Co będzie dalej z frakcją Jarosława Gowina w Sejmie? Jeden z jej posłów zdradza mediom szczegółowe ustalenia po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim.

W środę późnym wieczorem pojawiła się informacja, że liderzy PiS i Porozumienia zawarli umowę ws. wyborów prezydenckich. Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin wydali wspólne oświadczenie, w którym przekazali, że ugrupowania przygotowały rozwiązanie, które zagwarantuje Polakom możliwość wzięcia udziału w demokratycznych wyborach.

“Po 10 maja 2020 r. oraz przewidywanym stwierdzeniu przez SN nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, Marszałek Sejmu ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie” – poinformowali Gowin i Kaczyński.

Nowy klub w Sejmie?

To jednak nie wszystko, co ustalili politycy.

Partia Jarosława Gowina może utworzyć własny klub parlamentarny – przekazał w rozmowie z “Dziennikiem Zachodnim” poseł Porozumienia Andrzej Sośnierz. Jak podkreśla, to jeden z elementów umowy.

Do utworzenia klubu parlamentarnego potrzebnych jest 15 posłów. Według informacji Onetu, może to być trudne, bo w Porozumieniu doszło ostatnio do poważnego sporu. Jeśli 15 posłów tej partii opuści klub PiS, będą mogli założyć własny.

Jak przekonuje Sośnierz, chodzi o “uzyskanie własnej, wyraźniejszej podmiotowości”. – Teraz wszystkie decyzje będą musiały być uzgadniane z drugim klubem. Nie zamierzamy rozwalać obozu Zjednoczonej Prawicy i najlepiej pokazało to postępowanie Gowina. O osobnym klubie rozmawialiśmy od dłuższego czasu. Nadeszła dobra okazja, by go zrealizować – podkreśla poseł Porozumienia.

We wtorek media poinformowały, że jednym z punktów “dealu” między Jarosławem Gowinem a Jarosławem Kaczyńskim jest wyrzucenie z rządu wiceministra aktywów państwowych Zbigniewa Gryglasa. Następnie polityk ma zostać usunięty z szeregów partii za występowanie przeciwko jej liderowi.

DORZECZY

Dodano w Bez kategorii

Podczas sejmowych obrad głos zabrał poseł Porozumienia Michał Wypij, który podczas kryzysu wewnątrz Zjednoczonej Prawicy kilkukrotnie zmieniał strony konfliktu: -Chciałbym podziękować naszym partnerom, zwłaszcza Jarosławowi Kaczyńskiemu – mówił.

“Polacy zyskukują wybory, które w pełni będą wolne i demokratyczne (…) za tę dojrzałość polityczną chciałbym podziękować naszym partnerom, zwłaszcza J.Kaczyńskiemu” – Michał Wypij. Nie, Polacy niczego nie zyskują. Wolne i demokratyczne wybory wszystkim się po prostu należą.

Poseł Wypij streścił swoje przemówienie na Twitterze.

Tak skomentował słowa posła Porozumienia Robert Winnicki z Konfederacji: “Z całym szacunkiem Panie Pośle, nawet Jarosław Kaczyński zaśmiewał się pod maseczką podczas Pańskiego wystąpienia. Milczenie byłoby złotem, naprawdę”

Sejm odrzuca weto

W czwartkowym głosowaniu w Sejmie za odrzuceniem uchwały Senatu opowiedziało się 236 posłów, przeciwko było 213, wstrzymało się 11.

Do odrzucenie uchwały Senatu koniecznych było 231 głosów, ponieważ w głosowaniu wzięli udział wszyscy 460 posłowie.

Ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 r. została uchwalona przez Sejm 6 kwietnia z inicjatywy PiS. Przewiduje, że głosowanie w tegorocznych wyborach prezydenckich ma być tylko korespondencyjne.

TWITTER

Dodano w Bez kategorii

W stałym, czwartkowym cyklu Komentarza Mediów Narodowych red. Krzysztof Lech Łuksza odniósł się do niespodziewanego dla wielu osób porozumienia, zawartego między Jarosławem Kaczyńskim a Jarosławem Gowinem. – Może Gowin się przelicytował, a może od początku miała to być taka szopka – oceniał. W programie także o debacie prezydenckiej.

– Cóż to za emocje polityczne były wczoraj? Nie dość, że debata, to jeszcze jak grom z jasnego nieba wiadomość nas doszła: Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin doszli do porozumienia – rozpoczął program red. Łuksza. Gość Mediów Narodowych ocenił, że być może ta sytuacja od początku miała być taką szopką. – Ja na pewno nie wierzyłem w możliwość przeprowadzenia wyborów 10 maja przy tej całej indolencji Jacka Sasina, który był za to wszystko odpowiedzialny.

