Dziecko, dziewczynka.

/ fot. pexels.com

Wsparcie prawne dla osób, szczególnie małoletnich, doświadczających przemocy seksualnej, należy do najbardziej palących kwestii. Obecnie nie istnieje jednak instytucja zapewniająca realną pomoc i ochronę wobec dzieci, które padły ofiarą tego typu przestępstw. W odpowiedzi na to zapotrzebowanie, Instytut Ordo Iuris uruchomił Zespół do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży. O bezpłatne i kompleksowe wsparcie prawne mogą się zwracać zarówno osoby pełnoletnie, które zostały pokrzywdzone w dzieciństwie, jak i rodzice oraz opiekunowie dzieci, które doświadczyły przemocy na tle seksualnym. Pomoc udzielana jest także wszystkim, którzy z nadużyciami seksualnymi spotkali się w przestrzeni edukacji. Działalność zespołu została zaprezentowana podczas briefingu prasowego.

Kolejne nowelizacje prawa karnego zbudowały potencjalnie skuteczny, systemowy fundament pod prawną ochronę dzieci i młodzieży przed przestępstwami seksualnymi, przed pedofilią. Od 1 lipca 2017 roku każdy, kto poweźmie uzasadnione podejrzenie zobowiązany jest do zawiadomienia organów ścigania o czynach pedofilskich. Zaniedbanie tego obowiązku grozi karą do 3 lat pozbawienia wolności. Od 2010 roku Polska wdrożyła postanowienia Konwencji Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych z Lanzarote, wprowadzając art. 200a kodeksu karnego przewidujący karalność „groomingu” czyli nagabywania seksualnego przez Internet. Również w 2010 roku w życie wszedł art. 200b kodeksu karnego zakazujący publicznego propagowania i pochwalania pedofilii. W komisjach sejmowych na rozpoznanie czeka projekt „Stop Pedofilii”, który uzupełnia ten system przepisów o prawny zakaz zachęcania dzieci do podejmowania czynności seksualnych.

„Dla skutecznej ochrony prawnej dzieci i młodzieży przed pedofilią niezbędne jest jednak nie tylko zbudowanie efektywnego systemu przepisów karnych, ale także powszechnego systemu wsparcia ofiar w realizacji ich uprawnień procesowych. Do dzisiaj nie istnieje żaden adres, pod który ofiara pedofilii może zwrócić się pewna uzyskania pomocy, zarówno we wszczęciu postępowania karnego, jak i poprzez wsparcie prawników w toku czynności procesowych, aż do skazania sprawcy i zasądzenia na rzecz ofiary zadośćuczynienia. Dzisiaj tę lukę w systemie prawnej ochrony dzieci i młodzieży wypełnia Instytut Ordo Iuris, powołując Zespół do spraw Ochrony Dzieci i Młodzieży, otwierając telefoniczną i mailową linię wsparcia, angażując we wsparcie ofiar swoich prawników i ekspertów” – powiedział mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris.

[OPINIA] Połosak: Południowa Afryka 1910-1994: Totalitaryzm czy Republika Arystokratyczna?

Instytut Ordo Iuris oferuje wsparcie ofiarom pedofilii niezależnie od osoby sprawcy. W przypadku zgłoszenia, które będzie dawało podstawy do uzasadnionego podejrzenia, że doszło do przestępstwa na tle seksualnym na szkodę nieletniego lub osoby, która doświadczyła tego typu przemocy w miejscu jej edukacji, zostanie złożone zawiadomienie do prokuratury. Instytut nie ma na celu rozstrzygania o słuszności zgłoszenia. Stwarza natomiast warunki, aby osoba, która czuje się pokrzywdzona mogła otrzymać realne, profesjonalne wsparcie prawne, potrzebne do przeprowadzenia rzetelnego postępowania.

Prawnicy zajmować się będą przygotowywaniem zawiadomień do organów ścigania. Ich zadaniem jest również pomoc podczas postępowania przygotowawczego oraz procesu, włącznie z dochodzeniem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży wyjdzie także z inicjatywą wsparcia dla organizacji i środowisk, które chcą wdrożyć nowoczesne instrumenty organizacji i zarządzania niezbędne dla ochrony dzieci i młodzieży przed pedofilią. 

W celu uzyskania pomocy w ramach programu ochrony prawnej dzieci przed przestępstwami na tle seksualnym, należy skontaktować się z Centrum Interwencji Procesowej Instytutu Ordo Iuris pod adresem: [email protected]. Z uwagi na delikatną sferę, której dotyczy sprawa, została również uruchomiona infolinia pod numerem 690 070 150, dostępna w piątki w godzinach 12:00-18:00. Jest ona przeznaczona dla osób, które przed zgłoszeniem chciałby porozmawiać z prawnikiem na temat procedury, jaka związana jest z wszczęciem postępowania.

Dodano w Bez kategorii

W szwajcarskiej gminie Wangen bei Olten w jednym z domów służby policyjne dokonały makabrycznego odkrycia . Znaleziono ciała dwóch osób – Kerima D. († 61) ,oraz jego żony pochodzenia, Aliyi S. († 30). Najprawdopodobniej Niemiec zamordował swoją żonę, a następnie odebrał sobie życie.

“Nigdy bym się nie spodziewała, że zrobi coś takiego”.

Jedna z sąsiadek zamordowanej pary relacjonuje dla witryny “Blick”, że zasłonięte okna i brak świateł w godzinach wieczornych u sąsiadów były dziwne. Jednakże starsza kobieta podejrzewała, że Kerim D. i jego żona wyjechali. ” Jak przyznała:”- Nigdy bym się nie spodziewała, że zrobi coś takiego, nawet, jeśli był osobą trudną i pozbawioną ciepła.”

Zaniepokojony zniknięciem ojca syn Kerima D. zadzwonił na policję, która – gdy dostała się do domu, dokonała przerażającego odkrycia.

Kedim D. i Alija S. pobrali się w kwietniu 2019 roku i zamieszkali w Szwajcarii. Z relacji sąsiadów wynika, iż Kerim D. był osobą o ciężkim charakterze – spotykał się z wieloma kobietami,  zaś w stosunku do swojej żony był surowy.  Zabraniał jej kontaktów z innymi ludźmi.

Aliyi zależało na wsparciu finansowym swojej rodziny z Tunezji, jednakże nie miała możliwości podjęcia pracy, a od męża nie otrzymywała żadnych środków.

 Jeden z sąsiadów zdecydował się pomóc rodzinie w obecnej sytuacji.  Powiedział :”- Jest mi bardzo przykro. Wysłali córkę do Szwajcarii z nadzieją, że będzie mogła tam pracować i prowadzić dobre życie, a także ich wspierać.  Zamiast tego rok później zabierają córkę z powrotem w trumnie.”

https://twitter.com/delestoile/status/1262827243056889857

ŹRÓDŁO: TWITTER/BLICK

Zobacz też: W cieniu pandemii toczy się spór o wyspy na Pacyfiku

Dodano w Bez kategorii
Flaga Szwecji

Flaga Szwecji / Fot. Pixabay

Zostało wszczęte postępowanie przeciwko 23-letniemu obywatelowi Szwecji, Tishko Ahmedowi, który został aresztowany w ubiegłym roku za zabójstwo 17-letniej Wilmy Andersson w Uddevalla. Tishko jest oskarżony o zabicie Wilmy, ścięcie jej głowy i ukryciu jej w torbie podróżnej w domu, w którym mieszkali.

W niedzielne popołudnie, 17 listopada ubiegłego roku, ojciec Wilmy zgłosił zaginięcie dziewczyny. Mieszkała ona wówczas z pięć lat starszym od niej chłopakiem. Według relacji ojca związek był burzliwy, a para wcześniej już rozstawała się.

Sprawa zaginięcia dziewczyny została nagłośniona, a jej wizerunek pojawiał się w mediach. Po kilku dniach poszukiwań odnaleziono zawiniętą w folię aluminiową i taśmę pakową głowę młodej Szwedki schowaną w szafie w walizce podróżnej.

Reszta ciała zniknęła

Policja bezskutecznie przeszukiwała kontenery na śmieci, przepusty i wąwozy, wszystkie możliwe miejsca, w których oprawca mógłby pozbyć się ciała. Do poszukiwań dołączyli się nawet wolontariusze. Śledczy są jednak pewni, że Wilma została zamordowana w mieszkaniu. Jest wiele śladów, rozprysków krwi, zakrwawionych włosów i resztek tkanek Wilmy.

Prokuratura we wniosku podaje, że Tishko Ahmed pozbawił 17-latkę życia zadając uderzenia tępymi narzędziami, oddzielając tkankę mięśniową od jej ciała i/lub inną przemoc trudną do sprecyzowania. Oskarżony podczas śledztwa nie przyznawał się do winy.

Ahmed Tishko urodził się w Iraku. W wieku 9 lat wyemigrował ze swoim ojcem do Szwecji. Od 2014 roku posiada szwedzkie obywatelstwo.

Zobacz także: Jak uratować Polskę? | Andrzej Sadowski

FRIATIDER.SE

Dodano w Bez kategorii

ANDRZEJ POŁOSAK || Od drugiej połowy lat siedemdziesiątych XX wieku, pojęcia takie, jak demokracja, liberalizm i prozachodnia postawa państwowa na arenie międzynarodowej, stanowiły w powszechnej świadomości obywatelskiej, a także wśród wielu politologów, nierozerwalną triadę. Według tej narracji, jedynym atrakcyjnym dla ludzkości systemem jest demokracja liberalna, zwana też zachodnią, złożona z kilku podstawowych cech.

