Zdjęcie ilustracyjne

Czterokrotny medalista mistrzostw świata w strzelectwie Tomasz Bartnik / Fot. International Shooting Sport Federation

Mistrzostwa świata w strzelectwie odbywają się od 1897 roku. Rozgrywane są pod patronatem Międzynarodowej Federacji Strzeleckiej (ISSF). Dotychczas wszystkie konkurencje mistrzostw świata (pistolety, karabiny, rzutki, ruchome tarcze) odbywały się co cztery lata na jednych wspólnych zawodach. Dodatkowo osobne mistrzostwa świata w strzelaniu do rzutków odbywały się co dwa lata, a mistrzostwa świata wyłącznie w strzelaniu do ruchomych tarcz odbywają się w każdym roku olimpijskim, ponieważ ta konkurencja została wyłączona z programu Igrzysk olimpijskich. W tym roku strzeleckie mistrzostwa świata nie odbyły się jako jedna wspólna impreza dla wszystkich konkurencji jak co cztery lata. Zawody o tytuły najlepszych na świecie podzielono na trzy osobne imprezy. Najpierw we wrześniu rozegrano mistrzostwa świata w strzelaniu do ruchomej tarczy, a następnie na przełomie września i października mistrzostwa świata w strzelaniu do rzutków i w październiku mistrzostwa świata w strzelaniu z pistoletu i karabinu.

Najlepiej nasi reprezentanci wypadli na niedawno zakończonych mistrzostwach świata w strzelaniu z pistoletu i karabinu, które rozegrano w Kairze (Egipt) w dniach 12 do 27 października. Najpierw srebro wywalczył Tomasz Bartnik w karabinie w trzech postawach na dystansie 50 m. Polak bronił tytułu z 2018 roku. Od początku dnia radził sobie znakomicie. Z piątym rezultatem ukończył eliminacje. Jeszcze lepiej strzelał w drugiej rundzie, w której ustąpił jedynie zawodnikowi z Ukrainy Serhiejowi Kuliszowi. Niestety, w finale od pierwszych strzałów radził sobie gorzej od rywala i przegrał 6:16. Nie udało się tym razem stanąć na najwyższym stopniu podium, ale to dla naszego zawodnika już drugi medal z rzędu wywalczony na mistrzostwach świata w 3 postawach na 50 m.

Drugi krążek dla biało-czerwonych zdobyli Katarzyna Klepacz i Szymon Wojtyna, brąz w konkurencji par mieszanych w pistolecie na 50 metrów. W pojedynku o brązowy medal nasi reprezentanci zwyciężyli Ukraińców Oksanę Kowalczuk i Olecha Omełczuka 16:14. To pierwszy ich tak wielki sukces w karierze.

Swój drugi krążek w Kairze zdobył Tomasz Bartnik. Zawodnik Legii Warszawa ponownie wystrzelał srebrny medal, tym razem w konkurencji karabinu sportowego na dystansie 300 m leżąc. Bartnik uzyskał 598 punktów. O punkt więcej miał Norweg Simon Claussen. Siódme miejsce zajął nasz wicemistrz świata w tej konkurencji z 2018 roku Daniel Romańczyk z wynikiem 597 punktów.

Konkurencje par mieszanych na dystansach 50 i 300 m były w tym roku na mistrzostwach świata w strzelectwie rozgrywane po raz pierwszy w historii. Wcześniej w 2018 roku pary mieszane strzelały tylko na dystansie 10 m. Ten sposób rywalizacji okazał się w tym roku dla nas bardzo szczęśliwy. Po historycznym brązie w zmaganiach pistoletowych doczekaliśmy się jeszcze złota! Tomasz Bartnik i Karolina Kowalczyk zostali pierwszymi w historii polskimi mistrzami świata w strzeleckich konkurencjach par mieszanych. Nasi reprezentanci okazali się najlepsi w karabinie sportowym na dystansie 300 m. w trzech postawach mix. W meczu finałowym Bartnik w parze z Kowalczyk zdecydowanie pokonali Finów Hennę Viljanen oraz Aleksi Leppę 17:3.

Na zakończenie mistrzostw w Kairze Polacy zdobyli jeszcze dwa brązowe medale. Biało-czerwoni stanęli na najniższym stopniu podium w karabinie par mieszanych na 300 m. w postawie leżąc oraz w karabinie na 300 m. leżąc drużyn mężczyzn. Karolina Kowalczyk i Daniel Romańczyk wygrali mecz o trzecie miejsce w karabinie par mieszanych z drugą parą Szwajcarii (Silvia Guignard Snyder i Gilles Vincent Dufoux) 16:10. Dla Kowalczyk to już drugi medal mistrzostw świata po złocie zdobytym w parze z Bartnikiem.