Red. Agnieszka Jarczyk zauważyła, że o losie wyborów zdecydowało de facto dwóch szeregowych posłów, nie pełniących w rządzie żadnych funkcji. Jak wobec tego ocenić postawę urzędującego prezydenta? – Są doniesienia w prasie nieprzychylnej obozowi rządzącemu, że Andrzej Duda miał wiedzieć o tym, co się stanie i do tego grona dopuszczono też Mateusza Morawieckiego. Nie wiemy, jak to wyglądało, ale wydaje mi się, że prezydent mógł jednak łaskawie dostać wcześniej jakieś informacje od Jarosława Kaczyńskiego. Jego słaby występ w debacie mógł o tym świadczyć – stwierdził red. Łuksza.

W programie dziennikarze odnosili się także do formalnych aspektów wytworzonej, na skutek porozumienia, sytuacji. – To naginanie prawa. Ta sytuacja rodzi też niebezpieczeństwo na przyszłość, a mianowicie: jeśli np. sondaże będą niekorzystne dla którejś opcji, to ta będzie mogła w podobny sposób zareagować doprowadzając do unieważnienia wyborów i rozpisania ich na nowo – mówił Krzysztof Lech Łuksza.

Przechodząc do wątku związanego z oceną debaty prezydenckiej, jaka miała miejsce w siedzibie TVP, red. Łuksza zaznaczył, że debaty są w dużej mierze przeceniane. – Owszem, bywają takie, które w istotny sposób mogą wpłynąć na rzeczywistość polityczną i wylansować kogoś, tzw. efekt Zandberga – stwierdzał. – Teraz natomiast nie było czegoś takiego.

Więcej w programie:

Dodano w Bez kategorii
Poseł Robert Winnicki

Poseł Robert Winnicki / Fot:Twitter

– Skoro partia jest wszystkim, a państwo jest niczym, dokładnie tak jak już było ponad 30 lat temu, to po co te fasady? – pytał poseł Robert Winnicki podczas posiedzenia Sejmu. 

Sejm odrzucił dziś uchwałę Senatu w sprawie wyborów prezydenckich. Oznacza to, że głosowanie zostanie przełożone. Sąd Najwyższy ma uznać majowe wybory za nieważne, z powodu braku ich przeprowadzenia.

Po głosowaniu Sejmu z mównicy wypowiedział się na ten temat poseł Robert Winnicki.

Bo skoro partia jest wszystkim, a państwo jest niczym, dokładnie tak jak już było ponad 30 lat temu, to po co te fasady? – pytał polityk.

Po co jakieś fasady w postaci marszałka Sejmu, w postaci Państwowej Komisji Wyborczej, Sądu Najwyższego? – kontynuował.

[OPINIA] Maliński: Który zabór był najgorszy i dlaczego austriacki?

W czasie kiedy jest epidemia, susza, wyzwania geopolityczne, pan wikła państwo wewnętrznie – mówił Winnicki zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego.

Mam tylko jeden apel: nie upokarzajcie bardziej Sądu Najwyższego, bo już wystarczy że postawiliście zwolennika związków homoseksualnych na jego czele – stwierdził poseł.

Dodano w Bez kategorii

/ interia.pl

W najbliższą sobotę i niedzielę ma obowiązywać cisza wyborcza – podaje Onet.pl powołując się na źródła w Państwowej Komisji Wyborczej. Stanie się tak, mimo że głosownie zostanie przełożone.

Wczoraj PiS i Porozumienie zawarły porozumienie w sprawie głosowania. Dzisiaj Sejm odrzucił weto Senatu dotyczące wyborów korespondencyjnym. Oznacza to, że posłowie zgodzili się na głosowanie kopertowe.

Kompendium wiedzy dla prorodzinnych samorządów. Przewodnik Ordo Iuris na temat Samorządowej Karty Praw Rodzin

Wybory zatem nie odbędą się 10 maja, choć nikt tego oficjalnie nie potwierdził. W najbliższą sobotę i niedzielę ma jednak obowiązywać cisza wyborcza. Będzie tak dlatego, że głosowania nie można odwołać w trybie międzypartyjnego porozumienia.