    Pierwszą cechą zachodniego systemu politycznego jest demokracja, rozumiana jako system polityczny oraz system obioru władzy. Drugą – parlamentaryzm, będący demokratycznym systemem wyrażania woli politycznej. Prawa człowieka, czyli przyrodzone i niezbywalne prawa jednostki. Wolny rynek i kapitalizm, będący postawą ekonomicznego bytu jednostki oraz podstawą jej wolności[1]. Z punktu widzenia zachodniego systemu politycznego, inne, konkurencyjne systemy polityczne są zagrożeniem dla wymienionych powyżej, zasadniczych cech liberalnej demokracji[2]. Największym zaś zagrożeniem dla liberalnej demokracji jest totalitaryzm.

    Totalitaryzm (łac. Totalis – całkowity) to system rządów, oparty na powszechnej, obowiązującej wszystkich ideologii. W systemie tym państwo w pełni kontroluje społeczeństwo i nadzoruje wszystkie aspekty życia publicznego i prywatnego, na ile to tylko możliwe. W idealnym systemie totalitarnym nie istnieją więc dziedziny, działania, czy też organizacje, niezależne od państwa.

    Znani politolodzy amerykańscy, Zbigniew Brzeziński i Carl Friedrich, w swej wydanej po raz pierwszy w roku 1956 książce Totalne dyktatorstwo i samowładztwo, wymieniają następujące cechy systemu totalitarnego:[3]

  1. Rządy monopartii.
  2. Obecność charyzmatycznego przywódcy.
  3. Wszechobecna propaganda.
  4. Terror.
  5. Scentralizowane, państwowe kierownictwo gospodarką.
  6. Ograniczenie dostępu do broni (jak też całkowity zakaz posiadania broni przez obywateli).

    Znany filozof francuski, Michel Focault twierdzi natomiast, iż totalitaryzm to „ograniczenie autonomii, specyfiki i sposobu funkcjonowania państwa, na rzecz jedynowładztwa partii”.[4]

    Wracając do samej demokracji. Przyjąć można, że demokracja jest to sposób obioru kadencyjnych rządów w oparciu o cykliczne, wolne, równe i tajne wybory na wieloalternatywnej podstawie. Zasadne jest tedy pytanie, czy możliwe jest istnienie demokracji, opartej na innych, niż liberalne, podstawach współżycia społecznego? Czy możliwe jest istnienie państwa demokratycznego, opierającego się jednak zachodniej hegemonii?

    Odpowiedzią na to pytanie jest: tak, jest możliwe. Zostanie to ukazane na przykładzie Związku Południowej Afryki z lat 1910-1961 oraz jego sukcesorki, Republiki Południowej Afryki z lat 1961-1994. Zostanie również podjęta próba odpowiedzi na pytanie, czy Południowa Afryka w wymienionych wyżej okresach była państwem totalitarnym, czy też rodzajem demokracji arystokratycznej. Odpowiedzi te odnajdziemy, śledząc akty konstytucyjne Afryki Południowej, przyjęte na przestrzeni wieku XX.

RELIGIJNE PODWALINY

    Klasyczne państwo południowoafrykańskie, w rozumieniu Związku Południowej Afryki z lat 1910-1961, jak też „apartheidowskiej” Republiki Południowej Afryki z lat 1961-1994, było krajem, zbudowanym w oparciu o prawa religijne, społeczne i polityczne ewangelicyzmu reformowanego, czyli kalwinizmu. W latach 1652-1795 na południowy skrawek kontynentu afrykańskiego przybywali europejscy wyznawcy różnych odmian ewangelicyzmu reformowanego: holenderscy i niemieccy kalwini oraz hugenoci francuscy. Kalwinizm wpłynął znacząco na ustrój przyszłego państwa afrykanerskiego, zarówno, jeśli chodzi o jego kształt administracyjny, jak też społeczny.

    Ewangelicy reformowani uważają, że wszelka władza pochodzi od Boga, jednak kongregacja wiernych stoi ponad państwem, tak więc władza państwowo-administracyjna pochodzi z wyborów[5]. Państwowość afrykanerska kształtowała się również pod wpływem uwarunkowań politycznych i społecznych od końca wieku XVIII aż po połowę XX stulecia.

    Przez cały wiek XIX kalwińscy Afrykanerzy walczyli o przetrwanie własnej tożsamości narodowej pod rządami Brytyjczyków. W okresie tym miały miejsce wydarzenia kluczowe z punktu widzenia kształtowania się burskiej, a następnie afrykanerskiej tożsamości narodowej, takie jak Wielki Trek, czy też bitwa nad Blood River.

SOUTH AFRICA ACT

    Początków nieliberalnej demokracji na południowym skrawku kontynentu afrykańskiego należy szukać w roku 1909, kiedy to przyjęty został South Africa Act. Po okresie wojen burskich (1899-1902), Wielka Brytania zaanektowała Republikę Południowoafrykańską oraz Wolne Państwo Oranii, dwie, dotychczas niezależne republiki burskie. Terytoria te, przemianowane przez Brytyjczyków na Transwal i Kolonię Rzeki Oranje, przyłączono do istniejących już kolonii brytyjskich na południowym skrawku Czarnego Lądu: Kolonii Przylądkowej i Natalu. Polityka Albionu nakierowana była na stopniowe zjednoczenie tych czterech organizmów administracyjnych. Po przyznaniu Transwalowi oraz Kolonii Rzeki Oranje samorządu, polityka zjednoczeniowa popierana była też przez Afrykanerów.

    Dążenia zjednoczeniowe zaowocowały zwołaniem Konwencji Narodowej. Konwencja ta po raz pierwszy zebrała się 12 października 1908 roku, a jej obrady trwały do 11 maja roku następnego. Ustalono warunki politycznej, legislacyjnej oraz gospodarczej unii brytyjskich kolonii na południu Afryki. Rząd brytyjski przygotował projekt odpowiedniej ustawy, celem urzeczywistnienia postanowień Konwencji Narodowej. Ustawa, znana jako South Africa Act, uchwalona została przez Parlament Zjednoczonego Królestwa 20 września 1909 roku. Król Edward VII ogłosił powstanie Związku Południowej Afryki z dniem 31 maja 1910 roku. South Africa Act stworzył Południową Afrykę w znanym do dzisiaj kształcie terytorialnym, służył też jako jej konstytucja przez ponad 50 lat. Choć Związek Południowej Afryki stał się w roku 1961 republiką i opuścił Wspólnotę Narodów, to jednak strukturalne podstawy ustawy z roku 1909 przetrwały w praktycznie niezmienionej postaci w Konstytucji Republiki Południowej Afryki z roku 1961. Ostatnie pozostałości South Africa Act znikły wraz z uchwaleniem nowej konstytucji RPA w roku 1983.

STRUKTURA PAŃSTWOWA ZWIĄZKU POŁUDNIOWEJ AFRYKI

    Struktura państwowa Związku Południowej Afryki była podobna do tej, ustanowionej w innych dominiach Zjednoczonego Królestwa. Gubernator Generalny Południowej Afryki został powołany celem reprezentowania monarchy brytyjskiego, będącego również Monarchą Południowej Afryki[6]. Władza wykonawcza należała do monarchy oraz gubernatora generalnego[7] i była realizowana poprzez Radę Wykonawczą[8]. Szefem rządu Związku Południowej Afryki był premier. Od ministrów, podobnie jak od premiera wymagano, by był członkiem jednej z izb parlamentu. Podobnie jak w innych dominiach Zjednoczonego Królestwa, gubernator generalny mianował szefa partii politycznej, posiadającej najwięcej miejsc w izbie niższej parlamentu, premierem. Premier był również zaprzysięgany jako członek Rady Wykonawczej.

   Władzę ustawodawczą[9] sprawował parlament, składający się z Monarchy, Senatu oraz Izby Zgromadzeń[10]. South Africa Act przewidywał, że każda z czterech prowincji Związku Południowej Afryki (Przylądek Dobrej Nadziei, Natal, Transwal oraz Wolne Państwo Orania), ma równą reprezentację w Senacie. Senat i senatorowie wybierani byli przez kolegium wyborcze, złożone z reprezentantów czterech prowincji w Izbie Zgromadzeń oraz reprezentantów legislatury prowincjonalnej (skład oraz sposób obioru Senatu zostaną potem zmienione w procesie dążenia do ustanowienia republiki). W Izbie Zgromadzeń każda prowincja reprezentowana była proporcjonalnie do swej populacji, a członkowie wybierani w wyborach powszechnych w każdej z prowincji. Relacje pomiędzy Izbą Zgromadzeń a Senatem przypominały zależności między Izbą Gmin a Izbą Lordów w Wielkiej Brytanii. W przypadku brau porozumienia pomiędzy izbami, gubernator generalny może zwołać wspólne posiedzenie obu izb, celem przeglądu, wprowadzenia poprawek i ponownego głosowania nad projektem[11]. Ponieważ Izba Zgromadzeń była o wiele większa, niż Senat, system zaprojektowano tak, by bronić silniejszej pozycji Izby Zgromadzeń na każdym wspólnym posiedzeniu. Podobne metody rozwiązywania sporów istnieją w parlamentach australijskim i indyjskim, ale australijski Senat i indyjska Radża Sabha stanowią połowę australijskiej Izby Reprezentantów i indyjskiej Lok Sabhy. Senat Związku Południowej Afryki stanowił 1/3 Izby Zgromadzeń. Wybory do Izby Zgromadzeń poprzedzały te do Senatu, co jeszcze bardziej umacniało pozycję Izby i premiera nad Senatem.

    South Africa Act ustanowił też Sąd Najwyższy Południowej Afryki. Był to jednolity system władzy sądowniczej, podzielony na sądy lokalne, prowincjonalne i apelacyjne. Sąd Najwyższy miał swą siedzibę w Bloemfontein[12]. Kontrola władzy sądowniczej nad ustawodawczą była taka sama, jak w Wielkiej Brytanii[13]. Ponadto, Sąd Najwyższy wyrażał zgodę (lub nie) na wprowadzenie przez parlament poprawek do South Africa Act.