Natomiast Tomasz Bartnik, Daniel Romańczyk i Maciej Kowalewicz w meczu o brązowy medal pokonali Austriaków – Alexandra Schmirla, Patricka Diema i Bernharda Pickla 16:14. Dla Bartnika naszego mistrza świata z 2018 roku to najlepszy start w karierze. W Egipcie zdobył w sumie aż 4 medale, jeden złoty w parach mieszanych, dwa srebra indywidualnie i jeden brąz w drużynie.

Nasi reprezentanci strzelectwa w kategorii seniorów zdobyli w sumie w 2022 roku aż 7 medali. Z mistrzostw świata pistoletowych i karabinowych przywozimy aż 6 krążków, a z mistrzostw świata w strzelaniu do ruchomej tarczy jeden brąz, który we wrześniu wywalczył nasz najbardziej utytułowany strzelec Łukasz Czapla, zdobywca 12 medali mistrzostw świata w historii swoich startów. Zdobywamy więc w tym roku 1 złoto, 2 srebra i 4 brązowe medale na mistrzostwach świata w strzelectwie. Gratulacje!

Wyniki mistrzostw świata w Kairze TUTAJ

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Maciej Łodyga, autor książki "Chrześcijaństwo a duch świata Zachodu". / Fot. Maciej Łodyga.

Zobacz także: Powstanie Cmentarz Wojenny Wyklętych! Prezes IPN: „Historia ludzi w ich DNA” [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Co skłoniło Cię do napisania książki pt.: „Chrześcijaństwo a duch świata Zachodu” ?

Maciej Łodyga: Na jej temat złożył się cały ciąg zdarzeń. Pamiętam, że 20 lat temu, podczas studiów, rozmawialiśmy raz z kolegami o tezie niemieckiego (pruskiego) socjologa Maxa Webera, że protestantyzm bardziej sprzyja kapitalizmowi niż katolicyzm (w rzeczywistości Max Weber miał na myśli głównie purytan i inne wyznania wywodzące się od Jana Kalwina a nie cały protestantyzm). Pamiętam, że wskazałem kolegom na zachodnie Niemcy i Austrię, jako na kraje, gdzie panuje katolicyzm i także jest dobrobyt. Przypomniałem, że były epoki w historii Europy kiedy katolicka Hiszpania oraz katolicka Francja Ludwików były przodującymi państwami w świecie zachodnim. Rozmowa potoczyła się dalej, ale w głowie utkwiła mi myśl o powiązaniu religii z gospodarką i ogólnie pojętym rozwojem państwa.

Innym razem jeden z wykładowców na studiach podniósł zarzut, że Polska jest katolickim krajem, Maryja jest Królową Polski, ale to innym żyje się lepiej. Z kolei z ust poznańskiego polityka usłyszałem, że w latach 90-tych kraje katolickie bloku komunistycznego poradziły sobie lepiej z transformacją niż kraje prawosławne. Później przyszedł czas na czytanie książek Feliksa Konecznego o historii cywilizacji, s. Michaeli Pawlik o hinduizmie oraz wiele innych o religiach. Wreszcie tarcia z ostatnich 20 lat pomiędzy społeczeństwami zachodnimi oraz imigracją islamską pokazały, że religia nie jest oderwana od życia społeczno-gospodarczego, codziennych obyczajów oraz systemu wartości, na którym opiera się prawo państwowe. Postanowiłem spisać moje spostrzeżenia, przypomnieć, dlaczego starożytni Rzymianie przyjęli chrześcijaństwo a następnie opisać wpływ religii na dzieje Europy i obu Ameryk po wiek XX.

Piotr Motyka: 2000 lat lat to spory okres. Na jakich wydarzeniach skupia się książka?

Maciej Łodyga: Bardziej skupiam się na zjawiskach i wielkich przemianach społecznych, aniżeli na konkretnych wydarzeniach. Zainteresowałem się takimi jak: zniesienie niewolnictwa a później feudalizmu, upadek krajów katolickich i rozwój świata anglosaskiego, rewolucje, myśl niemiecka i podłoże religijne narodowego socjalizmu, laicyzm. Rozważałem podstawowy spór pomiędzy katolicyzmem i protestantyzmem XVI w., czyli stosunek do wolnej woli człowieka. Analizowałem wspomnianą tezę Maxa Webera. Wspomniałem troszkę o masonerii, o której pisał biskup przemyski Józef Sebastian Pelczar. Książkę oparłem o wiele źródeł i publikacji, aby nie spotkać się z zarzutem, że moja argumentacja jest gołosłowna. Indianie też się pojawiają. Nie mogłem pominąć jednej z moich ulubionych książek – „Pamiętnika żołnierza Korteza” konkwistadora Bernala Diaz del Castillo.     

Piotr Motyka: Powróćmy do początku chrześcijaństwa. Jakie największe zmiany społeczne przyniósł światu Jezus Chrystus?