Dodano w Bez kategorii

MICHAŁ MALIŃSKI || Co z tego, że administracja Galicji mówiła po polsku, skoro całe wsie umierały w męczarniach z głodu? Na co nam swobody narodowe w sytuacji kiedy naród jest tak osłabiony i schorowany, że nie może podjąć żadnego działania na rzecz dobra wspólnego?

Na wstępie naszych rozważań, chciałbym zaznaczyć, że nie było czegoś takiego jak dobry zabór. Każdy z nich był formą okupacji. Nic nigdy nie zastąpi niepodległego i suwerennego państwa narodowego.

Warto jednak pamiętać, że niczym  w Boskiej Komedii Dantego istniały kręgi piekielne – różnice w poszczególnych zaborach były znaczne. Szkoła, a także historiografia Polska nakazała nam przyjmować optykę, wedle której to Austria jawi się jako najbardziej liberalny zabór, gdzie zostały zachowane wszelkie wolności obywatelskie i prawo do kultywowania polskich zwyczajów oraz kultury. Prusy są opisane jako miejsce, gdzie żyło się najdostatniej, wdrażano konieczne reformy gospodarcze. Z drugiej zaś strony Hakata i Kulturkampf niewiele odbiegały od poglądów nazistów w kwestii polskiej. Uczono nas także, że zabór rosyjski był najgorszy, ponieważ Rosja zawsze jest zła – nie trzeba tego w żaden merytoryczny sposób argumentować.  Prawda jednak okazuje się być nieco bardziej złożona. Zapraszam zatem do podróży przez wszystkie kręgi piekielne zaboru austriackiego.

W pierwszej kolejności trzeba zaznaczyć, że mitologizowane dzisiaj swobody narodowe i obywatelskie zaczęły się w Austrii na dobrą sprawę dopiero po roku 1848, kiedy to pod wpływem tak zwanej Wiosny Ludów wielonarodowa monarchia Habsburgów musiała poczynić pewne ustępstwa na rzecz narodów ją zamieszkujących. Do tego momentu trudno mówić o dobrym położeniu Polaków nawet w tym kontekście. Kolejną datą graniczną będzie rok 1860 zmieniający na korzyść sytuację Polaków w Galicji i rok 1867, kiedy to powstaje dualistyczna monarchia Austro-Węgierska a narody zamieszkujące ją otrzymują szereg swobód obywatelskich, to też okres od którego możemy mówić o pełnej niemalże wolności promowania polskiej: kultury, administracji i szkolnictwa. Widzimy zatem jak na dłoni, że największy atut bycia poddanym austriackim de facto istniał tylko przez pewien okres trwania zaborów. Ponadto nawet w represyjnych politycznie Prusach zbudowano polską spółdzielczość i monumentalny ruch narodowy. W kwestiach kultury mimo rusyfikacji przodował zabór rosyjski. To on wydał świat dwóch literackich noblistów-Polaków. Co ciekawe – nasi rodacy pełniący czołowe funkcje polityczne w Wiedniu, zachowywali siłą rzeczy pełną lojalność względem zaborcy, a ich dziedzictwo nie odegrało większej roli w II RP. Oni sami także nie pełnili kluczowych ról w odrodzonym państwie Polskim – jeśli oczywiście tych czasów dożyli.

Jednakże faktem, który sprawia, że zabór austriacki był najgorszy jest poziom życia, który w XIXw. uchodził za najniższy w Europie ( tak, było gorzej niż w Irlandii). Ogromna klęska głodu trwająca wiele dekad według różnych źródeł pochłonęła od  250 000 do 500 000 ofiar śmiertelnych. Liczby te poznałem za pośrednictwem artykułów naukowych publikowanych przez historyków polskich, amerykańskich czy nawet ukraińskich. Stanisław Szczepanowski, wybitny ekonomista, badacz i kronikarz tamtych czasów alarmował, że były lata, gdzie liczba ludzi zmarłych z głodu wynosiła 50 000 w ciągu jednego roku. Średnia długość życia w zaborze austriackim wynosiła wówczas 27 lat. Prasa z tamtego okresu opisuje szereg makabrycznych wydarzeń. Martwe wioski, dzieci-kościotrupy czy nawet przypadki kanibalizmu. Złą sławą cieszyły się tzw. fabrykantki aniołków. Starsze panie, do których oddawało się dzieci, by zostały zabite – najczęściej przez zagłodzenie. Taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia w Prusach lub Imperium Rosyjskim. Żadne carskie represje spowodowane wzniecaniem powstań przez Polaków nie uczyniły choćby małego ułamka szkód wywołanych klęską głodu w Galicjii i Lodomerii. Nawet z katorgi na Syberii można było wrócić zamożnym i sytuowanym. Nawet Cesarstwo Pruskie prześladując ustawicznie Polaków na tle narodowościowym nigdy nie próbowało wyeliminować ich fizycznie.