    Każda prowincja zarządzana była przez Administratora, mianowanego przez rząd centralny. Posiadała także własny, jednoizbowy parlament – Radę Prowincji. Czterech członków Rady Prowincji wraz z Administratorem tworzyło pięcioosobowy komitet wykonawczy, będący rządem prowincji[14]. W przeciwieństwie do Australii, czy Kanady, South Africa Act utworzył państwo unitarne. Z konstytucyjnego punktu widzenia rząd Związku Południowej Afryki podobny był do rządu Wielkiej Brytanii.

KWALIFIKOWANY CENZUS WYBORCZY

    W Kolonii Przylądkowej, pod władaniem Brytyjczyków, prawo wyborcze przysługiwało wszystkim mężczyznom, niezależnie od rasy. Podczas negocjacji w czasie przywołanej wcześniej Konwencji Narodowej, ostatni premier Kolonii Przylądkowej, John Marriman oraz Sir Walter Stanford, bezskutecznie walczyli o rozszerzenie wielorasowego systemu wyborczego na pozostałe prowincje Związku Południowej Afryki[15]. Starania te trafiły na opór społeczności Afrykanerów[16].

    South Africa Act pozwolił Prowincji Przylądkowej na zachowanie dotychczasowego systemu wyborczego. Prawo wyborcze zyskało jednak dodatkowe cenzusy: wykształcenie i zamożność. Prowincja Przylądkowa była jedyną w całym Związku Południowej Afryki, gdzie głosować mogli Koloredzi oraz Czarni.

    Zgodnie z postanowieniami South Africa Act, parlament zyskał możliwość zmiany obowiązujących przepisów wyborczych 2/3 głosów[17]. W roku 1931 parlament zniósł (dla Białych wyborców) cenzusy wykształcenia, zamożności oraz płci. Pozostał tylko cenzus wieku – 21 lat. Cenzusy pozostały w odniesieniu do Czarnych i Koloredów[18]. W roku 1956 parlament usunął możliwość głosowania dla ludności czarnej i kolorowej[19]. Ponieważ ludność ta stanowiła lwią część wyborców Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej, część badaczy uważa, że odebranie Czarnym i Koloredom praw wyborczych miało związek z uchwalonym w roku 1950 Supression of Communism Act[20] – ustawie o przeciwdziałaniu komunizmowi. Zostanie ona przedstawiona w dalszej części tekstu.

OFICJALNE JĘZYKI URZĘDOWE

    South Africa Act stanowił, że oficjalnymi językami urzędowymi Związku Południowej Afryki będą angielski i holenderski. Języki te miały równy status prawny. Wszystkie ustawy parlamentu oraz dokumenty rządowe były publikowane w tych językach[21].

    27 maja 1925 roku uchwalono Official Languages of the Union Act, w którym jako oficjalny język urzędowy określono też afrikaans. Jako, że pod względem prawnym Official Languages of the Union Act działał od 31 maja 1910 roku, czyli momentu erygowania Związku Południowej Afryki, można przyjąć, że afrikaans był językiem urzędowym ZPA od samego momentu jego powstania.

STATUT WESTMINSTERSKI

    Uchwalony w roku 1931 Statut Westminsterski uniezależnił ustawodawstwo wewnętrzne w dominiach Korony Brytyjskiej od legislatury samej Wielkiej Brytanii. Stanowił on ważny krok w rozwoju brytyjskich dominiów jako niepodległych państw, przy jednoczesnej przynależności do Imperium Brytyjskiego, linii sukcesyjnych itp[22].

    Charakterystyczną cechą Statutu Westminsterskiego jest swoiste połączenie w nim cech ustawy i umowy międzynarodowej. Statut został przyjęty przez parlament brytyjski, w poszczególnych dominiach wszedł on w życie w momencie ich ratyfikacji przez ich parlamenty. W przypadku formalnej rezygnacji z ratyfikacji Statutu Westminsterskiego przez dane dominium, przyjmuje się, że jest on w mocy na terenie w/w dominium od momentu jego uchwalenia przez parlament Wielkiej Brytanii, tj. od 11 grudnia 1931 roku.

    Związek Południowej Afryki zrezygnował z prawa do ratyfikacji Statutu Westminsterskiego. Ponadto, w roku 1934 południowoafrykański parlament przyjął Status of the Union Act, podkreślając tym samym, że Związek Południowej Afryki jest suwerennym państwem[23].

STATUS OF THE UNION ACT

    W odpowiedzi na Statut Westminsterski, parlament Związku Południowej Afryki uchwalił w roku 1934 ustawę, znaną jako Status of the Union Act. Ustawa ta precyzowała, że Związek Południowej Afryki jest suwerennym, niepodległym państwem, lecz jednocześnie inkorporowała (w nieco zmienionej formie) postanowienia Statutu Westminsterskiego do południowoafrykańskiego prawa. Jednocześnie, Statut of the Union Act usuwał wszelkie, obecne w prawodawstwie Związku uprawnienia monarchy i parlamentu brytyjskiego do stanowienia wewnętrznego prawa południowoafrykańskiego.

    Status of the Union Act przyjął Statut Westminsterski do południowoafrykańskiej legislatury na prawach ustawy. Paragrafy, dotyczące innych dominiów brytyjskich, zostały pominięte. Ponadto, ustawa ta przewidywała, że parlament Związku Południowej Afryki będzie suwerenną władzą wykonawczą w Związku i na arenie międzynarodowej oraz, że żaden akt parlamentu brytyjskiego nie obejmie ZPA, chyba, że zostanie on ratyfikowany przez południowoafrykański parlament. Status of the Union Act był zatem bardziej restrykcyjny, niż Statut Westminsterski. Ten bowiem pozwalał parlamentowi Zjednoczonego Królestwa na stanowienie prawa wewnętrznego dominiów brytyjskich na ich wniosek i za ich zgodą.

    Status of the Union Act wymagał, by monarcha brytyjski, używając swych uprawnień władzy wykonawczej w stosunku do Związku Południowej Afryki, zobowiązany był działać jedynie w porozumieniu i za zgodą południowoafrykańskiego premiera i rządu. Działania takie miały miejsce już wcześniej, nie były jednak oficjalnie skodyfikowane.

    Ustawa o Statusie zmieniała również prawo, regulujące udzielanie mandatu królewskiego. Pierwotnie, po przedstawieniu przez parlament projektu ustawy gubernatorowi generalnemu, reprezentującemu króla, ten miał trzy opcje: wyrażenie zgody na przyjęcie ustawy, zawetowanie ustawy, bądź też jej zastrzeżenie do ponownego rozpatrzenia. Status of the Union Act znosił możliwość zastrzegania ustaw, wymagając od gubernatora generalnego przyjęcia, lub zawetowania ustawy. Król zaś nie miał już możliwości zawetowania ustawy w ciągu roku od jej przyjęcia przez gubernatora generalnego.

    Chociaż nowe prawo całkowicie uniezależniało władzę ustawodawczą i wykonawczą Związku Południowej Afryki od Wielkiej Brytanii, nie wpłynęło ono na władzę sądowniczą. Odwołania do sądów brytyjskich możliwe były aż do 1950 roku.

    Pod względem prawno-administracyjnym, Status of the Union Act nie był potrzebny, by potwierdzić suwerenność Południowej Afryki. Był on jednak działaniem symbolicznym, gdyż został przyjęty przez premiera Barry’ego Hertzoga[24] (narodowości burskiej), na niedługo przed zjednoczeniem Partii Narodowej[25] (opowiadającej się za burską samorządnością i niezależnością od Wielkiej Brytanii) z Partią Południowoafrykańską[26] (liberalno-konserwatywną, akceptującą postanowienia Statutu Westminsterskiego), które zapoczątkowało istnienie Partii Zjednoczonej[27] (istniejącej do roku 1977, rządzącej w latach 1934-1948). Działanie premiera Hertzoga było ważnym krokiem w kierunku republikanizmu i podsyciło obecne od dawna wśród Burów tendencje dążenia do rozbratu ze Zjednoczonym Królestwem.

PRZECIWDZIAŁANIE KOMUNIZMOWI

    Po zakończeniu II wojny światowej Związek Radziecki stał się jednym z supermocarstw. Wraz z ciągiem tych wydarzeń, zagrożenie rewolucją komunistyczną – teraz wspieraną instytucjonalnie przez ZSRR – wzrosło. Moskwa popierała partie komunistyczne w większości państw świata[28]. Wiele krajów podjęło kroki obronne przed rewolucją. Mieliśmy więc Komisję McCarthy’ego w Stanach Zjednoczonych, rządy generała De Gaulle’a we Francji, czy też rządy o różnym odcieniu prawicowości na Dalekim Wschodzie.

    W Afryce Południowej starano się radzić sobie z zagrożeniem komunistycznym w sposób prawno-administracyjny. W roku 1950[29] parlament Związku Południowej Afryki uchwalił Supression of Communism Act. Ustawa ta zakazywała działalności Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej, a także wyjmowała spod prawa partie i grupy, odwołujące się do komunistycznej ideologii. Definicja terminu „komunizm” była jednak niezwykle szeroka.

    Zgodnie z Supression of Communism Act, komunizm to każde działanie, lub program polityczny, mający na celu zmianę istniejącego systemu gospodarczego, politycznego, społecznego lub przemysłowego poprzez promocję niepokojów społecznych, lub nieporządku, bądź też każdy akt, wzmacniający poczucie wrogości pomiędzy europejskimi i nieeuropejskimi rasami, obliczony na pogłębianie się nieporządku. Minister sprawiedliwości mógł dekretem uznać za komunistę każdego, gdyby uznał, że cele jego są zbieżne z celami, określonymi w ustawie za „komunistyczne”. Po nominalnym, dwutygodniowym okresie odwoławczym, status osoby posądzonej o bycie „komunistą” stawał się niepodważalny i predestynował ją do wykluczenia ze społeczeństwa, ograniczenia jej wolności osobistej, lub też uwięzienia[30].