Maciej Łodyga: Najpierw trzeba opisać jak wyglądało społeczeństwo starożytnego Rzymu przed chrystianizacją. W ogromnym skrócie powiem, że z punktu widzenia człowieka spoza elit było to przede wszystkim społeczeństwo niewolnicze. Poza tym w czasach Jezusa świat rzymski był bardziej brutalny i niemoralny niż nasz. W Rzymie mieliśmy nie tylko handel niewolnikami i rzezie gladiatorów w Koloseum, ale także rozwody, przemoc seksualną, aborcje, lupanary, prostytucję. Społeczeństwo było posegregowane na obywateli (patrycjuszy i plebejuszy) oraz pozostałych, na wolnych i niewolnych. Jezus sprawił, że chrześcijanie zaczęli budować w Imperium Romanum małe społeczności alternatywne, które z czasem stały się większością.

Z chrześcijaństwa wywodzi się idea równości ludzi, która przekreśla dzielenie na stany, kasty, czy inne grupy. Z jakichś przyczyn to ludzie Zachodu obalili feudalizm a nie Hindusi podziały kastowe w Indiach. Jezus urzeczywistnił ideę równości mężczyzny i kobiety poprzez wprowadzenie dożywotniej monogamii. Poligamia, która była powszechna w wielu kulturach uderzała w pozycję kobiety oraz rodziła rywalizację pomiędzy jej dziećmi i dziećmi innych żon. Jezus mówił dużo o miłości, aby ludzie nie żyli jak zwierzęta. W świecie zwierząt mamy walkę o byt, gdzie panuje siła, przemoc i nieustanne zabijanie słabszych. Jezus był iskrą, która popchnęła człowieka ku ciągłemu podnoszeniu poziomu cywilizacyjnego. Czasami mam wrażenie, że świat bez chrześcijaństwa byłby światem z „Gry o tron”. Kto oglądał film, ten wie do czego zdolni byli jego bohaterowie.       

Piotr Motyka: Jaki jest wkład chrześcijaństwa w rozwój Europy na przestrzeni wieków?

Maciej Łodyga: We wczesnym średniowieczu Arabowie, którzy podbili ogromne obszary Bizancjum i Persji osiągnęli dzięki temu wyższy poziom cywilizacyjny niż wpółbarbarzyńska Europa. I jak wykorzystali potencjał podbitych społeczeństw? Jak rozwijała się dalej cywilizacja arabska a jak cywilizacja zachodnia? W ciągu kilku wieków schrystianizowana Europa wyprzedziła Arabów, Persów, Turków, Chińczyków i Hindusów a w Ameryce Północnej zbudowała nowożytne imperium. Uważam, że fundamentem sukcesu były wartości etyczne, które chrześcijaństwo zaszczepiło ludziom. Europejczyk słuchał w kościele, że wobec Boga wszyscy ludzie są równi a później wychodził z kościoła i tej równości nie widział. Zaczynał więc myśleć jak to zmienić i działał.

Duch walki o Dobro przeciwko ogólnie pojętemu Złu na świecie, ale i w każdym człowieku rodził ludzi czynu, którzy byli gotowi do nieustannego polepszania życia społeczno-gospodarczego. Nie bez przypadku postęp naukowy był tak szybki w nowożytnej Europie a nie w Chinach albo Imperium Osmańskim. Znane słowa Jezusa o oddaniu co cesarskie cesarzowi a co boskie – Bogu przesądziły o powstaniu dwuwładzy – świeckiej i kościelnej, z których żadna nie zdobyła monopolu nad ludźmi. Służyło to upodmiotowieniu społeczeństw. Niezależność Kościoła stała się przeciwwagą dla władzy świeckiej, często despotycznej, absolutnej, później totalitarnej. Z kolei władza świecka pilnowała, aby nie zrodziły się w Europie teokracje.

Piotr Motyka: W jaki sposób Polacy traktują dziś Jezusa Chrystusa?

Maciej Łodyga: Mam wrażenie, że polski katolicyzm to głównie sfera obrzędowa: Wigilia i Wielkanoc, choinka i święconka, czyli obchodzenie świąt oraz obyczaje. Kiedy protestanci przeszli na języki narodowe, pozwoliło im to czytać Biblię. Poza tym w wielu społecznościach, nie tak folwarcznych jak nasze, ludzie mieli na to czas i możliwości. W Polsce, na Litwie i Rusi mieliśmy tak ogromny wyzysk stanu chłopskiego, że ten zajmował się walką o przetrwanie o nie nauką czytania i poznawaniem Biblii. Zdaje się, że pewne zwyczaje feudalne pozostały do lat 90-tych: uczono nas pieśni, modlitw i chodzenia na msze, ale już nie tłumaczono, dlaczego to katolicy mają rację a nie protestanci, dlaczego chrześcijanie mają rację a nie muzułmanie albo hindusi, dlaczego słowa Biblii są słuszne a nie zarzuty jej krytyków.