Tragiczne położenie spowodowane było szeregiem działań zaborcy austriackiego. Po pierwsze – panował niesamowity ucisk fiskalny. Suma danin wysyłanych do skarbca w Wiedniu sprawiała, że nie za bardzo zostawały środki na cokolwiek innego. Pieniądze te nie wracały jednak do Krakowa czy Lwowa, gdyż Cesarz nie widział sensu w inwestowanie w przygraniczne tereny, które w pierwszej kolejności staną się teatrem działań zbrojnych w ramach potencjalnego konfliktu z sąsiadami. Lepiej było zostawić sobie totalnie zaniedbany pas przygraniczny. Nawet zniesienie pańszczyzny i uwłaszczenie chłopów dokonane po Wiośnie Ludów zostało przeprowadzone w sposób tak nieudolny, że nie można było mówić o jakimkolwiek efektywnym rolnictwie czy bezpieczeństwie żywnościowym regionu. Dla porównania, w państwie pruskim cały XIX wiek czyniono intensywne starania na rzecz popularyzacji nowoczesnego rolnictwa. W Imperium Rosyjskim zaś starano się rozbudowywać zachodnie gubernie tak, aby przybliżyć Rosję do Europy. Warszawa była po Moskwie i Petersburgu trzecim największym miastem kraju, rozwijano górnictwo i hutnictwo w zagłębiu Dąbrowskim a także na terenach dzisiejszej Polski centralnej. Był to okres gwałtownego rozwoju Łodzi. Austro-Węgry co prawda zaczęły pewne inwestycje, ale to dopiero w ostatnich latach przed wybuchem I Wojny Światowej. Mam tutaj na myśli głównie zagłębie naftowe – będące i tak inwestycją, z której zyski czerpali głównie obcy.

Taki stan rzeczy rodził wymierne konsekwencje, 10 000 galicyjskich dziewcząt każdego roku było sprzedawanych do domów publicznych obu Ameryk. Podobnie dziesiątki – jak nie setki tysięcy Polaków było zmuszonych emigrować za chlebem do Brazylii, Bośni, Francji czy Stanów Zjednoczonych. Nadal kochacie austriacki raj rodem z opowieści Roberta Makłowicza?

Oczywiście, nie wszyscy żyli w biedzie. Była zamożna szlachta czy mieszczanie. Może nawet znacie taką wersję wydarzeń z rodzinnych opowieści. Nie zmienia to jednak faktu, że życie większości Polaków. w CK Monarchii było piekłem na ziemi.

Sportretowana w artykule sytuacja bardziej pasuje do opisu Wielkiego Głodu na Ukrainie czy wyzysku w Kongo pod belgijskim panowaniem. Co z tego, że administracja Galicji mówiła po polsku, skoro całe wsie umierały w męczarniach z głodu? Na co nam swobody narodowe w sytuacji kiedy naród jest tak osłabiony i schorowany, że nie może podjąć żadnego działania na rzecz dobra wspólnego?

Nie oszukujmy się, bez zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb z piramidy Maslowa, nie możemy mówić o jakiejkolwiek tożsamości narodowej. Ludzie padający z głodu nie mają nawet siły pomyśleć o tym, że są Polakami. Pełnia swobód obywatelskich nie miała żadnego wymiernego zastosowania w najbiedniejszym regionie ówczesnej Europy.

W pozostałych zaborach sytuacja także nie była idealne. Jednakże życie codzienne zdecydowanej większości mieszkańców nie przypominało ustawicznego pobytu w Auschwitz. Galicyjska bieda była nie do pomyślenia gdziekolwiek indziej.

W świetle powyższych faktów refleksja nasuwa się sama. Wiadomo, który zabór w największym stopniu wyniszczył nasz naród i doprowadził do największego cierpienia miliony ludzi. Na oczach całego świata dokonywała się cicha tragedia naszych przodków. Spowodowana bezdusznością austriackiego okupanta. W całej historii Polski podobnych cierpień zaznaliśmy jedynie od Sowietów i hitlerowców.