    Przedstawiona powyżej definicja komunizmu jest bezprecedensowa w dziejach polityki. Tak bowiem rozumiany komunizm nie ma nic wspólnego z marksizmem, realnym socjalizmem, a nawet działalnością wywiadowczą na rzecz jakiegokolwiek państwa Bloku Wschodniego. Istniejące w czasach apartheidu partie polityczne (Partia Narodowa, Partia Zjednoczona, Partia Konserwatywna, Partia Postępowa, Partia Liberalna, Afrykanerski Związek Braci, Odrodzona Partia Narodowa i inne) różniły się między sobą w kwestiach programowych i politycznych, jednak nie chciały naruszać istniejących prerogatyw systemowych – segregacji rasowej, kapitalizmu, oraz prozachodniej orientacji kraju na arenie międzynarodowej.

    Szerokie definiowanie komunizmu sprawiło, że – jak zauważył Sędzia Najwyższy Republiki Południowej Afryki w latach 1974-1982 Frans Rumpff – skazani za „ustawowy komunizm” nierzadko nie mają nic wspólnego z powszechnie rozumianym komunizmem[31]. Powszechna krytyka – nawet ze strony władz sądowniczych – doprowadziła do zniesienia Supression of Communism Act w roku 1982. Szerokie definiowanie komunizmu mogło być jednak uzasadnione, gdyż, tak jak twierdzą znawcy tematów południowoafrykańskich, np. prof. Bruno Drwęski – konflikty na linii biali-czarni nierzadko miały podłoże klasowe[32].

POŁUDNIOWA AFRYKA NALEŻY NAPRAWDĘ DO NAS![33]

    Republikanizm zawsze był jedną z podstaw afrykanerskiego nacjonalizmu. Realia polityczne przełomu lat 50-tych i 60-tych XX wieku (osłabienie Wielkiej Brytanii po wojnie koreańskiej, jej uwikłanie w wojnę o kanał sueski itp.) umożliwiły w końcu realizację tego celu.

    3 sierpnia 1960 roku rząd południowoafrykański ogłosił, że w październiku tego samego roku odbędzie się referendum, w którym wyborcy odpowiedzą na pytanie, czy Związek Południowej Afryki powinien stać się republiką. Głosowanie ograniczone było do białych mieszkańców Afryki Południowej. Ponad 90% uprawnionych do głosowania wzięło udział w referendum. 52,3% z nich opowiedziało się za rozwiązaniem „Republic for the Union”.

    Konstytucja Republiki Południowej Afryki uchwalona została w styczniu 1961 roku. Weszła w życie 31 maja 1961. Dzień 31 maja jest dla Afrykanerów datą znaczącą. W tym dniu, w roku 1902 podpisano Traktat z Vereeigning, kończący drugą wojnę burską. 31 maja 1910 roku powstał zaś Związek Południowej Afryki.

WŁADZA WYKONAWCZA WEDŁUG KONSTYTUCJI Z 1961 ROKU

    Struktura rządu Republiki Południowej Afryki według konstytucji z 1961 roku była praktycznie identyczna, jak ta, jaką posiadał Związek Południowej Afryki, będący dominium korony brytyjskiej. Jedyną różnicą był fakt zastąpienia monarchy brytyjskiego oraz reprezentującego go gubernatora generalnego przez Prezydenta[34], wybieranego przez parlament.

    Nastąpiła zmiana w kwestii języków urzędowych. O ile wcześniej językami urzędowymi Związku Południowej Afryki były angielski, holenderski i afrikaans, o tyle w nowopowstałej republice holenderski został wykluczony z tego grona[35].

   Władza wykonawcza formalnie należała do prezydenta. Posiadał on te same uprawnienia, jakie wcześniej leżały w gestii gubernatora generalnego. Prezydent był jednak zobowiązany do działania zgodnie z wytycznymi rządu. Rzeczywista władza wykonawcza spoczywała zatem na premierze.

    Prezydent był wybierany na kadencję 7-letnią, bez możliwości reelekcji, przez połączone izby parlamentu, gdzie każdy senator oraz każdy członek Izby Zgromadzeń posiadał jeden głos. Przesłankami do usunięcia prezydenta mogło być łamanie przezeń prawa, lub też niezdolność do wykonywania swych obowiązków. Usunięcie prezydenta następowało na mocy połączonych izb parlamentu. Po usunięciu prezydenta jego obowiązki (do czasu rozpisania nowych wyborów prezydenckich) pełnił przewodniczący Senatu.

    Prezydent mianował Radę Wykonawczą, składającą się z członków Senatu i Izby Zgromadzeń. Premierem był przywódca partii, posiadającej większość w Izbie Zgromadzeń.

PARLAMENT REPUBLIKI POŁUDNIOWEJ AFRYKI

    Władza ustawodawcza Republiki Południowej Afryki leżała w gestii parlamentu, składającego się z dwóch izb: Izby Zgromadzeń (izby niższej) oraz Senatu (izby wyższej). Parlament rezydował w Kapsztadzie i był zobowiązany do zbierania się przynajmniej raz w roku. Co ciekawe, skład parlamentu wyłoniony w wyborach w roku 1958 (w momencie, gdy Związek Południowej Afryki był dominium brytyjskim), pozostał niezmieniony po proklamowaniu Republiki, aż do następnych wyborów.

    Izba Zgromadzeń składała się ze 150 członków białych, wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych, 6 członków, wybieranych w wyborach powszechnych w Afryce Południowo-Zachodniej[36] i 4 członków czarnych, wybieranych przez ludność kolorową w Prowincji Przylądkowej. Izba Zgromadzeń wybierana była na kadencję 5-letnią, lecz mogła być rozwiązana przez prezydenta, działającego na polecenie parlamentu.

    Senat składał się z:

  1. Ośmiu senatorów (po dwóch z każdej prowincji), nominowanych przez prezydenta.
  2. Co najmniej ośmiu senatorów na prowincję, wybieranych w połączonym głosowaniu członków Izby Zgromadzeń (pochodzących z danej prowincji) i członków Rady Prowincji w wyborach proporcjonalnych.
  3. Jeden senator, reprezentujący ludność kolorową Prowincji Przylądkowej, nominowany przez prezydenta.
  4. Czterech senatorów, reprezentujących Afrykę Południowo-Zachodnią. Dwóch z nich nominowanych było przez prezydenta. Pozostałych dwóch – przez połączone głosowanie Zgromadzenia Legislacyjnego Afryki Południowo-Zachodniej i członków Izby Zgromadzeń, wybranych w Afryce Południowo-Zachodniej.

    Kadencja senatorów, pochodzących z wyboru trwała 5 lat, podczas gdy senatorzy nominowani zachowywali swe mandaty do momentu zmiany na stanowisku premiera. Senat mógł być też rozwiązany do 120 dni od rozwiązania przez prezydenta Izby Zgromadzeń.

   Ustawy, uchwalane przez obie izby parlamentu, wchodziły w życie po ich „podpisaniu” przez prezydenta. Prezydent mógł też zawetować ustawę i przedłożyć ją parlamentowi wraz z zaproponowanymi poprawkami. Po „podpisaniu” ustawy przez prezydenta była ona bezwzględnie obowiązująca, chyba, że okazała się być niezgodna z obowiązującą konstytucją. O tym decydował Trybunał Konstytucyjny.

WŁADZE PROWINCJONALNE W ŚWIETLE KONSTYTUCJI Z 1961 ROKU

    Rządy w poszczególnych prowincjach nie zmieniły się znacznie, w porównaniu z sytuacją, jaka miała miejsce, gdy Południowa Afryka była członkiem brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Administratorzy prowincji mianowani byli przez prezydenta na 5-letnią kadencję. Skład Rady Prowincji wyłaniany był przez białych wyborców w jednomandatowych okręgach wyborczych.

    W Transwalu i Prowincji Przylądkowej liczba członków Rady Prowincji była jednakowa, jak liczba członków Izby Zgromadzeń, pochodzących z tych prowincji. W Natalu i Wolnym Państwie Oranii liczba członków Rady Prowincji wynosiła 25. Każda Rada Prowincji wyznaczała spośród siebie 4 członków, którzy wraz z Administratorem wchodzili w skład Rady Wykonawczej Prowincji.

ZMIANY PAŃSTWOWOŚCI POŁUDNIOWOAFRYKAŃSKIEJ. KONSTYTUCJA REPUBLIKI POŁUDNIOWEJ AFRYKI 1983 – PRZYCZYNY I SKUTKI

    Pomiędzy rokiem 1961, kiedy to uchwalono pierwszą ustawę zasadniczą Republiki Południowej Afryki, a końcem lat siedemdziesiątych XX wieku, zaszło wiele znaczących zmian o charakterze społecznym i metapolitycznym. Trwała co prawda dalej Zimna Wojna, jednak miała ona zupełnie inny charakter, niż wcześniej. Nastąpiło odprężenie na linii USA-ZSRR, Chiny stały się cichym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych przeciwko Związkowi Radzieckiemu, podpisano też układ SALT… W polityce wewnętrznej państw zachodnich (do których aspirowała Południowa Afryka) a zwłaszcza protestanckich nastąpiło wiele nieodwracalnych przemian. Końcówka lat sześćdziesiątych XX-wieku to okres, w którym państwa anglosaskie odchodzą od doktryn segregacji rasowej. Spowodowane było to zarówno coraz większymi napięciami wewnętrznymi. Poza tym, anglosaskie państwa Zachodu (przede wszystkim USA) chciały pozbyć się – słusznie podnoszonego przez ZSRR – wizerunku kraju rasistowskiego, tym samym zwiększając atrakcyjność swej doktryny w wielu państwach Trzeciego Świata.