Tymczasem przez ostatnie 30 lat wyrosło nam wykształcone pokolenie, do którego nie można kierować religii w taki sposób jak do społeczeństwa robotniczo-chłopskiego z czasów Gomułki. Myślę, że młody człowiek zainteresuje się stroną filozoficzną religii, etyką, dyskusją o sensie życia, analizą tekstów biblijnych, ale niekoniecznie szczegółami dotyczącymi postów i obrzędów. Być może niektórzy myśleli, że katolicyzm w Polsce utrzyma się na pielgrzymkach i kremówkach, więc dzisiaj Jezus stał się dla wielu jednym z wielu myślicieli. Kimś, kto dobrze mówił i czynił, ale co z tego wynika w ich życiu, to już ich to nie interesuje. Sytuacja jest jednak na szczęście u nas nadal dużo lepsza niż na Zachodzie. Jest jeszcze widoczny odsetek osób, które do religii podchodzą na poważnie.    

Piotr Motyka: Jaka jest Twoim zdaniem przyszłość chrześcijaństwa w społeczeństwach zachodnich?

Maciej Łodyga: Aktualnie chrześcijaństwo jest w fazie upadku. Wątpię, aby fala odnowy wyszła z Hiszpanii, Francji, Włoch czy Irlandii, dlatego jeśli my w Polsce się nie ruszymy, to młode pokolenie Polaków skopiuje historię Europy zachodniej. Konieczne jest zakwestionowanie całego systemu, na którym opiera się świat zachodni. Dziś wolność nie jest ograniczona kategoriami etycznymi opartymi na etyce chrześcijańskiej. Dziś wolno mi czynić to co nie ogranicza wolności innej osoby. Skutkiem takiego myślenia jest stwierdzenie, że np. poligamia, kazirodztwo czy prostytucja nie są złe, jeśli nie ma przymusu. Wkraczamy w świat, który nie ma nic wspólnego z Jezusem.

Kilka lat temu byłem na spotkaniu z profesorem prawa. Kiedy zapytałem go czy pewne rozwiązanie prawne w Holandii jest słuszne, odpowiedział, że on go nie oceni, ponieważ oceny są kategoriami moralnymi. On już myślał poza Dobrem i Złem. Liczyło się tylko to czy jakieś zachowanie było legalne czy nielegalne. Sądzę, że bez zakwestionowania państwa laickiego, w którym kategorie Dobra i Zła określa parlament, czyli władza świecka, powielimy Zachód. Dobrem stanie się wszystko co zalegalizuje władza a etyka stanie się państwowa. Sedno tkwi w wytłumaczeniu młodzieży, dlaczego niektóre zachowania oparte na wolnym wyborze są złe, tzn. dlaczego korzystanie z wolności nie zawsze jest etycznie dobre. Nie ocenię dalszej przyszłości, ponieważ jest zbyt wiele niewiadomych.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad i życzę wszystkiego najlepszego, szczęść Boże!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zainteresowanych nabyciem książki autorstwa Macieja Łodygi, “Chrześcijaństwo a duch świata Zachodu”, informujemy, że dostępna jest w Wydawnictwie Paulinianum, Księgarni Dębogóra w Poznaniu i wielu innych księgarniach internetowych, zachęcamy!

Władimir Putin

Władimir Putin / fot. PAP/EPA/ALEXEI DANICHEV / KREMLIN POOL / SPUTNIK /

Rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Wang Wenbin poinformował, że Pekin odbył rozmowę z szefem rosyjskiej Siergiejem Ławrowem. Moskwa wyraziła gotowość do wznowienia dialogu zarówno z Ukrainą jak i Stanami Zjednoczonymi. 

Chiny z zadowoleniem przyjmują gotowość Rosji do prowadzenia dialogu i wznowienia negocjacji z Ukrainą i Stanami Zjednoczonymi

– przekazał rzecznik chińskiej dyplomacji Wang Wenbin.

Jak poinformowano, obie strony omówiły również kwestię niedopuszczenia do użycia broni masowego rażenia. Wenbin przekazał, że zdaniem Chin należy unikać dalszej eskalacji, aby zapobiec katastrofom humanitarnym.

Czytaj więcej: Katastrofa samolotu we Włoszech. Uderzył w zbocze Etny [+WIDEO]

Putin odrzucił porozumienie

Kilka tygodni temu agencja Reutera informowała, że prezydent Rosji Władimir Putin odrzucił warunki porozumienia, które były dla Rosji korzystne. Chodziło o blokadę dołączenia Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Po zapoznaniu się ze szczegółami porozumienia, Putin miał dać do zrozumienia, że uzgodnienia nie idą wystarczająco daleko i zdecydował się kontynuować inwazję. 