Zachęcamy do śledzenia autora w mediach społecznościowych:

Twitter

Facebook

Dodano w Bez kategorii
Rodzina

/ fot. pixabay.com

Rodzina, małżeństwo, rodzicielstwo i macierzyństwo znajdują się pod szczególną opieką władz publicznych. Jedną z form realizacji tej konstytucyjnej zasady przez władze lokalne jest Samorządowa Karta Praw Rodzin. Dokument przygotowany przez szereg organizacji prorodzinnych wdrożyło już 37 samorządów. Instytut Ordo Iuris przygotował kompendium dla samorządowców, którzy chcieliby w taki sposób zagwarantować ochronę praw przysługujących rodzinom. Publikacja jest skierowana także do pracowników socjalnych i działaczy społecznych chcących włączyć się w realizację działań wynikających z przyjęcia Karty.

POBIERZ KOMPENDIUM

Ustawa zasadnicza nakłada na władze publiczne obowiązek kierowania się dobrem rodziny w prowadzonej polityce społecznej i ekonomicznej. Kompendium stworzone przez zespół ekspertów Ordo Iuris zawiera zestaw porad wskazujących, jakie kroki mogą podjąć samorządy, by działać na rzecz rodziny i małżeństwa. Przy tworzeniu kompendium z Ordo Iuris współpracował szereg samorządów.

Publikacja podzielona została na trzy części, dedykowane samorządowcom, pracownikom socjalnym i liderom lokalnych społeczności. Czytając kompendium przedstawiciele każdej grupy mogą pogłębić swoją wiedzę na temat aktów prawnych, regulujących ich pracę, praktycznych umiejętności jakie mogą być przez nich wykorzystywane oraz z sukcesem wprowadzonych już w niektórych samorządach dobrych praktyk, które łatwo przeszczepić na własny grunt.

Instytut Ordo Iuris proponuje samorządowcom m.in. wprowadzenie stanowiska Rzecznika Praw Rodziny. Zapewnia to konkretną reprezentację rodzin wobec władz, czego zwykle nie realizują funkcjonujący w niektórych samorządach pełnomocnicy do spraw rodzin. Innym pomocnym rozwiązaniem jest wdrożenie szkolnego Kodeksu Dobrych Praktyk. Ma on duże znaczenie w odniesieniu do ważnego aspektu polityki samorządowej – pomocniczości systemu oświaty wobec rodzin, w zakresie wychowania.

Istotną pomocą dla wielu rodzin może się też stać wprowadzenie bonu wychowawczego. Jest on wsparciem dla rodziców, którzy decydują się na inną formę opieki nad dziećmi niż korzystanie ze żłobków. W kompendium znajdują się również wskazówki na temat m.in. planowania przestrzeni miejskiej oraz infrastruktury, tak, aby była przyjazna rodzinie.

„Żadna społeczność nie może rozwijać się bez udziału rodzin – silne rodziny są fundamentem silnej wspólnoty. Dzisiaj, gdy nasz kraj mierzy się z wyzwaniami demograficznymi oraz problemem osłabienia więzi społecznych, w tym rodzinnych, tym większe znaczenie zyskuje tworzenie przez władze publiczne korzystnych warunków dla funkcjonowania rodziny i małżeństwa oraz do wzmacniania więzi, na których są one oparte. Odpowiedzią na te wyzwania jest Samorządowa Karta Praw Rodzin – wspólna inicjatywa blisko dwudziestu organizacji społecznych, które działają na rzecz rodziny. Wierzymy, że taka forma tworzenia dokumentu pozwoliła na przekazanie nie tylko rzetelnej, ale i możliwej do praktycznego zoperacjonalizowania wiedzy” – podkreśla Paweł Kwaśniak, koordynator wdrażania Samorządowej Karty Praw Rodzin.

Dodano w Bez kategorii

Od wczoraj wiadomo, że wybory prezydenckie nie zostaną przeprowadzone 10 maja. Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin doszli do porozumienia w sprawie przesunięcia wyborów i wprowadzenia głosowania korespondencyjnego. Nieoficjalnie mówi się o dacie 12 lipca.

Jak podaje Onet.pl, zebrane podpisy pod kandydaturami mają zachować ważność. Oznacza to, że w wyborach wystartują ci sami kandydaci, którzy zostali zgłoszeni.

Aborcjoniści grożą działaczce pro-life, która uratowała nienarodzone dziecko

Prawdopodobny scenariusz ma wyglądać następująco. W czwartek PiS, Solidarna Polska i Porozumienie mają zagłosować za ustawą o wyborach korespondencyjnych. Partia Gowina ma złożyć projekt nowelizacji tej ustawy zakładający m.in. przywrócenie roli PKW czy zapewniający gwarancje tajności i powszechności głosowania.