    W Republice Południowej Afryki również notowano wiele zmian. Przede wszystkim, rok 1977 przyniósł pierwsze sankcje dla Pretorii ze strony państw zachodnich, do tej pory naturalnych partnerów RPA na arenie międzynarodowej. Ponadto, wskazywano na wielki koszt i nieopłacalność prowadzenia polityki tzw. Wielkiego Apartheidu, polegającego na całkowitym rozgraniczeniu ras (osobne uczelnie, urzędy, budynki użyteczności publicznej, czy nawet toalety). Jednocześnie, w społeczeństwie południowoafrykańskim (zwłaszcza wśród Burów) nadal żywy był kalwinizm, w doktrynie swej stanowiący o konieczności rozgraniczenia Białych (predystynowanych do zbawienia) i Kolorowych (synów Chama – potępionych przez Boga). Co ciekawe, Biały oraz Kolorowy były pojęciami prawnymi – jako Białych zakwalifikowano na przykład Japończyków, czy też Indian południowoamerykańskich. Jako takie pojęcie to miało coraz mniej wspólnego z kolorem skóry. Co więcej, wśród mieszkańców RPA żywe były chęci do utrzymywania za wszelką cenę europejskiego charakteru państwa. Wszystkie te czynniki sprawiły, iż zaczęto poszukiwać sposobów aktywizacji politycznej Kolorowych (Indusów i Murzynów), przy jednoczesnym zachowaniu administracyjnego rozgraniczenia ras. Poszukiwania te doprowadziły do uchwalenia w roku 1983 nowej konstytucji.

    Po raz pierwszy pomysł uchwalenia nowej konstytucji przedłożył premier (późniejszy prezydent) Pieter Willem Botha w roku 1981. 2 listopada 1983 roku odbyło się referendum, w którym 66,3% uprawionych do głosowania opowiedziało się za nową konstytucją. Konstytucja weszła w życie 3 września 1984 roku.

    Jednym z najbardziej zaskakujących przepisów nowej konstytucji był ten o ustanowieniu trójizbowego parlamentu. Chodziło o zapewnienie zarówno Białym, jak też Murzynom i Indusom partycypacji w aktywnej polityce i władzy, przy jednoczesnym zachowaniu pryncypiów rozgraniczenia ras. Ponadto, zniesiono urząd premiera. Od tej pory, gabinet kierowany był przez prezydenta. Został nim dotychczasowy premier Pieter Willem Botha.

TRÓJIZBOWY PARLAMENT – WSZYSTKIE KOLORY W POLITYCE, ROZDZIELNOŚĆ ZACHOWANA

    Początki trójizbowego parlamentu Republiki Południowej Afryki sięgają roku 1981. Wtedy to powstała Rada Prezydencka[37]. Był to organ doradczy, składający się z 60 członków, nominowanych przez prezydenta. Byli to Biali, Czarni, Indusi i Chińczycy[38].

    W roku 1982 Rada Prezydencka przedstawiła propozycję reformy konstytucyjnej, celem podzielenia władzy pomiędzy Białych, Czarnych i Indusów. Wielu konserwatywnych parlamentarzystów było niezadowolonych z zaproponowanych zmian. Jeden z nich, Andries Treurnicht, założył w roku 1983 Partię Konserwatywną[39], opowiadającą się za powrotem do tradycyjnej polityki tzw. Wielkiego Apartheidu.

    Celem zatwierdzenia propozycji konstytucyjnych, dnia 2 listopada 1982 roku odbyło się wspomniane referendum. Postępowa Partia Federalna[40], która była przeciwna wykluczeniu Czarnych z polityki, jak też Partia Konserwatywna, namawiały do zagłosowania na „nie” dla nowej konstytucji. Partia Konserwatywna wykorzystywała transparenty z napisem „Rhodesia voted yes – vote no!”, nawiązując do dramatycznej sytuacji tego kraju po przejęciu władzy przez Roberta Mugabe[41]. Południowoafrykańska, antyrządowa prasa anglojęzyczna pozytywnie przyjęła wiadomość o nowej konstytucji i trójizbowym parlamencie. Był to „krok w dobrą stronę”.

TRÓJIZBOWY PARLAMENT – STRUKTURA I DZIAŁANIE

    Nowy, trójizbowy parlament Republiki Południowej Afryki obradował w nowym, specjalnie na ten cel przeznaczonym budynku, położonym w Kapsztadzie, niedaleko od starych zabudowań parlamentarnych. Obecnie, w budynku Trójizbowego Parlamentu obraduje Zgromadzenie Narodowe, a w starych zabudowaniach siedzibę swą ma Narodowa Rada Prowincji.

    Nowa konstytucja nie przewidywała istnienia Senatu[42]. Nowy parlament składał się więc z trzech równorzędnych sobie pod względem prawnym, podzielonych pod względem rasowym izb. Zniesiono ograniczenia w głosowaniu dla Czarnych i Indusów, pozostawiając jedynie cenzus wieku – 21 lat. Każda z trzech ras (Biali, Czarni, Indusi), głosowała w wyborach powszechnych do danej izby.

  1. 178-osobowa Izba Zgromadzeń[43] (członkowie: Biali, głosujący: Biali).
  2. 85-osobowa Izba Reprezentantów[44] (członkowie: Czarni, głosujący: Czarni).
  3. 45-osobowa Izba Delegatów[45] (członkowie: Indusi, głosujący: Indusi).

    Każda z trzech izb zajmowała się sprawami, dotyczącymi ich rasy. Były więc oddzielne ministerstwa edukacji, polityki społecznej, mieszkaniowej, kultury, dla każdej rasy. Istniały również resorty ogólnokrajowe, takie jak: obronność, finanse, prawo, polityka wewnętrzna, polityka zagraniczna, transport, handel czy rolnictwo. Były one zarządzane przez międzyrasowe komitety stałe.

    Wybory do Izby Reprezentantów i Izby Delegatów z sierpnia 1984 roku spotkały się z dużym sprzeciwem. Zjednoczony Front Demokratyczny[46], powstały z połączenia się antyburskich organizacji społecznych i związków zawodowych, nawoływał do bojkotu wyborów. Nawoływanie do bojkotu wyborów doprowadziło do rzeczywistej sytuacji, w której Izba Reprezentantów i Izba Delegatów cierpiały na brak wiarygodności w społeczeństwie. Stało się tak, gdyż problemem była notorycznie niska frekwencja. Przykładowo, w wyborach z sierpnia 1984 roku wyniosła ona 16,2%[47]. W roku 1989 było niewiele lepiej – 23,3%[48].

WŁADZA

        Według konstytucji Republiki Południowej Afryki z roku 1983, prezydent był również szefem rządu. Był on wybierany spośród członków wszystkich izb parlamentarnych przez 88-osobowe Kolegium Elektorskie[49], składające się z 50 Białych, 25 Czarnych i 13 Indusów. Elektorzy wybierani byli na głosowaniach w poszczególnych izbach. Kadencja Kolegium Elektorskiego trwała tyle, co kadencja parlamentu – 5 lat. Prezydent powoływał radę ministrów „spraw ogólnokrajowych”, a także Rady Ministrów, złożone z członków poszczególnych izb parlamentarnych. Zarządzały one resortami, zajmującymi się sprawami, charakterystycznymi dla danej rasy.

    W przypadku sporów legislacyjnych pomiędzy izbami parlamentarnymi, rozwiązywała je Rada Prezydencka[50]. Składała się ona z 60 członków – 20 mianowanych przez Izbę Zgromadzeń, 10 przez Izbę Reprezentantów, 5 przez Izbę Delegatów i 25 bezpośrednio przez Prezydenta.

    Skład liczbowy izb parlamentarnych, jak też Kolegium Elektorów i Rady Prezydenckiej powodował, że izby „Czarna” i „Induska” praktycznie nie mogły przegłosować izby „Białej”. Nowa konstytucja i trójizbowy parlament były jednak ważnym krokiem w politycznej historii RPA. Pozwoliły bowiem na partycypację (choć w ograniczonym zakresie) ludności Czarnej i Induskiej w polityce, co było wielkim pozytywem w porównaniu do okresu tzw. Wielkiego Apartheidu, gdy w praktyce, ludność inna niż biała pozbawiona była praw politycznych. W roku 1994 wszystkie izby parlamentu jednogłośnie uchwaliły projekt konstytucji ad interim z 1993 roku, kładąc tym samym kres wszelkich form segregacji rasowej w Republice Południowej Afryki. 

PODSUMOWANIE – DEMOKRACJA, CZY DYKTATURA?

    W powszechnej świadomości Republika Południowej Afryki nazywana jest dyktaturą, lub reżimem. Jest to jednak reżim nietypowy, zwłaszcza dla mieszkańca Europy Środkowo-Wschodniej, który najpierw doświadczył dwóch totalitaryzmów, II wojny światowej, a po niej został na 45 lat zamknięty w bańce „realnego socjalizmu”. Wszystko zatem zależy od punktu widzenia.

    Czy więc system południowoafrykański był totalitarny? Jak ukazano wcześniej, nie mieliśmy tu do czynienia z systemem rządów monopartyjnych. Brak również charyzmatycznego przywódcy, gubernatorzy, prezydenci, czy gabinety rządowe zmieniały się w Afryce Południowej z nadzwyczajną regularnością. Brak wszechobecnej propagandy, gospodarka była w większości w rękach prywatnych a armia wywodziła się z wojska typu milicyjnego, gdzie obywatele dysponowali własną, prywatną bronią.