30 września prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński poinformował, że Ukraina składa wniosek o dołączenie do NATO w trybie przyśpieszonym. Stwierdził też, że Ukraina jest gotowa do rozmów pokojowych, pod warunkiem, że zmieni się prezydent Rosji. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

polsatnews.pl

PiS

Urna wyborcza / fot TT/@PolskieSluzby

  • Podczas ostatniego spotkania z wyborcami w Pruszkowie prezes Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że opozycja będzie chciała robić awanturę przed lokalami.
  • Jarosław Kaczyński zaproponował, aby utworzyć specjalny korpus ochrony wyborów.
  • Ten pomysł bardzo nie przypadł do gustu politykom z opozycji.
  • Wicemarszałek sejmu Piotr Zgorzelski nazwał ten projekt jako ORMO-bis.
  • Zobacz także: Gubernator Karoliny Południowej: “Małżeństwo powinno być między mężczyzną a kobietą”

Podczas spotkania z wyborcami w Pruszkowie prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zapowiedział utworzenie korpusu ochrony wyborów.

My musimy, poza innymi rzeczami – ich trzeba bardzo dużo zrobić – stworzyć “korpus ochrony wyborów”. Bo druga strona już właściwie zapowiada, że będzie chciała przy okazji wyborów zrobić wielką awanturę, że jak będą niekorzystne wyniki, to ich nie uzna

– zapowiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Czytaj więcej: Rzecznik Episkopatu: “Spotkanie ambasadorów w nuncjaturze było zwyczajowe”

Zgorzelski krytykuje

Propozycja Kaczyńskiego wywołała krytykę ze strony polityków opozycji. W piątek podczas rozmowy na antenie RMF FM do krytyki dołączył wicemarszałek sejmu Piotr Zgorzelski z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Poseł nazwał wprost ten pomysł jako ORMO-bis.

Czy pan sobie wyobraża, pan jest młody, pan nie pamięta, ale była taka ochotnicza formacja wspierająca władzę w czasach PRL-u. To jest odwzorowanie czegoś takiego. Nie ma i potrzeby pilnowania wyborów przez ORMO-bis, ponieważ jest policja państwowa, która powinna tego pilnować

– stwierdził Piotr Zgorzelski.

Jednak pomysł utworzenia korpusu ochrony wyborów nie był jedną propozycją PiS, jaką skrytykował Zgorzelski. Według niego równie złą propozycją jest zwiększenie liczby komisji wyborczych.

Zdaniem polityka, PiS przewiduje swoją porażkę, dlatego wdraża różne pomysły, które bywają kuriozalne.

Słyszał pan taki pomysł, że trzeba zrobić komisje wyborcze przy kościołach, a może od razu przy konfesjonale. Najpierw wierny niech się wyspowiada, że będzie głosował na PiS, a później niech to czynem potwierdzi głosując

– dodał poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, 300polityka.pl

MON Rosji Szojgu ostrzega Zachód

MON Rosji Siergiej Szojgu / Fot. Twitter

  • W piątek minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił koniec częściowej mobilizacji, którą ogłosił Władimir Putin 21 września.
  • Minister przekazał prezydentowi Rosji, że zrealizowano wyznaczone zadania i powołano 300 tys. osób.
  • Na front miało już trafić 82 tys. osób po częściowej mobilizacji.
  • Zobacz także: Stoltenberg ostrzega USA: “Nie dajcie wygrać Rosji”

Ogłaszając mobilizację 21 września, Władimir Putin i jego minister obrony Siergiej Szojgu mówili, że powołanych ma być 300 tys. rezerwistów. Z kolei 14 października prezydent Rosji zadeklarował, że do końca miesiąca zostanie ukończony pobór.

W piątek rosyjski minister obrony poinformował Putina o zakończeniu częściowej mobilizacji. Jak dodał, wojskowe biura rejestracji i rekrutacji będą kontynuować rekrutację wyłącznie poprzez przyjmowanie ochotników i kandydatów do służby kontraktowej.

Jak przekazał Szojgu, zrealizowano wyznaczone zadanie i pod broń powołano 300 tys. osób. 

Nie planuje się żadnych innych zadań mobilizacyjnych

– powiedział rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu.

Rosyjska agencja TASS informuje, że w ramach mobilizacji powołano ponad 1,3 tys. przedstawicieli władz wykonawczych różnych szczebli. Jako ochotnicy do wojska poszło 13 tys. osób.

Na front miało już trafić 82 tys. osób po częściowej mobilizacji. 218 tys. nadal odbywa ćwiczenia. Średnia wieku powołanych w ramach mobilizacji częściowej wynosiła 35 lat.