Po 10 maja Sąd Najwyższy ma stwierdzić nieważność wyborów ze względu na brak ich przeprowadzenia. Wtedy Marszałek Sejmu wyznaczy nową datę głosowania. Musi się ono odbyć w ciągu 60 dni od pierwotnego terminu.

W kręgach rządowych nieoficjalnie mówi się o tym, że wybory mają być przeprowadzone 12 lipca.

Dodano w Bez kategorii
partia sejm polska

fot. Piotr Drabik via Foter.com / CC BY / fot. Piotr Drabik via Foter.com / CC BY

Sejm odrzucił uchwałę Senatu ws. ustawy dotyczącej głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich 2020 r. Teraz ustawa trafi do prezydenta. W czwartkowym głosowaniu w Sejmie za odrzuceniem uchwały Senatu opowiedziało się 236 posłów, przeciwko było 213, wstrzymało się 11.

Senat we wtorek odrzucił ustawę ws. głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich 2020 r.

Sejm odrzuca weto

W czwartkowym głosowaniu w Sejmie za odrzuceniem uchwały Senatu opowiedziało się 236 posłów, przeciwko było 213, wstrzymało się 11.

Do odrzucenie uchwały Senatu koniecznych było 231 głosów, ponieważ w głosowaniu wzięli udział wszyscy 460 posłowie.

Ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 r. została uchwalona przez Sejm 6 kwietnia z inicjatywy PiS. Przewiduje, że głosowanie w tegorocznych wyborach prezydenckich ma być tylko korespondencyjne.

Krzysztof Bosak napisał na Twitterze: “Są wyniki głosowania nad wyborami korespondencyjnymi i sasinizacją procesu wyborczego. Czyli już mamy ustawę, ale nie będzie wyborów”

https://twitter.com/krzysztofbosak/status/1258304668343689216

Czytaj także: Co za buta! Ile kosztowały zbędne karty do głosowania? Sasin: „Nie mogę powiedzieć”

Porozumienie z Porozumieniem

W środę wieczorem ogłoszono, że PiS i Porozumienie przygotowały rozwiązanie dotyczące tegorocznych wyborów prezydenckich. Jak poinformowano “po upływie terminu 10 maja 2020 r. oraz przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, Marszałek Sejmu RP ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie”.

Wybory mają odbyć się korespondencyjnie, a Porozumienie zobowiązało się, że w porozumieniu z PiS, przygotuje propozycję zmian w ustawie ws głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich 2020 r. 

POLSAT NEWS

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YouTube

Wybory prezydenckie nie odbędą się 10 maja. Zmarnowane więc zostały publiczne pieniądze na wydruk kart wyborczych. Jacek Sasin na pytanie ile kosztowały nie udziela informacji.

Jacek Sasin, pytany w radiu RMF o nowy termin głosowania, stwierdził, że “wszystko zależy od tego, kiedy Sąd Najwyższy wyda postanowienie, że nie doszło do skutecznego i ważnego wyboru prezydenta i w związku z tym, będzie trzeba te wybory powtórzyć”. – Najwcześniejszy możliwy termin to już termin czerwcowy – dodał.

Minister przekonywał, że organizatorem wyborów korespondencyjnych jest Państwowa Komisja Wyborcza, natomiast Poczta Polska tylko dostarcza pakiety do głosowania. Według Sasina pakiety trafią do wyborców siedem dni przed głosowaniem.

Pytany, ile kosztował Pocztę druk kart wyborczych, minister odparł: – Wiem, ale nie mogę teraz powiedzieć.

Dopytywany, kto zapłaci za druk kart powiedział, że “są opłacane z pieniędzy publicznych”. – Dlaczego mają pójść na przemiał? Są dobrze zabezpieczone – dodał.

Zdaniem Sasina do ustawy o wyborach korespondencyjnych, którą dziś ma zająć się Sejm, może zostać wprowadzona poprawka o powołaniu komisji obwodowych.

Do sprawy odniósł się wydawca Najwyższego Czasu Tomasz Sommer:

“Pan Sasin drukował karty pod ustawę, bo miała wejść. Ale nie wejdzie. Czyli Pan Sasin drukował karty za pieniądze podatnika bez żadnej podstawy prawnej. Słowem dokonał marnotrawstwa zasobów państwowych w wielskiej skali. W końcu jest ministrem od tych zasobów. Grubo.”

DORZECZY

Dodano w Bez kategorii