    System apartheidu zbudowany był na podstawie obecnego w dominującej na południu Afryki religii kalwinizmu teorii o predestynacji do zbawienia, lub potępienia. Tak więc był doktryną, a nie ideologią, gdyż opierał się na religii.

    Apartheid był motywowany również względami społeczno-politycznymi, przede wszystkim chęcią utrzymania europejskiego charakteru tego położonego na Czarnym Lądzie kraju. Jednak natrafiamy tu na interesującą zależność czasową.  Pierwsi Europejczycy trafili na Przyladek w wieku XVII. Wtenczas w Europie popularne były systemy, zbudowane w oparciu o zasadę monarchii absolutnej, bądź też – jak w Polsce – demokracji szlacheckiej, będącej tak naprawdę wcieleniem republiki arystokratycznej. Burowie, mówiąc o „europejskości” państwa, zapewne mieli na myśli tego rodzaju systemy. Należy pamiętać, że narodowość Afrykanerska kształtowała się w oderwaniu od przemian, zachodzących na Starym Kontynencie od wieku XVIII do XX. Dla porównania – polska demokracja szlachecka różniła się od dzisiejszej demokracji liberalnej, jednak nieporozumieniem jest nazywanie choćby czasów panowania Jana III Sobieskiego okresem największego rozkwitu polskiego totalitaryzmu (sic!).

    W RPA nigdy nie zrezygnowano z parlamentaryzmu i wielopartyjności. Nie mamy tu zatem do czynienia z dyktatorem i systemem jednopartyjnym. Ponadto, mieszkańcy RPA obserwowali powstawanie (nierzadko drogą rewolucyjną) nowych krajów w tzw. Czarnej Afryce. Niejednokrotnie, pomimo niepodległości, były one bardziej brutalne i nieudolne, niż poprzedzające je zarządy kolonialne. Obserwacje te sprawiały, że nawet wśród ludności kolorowej doceniana była wartość rządów Białych, opartych na brytyjskich zasadach Statutu Westminsterskiego.

    Jak pokazano powyżej, rozumienie apartheidu ewoluowało. Wiele zmieniło się od klasycznie pojmowanej dominacji Białych, do konstytucji z roku 1983, gdzie zaproponowano 3 równe prawnie, choć oddzielne izby parlamentarne. Można zatem powiedzieć, że taka ewolucja pozwoliła na uniknięcie rewolucyjnych błędów państw Afryki Subsaharyjskiej.

    Należy poczynić jeszcze jedno zastrzeżenie. W tekście nie opisano tzw. bantustanów[51], docelowo pomyślanych jako oddzielne organizmy państwowe. Wykracza on nieco poza ramy tematyczne tej pracy, jednak potrzebne jest jego dogłębne opisanie i zbadanie, co zapewne uczyni Autor w odrębnym tekście.

    Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, lub też liberalnych krajów Europy Zachodniej, system apartheidu był brutalnym reżimem, choć również w USA praktycznie do końca lat sześćdziesiątych XX wieku istniał podobny (choć oficjalnie niemotywowany religijnie) system segregacji rasowej. Gdy jednak porównamy apartheid z brutalnymi rządami afrykańskich watażków-dyktatorów, okaże się, że co prawda miał on wiele wad, był jednak najpełniejszą próbą zbudowania na kontynencie afrykańskim stabilnego, relatywnie zamożnego państwa. Obserwacja ta, jak też przytoczone powyżej czynniki (brak jednopartyjności i dyktatora, wielopartyjność i parlamentaryzm), prowadzą do konstatacji, że Południowa Afryka w wieku XX nie była reżimem, czy dyktaturą w potocznym rozumieniu. Można uznać je raczej za ostatni przykład klasycznej demokracji ateńskiej. W przypadku RPA obywatele greccy zostali zastąpieni przez Białych, rola metojków przypadła Kolorowym. Apartheid był swego rodzaju polityczną skamieliną, przeniesieniem zasad państwa wieku XVII do czasów świata Zimnej Wojny. Otoczka zewnętrznej modernizacji nie zmieniła istoty systemu. Afrykanerzy trwali zatem jako ostatni bastion ortodoksyjnego ewangelicyzmu reformowanego. Paradoksem wielopartyjności Apartheidu jest przypisywanie win za jego trwanie narodowi afrykanerskiemu. Dzisiaj Afrykanerzy uznawani są przez ONZ za naród niereprezentowany. Ale to już materiał zasługujący na osobne zbadanie.


[1]Russell Harpin, Liberalism, constitutionalism and Democracy, Oxford 1999.

[2] Ibidem.

[3] The general characteristics of Totalitarian Dictatorship [w:] Carl J. Friedrich, Zbigniew K. Brzeziński, Totalitarian Dictatorship and Autocracy, Friedrich A. Praeger Publishers, New York 1956, s. 15-31.

[4] Michel Focault, Narodziny biopolityki. Wykłady w College de France 1978-1979, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011, s. 199; R. Skarżyński, Od liberalizmu do totalizmu, t. 2, s. 44-57; Paweł Bała, Adam Wielomski, Wstęp do nauki o państwie, prawie i polityce. Wybrane zagadnienia, Biała Podlaska 2011, s. 45-49.

[5] Adam Wielomski, Myśl polityczna Reformacji i Kontrreformacji, t. 1, Rewolucja Protestancka, Warszawa 2013, s. 104-111, 157-159; Adam Wielomski, Anty-Rzym. Projekt eklezjalno-polityczny Jana Kalwina, „Dialogi Polityczne”, 2019r., nr 26, s. 11-25.

[6] The Monarch of South Africa (przyp. Autora).

[7] South Africa Act 1909, Part III [w:] Amazon Digital Services LLC – Kdp Print Us, 2019, ISBN: 109991269; 9781099912368.

[8] Executive Council (przyp. Autora).

[9] South Africa Act 1909, Section 19.

[10] House of Assembly (przyp. Autora).

[11] South Africa Act 1909,  Section 63.

[12] South Africa Act 1909, Part VI.

[13] South Africa Act 1909, Section 106.

[14] South Africa Act 1909, Part V, Sections 68 to 94.

[15] P.M. Laurence, The Life of John Xavier Merriman, Richard R. Smith Inc., 1930.

[16] P. Lewson, Selections from the Correspondence of J. X. Merriman, Van Riebeeck Society, Cape Town 1963.

[17] South Africa: Historical franchise arrangements, Electoral Institute for the Sustainability of Democracy in Africa [w:] www.eisa.org.za/WEP/soubg2.htm (data dostępu: 18.03.2020r.).

[18] South Africa: White domination and Black resistance (1881-1948), Electoral Institute for the Sustainability of Democracy in Africa [w:] www.eisa.org.za/WEP/sourceview5.htm (data dostępu: 18.03.2020r.).

[19] Christoph Marx, Oxwagon Sentinel: Radical Africaner Nationalism and the History of Ossewabrendwag, LIT Verlag, Muenster 2009, s. 61.

[20] Kamil Cebulski, Czerwona tragedia Południowej Afryki, Youtube.com (data dostępu: 18.03.2020r.).

[21] South Africa Act 1909, Section 137.

[22] Statute of Westminster 1931 [w:] www.legislation.gov.uk/ukpga/1931/4/pdfs/ukpga_19310004_en.pdf (data dostępu 22.03.2020r.).

[23] John Dugard, Daniel L. Betlehem, Max Du Plessis, International law: a South African perspective, Juta&Co., 2005, s. 19.

[24] Ian Loveland, By due process of law? Racial discrimination and the right to vote in South Africa 1855-1960, Oxford Hart Publishing, ISBN: 978-1-84113-049-1, s. 191.

[25] National Party (przyp. Autora).

[26] South African Party (przyp. Autora).

[27] United Party (przyp. Autora).

[28] F. Furet, Przeszłość pewnego złudzenia. Esej o idei komunistycznej w XX wieku, Warszawa 1996r., s. 441-480.

[29] General South African History Timeline: 1950s [w:] www.sahistory.org.za/article/general-south-african-history-timeline-1950s (data dostępu: 24.03.2020r.).

[30] Rita M. Byrnes, Separate and Unequal [w:] South Africa: A Country Study, 1996.

[31] „Death the Leveler”, Time, 15.12.1952r.

[32] Prof. Bruno Drwęski: Upadek Apartheidu w RPA” Youtube.com (data dostępu: 24.03.2020r.).

[33] Cytat przypisywany premierowi Związku Południowej Afryki, Danielowi Francois Malanowi [w:] Grzegorz Bębnik, Ostatnia walka Afrykanerów, Biała Podlaska 2004, s. 152.

[34] Ang. State President (przyp. Autora).

[35] Vernon V. Palmer, Mixed Jurisdictions Worldwide, Cambridge University Press, 2001, s. 141.

[36] Afryka Południowo Zachodnia (ang. South-West Africa) – była kolonia niemiecka w Afryce. Po I wojnie światowej stała się terytorium mandatowym Ligi Narodów pod powierniczym zarządem Związku Południowej Afryki. W roku 1966 Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych cofnęło powiernictwo, jednak istniejące status quo dobiegło końca w roku 1990, kiedy to Afryka Południowo-Zachodnia uzyskała niepodległość jako Namibia, w konsekwencji rokowań po zakończeniu wojny domowej w Angoli (przyp. Autora).

[37] Ang. President’s Council, afr. Presidentsraad (przyp. Autora).

[38] Melanie Yap, Dianne Leong, Color, Confusion and Concessions: the history of the Chinese in South Africa, Hong Kong University Press, 1996.

[39] Ang. Conservative Party (przyp. Autora).

[40] Ang. Progressive Federal Party (przyp. Autora).

[41] Peter Godwin, „Whose Kith and Kim now?”, Sunday Times, 25.03.1984r.