Czytaj więcej: Bąkiewicz o wywiadach Winnickiego i Tumanowicza w TVN: Żenujące

Zmobilizowani żołnierze bardzo szybko trafiają na front

Szojgu mówił także, że szczególną uwagę przywiązuje się do przygotowania zmobilizowanych przed wysłaniem do Ukrainy.

Ukraiński projekt InformNapalm miał przeanalizować częściowe dane na temat śmierci rosyjskich żołnierzy wysłanych na front po ogłoszeniu mobilizacji. Według pozyskanych danych, zmobilizowani żołnierze trafiają na Ukrainę zaledwie w ciągu 7 dni po otrzymaniu wezwania.

Wszyscy zabici byli powołani jeszcze w pierwszym tygodniu mobilizacji we wrześniu. Pierwsze informacje o zabitych pojawiły się 4 października. Średnio ‘mobik’ (zmobilizowany) trafia na Ukrainę w ciągu siedmiu dni. Zdarzały się i przypadki ekspresowe, gdy ‘mobik’ trafiał na Ukrainę na trzeci dzień po mobilizacji

– poinformował portal.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Katastrofa samolotu we Włoszech

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • W czwartek późnym popołudniem doszło do katastrofy z udziałem samolotu gaśniczego.
  • Podczas pobierania wody na zboczu Etny pilot nie zdążył w porę podnieść maszyny.
  • Ta rozbiła się o górę powodują spory pożar.
  • Choć oficjalnie dwóch pilotów uznaje się za zaginionych to prawdopodobnie oboje zginęli w katastrofie.
  • Zobacz także: Bąkiewicz o wywiadach Winnickiego i Tumanowicza w TVN: Żenujące

Samolot Canadair od środy był wykorzystywany do gaszenia pożaru w okolicy miejscowości Linguaglossa w prowincji Katania na Sycylii. Rozbił się w czwartek, podczas gdy ładowano na niego wodę na zboczu Etny. Na pokładzie znajdowało się dwóch pilotów, których na razie uznaje się za zaginionych. Ich poszukiwania wstrzymano, gdy zrobiło się ciemno.

Na miejscu zdarzenia w dolinie Calcinera pozostała wówczas mała grupa wolontariuszy z Obrony Cywilnej i ratowników. Wcześniej pojawili się też karabinierzy. Jak poinformowała włoska straż pożarna, poszukiwania wznowiono w piątek rano.

Ze wstępnych informacji wynika, że samolot uderzył o krawędź góry.

Na pokładzie było dwóch pilotów – komendant i zastępca dowódcy

przekazał w wywiadzie dla Rainews24 rzecznik straży pożarnej Luca Cari.

Dyrektor regionalnego oddziału Obrony Cywilnej Salvatore Cocina przekazał, że jego zespoły widziały upadek samolotu oraz dym; następnie doszło do kilku eksplozji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com

Gubernator Karoliny Południowej broni małżeństwa

Gubernator Karoliny Południowej Henry McMaster / Fot. Twitter

  • Gubernator Karoliny Południowej Henry McMaster jasno opowiedział się w obronie instytucji małżeństwa.
  • Jego zdaniem małżeństwo dotyczy wyłącznie kobiety i mężczyzny.
  • Uważa on również, że chłopcy powinni uprawiać sporty dla mężczyzn, a dziewczynki dla kobiet.
  • Zobacz także: Solo śluby. Kapłan ostrzega przed banalizacją małżeństwa

Gubernator Karoliny Południowej Henry McMaster podczas przedwyborczej debaty został zapytany, czy Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych może zezwolić stanom na ograniczenie małżeństwa do jednego mężczyzny i jednej kobiety.

Myślę, że małżeństwo powinno być między mężczyzną a kobietą, tak jak uważam, że chłopcy powinni grać w sporcie chłopców, a dziewczęta w sporcie dla dziewcząt

– podkreślił gubernator Karoliny Południowej Henry McMaster.

Jego przeciwnik, lewicowy demokrata Joe Cunningham, skrytykował McMastera za jego poparcie dla nierozerwalnej instytucji małżeństwa. Cunningham oskarżył także republikańskiego gubernatora o prowadzenie Karoliny Południowej do lat pięćdziesiątych.

Czytaj więcej: Polska straci miliony euro z UE. Bruksela nie odpuszcza ws. sądownictwa

Lewicowy kandydat popierający homomałżeństwa

Joe Cunningham to były kongresman, który prowadzi kampanię na rzecz legalizacji aborcji, marihuany i hazardu w stanie.

Poparcie dla małżeństwa ze strony gubernatora McMastera pojawiło się w czasie, gdy aktywiści homoseksualni wpłynęli na konserwatywne grupy i zmusili je do bagatelizowania kwestii małżeństwa lub zajęcia stanowiska na rzecz tzw. małżeństwa osób tej samej płci.

