje ustaleń, jakie poczyniła Łucja Dzidek ws. “podziemia aborcyjnego”… rzecznik dyscyplinarny UJ, dr Przemysław Tacik wszczął wobec niej postępowanie.
“Nasz Dziennik” donosi o wyroku sądu warmińskiego, który przyznał przesiedleńcom do RFN odszkodowanie za pozostawione mienie. Chodzi o 900 tysięcy złotych. Mecenas Lech Obara domaga się interwencji ze strony prokuratora generalnego.
Zgodnie z przepisami ustawy z 1961 r. osoby wyjeżdżające traciły prawo własności. W Niemczech czekały jednak na nich różnego rodzaju świadczenia pomocowe, w tym odszkodowania obliczone od wartości pozostawionego majątku. Przepisy niemieckie z 1952 r. wskazywały, że odszkodowania te mają być zwrócone, gdy pojawi się szansa na odzyskanie majątków w Polsce.
Sprawa dotyczy przesiedlenia Polaków z Warmii do Niemiec Zachodnich w okresie PRL-u. Sąd Okręgowy w Olsztynie orzekł, że przesiedleńcy zostali “bezprawnie pozbawieni prawa własności nieruchomości, przez co ponieśli szkodę majątkową”. Wyrok jest ostateczny. Powód ma otrzymać 900 tys. zł za gospodarstwo o powierzchni 24 hektarów.
“Szokujący wyrok”
Adwokat Lech Obara wskazał, że sprawę powinien rozpatrzyć prokurator generalny i złożyć skargę nadzwyczajną. Mogłoby to otworzyć drogę do podobnego traktowania innych przypadków. Mecenas wyjaśnił, że świadczenia wypłacane przesiedleńcom przez rząd niemiecki można uznać za odszkodowanie, w którym to przypadku nie byłoby możliwości uzyskania odszkodowania, gdyby w tej samej sprawie otrzymało się wcześniej pieniądze.
Do obrony przed roszczeniami powołano ruch prawników. “Udało im się wygrać” kilka spraw przed sądami, w tym analogiczną sprawę z sąsiedniej gminy Stawiguda i kamienicy w Olsztynie przy ul. Jagiellońskiej. Coraz częściej jednak praktyka sądu jest determinowana wytycznymi Sądu Najwyższego i to właśnie te wytyczne wpłynęły na opisywany wyrok.
IX Rajd pieszy szlakiem walk NSZ w Powstaniu Warszawskim ruszy w centrum Warszawy o godzinie 9:00 w sobotę 24 września. Wydarzenie odbywa się w ramach społecznych obchodów rocznicy utworzenia Narodowych Sił Zbrojnych.
Głównym celem Rajdu jest przybliżenie historii Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowej Organizacji Wojskowej oraz innych formacji Narodowego Podziemia Niepodległościowego, a szczególnie ich działalności konspiracyjnej na terenie Warszawy oraz ich udziału w Powstaniu Warszawskim – wyjaśniają organizatorzy.
Liczba uczestników jest ograniczona do 30 osób. Ruszyły zapisy. Zgłoszenia zawierające imię, nazwisko i numer telefonu należy kierować wyłącznie na adres e-mail: [email protected]. Termin przesyłania zgłoszeń: 19 września.
Rajd organizowany jest społecznie od 2007 roku jako „Rajd pieszy szlakiem Narodowych Sił Zbrojnych po Warszawie”. Ze względu na nasilające się w ostatnich latach manipulacje, zawłaszczanie etosu Powstania Warszawskiego i fałszowanie historii udziału Narodowców w antyniemieckiej konspiracji, tegoroczna, IX już edycja wydarzenia będzie poświęcona udziałowi w Powstaniu Warszawskim żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych ale również Narodowej Organizacji Wojskowej i Uderzeniowych Batalionów Kadrowych.
Kolejny grób polskich żołnierzy na Białorusi został zniszczony. Tym razem chodzi o Plebaniszki, ok. 20 km z Grodna. Poinformował o tym Związek Polaków na Białorusi. Spoczywały tam ciała czterech wojskowych, jacy zostali zabici przez Niemców w 1943 roku.
Wedle podawanych informacji była to zbiorowa mogiła żołnierzy Armii Krajowej – Kazimierza Achramowicza, Mieczysława Misiuty, Anny Zarzyckiej i Bolesława Misiury. Okoliczni mieszkańcy znaleźli ich szczątki i pochowali. Krzyż w tym miejscu wzniesiono w latach 90. z funduszy pochodzącej z Plebaniszek i mieszkającej w Gdańsku Heleny Przepieść.
Jeden z wielu przypadków
To kolejny z przypadków niszczenia grobu Polaków przez białoruskie lokalne władze. Wcześniej media donosiły o dewastacji miejsc pochówku i pamięci polskich żołnierzy w Jodkowiczach, Mikuliszkach, Wołkowysku, Kaczycach, Stryjówce, Surkontach i Sandkowcach.
Polskie MSZ określiło te działania “aktem bestialstwa”, które “podważa wzajemne zobowiązania do ochrony miejsc pamięci”. Po zniszczeniu grobów w Mikuliszkach białoruskie ministerstwo dyplomatyczne stwierdziło, że w tym miejscu nie ma “zarejestrowanych miejsc pochówku”.
Podmorski gazociąg Baltic Pipe / Fot. PAP/ John Randeris. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Prezes spółki Gaz-System ogłosił gotowość gazociągu Baltic Pipe do odbioru gazu.
Oddanie do użytku inwestycji odbędzie się 27 września.
Gazociąg będzie mógł transportować do naszego kraju 10 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie.
Baltic Pipe jest już nagazowany i gotowy do odbioru błękitnego paliwa – powiedział Tomasz Stępień. Szef Gaz-Systemu wziął udział w konferencji energetycznej w Rzeszowie.
Oddanie do użytku inwestycji odbędzie się 27 września. Z tej okazji zaplanowana jest uroczystość. Podkreśla się, iż dotyczy to naszego “energetycznego bezpieczeństwa”.
Wspomniany prezes spółki Gaz-System, pan Tomasz Stępień, wyraził:
Trwają ostatnie przygotowania i od 1 października ruszą dostawy. To jest symboliczna inwestycja, dlatego że wieńczy 30 lat zmagań Polski w zakresie dywersyfikacji dostaw gazu. Przepustowość na zaciągu umożliwi całkowite zastąpienie dostaw gazu, które dotychczas do Polski płynęły z Federacji Rosyjskiej.
Połowa zapotrzebowania kraju
Baltic Pipe łączy polski i duński system przesyłu gazu, przez co Polska będzie otrzymywać paliwo z Norwegii.
Gazociąg będzie mógł transportować do naszego kraju 10 mld metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie. Stanowi to połowę zapotrzebowania w Polsce, albowiem rocznie konsumujemy ponad 20 mld metrów sześc. gazu.