[42] Official Yearbook of the Republic of South Africa, South African State Department of Information, 1979, s. 952.

[43] Ang. House of Assembly, afr. Volksraad (przyp. Autora).

[44] Ang. House of Representatives, afr. Raad van Verteenwoordigers (przyp. Autora).

[45] Ang. House of Delegates, afr. Raad van Afgevaardigdes (przyp. Autora).

[46] Ang. United Democratic Front (przyp. Autora).

[47] 1984 House of Delegates Election [w:] Elections in South Africa, www.africanelections.tripod.com/za.html#1984_House_of_Delegates_Election (data dostępu: 26.03.2020r.).

[48] Ibidem.

[49] Ang. Electoral College (przyp. Autora).

[50] Ang. President’s Council (przyp. Autora).

[51] Ang. Homelands (przyp. Autora).

Dodano w Bez kategorii

Podczas, gdy rosyjscy urzędnicy i funkcjonariusze służb walczą z koronawirusem, prezydent Władimir Putin pozostaje w „samoizolacji politycznej” – mówi politolog, Andriej Kolesnikow.

W ostatnich tygodniach nastąpił znaczny spadek poparcia dla prezydenta Władimira Putina. Pod koniec kwietnia, według sondażu, przeprowadzonego w Rosji przez niezależne Centrum Lewady, działania Putina są popierane jedynie przez 59% Rosjan, co jest najniższym poziomem od 20 lat. Co więcej, notowania prezydenta Rosji kształtują się zupełnie inaczej, niż w przypadku państw zachodnich. Tam poparcie dla władzy podczas trwania epidemii rośnie. W Rosji odwrotnie – spada.

Samoizolacja polityczna

Nie licząc efektownej wizyty w szpitalu zakaźnym pod Moskwą 24 marca, Putin pracował zdalnie w swej rezydencji w Nowo-Ogariowie. Ponadto, pojawiły się sugestie, że pokazane w państwowej telewizji 6 kwietnia spotkanie Putina ze współpracownikami, zostało nagrane w marcu i wyemitowane z opóźnieniem. Prezydent zwracał się co prawda kilkukrotnie z orędziem do narodu, jednak w mediach brylują inni: mer Moskwy Siergiej Sobianin i premier Michaił Miszustin. Pierwszy kieruje grupą roboczą przy Radzie Federacji, koordynującą walkę z koronawirusem na szczeblu regionalnym. Premier natomiast stoi na czele rady koordynacyjnej ds. walki z pandemią koronawirusa.

Jak zaznacza znany, rosyjski ekspert ośrodka Carnegie, politolog Andriej Kolesnikow – Prezydent Putin jest przywódcą-sybarytą, który „włącza się” do pracy okresowo, przeważnie pozostając nieobecnym. W okresie pandemii jest to szczególnie widoczne – podkreśla Kolesnikow.

Sobianin i Miszustin podzielili między siebie kompetencje – walkę z epidemią oraz pomoc gospodarczą – stając się postaciami wyrazistymi. Putin natomiast, w konfrontacji z faktyczną sytuacją, wydaje się oddalać w polityczną samoizolację.

Według Andrieja Kolesnikowa, państwo rosyjskie – uważane przez obywateli za socjalne i paternalistyczne – nie zdało egzaminu z tych cech w czasie trwania pandemii. – Pomoc była niekonsekwentna, niewystarczająca i spóźniona. To zaważyło na notowaniach prezydenta. Władimir Putin „imituje aktywność”. Rosyjski prezydent mówił o łagodzeniu restrykcji, wprowadzonych z powodu restrykcji koronawirusa. W istocie, były one utrzymywane, a nawet zaostrzane – podkreśla Kolesnikow.

Tonący referendum się chwyta?

Ekspert ośrodka Carnegie prognozuje, że w obliczu spadku poparcia dla Putina, władze Rosji pospieszą się z przeprowadzeniem referendum w sprawie zmian w rosyjskiej konstytucji. Referendum miało się pierwotnie odbyć 22 kwietnia, lecz z powodu pandemii zostało przeniesione na 24 czerwca. – Data ta jest nieprzypadkowa. 75 lat temu, właśnie 24 czerwca odbyła się pierwsza po pokonaniu Niemiec w II wojnie światowej defilada na Placu Czerwonym – mówi Kolesnikow – Postulowane zmiany w konstytucji pozwoliłyby Władimirowi Putinowi na ubieganie się o kolejną kadencję prezydencką po zakończeniu obecnej w roku 2024.

Data 24 czerwca może wywołać efekt mobilizacji politycznej i Rosjanie poprą w referendum zmiany konstytucyjne na korzyść Władimira Putina – Wobec spadającego poparcia dla prezydenta, im wcześniej odbędzie się referendum, tym lepiej – podsumowuje Andriej Kolesnikow.  

Źródło: Dziennik.pl

Dodano w Bez kategorii

Rafał Trzaskowski zapowiedział, że jeśli zostanie prezydentem RP, jedną z jego pierwszych decyzji będzie przygotowanie “białej księgi epidemii COVID-19”. Zarzucił przy tym rządzącym lekceważenie ekspertów ws. koronawirusa oraz podejmowanie nieracjonalnych decyzji.

Kandydat KO na swojej konferencji prasowej stwierdził, że rząd nie radzi sobie z epidemią COVID-19.

“Zostawił bardzo wielu ludzi samym sobie i właśnie dlatego, że tak wygląda dzisiejsza sytuacja, jestem absolutnie przekonany, że prezydent RP powinien w takich sytuacjach interweniować, powinien spełniać aktywną rolę, nie może być tylko niemym obserwatorem wydarzeń” – przekonywał kandydat na prezydenta.

Prezydent Warszawy zapewniał, że od wybuchu epidemii współpracował z rządem. Ocenił, że decyzje, które rząd podejmuje, nie do końca są racjonalne. “Nie reaguje na nasze ostrzeżenia, nie koordynuje swoich działań z samorządami, które najlepiej wiedzą jak opiekować się ludźmi” – mówił.

Zaznaczył, że samorządowcy już na początku epidemii sygnalizowali rządowi możliwe problemy w domach pomocy społecznej, a eksperci – problemy w kopalniach. “Niestety rząd nie był do tego przygotowany. Były wprowadzane przeróżnego rodzaju obostrzenia i ja rząd oczywiście popierałem w tych decyzjach, ale powstaje pytanie, czy były to decyzje na pewno racjonalne, że najpierw otwierano parki, po to, żeby zaraz je zamknąć. Mówiono o tym, że nie trzeba nosić masek, po to, żeby później nakazać nam noszenie tychże masek codziennie poza domem” – powiedział prezydent stolicy.

Jak zauważył również, rząd podejmował decyzje o tym, żeby otwierać przedszkola, żłobki i obiekty sportowe, “przepychając” przy tym całą odpowiedzialność na samorządy, a jednocześnie utrzymywał restrykcje dotyczące komunikacji miejskiej. “To nie było dobrze skoordynowane, ludzie często zostali pozostawieni samym sobie” – stwierdził Trzaskowski.

Zwrócił jednocześnie uwagę, że na jesieni w Polsce może wystąpić druga fala epidemii. Dlatego – jak zapowiedział – jedną z jego pierwszych decyzji, jako prezydenta RP, będzie przygotowanie “białej księgi epidemii COVID”. Dokument miałaby przygotować niezależna firma audytorska i eksperci. “Tak, żebyśmy wyciągnęli wnioski z tego, co robił rząd, ale również z tego, co robiły samorządy i żebyśmy byli przygotowani na ewentualny nawrót epidemii. Nie możemy sobie już pozwolić na to, żeby ludzie zostawieni byli samym sobie (…), żeby nasze bezpieczeństwo i zdrowie było narażane na szwank” – podkreślił kandydat Koalicji Obywatelskiej.

Zbiórka podpisów w swoim czasie

“Zbiórka podpisów pod moją kandydaturą rozpocznie się wraz ze startem kampanii wyborczej; zbierzemy je bardzo szybko, bo widzimy, jak Polacy chcą iść głosować, jak wielka energia im towarzyszy” – powiedział Trzaskowski.

12 maja Sejm uchwalił nową ustawę dotyczącą tegorocznych wyborów prezydenckich. Przewidziano w niej, że głosowanie odbędzie się metodą „mieszaną” – w lokalach wyborczych oraz dla chętnych – korespondencyjnie. Choć ustawa zakłada możliwość ponownej rejestracji kandydatów, którzy mieli wziąć udział w wyborach prezydenckich 10 maja (bez konieczności ponownego zbierania podpisów poparcia), to daje też prawo startu nowym kandydatom.

Ustawa jest teraz w Senacie, który ma 30 dni na jej procedowanie. Prawdopodobnie, jak dowiedziała się PAP, zajmie się nią na posiedzeniu zaplanowanym na 27 i 28 maja.

źródło: PAP

Dodano w Bez kategorii

Polski producent gier CD Projekt pod względem kapitalizacji giełdowej przewyższył  francuski Ubisoft, osiągając wycenę spółki na poziomie 36,5 mld. zł.

Ze względu na zwyżkę notowań swoich akcji, całkowita wycena CD Projekt wyniosła we wtorek 37,4 mld. zł. Dało jej to pierwsze miejsce wśród spółek notowanych na GPW, a także wśród branż europejskich. Sytuacja spowodowana jest także utratą we wtorek 5% kursu przez francuską firmę Ubisoft. Cena jednej akcji spółki wynosiła 64,5 euro, a wycena całej spółki osiągnęła łącznie 35,6 miliardów zł. Podobna sytuacja miała miejsce w październiku 2019 roku, kiedy wycena spółki francuskiej spadła 21 miliardów złotych, a CD Projekt osiągnęła 22 miliardy złotych.