W lipcu 47 republikanów połączyło się z Demokratami w Izbie Stanów Zjednoczonych, by uchwalić ustawę, która uczyni tzw. małżeństwo homoseksualne prawem federalnym. Ustawodawstwo wymagałoby również uznania przez władze federalne każdej nowej definicji małżeństwa, takiej jak poligamia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

lifesitenews.com

Donald Trump

Donald Trump / fot. Gage Skidmore Wikimedia Commons

  • Elon Musk w czwartek sfinalizował zakup za 44 mld dol. platformy społecznościowej Twitter.
  • Krótko po dokonaniu transakcji zwolnił kilku czołowych menadżerów, na czele z byłym dyrektorem zarządzającym Paraga Agrawala.
  • Były prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w bardzo ciepłych słowach skomentował zakup Muska.
  • Panowie w przeszłości często nie zgadzali się w niektórych kwestiach jak w przypadku odrzuceniu przez Trumpa Paktu Klimatycznego.
  • Jednakże zradykalizowanie się liberałów oraz cenzura promowana przez lewicę, zbliżyła do siebie te dwie postacie.
  • Zobacz także: Elon Musk w siedzibie Twittera. Do budynku wszedł ze… zlewem [+WIDEO]

Właściciel spółki Tesla Elon Musk w czwartek sfinalizował przejęcie Twittera. Zakup jednego z najpopularniejszych mediów społecznościowych na świecie kosztował Amerykanina 44 mld dolarów.

Jedną z pierwszych decyzji Elona Muska było zwolnienie czołowych menedżerów, których oskarżył o wprowadzenie go w błąd co do liczby kont spamowych na platformie. Musk zwolnił szefa Twittera Paraga Agrawala, dyrektora finansowego Neda Segala.

Elon Musk zwolnił także szefową ds. prawnych Vijaya Gadde, o której mówi się, że to właśnie ona zdecydowała o usunięciu Donalda Trumpa z Twittera. Tym samym media spekulują, czy w niedalekiej przyszłości konto byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych nie zostanie przywrócone.

CZYTAJ WIĘCEJ: Elon Musk przejął Twittera. Od razu zwolnił czołowych dyrektorów firmy

Trump komentuje

Teraz do całej sprawy odniósł się były prezydent Stanów Zjednoczonych. Zdaniem Donalda Trumpa Twitter znajduje się teraz w zdrowych rękach.

Jestem bardzo szczęśliwy, że Twitter jest teraz w zdrowych rękach, i nie będzie już prowadzony przez radykalnych lewicowych szaleńców i maniaków, którzy naprawdę nienawidzą naszego kraju

– napisał Donald Trump na swojej platformie Truth Social.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Uczelnia Collegium Intermarium opublikowała oświadczenie, w którym odnosi się do publikacji medialnych atakujących szkołę. Placówka zaznacza, że doniesienia na temat niewielkiej liczby studentów uczelni są “nieprawdziwe i nieścisłe”. Zdaniem CI, “zainteresowanie studiami jest optymalne”.

Oświadczenie jest odpowiedzią na zarzuty sformułowane przez aktywistę LGBT Jakuba Gawrona. Na podstawie informacji pozyskanych w Ministerstwie Edukacji i Nauki stwierdził on, że uczelnia przyjęła 4 osoby na pierwszy rok studiów stacjonarnych na kierunku prawo. Doniesienie powieliły niektóre media, m.in. “Gazeta Wyborcza”, “Newsweek” czy Onet.

Do publikacji medialnych odniosła się sama uczelnia. Collegium Intermarium zaznacza, że informacje jakie pojawiły się na temat placówki są “nieprawdziwe i nieścisłe”. W opinii władz szkoły, “podstawową patologią polskiego szkolnictwa wyższego stała się anonimowość i masowość kształcenia na Uczelniach”. Z kolei CI, “nie tylko nigdy nie aspirowała do bycia dużą szkołą wyższą, ale przede wszystkim wdrażała system indywidualnego i wszechstronnego podejścia do naszych studentów”.

Władze uczelni wskazują, że korzystają “z doświadczeń prestiżowych amerykańskich uczelni realizujących program klasycznej edukacji”. Szkoły, którymi inspiruje się Collegium to Thomas Aquinas College w Massachussets, Magdalen College of the Liberal Arts w New Hampshire czy Ave Maria School of Law w stanie Floryda. CI podkreśla, że placówki te “kształcą łącznie od 60 do około 150 studentów w ramach 3 i 4-letnich programów studiów”.