Najwięcej w europejskiej branży gamingowej

W 2019 roku wysokość przychodów kształtowała się na korzyść Ubisoft, która osiągnęła łączny zysk 1,85 miliarda euro. Ponadto zyski netto spółki osiągnęły 100 milionów euro. Grupa kapitałowa CD Projekt zakończyła 2019 rok z przychodami wysokości 521 milionów złotych. Natomiast zysk netto zamknął się w kwocie 157 milionów złotych. Analitycy biorący udział w ankiecie PAP spodziewają się, że Producent “Wiedźmina” w obecnym roku zwiększy swoje przychody do wysokości 1,88 miliarda złotych netto. Zwłaszcza, że we wrześniu tego roku ma się odbyć premiera gry:” Cyberpunk”.

ŹRÓDŁO: PULSBIZNESU

Zobacz też: Amazon Polska potwierdza zgon kobiety na nocnej zmianie

Dodano w Bez kategorii

Jak podaje szwedzki dziennik „Dagens Nyheter” wielu seniorom w domach opieki zamiast leczenia Covid-19 podawana jest m.in. morfina, która hamuje oddychanie.

Według profesora geriatrii Yngve Gustafsona, podstawowe leczenie w przypadku koronawirusa powinno polegać na przyjmowaniu kroplówek z substancjami odżywczymi, podawaniu pacjentom leków tlenu, antybiotyków oraz leków przeciwzakrzepowych. Zapobiegałoby to wtórnemu, bakteryjnemu zapaleniu płuc. Zamiast tego wielu osobom starszym z zapaleniem płuc podaje się morfinę oraz midazolam (lek psychotropowy), które znacznie utrudniają oddychanie. „To jest aktywna eutanazja, jeśli nie coś gorszego” – twierdzi Gustafson.

Opinię eksperta ds. geriatrii potwierdza w “Dagens Nyheter” pragnący zachować anonimowość lekarz ze Szpitala Uniwersyteckiego Karolinska w Sztokholmie. Opisuje on, że “paliatywny koktajl” jest stosowany na dużą skalę z Covid-19 w szpitalach i domach opieki. To jest delikatny temat, nie rozmawiamy o tym z kolegami. Teraz widzę, że coraz częściej stosuje się eutanazję pod pozorem opieki paliatywnej” twierdzi rozmówca gazety.

Według lekarza “paliatywny koktajl” standardowo składa się ze wspomnianej wcześniej morfiny, midazolamu oraz przeciwpsychotycznego haldolu. Podawanie tych środków uwzględnione jest w zaleceniach Zarządu ds. Opieki Zdrowotnej i Pomocy Społecznej dotyczących postępowania z pacjentami w zaawansowanym wieku.

“Aspekty etyczne nie są podnoszone”

“Wielu pacjentów z Covid-19 jest leczonych w sposób, jak w przypadku ludzi z nieuleczalnym rakiem, którym pozostało niewiele życia. Gdy jest stosowany u pacjentów z niedoborem tlenu, zdecydowanie przyspiesza ich śmierć. Krewni często nic o tym nie wiedzą, gdyż obowiązuje zakaz odwiedzin. Aspekty etyczne nie są podnoszone, ale uważam, że jest to nielegalne i że niektórzy z tych pacjentów mogliby przeżyć, gdyby zastosowano u nich tlenoterapię” – twierdzi lekarz.


Jak dodaje Gustafson, odsetek seniorów, którzy leczeni są na oddziałach intensywnej terapii przy pomocy respiratorów jest niższy, choć osoby w podeszłym wieku są najbardziej dotknięte koronawirusem. Ponadto grupa ta jest nadreprezentowana w statystykach dotyczących zgonów. “To pokazuje, że zdecydowaliśmy się zrezygnować ze starszych osób, które miałyby szansę na przeżycie” – podkreśla profesor.

Według statystyk w Szwecji połowa wszystkich zmarłych w związku z koronawirusem mających więcej niż 70 lat, mieszkała w domach opieki dla osób starszych.

źródło: PAP

Dodano w Bez kategorii

Jak informuje portal “money.pl” w wyniku kryzysu gospodarczego spowodowanego koronawirusem powstanie wielka dziura budżetowa. Osiągnąć ma nawet 100 mld strat w państwowych finansach. Ministerstwo Finansów nie zamierza udzielać konkretnych odpowiedzi w tym temacie.

Nie od dziś wiadomo, że epidemia koronawirusa wywoła ogromne koszta w polskiej i światowej gospodarce. Jednakże Ministerstwo Finansów z Tadeuszem Kościńskim na czele nie udzielają jasnych odpowiedzi na nurtujące pytania obywateli. Główny ekonomista finansów pracujący w resorcie szacuje, że dziura budżetowa może osiągnąć 100 mld złotych.

Zobacz także: Łukasz Piszczek pozostaje w BVB jeszcze na rok. Wicekapitan Dortmundczyków podpisał nowy kontrakt.

“Nie chciał bym tutaj czynić jakiejś deklaracji, czy to będzie 100 miliardów, więcej czy mniej. Na bieżąco analizujemy też sytuację po stronie wpływów podatkowych. To będzie kluczowa kwestia” – powiedział Leszek Czernicki – dodając – “Wiemy dobrze, że marzec był miesiącem, kiedy te wpływy podatkowe tylko częściowo się załamały, bo lockdown jest z nami od połowy marca. Kwiecień pewnie będzie wyjątkowym miesiącem i tak naprawdę pokaże podatkowo całą skalę załamania gospodarczego”.

Sam szef resortu finansów Tadeusz Kościński informuje, że w okolicach lipca ma powstać nowelizacja budżetu, lecz nie podał żadnych konkretów – “Zgodnie z planem pod koniec czerwca, w lipcu będzie nowelizacja budżetu, oczywiście jak najpierw zmodernizujemy – nie zawiesimy – stabilizującą regułę wydatkową. Jesteśmy na etapie głębokiej pracy, musimy poczekać, co się zmieni i gdzie”.

Ministerstwo nie wyklucza przeprowadzenia korekty w tegorocznej prognozie PKB. Obecnie na rachunkach resortu finansów znajduje się kwota 90 mld złotych.

money.pl

Dodano w Bez kategorii

Prof. Mirosław Piotrowski/fot. YT/Media Narodowe / fot. YT/Media Narodowe

Kandydat na prezydenta, prof. Mirosław Piotrowski w rozmowie z Dominikiem Cwikłą opowiedział o skali oferowanych łapówek ministrom zdrowia. Może chodzić nawet o miliard złotych! Oprócz tego ujawnił, że wraz z Grzegorzem Braunem może udać się przeprowadzić rewolucyjną zmianę prolife “w ciągu kilku tygodni”, przy niespodziewanej pomocy posłów, których z obroną życia raczej by się nie kojarzyło.

Prof. Mirosław Piotrowski z Ruchu Prawdziwa Europa w “Komentarzu Politycznym” Mediów Narodowych został zapytany o oświadczenie majątkowe ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Dziś bowiem minister złożył korektę, z którego wynika, że w zeszłym roku na koncie miał nie ponad 1,1 tys. zł, ale… 34,4 tys. zł. Prof. Piotrowski ocenił, że to niewielka różnica.

Jeśli popatrzymy na ministrów czy koncerny farmaceutyczne, bądź kwoty, które pojawiają się chociażby przy zakupie masek… bo to są milionowe kwoty, jak czytam w mediach [….]. Przewijają się tam kwoty kilku milionów złotych. To w tej perspektywie ta “drobna” korekta wydaje się dość groteskowa – ocenił prof. Piotrowski.

Każdy minister zdrowia jest pod ostrzałem firm farmaceutycznych i tutaj dysponuje się ogromnymi środkami finansowymi. Dla przykładu tylko podam, abstrahując od tego oświadczenia majątkowego, że rozmawiałem kiedyś z ministrem zdrowia, który już przestał być ministrem. Chcieli go pozyskać znowu. A on absolutnie nie chciał iść. Nacisk był bardzo poważny. I on mi mówi: “Słuchaj, gdzie można zmieścić miliard złotych łapówki? Gdzie byś to pomieścił?” – ujawnił kandydat na prezydenta Ruchu Prawdziwa Europa prof. Mirosław Piotrowski.

Zwracam uwagę na to, jak wielkie środki są przeznaczane przez firmy farmaceutyczne, żeby obsłużyć ludzi – podkreślił prof. Piotrowski.

Zapytany o to, “który były minister zdrowia miał ofertę miliarda złotych łapówki” i “kiedy to było”, gość Mediów Narodowych zapowiedział, że “to w następnym programie o zdrowiu” opowie.

Rewolucja prolife w Sejmie?

Chwilę przed programem, prof. Piotrowski spotkał się z posłem Grzegorzem Braunem.

Rozmawialiśmy na temat ochrony życia poczętego oraz od chwili poczęcia do naturalnej śmierci. Mówiliśmy, że w Sejmie jest większość, żeby to przeprowadzić i pan poseł Grzegorz Braun powiedział, że to można bardzo szybko zrobić […] trzy dni wystarczą, by przegłosować stosowne ustawy – powiedział Mirosław Piotrowski.

Dodał, że Braun “przedstawił propozycje” jak “zdopingować większość” w Sejmie – nie tylko ze Zjednoczonej Prawicy, ale także z PSL oraz… PO!

Dobrze usłyszałem? Również w PO są posłowie, którzy byliby za życiem? – dopytał Dominik Cwikła.

Tak. Zapewnił mnie poseł Grzegorz Braun, że tacy są. Nie wychylają się, ale zagłosowaliby “za”. Nawet padły nazwiska, ale w tej chwili może nie będę podawał – zapowiedział prof. Mirosław Piotrowski z Ruchu Prawdziwa Europa.

Dodano w Bez kategorii