W oświadczeniu czytamy również, że “nieprawdziwe są informacje przekazywane w mediach jakoby program dydaktyczny Uczelni nie cieszył się zainteresowaniem studentów i słuchaczy”. Jak podaje uczelnia, w ubiegłym roku uruchomiono pierwszy rok kierunku prawo, na którym studiowało 15 osób. Na drugi rok było 16 chętnych, z czego przyjęto 4 osoby. Collegium informuje, że “w ramach kilku programów studiów podyplomowych w pierwszym roku działalności Uczelni w zajęciach brało udział 117 osób (w tym 18 osób z kilku krajów na anglojęzycznych studiach LLM in International Human Rights), zaś w roku akademickim 2022/2023 liczba słuchaczy wynosi już 159”. Zdaniem władz CI, “zainteresowanie studiami jest optymalne”.

Uczelnia przypomina też sukcesy jakie odniosła w ciągu kilkunastu miesięcy działalności. W oświadczeniu wspomniano m.in. o “6 dużych zagranicznych i polskich konferencjach naukowych”, oraz współpracą z “Instytutem ISEEP w Lyon, Ave Maria School of Law w Naples w Stanach Zjednoczonych, Akademią Zamojską w Zamościu, jak również Patrimonim Sancti Adalberti w Pradze”. CI zaznacza również, że jego celem “jest budowanie silnej oraz trwałej elity skoncentrowanej na dbałości o dobro Rzeczypospolitej Polskiej, a także pielęgnowaniu tożsamości krajów Międzymorza”. 

Działalność Collegium Intermarium została zainaugurowana w maju 2021 r. Uczelnia została utworzona przy współpracy Instytutu Ordo Iuris i Fundacji “Edukacja do Wartości”.

Siergiej Andriejew

Ambasador Rosji w Warszawie / fot. youtube/Onet

  • W czwartek w nuncjaturze apostolskiej odbyło się spotkanie z ambasadorami przebywającymi w naszym kraju.
  • Nuncjatura zaprosiła na nie również rosyjskiego dyplomatę Siergieja Andriejewa.
  • Część gości nie była z tego faktu zadowolona, ze względu na to, że nie powiadomiono ich o tym wcześniej.
  • Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak otrzymał informację, że było to zwyczajowe spotkanie.
  • Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch zaznaczył, że rosyjski ambasador mógł wziąć udział w tym spotkaniu.
  • Zobacz także: Węgry i Gruzja pracują nad “energetycznym rurociągiem” do Europy

W czwartek “Rzeczpospolita” poinformowała, że nuncjatura apostolska w Polsce zaprosiła na przyjęcie ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa. Jak pisze gazeta, dla części gości, w tym także innych ambasadorów, którzy nie byli poinformowani o obecności Andriejewa, stanowiło niemały problem.

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak odniósł się do tej kontrowersyjnej sprawy. W odpowiedzi na prośbę wielu zainteresowanych napisał on do nuncjatury apostolskiej o złożenie wyjaśnień.

Otrzymałem wyjaśnienie, że środowe spotkanie ambasadorów w nuncjaturze było zwyczajowym spotkaniem pożegnalnym i powitalnym z okazji zakończenia czy rozpoczęcia misji niektórych z nich. Jest ono okresowo organizowane przez nuncjusza apostolskiego, jako dziekana korpusu dyplomatycznego, dla ambasadorów akredytowanych w Warszawie. Na spotkaniu tym, które miało charakter rutynowy, nie są prowadzone żadne rozmowy formalne

– przekazał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak.

Czytaj więcej: Drony Bayraktar trafiły do polskiej armii. Błaszczak: “Dynamicznie wzmacniamy zdolności Wojska Polskiego”

Kancelaria prezydenta o spotkaniu w nuncjaturze

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch odnosząc się do spotkania ambasadorów w nuncjaturze apostolskiej zaznaczył, że rosyjski dyplomata również mógł się na nim znaleźć.

Mieści się absolutnie; zapraszanie akredytowanych w Polsce ambasadorów, a ambasador Rosji jest w Polsce akredytowany i nikt go z Polski nie wyrzucił i nieznane są mi na razie takie plany

– podkreślił Jakub Kumoch.

Kumoch zaznaczył, że jeśli inni ambasadorowie nie wiedzieli wcześniej o obecności Andrijewa na przyjęciu to “rzeczywiście mógł być jakiś zgrzyt, bo nie każdy chce spotykać daną osobę”. Dodał, że to sama Rosja doprowadziła swój kraj, kraje ościenne a także swoją dyplomację do takiej sytuacji.

Bardzo współczuję dyplomatom rosyjskim w tych czasach, ponieważ zasłużenie podlegają oni pewnemu ostracyzmowi czy bojkotowi, bo pokazanie się dzisiaj z rosyjskim ambasadorem nie jest czymś, co dodaje dyplomacie punktów. Więc jak nie trzeba, to myślę, że dla wielu jest to problem

-stwierdził Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

gosc.pl